언어
클릭 수
2천
VRS

Pontyfikat Franciszka: Liber accusationis (3)



źródło:

remnantnewspaper.com/…/2766-with-burni…

(w oryginale odsyłacze do poszczególnych źródeł cytatów)

"Praktyka duszpasterska" w wojnie z doktryną

Zatwierdziliście jako jedyną poprawną wykładnię Amoris Laetitia moralną kalkulację, która w praktyce podważyłaby cały porządek moralny, nie tylko normy moralności seksualnej, które w sposób wyraźny chcecie wywrócić. Albowiem w praktyce zastosowanie każdej normy moralnej może zostać uznane za niewykonalne poprzez magiczne odwołanie do "złożonych okoliczności" w celu "rozeznania" przez kapłana lub biskupa w "praktyce duszpasterskiej", przy jednoczesnej pobożnej obronie normy jako nie zmienionej i niezmiennej na poziomie "zasady ogólnej".

Mgliste kryteria "ograniczeń, które zmniejszają odpowiedzialność i zawinienie" mogą zostać zastosowane we wszelkiego rodzaju stałych grzechach śmiertelnych, włączając w to konkubinat, który przyrównaliście do "prawdziwego małżeństwa", "związki homoseksualne", co do których legalizacji odmówiliście sprzeciwu oraz antykoncepcję, która, jak w sposób nieprawdopodobny ogłosiliście, jest moralnie dopuszczalna w celu uniknięcia zarażenia chorobą, co, jak potwierdził później Watykan, stanowi naprawdę Wasze stanowisko.

I tak Kościół w "pewnych wypadkach" zaprzeczałby w praktyce temu co naucza w zakresie zasad dotyczących moralności, co oznacza że zasady moralne zostają w praktyce odrzucone. Pośród fikcji synodu, ale nie odnosząc się do Was osobiście, kardynał Robert Sarah słusznie potępił zwodnicze rozdzielenie zasad moralnych od ich "zastosowania duszpasterskiego": "koncepcja, która polega na umieszczeniu Magisterium w ładnym pudełku, odrywając je od praktyki duszpasterskiej, która mogłaby ewoluować stosownie do okoliczności, mód i namiętności, jest formą herezji, niebezpieczną schizofreniczną patologią."

Mimo to, chcielibyście by w oparciu o "rozeznanie" przez lokalnych kapłanów lub ordynariuszy, pewne osoby żyjące w obiektywnym stanie cudzołóstwa mogły zostać subiektywnie uznane za niewinne i dopuszczone do Komunii świętej bez jakiegokolwiek postanowienia zmiany życia, mimo iż wiedzą, że Kościół naucza, że ich związek jest cudzołożny. W ostatnim wywiadzie znany filozof austriacki Józef Seifert, przyjaciel papieża Jana Pawła II i jeden z wielu krytyków Amoris Laetitia, którego prywatne prośby o skorygowanie lub wycofanie się z dokumentu zignorowaliście, publicznie zauważył moralną i duszpasterską absurdalność tego co obecnie w sposób wyraźny potwierdzacie:

"Jak to stosować? Czy kapłan ma powiedzieć jednemu cudzołożnikowi: "jesteś dobrym cudzołożnikiem. Jesteś w stanie łaski. Jesteś bardzo pobożną osobą, zatem otrzymasz moje rozgrzeszenie bez zmiany twojego życia i możesz przystąpić do Komunii świętej. A przychodzi drugi i [kapłan] mówi: Och, ty jesteś naprawdę cudzołożnikiem. Musisz się najpierw wyspowiadać. Musisz porzucić swoje życie. Musisz je zmienić i dopiero wtedy możesz przystąpić do Komunii. Chodzi mi o to czy to by działało... Jak może kapłan ocenić duszę i powiedzieć że jeden jest prawdziwym grzesznikiem, a drugi jest tylko niewinnym, dobrym człowiekiem? Mam na myśli to że takie coś wydaje się zupełnie niemożliwe. Jedynie kapłan, który posiadałby podobny do ojca Pio charyzmat wejrzenia w dusze mógłby tak powiedzieć, a on tak by nie powiedział..."

