Wyświetlenia2,5 tys.
Radek33
1

Czy Kazimierz Wielki kazał zamordować księdza Marcina Baryczkę?

Ksiądz Baryczka, wikariusz katedralny krakowski z XIV wieku, według przekazów miał zostać zamordowany przez konflikt z królem Kazimierzem Wielkim. Co o tym wydarzeniu mówią nam jednak średniowieczne źródła?

Ksiądz Marcin Baryczka, wikariusz katedralny krakowski, oraz jego tragiczna śmierć bywają przywoływane przy ocenianiu rządów Kazimierza Wielkiego i jego postaci. Kilka lat temu Stanisław Szczur dość dokładnie przybliżył faktografię (np. kontakty między Kazimierzem a papiestwem), która mogłaby przybliżyć nieco możliwe okoliczności śmierci duchownego. Warto powrócić jednak do najbliższych temu wydarzeniu przekazów źródłowych, aby ukazać, w jaki sposób zmieniał się zakres wiadomości związanych z historią Marcina Baryczki.

Ksiądz Baryczka – hardy kapłan utopiony w Wiśle?
Pierwszym, który przekazał informacje o śmierci Baryczki, był anonimowy autor Kroniki katedralnej krakowskiej. Po powrocie Kazimierza do Krakowa z udanej wyprawy zbrojnej na Ruś pewien Marcin „zwany Baryczka” został fałszywie oskarżony przed królem. Nie wiadomo jednak, jakimi zarzutami obciążono Marcina. Duchownego w dzień św. Łucji – 13 grudnia – pojmali słudzy władcy i pod osłoną nocy utopili w Wiśle, choć nie udowodniono mu jakiejkolwiek winy. Taką wersję wydarzeń podaje źródło najbliższe czasom, w których doszło do omawianego wydarzenia, powstałe prawdopodobnie w latach 70. lub na przełomie lat 70. i 80. XIV w.

O wiele dokładniej przebieg wydarzeń opisał Jan Długosz.
Co prawda najobszerniejszą wersję zamieścił w dziewiątej księdze swoich Roczników, jednak nie jest to jedyne miejsce, w którym przedstawił historię Marcina Baryczki. Długosz najwcześniej, jak się wydaje, informacje o Baryczce podał w swojej redakcji katalogu biskupów krakowskich, rozpoczętej ok. poł. XV stulecia i kontynuowanej do śmierci dziejopisa. Przeważająca część katalogu powstała jednak właśnie w okolicach lat 50. XV w. Jan Długosz wydarzenia związane z Marcinem Baryczką umiejscawia w czasie trwania pontyfikatu biskupa krakowskiego Floriana z Mokrska, który był ordynariuszem w Krakowie w latach 1367-1380. Biskup Florian miał rzucić ekskomunikę na Kazimierza, który za namową Sędziwoja h. Topór, starosty sandomierskiego, nałożył prace na rzecz zamku sandomierskiego na poddanych biskupa ze wsi położonych koło Złotej niedaleko Sandomierza. Marcin Baryczka w tej wersji był wykonawcą napomnienia biskupiego (executorem monitorii episcopalis), utopionym w Wiśle z polecenia króla przez jego dworzanina Kochana h. Rawa. Co ciekawe, Florian zdjął ekskomunikę z Kazimierza dopiero po tym, jak władca przywrócił wolności poddanym z klucza złockiego (za to wszak kara została na władcę nałożona).
W którymś momencie Długosz zmienił koncepcję – albo dotarł do informacji zawartej w Kronice katedralnej krakowskiej. W Kalendarzu katedry krakowskiej ręką Długosza zapisano, że w dzień św. Łucji roku 1349 Marcin Baryczka został z rozkazu króla Kazimierza złapany i nocą utopiony w Wiśle za to, że zagroził królowi karami kościelnymi oraz za to, że żądał od władcy, aby odsunął od siebie nałożnice i przestał uciskać dobra Kościoła krakowskiego. Nie wiadomo, kiedy Długosz zapisał w Kalendarzu tę informację. Można chyba założyć, że uczynił to po wspomnianej wyżej wzmiance w Katalogu biskupów krakowskich, czyli w okresie po poł. XV w. Czas to niezwykły, bowiem wtedy to Długosz pracował nad swym najbardziej znanym dziełem.

