Clicks31
Szczepienia

Wątpliwości związane ze szczepieniami – dr Charles Cyril Okell [1938]

Źródło: Grains and Scruples; Lancet, Volume 231, No. 5966, p48–49, 1 January 1938

Kiedy Jenner i Pasteur stworzyli koncepcję sztucznego uodparniania, dokonali czegoś więcej niż naukowego odkrycia; dali ludziom wiarę, a jak to często bywa, wraz z wiarą pojawiły się zabobon i szarlataneria. Żaden z tych wybitnych nowatorów nie potraktował tematu jako absolutnie pozbawiony uprzedzeń i bezstronny obserwator. Mieli aspiracje, by być nie tylko naukowcami, ale i misjonarzami. Wydaje się dziwne w naszej epoce rozczarowań, że lekcje moralne wieku dziewiętnastego tak łatwo wyryły się w kamieniu, choć to prawdopodobnie zdolność odróżniania tego jak jest od tegojak powinno być sprawiła, że był zarówno wspaniały, jak i absurdalny. Szczepienia zrodziły się i rozwijały w czasach pełnych optymizmu i żyją nadal w atmosferze zagrożenia, gdy ludzie przywykli uważać za prawdziwe to, czego prawdziwości pragną.

Rozumienie pojęcia prawdy w różnych systemach sterowania społecznego – Józef Kossecki

Byliśmy świadkami wielu znaczących zmian w podejściu do szczepionki przeciwko ospie prawdziwej. W dzisiejszych czasach mało kto na poważnie popiera obowiązkowe szczepienie, które niegdyś cieszyło się takim poparciem w całym społeczeństwie, jak powszechne prawo wyborcze. Byłoby nam wstyd całkowicie zaniechać tej koncepcji i być może obawiamy się, że gdybyśmy to zrobili, wybuch jakiejś epidemii w przyszłości mógłby udowodnić, że się pomyliliśmy. Wolimy pozwolić, by obowiązkowe szczepienie umarło śmiercią naturalną i odczuwamy ulgę, że opinia publiczna nie jest na tyle dociekliwa, aby żądać dochodzenia. Tymczasem nasza uwaga zwrócona jest ku innym, nowszym formom szczepień. W obecnych czasach szczepienie przeciwko błonicy zmieniło się w doniosły wyczyn osoby je przeprowadzającej. Stojące za nią koncepcje naukowe były z pewnością zachęcające i zostały udowodnione ponad wszelką wątpliwość. Odczyn Schicka umożliwił odróżnienie osób podatnych od odpornych, a dzięki prostemu zabiegowi osoba podatna mogła się stać odporna. Fakty te nie niosły za sobą żadnego imperatywu kategorycznego. To, że błonicy można zapobiegać za pomocą szczepionki nie implikuje nakazu szczepienia ludzi bardziej niż fakt, że kwas azotowy i gliceryna tworzą mieszankę wybuchową co sugeruje, iż powinieneś wysadzić w powietrze swoich sąsiadów. A mimo to szczepienie całych mas zostało przeprowadzone z niemal religijną żarliwością.Entuzjasta rzadko zatrzymywał się, by pomyśleć gdzie to wszystko się skończy i czy przesadne obietnice składane społeczeństwu w formie „propagandy” kiedykolwiek się spełnią. Bez propagandy nie można oczywiście przeprowadzić szczepień na dużą skalę, ale jakże niebezpieczne jest mieszanie propagandy z faktami naukowymi. Gdybyśmy otwarcie powiedzieli całą prawdę, wątpliwe czy ludzie poddali by się szczepieniom. Ogólnie rzecz biorąc szczepionka przeciw błonicy okazała się całkiem bezpieczna, ale przypuśćmy, że zawarlibyśmy w naszej propagandzie uczciwe relacje na temat rozmaitych niefortunnych zdarzeń, które towarzyszyły temu zabiegowi. Każda metoda wymagająca iniekcji parenteralnej [pozajelitowej] niesie za sobą znaczne ryzyko.