Przy waszej pochwale i aprobacie biskupi Buenos Aires sugerują nawet że dzieci zostaną skrzywdzone jeśli ich rozwiedzieni i "ponownie poślubieni" rodzice nie będą mogli dalej wchodzić w stosunki seksualne poza małżeństwem, jednocześnie profanując Najświętszy Sakrament.

Pewien kazuistyczny obrońca Waszego odejścia od zdrowej doktryny podejrzewa że powyższe oznacza, iż cudzołóstwo jest jedynie grzechem lekkim jeśli jedna z osób w cudzołóstwie znajduje się pod "przymusem" dalszego angażowania się w cudzołożne stosunki seksualne ponieważ drugi partner grozi że opuści dzieci jeśli nie otrzyma zaspokojenia seksualnego. Wedle tej logiki moralnej każdy grzech śmiertelny, w tym aborcja, stałby się lekkim po prostu poprzez groźbę jednej ze stron zakończenia grzesznego stosunku jeśli grzech nie zostanie popełniony. Co gorsza, jak gdyby byłoby to możliwe, biskupi Buenos Aires, opierając się wyłącznie na swoich nowinkach, ośmielają się sugerować, że ludzie, którzy stale wchodzą w cudzołożne stosunki seksualne, będą wzrastali w łasce, przyjmując w sposób świętokradczy Komunię świętą. Stworzyliście w ten sposób nie tylko "zmianę dyscypliny" lecz raczej radykalną zmianę leżącej u jej podstaw doktryny moralnej, która skutecznie zinstytucjonalizowała by coś w rodzaju etyki sytuacyjnej w Kościele, redukując uniwersalne, wiążące, obiektywne normy moralne do zaledwie ogólnych zasad, od których istniałyby niezliczone subiektywne "wyjątki" oparte na "złożonych okolicznościach" i "ograniczeniach", które przypuszczalnie zredukowałyby uporczywe grzechy śmiertelne do grzechów lekkich czy nawet zwykłych przewinień nie tworzących przeszkody do przyjmowania Komunii Świętej.

Jednakże Bóg Wcielony nie dopuścił żadnych tego rodzaju "wyjątków" kiedy ustalił mocą swej boskiej władzy: " Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Łk 16,18). Każdy.

Co więcej, jak ogłosiła Kongregacja Doktryny Wiary za Jana Pawła II, odrzucając "propozycję Kaspera", która w sposób jasny stanowi cały czas Waszą propozycję: "Owa norma [wyłączająca publicznych cudzołożników spod sakramentów] nie jest w żadnym wypadku karą ani dyskryminacją rozwodników w ponownych związkach, lecz raczej wyraża obiektywną sytuację, która ze swej natury czyni niemożliwym przyjmowanie Komunii Świętej".

Oznacza to, że Kościół nigdy nie może dozwolić traktowanie osób, które żyją w cudzołóstwie, jak gdyby ich niemoralne związki były ważnymi małżeństwami, nawet jeśli wspólnicy w cudzołóstwie jednogłośnie uważają że są subiektywnie niewinni, choć świadomie żyją, naruszając nieomylne nauczanie Kościoła. Albowiem skandal, który byłby tego skutkiem doprowadziłby do erozji i ostatecznie zniszczył wiarę ludzi zarówno w nierozerwalność małżeństwa, jak i w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Eucharystii. Jednakże z Waszą pełną aprobatą, biskupi Buenos Aires odrzucili przestrogę Jana Pawła II w Familiaris consortio iż "jeśli ludzie ci zostaliby dopuszczeni do Eurcharystii, wierni zostaliby doprowadzeni do błędu i zamętu w zakresie nauczania Kościoła dotyczącego nierozerwalności małżeństwa."

