Protestantyzacja Katolicyzmu - walka z dogmatem Trójcy Przenajświętszej, Matką Boską

Michał Poradowski - fragment; KOSCIOŁ OD WEWNĄTRZ ZAGROŻONY

Ostatnio często się spotykamy z opiniami na temat rzekomej protestantyzacji katolicyzmu i jest rzeczą bardzo znamienną, że najwięcej i najczęściej podkreślają ten fakt ci katolicy, którzy nawrócili się z protestantyzmu. To głównie oni z bólem i z goryczą stwierdzają, że błędne wierzenie i praktyki protestanckie, od których uciekli, przechodząc na katolicyzm, jakie trzydzieści-czterdzieści lat temu są wprowadzane obecnie w życie przez hierarchię Kościoła katolickiego.

Dla każdego bezstronnego obserwatora życia Kościoła katolickiego jest faktem niezaprzeczalnym, że dzisiejsza religijność katolicka coraz więcej przejmuje elementów protestanckich i chociaż fakt ten stwierdzają wszyscy, tylko niektórzy uważają go za objaw negatywny. Na tym też polega zasadnicza różnica między sytuacją w wieku XVI i w czasach dzisiejszych. Jeśli
bowiem w czasach Lutra i Soboru Trydenckiego tego rodzaju objawy spotykały się z jednolitą postawą potępiającą, obecnie reakcja katolików w tej sprawie jest podzielona; dla jednych jest to zgorszeniem i przyczyną troski, podczas gdy dla drugich jest okazją do zadowolenia, gdyż w "protestantyzacji" katolicyzmu widzą postęp i unowocześnienie, a niektórzy nawet i drogę do ekumenizmu.

Wydaje się, że ta niezaprzeczalna obecność protestantyzmu wewnątrz dzisiejszego Kościoła katolickiego ma dwa źródła,. Jednym z nich są -podobnie jak w wieku XVI - pewne procesy wewnątrz samego Kościoła; drugim zaś jest wpływ jaki protestantyzm wywiera z zewnątrz na Kościół katolicki, zwłaszcza przez ułatwione niezliczone kontakty z okazji akcji ekumenicznej i tego wszystkiego co się w praktyce czyni pod pretekstem ekumenizmu.

Aby więc uzupełnić nasz cykl szkiców na temat "socjologii protestan tyzmu, tak tego z czasów Lutra jak i obecnego, przyjrzyjmy się pokrótce dzisiejszej protestanty ych zastosowany. Wypada przypomnieć, że w schemacie zastosowanym spojrzeliśmy na protestantyzm wyłącznie z punktu widzenia "socjologii religii", biorąc pod uwagę pięć zasadniczych probierzy, a mianowicie:

1. Protestantyzm jako reforma;
2. Protestantyzm jako nawrót do germańskich wierzeń pogańskich
3. Protestantyzm jako zerwanie z cywilizacją łacińską;
4. Protes tantyzm jako judaizacja chrześcijaństwa;
5. Protestantyzm jako zeświecczenie chrześcijaństwa.


Protestantyzm jako reforma - musimy pozostawić na boku, gdyż jak widzieliśmy, ten tak bardzo pozytywny aspekt protestantyzmu Lutra w całej pełni został osiągnięty przez Kościół katolicki dzięki reformie przeprowadzonej przez Sobór Trydencki (1545-1563).

Protestantyzm z czasów Lutra jako nieświadomy nawrót do germańskiego poganizmu - należy uczciwie zapytać się, czy jest coś podobnego w dzisiejszym katolicyzmie. Otóż sam Drugi Sobór Watykański stwierdza, że świat współczesny powraca do poganizmu, a przecież kiedy Sobór używa tego wyrażenia "Świat współczesny" włącza doń także i katolików. Zanim będzie mowa o tym powrocie człowieka współczesnego (także i katolika) do poganizmu i zwłaszcza do oddawania człowiekowi czci religijnej, należnej wyłącznie Bogu, należy stwierdzić, że dzisiaj szerzy się w Kościele, a zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, świadomy i zorganizowany powrót do starych wierzeń pogańskich ludów prymityw nych. Co gorsza, nie chodzi tutaj o jakiś ruch spontaniczny, niekontrolowany przez władze kościelne i niemożliwy do opanowania przez nie, lecz o zbrodniczy, świadomy i zorganizowany przez część kleru katolickiego nawrót do wierzeń pogańskich, które się wprowadza do oficjalnego Credo Kościoła katolickiego i włącza się je do liturgii mszalnej. Chodzi tutaj o tak zwany "trybalizm".W tym wypadku ten obecny nawrót do poganizmu niektórych krajów katolickich jest o wiele bardziej godnym potępienia niż powracanie do poganizmu protestantów w czasach Lutra, gdyż w XVI wieku był to ruch spontaniczny, prawie nieświadomy, a zawsze wbrew władzom kościelnym, podczas gdy obecny nawrót do starych wierzeń pogańskich niektórych szczepów Indian południowo-amerykańskich jest dziełem świadomym, zorganizowanym przez samą hierarchię kościelną i wprowadzanym w życie jako "duszpasterstwo posoborowe". Jest czymś nie do pomyślenia, żeby Kościół sam niszczył wiarę i w jej miejsce wprowadzał stare religie pogańskie. Niestety, to zbrodnia ma miejsce od szeregu lat w wielu krajach, a zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i chociaż jest to zbrodnia karana Prawem Kanonicznym, jak dotąd, nic nie wiadomo, aby sprawcy tej zbrodni byli pociągnięci do odpowiedzialności. Ta poganizacja przez niektórych księży i biskupów ludów od wieków chrześcijańskich jest w pełni tolerowana jako "duszpasterstwo ekumeniczne", co jest niezbitym dowodem protestantyzacji katolicyzmu.

Widzieliśmy,“ że trzecim probierzem protestantyzmu (z punktu wi dzenia przyjętego tutaj schematu) jest zerwanie z cywilizacją łacińską. Wypada więc zapytać się, jaki jest stosunek dzisiejszego Kościoła katolickiego do cywilizacji łacińskiej? Wydaje się, że niemniej wrogi, jak i protestantyzmu. Cywilizacja łacińska jest dziełem Kościoła, dokonanym w środowisku geograficznym, kulturalnym i historycznym europejskim, lecz - właśnie dlatego, że jest dziełem Kościoła - z istoty swej jest ona uniwersalną, tzn. że może być przyjęta także i przez ludy innych ras i innych warunków geograficznych i ekologicznych, co samo życie udowodniło. To z tą cywilizacją w okresie tysiąc lat średniowiecza utożsamiało się chrześcijaństwo.
Chociaż teoretycznie chrześcijaństwo może przyczynić się w każdym środowisku kulturalnym i geograficznym do wytworzenia miejscowej cywilizacji mniej lub więcej "chrześcijańskiej” - i w praktyce tak było niejednokrotnie- to jednak tylko cywilizacja łacińska okazała się dziełem trwałym i, co najważniejsze, dziełem uniwersalnym, to znaczy zdolnym do rozprzestrzeniania się na wszystkie ludy i wszystki kraje, szanując miejscowe kultury i ich wartości, jeśli te nie sprzeciwiają się Ewangelii.

Kościół nigdy nie utożsamiał się z żadną cywilizacją, a więc także i z cywilizacją łacińską i ta postawa Kościoła, zwłaszcza dzisiaj, powinna być jasno podkreślana. Wszelka tendencja utożsamiania się z jakąkolwiek cywilizacją historyczną krępowałaby Kościół w wypełnianiu swej zasadniczej misji przekazywania nauki Chrystusa Pana i pośredniczenia między każdym człowiekiem i każdym ludem a Bogiem, który jest Ojcem wszystkich ludzi i wszystkich ludów. Nie znaczy to jednak, aby Kościół mógł nie doceniać wartości znaczenia niektórych cywilizacji, a zwłaszcza cywilizacji łacińskiej, szczególniej w tych krajach, w których jest ona głęboko zakorze niona i ściśle związana z wiarą i obyczajami chrześcijańskimi. Wszelkie osłabienia i zubożenie cywilizacji łacińskiej, a zwłaszcza jej niszczenie, natychmiast odbija się na stanie życia religijnego i obyczajów. Nie należy zapominać, że Kościół z troską i wielkim wysiłkiem budował w ciągu wieków cywilizację łacińską właśnie dlatego, aby zapewnić swym wiernym należyte warunki do praktykowania wiary i do życia według jej wymagań, czyli wytwarzał instytucjom formy współżycia społecznego, ustrój gospodarczy i polityczny według wymagań Ewangelii. Widzieliśmy poprzednio, że protestantyzm zawsze zwalczał cywilizację łacińską, stąd też można powiedzieć, że obecna postawa walki z cywilizacją łacińską wewnątrz Kościoła, tak niestety częsta i nawet fanatyczna, jest jednym z przejawów protestantyzacji katolicyzmu. Jednym z istotnych elementów cywilizacji łacińskiej jest język łaciński. Porzucanie tego języka przez Kościół, a nawet w wielu środowiskach brutalna walka z tym językiem jest także jednym z przejawów protestantyzacji katolicyzmu. Atakując łacinę, zwalcza się nie tylko sam język jako taki, lecz także i dorobek kulturalny niemal dwutysiącletni, wyrażony w tym języku. Porzucanie łaciny jest zrywaniem z myślą filozoficzno-teologiczną wyrażoną w tym języku, z kulturą łacińską, z bogactwem liturgii łacińskiej i śpiewu gregoriańskiego.

Chociaż w wielu wypadkach porzucanie łaciny jest tylko frywolnością, objawem braku kultury, czy też przejawem zjawiska socjolo gicznego, które Ortega y Gasset nazwał "buntem motłochu" (" la rebelion de ła masas"), to jednak jest w tym także niewątpliwie typowa reakcja protestancka przeciwko językowi - symbolowi cywilizacji łacińskiej.
Wielu zapomina, że Drugi Sobór Watykański w licznych dokumentach kładzie nacisk na konieczność zachowania łaciny w życiu Kościoła. Tymczasem wkrótce po Soborze, wbrew jego zaleceniom, zaczęła się walka z łaciną i usuwanie jej z liturgii i ze studiów teologicznych, a przecież im bardziej się kładzie nacisk na słuszne i dziś niezbędne używanie języków
ludowych w liturgii i w studiach, tym bardziej okazuje się konieczność zachowania łaciny jako języka podstawowego, zwłaszcza w liturgii, w Prawie Kanonicznym, w definicjach dogmatycznych i w Piśmie Świętym. Także należy pamiętać, że kiedy się mówi o łacinie, nie chodzi tylko o sam język jako taki, lecz także o całe bogactwo myśli chrześcijańskiej w ciągu dwóch tysięcy lat wyrażone w tym języku. Przekłady bowiem nawet najdoskonalsze i najuczciwsze nigdy nie mogą zastąpić oryginału, szczególniej jeśli chodzi o łacinę, gdyż jest to język wyjątkowo dokładny, niedopuszczający nieporozumień i niepozostawiający żadnych wątpliwości.
Całkowite porzucenie łaciny równałoby się porzuceniu chrześcijańskiej myśli wielu stuleci, a więc znacznej części tradycji, a na to mogą się odważyć tylko barbarzyńcy. Jakie to znamienne, że biskupi afrykańscy (wykształceni i wychowani eszcze przed Soborem w Europie), okazali więcej w tej sprawie zrozumienia, niż wielu biskupów europejskich i południowo-amerykańskich, gdyż to przede wszystkim oni wypowiadali się przeciwko porzucaniu łaciny, zdając sobie sprawę, że tylko poprzez łacinę oni sami mają dostęp do bogactwa myśli chrześcijańskiej wieków przeszłych.

Wiele wartości, a zwłaszcza zwyczajów chrześcijańskich, zachowuje się tylko w ramach cywilizacji łacińskiej, toteż osłabienie tejże cywilizacji wystawia na niebezpieczeństwo te wartości i obyczaje. Jako przykład można wspomnieć sprawę celibatu. Niedawno papież Jan Paweł II w swym wspaniałym "Liście do kapłanów" (z 8 kwietnia 1979 r .) stwierdza, że celibat charakteryzuje Kościół łaciński i tak jest, gdyż poza Kościołem łacińskim celibat nie istnieje, przynajmniej jako instytucja prawno-moralna. Oczywiście, nie można utożsamić "Kościoła katolickiego" z "cywilizacją łacińską", jako iż są to terminy i rzeczywistości historyczne różne, ale nie mawątpliwości, że obie te rzeczywistości są ze sobą ściśle związane.

Osłabienie, a zwłaszcza niszczenie cywilizacji łacińskiej i porzucanie jej wartości i form współżycia musi mieć natychmiastowe skutki i wpływy na życie Kościoła w ogóle, a łacińskiego w szczególności, a więc reperkusje w jego instytucjach i zwyczajach, Celibat w ramach całości różnych instytucji i zwyczajów cywilizacji łacińskiej znajduje odpowiednie warunki, poza którymi z trudnością może być utrzymany.Celibat wymaga specjalnej i głębokiej kultury wewnętrznej, którą zapewniają tylko niektóre cywilizacje i jest faktem niezaprzeczalnym, że tylko gdzie cywilizacja łacińska jest żywa i silna Kościół mógł z powodzeniem utrzymać instytucję celibatu i że poza tą cywilizacją zachowanie celibatu natrafia na duże trudności, a w niektórych cywilizacjach jest w ogóle niemożliwe, podobnie jak niemożliwym jest także i małżeństwo monogamiczne.

Zapewne w przyszłości Kościół nie zdoła zachować instytucji celibatu duchowieństwa niezakonnego, bez jednoczesnej obrony cywilizacj łacińskiej, która stanowi niezbędne ramy dla tejże instytucji. W artykule niniejszym, wyłącznie socjologicznym, nie porusza się aspektów teologicznych celibatu, ale wszystkie argumenty teologiczne, bez uwzględnienia aspektów socjologicznych, pozostają oderwane od życia.