Najpopularniejsza wersja historii o Marcinie Baryczce została zawarta właśnie w Rocznikach. Wedle tego wariantu opowieści Baryczka miał przekazać Kazimierzowi ogłoszenie nałożenia kary ekskomuniki, jaką na władcę i ludzi z jego otoczenia nałożył biskup krakowski Bodzęta (ordynariusz w latach 1348-1366, a więc poprzednik Floriana z Mokrska). Były co najmniej dwie przyczyny takiego kroku ze strony krakowskiego hierarchy – a przynajmniej dwie podaje Długosz. Pierwszą z nich było rozwiązłe życie króla: miał on posiadać w kilku miejscach królestwa liczne kochanki i nie ukrywać specjalnie tego faktu. Czary goryczy dopełniało to, że był on w tym czasie żonaty z Adelajdą heską, którą odtrącił od swojego boku. Król ignorował pouczenia polskich biskupów, apelujących do władcy o zmianę trybu życia. Ponieważ jednak monarcha nie przejawiał skłonności do wstrzemięźliwości, sprawa otarła się o papieża. Klemens VI (bo to on zasiadał wtedy na tronie papieskim w Awinionie) polecił Kazimierzowi oddalenie nałożnic i powrót do żony, biskupom Kościoła polskiego zalecał zaś dalsze upominanie władcy. Do powodów natury moralnej doszło wykorzystywanie do prac ludzi biskupstwa krakowskiego z klucza złockiego oraz domaganie się od nich danin. Akcją, zaplanowaną przez Kazimierza, miał dowodzić wojewoda i starosta sandomierski Otton z Pilczy h. Topór.

. W końcu biskup Bodzęta nałożył karę ekskomuniki, najpierw na Ottona, później na samego króla. Trudno jednak było biskupowi znaleźć osobę, która nie lękała się gniewu władcy i byłaby gotowa do poinformowania o tym króla – obawy miał zatem sam Bodzęta. Odpowiednią osobą okazał się właśnie Marcin Baryczka, który śmiało (intrepide) stanął przed obliczem królewskim i przekazał informację o nałożeniu kościelnej kary. Kazimierz zareagował gniewnie, werbalnie atakując wikariusza, jednak za podszeptem swojego otoczenia polecił pochwycić i uśmiercić duchownego za „straszenie króla z rozkazu biskupa”. Rozkaz monarchy wykonał sługa i domownik Kazimierza, niejaki Kochan, który w dzień św. Łucji schwytał Baryczkę i w nocy utopił go w Wiśle.

Widać zatem, że z upływem lat przybywało szczegółów dotyczących sprawy śmierci wikariusza katedry krakowskiej Marcina Baryczki. Z bezpodstawnie oskarżonego i zgładzonego przez bliżej niezidentyfikowanych doradców króla wikariusza zmienił się w praworządnego obrońcę królewskiej (a więc i publicznej) moralności oraz – a może przede wszystkim – stróża kościelnego majątku. Co więcej, Baryczka w wersji Długoszowej śmiało przeciwstawił się Kazimierzowi, czego nie chciał uczynić nawet sam biskup. Owa intrepiditas Marcina jest jednym z najbardziej pozytywnych wzorców zachowań, jakimi powinni odznaczać się ordynariusze (nie tylko polskiego) Kościoła. Nie można więc pominąć milczeniem faktu przedstawienia przez Długosza Baryczki jako wzoru do naśladowania.