Wstrzykując cokolwiek zdrowemu człowiekowi zawsze stąpamy po cienkim lodzie. Chore osoby w większości gotowe są podjąć ryzyko związane z wypróbowywaniem leków, ale najważniejszym pragnieniem zdrowych ludzi jest zachowanie status quo. Jeśli wykończysz/załatwisz ich podczas starań mających na celu zabezpieczenie ich przed chorobą, nigdy nie będziesz pewny jaką cenę przyjdzie ci za to zapłacić. Wypadki i błędy nieuchronnie się zdarzają, a kiedy do nich dochodzi, to co mogłoby być wysoce pouczającą lekcją jest zazwyczaj tłumione lub zniekształcane nie do poznania.

Ci, którzy musieli szczegółowo przyglądać się wypadkom związanym ze szczepieniami w ostatnich kilku latach wiedzą, że odkrycie co tak naprawdę poszło źle ogólnie rzecz biorąc wymaga środków, jakimi dysponuje organizacja w rodzaju służb specjalnych. I podczas gdy eksperci techniczni często utrzymują swoje metody w tajemnicy i postępują obłudnie, opinia publiczna jest z kolei krzywdząca i mściwa. Cały świat gotów jest być mądry po szkodzie i za wszelką cenę trzeba znaleźć kozła ofiarnego. Niektóre z popełnionych błędów wydają się głupie, gdy się im przyjrzeć na chłodno: źle oznaczone butelki, preparaty wypuszczane bez testów na zwierzętach, pominięcie środka dezynfekującego – wydaje się, że wszystkich można łatwo uniknąć, ale chodzi o to, że są popełniane i będą popełniane w tym czy innym momencie, nawet przy zachowaniu największej czujności. Niewielu jest immunologów odpowiedzialnych za przygotowywanie odczynników immunologicznych czy też lekarzy przeprowadzających szczepienia na wielką skalę, którzy nie przeżyli jakiegoś jeżącego włosy na głowie doświadczenia.

Moje własne najbardziej niefortunne doświadczenie tego rodzaju wiąże się ze szczepieniem przeciwko szkarlatynie grupy upośledzonych umysłowo dzieci. Były to początki szczepionek przeciwko tej chorobie, ale mieliśmy już uspokajające doświadczenia z setkami dzieci. Oczywiście wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z populacją, z którą mogą wiązać się pewne miłe „niewiadome”, więc przeprowadziliśmy początkowe próby na dwóch czy trzech tuzinach tych dzieci, aby sprawdzić jak nam pójdzie. Wszystko się udało, a ponieważ czas i sytuacja nagliły, przystąpiliśmy do szczepienia pozostałych dzieci. Nie zaszczepiliśmy wielu, gdy pilnie wezwano nas z powrotem do łóżka jednego z zaszczepionych – chorego na mongolizm dziecka, które leżało bez tętna i wyglądało jak martwe. W ciągu kilku następnych minut mieliśmy jeszcze cztery wezwania tego rodzaju, przy czym każdy z pechowych pacjentów chorował na mongolizm. Nie włączyliśmy do naszej próby osobnika chorego na mongolizm, co było głupie, bo jak każdy wie cierpiący na tę chorobę to dziwaczni mali ludzie, którzy stanowią prawo sami dla siebie. Wszystko dobre, co się dobrze kończy, ponieważ szczęśliwie wszyscy pacjenci wyzdrowieli niemal tak szybko i z takim samym brakiem logiki, z jakim ich zdrowie się załamało. Do dziś nie znamy przyczyny tego dziwnego zachowania chorych na mongolizm i nie trzeba dodawać, że powstrzymano nas przed dalszymi eksperymentami na tej nieprzewidywalnej i kapryśnej grupie. Być może nie dowiedzieliśmy się niczego na temat istoty mongolizmu, ale na pewno nauczyliśmy się myśleć z większym współczuciem o nieszczęściach, które spotykają naszych kolegów przeprowadzających szczepienia. Ryzyko wypadku musi pozostać jednym z problemów wszystkich rodzajów szczepień. W końcu jedynie osoba przeprowadzająca szczepienia ma moralne prawo decydować czy gra jest warta świeczki. Może nie dysponować wiedzą wystarczającą do podjęcia tej decyzji, ale ryzyko jest w ten czy inny sposób przede wszystkim kwestią osobistą i problemem wyłącznie tej konkretnej osoby.

