Kościół potrzebuje świadków, a nie klientów

Kościół potrzebuje świadków, a nie klientów
Co znaczy dzisiaj być świadkiem Jezusa Chrystusa? Jak świadczyć o Jego Ewangelii? Jak wytrwać w wierze pośród niechęci i prześladowań? (fot. Seven Morris/flickr.com)
Logo źródła: Posłaniec Dariusz Kowalczyk SJ / "Posłaniec"

Co znaczy dzisiaj być świadkiem Jezusa Chrystusa? Jak świadczyć o Jego Ewangelii? Jak wytrwać w wierze pośród niechęci i prześladowań?

Słyszałem ostatnio tragikomiczną historię. Wykładowca analizuje ze studentami wiersz. Dochodzą do wersu, w którym jest mowa o trzydziestu monetach. Z czym wam się to kojarzy? – pyta profesor. Po chwili ciszy jeden ze studentów stwierdza: No, chyba chodzi o 30 srebrników Judasza. Brawo! – wykrzykuje wykładowca. – A jak do tego doszedłeś? Na to pada odpowiedź: Czytałem niedawno „Kod Leonarda da Vinci”. Byłoby to całkiem śmieszne, gdyby nie było tak bardzo smutne. Mam pisać o byciu świadkiem we współczesnym świecie. Obawiam się jednak, czy to piękne słowo „świadek” nie kojarzy się młodym ludziom przede wszystkim ze świadkiem sądowym. Ale nie traćmy nadziei!

Świadek Ojca

Słowa „wiara” i „wierzyć” nie są jednoznaczne. Używa się ich w różnych znaczeniach. Niekiedy mówimy o wierze w sensie przypuszczenia, przyjmowania czegoś jako prawdopodobne. „Wierzyć” oznaczałoby w powyższym przypadku „wyrażać opinię, której nie jest się do końca pewnym”. Czymś innym jest wiara chrześcijańska. Wierzący nie mówi: Uznaję za prawdopodobne, że Jezus jest moim Zbawicielem, ale stwierdza z całym przekonaniem, że Jezus jest Panem. Wiara nie jest pewnością w sensie matematycznym czy też czymś bezpośrednio doświadczalnym, ale jest pewnością w sensie egzystencjalnym i jako taka jest zaufaniem, na którym budujemy życie. Innymi słowy, wiara chrześcijańska nie polega na przyjmowaniu jakiejś nauki jako prawdopodobnej, ale jest zaufaniem do świadka, świadczącego o rzeczywistości, do której nie mamy bezpośredniego dostępu.

Pomiędzy wierzącym a przedmiotem (treścią) jego wiary znajduje się świadek, który dla wierzącego jest wiarygodny. Ważne jest, w co wierzymy, ale jeszcze ważniejsze, komu wierzymy – powiedział w maju 2006 roku na krakowskich Błoniach Benedykt XVI. Chrześcijaństwo zasadza się na wierze w Jezusa jako Świadka jedynego Boga. Apostołowie uwierzyli w Jezusa, to znaczy uznali go za autentycznego Świadka Boga Ojca. Momentem kluczowym uznania świadectwa Jezusa było Jego zmartwychwstanie, które ukazało w nowym, przekonywującym świetle słowa i czyny Mistrza z Nazaretu. Co więcej, ci, którzy uwierzyli Jezusowi-Świadkowi, sami poczuli się wezwani do kontynuowania tegoż świadectwa. W ten sposób od Świadka Jezusa poprzez Apostołów i kolejnych świadków orędzie chrześcijańskie głoszone jest od dwóch tysięcy lat.

Świadectwo świętych i męczenników

Krew męczenników posiewem chrześcijan – powiedział żyjący na przełomie II i III wieku Tertulian. Niewątpliwie, oddanie życia za wiarę jest szczególnie przemawiającym świadectwem, które – paradoksalnie – przynosi owoce wprost odwrotne do zamierzonych przez prześladowców. W liturgii Kościoła zaraz po Narodzeniu Pańskim przypada wspomnienie pierwszego męczennika, św. Szczepana. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca zwanego Szawłem – czytamy w Dziejach Apostolskich (7, 58). Po zabiciu Szczepana wybuchło prześladowanie uczniów Jezusa w całej Jerozolimie. Nie zniszczyło ono młodego Kościoła jerozolimskiego, ale sprawiło, że rozproszeni prześladowaniami uczniowie zaczęli głosić Dobrą Nowinę w innych miejscowościach. A Szaweł, który z początku siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich (Dz 9, 1), stał się Pawłem, Apostołem Narodów.