W czasie II Soboru Watykańskiego dużo się mówiło na temat możli wości zniesienia celibatu i niektórzy biskupi byli przekonani, że to nastąpi, stąd też dając rekolekcje dla swych księży diecezjalnych, czynili aluzje co do tego. Mówi się, że już po Soborze podobno na ten temat toczyły się rozmo wy między grupą biskupów zwolenników zniesienia celibatu i papieżem
Pawłem VI i że Papież okazał się przychylnym ich żądaniom, ale pod pewnymi warunkami. Mimo, iż później Kościół zajął w tej sprawie pozycję jasną i zdecydowaną, dyskusje nie ustały, a argumenty w niej wysuwane są typowo protestanckie. Nadto, katoliccy teologowie "ekumeniczni"; czyli zwolennicy szybkiego i bezwarunkowego zjednoczenia z protestantami
uważają, że zniesienie celibatu w Kościele katolickim jest niezbędnym wa runkiem tegoż zjednoczenia, stąd też w imię "ekumenizmu" żąda się zniesienia celibatu. Niewątpliwie jest to także przejaw protestantyzacji katolicyzmu.

Wiadomo jest także, iż istnieje w Kościele dość liczna grupa biskupów, którzy chcą doprowadzić do zniesienia celibatu drogą faktów dokonanych, czyli, że faworyzują w swych diecezjach księży żyjących w konkubinacie i obarczonych liczną rodziną. Biskupi ci okazują we wszystkim, a nietylko w sprawie celibatu, typową mentalność protestancką i we wszystkim,
a zwłaszcza w liturgii naśladują sekty protestanckie. Atak na celibat jest tylko częścią ataku na "kapłaństwo ministerialne".

W ostatnich latach jesteśmy świadkami jak to różnymi drogami chce się dojść do zniesienia kapłaństwa w Kościele katolickim, a jest to przecież oczywista postawa protestancka. Protestantyzm, znosząc ofiarę Mszy św. zniósł także i kapłaństwo ministerialne. Podobna tendencja jest dzisiaj wewnątrz Kościoła katolickiego, a jej zwolennikami są sympatycy
protestantyzmu. W wielu diecezjach z każdym dniem coraz więcej czynności właściwych kapłanom powierza się świeckim i to bez żadnego usprawiedli wienia brakiem kapłanów, okazując w ten sposób jak małą wagę przypisuje się kapłaństwu. Nawet utrzymuje się, że Mszę św - a raczej ceremonię wprowadzoną w jej miejsce - mogą odprawiać ludzie świeccy bez udziału kapłana (jest to znana teza teologa Hans Kling, bardzo dziś rozpowszechniona i wprowadzana w życie w Ameryce Łacińskiej), a przecież to są poglądy i praktyki typowo protestanckie.

Także usilna akcja na rzecz wyświęcania kobiet i to bez żadnych ograniczeń, a więc nie tylko dopuszczenie ich do diakonatu, ale także i do kapłaństwa i do godności biskupiej, jest objawem przejmowania przez katolików poglądów protestanckich. Podobno statystyki opinii księży katolickich we Francji wykazują, że więcej niż połowa duchowieństwa w tym kraju opowiada się za wyświęceniem kobiet na księży i biskupów. Co gorzej, podobno nawet niektóre osobistości w Watykanie także podzielają to stanowisko. Dobrze się więc stało, że Ojciec Święty Jan Paweł II, w czasie swej wizyty pasterskiej do Stanów Zjednoczonych wyraźnie oświadczył, że Kościół nie widzi możliwości wyświęcania kobiet. Niemniej jednak wiele z zaprowadzonych po Soborze praktyk prowadzi tak do zniesienia celibatu, jak i do żądania wyświęcania kobiet. Naprzykład fakt, że obecnie studia filozoficzno-teologiczne w wielu krajach seminarzyści odbywają nie w swych seminariach, lecz na uniwersytetach wspólnie z dziewczętami dla których wydziały te zostały otwarte. Czasami nawet tak się składa, że kobiety są liczniejsze niż mężczyźni. W ciągu wielu lat wspólnych studiów, z jednej strony wytwarzają się sytuacje przyjaźni między tą młodzieżą, które często kończą się zobowiązaniami prowadzącymi do małżeństwa, a stąd powiększa się ruch przeciwko celibatowi, z drugiej zaś strony wykształcone filozoficznie i teologicznie młode dziewczęta nie widzą przed sobą innej przyszłości (zawodu) jak kapłaństwo, gdyż być tylko żoną kapłana już się im wydaje za mało.

Dopuszczanie na wydziały filozofii i teologii kobiet jest niewątpliwie całkowicie na miejscu, ale odbywanie tych studiów razem z seminarzystami wydaje się być nieroztropne, gdyż z jednej strony zbyt wiele wymaga się w tej sytuacji od seminarzystów, żądając od nich jednocześnie przyjęcia celi batu, a z drugiej strony nie jest logicznym kształcić kobiety tak samo jak seminarzystów, zamykając im jednocześnie drogę do kapłaństwa. Jeśli Kościół zdecydował się na dalsze zachowanie instytucji celibatu i na niedopuszczanie kobiet do święceń kapłańskich nie powinien przyjmować kobiet do instytucji przeznaczonych dla kształcenia kleru. Niechaj kobiety studiują teologię, ale nie w towarzystwie kleryków. Praktyka obecna jest czysto protestancka, ale też protestanci logicznie i konsekwentnie znoszą celibat i dopuszczają kobiety do święceń.

Katolickie kapłaństwo ministerialne jest także obecnie poważnie za grożone przez przejmowanie przez katolików protestanckiej zasady, że kandydaci na kapłanów i biskupów powinni być wybierani "demokratycznie" przez odnośne wspólnoty religijne (parafie, diecezje itd.), gdyż w ten sposób zrywa się z tradycyjną zasadą bezpośredniego powołania przez Chrystusa Pana. Zasada wyborów przez wspólnotę religijną jest typowo protestancka i ściśle związana z procesem "demokratyzacji" Kościoła. Ta protestancka zasada już od wielu lat jest zaprowadzana w Kościele katolickim, jeśli chodzi0 wybór kandydatów na diakonów. Jest więc logiczne, że tę samą zasadę usiłuje się rozciągnąć także na wybór kandydatów do kapłaństwa i na biskupów. W ten sposób stopniowo przejmuje się zasady i praktyki protestanckie:
to wspólnota religijna (parafia, diecezja, opactwo itd.) wybiera kandydata na kapłana lub biskupa i to ono udziela mu władzy. Stąd zasada protestancka, że władza kapłańska nie jest udzielana przez święcenia i nie otrzymuje jej kandydat z góry, od Boga, od Chrystusa Pana, chociaż poprzez hierarchię, lecz z dołu, od ludu (demokratyzacja Kościoła). Tą drogą zaczyna się szerzyć w Kościele katolickim protestancki zwyczaj, całkowicie przeciwny Tradycji, która utrzymuje, że to Chrystus Pan powołuje do kapłaństwa i to od Niego, poprzez hierarchię otrzymuje się władzę kapłańską, uczestnicząc w
kapłaństwie Chrystusa Pana, Jedynego, Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Protestanckie pojęcie kapłaństwa, które przenika obecnie do Kościoła katolickiego jest tylko częścią protestanckiego pojęcia Kościoła, jako "Kościoła ludowego" a więc wyłącznie horyzontalnego, wprowadzanym w miejsce tradycyjnego pojęcia Kościoła hierarchicznego i pionowego.
Niedawno, bo przy okazji Trzeciej Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej w Puebla (Meksyk), w dużej ilości publikacji, przeważnie - księża- marksisci, usiłowano narzucić to protestanckie pojęcie Kościoła
i kapłaństwa. Dyskusja wśród pisarzy katolickich spowodowana książkami Hans Klinga jest dowodem do jakiego stopnia wpływy protestanckie są dzisiaj obecne w Kościele katolickim. Przecież Hans Kling zajmuje w dzisiejszym Kościele postawę bardziej radykalną niż swego czasu Luter. Kling jest myślicielem protestanckim wewnątrz Kościoła katolickiego. W swej książce o Kościele (Die Kirche) usiłuje, narzucić katolikom czysto protestanckie pojęcie Kościoła. I znamiennym jest, że jego opinie nie są natychmiast odrzucane przez katolików, lecz tylko dyskutowane. Nawet już po oficjalnym orzeczeniu Stolicy Świętej, w pełni popartym przez Episkopat Niemiec, nadal różni teologowie i biskupi występują w obronie tak oczywiście protestanckiej pozycji.

Jeśli chodzi o nową liturgię mszalną to sami protestanci twierdzą, że została ona, przynajmniej kanon drugi i czwarty, dostosowany do wymagań luteranizmu. Także wielu katolików nawróconych z protestantyzmu z rozpaczą i bólem, rozpoznaje w nowej liturgii mszalnej ceremonie protestanckie. Jako przykład można przytoczyć opinię znanego pisarza francuskie go Julien Green. Nawrócony z anglikanizmu na katolicyzm, w swym wielo tomowym pamiętniku-kronice często się skarży, że w nowej liturgii mszalnej spotyka się z elementami liturgii luterańskiej. Nadto wielu biskupów i księży, otwartych zwolenników protestantyzmu, świadomie i celowo taką właśnie dają interpretację nowej liturgii mszalnej, wbrew jasnym oświadczeniom Soboru.

Katechizm holenderski także jest jednym z wielu dowodów protestantyzacji katolicyzmu, gdyż w nim dostosowuje się katolickie Credo do wymagań i gustów protestantów, przede wszystkim przez pomijanie tego wszystkiego co odróżnia katolicyzm od protestantyzmu. Szybko przetłumaczony na wiele języków i obecnie rozpowszechniany niemal we wszystkich krajach, przyczynia się do zmiany treści Wiary. Stąd też zrozumiałe jest, iż wielu katolików ze zgrozą zapytuje się wraz z kardynałem Slypyj czy nie zachodzi niebezpieczeństwo zmiany religii.

Fakt oczywistej protestantyzacji katolicyzmu usprawiedliwia stwierdzenie, że wiele z tego co zostało uprzednio wspomniane jako judaizacja chrześcijaństwa także ma miejsce obecnie w Kościele katolickim. A więc na przykład obrazoburstwo. Zjawisko to tak obce cywilizacji łacińskiej, jako iż jej korzenie tkwią w starożytnej Grecji i w przedchrześcijańskim Rzymie, jest typowe dla tradycji żydowskiej, która zabrania przedstawiania Boga w malarstwie i rzeźbie. To stanowisko starotestamentowe jest całkowicie zrozumiałe, gdyż chodziło o zwalczanie niebezpieczeństwa kultów pogańskich bożków. Ale w chrześcijaństwie "sztuka kościelna" (ars sacra) jest zupełnie usprawiedliwiona w świetle dogmatu Wcielenia : Bóg przestał być dla człowieka tylko Duchem, stając się także i Ciałem w Jezusie Chrystusie, a więc przyjmuje postać wyobrażalną i materialnie możliwą do przedstawienia w rzeźbie i malarstwie. Bardziej jeszcze się usprawiedliwia

Kiedy chrześcijański kult religijny rozciąga się także na Najświętszą Dziewicę Bogarodzicielkę i na świętych. Chrześcijanie nie czczą obrazów jako takich, lecz to co one przedstawiają, a więc Chrystusa Pana, Boga Wcielonego, Najświętszą Dziewicę Maryję i świętych. Same święte obrazy i figury jatu) takie także wymagają poszanowania przez to co one przedstawiają,
zwłaszcza jeśli są poświęcone. Obrazoburstwo od czasu do czasu pojawia się w Kościele jako objaw tradycji żydowskiej. Znane było we wczesnym Średniowieczu, później w przededniu pojawienia się protestantyzmu i jako jego część składowa i zawsze się pojawia kiedy rosną w Kościele wpływy żydowskie. Właśnie protestantyzm, jako judiazacja chrześcijaństwa, stał się słynny ze swego obrazoburstwa. Nic przeto dziwnego, że skoro obecnie stwierdzamy proces protestantyzacji katolicyzmu, także towarzyszy mu obrazoburstwo. W ostatnim dwudziestoleciu, poza Polską, świątynie katolickie zostały ogołocone, gdyż obrazy święte i rzeźby zostały z nich brutalnie i po barbarzyńsku usunięte, przez co stały się podobne do pustych i zimnych zborów protestanckich.

Należy też tu wspomnieć, jako przejaw protestantyzacji czyli judaizacji katolicyzmu, zaciekła walkę z dogmatem Trójcy Przenajświętszej. Jest niezaprzeczalnym faktem, że dogmat ten znikł tajemniczo prawie ze wszystkich katechizmów wydanych w ostatnim dwudziestoleciu. Można słuszniepodejrzewać, że stosowano w tym wypadku znaną metodę przemilczania. Już Karl Barth utrzymywał, że dogmaty systematycznie przemilczane zostają zapomniane lub też uważne za "przestarzałe". W świetle tej walki wewnątrz Kościoła z dogmatem Trójcy Przenajświętszej należy żałować, że piękna modlitwa "Suscipe sancta Trinitas" nie przeszła z liturgii mszalnej św. Piusa V do nowej liturgii mszalnej Pawła VI.

