Na faktach, pięknych faktach. Ten meksykanin, przeżył swoje życie w wielkiej samotności. Małomówny i skromny, dosłownie kilku ludzi w ogóle wiedziało, że istnieje, że oddycha, żyje. Jego syn, kilku …More
Na faktach, pięknych faktach.

Ten meksykanin, przeżył swoje życie w wielkiej samotności. Małomówny i skromny, dosłownie kilku ludzi w ogóle wiedziało, że istnieje, że oddycha, żyje. Jego syn, kilku kolegów z pracy plus sąsiedzi.
Cicho żył, ale dopiero po śmierci wyszedł niejako z cienia.

Tego dnia była niedziela, pierwsza niedziela Wielkiego Postu, 21 luty 2021r. Juan ubiera się odświętnie, wychodzi z domu i idzie jak zwykle do swojego kościoła na Mszę Świętą.
Eucharystia popołudniowa, zaczyna się o godzinie szesnastej, ale sześćdziesięcioletni Juan lubi być przed czasem. Kilka godzin przed czasem.
Ma w zwyczaju siedzieć w ławce i wpatrywać się godzinami w Tabernakulum. Nikt go za bardzo tam nie zna, jedynie z widzenia Go kojarzą, ale w tak wielkim mieście jak Mexico City jest całkowicie anonimowy. Lubi to jednak bardzo.
Kilkadziesiąt metrów od drzwi kościoła, będąc jeszcze na ulicy, Juan klęka na chodniku.
I od tego momentu, posuwa się na kolanach, po kilkanaście centymetrów, bliżej i bliżej wejścia.
Schody, i po schodach, potem mija wielkie drzwi kościoła, woda święcona i jest w środku.
Każdą płytkę, każdą fugę już zna na pamięć, cały czas na kolanach. Mija boczną nawę, ławki i jest centralnie na środku. Na wprost Tabernakulum, robi znak krzyża i zbliża się do ołtarza.
Po pięciu minutach, jest już blisko Pana. Dzieli ich około dziesięciu metrów.
Kłania się do ziemi, robi wielki znak krzyża i kładzie się na posadzce rozciągając swoje ręce na boki.
W kościele cisza, pustka, jedna starsza pani dotyka palcami różańca i nie robi na niej żadnego wrażenia pozycja w jakiej modli się Juan. Robi to od lat, więc traktuje Go jak powietrze.
Godzina mija, mija druga i ludzie zaczynają zajmować miejsca, ministrant zapala świecę.
Proboszcz wychodzi z konfesjonału i idzie do zakrystii, za minut kilka rozpoczyna się Eucharystia..
Juan jednak cały czas nieruchomo, leży krzyżem centralnie i trzeba coś mu powiedzieć, tak nie wypada.
Ministrant podchodzi i delikatnie dotyka Juana ręką, prosi o zajęcie miejsca w ławce.
Nic. Dotyka mocniej i odskakuje nagle, woła proboszcza.
Palce na szyję, tętna brak.
Szybko telefon na pogotowie, i po kilku minutach przyjeżdżają.
Lekarz stwierdza zgon, przyczyną śmierci był rozległy zawał serca.

Dziwnym jednak dla medyka, wydawała się idealnie wyprostowana pozycja Juana, tak jakby wcale nie walczył o życie, jakby zwyczajnie zasnął.

W kościele wtedy jest kilkanaście osób, i ktoś tam jednak kojarzy syna Juana. Dzwonią na policję i czekają w wielkiej ciszy.
Ksiądz jest do głębi serca poruszony, przykrywa ciało Juana białym materiałem i zaczyna się modlić o duszę tego mężczyzny. Kilkanaście osób klęczy, łącznie z lekarzem i wszyscy "Zdrowaś Mario... ".

Syn w końcu przyjeżdża, identyfikuje swojego tatusia i mówi przez łzy, że tata zawsze marzył o takiej śmierci.
Po kilkunastu minutach, zapada jednogłośna decyzja, że Msza Święta się jednak odbędzie.
Zapalono świeczkę u stóp Juana i rozpoczęła się Msza Święta pogrzebowa.
Ksiądz Lozano wygłosił krótkie i piękne kazanie. Podkreślił w nim tylko fakt, że dla osoby głęboko wierzącej, śmierć jest upragnionym początkiem, i tylko początkiem.

Nikt nie śmiał przenosić, ani tym bardziej podnosić ciała Juana.
Zrobiono to zdjęcie, a wiadomość o śmierci Juana zaowocowała wieloma nawróceniami w całym Meksyku.

"Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie, a Światłość w wieczności, niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w Pokoju wiecznym. Amen
marta1012
Tego się komentować nie da. Tu trzeba zamilczeć.
WŁADYSŁAW KRÓL shares this
228
Jota-jotka
Amen 🙏