Clicks4.8K
Engel44
42

Arka Przymierza

Arka Przymierza

Autorką poniższego artykułu jest Mary Nell Wyatt, żona nieżyjącego już chrześcijańskiego archeologa Rona Wyatta. Artykuł pochodzi ze strony www.wyattmuseum.com

Arka Przymierza odnaleziona!

Istnieje dziś wiele doniesień na temat lokalizacji Arki Przymierza i celem tej strony (www.wyattmuseum.com) jest danie Ci możliwości zapoznania się z historią opowiedzianą przez Rona Wyatta, a następnie spisaną przez jego małżonkę. Na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie przedstawić niezbitych dowodów prawdziwości jego twierdzeń, dlatego prosimy Cię o uważne zapoznanie się z poniższym materiałem i powstrzymanie się z ostatecznym osądem aż do czasu zobaczenia dowodów na własne oczy.

To, co za chwilę przeczytasz, jest wręcz wstrząsające i prezentuje nowe, czasem bardzo niesamowite koncepcje. Wspaniałe, nowe światło zostało rzucone na centralny temat Biblii – zbawienie człowieka poprzez śmierć i pośrednictwo Mesjasza.

Poszukiwania rozpoczęte

W 1978 roku, Ron i jego synowie, Danny i Ronny, odbyli dwie podróże do Izraela z zamiarem dotarcia do zachodniego wybrzeża Zatoki Aqaba w Egipcie i poszukiwania szczątków rydwanów na dnie Morza Czerwonego. Było to w czasie, kiedy Izrael okupował półwysep Synaj, dlatego też do miejsca, w którym, wg Rona, Izraelici przekroczyli wody Morza Czerwonego, można było dotrzeć wyłącznie z terenu Izraela, a nie poprzez Kair.

Podczas swojej drugiej podróży połączonej z nurkowaniem, Ron nauczył się niestety bardzo bolesnej lekcji. Nurkował godzinami, przeszukując dno morskie na głębokości ok. 10m, wierząc, że woda działała tu przez te wszystkie lata niczym naturalny filtr dla niszczącego działania promieni słonecznych. W rezultacie nabawił się tak bolesnego obrzęku nóg i stóp, że nie był nawet w stanie nałożyć na nie płetw.

Nie mogąc kontynuować nurkowania, a także z braku w okolicy choćby motelu, zmuszony był powrócić wraz z chłopcami do Jerozolimy, oczekując na lot z Tel Avivu do USA.

Pewnego dnia, jeszcze w Jerozolimie, gdy tylko obrzęk nóg trochę osłabł, postanowił przespacerować się po najbliższym otoczeniu swojego hotelu, niedaleko bramy Damasceńskiej. Przechodząc obok starożytnego kamieniołomu, utożsamianego ze „Wzgórzem Kalwarii”, zaczął rozmawiać z lokalnym autorytetem w dziedzinie starożytności. W pewnym momencie zatrzymali się, a lewa dłoń Rona uniosła się i wskazała na miejsce używane jako wysypisko śmieci, po czym Ron stwierdził: „To jest Grota Jeremiasza i tam jest Arka Przymierza”. Mimo, że słowa te wyszły z jego własnych ust, a jego własna ręka wskazała to miejsce, nie zrobił tych rzeczy w sposób świadomy. Prawdę mówiąc, to był pierwszy raz, kiedy w ogóle pomyślał o poszukiwaniu Arki.

Człowiek, z którym szedł, również zareagował dziwnie. Powiedział „To wspaniale! Chcemy, żebyś rozpoczął wykopaliska, załatwimy ci wszystkie konieczne zezwolenia, zorganizujemy miejsce pobytu, a nawet zapewnimy wyżywienie!”

Ale Ron nie wiedział, co o tym myśleć – wiedział, że było to doświadczenie „nadnaturalne”, ale czy było ono od Boga, czy też od „kogoś innego”? Do tego czasu Ron dokonał ważnych odkryć w Turcji, a także znalazł wiele szczątków rydwanów w Morzu Czerwonym. Jednak nigdy dotąd nie przytrafiło mu się coś podobnego. To było jak grom z jasnego nieba. Musiał odrzucić ofertę tego człowieka, przynajmniej do czasu aż sprawdzi, czy istnieje jakikolwiek powód, by wierzyć, że Arka mogłaby się znajdować w tamtym miejscu. Tak więc, zgodnie z planem wrócił z chłopcami do domu. Natychmiast rozpoczął jednak zbieranie informacji.

Czym jest „Arka Przymierza”?

„Typy i Antytypy”

Wszystkie przedmioty znajdujące się w ziemskim przybytku były „odbiciami rzeczy niebieskich” (Hebr 9,23). Arka reprezentowała tron Boga – to poprzez nią Bóg manifestował Swoją Obecność między ludźmi. Można powiedzieć, że ten ziemski Tron był kopią Wielkiego Tronu w niebie. Poniżej Tronu, Boże niezmienne Prawo - 10 przykazań – leżało wewnątrz ziemskiej Arki, tak jak ich oryginalne odpowiedniki spoczywają poniżej Bożego Tronu w niebie. Obok Arki leżała też kopia Prawa Mojżeszowego (Ksiąg Mojżeszowych). Przez pewien czas, w arce znajdowała się również laska Aarona i naczynie z manną, ale kiedy Arka została umieszczona w świątyni Salomona, dowiadujemy się, że tych dwóch przedmiotów już tam nie było (1Król 8,9).

Znad wieka ziemskiej Arki Bóg rozmawiał z Mojżeszem; tam spotykał się z najwyższym kapłanem raz do roku, w Dzień Przebłagania, kiedy to grzechy ludu wyznawane przez cały rok, były symbolicznie usuwane ze świątyni. Boża obecność spoczywała nad Arką przez cały czas, aż do momentu, kiedy Bóg ostatecznie opuścił świątynię, na krótko przed rozpoczęciem niewoli Babilońskiej. Ezechiel zobaczył w wizji Chwałę Bożą opuszczającą świątynię (Ez 8,6 i 11,22-23).
Później, Ezechiel otrzymał, także w prorockiej wizji, wytyczne dotyczące ponownego ustanowienia systemu ofiarniczego, w którym arka nie jest już wspominana (Ez 42-44).

Większości ludzi znajomy jest fakt, że Arka była przedmiotem uświęconym – do tego stopnia, że każdy kto jej dotknął lub na nią spojrzał natychmiast był porażany śmiercią. Powstały najprzeróżniejsze teorie o tym, jakoby Arka była naładowana ładunkiem elektrycznym itp., a ich twórcy zastanawiają się czy jej dotknięcie nadal byłoby niebezpieczne. Zatrzymajmy się na tej kwestii przez chwilę, ponieważ w związku z nią często jest stawiane uzasadnione pytanie.

„Nagła śmierć”

Dlaczego nagła śmierć czekała każdego, kto jej dotknął lub na nią spojrzał? Biblia nie podaje jednoznacznej odpowiedzi, jednak odpowiedź, jak wierzę , jest w niej zawarta.

Poprzez Arkę Bóg manifestował Swoją Obecność:

„I rzekł Pan do Mojżesza: Powiedz Aaronowi, bratu swemu, żeby nie wchodził o każdym czasie do miejsca świętego poza zasłonę przed wieko, które jest na Skrzyni, aby nie umarł, gdyż ukażę się nad wiekiem w obłoku.” (3Mojż 16,2)
„Tam będę się spotykał z tobą i sponad wieka będę z tobą rozmawiał spośród dwu cherubów, które są na Skrzyni Świadectwa, o wszystkim, co jako nakaz przekażę ci dla synów izraelskich.” (2Mojż 25,22)

Nad wiekiem Arki przebywała fizyczna obecność Boga, a jako że Bóg nie może patrzeć na grzech, oznaczało to natychmiastowe zniszczenie każdego człowieka, z wyjątkiem Najwyższego Kapłana, który wszedłby w kontakt z ziemskim „Tronem Boga”.

„Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło, nie możesz spoglądać na bezprawie.” (Hab 1,13)

Bóg nie pozwoliłby ludziom skazić Jego ziemskiego Tronu. To był jedyny obiekt na ziemi, którego ludzie nie byli w stanie skazić. Cała nasza planeta jest tymczasowo „rządzona” przez jej księcia, szatana – dlatego by móc spotykać się ze swoimi wybranymi ludźmi, Bóg zapewnił sobie Tron, nieskażony ani przez szatana, ani przez jego naśladowców (zarówno aniołów, jak i ludzi).

Jakie jest znaczenie Arki dzisiaj? Wierzymy, że kluczem do tej zagadki jest zasada „typów” i „antytypów” systemu ofiarniczego.

Grzechy ludzi przenoszone do świątyni, potem Dzień Przebłagania

System ofiarniczy zaprojektowany został tak, by uczyć ludzi zbliżania się do Boga poprzez dzieło przyszłego Zbawiciela, który wziąłby grzechy ludzi na siebie, a następnie raz na zawsze poniósł za nie śmierć. Była to zapowiedź dzieła Chrystusa, który stał się zarówno samą Ofiarą, jak i Arcykapłanem.

Poprzez tą coroczną służbę, ludzie uczeni byli ważnych spraw dotyczących przebłagania za grzechy. Poprzez ofiary za grzechy, składane w ciągu roku, oddawane było życie w zastępstwie grzeszników. Ale krew ofiar nie dokonywała pełnego przebłagania grzechów. Stanowiła tylko środek umożliwiający przeniesienie grzechów do świątyni. Przez ofiarowanie krwi, grzesznik uznawał autorytet Prawa, wyznawał swoją winę i wyrażał swoją wiarę w Tego, który miał wziąć na siebie grzechy całego świata. Nie był jednak całkowicie uwalniany spod potępienia Prawa.