Z uwagi na powyższe, w obecnym momencie dziejowym Kościoła wiedziecie wiernych "w błąd i zamęt dotyczące nauczania Kościoła o nierozerwalności małżeństwa". Zaprawdę, jesteście tak zdeterminowani by narzucić Waszą błędną wolę Kościołowi, że w Amoris Laetitia (n. 303) ośmieliliście się zasugerować że sam Bóg akceptuje stałe stosunki seksualne rozwodników w "ponownych małżeństwach" jeśli nie są w stanie zachowywać się lepiej w ich "złożonych" okolicznościach:

"Sumienie może jednak uznać nie tylko to, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym postanowieniom Ewangelii. Może także szczerze i uczciwie uznać to, co w danej chwili jest odpowiedzią wielkoduszną, jaką można dać Bogu i odkryć z jakąś pewnością moralną, że jest to dar, jakiego wymaga sam Bóg pośród konkretnej złożoności ograniczeń, chociaż nie jest to jeszcze w pełni obiektywny ideał"

Aprobując w sposób wyraźny, w Waszym liście do biskupów Buenos Aires Komunię Świętą dla wybranych publicznych cudzołożników, podważacie również możliwość utrzymania tradycyjnego nauczania Kościoła przez bardziej konserwatywnych biskupów. Jak mogą na przykład biskupi w Ameryce, Kanadzie i Polsce dalej nalegać na utrzymanie liczącej dwa tysiące lat dyscypliny Kościoła, ściśle związanej z prawdą objawioną, kiedy udzieliliście od niej dyspensy tym z Buenos Aires mocą Waszej "adhortacji apostolskiej"? Na jakiej podstawie staną teraz przeciw chmarze sprzeciwów, skoro usunęliście grunt Tradycji spod ich stóp?

Podsumowując, po latach przemyślnej dwuznaczności w zakresie stosunku publicznych cudzołożników do Spowiedzi i Komunii świętej, obecnie, równie przemyślnie, ogłaszacie zamierzony przewrót w doktrynie i praktyce Kościoła za pomocą "poufnego" listu, który musieliście zakładać, że wycieknie, wysłanego w odpowiedzi na dokument z Buenos Aires, o który mogliście zabiegać jako część procesu, który przeprowadzacie odkąd ogłoszono pozorowany "Synod o rodzinie".

Jak napisał katolicki myśliciel i autor Antonio Socci: "Po raz pierwszy w dziejach Kościoła papież złożył swój podpis pod czymś co wywraca prawo moralne." Żaden papież wcześniej nie uczestniczył w takim skandalu.

"Wyjątki" od prawa moralnego nie mogą zostać ograniczone

Jednakże, bardzo zadziwia, że Wasza nowatorska kalkulacja moralna nie wydaje mieć zastosowania przy innych grzechach, które stale potępiacie, ostrożnie zachowując granice poprawności politycznej. Na przykład, nigdzie nie wskazujecie że "złożone okoliczności" czy też "ograniczenia, które zmniejszają odpowiedzialność i zawinienie" prowadziłyby do zwolnienia od odpowiedzialności mafiosów, których w sposób retoryczny "ekskomunikowaliście" grupowo i ostrzegliście przed piekłem, bogatych, których potępiacie jako "krwiopijców", a nawet wiernych katolików, których w sposób groteskowy oskarżacie o "grzech wróżbiarstwa" i "grzech idolatrii", bowiem nie akceptują "Bożych niespodzianek" - to jest Waszych nowinek.

Wasz cały pontyfikat wydaje się skupiać na ogłaszaniu amnestii wyłącznie wobec grzechów ciała, tych samych grzechów, które, jak ostrzegła Matka Boża w Fatimie, posyłają do piekła więcej dusz niż jakiekolwiek inne grzechy. Jednak co sprawia, że uważacie iż moralny dżin, którego wypuściliście z butelki, a którego nazywacie "Bogiem niespodzianek", może dotyczyć jedynie tych nakazów moralnych, które uważacie za zbyt restrykcyjne w stosowaniu? Stworzenie wyjątków od jednej nie znającej wyjątków moralnej reguły w rezultacie niszczy je wszystkie. Wasze nowinki uderzają w fundamenty Wiary, grożąc wywróceniem całej moralnej fasady Kościoła "jak domku z kart" - czyli tym o co oskarżyliście wiernych katolików za ich rzekomy "rygoryzm" i przywiązanie do "małostkowych reguł". Jednak Wy nie zważacie na te oczywiste konsekwencje. Zapytani o Wasze podejście do opozycji ze strony "ultra-konserwatystów", to jest ortodoksyjnych biskupów i kardynałów, odpowiedzieliście z niefrasobliwą arogancją, że jest to znak rozpoznawczy Waszych rządów Kościołem: "Oni wykonują swoje zadania i ja swoje. Pragnę Kościoła, który jest otwarty, rozumiejący, który towarzyszy zranionym rodzinom. Oni mówią: 'nie' wszystkiemu. Ja idę naprzód, nie oglądając się przez ramię."