Innym przejawem protestantyzacji katolicyzmu jest moda w teologii i w katechizacji na tzw. "Jezusanizm", czyli tendencja nie używania wyrażenia "Chrystus" czy "Jezus Chrystus", lecz tylko "Jezus”. W ten sposób zastę
puje się "Chrystologię" "Jezusologią". Sprawa ta jest wielkiej wagi, gdyż "Chrystologia" zajmuje się Chrystusem Panem i jest związana z Mesjaszem-Zbawicielem i z Wcieleniem Słowa Bożego, natomiast "Jezusologią" zajmuje się tylko Jezusem z Nazaretu. Imię "Chrystusa"(Namaszczonego) może nosić tylko oczekiwany w Starym Testamencie Mesjasz-Zbawiciel, podczas gdy imię Jezusa może nosić ktokolwiek (w Hiszpanii jest to imię bardzo powszechne). Nadto, dla chrześcijan Chrystusto nie tylko przyobiecany Mesjasz- Zbawiciel, ale to Słowo, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, wcielone we wnętrznościach Najświętszej Dziewicy Bogarodzicy. Porzucając termin "Chrystus", porzuca się "Chrystologię", jako naukę teologiczną o Bogu-Człowieku, o Słowie Wcielonym i zstępuje się ją błahą i płytką "Jezusologią", czyli biografią człowieka z Nazaretu. Jest to stara postawa żydowska, przyjęta od dawna przez niektóre sekty protestanckie. Otóż ta niecna i podstępna postawa walki z bóstwem Chrystusa Pana
przeszła ostatnio do Kościoła katolickiego i przejawia się przede wszystkim w tendencyjnych katechizmach, które tylko mówią o Jezusie, ale nigdy o Chrystusie. A stąd już prosta droga do opuszczania w katechizmach wszystkiego na temat Wcielenia, czy dwóch natur w jednej osobie Chrystusa Pana, ludzkiej i boskiej, stąd też i przemilczanie iż Najświętsza Dziewica jest Bogarodzicielką i przedstawianie jej tylko jako Marii, "matki cieśli z Nazeretu. A skoro w katechizmie znika boskość Chrystusa Pana, gdyż jest mowa tylko o "Jezusie", nie ma podstaw do wspominania Trójcy Przenajświętszej, a więc chrześcijaństwo sprowadza się do monoteizmu żydowskiego. Jest to więc powrót do arianizmu, który przecież był herezją żydowską, inspirowaną przez Talmud. Bo źródło "Jezusonizmu" jest właśnie w Talmudzie, skąd przeszło do protestantyzmu, a dziś z protestantyzmu przechodzi do teologii i katechezy katolickiej. Jednocześnie zwalcza się istnienie Trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej, Ducha Świętego, po prostu w katechizmach przemilczając jej istnienie, a w liturgii używając wyrażeń mętnych i dwuznacznych, jak "Duch Boży" i "Duch Jezusa", terminy często pisane z małej litery, a więc "duch Boży" i "duch Jezusa", co może znaczyć zarówno wspomnienie o duszy Chrystusa Pana, jak też i niewyraźną aluzję do Ducha Świętego. A kiedy Chrystusa Pana zastępuje się "Jezusem", a Ducha Świętego "duchem Jezusowym", znikają dwie z trzech Osób Trójcy Przenajświętszej i już chrześcijaństwo jest sprowadzone do monoteizmu żydowskiego (mojżeszowego) lub mahometańskiego.

Także judaizacja katolicyzmu, a więc i jego protestantyzacja dokonuje się poprzez proces marksizacji teologii. Marksizm bowiem jest w istocie swej judaizmem, nie dlatego, że Marks i Engels byli Żydami, ale dlatego, że jest to myśl sformułowana w związku ze sprawą żydowską i przedstawiona jako sprawy tej ostateczne rozwiązanie.Nadto prawie wszystkie zasad
nicze pojęcia tzw. "marksistowskiej teologii" są wzięte z judaizmu i prak tycznie teologia ta jest kontrabandą myśli żydowskiej (rabinistycznej) w Kościele.

Ta judaizacja (protestantyzacja) katolicyzmu przez marksizm okazuje się przede wszystkim w zeświecczeniu, i w zmaterializowaniu pojęcia "Królestwa Bożego", które w ujęciu marksistowskiej teologii całkowicie traci charakter duchowy i nadprzyrodzony, przekształcając się w pojęcie czysto doczesne i polityczno-ekonomiczne, utożsamiając się często z jakimś mglistym ustrojem socjalistycznym, czy też wyraźnym ustrojem komunistycznym.

Łatwe, szybkie, a często nawet entuzjastyczne opowiadanie się części duchowieństwa katolickiego za socjalizmem - wbrew jasnej w tej sprawie postawy nauki społecznej Kościoła, wyrażonej w encyklikach społecznychczy to na rzecz jakiegoś socjalizmu bliżej nieokreślonego, utopijnego, czy to na rzecz socjalizmu marksistowskiego, także jest oczywistym przejawem
procesu protestantyzacji katolicyzmu. Sprowadzanie chrześcijaństwa tylko jako ideologii społeczno-gospodarczo-politycznej, wyłącznie ześrodkowanej na doczesności, co prowadzi do przekształcania Kościoła z instytucji religijnej w instytucję dobroczynności, to jeszcze jeden więcej objaw wpływu protestantyzmu.

Dla wielu katolików nawet grzech przestał już być obrazą Boga, stającsię tylko obrazą człowieka, a zwłaszcza pojęciem szkody wyrządzonej społeczności. Wszystko staje się tylko doczesne, społeczne, gospodarcze, materialistyczne, komunistyczne.

Warto też wspomnieć o tym, że duszpasterstwo sakramentalne w ostatnich latach coraz częściej przybiera charakter gromadny, przez co zaciera się osobowy stosunek człowieka do Boga. Obecnie wszystkie sakramenty święte są w wielu krajach, udzielane tylko zbiorowo: zbiorowe chrzty, bierzmowania, zbiorowa pokuta, zbiorowa Eucharystia (Msza św i komunia), zbiorowe błogosławieństwa małżeństw, zbiorowe wyświęcanie kapłanów i nawet już tylko zbiorowe udzielanie ostatniego namaszczenia, zwanego dziś sakramentem chorych. Niewątpliwie jest wiele najsłuszniejszych argumentów na korzyść tego nowego duszpasterstwa sakramentalnego, ale trudno nie widzieć w tym także i niebezpieczeństwa porzucenia osobowego i osobistego stosunku człowieka do Boga, który tak odróżniał Kościół Katolicki od protestantyzmu.

Stąd już tylko krok do całkowitego zeświecczenia, czyli do zupełnej protestantyzacji. Łaska Boża i nadprzyrodzoność są już zapomniane do tego stopnia, że nawet nie wspomina się o nich w dokumentach urzędowych, jak
np. w dokumencie ogłoszonym przez Konferencję w Puebla. Życie nad przyrodzone, a więc to co jest najistotniejsze w chrześcijaństwie, znikło już całkowicie w większości nowych katechizmów, a przed tym już z wielu
teologii, które uważają się za katolickie (jak np. teologia Karola Rahnera). Cześć duchowieństwa katolickiego okazuje nawet jakąś dziwną nerwowość, jakiś pośpiech, aby nie tylko dogonić protestantów w tej sekularyzacji, lecz przegonić, jakby czuli się zawstydzeni, że to dopiero teraz uznali za słuszną postawę Lutra i Kalwina. Tak więc niestety, prawie to wszystko co poprzednio zostało stwierdzone w związku z sekularyzacją chrześcijań stwa poprzez protestantyzm, także obecnie charakteryzuje wiele środowisk katolickich.

Znaczna część współczesnego procesu zmian w Kościele - przez rozciągnięcie go na to co istotne (dogmaty), zamiast ograniczyć go wyłącznie do tego co przypadkowe, drugorzędne - jest niszczeniem Wiary.
Co stanowi główną przyczynę tej szybkiej protestantyzacji katolicyzmu? Bez wątpienia źle pojęty ekumenizm.

Bo w rzeczywistości istnieją w Kościele różne ruchy ekumeniczne, które - dla uproszczenia- można sprowadzić do trzech zasadniczych, a mianowicie do dwóch błędnych i jednego właściwego. Zacznijmy od ekumenizmów błędnych. Pierwszy z nich to ruch na rzecz zjednoczenia wszystkich Kościołów chrześcijańskich za wszelką cenę i jak najszybciej. Ten pośpiech tłumaczy się strachem przed wspólnym nie przyjacielem jakim jest materializm-ateizm. Ten ekumenizm z konieczności prowadzi ku jedności powierzchownej, płytkiej, nieszczerej i oportunistycznej, stąd też skazany on jest z góry na niepowodzenie.

Drugi niewłaściwy ruch ekumeniczny jest jeszcze gorszy i bardziej niebezpieczny, gdyż jego motywacje nie są religijne, lecz wyłącznie świeckie, doczesne, ziemskie, utopijne. Jest on inspirowany nie troską o Wiarę, nie o chwałę Bożą i przyszłość chrześcijaństwa, lecz jedynie troską o przyszłość ludzkości, społeczeństwa, kultury. Wychodząc z założenia, że
religia, jako część kultury, jest niezbędna w życiu człowieka i społeczeństwa, tara się doprowadzić do zaistnienia tylko jednej rełigii, jako węzła jednoczącego wszystkich ludzi. Mając na widoku budowę jednego społeczeństwa, jednego światowego Państwa, potrzebuje dla niego jednej rełigii. Nie obchodzi go sprawa prawdy, a więc sprawa, która z istniejących
rełigii jest prawdziwa; obchodzi go tylko użyteczność praktyczna jednej rełigii. Stąd troska o doprowadzenie do syntezy (synkretyzmu) wszystkich rełigii, aby z czasem dojść do jednej rełigii, uniwersalnej, powszechnej, takiej, która mogłaby być przyjęta i wyznawana przez wszystkich, jako pod stawa jednej kultury, jednego społeczeństwa, jednego Państwa przyszłości. Jest to mrzonka niezliczonych utopistów wszystkich czasów. W początkach XIX wieku jasno postawił ten postulat Henri de Saint Simon. Jego "nowe chrześcijaństwo", zlaicyzowane, pozbawione dogmatów, sprowadzone tylko do etyki, a więc do braterskiej powszechnej miłości, miało stać się fundamentem szczęśliwego społeczeństwa jutra..

Dziś ten typ ekumenizmu wyjątkowo silny, powszechny, pełny energiii inicjatywy przenika do wewnątrz prawie wszystkich rełigii. Ma on też, niestety, wielu zwolenników wewnątrz Kościoła katolickiego. Pragnie on stopniowo urzeczywistnić swój program, najpierw jednocząc wszystkie wyznania chrześcijańskie, aby następnie móc to oddogmatyzowane chrześcijaństwo laickie zjednoczyć z innymi monoteistycznymi, po czym, przechodząc do następnego etapu, doprowadzić do zjednoczenia wszystkich rełigii, dochodząc w ten sposób do jednej rełigii uniwersalnej.

Są to plany naiwnych marzycieli, a także i świadomych wrogów chrześcijaństwa. Są to plany szatańskie. Dla nas, chrześcijan jakiegokolwiek wyznania, a przede wszystkim dla katolików, istnieje tylko jeden autentyczny ekumenizm, nakaz i konsekwencja jedności i powszechności Wiary. Mamy obowiązek walczyć o zwycięstwo autentycznego ekumenizmu, przewidzianego w czasie Ostatniej Wieczerzy w modlitwie Chrystusa Pana. Ale właśnie protestantyzacja katolicyzmu utrudnia nam urzeczywistnienie tego autentycznego ekumenizmu.
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
Jezus Chrystus potępia tolerantyzm

I.

Tolerancja [doktrynalna] spomiędzy wszystkich herezji jest najniebezpieczniejsza, ponieważ zawiera w sobie wszystkie, dozwalając im utrzymywać się wszystkim zarówno, i nadając sumieniom fałszywy pokój, przez podstępne rozróżnienie artykułów fundamentalnych i niefundamentalnych. Tego rozróżnienia cała starożytność Kościoła nigdy nie znała, która, wszystkie …More
Jezus Chrystus potępia tolerantyzm

I.

Tolerancja [doktrynalna] spomiędzy wszystkich herezji jest najniebezpieczniejsza, ponieważ zawiera w sobie wszystkie, dozwalając im utrzymywać się wszystkim zarówno, i nadając sumieniom fałszywy pokój, przez podstępne rozróżnienie artykułów fundamentalnych i niefundamentalnych. Tego rozróżnienia cała starożytność Kościoła nigdy nie znała, która, wszystkie prawdy objawione zawsze za istotne do osiągnięcia zbawienia poczytywała.

II.

JEZUS Chrystus potępia tolerantyzm w sposób najwyraźniejszy, kiedy nakazuje Chrześcijanom, ażeby poczytali za Pogan i jawnogrzeszników, tych wszystkich, którzy Kościoła nie słuchają: lecz wszyscy sektarze jacyżkolwiek oni są, nie słuchają Kościoła, ponieważ nie chcą trzymać się nauki jego; przeto byłoby to stawać się nieposłusznymi JEZUSOWI Chrystusowi, dozwalając im tolerancji Kościelnej.

III.

Święty Jan Apostoł, wyuczony przez swego Boskiego Mistrza, z podobnąż mocą potępia tolerancję. Jeżeli kto, mówi on, przychodzi do was, niewyznawający tejże nauki, nie przyjmujcie go do domu waszego, i nie pozdrawiajcie go: ponieważ, kto go pozdrawia, staje się złych jego spraw uczestnikiem (a). Należy to uważyć iż św. Jan nie czyni tu różnicy między nauką i nauką, ale mówi powszechnie, iż nie trzeba mieć uczestnictwa z tymi, którzy utrzymują naukę przeciwną tej, jaką on w imieniu JEZUSA opowiadał.

(a) Si quis venit ad vos, et hanc doctrinam non affert, nolite recipere eum in domum, nec ave ei dixeritis. Qui enim dicit illi ave, communicat operibus ejus malignis. II. Joan. v. 10. 11.

IV.

Apostoł Narodów w swoich listach, niemniej jest decydujący przeciwko tolerancji. Czytając List jego do Rzymian: widzieć w nim można (a), jak im nakazuje wystrzegać się towarzystwa tych, którzy czynili niezgody przeciw nauce. Czytając także List do Tytusa, widzieć w nim jest (b), jak mu zaleca chronienie się heretyka po jednym i drugim upomnieniu. Nigdzie tu nie widać, owej podstępnej różnicy między Artykułami fundamentalnymi i niefundamentalnymi.