W Dniu Przebłagania, Najwyższy Kapłan, złożywszy ofiarę za całe zgromadzenie, wchodził do Miejsca Najświętszego i spryskiwał krwią ofiary wieko Arki, nad Tablicami Prawa, znajdującymi się wewnątrz niej. W ten sposób, wymaganie prawa, żądającego śmierci grzesznika było spełniane. Następnie, pełniąc funkcję pośrednika, Arcykapłan brał grzechy na siebie i opuszczając świątynię niósł na sobie ciężar win Izraela.

U drzwi przybytku kładł ręce na głowie kozła i wyznawał nad nim „wszystkie niegodziwości dzieci Izraela, wszystkie ich przewinienia i grzechy, składając je na głowę kozła”. I tak jak kozioł, niosący te grzechy, był wyganiany na pustynię, one razem z nim uznawane były za oddzielone na zawsze od ludzi. Na tym polegała służba, będąca „obrazem i cieniem niebieskiej” (Hebr 8,5).

Odnośnie drugiej części przybytku, zwanej Miejscem Najświętszym, gdzie znajdowała się Arka, Biblia mówi tak:

„Do drugiej zaś raz w roku (wchodzi) sam tylko arcykapłan, i to nie bez krwi, którą ofiaruje za siebie samego i za uchybienia ludu, przez to Duch Święty wskazuje wyraźnie, że droga do świątyni nie została jeszcze objawiona, dopóki stoi pierwszy przybytek; ma to znaczenie obrazowe, odnoszące się do teraźniejszego czasu, kiedy to składane bywają dary i ofiary, które nie mogą doprowadzić do wewnętrznej doskonałości tego, kto pełni służbę Bożą.” (Hebr 9,7-9)

Arka nie była tylko uświęconą skrzynią – była czymś znacznie więcej. Stanowiła centralny element procesu oczyszczenia ziemskiej świątyni z grzechów ludzi, tak jak Tron Boży w Niebie stanowi centrum wszelkich działań Chrystusa, jako naszego Arcykapłana.

Historia „Arki”

Co stało się z Arką?

Szukając w Biblii informacji na ten temat, Ron znalazł ostatnią wzmiankę o lokalizacji Arki:

"Jozjasz obchodził w Jeruzalemie Paschę dla Pana, Baranka paschalnego zabili czternastego dnia pierwszego miesiąca. (...) Kazał potem Lewitom, którzy nauczali całego Izraela i byli Panu poświęceni: WNIEŚCIE ŚWIĘTĄ SKRZYNIĘ DO ŚWIĄTYNI, KTÓRĄ ZBUDOWAŁ SALOMON, SYN DAWIDA, KRÓL IZRAELSKI; nie trzeba jej już nosić na barkach. Służcie więc Panu, waszemu Bogu, i jego ludowi izraelskiemu. (...) Obchodzono zaś tę Paschę W OSIEMNASTYM ROKU PANOWANIA JOZJASZA.” (2Kron 35,1.3.19)

Było to ok. 621 roku p.n.e., zaledwie 35 lat przed zniszczeniem Jerozolimy i świątyni przez Nebukadnesara, kiedy dla plemienia Judy nastała druga faza niewoli Babilońskiej. Ta informacja oznaczała, że Arka zniknęła z natchnionego przekazu gdzieś pomiędzy rokiem 621 a 586 p.n.e. Odkąd świątynia została całkowicie zniszczona, nie ma już najmniejszych wątpliwości, że Arki tam NIE było.

Kontynuując poszukiwania Ron natknął się na coś zaskakującego – w 2Król 24,13 , 2Król 25,13-18 i w Jer 52,17-23 znajduje się bardzo szczegółowy wykaz przedmiotów zabranych do Babilonu z „królewskiego domu” i z „domu Pana” - wykaz ten zawiera nawet tak drobne przedmioty jak „łyżeczki” itp. Arka jednak nie jest w nim wspomniana.

Nie występuje też wśród przedmiotów przywiezionych z powrotem z Babilonu, których wykaz znajduje się w Ezdr 1,7-11. Skoro zaś w Jer 28,3 zapowiedziane jest, że wszystkie przedmioty wywiezione z domu Pana do Babilonu zostaną zwrócone, to ponieważ Arki nie było na liście zwróconych przedmiotów, oznacza to, że nigdy nie została ona wywieziona. Także Szyszak (egipski faraon) i Sancheryb (król Asyrii) wywieźli część przedmiotów z „domu Pana”, ale także w tym przypadku nie było wśród nich Arki.

Co zatem się z nią stało? W 2Król 25,1 , gdzie mowa jest o oblężeniu Jerozolimy przez Babilończyków, czytamy, że wojsko babilońskie „obległo ją” i „usypało wokół niej szańce” - co oznacza, że zbudowano wokół miasta wał. Dalej czytamy, że otaczał on miasto przez ponad rok czasu, zanim zostało ono zdobyte. I właśnie ten fakt stanowił dla Rona poszlakę, że Arka mogła znajdować się w miejscu na które wskazał. Oczywiście nie był to niepodważalny dowód – jedynie teoretyczna możliwość. Co jednak wspólnego ma z Arką ów wał?

Wał

Wrogie armie usypywały je wokół murów atakowanych miast, w odległości większej niż wynosił zasięg broni używanej przez mieszkańców oblężonego miasta. A jakich rodzajów broni używano w tamtym czasie?

„Uzzjasz zaopatrzył całe to wojsko w tarcze, dzidy, hełmy, pancerze, łuki i kamienie do proc, a w Jeruzalemie kazał sporządzić pomysłowe machiny wojenne do ustawienia na basztach i na narożnikach, aby miotać pociskami i dużymi kamieniami.” (2Kron 26,14-15)

Uzzjasz, o którym mowa w tym fragmencie, był królem Izraela na ponad 100 lat PRZED zniszczeniem Jerozolimy, a jak czytamy, już wtedy miał do dyspozycji „pomysłowe machiny wojenne” na „basztach” i „narożnikach”, miotające „pociskami” i „dużymi kamieniami”. Katapulty miały zasięg ponad 300 metrów, co oznaczało, że wał musiał zostać usypany jeszcze dalej, a to z kolei oznaczało, że znajdował się on znacznie dalej od murów miasta, niż miejsce wskazane przez Rona.
Tak więc, ostatecznie Ron doszedł do następujących wniosków:

Arka musiała zostać ukryta między osiemnastym rokiem panowania Jozjasza (kiedy to, jak czytamy, została umieszczona w świątyni Salomona) a zniszczeniem samej świątyni, co nastąpiło 35 lat później.
NIE została zabrana do Babilonu, ponieważ nie ma jej zarówno w biblijnym spisie przedmiotów wywiezionych do Babilonu, jak i tych, które zostały z niego z powrotem przywiezione.
Najprawdopodobniej została ukryta tuż przed zniszczeniem świątyni, gdy Jerozolima była otoczona wałem.
Została ukryta gdzieś pomiędzy murami Jerozolimy a wałem usypanym przez armię Babilońską. Zarówno całe miasto, jak i świątynia, zostały zburzone przez Babilończyków w 586 r. p.n.e., więc Arka mogła uniknąć zniszczenia lub wywiezienia tylko pod warunkiem, że NIE znajdowała się nigdzie w obrębie miasta. Miejsce wskazane przez Rona znajdowało się właśnie poza ówczesnym zasięgiem murów, a jednocześnie wewnątrz obszaru otoczonego przez wał. Były to przypuszczenia oparte na analizie biblijnych informacji, jednak nadal tylko przypuszczenia. Wystarczyły jednak do podjęcia decyzji – Ron postanowił rozpocząć wykopaliska.

Arka w księgach apokryficznych

Sprawdził również, czy istnieją jakiekolwiek wzmianki o Arce w źródłach pozabiblijnych, szczególnie Żydowskich. Odnalazł 2 intrygujące fragmenty. W 2Ks. Machabejskiej czytamy:

„W dokumentach można znaleźć [wzmiankę], że prorok Jeremiasz rozkazał, aby ci, którzy byli uprowadzeni do niewoli, wzięli ze sobą ogień. Tak było powiedziane i tak prorok przykazał tym, których uprowadzono do niewoli. Dał im Prawo, aby nie zapomnieli przykazań Pana i aby nie zamąciły się ich myśli, kiedy będą widzieli wizerunki [bóstw] złote i srebrne, a wokoło nich ozdoby. Tymi i podobnymi słowami upomniał ich, aby nie dali usunąć Prawa ze swego serca.

Było w tym piśmie [napisane], jak z Bożego polecenia prorok kazał nieść za sobą namiot i arkę, gdy wyszedł. Kiedy zaś wszedł na górę, na którą Mojżesz wstąpił i [z której] przyglądał się dziedzictwu Bożemu, przyszedłszy tam znalazł Jeremiasz pomieszczenie w postaci pieczary. Umieścił tam namiot, arkę i ołtarz kadzenia, a wejście zarzucił kamieniami.
Kilku z tych, którzy mu towarzyszyli, wróciło, aby zaznaczyć drogę, ale już nie mogli jej odnaleźć.

Kiedy zaś Jeremiasz dowiedział się o tym, czyniąc im wymówki powiedział: Miejsce to pozostanie nieznane, aż Bóg na powrót zgromadzi swój lud i okaże mu miłosierdzie. Wtedy to Pan ponownie pokaże to [wszystko] i będzie można widzieć chwałę Pańską i obłok, podobnie jak za Mojżesza można ją było widzieć i jak wtedy, gdy Salomon modlił się, aby miejsce zostało w uroczysty sposób poświęcone.”
(2Mach 2,1-8)

Autor, w swoim liście do „braci Żydów w Egipcie od braci Żydów z Jerozolimy i krainy Judzkiej” wyjaśnia skąd zdobył swoje informacje:

„W pismach i pamiętnikach Nehemiasza jest opowiedziane nie tylko to, ale również o tym, jak zakładając bibliotekę zebrał on księgi o królach i księgi proroków, księgi Dawida i listy królów o ofiarach. Tak samo również Juda zebrał nam wszystkie księgi, które były rozrzucone wskutek prowadzonej wojny, i mamy je u siebie. Jeżeli więc potrzebujecie ich, przyślijcie tych, którzy by wam je zanieśli.” (2Mach 2,13-15)

Co istotne, powyższy cytat z 2 księgi Machabejskiej mógł zostać z biegiem lat błędnie przetłumaczony, pierwotnie zaś mógł stwierdzać, że Arka została ukryta nie „w” górze na której Mojżesz „stał”, kiedy oglądał ziemię obiecaną (G. Nebo, 5Mojż 32,49), ale w górze, którą Mojżesz „widział” oglądając ziemię obiecaną. Z góry Nebo widziałby Jerozolimę, z uwagi na jej wysokość n.p.m.