W zdumiewającym pokazie niestosownej odrazy do Kościoła, którego głową zostaliście wybrani, ośmieliliście się powiedzieć: "sam Kościół czasem podąża za twardą linią, popada w pokusę podążania za twardą linią, w pokusę podkreślania jedynie moralnych zasad, wiele osób zostaje wykluczonych."

Nigdy przedtem Papież nie ogłosił że osobiście zaradzi brakowi otwartości i zrozumienia po stronie Kościoła i Jego "pokusie" przyjęcia "twardej linii" w kwestii moralności, "wykluczając" ludzi. Tego typu oświadczenia, alarmujące swoją arogancją, dają podstawy do wyraźnego wrażenia że Wasz niespodziewany wybór oznacza niemalże apokaliptyczny rozwój sytuacji.

Ignorując prośby, prowadzicie dalej Waszą "rewolucję"

Podejmując swoje dzieło zniszczenia, zignorowaliście wszystkie prywatne prośby do Wasz skierowane, włączając w to niezliczone błagania o to byście potwierdzili że Amortis Laetitia nie odbiega od wcześniejszego nauczania, jak również dokument przygotowany przez grupę uczonych katolickich, którzy wskazali heretyckie i błędne tezy w Amoris Laetitia oraz błagali abyś potępił je i się z nich wycofał. Jest jasne że nie macie zamiaru przyjęcia od nikogo braterskiego upomnienia, nawet od kardynałów, którzy zażądali abyście "wyjaśnili" zgodność Waszego nauczania z nieomylnym Magisterium.

Wręcz przeciwnie, im bardziej zaniepokojeni stają się wierni, tym śmielej działacie. Kontynuując Wasze planowe rozluźnianie w praktyce moralnego nauczania Kościoła w kwestii seksualności, upoważniliście Papieską Radę do Spraw Rodziny do opublikowania pierwszego programu "edukacji seksualnej" dla szkół w dziejach Stolicy Apostolskiej. Jedno ze stowarzyszeń świeckich wiernych, które powstało w obronie Wiary, wobec ogólnego milczenia hierarchii w odpowiedzi na Wasz atak rozpuszczających doktrynę nowinek, opublikowało podsumowanie tego przerażającego programu, który otwarcie narusza niezmienne nauczanie Kościoła przeciw jakiejkolwiek formie wyraźnej szkolnej "edukacji seksualnej":

• Przekazanie seksualnego wychowania dzieci nauczycielom z wyłączeniem rodziców.

• Brak wskazania i potępienia seksualnych zachowań takich jak rozwiązłość, prostytucja, cudzołóstwo, antykoncepcja, czyny homoseksualne i masturbacja jako obiektywnie grzesznych aktów, które niszczą w sercu miłość i odwracają od Boga.

• Brak ostrzeżenia młodych przed możliwością wiecznego oddzielenia od Boga (potępieniem) za popełnianie ciężkich grzechów seksualnych. O piekle się w ogóle nie wspomina.

• Brak rozróżnienia grzechu śmiertelnego i lekkiego.

• Brak wspomnienia o 6. i 9. przykazaniu oraz innych przykazaniach.

• Brak nauki o sakramencie Spowiedzi jako sposobie przywrócenia relacji z Bogiem po popełnieniu grzechu śmiertelnego.

• Nie wspomnienie o wstydzie w zdrowym znaczeniu jeśli chodzi o ciało i seksualność.

• Wspólna nauka chłopców i dziewcząt w tej samej grupie.

• Założenie dzielenia przez chłopców i dziewczęta w klasie ich rozumienia kwestii takich jak: "co słowo seks tobie sugeruje?"

• Pytanie klasy mieszanej o "wskazanie, gdzie jest umieszczona seksualność u chłopców i dziewcząt."

• Rozmowa o "procesie podniesienia".

• Używanie wyraźnie seksualnych i sugestywnych obrazków w książkach do ćwiczeń.