(a) Rogo autem vos Fratres, ut observetis eos, qui dissensiones et offendicula, praeter doctrinam, quam vos didicistis, faciunt, et declinate ab illis. Rom. cap. 16, v. 17.

(b) Haereticum hominem post unam et secundam correptionem devita. Tit. cap. 3, v. 10.

V.

W naukach światowych wolno jest obfitować w swoje rozumienie. Można bez wykroczenia wymyślać nowe systemata, albo spomiędzy wynalezionych wybierać, te które się bardziej spodobają. Bóg zostawił świat sprzeczkom filozowskim. Ale o Religii inaczej rozumujmy. Najwyższa Istota przemówiła: a słowo jej warte jest ofiary rozumu naszego. Nie przystoi śmiertelnym ludziom, jej wyroków taksować, i nadawać im różne stopnie powagi, przez tę obraźliwą różnicę artykułów fundamentalnych i niefundamentalnych. Wierzmy wszystko, albo nic nie wierzmy; bo słowo Boże, w tym wszystkim co ogłasza, ma jednakową powagę.

VI.

Jakim sposobem te oddzielne społeczeństwa, utrzymujące nauki, jedne drugim przeciwne, które słowem Bożym chciałyby upoważniać, mogą formować Kościół JEZUSA Chrystusa, który sam siebie nazywa prawdą? Ponieważ nie może być jak tylko jedna prawda, przeto też tylko jeden jest Bóg, jeden Chrystus, jeden Kościół, jedna Stolica założona na Piotrze słowem Bożym: nie można wystawiać innego ołtarza, ani stanowić inszego Kapłaństwa (a). Albo nie masz żadnego Kościoła, albo jest tylko jeden. Więc Sekta, która wszystkie inne pochwala, jest naznaczona cechą przekleństwa.

(a) Deus unus est et Christus unus, et una Ecclesia, et Cathedra una super Petrum Domini voce fundata; aliud altare constitui, aut sacerdotium novum fieri praeter unum altare et unum sacerdotium, non potest. S. Cypr. epist. 43. olim 40.

–––––––––––

Myśli ściągające się do błędów tego-czesnych, przez D. Mikołaja Jamin z Francuskiego na Polskie podług drugiey Edycyi Turyńskiej przełożone i na Rozkaz J. O. Xięcia Jegomości Raczyńskiego Arcybiskupa Gnieźnieńskiego do Druku podane. W Warszawie 1811. W Drukarni XX. Missyonarzów, ss. 151-155. (Fragment Działu V. O Kościele, nn. XX-XXV) (**).
(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; tytuł artykułu, numeracja oraz przypisy gwiazdkowe od red. Ultra montes).

Przypisy:
(*) "Biada wam, którzy jesteście mądrymi w oczach waszych i sami przed sobą roztropnymi!" (Iz 5, 21).

(**) Zob. inny fragment tej książki: O jedności prawdziwej Religii.

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMVIII, Kraków 2008
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
MYŚLI TEOLOGICZNE
odnoszące się do błędów współczesnych

Vae! qui sapientes estis in oculis vestris,
et coram vobismet ipsis prudentes!
(*)
O. Mikołaj Jamin OSB
O JEDNOŚCI PRAWDZIWEJ RELIGII
I.

Utrzymywać że Bóg jest zarówno uczczony przez wszystkie religie, które tylko znajdują się na ziemi, jest to tolerantyzm, który rozwiązłość wymyśliła, bezczelność ogłosiła, a który rozum potępia. …More
MYŚLI TEOLOGICZNE
odnoszące się do błędów współczesnych

Vae! qui sapientes estis in oculis vestris,
et coram vobismet ipsis prudentes!
(*)
O. Mikołaj Jamin OSB
O JEDNOŚCI PRAWDZIWEJ RELIGII
I.