W pseudoepigraficznej księdze o nazwie „Paralipomena Jeremiasza” (co znaczy „Pozostałe słowa Jeremiasza”) jest też napisane, że Jeremiasz, w odpowiedzi na rozkaz Boga, ukrył poświęcone przedmioty ze świątyni tuż przed zburzeniem Jerozolimy.

Żadna z tych ksiąg nie może być uznana za w pełni wiarygodną, jednak obydwie prezentują silną tradycję, zgodnie z którą Jeremiasz (lub ktoś inny na jego polecenie) ukrył Arkę oraz inne przedmioty należące do świątyni.

Czy powyższe dwie księgi zawierają więc ziarno prawdy? Możliwe. Zważywszy, że Jeremiasz BYŁ prorokiem w Jerozolimie w czasach Jozjasza (kiedy Arka została umieszczona w świątyni) aż do czasu zniszczenia miasta, wydaje się logiczne, że Bóg MÓGŁ poinstruować go, by ukrył Arkę i inne poświęcone przedmioty.

Także sam Jeremiasz pisze:

„A gdy się rozmnożycie i wydacie liczne potomstwo na ziemi w tamtych dniach - wyrocznia Pana - nikt nie będzie już mówił: Arka Przymierza Pańskiego! Nikt już nie będzie o niej myślał ani jej wspominał, odczuwał jej braku, ani też nie uczyni nowej.” (Jer 3,16)

Z powyższych słów może wynikać, że w momencie ich spisania (za rządów Jozjasza, w. 6) Izrael wciąż był w posiadaniu Arki. Cały fragment, rozpoczynający się od wersu 6, jest wezwaniem do zerwania z dotychczasowym odstępstwem, chociaż ich niewola została już wcześniej przepowiedziana przez Izajasza. Czyżby zatem powyższy wers o Arce Przymierza mógł być zapowiedzią, że nie będą już jej posiadali po swoim powrocie z niewoli? Zaledwie 2 wersety dalej jest napisane:

„W owych dniach pójdzie dom Judy do domu Izraela i przyjdą zgodnie z kraju północnego do ziemi, którą dałem na dziedzictwo waszym przodkom.” (Jer 3 ,18)

„Kraj północny” to Babilon, gdzie już niedługo mieli spędzić w niewoli 70 lat. Jeśli ten tok rozumowania jest prawidłowy, to oznacza to, że Jeremiasz MIAŁ wiedzę o tym, że Izrael nie będzie miał Arki w swoim posiadaniu po powrocie z niewoli.

Warte odnotowania jest również to, że Jeremiasz WYRAŹNIE stwierdza: „...ani też (nikt) nie uczyni nowej”, co pokazuje, że nie ma obietnicy, aby KIEDYKOLWIEK miała ona zostać przywrócona do dawnej funkcji.

Gdy Ezechiel podaje w swojej księdze instrukcje dotyczące świątyni, nie podaje jakichkolwiek wytycznych odnośnie Arki. Nigdy więcej nie jest już wspominana.

Ron wierzył, że w czasie oblężenia Jerozolimy przez armię Babilonu, ktoś mógł (niezauważony przez wroga) ukryć Arkę na obszarze zewsząd otoczonym wałem, po czym definitywnie zniknęła ona z kart historii. Powyższe cytaty z ksiąg apokryficznych zgadzają się z tamtymi wydarzeniami pod względem czasu, jednak nie możemy być pewni, czy fakty, jakie podają, rzeczywiście są prawdziwe – księgi te nie są natchnione, dlatego też nie możemy na nich bezkrytycznie polegać.

Miejsce wykopalisk

Jerozolima jest usytuowana na 2 wzgórzach, tradycyjnie określanych jako „Góra Moria” i „Góra Syjon”. Na wschód od nich leży zaś „Góra Oliwna” (na rysunku najbardziej na prawo).

„Moria” wspomniana jest w Biblii tylko dwukrotnie – po raz pierwszy, jako miejsce, na które Abraham miał zabrać Izaaka, by złożyć go w ofierze, a drugi raz, jako miejsce gdzie zbudowana została świątynia:

„I rzekł: Weź syna swego, jedynaka swego, Izaaka, którego miłujesz, i udaj się do kraju Moria, i złóż go tam w ofierze całopalnej na jednej z gór, o której ci powiem.” (1Mojż 22,2)

„Zaczął tedy Salomon budować świątynię Pana w Jeruzalemie na górze Moria, gdzie Pan ukazał się Dawidowi, jego ojcu, w miejscu, które wyznaczył Dawid na klepisku Ornana Jebuzejczyka.” (2Kron 3,1)

Miejsce, w którym Ron zamierzał rozpocząć wykopaliska, stanowiło część kamieniołomu usytuowanego w północnej części góry Moria. Po wschodniej, południowej i zachodniej stronie Jerozolimy rozciągają się głębokie doliny, chroniące miasto przed atakiem wrogich wojsk.

Jednak od strony północnej miasto było łatwym celem ataku. Dlatego też, w północnej części góry Moria wydobyto z ziemi skały i utworzono w ten sposób „suchą fosę” czy rów, uniemożliwiając w ten sposób potencjalnym wrogom łatwe przedostanie się po górskim grzbiecie pod mury miasta.

Później, w bliżej nieokreślonym czasie, północna część Morii odłączona od miasta rowem, zaczęła być używana jako kamieniołom. Poczynając od południowej części tego oddzielonego od reszty odcinka, zaczęto wydobywać z niego kamień, stopniowo obniżając poziom gruntu do poziomu rowu, ciągnącego się wzdłuż północnego muru miasta.

Kolorem czerwonym zaznaczyłem obszar, na którym znajduje się opisywane tu miejsce
(trójkąt ulic: Sułtana Sulejmana, Derech Shekhem i Salah ed-Din)


Miejsce, które wskazał Ron, znajdowało się w obrębie tego kamieniołomu. Klif, utworzony wskutek wydobycia skał, znany jest jako „Wzgórze Kalwarii”, ponieważ skały tworzące jego boczną ścianę przypominają nieco czaszkę, przez co wielu łączy go z „Golgotą” (Miejscem Trupiej Czaszki), gdzie Chrystus został ukrzyżowany.

Znajduje się tu także miejsce tradycyjnie zwane „Grotą Jeremiasza”, ponadto ogród z pustym grobem, w którym, jak wielu wierzy, pochowany został Chrystus, a także duży kompleks Żydowskich grobów, datowanych na czasy 1 i 2 świątyni, wykutych w skalistym zboczu góry.

Kamieniołom ma setki metrów długości i Ron wierzył, że to JEST miejsce ukrzyżowania. Wierzył też, że pusty grób w ogrodzie należał do Józefa z Arymatei i że to w nim złożono ciało Chrystusa. Nie miało to jednak większego związku z aktualnym projektem. Teraz poszukiwał Arki Przymierza.

Rozpoczęcie wykopalisk

Był styczeń 1979, kiedy Ron powrócił wraz z chłopcami do Jerozolimy. Cały teren pokryty był śniegiem. Ron musiał teraz podjąć decyzję, jak i kiedy rozpocząć wykopaliska. Miejsce, które wskazał używane było jako wysypisko śmieci i na pierwszy rzut oka nie zapowiadało się zbyt obiecująco. Usytuowane było wzdłuż urwiska, gdzie grunt łączy się ze ścianą klifu. Badając teren przylegający do urwiska, zauważył, że poziom gruntu uległ do naszych czasów znacznemu podwyższeniu, co oznaczało, że faktyczny poziom skał znajdował się wiele metrów niżej.

W przeszłości, Jerozolima była wielokrotnie niszczona. Najpowszechniejszą zaś metodą odbudowywania starożytnych miast, było po prostu budowanie kolejnego miasta na ruinach poprzedniego. Dzisiaj gruz jest najpierw usuwany, jednak w przeszłości było inaczej. Dzięki temu, archeolodzy są dziś w stanie znaleźć dowody istnienia wielu miast w obrębie tego samego miejsca – zwyczajnie przekopują się przez kolejne poziomy, aż dotrą do litej skały, na której wzniesiono najwcześniejsze miasto.

Poziom gruntu w miejscu, gdzie Ron zamierzał rozpocząć prace wykopaliskowe, znajdował się znacznie wyżej niż dno kamieniołomu w sąsiedztwie murów miasta. Nie pozostało im więc nic innego, jak stopniowo zacząć kopać pionowo w dół.

Miejsce, które pierwotnie wskazał w 1978 roku, wypełniała ogromna, twarda skała, w niewielkim tylko stopniu wystająca nad powierzchnię ziemi. Dlatego też, Ron postanowił rozpocząć kopanie kilka metrów na prawo. Było to naprawdę ogromne zadanie – Ron, Danny i Ronny musieli ostatecznie usunąć kilka ton skał i gruzu, jednocześnie wszystko dokładnie przesiewając, tak by nie przeoczyć jakichkolwiek artefaktów, mogących potencjalnie znajdować się w ziemi. Było to warunkiem postawionym przez Departament Starożytności, do którego wytycznych zawsze musieli się dokładnie stosować.

Pierwsze odkrycie – miejsce ukrzyżowania?

Kopiąc przed ścianą klifu, z wydobytej ziemi stopniowo usypywali coraz większy kopiec. Prawie natychmiast Ron zauważył niszę w kształcie półki, wyciętą w ścianie klifu. Kopiąc dalej, odkrył ich łącznie trzy, z jedną mniejszą po prawej stronie.