Czy jednak ktoś taki jak Marcin Baryczka, wikariusz katedry krakowskiej, rzeczywiście żył? Historyczność jego postaci nie budziła dawniej wątpliwości. Nie ma jednak informacji o nim w dokumentach, brak wzmianki o jego śmierci w kalendarzu krakowskim (pomijam, oczywiście, dopisek Długosza). Jedynymi miejscami, w których o nim się wspomina są zatem ustęp Kroniki katedralnej krakowskiej i dzieła Długosza.
Już wedle autora Kroniki katedralnej krakowskiej sprawa Baryczki spowodowała koniec dobrej passy wojennej Kazimierza, skutecznie do tej pory podbijającego ziemie ruskie. Litwini najechali bowiem nie tylko na dopiero co zdobyte ziemie na wschodzie, ale wtargnęli również na teren ziem łukowskiej, sandomierskiej i radomskiej, które zniszczyli, i z których uprowadzili wielu chrześcijan jako jeńców. Występek Kazimierza spowodował, że Polacy nie byli w stanie obronić się przed najazdami Litwinów, dlatego też monarcha musiał się z nimi ułożyć na drodze dyplomatycznej, co poskutkowało utratą ziemi włodzimierskiej.

W całym opisie rządów Kazimierza Wielkiego, zawartym w Kronice katedralnej, sprawa Baryczki jako jedyna nacechowana jest negatywnymi konotacjami. Król w czasie swego panowania zaprowadził pokój w królestwie, stał na straży sprawiedliwości, był obrońcą uciśnionych, wrogiem złoczyńców, modernizatorem państwa, wielkim budowniczym zarówno kościołów, jak i zamków czy obwarowań miejskich. Walczył z Krzyżakami, odzyskał z ich rąk Kujawy i ziemię dobrzyńską; odbił Wschowę zajętą przez księcia żagańskiego; z powodzeniem, mimo przejściowych niedogodności, podbijał Ruś. W końcu wystawił w Krakowie wspaniałą ucztę, która godnie reprezentowała króla i jego królestwo.

Tylko sprawa Baryczki stanowi rysę na kryształowym opisie rządów ostatniego Piasta na polskim tronie. Nie wiadomo o niej nic szczegółowego. Jan Dąbrowski i Krzysztof Ożóg przyjmują, że autor Kroniki katedralnej o wydarzeniach, jakie rozgrywały się za panowania Kazimierza Wielkiego i które opisał w dziele, mógł co najmniej słyszeć, o niektórych z nich zaś mieć dość dokładne informacje lub nawet być ich uczestnikiem. Oczywiście, nie należy przypuszczać, że widział utopienie Baryczki, jednak mogły obić się o jego uszy echa tego wydarzenia (jeśli rzeczywiście do niego doszło). Tym bardziej, że sam najpewniej był duchownym związanym z krakowskim środowiskiem katedralnym. Nie zmienia to faktu, że morderstwem niewinnego duchownego wytłumaczono przede wszystkim niepowodzenia wojenne Kazimierza w walkach z Litwinami o ziemie ruskie. Czy doszło tu do połączenia w związek przyczynowo-skutkowy dwóch niezależnych od siebie wydarzeń czy też może to jedno jedyne niepowodzenie króla należało wytłumaczyć jakimiś nadnaturalnymi przyczynami, które co prawda były wynikiem działalności ludzkiej, lecz nie mogły już tak łatwo zostać naprawione wyłącznie ludzkimi możliwościami? Fortuna uśmiechnęła się do Kazimierza ponownie w momencie, w którym wyprosił papieża o łaskę i wyraził skruchę za swój czyn, co poskutkowało ostatecznym podbojem ziemi włodzimierskiej w 1366 r.

Można by jednak spojrzeć na tę wzmiankę z jeszcze innej strony. Pomimo tego, że cały fragment dotyczący panowania Kazimierza ukazuje pozytywny charakter jego rządów, to jednak w Krakowie nie zapomniano królowi tego, co zrobił – lub też tego, co zrobili jego ludzie, być może z jego polecenia (diabolo suggerente) – duchownemu ze środowiska krakowskiego, choćby był on zwykłym wikarym. Interpretacja taka nie wydaje się niemożliwa. Trudno jednak jednoznacznie przesądzić, jakie były powody umieszczenia przez autora Kroniki katedralnej wiadomości o morderstwie Baryczki.

