Clicks712
Radek33
3

Uczniowie w Emaus. Pan Jezus okazuje się Apostołom w wieczerniku-wizja Bł.A.K.Emmerich

Uczniowie w Emaus. Jezus okazuje się Apostołom w wieczerniku

Łukasz, który niedawno dopiero przystał był do uczniów, ale przedtem już przyjął chrzest Jana, był obecnym na uczcie miłości i nauce o Najśw. Sakramencie, którą miał Mateusz w Betanii u Łazarza. Po nauce poszedł, stroskany, ze zwątpieniem w sercu, do Jerozolimy i tu pozostał na noc w domu Jana Marka. U Jana Marka zastał sporo zebranych uczniów, między nimi i Kleofasa, bratanka Marii Kleofy. Kleofas był także na nauce i uczcie miłości w sali wieczernika. Zebrani uczniowie rozprawiali o zmartwychwstaniu i objawiali wątpliwości co do prawdziwości tego faktu. Najwięcej chwiali się w wierze Łukasz i Kleofas. Gdy zaś na domiar usłyszeli o nowym surowym rozkazie arcykapłanów, by nikt nie udzielał przytułku i pokarmu uczniom Jezusa, zwątpienie ogarnęło ich do reszty, więc umówili się obaj, jako dobrzy znajomi, że opuszczą Jerozolimę i pójdą do Emaus. Wnet też opuścili zgromadzenie i zaraz przed domem rozeszli się, by w mieście nie widziano ich razem; jeden poszedł na prawo i wyszedłszy z miasta, obszedł je od strony północnej, drugi poszedł przeciwną stroną między murami i wyszedł bramą miejską. Zeszli się dopiero na wzgórzu przed bramą i wyruszyli razem dalej. Zaopatrzeni byli w laski i zawiniątka; Łukasz miał prócz tego skórzaną sakwę, w którą zbierał po drodze zioła, w tym celu często się zatrzymując. Łukasz nie widywał Pana ostatnimi czasy. Nie był obecnym na ostatnich naukach Jezusa u Łazarza, bawił więcej w gospodzie uczniów koło Betanii, lub u uczniów w Macherus; właściwie nie był przedtem rzeczywistym uczniem, ale zawsze miał stosunki z uczniami i chciwie uczył się od nich. Teraz dopiero przyłączył się na stałe do grona uczniów. Tak Łukasza jak i Kleofasa dręczył niepokój i zwątpienie, więc teraz w drodze chcieli wspólnie roztrząsać te swoje wątpliwości. Najwięcej wprowadzało ich w błąd to, że Jezus zginął tak haniebną śmiercią krzyżową. Nie mogli tego pojąć i pogodzić się z tą myślą, żeby ich Odkupiciel i Mesjasz miał poddać się tak haniebnej poniewierce. Uszli mniej więcej połowę drogi, gdy wtem boczną ścieżką zbliżył się ku nim Jezus pod postacią obcego im męża. Ujrzawszy Go zwolnili kroku, by męża tego przepuścić naprzód, z obawy, by nie podsłuchał ich rozmowy. Lecz Jezus zwolnił także kroku i dopiero, gdy minęli ścieżkę, którą szedł, wyszedł na gościniec. Jakiś czas szedł za nimi, poczym złączył się z nimi i zapytał uprzejmie, o czym rozmawiają. Tak doszli do miłego, czyściutkiego miasteczka Emaus. Przed miastem, gdzie się drogi rozchodziły, zdawał się Jezus chcieć skręcić na południe, w kierunku do Betlejem, lecz uczniowie zniewolili Go swymi prośbami, by wstąpił z nimi do domu, stojącego w drugim rzędzie budynków miejskich. W domu tym nie było żadnych niewiast; był to, jak mi się zdaje, publiczny dom godowy, bo nawet były ślady (zapewne przystrojenie świąteczne), jak gdyby obchodzono tu niedawno jakąś uroczystość. Czworoboczna izba, do której weszli podróżni, zmieciona była czyściutko, w środku stał stół nakryty, a w koło niego sofy w rodzaju tych, jakie były w wieczerniku przy uczcie miłości w dzień Wielkanocny. W niedługą chwilę wniósł jakiś mąż, zapewne zarządca domu, plaster miodu w plecionym, koszykowym naczyniu, wielki czworograniasty kołacz i mały, cienki, prawie przezroczysty placek paschalny, który