Był przekonany, że służyły one jako wnęki na tablice z napisami. W dodatku, z uwagi na bezpośrednie sąsiedztwo skalnej „czaszki” oraz z uwagi na fakt, że było ich akurat trzy, Ron wierzył, że umieszczano w nich informacje o winie ukrzyżowanego, sporządzane w trzech językach.

Przestudiował dostępne informacje na temat rzymskich ukrzyżowań i odkrył, że metodę tą stosowano jako przestrogę dla innych. Znany fragment wypowiedzi Kwintyliana wyjaśnia:

„Kiedykolwiek krzyżujemy zbrodniarzy, wybieramy najbardziej zatłoczone i ruchliwe miejsca, tak by strach padł na jak największą liczbę oglądających. Głównym bowiem celem tej kary jest nie tyle zemsta, co przykład dla pozostałych.”

Rzymskie ukrzyżowania przebiegały w trzech etapach, szczegółowo opisanych na przykładzie ukrzyżowania Chrystusa. Najpierw biczowanie; następnie przyniesienie przez skazańca poprzecznej belki na miejsce egzekucji; wreszcie przybicie lub przywiązanie skazanego do belki, a następnie przymocowanie jej do pionowego pala i podniesienie całości do pozycji pionowej.

Oprócz trzech powyższych, stosowany był jeszcze jeden element. Dla wzmocnienia efektu przestrogi, informacja o ZBRODNI skazanego musiała być wyeksponowana dla wszystkich przechodniów. W tym celu stosowany był titilus, czyli tablica pokryta gipsem i opisana czarnymi literami. Zwykle była ona niesiona przed skazańcem na miejsce egzekucji, a następnie umieszczana nad krzyżem.

Powszechna opinia odnośnie ukrzyżowania Chrystusa jest taka, że pojedyncza tabliczka z treścią podyktowaną przez Piłata została przybita do krzyża, nad Jego głową. I oczywiście mogło tak być - jednakże jeśli jej treść, spisana w trzech językach, miała zostać odczytana przez wszystkich przechodniów, to tabliczka taka musiała być całkiem sporych rozmiarów, znacznie większych niż np. zwykła kartka papieru.

Całkiem niedawno sami przekonaliśmy się o prawdziwości tego faktu w naszym nowym muzeum. Tablice informacyjne, które nam wydawały się bardzo duże, po umieszczeniu ich na budynku okazały się zbyt małe, by móc je odczytać z pewnej odległości. Tekst sporządzony przez Piłata i umieszczony na krzyżu byłby praktycznie nie do odczytania nawet przez tych, którzy stali bezpośrednio przy nim. Jeśli dodamy do tego fakt, że w Jerozolimie tamtych czasów funkcjonowały jednocześnie trzy języki – hebrajski, grecki i łacina – to staje się oczywiste, że znaki umieszczone nad głową Chrystusa musiały być znacznie większe, niż się powszechnie uważa.

Kiedy Ron przeczytał Biblijne wzmianki o tych znakach, zauważył że choć angielskie tłumaczenie stwierdza, iż zostały one umieszczone „NA krzyżu”; a użyty tu grecki termin powinno się raczej przetłumaczyć jako „NAD krzyżem” (w języku polskim właśnie tak jest przetłumaczone).

„I umieścili nad jego głową napis z podaniem jego winy: Ten jest Jezus, król żydowski.” (Mt 27,37)

„A Piłat sporządził też napis i umieścił go NAD KRZYŻEM; a było napisane: Jezus Nazareński, król żydowski. A napis ten czytało wielu Żydów, bo blisko miasta było to miejsce, gdzie Jezus został ukrzyżowany; a było napisane po hebrajsku, po łacinie i po grecku.” (Jan 19,19-20)

Angielskie tłumaczenie podaje, że napis ten został umieszczony „na” krzyżu – użyte tu greckie słowo to „epi”. Tymczasem w Ew. Łukasza, gdzie mowa jest o owym napisie, to samo słowo jest z kolei przetłumaczone jako „nad”:

„Był też i napis nad nim: Ten jest królem żydowskim.” (Łk 23,38)

Z całą pewnością słowo to nie mogłoby w tym przypadku zostać przetłumaczone jako „na”! Także w innych miejscach jest ono tłumaczone jako „nad” - dlatego też Biblia nigdzie nie stwierdza jednoznacznie, że napis ten został przybity do samego krzyża. Wszystko, co sugeruje, to że został on umieszczony „nad”, „powyżej” lub „w sąsiedztwie” krzyża.

Mając świadomość tych faktów oraz posiadając informacje na temat rzymskich ukrzyżowań i zwyczaju używania przez Rzymian tablic pokrytych gipsem, a następnie zapisywanych czarnymi literami, czuł że jego konkluzja nie jest bezpodstawna. Nie spodziewał się jeszcze, jak bardzo okaże się ona trafna.

Gdy znalazł nisze po raz pierwszy, sporządził trzy tablice i umieścił je w nich, dla zademonstrowania swojej teorii. Przekonawszy się, że głębiej nie ma już żadnych dodatkowych nisz, opisał tablice w trzech językach, a następnie sfotografowali je. Wierzył, że znacznie mniejsza nisza, znajdująca się obok tamtych trzech, przeznaczona była na „wszechobecnego” rzymskiego orła. Znów jednak nie to było celem ich poszukiwań, dlatego też kontynuowali wykopaliska dalej.

Drugie odkrycie – miejsce kamienowania

Kopiąc coraz głębiej, po jednej stronie mieli twardą ścianę klifu, po przeciwnej zaś coraz mniej stabilną ścianę usypywaną z wykopanej ziemi. Ron zaczął się obawiać, że w pewnym momencie może się ona po prostu zawalić, grzebiąc ich w wykopie. Zdecydował, że zaczną przesuwać się stopniowo w kierunku miejsca, które pierwotnie wskazał. Choć obawiał się tego, z uwagi na olbrzymią skałę, jaką znalazł tuż pod powierzchnią ziemi, czuł że nie ma wyboru.

Na początku czuł się usprawiedliwiony, zaczynając wykop kilka metrów od głównego miejsca, ponieważ generalnie znajdował się on na tym samym obszarze. W dodatku, odkrycie nisz sprawiło, że jego wysiłek nie okazał się całkowicie bezowocny – nadal jednak cel wykopalisk był zupełnie inny.

Kopiąc dokoła wielkiej skały wystającej z ziemi, odkryli że za nią (pomiędzy skałą a klifem) było wystarczająco dużo miejsca by pogłębić wykop. Gdy tylko zaczęli kopać, już wkrótce odkryli kolejną interesującą rzecz. W ścianie znajdował się otwór, który wydrążony został w taki sposób, by można było przeciągnąć przez niego linę. Duża staranność z jaką go wykonano, sugerowała że miał on swoje ważne zastosowanie, jednak o tym przekonali się dopiero później.

W miejscu, w którym zaczęli kopać na początku, ściana wznosiła się praktycznie pionowo. Tutaj ściana była pochylona, tworząc nad wykopem jakby „zadaszenie”. W miarę jak kopali dalej, znaleźli szereg pustych przestrzeni zawierających potrzaskane kawałki glinianej ceramiki, a nawet kilka zupełnie nienaruszonych naczyń.

Magazyn na ziarno, później używany jako cysterna

Na głębokości 11,5 m dotarli do skalistego dna. Po ostrożnym usunięciu rumoru okazało się, że znajdują się w komorze o średnicy 4,5 m, w której ścianach wykuto spiralne schody, schodzące w dół, aż do samego dna. Z czasem komora została od środka otynkowana i przekształcona w zbiornik na wodę. Każde z tych dwóch wyjaśnień tłumaczyłoby funkcję otworu wykutego w skale nad komorą – przeznaczony był on na linę dźwigającą np. dzban czy wiadro, opuszczane w dół w celu nabrania ziarna lub wody.

Ron przekopał się przez tynk wyściełający komorę i odkrył duże ilości potrzaskanych glinianych skorup, zmieszanych z materiałem skalnym użytym do uformowania cysterny. Po oddaniu tych glinianych skorup do Instytutu Starożytności okazało się, że niektóre z nich datowane są na czasy Jebuzejczyków (a więc jeszcze zanim Dawid zdobył Jerozolimę). Z kolei najpóźniejsze pochodziły z czasów Rzymskich, co oznacza że komora została zamieniona w cysternę dopiero przez Rzymian.

Bez względu jednak na to, jak fascynujące były to odkrycia, nadal nie były one tym, czego szukał Ron.

Tunel równoległy do ściany klifu

Przekopując się przez ziemię i rumowisko, byli w stanie określić na jakiej głębokości znajdowały się pozostałości z czasów Rzymskich. Było to możliwe dzięki znalezionej ceramice i monetom. Rzeczy te nie były jednak obiektem poszukiwań, dlatego musieli kopać dalej. Rozpoczęli więc drążenie tunelu na poziomie zawierającym przedmioty z czasów Rzymskich, z powrotem w kierunku miejsca gdzie wcześniej odkryli nisze. Teraz Ron szukał potencjalnych wejść do jaskini lub tunelu, tym razem w podziemnej części klifu. Jednak jego kolejne odkrycie było na tyle makabryczne, że do tej pory wyraz jego twarzy zmienia się, gdy o nim opowiada.

Miejsce kamienowania

Cysterna, którą odkryli, wykuta została w litej skale. Gdy rozpoczęli kopanie w jej ścianie tunelu w kierunku nisz, w odległości ok. 1,5 m od krawędzi cysterny Ron natrafił na przerwę w skalistym dnie tunelu. Kopiąc coraz głębiej, odkrył że był to dół wypełniony dużą ilością mniejszych i większych kamieni. Pomiędzy nimi zaś, odkrył ludzkie kości, w szczególności kości palców u rąk. Wierzył, że zna przeznaczenie tego dołu – o ile znalezienie kamieni podczas wykopalisk nie jest niczym szczególnym, o tyle znalezienie kamieni o takich rozmiarach, zgromadzonych w tak dużej ilości w jednym miejscu, nie jest rzeczą częstą. Z pewnością nie był to grób – dlatego też ludzkie kości porozrzucane między dużymi kamieniami doprowadziły Rona do jednego wniosku – musiało to być miejsce kamienowania ludzi.