• Proponowanie różnych filmów o wyraźnych scenach seksualnych jako podstaw do dyskusji...

• Brak wskazania że aborcja jest grzechem śmiertelnym, a jedynie że powoduje "znaczny uszczerbek w psychice."

• Wprowadzanie zamętu u młodych poprzez używanie określeń takich jak "relacja seksualna", aby podkreślić że nie jest to akt seksualny, lecz relacja zogniskowana na całej osobie.

• Mówienie o "heteroseksualności" jako czymś co należy "odkryć".

• Ukazywanie homoseksualnego celebryty jako przykładu utalentowanej i znanej osoby.

• Traktowanie paradygmatu "randki" jako kroku w stronę małżeństwa.

• Brak wspomnienia o celibacie jako najwyższej formie oddania siebie, które kształtuje sedno ludzkiej seksualności.

• Pominięcie nauki Chrystusa o małżeństwie.

To samo stowarzyszenie zauważa że program "narusza normy wcześniej promulgowane przez tę samą papieską radę." Inne świeckie stowarzyszenie protestuje że [program] "czyni częsty użytek z wyraźnie seksualnych i moralnie wątpliwych obrazów, nie potrafi w sposób jasny określić i wyjaśnić katolickiej doktryny, wychodząc z podstawowych źródeł takich jak Dziesięć Przykazań i Katechizm Kościoła katolickiego oraz naraża na szwank niewinność i integralność młodych ludzi pod prawą opieką rodziców." Świeccy przedstawiciele katolickiego ruchu rodzin trafnie określili program jako "całkowicie niemoralny", "zupełnie niewłaściwy" i "dość fatalny". Jak oświadczył jeden z nich: "rodzice nie mogą kierować się iluzją: pontyfikat papieża Franciszka oznacza kapitulację władz w Watykanie wobec ogólnoświatowej rewolucji seksualnej i bezpośrednio zagraża ich dzieciom."

Jednakże owo radykalne zerwanie ze wcześniejszym nauczaniem i praktyką pozostaje w linii z nowinkami Amoris Laetitia, która głosi "potrzebę edukacji seksualnej" w "instytucjach edukacyjnych", całkowicie ignorując tradycyjne nauczanie Kościoła, że to na rodzicach, a nie nauczycielach w szkołach, spoczywa podstawowa odpowiedzialność za dostarczenie dzieciom niezbędnych wskazówek w tym najbardziej wrażliwym obszarze, uważając by nie "sprowadzić kwestii do szczegółów" lecz raczej "wykorzystać te środki, które zapewnią podwójny efekt otwarcia drogi czystości i zamknięcia drogi grzechu."

Jednakże Wasza "rewolucja" nie ogranicza się do kwestii seksualności. Powołaliście ostatnio komisję, złożoną między innymi z sześciu kobiet aby "przebadać" kwestię kobiet "diakonów", która była już wcześniej przedmiotem rozważań watykańskiej komisji w roku 2002. Komisja ta uznała że diakonat przynależy do stanu święceń duchownych razem z kapłaństwem i biskupstwem oraz że tak zwane "diakonessy" we wczesnym Kościele nie były wyświęconymi szafarzami, lecz jedynie kościelną pomocą, nie posiadającą więcej władzy niż zakonnice, które wykonywały ograniczone czynności wobec kobiet, z pewnością nie obejmujące chrztów i małżeństw. "Diakonessy", których wprowadzenie zdajecie się rozważać, byłyby zatem niczym więcej niż kobietami przebranymi w duchowne szaty i jako kobiety nie mogą uzyskać żadnego ze stopni sakramentu święceń.

Podczas, gdy wciąż podkopujecie szacunek dla najwyższej powagi i ponadnaturalnego charakteru sakramentalnego małżeństwa, wydaje się że zmierzacie do podważenia również już i tak w sposób drastyczny ograniczonego respektu dla męskiego kapłaństwa. Co będzie następne? Być może "rozluźnienie" apostolskiej tradycji celibatu duchownych, co, jak ogłosiliście znajduje się "w moim programie".