Trzeba przyznać, że sprawa Marcina Baryczki nie została tam przedstawiona w aż tak negatywnym świetle, jak uczynił to blisko sto lat później Jan Długosz. Poszedł on dużo dalej w przedstawieniu rezultatów tej zbrodni: Bóg skierował gniew nie tylko na Kazimierza, ale także na cały jego lud. Poza tym, że jej skutkiem były najazdy litewskie, król ukarany został za rozwiązłość również brakiem legalnego potomstwa. Może i z casusem krakowskiego wikariusza wiązać należy informację o zarazie, jaka panowała w kraju. Dopiero usilne prośby władcy o rozgrzeszenie, wystosowywane w postaci suplik do kurii awiniońskiej i zgoda na nie papieża, odwróciła losy podboju ziem ruskich. W ramach pokuty król przywrócił wolność wsiom biskupim (co Długosz wymienił na pierwszym miejscu), a ponadto wystawił również kilka murowanych kościołów na terenie diecezji krakowskiej (w Wiślicy, Sandomierzu, Stobnicy, Szydłowie, Zagościu i Kargowie)1.

Długosz eksponuje niewinną śmierci Marcina Baryczki, wpisując ją w poruszany przez siebie topos konfrontacji między władzą świecką i duchowną. Dziejopis wykorzystuje w swych dziełach praktycznie każdą możliwą sposobność, aby przy okazji konfliktów między przedstawicielami stanu świeckiego i duchownego podkreślić wybitną rolę i pozycję tego drugiego w państwie. Jak zauważyła Maria Koczerska, konflikty wszystkich Piastów z duchownymi doprowadziły do odsunięcia przez Boga dynastii piastowskiej od władzy. Ostatnim z elementów tego ciągu przyczynowo-skutkowego była rozwiązłość Kazimierza, ignorowanie napomnień biskupich, a w rezultacie zabójstwo Baryczki. Sam fakt odwagi wikariusza można by chyba interpretować także jako pewnego rodzaju przytyk dziejopisa do najwyższego kleru w państwie już z drugiej połowy XV w., ulegającego naciskom i bojaźliwego względem poczynań monarchów2. Ponadto nie mogło być przypadkiem, że karą Bożą za zbrodnię Kazimierza były klęski doznawane z wrogiem nie wyznającym wiary chrześcijańskiej.

Analizę przekazów Długosza pod kątem poprawności historycznej przeprowadził, jak wspomniałem wyżej, Stanisław Szczur. Przebadał on przede wszystkim supliki papieskie, które w latach 1350-1352 wystosował do kurii awiniońskiej Kazimierz Wielki. Badacz ten doszedł do wniosku, że wszystkie supliki Kazimierza związane były albo z rokiem jubileuszowym 1350, albo stanowiły powszechnie stosowane rodzaje suplik, jakie przesyłali również inni władcy (np. z terenów Pomorza).

Poza tym standardowy, „pozytywistyczny” historyk, jak np. autor tego tekstu, mógłby wskazać również na nieprecyzyjne umiejscowienie w czasie osób Sędziwoja i Ottona, urzędników królewskich związanych z Sandomierzem. Postacie takie niewątpliwie istniały, jednak jako urzędnicy małopolscy znane są z późniejszych nieco czasów. Otto z Pilczy rzeczywiście był wojewodą i starostą sandomierskim, jednak dopiero od drugiej połowy lat 70. XIV w. (wojewoda w latach 1376-1384, starosta w latach 1377-1383), Sędziwój z kolei był starostą, lecz nie w Sandomierzu, a w Krakowie w latach 1377-1389. Przeniesienie obu postaci do połowy XIV stulecia stawia pod znakiem zapytania możliwość wykorzystania jakiegoś nieznanego nam dziś źródła, związanego z opisywanymi wydarzeniami.