położył przed Panem, jako gościem. Człowiek ten miał wygląd dobroduszny. Przepasany był fartuchem, jak gdyby był kucharzem, lub podczaszym. Później przy uroczystym łamaniu chleba nie był obecnym. Kołacz poznaczony był wyciśniętymi karbami na kawałki szerokie na dwa palce. Na stole leżał nóż biały, jakby z kamienia, lub z kości, na końcu zakrzywiony. Nóż zaostrzony był tylko na końcu, więc przy krajaniu trzeba go było ująć w rękę blisko ostrza. Tym to nożem nadkrawywali kołacz wzdłuż poznaczonych karbów i tak dopiero łamali go i jedli. Po wspólnej modlitwie zajął Jezus z uczniami miejsce przy stole i pożywał z nimi wspólnie kołacz i miód. Następnie wziął placek paschalny, także poznaczony karbami, nadkroił owym nożem kościanym taki kawałek, że obejmował trzy kąski, oznaczone trzema żłobkami, i połamał go. Ułamany kawałek położył na talerzyku, pobłogosławił, a powstawszy, podniósł w obu rękach talerzyk i modlił się, wzniósłszy oczy w niebo. Uczniowie stali naprzeciw Niego, wzruszeni bardzo i jakby nieprzytomni. Gdy Jezus połamał kawałek placka na trzy kąski, pochylili się mimowolnie przez stół ku Niemu, otworzywszy usta, a Jezus podał każdemu z nich jeden kąsek. Otworzyły im się nagle oczy, poznali Mistrza swego, lecz w tej chwili Jezus, podnosząc rękę z trzecim kąskiem do ust, zniknął im z oczu. Nie mogę na pewno powiedzieć, czy Jezus rzeczywiście wziął do ust kąsek. Wszystkie trzy kawałki chleba zajaśniały światłem, gdy Jezus je pobłogosławił. Obaj uczniowie stali długą chwilę w niemym osłupieniu, poczym, oprzytomniawszy, padli sobie w objęcia, płacząc z rozrzewnienia. Byłam bardzo rozczulona tą łagodnością i serdecznością Pana, cichą radością obu uczniów, zanim Jezusa poznali, i ich zachwyceniem, gdy Jezus, dawszy się im poznać, zniknął. Obaj też powrócili zaraz spiesznie do Jerozolimy, umocnieni w wierze i ze spokojnym sercem. Tegoż samego dnia wieczorem zebrani byli w wieczerniku przy zamkniętych drzwiach wszyscy Apostołowie, oprócz Tomasza, wielu uczniów, Nikodem i Józef z Arymatei. Wszyscy zebrani byli pod lampą, zwieszającą się z sufitu w środku sali i ustawieni szeregiem w trzy koła, wspólnie się modlili. Było to nabożeństwo jakoby poświąteczne, lub może dziękczynne, bo dziś właśnie kończyło się w Jerozolimie święto Paschy. Wszyscy ubrani byli w długie, białe suknie. Piotr, Jan i Jakób Młodszy, ubrani byli nieco odmiennej od nich. Suknie ich białe, z tyłu nieco dłuższe, przepasane były pasem, szerszym niż na dłoń, od którego zwieszały się aż do kolan dwie równej szerokości wstęgi, ząbkowane u dołu, zrobione z tej samej czarnej materii co i pas, i powyszywane wielkimi białymi literami. Z tyłu związany był pas w węzeł, którego oba końce, krzyżując się, opadały na dół i to niżej jeszcze, niż przednie wstęgi. Rękawy sukni szerokie były bardzo; jeden z nich służył jako kieszeń, w którą można było wkładać książki do modlenia. Na lewym ramieniu powyżej łokcia przewieszony był manipularz, przystrojony frędzlami, wykonany z tej samej materii i w ten sam sposób, co i pas. Piotr miał na szyi stułę, rozszerzającą się od barków ku końcom, skrzyżowaną na piersi i spiętą na skrzyżowaniu sercową, błyszczącą tarczą, wysadzaną kamieniami. Dwaj drudzy Apostołowie mieli także stuły, ale przewieszone na ukos i spięte pod ramieniem, także krótsze mieli wstęgi u pasa. W ręku trzymali wszyscy trzej zwoje pisma. Podczas modlitwy składali wszyscy ręce na krzyż na piersiach, a ustawieni byli pod