A teraz, gdy Wasza "rewolucja" nadal przyspiesza, przygotowujecie się do wyjazdu w październiku do Szwecji, gdzie będziecie uczestniczyć we wspólnym "nabożeństwie" z pozostającą w związku małżeńskim luterańską "biskupką", przewodniczącą pro-aborcyjnej, popierającej "małżeństwa homoseksualne" Światowej Federacji Luterańskiej aby "upamiętnić" tak zwaną Reformację wszczętą przez Marcina Lutra.

Niewyobrażalne jest że Papież Rzymski będzie czcił pamięć tego maniaka, najbardziej szkodliwego z heretyków w dziejach Kościoła, który zniszczył jedność chrześcijaństwa i otworzył drogę do niekończącej się przemocy, rozlewu krwi i upadku moralności w całej Europie. Jak bezecnie oświadczył Luter: "jeśli powiedzie mi się zniszczenie Mszy świętej, wtedy uznam że całkowicie pokonałem Papieża. Jeśli świętokradczy i przeklęty zwyczaj Mszy zostanie wywrócony, wtedy cała reszta upadnie." Jest ironią najwyższego stopnia że arcy-heretyk, którego zamierzacie uczcić swoją obecnością użył powyższych słów w liście do Henryka VIII, który poprowadził całą Anglię do schizmy dlatego że Papież nie dostosował się do jego pożądania rozwodu i "ponownego małżeństwa", oraz dostępu do (innych) sakramentów.

Musimy stawić Wam opór

W tym momencie Waszego burzliwego czasu sprawowania funkcji "biskupa Rzymu" jest poza sporem, że Wasza obecność na Tronie Piotrowym oznacza widoczne i utrzymujące się zagrożenie dla Kościoła. W obliczu tego zagrożenia jesteśmy zmuszeni zapytać:

Czy nie jesteście choć trochę zakłopotani zgorszeniem i zamętem jakie spowodowały Wasze słowa i czyny w zakresie zbawczej misji Kościoła i Jego nauczania w kwestiach wiary i moralności, zwłaszcza w obszarze dotyczącym małżeństwa, rodziny i seksualności?

Czy nigdy Wam się nie wydawało że niekończący się aplauz świata dla "Rewolucji Franciszka" jest jednoznacznie złym znakiem, przed którym Nasz Pan nas ostrzegał: " Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom" (Łk 6, 26).

Czy nie odczuwacie w żadnym stopniu trwogi w obliczu podziałów jakie wywołaliście wewnątrz Kościoła, gdy niektórzy biskupi odchodzą od nauczania Waszych poprzedników w kwestii rozwodników w "ponownych małżeństwach", kierując się wyłącznie Waszym domniemanym autorytetem, podczas gdy inni próbują utrzymać dwutysiącletnią doktrynę i praktykę, na rzecz obalenia których działaliście bez przerwy?

Czy nie bierzecie pod uwagę niezliczonych świętokradczych Komunii, które wynikną z Waszej aprobaty dla udzielania Komunii św. obiektywnym publicznym cudzołożnikom i innym w "sytuacjach nieregularnych", co już wcześniej dopuściliście na skalę masową jako arcybiskup Buenos Aires?

Czy przyznajecie chociaż że przyjmowanie Komunii świętej przez osoby żyjące w cudzołóstwie jest profanacją, bezpośrednią zniewagą przeciw "Ciału Naszego Pana" (1 Kor 11, 29)”, godną potępienia, jak również publicznym zgorszeniem, które stanowi zagrożenie dla wiary innych, jak zarówno Benedykt XVI, jak i Jan Paweł II uznawali w zgodności ze wszystkimi ich poprzednikami?

Czy naprawdę uważacie że macie prawo zarządzić "miłosierne" wyjątki w "pewnych przypadkach" od objawionych przez Boga moralnych nakazów, po to aby zadowolić Wasz prywatny pogląd o "nie wykluczaniu", Wasze wyraźnie łagodne spojrzenie na kwestię rozwodu i pożycia bez ślubu oraz Wasze błędne rozumienie tego co nazywacie "duszpasterskim miłosierdziem" w Waszym liście do biskupów Buenos Aires? Jak gdyby niemiłosiernym było wymaganie od cudzołożników oraz osób rozwiązłych zaprzestania ich niemoralnych seksualnych relacji przed przyjęciem Najświętszego Sakramentu!