„Oni zaś podnieśli wielki krzyk, zatkali uszy swoje i razem rzucili się na niego. A wypchnąwszy go (Szczepana) POZA MIASTO, KAMIENOWALI.” (Dz 7,57-58)

Trzecie odkrycie – ruiny budynku z I wieku n.e.

Gdy tylko Ron uświadomił sobie co znalazł, szybko wydostał się z dołu i kontynuował z chłopcami drążenie tunelu. Wkrótce odkryli pozostałości jakiejś murowanej konstrukcji. Budynek ten został postawiony w bezpośrednim sąsiedztwie klifu, tak że część jego tylnej ściany przylegała do samej ściany klifu. Fundamenty budynku nadal były na swoim miejscu.

Badając najlepiej zachowane fragmenty, Ron zauważył płaski, ociosany kamień wystający poziomo ze ściany. Odniósł wrażenie, że mógł to być kamienny ołtarz.

Poniżej „ołtarza”, nieco z przodu, Ron zauważył bardzo nietypowy, duży kamień.

Od razu wydał mu się on zbyt symetryczny, aby mógł być ukształtowany w sposób naturalny. Postanowił więc podnieść go i dokładniej mu się przyjrzeć. Kiedy go uniósł okazało się, że przykrywał on kwadratowy otwór wydrążony w skalnym podłożu.

W górnej części zdjęcia widoczne jest pęknięcie w skale. Poniżej kwadratowy otwór,
w którego górnej części widać czarny poziomy ślad – to żelazny drąg wbity w skałę.


Otwór, który przytrzymywał Krzyż?

Jak należało się spodziewać, całe podłoże pokryte było warstwą osadu. Po jego usunięciu okazało się, że tuż obok kwadratowego otworu ciągnie się duża szczelina.

Odkopując to miejsce dalej, Ron odkrył, że była to jakby skalna platforma odchodząca od ściany klifu na ok. 2,5 m. Właśnie w tym skalnym podwyższeniu wydrążony został ów kwadratowy otwór. Jako, że w podwyższeniu tym nie było już żadnych innych otworów, zaczął kopać w miększym podłożu przed „platformą”.

Dopiero po odkopaniu ok. 1 m dotarł do litej skały i tutaj z kolei odkrył trzy kolejne otwory wydrążone w podłożu. Przeprowadzone pomiary wykazały, że podwyższenie z kwadratowym otworem i ciągnącą się tuż obok szczeliną, znajdowało się dokładnie pod miejscem, w którym jeszcze na powierzchni Ron odkrył uprzednio trzy nisze.

Wcześniejsza konkluzja, że służyły one do umieszczania w nich tablic z informacją o winie skazanych w trzech językach, teraz znalazła kolejne potwierdzenie. Tym bardziej, że odnalazł trzy kolejne kwadratowe otwory wydrążone w skale, każdy o boku ok. 30 cm. Był głęboko przekonany, że służyły one do przytrzymywania krzyży. Z kolei odnośnie otworu na podwyższeniu, wierzył że umieszczono w nim krzyż, na którym ukrzyżowany został Chrystus.

Z ocalałej struktury budynku wynikało, że przykrywał on całe to miejsce. W oparciu o wszystkie znalezione dowody, Ron doszedł do wniosku, że na miejscu ukrzyżowania Chrystusa wzniesiony został chrześcijański kościół – do dziś pozostała z niego tylna ściana przylegająca do klifu tuż za skalnym podwyższeniem z otworem na krzyż.

Wyglądało na to, że było to miejsce, w którym skazaniec został ukrzyżowany w taki sposób, że znajdował się wyżej, niż inni ukrzyżowani obok niego.

Z kolei „kamienny ołtarz” wystawał poziomo ze ściany prawie dokładnie nad miejscem, w którym znajdował się otwór i szczelina.

Szczelina obok otworu na krzyż

Szczelina, zaczynająca się właściwie w samym otworze i odchodząca od niego w bok, wyglądała tak, jakby powstała w wyniku trzęsienia ziemi – nie widniały na niej jakiekolwiek ślady drążenia przez człowieka.

Po usunięciu z kwadratowego otworu całego osadu, okazało się że ma on 58 cm głębokości, podczas gdy pęknięcie zdawało się sięgać znacznie bardziej wgłąb skały. Teraz jednak nie próbował go ani oczyszczać, ani mierzyć. Dopiero ponad rok później Ron miał się przekonać, że pęknięcie sięgało aż 6 metrów w dół.

„Datowanie” pozostałości budynku

W trakcie wykopalisk, Ron odnalazł różnego rodzaju monety, dzięki którym możliwe było określenie czasu wzniesienia budynku. Znalazł monetę bitą za czasów Tyberiusza, władającego Imperium Rzymskim od 14 do 37 r. n.e. Była to najstarsza ze znalezionych w tym miejscu monet. Z kolei najpóźniejsze sięgały roku 135. Występowanie zarówno jednych, jak i drugich, w pełni zgadzało się z historią Jerozolimy i umiejscawiało czas wzniesienia budynku w okresie pomiędzy ukrzyżowaniem a rokiem 135.

Najprawdopodobniej został on postawiony dopiero po roku 70, kiedy to Jerozolima wraz ze świątynią zostały zrównane z ziemią przez Rzymskiego generała, Tytusa. Przed rokiem 70 miasto nadal znajdowało się pod Rzymskim panowaniem, dlatego miejsce ukrzyżowań byłoby nadal w użyciu. W „Wojnach Żydowskich” Józef Flawiusz wspomina, jak w trakcie oblężenia Jerozolimy Tytus ukrzyżował pewnego dnia 500 ludzi naraz.

Po roku 70 – koniec masowych ukrzyżowań

Po zburzeniu Jerozolimy, kiedy to większość jej mieszkańców została zabita lub sprzedana do niewoli, miasto zostało zredukowane do roli obozu Rzymskiej armii. Wespazjan (ojciec Tytusa) oferował grunty na terenie Jerozolimy na sprzedaż dla obcokrajowców, chociaż nie zachowały się do dziś jakiekolwiek wzmianki o ewentualnych kupcach. Do miasta został sprowadzony garnizon 800 żołnierzy, mających dopilnować, aby nie zostało ono odbudowane. Nienawiść Rzymian względem Żydów była naprawdę wielka. Po roku 70, gdy Jerozolima pełniła już tylko funkcję Rzymskiego obozu, a w okolicy mieszkali co najwyżej nieliczni obcokrajowcy, stosowanie kary śmierci poprzez ukrzyżowanie zostało praktycznie całkowicie wyeliminowane.

Chrześcijanie najwyraźniej byli przez Rzymian w miarę tolerowani, o czym świadczyć może fakt, że gdy cesarz Hadrian przybył do Jerozolimy w 130 r., chcąc odbudować ją jako Rzymskie miasto o nazwie Aelia Capitolina, okazał chrześcijanom względy, podczas gdy Żydom zabronił postawienia w mieście chociażby stopy.

Te i inne okoliczności doprowadziły do wybuchu Żydowskiego powstania w roku 132, w wyniku którego zginęło przynajmniej pół miliona Żydów. Judea przestała być odtąd określana swoją dotychczasową nazwą, a zamiast niej powrócono do dawnej - „Palestyna” (od Filistynów zamieszkujących w przeszłości te ziemie).

Nowe, Rzymskie miasto Aelia Capitolina przetrwało jeszcze jakiś czas, jednak nie rozwijało się tak, jak by tego oczekiwano. Fakt, że znalezione w ruinach budynku monety sięgają roku 135 wskazuje, że ktokolwiek wzniósł i użytkował tą budowlę, najwyraźniej porzucił ją w tamtym okresie i opuścił region. Nienaruszony stan fundamentów sugeruje, że budynek nie został zburzony przez najeźdźcę, ale najprawdopodobniej sam, wraz z upływem czasu, zamienił się w ruinę. Odtąd zaczęła go pokrywać coraz grubsza warstwa ziemi i skał. Tak czy inaczej, z dostępnych dowodów wynika, że od czasów Rzymskich miejsce to pozostało całkowicie nietknięte.

„Bardzo Wielki Kamień” z „Bardzo Szczególnego Grobu”

Kontynuując odkopywanie terenu wokół klifu, okazało się że stojący tu niegdyś budynek wzniesiony został na bardzo prostym planie. Jedna, wspomniana już, ściana stała równolegle do klifu, tuż za podwyższeniem z otworem na krzyż, a dwie boczne odchodziły od niej pod kątem prostym.

Gdy zaczęli kopać dalej, w poszukiwaniu czwartej ściany, natrafili na kolejny, obrobiony ludzką ręką kamień. Miał prawie 60 cm grubości, a wygląd jego części wystającej z ziemi sugerował, że ma on kształt dużego, okrągłego blatu od stołu. Gdy odkopali go jeszcze trochę, stało się jasne że jest wręcz ogromnych rozmiarów, dlatego postanowili nawet nie wykopywać go w całości. W umyśle Rona natychmiast zrodziła się teoria, że być może był to kamień zamykający grób Józefa z Arymatei, w którym pochowany został Chrystus. Jeśli jego przypuszczenie, że budynek ten był kościołem wzniesionym przez wczesnych chrześcijan, było prawidłowe, to być może również ci sami ludzie umieścili ten kamień wewnątrz budynku. Kamień ten wyglądał na większy, niż jakikolwiek inny widziany przez Rona kamień zamykający grobowiec. Największy, o jakim słyszał, miał średnicę 1,5 m. TEN z całą pewnością zapowiadał się na znacznie większy.