Niemniej jednak przekaz Długoszowy z Roczników mógł być wynikiem sposobu pracy dziejopisa, który do końca życia nakładał poprawki na spisane już dzieje. Zmiany w postrzeganiu przez niego pewnych wydarzeń widać dobrze przy porównywaniu informacji zawartych w Katalogu biskupów krakowskich, Kalendarzu i Rocznikach. Zmieniła się osoba biskupa, za którego pontyfikatu miało dojść do zabójstwa Baryczki – z Floriana z Mokrska na Bodzętę. Zmieniły się przyczyny ekskomunikowania Kazimierza – od wykorzystywania do prac poddanych biskupa krakowskiego poprzez nakładanie na nich danin oraz niemoralny styl życia władcy. Wpływ na te zmiany mogła mieć nie tylko mentalność samego Długosza i dążenie do logicznego skonstruowania biegu dziejów, ale również styl jego pracy. Być może doszukiwanie się przyczyny nałożenia kary kościelnej na Kazimierza, a w konsekwencji zabójstwa Baryczki i niepowodzeń królewskich, w sporach majątkowych między władcą a biskupem było wynikiem przeniesienia na nieco wcześniejsze czasy informacji o tego rodzaju sporach w okresie późniejszym między obydwoma postaciami, a może też i informacji o zatargach króla z poprzednikiem Bodzęty, Janem Grotem.

Obaj pisarze – anonimowy autor Kroniki katedralnej i Długosz – konsekwentnie interpretują niepowodzenia wojenne Kazimierza na Rusi jako wynik boskiej kary za niegodny czyn, popełniony z jego rozkazu. Prowidencjalizm Jana Długosza jest znany i rozpoznany. Prawdopodobnie i na anonimowego autora Kroniki również oddziaływały myśli etyki chrześcijańskiej o wpływie Opatrzności na dzieje świata, przez co widział on w grzechu Kazimierzowskim przyczynę sprowadzenia zła na cały kraj.
Luźno kojarząc można również zauważyć, że „transmisja danych” o omawianym wydarzeniu ewoluuje w podobny sposób, jak wiadomość Anonima zwanego (jeszcze) Gallem o konflikcie króla Bolesława II ze św. Stanisławem. Lakoniczna w opisie pierwszej znanej polskiej kroniki rozrosła się u Wincentego Kadłubka, a później u Wincentego z Kielc(zy?) w rozbudowany i pełen szczegółów przekaz. Zresztą, sam Długosz porównywał „sprawę Baryczki” do factum Bolesława i Stanisława, choć przypadki te różniły się niewątpliwie ciężarem gatunkowym, tj. przede wszystkim konsekwencjami odczuwalnymi dla całego państwa i ludzi je zamieszkujących.

Kościół pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników w Niepołomnicach, uznawany za fundację ekspiacyjną Kazimierza Wielkiego po śmierci Baryczki (aut. Lestat (Jan Mehlich), opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)
Przekaz Długosza zasługuje na zaufanie w mniejszym stopniu, niż wcześniejszy od niego – choć uboższy w informacje – przekaz Kroniki katedralnej. Zapewne większość z podanych przez Długosza informacji jest wynikiem erudycyjnego wysiłku dziejopisa. Nie należy jednak odrzucać go w badaniach nad pamięcią o Marcinie Baryczce – tym bardziej, że z upływem lat krakowski wikariusz stał się obiektem lokalnego kultu, w XVI w. wystawiono mu nawet płytę nagrobną, umieszczoną w augustiańskim kościele św. Katarzyny na Kazimierzu. Ponadto z ekspiacją Kazimierza Wielkiego za popełnioną zbrodnię wiąże się powstanie w Małopolsce kilku kościołów, które wylicza sam Długosz, a która tradycja jest silna do dzisiaj. Czy na pewno jest to tylko wynik podania Długosza? Może to Długosz czerpał informacje z lokalnej tradycji? Niemniej jednak, oba przekazy nie dają podstaw do jednoznacznego udzielenia odpowiedzi na pytania: czy Marcin Baryczka rzeczywiście żył? Dlaczego zginął? I czy zamieszany był w to Kazimierz Wielki?

Czytaj więcej: histmag.org/…/4
niewolnicaMaryi lubi to.