Utrzymywać że Bóg jest zarówno uczczony przez wszystkie religie, które tylko znajdują się na ziemi, jest to tolerantyzm, który rozwiązłość wymyśliła, bezczelność ogłosiła, a który rozum potępia. Jedna tylko religia jest na świecie, tak jak jest tylko jeden Bóg; i ona sama tylko Najwyższą Istotę uczcić może.
II.
Religia, która twierdzi, że wszystkie inne są także dozwolone, nie jest religią, ale raczej szyderstwem ze czci religijnej, ponieważ Boga czyni bałwanem, u którego wszelki hołd jest w równej cenie. I jakże! toż poganin który czci wiele bogów; żyd, chrześcijanin, mahometanin, którzy czczą tylko jednego: chrześcijanin, który odrzuca Mahometa jak zwodziciela, mahometanin, który go czci jako największego z proroków? żyd który ukrzyżował JEZUSA Chrystusa jako bluźniercę; chrześcijanin, który Go uznaje za Mesjasza przepowiedzianego przez proroków i od narodów pożądanego: deista, który nie dopuszcza objawienia, żyd, chrześcijanin, mahometanin, którzy je dopuszczają: chrześcijanin, który czci JEZUSA Chrystusa jako Syna Bożego współistotnego Ojcu Swojemu, i socynianin, który Go czyni stworzeniem; toż mówię od tych wszystkich oddawane hołdownictwo Bóstwu, miałoby Mu się równo podobać? Ale precz od nas tak straszne bluźnierstwo. Istota Najwyższa nie może approbować takich religii, które się nawzajem wykluczają: Bóg nasz jest Bóg zawistny [(por. Wj. 34, 14)].
III.
Tolerantyzm, w oczach ludu grubego i nieoświeconego, jest dziwotwornym zbiorem zabobonu; lecz w oczach tych, którzy jakożkolwiek rozumują przez wnioski, jest zniszczeniem wszelkiej religii. Sam rozum wskazuje tym wszystkim, którzy się go radzą, iż taka cześć jest zwodnicza, i krzywdząca nieskończenie doskonałą Istotę, jaką jest Bóg.
IV.
Nadaremno dla usprawiedliwienia tolerancji, chciano by ją okryć płaszczykiem umiarkowania. Rzekłszy właściwie jest to miłość bez światła, okrutna słodycz, fałszywy pokój. Religia nie jest to żaden system, ani filozofia, w której by można zdanie zmieniać, ale główny obowiązek. Biada temu, kto nie trzyma się prawdziwej!
V.
Jeżeli Rzym pogański wpośród swoich tryumfów wprowadza na łono swoje tolerantyzm; jeżeli Pani świata, zgromadza z niego do siebie wszystkie zabobony (a), mieszcząc w owym sławnym Pantheonie wszystkich bogów włoskich, greckich, egipskich i wszystkich innych narodów; jeżeli wyrzuca spod swojej tolerancji jedyną prawdziwą religię, to wszystko nie powinno zadziwiać. Bo jest rzecz naturalna, że błędy cierpią naturalnie jedne drugie; ciemności zgadzają się z ciemnościami. Ale ażeby prawdziwa religia miała dopuszczać wszystkie inne, to by było sprzecznością: prawda z istoty swej, jest kłamstwa nieprzyjaciółką.
(a) Cum pene omnibus dominaretur gentibus, omnium gentium serviebat erroribus, et magnam sibi videbatur assumpsisse Religionem, quia nullam respuebat falsitatem. S. Leo Magnus Serm. I. natal. Apost. Petri et Pauli.
VI.
Dlaczegóż Sekta duchów mocnych oświadcza się za tolerantyzmem w materii religii? Same namiętności ludzkie, niechaj rozwiążą to zagadnienie. Żeby zaspokoić sumienie swoje, nie chciałoby się być bez religii; a iżby dogodzić pożądliwości swojej bez niespokojności, nie wybiera się żadnej w szczególności. Mara religii powszechnej onę zastępuje, i zagłusza sumienie na zgryzoty, jakie by wynikały, z naruszenia obowiązków religii partykularnej: i tak to sztuczna pożądliwość prowadzi człowieka do swych zamiarów.
VII.
Nowi filozofowie nie głoszą nic innego jak tylko tolerancję, a tymczasem nie chcą tolerować religii swego własnego kraju. Co za niekonsekwencja! Doktorowie, którzy obalają z jednej strony to, co z drugiej strony usiłują budować, niewarci są tego aby ich słuchać: tym czasem mają szczęście że ich słuchają. O czasy! o obyczaje!
VIII.
Tak jest, prawdziwa religia nie jest tolerująca, ale też jej nietolerancja nie jest okrutna: polega ona tylko na tym przekonaniu, że nie znajdując się na jej łonie, zbawienia spodziewać się nie można, i na ubolewaniu nad przyszłym losem tych, którzy się jej nie trzymają. Religia nikomu gwałtu nie czyni; wpaja się przekonaniem (a). Ubiegająca się tylko za pozyskaniem serc, odrzuca wszelki hołd wymuszony. Kto ją wyznaje wbrew woli swojej, zgoła jej nie wyznaje.
(a) Piae Religionis est proprium, non cogere sed suadere. S. Athanasius In Apol. 2.
IX.
Omylić się w wyborze religii, jest to największe nieszczęście, jakie tylko człowiekowi zdarzyć się może. Prawdziwej religii nie można odrzucić bezkarnie. Prawda, mówi jeden z Ojców Kościoła (a), czybyśmy chcieli czy nie chcieli odniesie tryumf nad nami. Największą mizerią dla człowieka jest, że prawda tryumfuje nad nim pomimo woli jego.
(a) Bonum est homini ut eum veritas vincat volentem, quia malum est homini ut eum veritas vincat invitum. Nam ipsa vincat necesse est, sive negantem sive confitentem. S. Augustinus Epist. 238. ad Pasch. cap. 5. n. 29.
X.
Prawdziwa religia, jest to prawdziwa cześć Boga prawdziwego, veri Dei verus cultus. Jest to relacja między Bogiem i człowiekiem, jednocząca z sobą te dwie ostateczności, które nieskończona odległość zdaje się od siebie oddzielać; która uczy człowieka czym jest Bóg względem niego, a czym on jest względem Boga; co Mu jest winien, i czego od Niego spodziewać się może. Ale jakiż jest sposób poznania prawdziwej religii? Udamyż się po rozwiązanie tego zapytania, do Trybunału Filozofii? Nie, Bóg nie poddał religii pod fantazje ludzkie. Sam urządził hołd, którego od nas wymaga.
XI.
Prawdziwa tedy religia, powinna się znamionować przez charaktery Boskie. Lecz postrzegamy na świecie tylko cztery religie, to jest pogańską, żydowską, chrześcijańską, mahometańską. Któraż będzie z tych, co nosi na sobie piętna religii Boskiej? Wnijdźmy w szczegóły.
XII.
Poganizm wystawia mi tylko zamęt omamień, kłamstwa i nieprawości; stworzenia, postawione na tronie Bóstwa, aby na nim odbierały cześć Boską; bogowie, oddani największym zbrodniom, Jowisz cudzołożnik, Wenus bezwstydna, Merkuriusz złodziej... cześć Boska oddawana Cesarzom sławnym przez swoje rozpusty; człowiek upadający na twarz przed dziełem własnych rąk swoich; a naostatek święta obchodzone przez igrzyska bezbożne, częstokroć krwią zbroczone, albo rozpustne. Religia, tak sprzyjająca zepsuciu obyczajów, nie może być żadnym sposobem prawdziwą religią, której szukamy.
XIII.
Mahometanizm, nie wystawia mi nic, tylko wszystko wzgardy godne w swoim autorze, w swoim Kodeksie, i w ostatecznym końcu swoim.
Mahomet fundator tej religii, zaczyna jako oszust, postępuje dalej jako tyran, kończy jak zbrodzień. Najprzód ten filut, nie mogąc poselstwa swego dowieść cudami, wmawia w żonę swoją, a przez nią w wielu innych, że paroksyzmy wielkiej choroby, której on podlegał, były tylko zachwyceniami, pochodzącymi z nadzwyczajnego przestawania z Archaniołem Gabrielem. Powadze swojej taką wiarę zjednawszy, podaje się za człowieka od Boga natchnionego, i rozprzestrzenia religię swoją, drogami najgwałtowniejszymi; Apostołami jego są, nie męczennicy, ale żołnierze opowiadający jego bałamuctwa z orężem w ręku. Na koniec umiera, nie za naukę swoją, ale otruty przez niewiastę, którą był uwiódł, i która tym sposobem dowiedzieć się chciała, czy on w rzeczy samej był oszustem albo Prorokiem.
Alkoran, który jest Kodeksem praw jego, jest pełen dziecinnych bajek, niewiadomości i sprzeczności. Miesza w nim Najświętszą Pannę z Marią siostrą Aarona; powiada, że żydzi chcieli zabić JEZUSA Chrystusa, ale że Bóg wybawił Go cudownie, i że inny natomiast został ukrzyżowany. Wydaje świadectwo Mojżeszowi, JEZUSOWI Chrystusowi i Najświętszej Pannie. Ale jeżeli Ewangelia jest prawdziwa, to Mahomet jest bezbożnik na mocy samejże Ewangelii. A jeżeli Ewangelia jest fałszywa, na cóż mówi że w nią wierzyć trzeba, i że przyszedł tylko w tym celu, aby ją potwierdził? Cała religia jego na tym się zasadza, aby się modlić twarzą ku Mekce obróconą, ofiarować źrebiątko wielbłądzicę stojącą już na nogach swoich, zabijać niewiernych, mieć tak wiele żon ile ich wyżywić można, umywać się często, wstrzymywać się od [jedzenia mięsa] niektórych zwierząt, i wierzyć że Mahomet jest wielkim Prorokiem.
Zamiar do którego wiedzie ta religia jest oburzający. Błogosławieństwo i nagroda, jaką obiecuje jest sprośna, same tylko pomyślenie o niej, jest zdolne do obrażenia wszystkich osób cnotliwych. Ustanowienie prędkie i raptowne tej religii, jest zgoła ludzkie: jest tryumfem pożądliwości, gwałtowności, polityki, matactwa, niewiadomości, słowem wszystkich występków. Nie dziw tedy, że serce ludzkie zepsute jakim jest, stało jej się przychylne. Nie, religia tak gruba, nie może być religią prawdziwą.
XIV.
Obracam się teraz do religii żydowskiej, i upatruję w niej wiele charakterów Bóstwa: nauka wysoka, moralność czysta, prawa mądre, następstwo mężów wielkich cnotą zaszczyconych, cudotwórców, proroków; ale również spostrzegam w niej widoczne znaki odrzucenia. Widzę jej wyznawców od siedemnastu set lat, bez Świątyni, bez ołtarzów, bez kapłanów, bez ofiar, rozproszonych wpośród narodów, a nie mieszających się z żadnym ludem. Stąd zdaje mi się powinienem wnieść widoczne przeklęctwo, które ich ściga za jakąś wielką zbrodnię ich ojców (a). Musi tedy być, mówię sam w sobie, iż Bóg wybrał sobie inny lud aby pośród niego ustanowił cześć Swoją. Ale któryż jest ten lud?
(a) Et respondens universus populus, dixit: Sanguis ejus super nos, et super filios nostros. Math. cap. 27. v. 25. (**)
XV.
Oto są to chrześcijanie. O jakież to charaktery Bóstwa jaśnieją w chrystianizmie! Niedościgłość tajemnic jego, których poznanie przekracza nieskończenie pojętność rozumu ludzkiego; czystość i surowość jego moralności, która oburza przeciwko sobie wszystkie namiętności; proroctwa jasne, wyraźne i oczywiście wypełnione, które go przepowiedziały; cuda rozliczne, publiczne i niezaprzeczalne, którymi jego fundatorowie poselstwa swego dowiedli; stan podły i wzgardzony tych, którzy go ogłosili; jego ustanowienie się cudowne wpośród największych przeszkód; męstwo niepojęte niezliczonej liczby męczenników, wszelkiej płci, wszelkiego wieku, wszelkiego stanu, którzy przez wylanie krwi swojej oddali mu świadectwo, zastosowanie tej religii do potrzeb człowieka... Jakież to są potężne dowody na przekonanie każdego człowieka myślącego.
XVI.
Pierwszy charakter Bóstwa chrystianizmu: Niedościgłość Tajemnic. Co przekracza rozum nieskończenie, to nie może być przedmiotem wynalazków jego: tajemnice zaś religii chrześcijańskiej, możliwości rozumu ludzkiego nieskończenie przekraczają; jako to Natura prosta i jedyna, istniejąca w trzech Osobach rzetelnie od siebie różnych; Syn tak dawny jak Ojciec jego; Bóg stający się człowiekiem w wnętrznościach Panieńskich; Bóg umierający za grzeszników; i własną mocą zmartwychwstały; zmartwychwstanie, które ma wszystkie groby otworzyć przy końcu świata, jeden grzech popełniony przez jednego, a wszystkim wspólny.... Układ tedy religii chrześcijańskiej nie może być dziełem ludzkim co do wynalazku, a jeszcze mniej co do wykonania. Do całego zbioru nauk niepojętych, nie mogą ludzie ludzi namówić, jeżeli w tym Sam Bóg działać nie będzie.
XVII.
Drugi charakter Bóstwa: Czystość i surowość moralności. Wkłada na nas najsurowsze i najszersze powinności względem Boga, względem bliźniego, i względem nas samych. Względem Boga, nakazuje nam miłować Go nade wszystkie rzeczy, nie oddawać czci jak tylko Jemu Samemu i czynić wszystkie sprawy na chwałę Jego, przenosić cześć Jego nad interes nasz, wyrzec się wszystkiego, nawet życia samego raczej, aniżeli przestąpić najmniejsze przykazanie tego najwyższego Prawodawcy.
Względem bliźniego, nakazuje nam abyśmy go miłowali tak jak siebie samych; obchodzić się ze wszystkimi ludźmi tak, jakbyśmy chcieli żeby oni się z nami obchodzili; nie czynić tego drugim, czegobyśmy nie chcieli aby nam czyniono; być względem wszystkich pokornymi, uprzejmymi, uczynnymi, miłosiernymi; znosić ich niedoskonałości; darować im z całego serca krzywdy, którebyśmy mogli od nich odebrać; miłować nawet najokrutniejszych nieprzyjaciół naszych; szanować przełożonych; oddawać cesarzowi co jest cesarskiego; być posłusznymi jak Bogu Samemu panom chociażby najprzykrzejszym; dopuścić raczej aby nam wszystko zabrano, aniżeli buntować się przeciwko władzom.
Względem nas samych, rozkazuje nam być trzeźwymi, wstrzemięźliwymi, czystymi; zakazuje nam nawet samej myśli o występku, żądzy nieczystych, wyobrażeń nieprzyzwoitych, rozmów rozwiązłych; nakazuje nam wyrzec się samych siebie, zwyciężać skłonności swoje, nieustanną wojnę toczyć przeciwko namiętnościom, gardzić dobrami ziemskimi, posiadać je bez przywiązania, być zawsze gotowymi je opuścić. Wystawia nam upokorzenia, podłość, wzgardę, cierpienia i wszystkie przykrości tego żywota, jako środki prowadzące nas do prawdziwej szczęśliwości, której charakter jest ze wszech miar duchowy. Błogosławieni, mówi ona, ci którzy płaczą, bo pocieszeni zostaną (a).
Co za moralność! Jak jest wzniosła! jak czysta! jak święta! ale również jak jest surowa! Co to jest! przymuszać się zawsze, gwałt sobie zadawać zawsze, namiętności swoje trzymać zawsze na wodzy, a to pod utratą wiecznej szczęśliwości? Czyż mogliby ludzie do takiej moralności świat namówić? Nie zaiste, nie jest to dzieło ludzkie, lecz dzieło Boskie.
(a) Beati qui lugent, quoniam ipsi consolabuntur! Math. cap. 5. v. 5.
XVIII.
Trzeci charakter Bóstwa, jest świadectwo proroków, którzy przepowiedzieli narodzenie Prawodawcy tej religii, i główniejsze wypadki życia Jego, a to przez długie i nieustanne następstwo wyroków jaśniejszych jedne nad drugie. Ci prorocy wychodzą na widok w różnych wiekach, jakby jacy gońcowie wyprawieni tedy owedy przez wielkiego Króla, dla oznajmienia ludziom o przybyciu Syna Jego. Narody Go oczekują i pragną. Przybywa naostatek, w pełni czasów, a w narodzeniu Jego, mówi św. Augustyn i w życiu Jego, w mowach Jego, w sprawach Jego, w cierpieniach Jego, w śmierci Jego, w zmartwychwstaniu Jego i wniebowstąpieniu Jego, dopełniają się wszystkie przepowiednie proroków (a). O jakże to jest prawdziwa religia! która może się chlubić, że Prawodawcę swojego ma przepowiedzianego daleko przed przyjściem Jego, przez narzędzia samego Bóstwa! Któż bowiem w rzeczy samej, mógł objawić prorokom na wiele wieków przed przyjściem Jego, to co się tyczyło JEZUSA Chrystusa, jeżeli nie Ten, w obliczu Którego wszystkie czasy, jakby teraźniejsze są obecne.
(a) Venit et Christus, complentur in ejus ortu, vita, dictis, factis, passionibus, morte, resurrectione, ascensione, omnia praeconia Prophetarum. S. Augustinus Epist. ad Volus. 137. n. 16. Edit. Benedict.
XIX.
Czwarty charakter Bóstwa jaśnieje w cudach, które Bóg czynił dla uwiarygodnienia opowiadania Ewangelii, cuda naznaczone cechą Wszechmocnego i cechą prawdy; cuda, które podbiły dumę filozofów, rozpędziły przesądy pospólstwa, odmieniły obyczaje, i otworzyły oczy na światło: dodając kaznodziejom ewangelicznym takiej potężności i takiej wymowy, jakiej wymowa rzymska i ateńska nie znały, i której siła przekonująca polega nie na periodach ani figurach, ale na cudach. W rzeczy samej, tym którzy byli onych świadkami, naturalnie należało tak rozumować: natura nie jest posłuszna oszustom; tymczasem widzimy, że jest posłuszną tym kaznodziejom bez żadnego oporu: nie powinniśmy ich tedy uważać za oszustów, lecz za posłańców Boskich, którzy nam prawdę przynoszą.
"Tak jest, Panie, jeżeli to w co my wierzymy jest błędem, to Ty sam nas zwiodłeś; ponieważ ten błąd jest uwiarygodniony przez takie znaki i cuda, które mogą być czynione tylko przez Ciebie" (a). Ale precz od nas to bluźnierstwo. O Prawdo przedwieczna! Ty nie możesz zwieść nikogo. Rzeknijmy raczej, w świętym zapale wdzięczności: "Świadectwa Twoje, o mój Boże! są wiary najgodniejsze" (b).
(a) Domine, si quod credimus error est, a te decepti sumus; nam ea quae credimus, confirmata signis et prodigiis fuere, quae nonnisi per te facta sunt. Richardus a S. Vict. lib. II. de Trinit. cap. 2.
Illi (Apostoli) autem profecti, praedicaverunt ubique, Domino cooperante et sermonem confirmante sequentibus signis. Marci cap. 16. v. 20.
(b) Testimonia tua credibilia facta sunt nimis. Ps. 92. v. 7.
XX.
Piąty charakter Bóstwa: jest stan podły i wzgardzony ludzi, których Bóg użył do ustanowienia Ewangelii (a). Przez kilka wieków filozofowie nauczali, rozumowali, rozprawiali w materiach religii, a nikogo nie nawrócili: zabobon i rozwiązłość, swoją drogą śmiało postępowały. JEZUS Chrystus przyszedłszy, wybrał nie krasomówców, nie filozofów; ale dwunastu ludzi wcale pospolitych, po większej części rybaków, bez rodu, bez wychowania, bez umiejętności, bez majątku, wyprawił ich, na opowiadanie nauki swojej wszystkim narodom, a oni bez dysputy, bez rozumowania, argumentowania, dokazali tego "że podciągnęli pod jarzmo wiary największe umysły, najwymowniejszych, najsubtelniejszych i najmędrszych ludzi na świecie; uczynili z nich, nie tylko naśladowców swoich, ale nadto kaznodziejów nauki zbawienia i prawdziwej pobożności" (b). Któż tu nie uzna [działania] mocy Bożej? (c). Ludzie którzy by chcieli cały świat oszukać, powinni by mieć więcej dowcipu, aniżeli drudzy. Widzimy tu w tym dziele dopełnienie owego dawnego wyroku: "Zepsuję mądrość mądrych, i odrzucę umiejętność roztropnych. Gdzież się podzieli mędrcowie, gdzie się podzieli uczeni, gdzie się podzieli literaci światowi? Nie okazałże Bóg głupstwa ich mądrości?" (d).