lampą w ten sposób, że w środku stali kołem Apostołowie, zaś dalsze dwa koła tworzyli uczniowie. Piotr stał między Janem i Jakóbem, obrócony tyłem ku zamkniętej bramie wieczernika; za nim stało dwóch tylko Apostołów. Wprost niego w kierunku ku miejscu ―Święte świętych" było koło otwarte i pozostawione wolne przejście. Podczas całego nabożeństwa znajdowała się Najśw. Panna z Marią Kleofy i Magdaleną w przedsionku, od którego drzwi do sali były otwarte. W przerwach między modłami nauczał Piotr zebranych. Dziwiło mnie to nieraz, że chociaż Jezus pojawił się już Piotrowi, Janowi i Jakóbowi, jednak większość Apostołów i uczniów nie chciała wierzyć w prawdziwość tego; przynajmniej tłumaczyli to sobie tak, że Jezus nie pojawił się w Swym rzeczywistym, żywym ciele, lecz że to było tylko widzenie duchowe, podobne, jakie miewali prorocy. Niedługo jednak mieli wszyscy przekonać się, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał. Właśnie po krótkiej nauce Piotra ustawili się wszyscy znowu do modlitwy, gdy wtem przybyli powracający z Emaus Łukasz i Kleofas i zapukali do zamkniętej bramy. Wpuszczono ich do środka, a oni oznajmili zebranym radosną wieść, iż Pan się im pojawił. Po krótkiej przerwie, spowodowanej opowiadaniem, zabrano się znowu do modlitwy, gdy nawet ujrzałam, że wszystkich ogarnęła jakoby jasność, a serca ich poruszyły się radośnie. Oto przez zamknięte drzwi wszedł Jezus w białej, z prostota przepasanej długiej szacie. Z początku zdawali się zebrani odczuwać tylko w ogólności Jego bytność; dopiero gdy przeszedł pośród nich i stanął w środku pod lampą, ujrzeli Go; zdumienie więc i wzruszenie ogarnęło wszystkich. Jezus pokazał im Swe poranione ręce i nogi, uchylił także suknie, by pokazać ranę w boku i przemówił coś. Widząc, że jeszcze nieco są zalęknieni, zażądał, by Mu dano co jeść, chcąc im pokazać, że nie jest duchem, tylko żywą osobą. Światłość wychodziła z ust Jego, gdy mówił. Wszyscy pogrążeni byli jakby w zachwyceniu. Gdy Jezus zażądał jeść, poszedł Piotr do osobnego kącika, przylegającego do izdebki, w której stał Najśw. Sakrament, a oddzielonego od reszty sali parawanem czy też kobiercem z tej samej materii, co i pokrycie całej ściany; dlatego też na pierwszy rzut oka nie od razu można było do strzec ten schowek. Tu wsuwano zwykle stół, wysoki na stopę, który w czasie posiłku stawiano na środku sali. I teraz także schowany był tam stół, a na nim stał owalny, głęboki talerz z pozostałym kawałkiem ryby i troszkę miodu, przykryty białą chustą. To przyniósł Piotr Jezusowi, a Pan podziękowawszy Mu, pobłogosławił posiłek, jadł sam i kilku obecnym, ale nie wszystkim, udzielił także po kawałku; poczęstował również Matkę Swą Najśw. i inne niewiasty, stojące w drzwiach przedsionka. Następnie rozpoczął Jezus naukę i udzielał Swej władzy i mocy. Obecni zebrali się koło Niego jak przedtem w potrójne koło, najbliżej Apostołowie, z wyjątkiem Tomasza. Z podziwem zauważyłam, że niektóre Jego słowa, niektóre nauki, odczuwali i pojmowali sami tylko Apostołowie; nie mówię: słyszeli, bo nie widziałam, by Jezus choć poruszał wargami. Jaśniał tylko blaskiem, światło wychodziło na nich z Jego rąk, nóg, boku i ust, jakby tchnął na nich ducha Swego; światło to wpływało w ich wnętrza, a oni pojmowali i rozumieli (ale powtarzam, że nie było to mówienie ustami i słuchanie uszami), co Jezus chciał im dać pojąć; pojmowali jasno, że Jezus daje im władzę odpuszczenia grzechów, chrzczenia, uzdrawiania