Jednakże musiało minąć jeszcze kilka lat, zanim Ron dowiedział się, jakie były jego rzeczywiste wymiary – ok. 4 m średnicy. Zmierzenie go stało się możliwe, dzięki użyciu aparatury prześwietlającej odpowiednim promieniowaniem strukturę skały.

„I złożył je w swoim nowym grobie, który wykuł w skale, i zatoczył przed wejście do grobu WIELKI KAMIEŃ, i odszedł.” (Mat 27,60)

„Nowy grób w ogrodzie”

Na tym samym obszarze znajduje się „Grób w ogrodzie”, odkryty w 1867 roku, gdy właściciel tego terenu postanowił wykopać w ziemi zbiornik na wodę. Podobnie jak miejsce odkopywane przez Rona, także i to przez wiele, wiele lat znajdowało się pod poziomem gruntu, przykryte grubą warstwą skał.

Gdy tylko właściciel odkrył grób, porzucił swoje wcześniejsze plany odnośnie zbiornika. Kiedy Generał Gordon odwiedził to miejsce i nabrał przekonania, że znajdująca się nieopodal skalna „czaszka” jest miejscem rzeczywistej lokalizacji Golgoty, grób ten stał się głównym „kandydatem” do miana faktycznego grobu Chrystusa. Natychmiast zrodziło to zacięty opór ze strony tradycjonalistów, nieugięcie dowodzących, że Święty Grób na terenie miasta jest tym właściwym – jednak nowa lokacja już wkrótce zaczęła zyskiwać kolejnych zwolenników.

Gdy grób został całkowicie odkopany, badania jego cech charakterystycznych wykazały, że faktycznie – powstał on w I wieku n.e., a więc w czasach Chrystusa. Nas jednak najbardziej interesuje w tym momencie inny element – brakujący kamień zamykający wejście do grobowca.

Przed grobem znajduje się rów, pozwalający na toczenie w nim przed samo wejście odpowiedniego kamienia. Szerokość rowu wynosi ok. 60 cm, a więc dokładnie tyle, ile szerokość kamienia znalezionego przez Rona pod ziemią.

W okolicy znajduje się także inny grób, Królowej Heleny z Adiabeny, również pochodzący z I wieku (czyli czasów Chrystusa). Znajduje się on bardziej na północ i jego rów ma dokładnie te same wymiary, co ten z ogrodu. Ponadto, rów przy grobie królowej, w miejscu gdzie wtaczano w niego kamień jest odpowiednio nachylony – dokładnie tak samo, jak w przypadku grobu w ogrodzie.

Przebicie się przez ścianę klifu do systemu jaskiń

Minęły już prawie dwa lata, od momentu gdy Ron i chłopcy rozpoczęli wykopaliska. Zaczęli w styczniu 1979, teraz była już końcówka roku 1980.

Oczywiście, nie pracowali przez cały czas. Ron był pracownikiem szpitala i miał swoje zobowiązania zawodowe. Jednak dzięki charakterowi swojej pracy, miał możliwość organizowania wyjazdów kilka razy w roku – za każdym razem mógł jednak pozostać nie dłużej niż kilka tygodni.

Zaczynał się robić coraz bardziej niespokojny. Dokonali wprawdzie szeregu niesamowitych odkryć, informując o ich szczegółach przedstawicieli odpowiednich instytucji i dostarczając im znalezione przedmioty. Niektóre z nich mogli zatrzymać, ponieważ okazało się, że nie mają większej wartości z archeologicznego punktu widzenia.

Jednak kopiąc pod ziemią w sąsiedztwie klifu, przez cały czas szukali wejścia do jaskini lub tunelu. Ron wychodził z założenia, że jeśli Arka faktycznie była gdzieś w tym miejscu, to musiała się znajdować w jakiejś ukrytej jaskini.

W końcu, w trakcie kopania, Ron powiedział do swoich synów, że „odniósł wrażenie”, iż powinni się po prostu przebić przez ścianę klifu. Ronny stwierdził, że to dobry pomysł, jednak Ron wahał się. Skała jest w tym miejscu niezwykle twarda i wiedział, jak ciężkim byłoby to zadaniem. Ostatecznie, kiedy także Danny stwierdził, że powinni jednak spróbować przebić się przez ścianę, Ron zgodził się. Była to jedyna opcja, jaka im pozostała.

Tak więc, uzbrojeni w młotki i dłuta, zaczęli drążenie w ścianie. Nie minęło wiele czasu, gdy przebili się do pustej komory. Powiększając otwór, zobaczyli że kryje się za nim jaskinia wysoka na ok. 4,5 m i podobnej szerokości. Przecisnąwszy się przez niego, znaleźli się wewnątrz samej góry „Moria”.

Wewnątrz systemu jaskiń

Przez prawie 2 lata, kopali przed górą tunele, niemal codziennie znajdując różne przedmioty i fascynujące struktury. Teraz znajdowali się w pustej jaskini, która już wkrótce miała się okazać tylko początkiem dużej sieci naturalnych jaskiń i tuneli, ciągnących się wewnątrz góry.

Przez prawie cały kolejny rok, przeszukiwali to miejsce, nie znajdując żadnych śladów ludzkiej obecności. Nie wszystkie z tych naturalnych tuneli były ze sobą połączone, dlatego spędzili wiele godzin na przebijaniu się przez kolejne ściany i odkrywaniu kolejnych tuneli. Nie znajdowali jednak nic więcej.

Pod koniec 1981 roku, Ron wraz z chłopcami wykorzystali swój zimowy urlop na przyjazd do Jerozolimy i kontynuowanie wykopalisk. Mimo, że o tej porze roku na powierzchni jest całkiem zimno, wewnątrz systemu jaskiń – zarówno latem, jak i zimą - utrzymuje się stała, bardzo przyjazna dla ludzkiego organizmu temperatura. Długotrwała praca zaczęła im się jednak dawać we znaki. U wszystkich zaczęła się rozwijać gorączka i zimne dreszcze. Być może pył, którego tak wiele nawdychali się w ostatnich latach w trakcie kopania tuneli, przyczynił się do pojawienia się u nich problemów z płucami. Na Wigilię, Ronny był już tak chory, że Ron musiał odesłać go z powrotem do USA. Danny dołączył do niego w Sylwestra. Ron także był chory, jednak ta podróż była zbyt wyjątkowa, by mógł z niej teraz zrezygnować. W dodatku, podczas modlitwy pojawiła się w jego umyśle obietnica, że znajdzie Arkę Przymierza właśnie w tamtym czasie.

Przełom w poszukiwaniach

Po wyjeździe chłopców, Ron pozostał na miejscu sam, dlatego musiał teraz znaleźć kogoś do pomocy. W okolicy poznał akurat pewnego młodego człowieka o imieniu „Jakub”, który wydał mu się bardzo szczery i godny zaufania. Na czas nieobecności chłopców postanowił włączyć go do aktualnego etapu wykopalisk.

W przeciągu ostatniego roku, wraz z chłopcami odkopali większość tuneli, jednak Ron postanowił, że podczas tej podróży nie może pozostawić ani jednego miejsca bez dokładnego sprawdzenia. Razem z „Jakubem” wczołgali się pod ziemię, gdzie system tuneli był teraz znacznie bardziej rozległy, dzięki przebiciu się przez wiele ścian i odsłonięciu nowych przejść do kolejnych tuneli.

Ron decydował następnie, w jakim kierunku będą się przemieszczać i razem z „Jakubem” kontynuowali wykop. Gdyby znaleźli jakikolwiek mały otwór w ścianie, Ron poszerzyłby go na tyle, żeby Jakub mógł się przez niego przeczołgać, dokładnie sprawdzić co jest wewnątrz i opisać Ronowi wszystko, co zobaczył.

Poruszali się teraz wewnątrz wyjątkowo trudnego tunelu, od którego odchodziło pionowe przejście w kształcie „komina”. Konieczne było poszerzenie go, ponieważ było tak ciasne, że przeciskając się przez nie, Ron nie był w stanie złapać pełnego oddechu.

Przedostawszy się w końcu na drugą stronę przejścia, Ron zauważył w ścianie tunelu mały otwór. Dokładnie naprzeciwko otworu stał mały stalaktyt o długości 40 cm, wyglądający niemal tak, jakby bronił do niego dostępu. Ron musiał go złamać.

Powiększając maleńki otwór w ścianie, tak by można było cokolwiek przez niego zobaczyć, Ron dojrzał – z pomocą latarki - komorę całą wypełnioną kamieniami (wszystkie rozmiarów nieco większych niż pięść). Między powierzchnią kamieni a sklepieniem jaskini pozostawało tylko 45 cm przestrzeni.

Początkowo, komora nie zapowiadała się zbyt obiecująco, jednak pamiętając o swoim postanowieniu niepozostawiania niczego bez dokładnego sprawdzenia, Ron powiększył otwór na tyle, że Jakub mógł się przez niego przecisnąć.

Niemal natychmiast po wczołganiu się do środka, zaczął się jednak wyczołgiwać, trzęsąc się ze strachu i krzycząc „Co tam jest? Co tam jest? Ja tam nie wracam!!”. Ron widział w jego oczach ogromne przerażenie, jednak mimo to „Jakub” twierdził, że nic tam nie widział!

Czegokolwiek tam doświadczył, było to bardzo realne, ponieważ opuścił nie tylko tą jaskinię, ale i cały system tuneli, po czym nigdy już tam nie wrócił.

Reakcja „Jakuba” wywołała w Ronie niepewność przemieszaną z podekscytowaniem, ponieważ gdyby nie przerażenie „Jakuba”, raczej nie zwróciłby na to miejsce większej uwagi.

Zostawszy w tym wielkim systemie jaskiń w pojedynkę, młotkiem i dłutem powiększył otwór i po chwili sam wczołgał się do środka.

Wielkie odkrycie

Mając zaledwie 45 cm przestrzeni, cały czas musiał leżeć na brzuchu, w ręku trzymając jedynie latarkę. Pełen nadziei po tym, co wydarzyło się z „Jakubem”, spojrzał na zegarek – była 2 po południu, w środę, 6 stycznia 1982 roku.