(a) Quae stulta sunt mundi elegit Deus, ut confundat sapientes; et infirma mundi elegit Deus, ut confundat fortia; et ignobilia mundi et contemptibilia elegit Deus, et ea quae non sunt, ut ea quae sunt destrueret, ut non glorietur omnis caro in conspectu ejus. I. Cor. cap. I. v. 27. 25. 29. Vide S. Aug. Episc. ad Volus. Edit. Bened. n. 16.
Contra sophistas quoque seculi et sapientes mundi, Petrus et Joannes, Piscatores, mittuntur. S. Hier. lib. I. cap. 6. ad Anton. de modestia.
(b) Ex expertissimis, ex abjectissimis, ex paucissimis illuminantur, nobilitantur, multiplicantur praeclarissima ingenia, cultissima eloquia; mirabilesque peritias acutorum, facundorum atque doctorum subjugant Christo; et ad praedicandum viam pietatis salutisque convertunt. S. Aug. Episc. 137. ad Volus. n. 16. Edit. Bened.
(c) Digitus Dei est hic. Exod. cap. 8. v. 19.
(d) Scriptum est enim: Perdam sapientiam sapientium, et prudentiam prudentium reprobabo. Ubi sapiens? ubi scriba? ubi conquisitor hujus seculi? Nonne stultam fecit Deus sapientiam hujus mundi. I. Cor. cap. I. v. 19. 20.
Peribit enim sapientia a sapientibus ejus, et intellectus prudentium ejus abscondetur. Is. cap. 29. v. 14.
XXI.
Szósty charakter Bóstwa jest wielkość przeszkód, które się opierały ustanowieniu Ewangelii. O święta Religio! jakże mi się wydajesz być cudowną w twojej kolebce! twój ustanowiciel rodzi się w stajence, wychowuje się przy warsztacie ciesielskim, a potem zostaje ukrzyżowany jako zwodziciel między dwoma łotrami; uczniowie jego idą w kajdany jak oszustowie; a tymczasem wpośród tych przeszkód, zdolnych do zniszczenia wszelkiego przedsięwzięcia ludzkiego, ty się utwierdzasz, i rozszerzasz się coraz bardziej a bardziej (a). Źródełka twoje, zdają się być maleńkie, ale z nich wypłynęły wielkie rzeki (b) Mądrość kilku prostych rybaków, dowiodła głupstwa mądrości filozofów (c); słabość odniosła zwycięstwo nad potęgą. Drzewo ukrzyżowanego, stało się Katedrą Nauczycielską (d). Tak jest, to dzieło jest Pańskie, i jest cudowne w oczach naszych. (e).
Gdyby kto, przed przyjściem Mesjasza, chciał był przedsięwziąć uczynić taką odmianę na świecie, jaką on uczynił, przy pomocy takichże kaznodziejów, i wpośród takichże przeszkód, to przedsięwzięcie [takie] zdałoby się być wszystkim niemożliwe do wykonania, chyba tylko samej potędze Boskiej: owoż ta odmiana stała się przez JEZUSA Chrystusa, a deista nie jest nią poruszony. Co za ślepota!
(a) Magister suspensus est, et servi vincti sunt, quotidie religio crescit. S. Hier. Epist. 159. ad Hebid.
(b) Flumina, magna vides, parvis de fontibus, orta. Ovid. lib. I. de Remed. amor.
Numero exigui per mundum disseminantur, populos facilitate mirabili convertunt, inter inimicos augentur, persecutionibus crescunt, per afflictionum angustias, usque in terrarum extrema dilatantur. S. Aug. Epist. 137. ad Volus. n. 16.
(c) Scientia piscatorum, stultam fecit scientiam philosophorum. S. Ambr.
(d) Lignum pendentis, Cathedra factum est docentis. S. Aug. serm. 234. in Dieb. Paschal.
(e) A Domino factum est istud, et est mirabile in oculis nostris. Ps. 117. v. 22.
XXII.
Siódmy charakter Bóstwa, jest śmierć okrutna, którą Apostołowie opowiadanie swoje przypieczętowali. Jacyż to świadkowie, jacy ludzie którzy dają się zarzynać dla udowodnienia świadectwa swego! jak są prawdziwi! Nikt nie umiera dobrowolnie, dla poparcia matactwa przez siebie ułożonego. Prawdą jest, iż widziano fanatyków umierających za opinie, przy których aż do głupstwa stali uporczywie. Ale Apostołowie potwierdzali czyny, o których świadectwo dawali, że one widzieli: nikt zaś nie potwierdza zdarzonego czynu przez upór albo przez imaginację; nikt nie świadczy z niebezpieczeństwem swojego życia, jakoby widział to, czego nie widział, chyba że oszaleje.
A do tego, trzeba uczynić różnicę, między zwodzicielem a osobą zwiedzioną. Człowiek zwiedziony około błędu, powszechnym mniemaniem uwiarygodnionego, za obronę jego może umierać. Sumienie, chociaż błędne, zastępuje u niego miejsce prawdy i światła: do tego bojaźń Boża, która mu nakazuje dla religii wszystko raczej poświęcić, aniżeli onej odstąpić, dodaje mu nowego męstwa. Ale położenie zwodziciela jest bardzo odmienne. To wszystko, co może zabezpieczać osobę zwiedzioną, obraca się przeciwko niemu; musi on sprzeciwiać się prawdzie sobie znanej, sumieniu swemu, i Bogu samemu; musi jakby w zapasy wchodzić z tym wszystkim, co może utwierdzać pierwszych. Wszystko w nim sprzeciwia się śmierci dobrowolnej.
XXIII.
Ósmy charakter Bóstwa, jest stan teraźniejszy narodu żydowskiego, owego to ludu przedziwnego. Cały wschód i zachód odmieniły postać, wszystkie ludy pomieszały się; on sam tylko stawszy się przedmiotem wzgardy wszystkich narodów od siedemnastu wieków, przetrzymuje wszystkie, i sięga wstecz aż do rodu Abrahama. Zwyciężony i podbity przez Rzymian, nie poszedł za ich zabobonami; rozproszony na wszystkie strony, zachował zawsze do praw swych przywiązanie. Nieszczęścia tego narodu, dowodzą nam prawdy Proroctw, ponieważ one były przepowiedziane: zachowanie jego, okazuje szczególny zamiar Opatrzności, chcącej zachować dla Religii Chrześcijańskiej żywe świadectwo jej prawdziwości, ponieważ też same Proroctwa, które przepowiedziały odrzucenie Żydów, przepowiedziały także i wezwanie Pogan. Ten lud utrzymał się aż do tych czasów, ażeby, jak uważa św. Augustyn "był świadkiem niepodważalnym Pisma świętego po wszystkich częściach świata, skąd Bóg miał zgromadzać tych wszystkich, którzy składają Kościół Jego. Tak jest, ten naród wszędzie rozproszony, oddaje wszędzie świadectwo Religii Chrześcijańskiej; okazując ludom, że jeżeli JEZUS Chrystus od tylu wieków poczytany jest za fundament nadziei naszej o żywocie wiecznym, to nie jest [to] dziełem powagi ani omamienia ludzkiego, ale jest to prawda ugruntowana na Proroctwach napisanych i ogłoszonych dużo wcześniej przed zdarzeniem, i tak świątobliwie aż do naszych wieków przez Żydów dochowanych" (a). O jakże jest ta Religia czci godna, której dowody, są tak pilnie strzeżonymi nawet w Archiwach największych jej nieprzyjaciół!
Zacięty upór żydowski, który trwa aż dotąd w ich potomkach; zachowanie ich wpośród narodów, stanowi jeden z wielkich dowodów prawdziwości wiary naszej. Gdyby się byli wszyscy nawrócili, mielibyśmy tylko świadków podejrzanych, a gdyby Bóg mściciel zbrodni był ich wygładził spośród ziemi, w ogóle żadnych byśmy nie mieli.
(a) Quod vero in Psalmo quinquagesimo octavo de Judaeis intelligitur, dicente, ne occideris eos, ne quando obliviscantur legis tuae, convenienter mihi videtur intelligi ita esse praenuntiatum, eandem gentem etiam debellatam, atque subversam, in populi victors superstitiones non fuisse cessuram, sed in veteri lege mansuram, ut apud eam esset testimonium scripturarum toto orbe terrarum, unde ecclesia fuerat evocanda. Nullo enim evidentiore documento ostenditur gentibus, quod saluberrime advertitur, non inopinatum aut repentinum aliquid institutum spiritu praesumptionis humanae, ut Christi nomen in spe salutis aeternae tanta auctoritate praepolleat, sed olim fuisse prophetatum atque conscriptum. Nam ipsa prophetia, quid aliud nisi a nostris putaretur esse conficta, si non de inimicorum codicibus probetur. S. Aug. Epist. 149. ad Paulinum. n. 9.
Et hoc enim magnum est, quod Deus praestitit ecclesiae suae ubique diffusae, ut gens Judaea merito debellata et dispersa per terras, ne a nobis haec composita putarentur, codices Prophetiarum nostrarum ubique portaret, et inimica fidei nostrae testis fieret veritatis nostrae. S. Aug. lib. I. de consensu Evangel. cap. 16. v. 4. pag. 17. & 18. tom. III. parte: 2. Edit. Benedict.
XXIV.
Dziewiąty charakter Bóstwa, jest krew Męczenników wszelkiego wieku, wszelkiej płci, wszelkiego stanu, którzy woleli umrzeć za Religię Chrześcijańską, aniżeli jej odstąpić, poznawszy onę. W rzeczy samej ich stateczność nie mogła być tylko skutkiem przekonania, na mocy dowodów zasadzonego.
Na próżno usiłowałby kto zarzucać, iż to przekonanie było skutkiem przesądów wychowania. Bo to nie byli sami tylko chrześcijanie z urodzenia; ale oprócz nich niezmierna liczba osób, które z pogan stawszy się chrześcijanami, miały przesądy zupełnie chrystianizmowi przeciwne, a które jednak, chciały za tę Religię umierać, gdy ją poznały.
Nadaremnie jeszcze na osłabienie tego dowodu rzekłby kto, że Męczennicy byli to ludzie z motłochu pospólstwa. Czynić taki zarzut, jest to nieznać obyczajów pospólstwa. Lud albowiem przeciwnie, w takiej materii, ma zwyczaj trzymać się pomyślności, okazałości, powagi, a nienawidzić prawdy ogołoconej z tych powabów. Miałżeby się odmienić w tej okazji, stając się przeciwnym sobie samemu? Ale nadto nie są [to] tylko ludzie pochodzący z motłochu pospólstwa, którzy się zabijać dają; ale są to jeszcze ludzie uczeni i mędrcowie, jako to Ignacy, Polikarp, Klemens, Justyn, Ireneusz, Cyprian... (I). Osoby wyższe nad przesądy. Musieli oni tedy być bardzo mocno przekonanymi o prawdzie Religii, kiedy jej poświęcili życie swoje. Cóż to jest za osobliwy rodzaj zbrodni, mówił Tertulian, z której chlubi się winowajca, i o którą pragnie być oskarżony, ażeby w swojej katowni znalazł szczęśliwość! (a). Takim było w oczach Męczenników wyznawanie chrystianizmu.
(a) Quid hoc mali est, cujus reus gaudet, cujus accusatio votum est, et poena felicitas! Tertul. Apol.
(I) Zob. Akta szczerze wybrane pierwszych męczenników, wydane przez Dom Thierry Ruinarta Benedyktyna Kongregacji Św. Maura. (Acta Martyrum p. Theodorici Ruinart opera ac studio collecta selecta atque illustrata. Ratisbonae 1859, ss. XVI+676; – przyp. red. Ultra montes)
XXV.
Dziesiąty charakter Bóstwa Religii Chrześcijańskiej, jest stosowność onej do wszystkich potrzeb człowieka. Postrzegam w sobie tylko same sprzeczności: szanuję cnotę, a dopuszczam się złego którym pogardzam (a). Moje dziwactwo jest bardzo wielkie, dosyć jest zakazać mi jakiej rzeczy, ażebym ją miłował (b); a jeżeli mi jej pozwolą, to ją sobie natychmiast zbrzydzę (c). Tenże sam przedmiot miłuję i nienawidzę z kolei (d), chcę i nie chcę, częstokroć u mnie człowiek wieczorny nie jest człowiek ranniejszy. Jestem samą niestatecznością. Czuję w członkach moich prawo sprzeciwiające się prawu rozumu mego: i wołam w tej mojej dolegliwości: któż mnie wybawi z tego ciała śmierci? (e). Mój rozum zdobywa się na próżne usilności, ażeby się podniósł ku Bóstwu: nieszczęsny jakiś ciężar, infelix pondus, ciągnie go zawsze ku ziemi. Urodzony z niewiasty, bardzo krótko żyję; napełniony jestem wielorakimi mizeriami; ukazuję się na świat, tak jak ów kwiatek, który zaledwie co się rozwinie, jużci nogami zdeptany bywa; jestem jako cień, i nie trwam nigdy w jednakim stanie (f). Uważam z smutnego doświadczenia "że ciężkie jarzmo obarcza człowieka, zaraz od dnia narodzenia aż do dnia śmierci jego" (g). Ledwie nierzekłbym z jednym mędrcem starożytnym (h), że pierwszym dobrem człowieka byłoby nie rodzić się, a drugim umrzeć zaraz po narodzeniu. Szukam sam w sobie lekarstwa, na moje dolegliwości, lecz nadaremno. Otwieram księgi Filozofów, którzy się czynią Doktorami rodu ludzkiego: czytam, odczytuję: a zamiast światła którego szukam znajduję w nich tylko ciemności. Udaję się tedy do Chrześcijan, ci pokazują mi księgi, które nazywają świętymi, i które w rzeczy samej cechą Bóstwa są naznaczone. Otwieram one i przebiegam. I zaraz na wstępie, w grzechu mego pierwszego Rodzica odkrywam historię, i początek moich wszystkich mizerii: w nichże dalej spostrzegam Najwyższego Lekarza przepowiedzianego wkrótce po wyprowadzeniu świata z niczego, oznajmionego w różnych wiekach przez ludzi natchnionych, który na ostatek ukazuje się, i w Religii swojej podaje mi światło na rozpędzenie ciemności, pomoc na zaratowanie mojej słabości, i lekarstwa na moje dolegliwości. Mogęż tedy potem, choćby na jeden moment powątpiewać, ażeby ta Religia, która potrzebom moim zaradza, nie miała być prawdziwa?
(a) Video meliora proboque, deteriora sequor... Ovid.
(b) Nitimur in vetitum semper, cupimusque negata. Ovid.
(c) Quod licet ingratum est, quod non licet, acrius urit. Ovid.
(d) Odi et amo, quare id faciam fortasse requiris? Nescio, sed fieri sentio, et excrutior. Catull.
(e) Video autem aliam legem in membris, repugnantem legi mentis meae. Infelix ego homo! quis me liberabit de corpore mortis hujus? Rom. cap. 7. v. 23-24.
(f) Homo natus de muliere, brevi vivens tempore, repletur multis miseriis, qui quasi flos egreditur et conteritur. Fugit sicut umbra, et nunquam in eodem statu permanet. Job. cap. 15. v. l-2.
(g) Jugum grave, super filios Adam a die exitus de ventre matris eorum, usque in diem sepulturae in matrem omnium. Ecclesiastici cap. 40. v. I.
(h) Primum non nasci, alterum quam cito mori. Theognis.
XXVI.
Jedenasty charakter Bóstwa, jest uproporcjonowanie Religii Chrześcijańskiej do wszystkich umysłów. Poganizm podobał się ludowi, który się powoduje tylko przez zmysły; uczeni ludzie, jeżeli się do niego stosowali publicznie, w gabinecie swoim pospolicie nim pogardzali; ci nie mogli tego sprawić, aby ich spekulacje zasmakowały pospólstwu, bo nie nosiły na sobie cechy prawdy, która powinna być dla wszystkich do pojęcia. Mahometanizm, może także smakować ludowi grubemu i cielesnemu; ale oburza osoby umiejące myśleć i rozumować. Milczenie polityczne, przez prawodawcę nakazane, było potrzebne do utrzymania religii bezrozumnej, i która ścisłego roztrząsnienia, powinna się była obawiać. Sam tylko Chrystianizm, ma tę chwalebną zaletę, że i mądrych i nieumiejętnych może razem zjednoczyć. Będąc wyższym nad filozofię mędrców, przecież jest do pojęcia ludziom najprostszym: wzniosły bez spekulacji, prosty bez podłości, pociąga do wierzenia wielkich rzeczy, umysły najmniejsze. A skądże to może pochodzić ta przeważność Religii Chrześcijańskiej nad inne, jeżeli nie stąd, iż ona nie zależąc ani od światła uczonych, ani od nieświadomości ludów, ale od samej woli Bożej, ma z sercem ludzkim stosunki Boskie.
XXVII.
Dwunasty charakter Bóstwa: jest nieskazitelność, w której się zachowała więcej jak od siedemnastu set lat, pomimo różnych natarczywości jej nieprzyjaciół. Może ona prawdziwie przystosować do siebie owe słowa Proroka: Nieprzyjaciele moi często na mnie napadali od młodości mojej... ci ludzie złośliwi, uderzali na mój grzbiet (tak jak na kowadło). Przedłużyli nieprawość swoją (przedłużając męki moje); ale Pan sprawiedliwy, skruszył głowę grzeszników, którzy się ze mną tak obchodzili (a).
Cesarz Julian usiłując przekonać o fałsz opowiadanie JEZUSA Chrystusa i zepsuć obecne świadectwo, które stan Żydów oddawał Religii Chrześcijańskiej przedsiębierze pobudować na nowo Kościół Jerozolimski, więcej jak na trzysta lat przedtem przez Tytusa zburzony. Z tym zamysłem do Jerozolimy ze wszystkich stron zwołuje Żydów. Pracują gorliwie około rozrzucenia starych fundamentów, w nadziei założenia nowych, wydobywają aż do ostatniego kamienia; a tym sposobem, nie wiedząc o tym, sami przykładają się do spełnienia proroctwa Zbawiciela. Chcą dzieło swoje dalej prowadzić ale o dziwne cudo zemsty Boskiej! gdy kopią fundamenta, wybuchające po wielokrotnie z nich płomienie pożerają robotników: nieustanność ognia czyni miejsce niedostępnym, i przymusza do zaprzestania tego przedsięwzięcia na zawsze. W całej starożytności nie masz nad to zdarzenia pewniejszego. Nie można bezkarnie chodzić w zawody z Bogiem.
Religia Chrześcijańska, w swoich fundamentach mocna i niewzruszona, wychodziła zawsze z zwycięstwem z potyczek które jej wydawano (c). Nie boi się ona badania Sofistów. Porfiriuszowie, Celsowie, Plotynowie,.... na próżno wszelkie subtelności swoje naprzeciw niej wysilali: Bayle, Voltaire, Jan Jakub Rousseau.... są tylko nudnymi tamtych odgłosami. Gardzi ona gwałtownością swych nieprzyjaciół: Cesarze więcej jak przez trzy wieki prześladowania, stępili na niej miecze swoje bezskutecznie; krew jej dziatek rozlewająca się na wszystkie strony, czyniła ją tym płodniejszą (d). Będąc zawsze wyższą nad niedołężne usilności ducha libertyńskiego, jeszcze i do dziś dnia pogląda tylko z politowaniem, na ten motłoch ciemny i wzgardzony mniemanych Literatów przeciwko niej zbuntowanych, jakby na jakie wojsko kretów, którzy się głupie sprzysięgli byli na obalenie Jerozolimskiego Kościoła. Czegóż może obawiać się ta Religia, której podporą jest tenże sam, który założył fundamenta całego ogromu świata? (e).
(a) Saepe expugnaverunt me a juventute mea... Supra dorsum meum fabricaverunt peccatores: prolongaverunt iniquitatem suam, Dominus justus concidit cervices peccatorum. Ps. 128. v. 1-4.
(b) Ambitiosum quondam apud Hyerosolimam Templum, quod post multa et internocina certamina, obsidente Vespasiano, posteaque Tito, aegre expugnatum, instaurare cogitabat sumptibus immodicis; negotiumque maturandum Alippio dederat (Julianus) Atheniensi, qui olim Britannicas curaverat pro Praefectis. Cum itaque rei fortiter instaret Alippius, juvaretque Provinciae Rector, metuendi globi flammarum, prope fundamenta crebris, assultibus erumpentes, fecere locum, exustis aliquoties operantibus, inaccessum: hocque modo elemento obstinatius repellente, cessavit inceptum (I) Amian. lib. XXIII. cap. I.
(c) Vobiscum sum omnibus diebus, usque ad consummationem saeculi. Math. 28. v. 20.