Czy nie macie żadnego szacunku dla przeciwnego nauczania wszystkich Papieży, którzy Was poprzedzali?

Wreszcie, czy nie macie żadnej bojaźni Pana i Jego sądu, który stale umniejszacie lub któremu zaprzeczacie w Waszych kazaniach i spontanicznych komentarzach, oświadczając nawet - w jednoznacznej sprzeczności z Credo - że "Dobry Pasterz... nie pragnie sądzić lecz kochać"?

Musimy zgodzić się ze stanowiskiem wspomnianego wyżej katolickiego dziennikarza w przedmiocie Waszego szalonego dążenia do Komunii świętej dla osób w niemoralnych relacjach seksualnych: "Ta cała kwestia jest przedziwna. Inne słowo tu nie pasuje." Jednakże, poza tym, Wasz dziwny w całości pontyfikat spowodował sytuację, której Kościół wcześniej nie widział: osoba zajmująca Tron Piotrowy, której komentarze, oświadczenia i decyzje stanowią uderzenia w integralność Kościoła, przed którymi wierni muszą stale się strzec. Ten sam autor konkluduje: "Mówię to ze smutkiem, lecz obawiam się że pozostały okres tego pontyfikatu będzie znaczony zarzutami odszczepieństwa, papieskiej herezji, zagrożeniem - a być może otwarciem - schizmy. Panie, zmiłuj się."

A jednak niemal cała hierarchia albo cierpi w milczeniu albo głośno świętuje ten upadek. Jednak tak samo było podczas wielkiego kryzysu ariańskiego IV wieku, kiedy, jak zauważył kardynał Newman: "ciało episkopalne było niewierne swojej misji, podczas gdy ciało świeckie zachowało wierność wobec swojego Chrztu; w pewnych wypadkach Papież, w innych patriarchowie, metropolici i inne wielkie godności, to znów w innych powszechne synody, mówili to czego nie powinni powiedzieć, lub robili to co zaciemniało i narażało na szwank prawdę; w tym samym czasie, z drugiej strony byli chrześcijanie, którzy, kierowani przez Opatrzność, stanowili w Kościele siłę Atanazego, Hilarego, Euzebiusza z Vercelli oraz innych wielkich, samotnych wyznawców, którym bez owych ludzi by się nie powiodło."

Jeśli mamy dochować wierność wobec naszego Chrztu i ślubu Bierzmowania, my, członkowie laikatu, choć niegodni grzesznicy, nie możemy milczeć ani być biernymi w obliczu Waszych niegodziwości. Jesteśmy wezwani przez nasze sumienie do oskarżenia Was publicznie przed naszymi katolickimi współbraćmi jak wymagają tego prawda objawiona, Boskie i naturalne prawo oraz wspólne dobro Kościoła. Przypominając cytowane powyżej nauczanie św. Tomasza - Papież nie jest wyłączony spod zasady sprawiedliwości naturalnej, które głosi że poddani mogą upomnieć przełożonego, nawet publicznie jeżeli istnieje "bliskie zagrożenie zgorszeniem w zakresie wiary." Przeciwnie, rozum sam dyktuje, że, bardziej niż jakikolwiek inny duchowny, Papież powinien zostać napomniany, nawet przez swych poddanych, jeśli "schodzi z właściwej drogi".

Wiemy że Kościół nie jest zwykłą ludzką instytucją oraz że jego nieskazitelność zapewnia Chrystusowa obietnica. Papieże przychodzą i odchodzą, zaś Kościół przetrwa nawet ten pontyfikat. Jednak wiemy również że Bóg godzi się na działanie poprzez ludzkie narzędzia oraz że, ponad konieczne praktyki modlitwy i pokuty, oczekuje od członków Kościoła Walczącego, zarówno duchownych, jak i świeckich, walecznej obrony wiary i moralności przed zagrożeniami z każdego źródła - nawet ze strony Papieża, jak to pokazały nie raz dzieje Kościoła.