Grzebiąc w kamieniach wypełniających jaskinię i próbując dotrzeć ze światłem latarki jak najgłębiej, przez chwilę jego wzrok padł na coś błyszczącego. Zaczął odsuwać kamienie, jeden po drugim, odsłaniając w ten sposób kilka zbutwiałych desek oraz skór zwierzęcych, które rozsypywały się w proch, gdy tylko je podnosił. Jak się okazało, pod skórami znajdował się stół pokryty złotem, z przymocowanymi dokoła odlewami przedstawiającymi na przemian: dzwoneczek i owoc granatu. Tylko chwilę zajęło mu uświadomienie sobie, że to BYŁ przedmiot pochodzący z pierwszej świątyni. Mając bardzo niewiele miejsca, nie był jednak w stanie odsłonić całego stołu. Później, po dokładniejszym zbadaniu go, doszedł do wniosku, że był to „Stół na chleby pokładne”.

Szczelina w sklepieniu jaskini

Z podniesionym poziomem adrenaliny we krwi i coraz bardziej wzrastającymi oczekiwaniami, rozglądał się wokół, sprawdzając co jeszcze uda mu się odkryć. Nic się jednak nie pojawiało. Świecąc dokoła latarką, w pewnym momencie skierował snop światła na sklepienie. Zobaczył wtedy coś, co natychmiast przyciągnęło jego uwagę – w sklepieniu widoczne było pęknięcie, z czarną substancją na jego krawędziach.

Gdy przeczołgał się na drugi koniec jaskini, zobaczył kamienny sarkofag wystający spod kamieni. Na szczycie przykrywała go kamienna płyta, pęknięta na dwie części. Mniejsza z nich była nieco odsunięta, odsłaniając wnętrze sarkofagu. Szczyt sarkofagu był jednak zbyt blisko sklepienia, aby można było zajrzeć do środka. Mimo to, i tak wiedział już co było w środku – szczelina w sklepieniu znajdowała się dokładnie nad pękniętym wiekiem sarkofagu, a mówiąc jeszcze precyzyjniej – nad otworem powstałym po odsunięciu jednej części wieka. Wyraźnie było widać, że czarna substancja ze szczeliny w sklepieniu spłynęła do sarkofagu, ponieważ niewielka jej ilość widoczna była także na wieku.

Gdy nagle, w jednej chwili, spadła na niego świadomość tego, co się w tym miejscu wydarzyło, z przejęcia aż stracił przytomność. Kiedy zdał sobie sprawę, że pęknięcie w sklepieniu jest drugim końcem tego samego pęknięcia, które znalazł kilka metrów wyżej przy otworze na krzyż oraz że czarna substancja to krew, która spłynęła szczeliną aż do samego wnętrza sarkofagu, WIEDZIAŁ już, że w jego wnętrzu musi się znajdować Arka. Najbardziej jednak przejmująca okazała się świadomość, że to krew samego Chrystusa spłynęła na wieko Arki, określane mianem „Przebłagalni”.


Kiedy doszedł do siebie, była 2:45 po południu. Minęło zaledwie 45 minut odkąd wszedł do jaskini, a już było mu dane zostać pierwszym świadkiem literalnego wypełnienia się wszystkiego, co w sposób symboliczny zapowiadały ofiary składane przez ludzi od czasów Adama i Ewy, a później w ustanowionym przez Boga systemie ofiarniczym.

Teraz wiedział już, dlaczego przez minione trzy lata musiał wraz z chłopcami prowadzić wykopaliska, które czasami wydawały mu się kompletnie bezcelowe. Gdyby najpierw nie odkrył wykutych w ścianie nisz, a następnie otworu na krzyż z towarzyszącym mu pęknięciem w skale, nie byłby w stanie zrozumieć, co się tu wydarzyło. Obietnica jaką niedawno otrzymał w modlitwie ZOSTAŁA zrealizowana – odnalazł Arkę Przymierza podczas tej jednej konkretnej podróży. Nie miał jednak możliwości nawet rzucić na nią okiem. Pogrążając się we frustracji i narzekaniu, odczuł inne, BARDZO silne wewnętrzne przekonanie: „Obiecałem ci jedynie, że ją ZNAJDZIESZ. Zostanie wyciągnięta dopiero wtedy, gdy przyjdzie na to właściwy czas”.

Stan komory, wypełnionej po brzegi kamieniami aż do wysokości 45 cm od sklepienia, uniemożliwiał Ronowi zrobienie czegokolwiek więcej. Wyciągnięcie z jaskini jakichkolwiek przedmiotów nawet nie wchodziło w grę, chyba że na powierzchni odkryte by zostało wejście, przez które przedmioty te zostały wniesione do środka. Póki co, wydostał się z jaskini i poprzez kręty system tuneli wrócił na powierzchnię, wcześniej zabezpieczając przejście na końcu tunelu kamieniem. Dla kogoś oglądającego tunel, sprawiałby on wrażenie kończącego się nagle w ślepym punkcie, natomiast Ron z łatwością mógł odsunąć kamień przy najbliższym powrocie do jaskini.

W tamtym czasie nie powiedział jeszcze nikomu o swoim odkryciu. Potrzebował czasu, by to wszystko przemyśleć i rzeczywiście dużo musiało go jeszcze upłynąć, nim jego umysł strawił wszystko, co dane mu było doświadczyć. Spodziewał się, że jeśli znajdzie Arkę, wydostanie ją na powierzchnię, jednak teraz wydawało się to zupełnie niemożliwe.

Powrócił do tamtej komory jeszcze kilka razy i w końcu poinformował o wszystkim odpowiednich ludzi. Być może niedowierzając mu lub przewidując problemy, jakie to odkrycie może wywołać jeśli trafi do publicznej wiadomości, jego zwierzchnicy powiedzieli mu, aby nie opowiadał o tym komukolwiek. Na to było już jednak za późno, ponieważ do tego momentu Ron rozmawiał już o tym znalezisku z kilkoma osobami, do czego przyznał się swoim zwierzchnikom. Świadomi tego, że „co się stało, to się nie odstanie” zabronili mu ujawniania jakichkolwiek dalszych szczegółów całej sprawy ponad to, co już do tej pory opowiedział. Z tego powodu nie możemy już dalej ujawniać szczegółów tej historii w takim stopniu, jak do tej pory.

Komora z Arką Przymierza

Sprawdzenie, czy Arka znajduje się w kamiennym sarkofagu

Ron wracał do tej komory jeszcze przy kilku okazjach. Pewnego razu zabrał ze sobą urządzenie do drążenia otworów, stosowane przez ortopedów, i kolonoskop, używany do prowadzenia obserwacji wnętrza ludzkiego ciała. Chciał być pewien, że wewnątrz sarkofagu na pewno znajduje się Arka. Próbował wywiercić w ściance mały otwór, ale nie udało mu się przebić przez kamień. Postanowił więc poradzić sobie z nim w inny sposób - używając dłuta z końcówką w kształcie gwiazdy oraz młotka. Najpierw wbijał końcówkę dłuta młotkiem i nieco ją przekręcał, wbijał i przekręcał, aż stopniowo przewiercił się przez ściankę.

Kolonoskop jest urządzeniem optycznym z własnym, silnym źródłem światła, pozwalającym lekarzom zaglądać do wnętrza ludzkiego ciała. Ron pożyczył go kiedyś od lekarza, z którym pracował w jednym szpitalu. Włożywszy go do środka, przez wywiercony w górnej części ścianki otwór, kierował go w dół obracając soczewkę na boki aż dojrzał coś, co rozpoznał jako obwódkę w kształcie korony dokoła wieka Arki, a następnie zobaczył płaską złotą powierzchnię. Ponieważ kolonoskop nie nadaje się do oglądania dużych powierzchni i nie można nim sterować inaczej, jak co najwyżej obracając pod ograniczonym kątem, nie był w stanie zbyt wiele dojrzeć. Zobaczył jednak wystarczająco dużo, by WIEDZIEĆ, że to była Arka Przymierza.

Zmierzenie głębokości szczeliny

Podczas jednej z podróży, pomocnik Rona usiadł przy otworze na krzyż i przy pęknięciu powstałym w wyniku trzęsienia ziemi. Z kolei Ron wsunął w pęknięcie na sklepieniu jaskini metalową taśmę mierniczą, stopniowo przesuwając ją w górę. Kiedy pomocnik w końcu chwycił i pociągnął taśmę, dając w ten sposób znać, że przeszła już na drugą stronę, okazało się, że szczelina miała 6 m głębokości.

Zawartość komory

Odwiedzając jaskinię kilkakrotnie, Ron próbował jak najdokładniej sprawdzić, jakie przedmioty są w niej ukryte. Zmierzył też samą komorę. Okazało się, że ma ona ponad 6,5 długości i ponad 3,5 m szerokości. Dwie ściany biegną równolegle do linii klifu, stopniowo zwężając się w jednym z narożników.

A oto przedmioty znajdujące się w komorze, które Ron był w stanie precyzyjnie zidentyfikować:
Arka Przymierza w kamiennym sarkofagu
Stół na chleby pokładne
Złoty ołtarz stojący niegdyś przed zasłoną
Złota kadzielnica
Świecznik siedmioramienny (nie posiadający świec, a maleńkie lampy oliwne umieszczone na końcach ramion świecznika)
Bardzo wielki miecz
Efod
Przedmiot (którego nazwy nie znam – przyp. moje) z owocem granatu na szczycie wykonanym z kości słoniowej (oryg. „Miter”)
Ciężarek z brązu ? (oryg. „a brass shekel weight”)
Liczne lampy oliwne
Pierścień z brązu, służący prawdopodobnie do wieszania zasłony czy czegoś podobnego

Jest jeszcze więcej przedmiotów, ale tylko powyższe Ron był w stanie zidentyfikować. Wszystkie przykryte były ciemnymi skórami zwierzęcymi, następnie drewnianymi deskami, a całość przysypana była kamieniami.