Po męczennikach przyszli wyznawcy, którym nie było dane oddać swego życia za wiarę, ale wyróżnili się w jej wyznawaniu, często pośród niezrozumienia i prześladowań. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że męczeństwo chrześcijan miało miejsce jedynie w pierwszych wiekach. Okazuje się, że najwięcej chrześcijan zginęło za wiarę w wieku dwudziestym. Komunistyczne, nazistowskie i antychrześcijańskie ideologie minionego stulecia były przyczyną śmierci większej liczby chrześcijan niż okrucieństwo pogańskich cesarzy wysyłających uczniów Jezusa na pożarcie lwom. W liście apostolskim Novo millennio ineunte, wydanym na zakończenie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, Jan Paweł II napisał: Z okazji Roku Świętego uczyniono też wiele, aby zgromadzić cenne pamiątki Świadków wiary XX wieku. Wspominaliśmy ich uroczyście 7 maja 2000 r. wraz z przedstawicielami innych Kościołów i Wspólnot kościelnych w sugestywnej scenerii Koloseum, które jest symbolem dawnych prześladowań. Tego dziedzictwa nie wolno roztrwonić, ale trzeba je uczynić przedmiotem nieustającego dziękczynienia i wytrwałego naśladowania (nr 7).

Prześladowani i zapomniani

Jakiś czas temu ukazał się raport organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (Kirche in Not) o prześladowaniach chrześcijan w latach 2005-2006 zatytułowany Prześladowani i zapomniani. Autorzy tego opracowania stwierdzają: Głównym celem niniejszej książki jest potwierdzenie słuszności tezy, że chrześcijanie są prawdopodobnie najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie. Z raportów wynika, że co roku z przyczyn religijnych zabijanych jest 170 tysięcy chrześcijan. Szacuje się, że w minionym wieku 45 milionów chrześcijan zginęło jako ofiary nienawiści na tle religijnym. (…) W ponad 50 krajach na całym świecie chrześcijanie stają w obliczu poważnych, a czasem śmiertelnych zagrożeń z powodu swojej wiary (s. 8). Raport omawia sytuację chrześcijan w różnych krajach świata przytaczając dane oraz opisując konkretne wydarzenia.

 

W wielu krajach islamskich chrześcijanie są obywatelami drugiej kategorii. Za przejście na chrześcijaństwo grozi kara śmierci. W meczetach głosi się agresywną antychrześcijańską propagandę. Zabroniona jest budowa kościołów oraz sprawowanie chrześcijańskich nabożeństw pod gołym niebem. Zakazane jest publiczne eksponowanie krzyża. Prześladowania dotykają chrześcijan nie tylko z rąk fundamentalistów islamskich, ale także – wbrew obiegowym opiniom – ze strony radykalnych hinduistów i buddystów. W Sri Lance, w której buddyści stanowią prawie 70 procent, a chrześcijanie blisko 10 procent, rząd stara się wprowadzić ustawowy zakaz zmiany wyznania oraz powstrzymanie każdego, kto próbuje i pomaga nawracać ludzi. Owo nawracanie ludzi miałoby być zagrożone sankcją sześciu lat więzienia. Raport Kirche in Not donosi między innymi, że w maju 2005 roku policja z Milepost w Sri Lance zagroziła aresztem pastorom miejscowego kościoła i nakazała im, aby zaprzestali działalności religijnej w tym mieście uważanym za „teren buddyjski”. Wyobraźmy sobie, że w Polsce dyskutowałoby się o prawie, które zabraniałoby przejścia z katolicyzmu na buddyzm, albo utrudniałoby się życie mistrzom buddyzmu zen argumentując, że Polska to „teren katolicki”.