Stopniowy wzrost liczby szczepionek przeciwko coraz większej liczbie chorób szybko prowadzi nas do etapu, na którym wybór będzie zbyt duży. Czy mam się zaszczepić przeciwko ospie prawdziwej, błonicy i durowi brzusznemu (standardowy wybór) czy powinienem wybrać szczepionkę przeciw grypie (według nowej metody), zwykłemu przeziębieniu (według starej metody) i szkarlatynie? Czy powinienem być intelektualistą i zabezpieczyć się przed ornitozą i tularemią czy może przygotować się na naprawdę wielką wycieczkę decydując się na kilka szczepionek przeciwko gorączce maltańskiej, gorączce doliny Rift i gorączce plamistej Gór Skalistych? Jest zupełnie jasne, że jeśli nie chcę wytatuować się od stóp do głów nakłuciami strzykawek albo dostać takiej wysypki jak kameleon, to w którymś miejscu będę musiał się zatrzymać. Ryzyko, że zachoruję nawet na najczęstszą z tych chorób jest zwykle niewielkie – nie większe niż próba przejścia na drugą stronę w najbardziej ruchliwym miejscu głównej ulicy miasta.

Czy kiedyś uda nam się zlikwidować ludzkie choroby na drodze masowych szczepień? Dopóki to szaleństwo cieszy się dużym zainteresowaniem, możemy zaszczepić tysiąc lub dziesięć tysięcy ludzi, jednak prędzej czy później apostolski zapał zgaśnie bądź też dostępne bilbordy potrzebne będą pod jakieś bardziej modne reklamy i kamień pchany przez Syzyfa kolejny raz stoczy się w dół, a my znajdziemy się dokładnie w tym samym miejscu, co na początku. Szczepienia z całą pewnością powinny pozostać sprawą osobistego, nie publicznego ryzyka – kwestią, którą każdy musi rozstrzygnąć sam biorąc pod uwagę osobiste powody, jak też w kontekście niebezpieczeństwa, które jemu osobiście grozi, własnych obaw oraz uprzedzeń.

W prowadzonej obecnie dyskusji dotyczącej szczepienia przeciwko tyfusowi dostrzegamy ten sam impas.Sir John Ledingham słusznie śmieje się z niebezpieczeństw fazy negatywnej. Szlachectwo wymaga od niego, jako wybitnego bakteriologa, by nie był nieśmiały stosując specjalne metody z jego własnej dziedziny. Krytyk z „Lanceta” skłonny jest wyśmiewać niebezpieczeństwo związane z chorobą, a skupia się na tym, które niesie inokulacja. Zdaje się przedkładać ryzyko zesłane przez Boga nad ryzyko spowodowane przez człowieka i być może w tym również ma rację. Podobno burmistrz Croydon dyskutował o epidemii tyfusu jedząc rzeżuchę wodną. Być może to on ma największą słuszność. Koniec końców gdyby kura słuchała innych kur, nigdy nie odważyłaby się przejść przez ulicę i nigdy nie dotarłaby na drugą stronę – Quod erat faciendum

Tłumaczenie: szczepienia.wybudzeni.com/…/watpliwosci-zwi…

Zobacz na: Antyszczepionkowa Liga z Leicester – 1869 rok
Metoda Leicester – ospa prawdziwa i nieszczepieni
O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy [1904] – Wincenty Pixa
Szczepionkowe błędne rozumowanie – John Pitcairn – 1911