i wkładania rąk, że mogą pić truciznę bez szkody dla siebie. Nie wiem, jakim to sposobem się odbywało, ale czułam, że Jezus nie mówił im tego słowami, lecz wlewał w nich niejako istotnie, jakby przez jakieś promieniowanie w nich Swych myśli i mocy. Nie wiem, czy oni także odczuwali to tak tylko wewnętrznie, czy zdawało im się, że słyszą uszami w sposób naturalny, ale tego byłam pewna, że tylko Apostołowie, stojący w środku odczuwali to i przyjmowali niejako w siebie. Była to więc jakby mowa wewnętrzna, duchowa, różna zupełnie od cichego mówienia, lub szeptania. W nauce swej objaśniał im Jezus różne miejsca Pisma świętego, odnoszące się do Niego i Najśw. Sakramentu, zarządził także, że po każdym nabożeństwie szabatowym ma się odbywać adoracja Najśw. Sakramentu. Mówił przy tym o świętości Arki przymierza, o czci należnej kościołom i relikwiom świętych przodków, by zjednać sobie ich wstawiennictwo; wspominał dalej, jako Abraham ustawił przy swojej ofierze kości Adama, które miał w swym posiadaniu. Zapomniałam osobliwy, dziwny bardzo szczegół z ofiary Melchizedeka, którą teraz także widziałam. Dalej mówił Jezus, że barwna, purpurowa suknia, którą Jakób dał Józefowi, była przeobrażeniem Jego krwawego potu na górze Kalwarii. Widziałam przy tym tę szatę; robiona była z białej materii, w szerokie czerwone pasy, na piersi zwieszały się trzy czarne sznury poprzeczne, w środku widniał żółty haft. Suknia szeroka była górą, by można było schować co za pazuchę, pod piersią przepasana paskiem. Dołem była wąska i długa, rozcięta po bokach, by wygodnie było chodzić. Z tyłu dłuższa była, niż z przodu, a na piersiach, aż do pasa otwarta. Zwykła suknia Józefa sięgała mu tylko do kolan. Dalej mówił Jezus, jako kości Adama, złożone później przy arce, były przedtem w posiadaniu Jakóba, a ten dał je Józefowi wraz z ową barwną suknią. Widziałam, jak to się odbywało. Józef nawet nie wiedział, co mu ojciec daje; nosił te relikwie przewieszone na piersiach w woreczku, złożonym z dwóch sakiewek skórzanych, u góry zaokrąglonym. Jakób, miłując go bardzo, oddał mu te relikwie jako talizman, jako skarb najdroższy, wiedząc dobrze, że bracia Józefa nie lubią. Gdy zawistni bracia zaprzedali Józefa w niewolę, ściągnęli z niego tylko barwną suknię i tunikę, ale Józef miał jeszcze na sobie przepaskę i na piersiach rodzaj szkaplerza, pod którym zawieszony był woreczek z relikwią; tak więc pozostały relikwie przy nim. Gdy Jakób przybył później do Egiptu, przede wszystkim zapytał Józefa o ten skarb, wyjawiając mu, że są to kości Adama. W grobie pod Kalwarią także kości widziałam Adama ; są one białe jak śnieg i bardzo twarde. Kości Józefa przechowywano później także jako relikwie przy arce. Potem mówił Jezus o tajemnicy Arki przymierza, jako ta tajemnica stała się teraz krwią Jego i ciałem, które im w Sakramencie zostawił po wieczne czasy. Przypominał dalej Swoje cierpienia i objaśniał kilka nieznanych im dotąd osobliwych szczegółów o Dawidzie. Wreszcie polecił im udać się na kilka dni w okolicę Sychar i tam głosić Jego zmartwychwstanie; potem zniknął im z oczu. Uczniowie, upojeni radością, rozbiegli się po całym domu, pootwierawszy drzwi; chodzili to tu, to tam, szczęśliwi, że widzieli Pana. Wreszcie zebrali się znowu wspólnie pod lampą i odśpiewali psalmy dziękczynne i pochwalne.

zaufaj.com/…/640-zywot-i-bol…
jolka100 and 2 more users like this.
jolka100 likes this.
antonio 64_64 likes this.
Anieobecny likes this.