Obok wojującego islamu oraz radykalnego buddyzmu i hinduizmu, przyczyną prześladowań chrześcijan są również dyktatorskie reżimy jak np. na Kubie, w Chinach, czy w Wietnamie. Nie wolno nam zapominać, że w wielu krajach chrześcijanie stawiani są w sytuacjach granicznych, które wymagają od nich odwagi w dawaniu świadectwa wierze. W raporcie Kirche in Not możemy na przykład przeczytać: James, 20-letni ochroniarz biskupa [Chartumu w Sudanie] powiedział, że w szkole państwowej, do której uczęszcza, nauczyciele regularnie biją go kijem za to, że upiera się, by w niedzielę opuszczać lekcje i iść na Mszę. A jednak on się nie zraża: „Jestem chrześcijaninem. Moim obowiązkiem jest iść do kościoła i nikt nie ma prawa mi tego zabraniać” (s. 85).

Polak – katolik – świadek?

Pamięć o chrześcijanach prześladowanych i zabijanych z powodu ich wiary również w naszych czasach jest dla nas, żyjących w pokoju i wolności, szczególnym wezwaniem do dawania świadectwa wierze. 28 maja 2006 roku, na krakowskich Błoniach Benedykt XVI mówił do Polaków: Wraz z wyborem Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra, by służył całemu Kościołowi, wasza ziemia stała się miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa. Wy sami zostaliście powołani, by to świadectwo składać wobec całego świata. To wasze powołanie jest nadal aktualne, a może jeszcze bardziej od chwili błogosławionej śmierci Sługi Bożego. Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa!

Te papieskie słowa są dla Polaków wyróżnieniem. Tym bardziej musimy uważać, aby nie popaść w jakiś pseudo-mesjanizm naszego narodu. Dawanie świadectwa katolickiej wierze winno iść w parze z pokorną świadomością naszych narodowych wad i słabości. Świadczenie przed światem nie oznacza czucia się lepszym od innych. Świadectwo powinno wypływać z doświadczenia bycia niezasłużenie obdarowanym przez Boga. Można się cieszyć z tego, że tysiące rodaków, którzy wyjechali do Anglii, Irlandii oraz innych krajów Unii Europejskiej, daje autentyczne świadectwo przywiązania do wiary i religijnych tradycji. To prawda, że za świadectwem praktyk religijnych nie zawsze idzie świadectwo życia, ale pełne polskie kościoły są niewątpliwie znakiem budzącym niektórych ze zlaicyzowanego uśpienia.

W Polsce katolicy stanowią nominalną większość, lecz praktykujący katolicy bardzo często są osamotnieni w miejscach pracy czy w innych środowiskach. Trzeba odwagi, aby wobec religijnie obojętnych, a nawet wrogo do Kościoła nastawionych kolegów dawać świadectwo swej katolickiej wierze. Jakże często ryzykuje się otrzymanie prześmiewczej łatki fanatyka lub dewotki. Potrzeba odwagi, aby w szkole uczyć się pilnie religii i stawać po stronie katechetki, przeciwko klasowym rozrabiakom. Potrzeba odwagi, aby głosić poglądy przeciwne do obowiązującej dziś politycznej poprawności. Potrzeba odwagi, aby powiedzieć otwarcie, że jest się przeciwko zapłodnieniu in vitro czy też dotowaniu przez państwo antykoncepcji. Bo chociaż tak wielu Polaków deklaruje wielki szacunek dla Jana Pawła II, to jego nauczanie na temat seksualności i poszanowania życia od naturalnego poczęcia aż do naturalnej śmierci jest bagatelizowane, jeśli nie wyśmiewane.

Parę lat temu Benedykt XVI opowiedział się za prawem aptekarzy do nie sprzedawania niektórych środków niezgodnych z etyką katolicką (np. środków wczesnoporonnych). Okazało się, że nawet niektórym duchownym zabrakło rozeznania i odwagi, i w rezultacie próbowali na różne sposoby „rozmiękczyć” słowa Papieża, by przypodobać się medialnemu salonowi. Tymczasem bycie katolikiem nie może oznaczać, że wszystkim się przypodobamy, i że bezkonfliktowo przejdziemy przez życie omijając wszelkie problemy towarzyskim żartem lub dialogiczną retoryką. Pan Jezus nie nauczał, że wszystkim ma być miło i przyjemnie. Dlatego bycie katolikiem naprawdę kosztuje. Kościół potrzebuje dziś katolików-świadków, a nie klientów, którzy kilka razy w życiu udadzą się do parafialnej kancelarii, aby zamówić religijne usługi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kościół potrzebuje świadków, a nie klientów
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.