(d) Semen est sanguis Christianorum. Tertull. Apol. sub finem.
(e) Si Deus pro nobis, quis contra nos? Rom. cap. 8. v. 31.
(I) Św. Grzegorz Nazjanzeński, św. Jan Chryzostom, św. Ambroży toż samo zaświadczają.
XXVIII.
Chrystianizm zaraz od pierwszych wieków miał Filozofów stronnikami swoimi: jest to prawda historyczna niezaprzeczona. Ci Filozofowie uwierzyli nie bez przyczyn; a te przyczyny musiały być gruntowne, ponieważ czyny, na których się wspierały, były wcale świeże, a przeto łatwo dojść mogli prawdy lub fałszu. Ten dowód Religii jest bardzo dobitny, który daje okazję św. Augustynowi odezwać się w te słowa: "Dlaczegoż od tego czasu jak Filozofowie uwierzyli, znajdują się jeszcze niedowiarkowie?".
Cur ergo Philosophis credentibus, infidelis non credit?
XXIX.
Sprzeciwieństwa, których doznała Religia Chrześcijańska, w początkach swoich, nie mogą przeciwko niej nic stanowić; nie sprzeciwiano jej się inaczej, jak tylko przez same prześladowania i katownie, a nigdy przez racje i świadectwa. Zaprzestano jej prześladować, kiedy ją zaczęto poznawać.
Omnes qui retro oderant, quia ignorabant, simul desinunt ignorare, cessant et odisse. Tertull. Apol.
XXX.
Powiadają nam, że Ewangelia była przyjęta tylko przez gmin pospólstwa: uczeni śmieli się z niej. Jest to powiedziane bez żadnego dowodu. Ale dajmy, że to jest prawda: cóżby stąd wnosić można, że lud przeciwko zwyczajowi swojemu, nie poszedł za nauczycielami swoimi, ale i owszem że oni poszli za nim. A tak nie jestże to cudem w porządku moralnym, ażeby mędrcy i Filozofowie brali lekcje od ludu w materii wyboru Religii, to jest w rzeczy najwięcej człowieka w życiu ludzkim interesującej? I takci to nieprzyjaciele Chrystianizmu, sami go utwierdzają, tymiż samymi sposobami, których na zniszczenie jego używają.
XXXI.
Przydają nadto, jeżeli jeden albo dwóch Pogan nawróciło się na jednym Kazaniu, ale innych tysiąc zostało w niewierności swojej. Nie możnażby przypisać nawrócenie pierwszych nieuważnej lekkowierności, upór drugich niedostatkowi dowodów z strony opowiadających? Nie: Poganin nawrócony w owych początkach, stawał się dowodem za stroną Religii; gdy tymczasem tysiąc niewiernych nie czynią żadnej trudności. Przyczyna tej różnicy oczywista jest. Trzeba mieć potężne pobudki do tego, aby przyjąć Religię prześladowaną, ażeby poświęcić Jezusowi Chrystusowi swoje dobra, swoje urzędy, swoją sławę, swoją spokojność, i same nawet życie. Gdy tymczasem takich pobudek nie trzeba do przetrwania w Religii, której zasady wyssało się wraz z macierzyńskim mlekiem i w której się zostaje przez nałóg, dla przesądu, dla interessu, dla względów ludzkich. Krótsza sprawa jest odrzucić czyny, aniżeli one roztrząsać, kiedy się człowiek obawia konsekwencji i kiedy nie chce być przekonanym.
XXXII.
Utrzymywać z duchami mocnymi że Religia Chrześcijańska, nie ma skądinąd mocy i powagi, tylko od długiego następstwa wieków, które z przesądów zrobiły dowody, jest to nie znać, albo nie chcieć znać nietrwałości wynalazków ludzkich. Systemata Filozofii przynajmniej po większej części, poprzedzają Ewangelię i sięgają do najodleglejszej starożytności: wymyślone od pięknych dowcipów, utrzymywane powagą wielkich imion, z czasem upadły. Przeciwnym sposobem Religia Chrześcijańska, lubo gwałtownie od rozmaitych nieprzyjaciół prześladowana, złośliwość wieków zwyciężyła, która wszystkie dzieła ludzkie wniwecz obraca.
Opinionum commenta delet dies, naturae judicia confirmat. Cic. lib. II. de natura Deor. cap. 2.
XXXIII.
O jakaż to jest dla Chrześcijan pociecha, kiedy już dziś nie widzą Religii swojej inaczej napastowanej, tylko przez takie nikczemne książeczki, w których jest cnota zniszczona, występek dozwolony, węzły społeczności porwane, fundamenta tronów obalone, człowiek w rzędzie bestii posadzony; prawo jeszcze przed Likurgiem i Solonem nadane odrzucone, jako przesąd wychowania; Istota najwyższa, z głupią materią zrównana. O jakże jest czci godna ta Religia, na którą nie można się targnąć, bez obrażenia już nie mówię Objawienia, ale nawet zdania powszechnego wszystkich narodów! Tak jest; zdrożności bezbożnego, zapalają mnie do tym większej miłości i przywiązania ku niej, i dowodzą mi prawdziwości owych słów jednego starożytnego Ojca: Bez wiary nikt nie jest mądrym (a). Religia przeciwko której nie można powstać inaczej, jak tylko z orężem kłamstwa, wypada z porządku wszelkiego podejrzenia.
(a) Nemo sapiens, nisi fidelis. Tertull. lib. de Praescrip. cap. 3.
XXXIV.
Człowiek irreligijny (*), w okazjach zdarzonych, chociaż niechcący, oddaje hołd Religii Chrześcijańskiej, jeżeli nie mową, to przynajmniej sposobem czynności swojej. Dajmy na to, że taki człowiek potrzebuje służącego; dwaj mu się przedstawiają: z tych pyta jednego: "Jakiejże Religii jesteś mój przyjacielu? Ja Mości Panie, odpowiada: nie mam żadnej Religii; byłem przez niejaki czas odźwiernym u P. Woltera. Ten nas katechizował codziennie; dowodził nam tego że nie masz Religii, i że nie masz hultajów gdzie indziej, jak tylko w Chrystianizmie; że jej (tj. Religii Chrześcijańskiej) moralność, tylko głupich zadurzyć może, ale że ludzie rozumni jej oszukać się nie dadzą. Uwierzyłem ja temu i dzięki Bogu nie trzymam się niczego". Jakież postanowienie przedsięweźmie mój duch mocny w takowym razie? Zdawałoby się iż zgodność zdań, powinna by wybór jego nakłonić na stronę tego służącego: ale bynajmniej. Nasz Filozof, zrobiwszy na to jakiś grymas, pyta drugiego. Z wszystkich odpowiedzi jego poznaje, że to jest dobry Chrześcijanin, bojący się Boga, uczęszczający do Sakramentów; i onego przyjmuje. Taki postępek, nie jestże to oddaniem hołdu Religii Chrześcijańskiej?
Sic ab invitis pectoribus veritas erumpit.
(*) "irreligijny" = niereligijny, bezbożny.
XXXV.
"Bayle wzgardziwszy wszystkimi Religiami, naigrawa się z Religii Chrześcijańskiej śmiejąc twierdzić, że prawdziwi Chrześcijanie nie mogliby składać Państwa, które by utrzymać się mogło. Dlaczegóż to nie? Byliby to obywatele oświeceni o obowiązkach swoich; i których by gorliwie dopełniali. Czuliby mocno prawa obrony naturalnej: im bardziej by znali się być obowiązanymi Religii, tym więcej poczuwaliby się być obowiązanymi Ojczyźnie swojej: zasady Chrystianizmu mocno na ich sercach wyryte, byłyby nieskończenie potężniejsze, nad ów fałszywy honor Monarchii, nad owe zgoła ludzkie cnoty Republikańskie, i nad ową niewolniczą bojaźń Państw despotycznych" (1).
(1) Montesqieu Księga XXIV. O duchu praw.
XXXVI.
"W tym razie, kiedy Monarchowie Mahometańscy nieustannie żądają śmierci poddanym swoim, albo sami od nich zamordowanymi zostają, Chrześcijańska Religia Monarchów naszych czyni mniej bojaźliwymi a następnie mniej okrutnymi. Monarcha zawierza poddanym swoim, a poddani zawierzają Monarsze swemu. Rzecz godna podziwienia, że Religia Chrześcijańska, której przedmiotem zdaje się być tylko błogosławieństwo drugiego żywota, zrządza nam szczęśliwość i w tym życiu" (2).
(2) Montesquieu.
XXXVII.
"Stawmy sobie przed oczy nieustanne morderstwa Królow i Naczelników Greckich i Rzymskich, zniszczenie ludów i miast przez tychże Naczelników; Timura i Dżyngischana, którzy spustoszyli Azję: a zobaczymy, iż Chrystianizmowi winni jesteśmy, i w Rządzie pewne prawo polityczne, i w Wojnie pewne prawo Narodów, którego natura ludzka nigdy nie potrafi dostatecznie odwdzięczyć" (3).
(3) Tenże.
XXXVIII.
Tylko do samej Religii Chrześcijańskiej należy utwierdzać trony i mocarstwa; bo ona tylko sama jedna naucza dziatki swoje, że nie kto inny tylko sam Bóg ustanawia Panujących "Cesarz nam rozkazuje, mówi Tertulian; bo Bóg nasz posadził go na tronie" (a). Co za pobudka do podległości i posłuszeństwa, wiedzieć o tym, że mamy Pana i Monarchę ustanowionego od Boga, którego adorujemy! O jakże ta pobudka jest nacierająca!
(a) Noster est magis Caesar, a nostro Deo constitutus. Tertull. Apol. n. 23. Edit. Rigaltii.
XXXIX.
Zasady Religii Chrześcijańskiej pilnie rozważone i wiernie w praktyce zachowane, muszą koniecznie w Państwach dobry porządek utrzymywać, i zachowywać między głową i członkami tę harmonię, która powinna wszystkich uszczęśliwiać. "Spomiędzy wszystkich waszych poddanych, rzekł jeden starożytny Apologeta Religii do Cesarza Pogańskiego, my jesteśmy, którzy wam najwięcej pomagamy do utrzymania spokojności publicznej, nauczając ludzi, że żaden z nich, ani zły ani cnotliwy, nie może się ukryć przed oczami Boskimi, i że wszyscy po śmierci mają odebrać nagrody swoje, albo kary wieczne, wedle uczynków swoich. Gdyby ta prawda była głęboko wyryta na umysłach wszystkich ludzi, żaden nie chciałby być występnym w teraźniejszym życiu, ażeby potem w przyszłym nie był wskazany na ogień wieczny; lecz i owszem pragnienie osiągnienia dóbr, które Bóg obiecuje, a uniknienie kar, którymi im zagraża, naprowadziłyby wszystkich do poskromienia namiętności swoich, i ozdobienia duszy swojej wszelakimi cnotami. Nie dzieje się to bynajmniej dla uszanowania praw waszych, że złośliwi ludzie gwałcą je potajemnie: ale czynią źle, bo dobrze o tym wiedzą, że przed wami łatwo im jest utaić się z złościami swymi, i podchlebiają sobie, iż tego łatwo dokażą. Ale gdyby się tego byli nauczyli, i o tym mocno byli przekonanymi, że Bóg zna wszystkie sprawy i myśli nasze, i że przed Nim, nie może być nic ukrytego, przywiązaliby się do praktyki cnoty, przynajmniej z pobudki bojaźni, aby nie popadli w nieszczęśliwość złym przeznaczoną. To jest rzecz aż nazbyt jasna, żebyście jej przyznać nie mieli". Jest to tedy potwarzać Religię Chrześcijańską, twierdzić z bezbożnymi, iż ona nie jest zdolna do uformowania dobrych obywateli.
Vobis autem adjutores omnium hominum, maxime et auxiliarii ad pacem sumus, qui haec docemus, fieri omnino non posse ut Deum lateat maleficus, aut avarus, aut insidiator, aut virtute praeditus, ac unumquemque ad aeternam sive poenam, sive salutem, pro meritis actionum suarum proficisci. Nam si haec cognita omnibus hominibus essent, nemo vitium ad breve tempus eligeret, cum se ad aeternam ignis condemnationem proficisci sciret, sed sese omnino contineret, ac virtute exornaret, tum ad bona quae a Deo promittuntur consequenda, tum ad fugienda supplicia. Neque enim qui peccant, ii propter positas a vobis leges aut poenas latere conantur; sed cum se consequi posse sciant, ut vos utpote homines, lateant, iniqua faciunt. Ac si didicissent et persuasum haberent fieri non posse ut Deum quidquam lateat, non modo factum, sed etiam cogitatum; saltem propter impendentia supplicia honestatem omnino colerent: id quod et a vobis concedetur. S. Justin. Apol. I. ad Ant. Pium n. 12. pag. 4.
XL.
Powiadacie bezbożnicy dla znienawidzenia ludowi Religii Chrześcijańskiej, że ona upoważnia despotyzm, i władzę Królów arbitralną, a my wam na to odpowiadamy, że jesteście albo zgoła nieumiejętnymi, albo bezwstydnymi kłamcami. Nauczcie się tedy Mości Panowie, jeżeli o tym nie wiecie, że jeżeli Religia Chrześcijańska wyłącza Królów spod sądów ludzkich, to ich natomiast powołuje do straszliwego trybunału. Zapowiada im w wyrazach najdobitniejszych, że czasu swego będą musieli przypłacić z procentem, tej niekarności, której tu na ziemi używali: "Słuchajcie (I)", powiedziane jest do nich przez usta najmędrszego ze wszystkich ludzi: "Wy, którzy rządzicie mnóstwem, i którzy z upodobaniem zapatrujecie się na wielki lud podległy prawom waszym. Wiedzcie o tym iż tę władzę odebraliście od Pana, i to panowanie od Najwyższego. On roztrząsać będzie czyny wasze i rozbierać najtajemniejsze myśli wasze. Ministrami będąc Królestwa Jego, jeżeliście w sądach waszych nie zachowali prawa sprawiedliwości, jeżeliście woli Boskiej nie dopełnili; napadnie na was z nagła z zapalczywością. Bo ci którzy rządzą, bardzo surowemu sądowi podlegać muszą. Dla słabych nawet, już nie będzie na ów czas litości i miłosierdzia; ale potężni, potężnie będą dręczeni. Bóg nie wyłączy nikogo, ani się nie da omamić okazałością godności. Zarówno wielki i mały, są dziełem Jego: opatrzność Jego zarówno czuwa nad wszystkimi i nie będzie rozróżniać wielkich, chyba tylko na to, ażeby im przygotowała większe męki. Słuchajcież o Królowie! bo to do was ściąga się ta mowa moja, abyście się nauczyli mądrości i nie oddalali się nigdy od jej przepisów". Religię tedy, która z tak świętą i wspaniałą wolnością mówi do Królów, czyż można pomawiać aby tyranii sprzyjała? Nie zaiste: tego jej zadać nie mogą, chyba tylko kłamcy, albo nieumiejętni.
(I) Sapient. cap. 6. v. 2.
XLI.
Zadawać: jakoby Religia Chrześcijańska wmawiała w obywateli posłuszeństwo ślepe i fanatyczne, jest to onę potwarzać. Kiedy nakazuje poddanym być posłusznymi Monarchom swoim, nie jest jej zamiarem, aby ich chciała czynić wspólnikami niegodziwej woli Pańskiej, zobowiązując ich do przyzwolenia, albo do pomagania zbrodniom, jeżeliby zły Król tego od nich wymagał. Jeżeliby Monarcha używając na złe potęgi swojej, rozkazywał jaką rzecz przeciwko wierze i obyczajom, Religia nie dozwala poddanym innej odpowiedzi, tylko taką, jaką na czele grona Apostolskiego dał św. Piotr naczelnikowi Synagogi (a): "Bardziej, rzekł on, powinniśmy być posłusznymi Bogu, jak ludziom". Nie jest to zaiste, wmawiać w ludzi posłuszeństwo ślepe i fanatyczne.
(a) Obedire oportet Deo magis quam hominibus. Act. cap. 5. v. 29.
XLII.
Jeżeli Religia Chrześcijańska, jest tylko systemem filozoficznym, to musimy przyznać, że jest arcypiękny. Jaka zgodność! jaka harmonia między częściami! jest to całkowitość przedziwnie z sobą powiązana: Respondent extrema primis, media utrisque, omnia omnibus. Jeżeli ona zaś jest bajką, to trzeba przebaczyć tym, którzy się do niej przywiązują: naśladuje albowiem prawdy, tak blisko, że oszukać się na niej jest bardzo łatwo. Co za przyjemne omamienie! o jakże mi jest miło, onym się łudzić. Ale cóż ja to mówię? Chrystianizm, nie jest to sen filozoficzny, ani nie jest płodem dowcipnym jakiego spekulatora, ale jest dziełem samego Boga. Nie byli to filozofowie, którzy ją (tj. Religię Chrześcijańską) podali ludom; ale prostacy i nieumiejętni podług świata, którzy filozofów do niej namówili.
XLIII.
Religia Chrześcijańska jest do zbawienia potrzebna. Ci którzy nie znajdują się na jej łonie chodzą w cieniach śmierci. Byłoby to błędem, dopuszczać Religię mniej doskonałą, wspólną wszystkim narodom, zasadzoną na znajomości jedynego Boga, sprawiedliwego Sędziego, nagrodziciela cnoty, mściciela występku, a która by nie mając żadnego stosunku z objawieniem, mogła formować synów Bożych, i nadawać prawdziwą sprawiedliwość; która by na ostatek mogła być dostateczną w krajach, gdzie by Ewangelii nie znano, na doprowadzenie ludzi do zbawienia, bez zasług JEZUSA Chrystusa. Nie tak Apostołowie nauczali naszych poprzedników (a). "Nie masz zbawienia, mówili oni, jak tylko przez JEZUSA Chrystusa, ani innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym moglibyśmy być zbawionymi. Jest On Zbawicielem wszystkich sprawiedliwych, tak starego, jak i nowego Testamentu, jedynym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, drogą, prawdą i żywotem: nikt nie przychodzi do Ojca tylko przez Niego" (b).
(a) Vos autem non ita didicistis Christum. Ephes. cap. 4. v. 10.
(b) Et non est in alio aliquo salus: nec enim aliud nomen est sub caelo datum hominibus, in quo oporteat nos salvos fieri. Act. cap. 4. v. 12.
Una enim fides justificat omnium temporum sanctos. S. Leo Serm. 14. de Passione Domini. cap. 1. et 2.
Unus enim Deus, unus et mediator Dei, et hominum, homo Christus Jesus. I. Timoth. cap. 2. v. 5.
Dicit ei Jesus: Ego sum via, veritas et vita: nemo venit ad Patrem nisi per me. Joan. cap. 14. v. 6.
XLIV.
Religię Chrześcijańską pod dwoma względami uważać można, to jest co do postaci i co do istoty. Postać jej odmieniała się; inaksza (*) była w prawie natury, inaksza w prawie Mojżeszowym, a inaksza w prawie Ewangelicznym: ale istota jej jest, i zawsze taż sama była. "Wszyscy sprawiedliwi, którzy tylko byli od początku świata, mówi św. Augustyn, mieli za głowę JEZUSA Chrystusa. Wierzyli że ma przyjść, tak jak my wierzymy że już przyszedł; zbawieni zostali mocą tejże wiary, która nas zbawia, ażeby On był głową całego miasta Jerozolimy".
Omnes, qui ab initio seculi fuerunt justi, caput Christum habent. Illum enim venturum esse crediderunt, quem nos venisse jam credimus, et in ejus fide et ipsi sanati sunt, in cujus et nos: ut esset et ipse totius caput civitatis Jerusalem. S. Aug. con. 3. in Ps. 36. Tom. IV. pag. 254. et epist. 102. ad Deogratias qu. 2. Edit. Bened.
(*)"inaksza" = inna, insza, innego rodzaju.
XLV.
Religia Chrześcijańska, nie jest to prawda umysłowa, o której trybunał rozumu miałby stanowić; ale jest prawdą czynów, o której samo tylko świadectwo wyrok dać może. Czymże ona jest w rzeczy samej, jeżeli nie zbiorem nauki z nieba zesłanej, podanym ludziom śmiertelnym przez Ministrów Boga żywego, który chciał ażeby Jego własny Syn w towarzystwie dwunastu świadków, był sam onej opowiadaczem i wyrocznią? Taki czyn, stanowi konieczną potrzebę objawienia, jako dowód prawdziwości tej Religii. Nad tym tedy świadectwem Boskim zastanowić się trzeba nie tracąc czasu na próżnych rozumowaniach, zawsze niewczesnych kiedy idzie o czyny. Bóg czy mówił kiedy do ludzi? Jeżeli mówił do ludzi, to Chrześcijanie zwyciężyli: boć to na tym Boskim słowie gruntuje się cała ekonomia ich Religii. Zastanówmyż się nad tym pytaniem.
O. Mikołaj Jamin OSB