Z miłości do Boga i Najświętszej Dziewicy, Matki Kościoła, którą wyznajecie że czcicie, wzywamy Was do odwołania Waszych błędów i naprawienia nieopisanych szkód jakie wyrządziliście Kościołowi, duszom oraz sprawie Ewangelii, abyście nie podążyli w ślady papieża Honoriusza, pomocnika i współsprawcy herezji potępionej przez Sobór powszechny i jego następcę, sprowadzając na siebie "gniew Boga Wszechmogącego i Świętych Apostołów Piotra i Pawła."

Jednak, jeśli nie ustąpicie w pogoni za Waszą próżną "wizją" bardziej "miłosiernego" i ewangelicznego Kościoła niż ten założony przez Chrystusa, którego doktrynę i dyscyplinę pragniecie nagiąć do Waszej woli, niech kardynałowie, którzy żałują błędu Waszego wyboru uszanują swoje przysięgi krwi i przynajmniej ogłoszą publiczne żądanie zmiany Waszego postępowania lub ustąpienia z urzędu, który tak nieopacznie Wam powierzyli.

W międzyczasie, jesteśmy zobowiązani do przeciwstawienia się Waszym błędom, stosownie do naszego stanu w Kościele oraz do wezwania naszych współbraci katolików do przyłączenia się do tego oporu, wykorzystując wszystkie uprawnione środki będące do naszej dyspozycji aby ograniczyć szkody jakie zamierzyliście wyrządzić Mistycznemu Ciału Chrystusa. Wszystkie inne środki zawiodły, nie ma dla nas innej drogi.

Niech Bóg zmiłuje się nad nami, swoim Świętym Kościołem i nad Wami, jego ziemską głową.

Mario, Wspomożenie wiernych, módl się za nami!

część pierwsza:
Pontyfikat Franciszka: Liber accusationis (1)
część druga:
Pontyfikat Franciszka: Liber accusationis (2)

댓글 쓰기…
VRS 이(가) 이 게시물을 Gloria.TV News on the 27th of September 2016 에 언급했습니다.
Quas Primas
"Ten, kto modli się z HERETYKAMI sam staje się heretykiem."
(św. Agaton) 더보기
stanislawp
Za całowanie nóg muzułmanów, za całowanie Koranu, za Msze dla muzułmanów należy się najwyższy wymiar kary...
Pan Bóg jest nierychliwy ale Sprawiedliwy...
Lepiej ten biskup z Gdańska -Głódź czyni pokutę i zadośćuczynienie za sprowadzenie muzułmanów do Katedry w Oliwie!
Szef gminy muzułmańskiej w katedrze: Boże Wszechmogący, spraw, by ci terroryści, którzy to zrobili, zostali ukarani
Allegro
instytucja KK wymaga leczenia w trybie cito. Sądzę, że w tym wszystkim jest Boży palec, aby uświadomić wiernych i wymóc poprzez nich samych, konieczną terapię zdrowotną na przedstawicielach ( czytaj pasterzach - od najmniejszego do najwyższego), konieczną terapię zdrowotną...
22Cecylia
Jeśli mamy dochować wierność wobec naszego Chrztu i ślubu Bierzmowania, my, członkowie laikatu, choć niegodni grzesznicy, nie możemy milczeć ani być biernymi w obliczu Waszych niegodziwości. Jesteśmy wezwani przez nasze sumienie do oskarżenia Was publicznie przed naszymi katolickimi współbraćmi jak wymagają tego prawda objawiona, Boskie i naturalne prawo oraz wspólne dobro Kościoła. Przypominając… 더보기
Quas Primas
„Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę! Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Nie dajcie się uwieść różnym i obcym naukom”
(Hbr 13, 7-9). 더보기
Quas Primas
Nie wszyscy widzą katastrofalny pontyfikat Franciszka. Może niektórzy nie chcą widzieć, a może taki właśnie pontyfikat im się podoba.
Niektórzy pewnie nie są katolikami i to nie dziwi, ale są wśród katolików ci, którzy niby coś tam na temat katolicyzmu wiedzą i ci, jakże go wychwalają.
Jednak ci, którzy posługują się fides et ratio, które muszą iść w parze, dostrzegają kryzys i ostrzegają wiernyc… 더보기
2 명 더 보기
ŚW.FILOMENA
Niech Bóg zmiłuje się nad nami, swoim Świętym Kościołem i nad Wami, jego ziemską głową.

Mario, Wspomożenie wiernych, módl się za nami!