Za arką jest mała nisza, w której znajduje się „Księga Prawa”, prawdopodobnie własnoręcznie spisana przez Mojżesza. Z tego co Ron zauważył, są tam wszystkie księgi z wyjątkiem Genesis. Co ciekawe, chociaż zwoje te spisane zostały na skórach zwierzęcych, nadal są w doskonałym stanie.

Lampy oliwne

Wewnątrz komory, przy pierwotnym wejściu do niej (teraz zasypanym), Ron odkrył łącznie 7 lamp oliwnych, które – jak wierzył – zostały tam pozostawione przez ludzi, którzy wnieśli wszystkie te przedmioty do środka. Sadza na lampach i na skałach, na których były one postawione, pokazywała z jakiego kierunku podmuch powietrza dostawał się do środka, kiedy komora była jeszcze otwarta.

Jedna z lamp pokryta jest wygrawerowanymi ozdobami, przedstawiającymi symbole Asyryjskie, co odzwierciedla kulturowy wpływ, pod jakim w tamtym czasie znajdowała się Judea – tuż przed niewolą Babilońską. Poniższe zdjęcie nie zostało zrobione aparatem fotograficznym, ponieważ nie dało się w ten sposób uzyskać wyraźnego obrazu ornamentów. Zamiast tego, lampa została umieszczona na kopiarce, co przynajmniej w pewnym stopniu pozwoliło utrwalić obraz jej - niezwykle interesujących – ozdób.

Pośrodku widać kozła lub barana, stojącego na tylnych racicach i jedzącego owoce z krzewu winorośli. Bardzo podobną scenę znaleziono na statule w grobowcu, odkopanym w Sumeryjskim mieście Ur. Wysunięto pomysł, że być może scena ta przedstawia baranka zaplątanego w zarośla w chwili, gdy Abraham zamierzał ofiarować swojego syna, Izaaka, na ofiarę. Śmierć owego baranka w zastępstwie Izaaka, to „cień” nadchodzącego Mesjasza.

To bardzo ciekawa koncepcja, zważywszy na fakt, że lampa została znaleziona WEWNĄTRZ góry Moria – a więc właśnie tej, na którą Abraham przyprowadził Izaaka, by złożyć go w ofierze; i wreszcie na tej samej górze, poniósł później śmierć Mesjasz, jako ofiara zastępcza za całą upadłą ludzkość. Ale to jedynie moja (autorki) prywatna opinia o możliwym interesującym powiązaniu wszystkich tych elementów.

Zapieczętowanie dojścia do komory

Po swojej ostatniej wizycie w komorze, Ron na stałe zasypał tunel, przez który pierwotnie weszli. Zrobił tak, ponieważ w przeciągu minionych lat nauczył się wielu trudnych lekcji.

W trakcie prac wykopaliskowych mieli różnego rodzaju przejścia z niektórymi ludźmi, które mogłyby skończyć się katastrofą, gdyby nie „Boska interwencja”. Dla przykładu, pewien znany ewangelista pojawił się kiedyś przy wykopie i Ron zaprosił go, by zszedł z nim do jaskini. Wierząc w szczerość jego intencji, opowiedział mu o szczegółach swoich poszukiwań, w odpowiedzi na co człowiek ten zadeklarował dużą pomoc. Po pewnym czasie grupa osób z jego otoczenia pojawiła się na miejscu wykopalisk, zapewniając odpowiedzialne za nie osoby, że należą do ekspedycji Wyatta i że Ron przyjedzie w przeciągu kilku dni (co nie było prawdą).

Zeszli pod ziemię i sami zaczęli kopanie w systemie jaskiń. Ściany jaskini, w której zaczęli kopać, nagle się zawaliły i niewiele brakowało, a zostaliby żywcem przysypani przez skały. Natychmiast się spakowali i wrócili do domu. Na szczęście zdarzenie w jaskini nie miało wpływu na postęp prac - z wyjątkiem tego, że Ron i chłopcy musieli ponownie odkopywać zasypany fragment.

To i inne zdarzenia skłoniły Rona do zapieczętowania tunelu. Przy tak rozległej sieci tuneli, znalezienie odpowiedniego wejścia jest praktycznie niemożliwe, tym bardziej że z zewnątrz praktycznie niczym nie odróżnia się ono od reszty ściany (nawet z bliska).

Mając do dyspozycji tylko to niewielkie wejście, Ron i tak zrobił wszystko, co tylko się dało. Jednak wyniesienie przez nie jakiegokolwiek dużego przedmiotu jest zwyczajnie niemożliwe.

Wszystkie jego próby sfotografowania wnętrza komory spełzły na niczym, ponieważ uzyskane zdjęcia oraz slajdy wyszły kompletnie zamazane. Wywnioskował stąd, że widocznie nie było mu dane fotografować tego miejsca. Później zrozumiał dlaczego – w tamtym czasie zbyt chętnie dzielił się informacjami i gdyby któryś z owych „niepewnych” osobników, z którymi na przestrzeni lat miał kontakt, ZOBACZYŁ na własne oczy dowód istnienia przedmiotu całego pokrytego złotem, mogłoby to spowodować szereg poważnych problemów.

Czy Arka kiedykolwiek zostanie wydobyta?

Wszystkie znalezione przez Rona przedmioty, nadal pozostają pod ziemią, dokładnie ukryte i zabezpieczone. Czy WSZYSTKO zostanie publicznie ujawnione? Tego nie wiem – wiem tylko, że największym pragnieniem Rona było odkopanie całego tego miejsca i odsłonięcie miejsca ukrzyżowania aż do komory włącznie, jednak teraz, gdy go już nie ma, wątpię czy kiedykolwiek to nastąpi.

Nauczyłam się już, że bez względu na to jak bardzo jestem przekonana, że coś potoczy się w określony sposób, sprawy ZAWSZE przybierają inny obrót. „Ale Arka z pewnością zostanie wydobyta, prawda?” - pytają ludzie. Nie wiem czy kiedykolwiek to się stanie – jest ukryta głęboko pod ziemią i wydobycie jej oraz innych przedmiotów na powierzchnię wydaje się obecnie praktycznie niemożliwe, bez dodatkowej pomocy ze strony Boga. Kilka lat temu Ron doszedł do wniosku, że Arka prawdopodobnie pozostanie na swoim miejscu, a wyciągnięte zostaną jedynie Kamienne Tablice. Podkreślam jednak, że nie wiem czy tak będzie.

Ron wierzył, że rzeczy o których tu czytasz, zostaną już wkrótce udostępnione szerokiej opinii publicznej, w związku z innymi wydarzeniami, których się spodziewamy (nie będziemy tu jednak o nich wspominać). Pamiętaj jednak, że Ron czekał od roku 1982 – tak więc jeśli jednak nie nastąpi to tak szybko, jak oczekiwał, pamiętaj, że mimo wszystko nigdy nie twierdził, że NA PEWNO tak się stanie – twierdził jedynie, że wierzy, iż jest to możliwe.

Często myślę o tym, że Pan być może celowo pozwala swoim ludziom sądzić, że nadejście jakiegoś czasu jest bardzo bliskie – znacznie bliższe niż w rzeczywistości – po to, by zwiększyć w nich zapał do wykonania jakiegoś zadania. Jako ludzie, mamy bowiem tendencję do odkładania spraw na później, jeśli sądzimy, że mamy jeszcze dużo czasu.
Proszę Cię o modlitwy za całą tą sprawę, ponieważ istnieją dziś ludzie – prowadzeni przez szatana – chcący „pogrzebać” to miejsce jeszcze głębiej pod ziemią niż jest w rzeczywistości. Czego bowiem szatan mógłby się obawiać bardziej, niż namacalnego dowodu, który tam spoczywa?

Jakkolwiek wydarzenia się potoczą, z pewnością wpiszą się w ustanowiony przez Boga czas i nikt nie będzie w stanie zmienić tego, co Bóg zaplanował. Być może jednak będziemy w stanie przyspieszyć Jego nadejście przez bycie wiernymi i pilnymi sługami, wywiązującymi się z zadań, które nam powierzył?

WIERZĘ, że świat ZOBACZY Arkę oraz pozostałe przedmioty i że Kamienne Tablice zostaną wydobyte na powierzchnię. WIERZĘ również, że czas kiedy to się stanie, jest już naprawdę coraz bliżej.
dorotaewa and 2 more users like this.
dorotaewa likes this.
jadwina likes this.
Engel44
sąsiad od serca
Teraz można powiązać fakty o Arce Przymierza i o gigantach i mamy niezbite dowody o istnieniu Boga oraz, że wszystko co napisane w Piśmie Świętym to prawda, która żyje i powala na kolana przed Miłością, którą jest Pan Jezus- Bóg
Slawek
Dzięki za ten artykuł, osobiście nie wierzę w przypadki na tym świecie i mam nadzieję, że o takich odkryciach będzie się coraz więcej mówić.
Engel44
...Gdy nagle, w jednej chwili, spadła na niego świadomość tego, co się w tym miejscu wydarzyło, z przejęcia aż stracił przytomność. Kiedy zdał sobie sprawę, że pęknięcie w sklepieniu jest drugim końcem tego samego pęknięcia, które znalazł kilka metrów wyżej przy otworze na krzyż oraz że czarna substancja to krew, która spłynęła szczeliną aż do samego wnętrza sarkofagu, WIEDZIAŁ już, że w jego …More
...Gdy nagle, w jednej chwili, spadła na niego świadomość tego, co się w tym miejscu wydarzyło, z przejęcia aż stracił przytomność. Kiedy zdał sobie sprawę, że pęknięcie w sklepieniu jest drugim końcem tego samego pęknięcia, które znalazł kilka metrów wyżej przy otworze na krzyż oraz że czarna substancja to krew, która spłynęła szczeliną aż do samego wnętrza sarkofagu, WIEDZIAŁ już, że w jego wnętrzu musi się znajdować Arka. Najbardziej jednak przejmująca okazała się świadomość, że to krew samego Chrystusa spłynęła na wieko Arki, określane mianem „Przebłagalni”...