–––––––––

MYŚLI ŚCIĄGAJĄCE SIĘ DO BŁĘDÓW TEGO-CZESNYCH przez D. MIKOŁAJA JAMIN z Francuskiego na Polskie podług drugiey Edycyi Turyńskiej przełożone i na Rozkaz J. O. Xięcia Jegomości RACZYŃSKIEGO Arcybiskupa Gnieźnieńskiego do Druku podane. w Warszawie 1811. w Drukarni X.X. Missyonarzów, ss. 57-107 (DZIAŁ III). (Całość na str. XIV+516). (***)
(Pisownię i słownictwo częściowo uwspółcześniono; tekst w nawiasach kwadratowych [...] oraz przypisy opatrzone gwiazdkami (*) od red. Ultra montes).
Jedno z wielu wydań w oryginale francuskim: Nicolas Jamin, Pensées theologiques, relatives aux erreurs du temps. Riom, landriot-Paris, Belin 1798, str. XXIII+374.
Przypisy:
(*) "Biada wam, którzyście mądrymi w oczach waszych i sami przed sobą roztropnymi"(Iz. 5, 21).
(**) "A odpowiadając cały lud, rzekł: Krew jego na nas, i na dzieci nasze" (Mt. 27, 25).
(***) Zob. inne fragmenty tej książki: 1) Poza Kościołem nie ma zbawienia. 2) Jezus Chrystus potępia tolerantyzm.
EON shares this
12
..
wacula25wp.pl
Głównym narzędziem ekumenizmu jest WIARA i dialog z innymi wierzących w BOGA .TO JEST MISJA NAMIESTNIKA CHRYSTUSA Papieża stolicy apostolskiej w Watykanie KK . A-EKUMENIZM -KK. To cudna ewangeliczna rzucona myśl zjednoczeniowa zaczęła w Kościołach tych zataczać coraz szersze kręgi i trwa .A to że wiele środowisk sekt zachodnich się nie nawróciło pomrą w swych grzechach bez nawrócenia na swoich …More
Głównym narzędziem ekumenizmu jest WIARA i dialog z innymi wierzących w BOGA .TO JEST MISJA NAMIESTNIKA CHRYSTUSA Papieża stolicy apostolskiej w Watykanie KK . A-EKUMENIZM -KK. To cudna ewangeliczna rzucona myśl zjednoczeniowa zaczęła w Kościołach tych zataczać coraz szersze kręgi i trwa .A to że wiele środowisk sekt zachodnich się nie nawróciło pomrą w swych grzechach bez nawrócenia na swoich dyrdymałach pseudo pism fałszywych proroków sekretarzy partii i Lutera , królów itp które ich uwiodły