Clicks132
olek19801
1

Jak odwojować nasze kościoły od liberalnych "ruchów" i "wspólnot” ?

Nie oddawajmy "im" naszych świątyń - dodatek

Marcin Drewicz

Świątynie urządzano lub wznoszono - owszem - w różnego typu miejscach, stąd i wierni mają do nich zróżnicowany dostęp. Przecież np. benedyktyni budowali świątynie i klasztory na uboczu, na górach (trzeba tam się mozolić z wchodzeniem); cystersi też na uboczu, ale w dolinach; a franciszkanie i dominikanie, przeciwnie, w samym środku najludniejszych ówczesnych miast (lecz z wyjątkiem np. Kalwarii Zebrzydowskiej czy też Kalwarii Pacławskiej, które są wszakże na uboczu i na górach).
Intencja do gromadzenia się na modlitwę w małym gronie w (stosunkowo) niewielkim pomieszczeniu też jest zrozumiała. Wszakże starożytne pojęcie "Kościoła domowego" nie wzięło się znikąd. Poszczególne bazyliki rzymskie stoją przecież na wykopaliskach zwanych "titulus", czyli tytuł własności, czyli właśnie prywatne mieszkanie. Skoro przez pokolenia to prywatne mieszkanie pełniło rolę tajnej świątyni chrześcijańskiej, to od czasów Konstantyna na tych uświęconych i omodlonych miejscach zaczęto wznosić potężne bazyliki, które podziwiamy do dziś (po licznych przebudowach przeprowadzanych przez najświetniejszych mistrzów).
Ale - dziękować Panu Bogu - my tu w Polsce nie żyjemy dziś, i aby tak pozostało, w warunkach polityczno-społecznych, w jakich żyli chrześcijanie trzech pierwszych wieków, ani ci w wieku dopiero co minionym, na obszarach Związku Sowieckiego. Owszem, także dzisiaj istnieją kraje, gdzie ten akurat problem bezpośredniego zagrożenia jest nadzwyczaj aktualny, lecz Polska do nich nie należy.
Nota bene, gdy na przełomie marca i kwietnia br., już pod reżimem do 5. osób w kościele, pewien parafianin mówił jednemu, a nawet kilku na raz zgromadzonym w pewnej zakrystii księżom, co on o tym myśli, to ten główny ksiądz-rozmówca - nie do wiary - ale od razu "wyjechał" owemu parafianinowi "z pierwszymi chrześcijanami", że "tak jak oni wtedy, tak my teraz", więc wszystko jest w porządku. Jednakże parafianin natychmiast uciął te elukubracje, wcale nie skrępowany kapłańską godnością swojego rozmówcy.
Sytuacja była wszakże (teraz też jest!) poważna - kościół "pięcioosobowy" to tak jakby zamknięty (aczkolwiek nie z punktu widzenia tamtych pięciorga wiernych, którzy tak sobie, ot, poszli w niedzielę do kościoła, i mieli to szczęście, że ich jeszcze tam wpuszczono).
Przecież te liberalne "ruchy" i "wspólnoty" w dzisiejszym Kościele też od razu zasłaniają się "pierwszymi chrześcijanami", a na dodatek Janem Pawłem Drugim - to u nich dwie główne tarcze-wymówki. My mamy ich o nic więcej nie pytać, nie interesować się. Niech nasze zaciekawienie (i zaniepokojenie) odbije się od tych tarcz i niech już tamtego wzniosłego towarzystwa nie bulwersuje.
Jednakże chrześcijaństwo jest to owa Dobra Nowina, którą należy głosić po krańce ziemi, wszystkim ludom i narodom. Czymże więc są treści, wokół których gromadzą się owe "wspólnoty", że ich członkowie trzymają je w tajemnicy nawet przed kolegami ze szkolnej ławy? Może to i lepiej.
"Pierwsi chrześcijanie?". Ale ci polscy, czy ci w ogóle. Jednych od drugich dzieli - wiadomo - prawie tysiąc lat. A gdzie ci drudzy, trzeci, dziesiąci chrześcijanie? Gdzie dorobek chrześcijańskich (i polskich) pokoleń? Którymi z kolei chrześcijanami my jesteśmy? Coś około najmniej siedemdziesiątymi - chyba.

Błędy na szczytach władzy Kościoła (także lokalnego-polskiego)? I to też już było. Czy to nie Św. Atanazy jest głównym w takich przypadkach patronem i orędownikiem?
Kapłani-tradycjonaliści. Bardzo słusznie! Lecz czy którykolwiek z tych zacnych i dzielnych kapłanów, ot tak, przeszedł się po WSZYSTKICH parafiach takiej np. Warszawy i okolic (najmniej sto kilkadziesiąt adresów) i każdemu z osobna proboszczowi, w spokojnej rozmowie, zaproponował, że będzie u niego w świątyni odprawiał, co pewien czas, Mszę Wszechczasów?
Na to pytanie odpowiadamy twierdząco - że ktoś to jednak zrobił! Przynajmniej w jednym miejscu; i już kilka tam takich Mszy odprawił. Piszący niniejsze był w pewnej podwarszawskiej świątyni świadkiem, jak to w ubiegłym roku zupełnie obcy ksiądz, jak się okazało, nawet z innej diecezji, z własną kilkuosobową przeszkoloną asystą, uroczyście, z pięknymi śpiewami (bez zbędnego nagłośnienia) sprawował taką Mszę. W ilu spośród owych tysięcy "posoborowych" parafii ta rzecz się już praktykuje? Czy mamy już mapę miejsc gdzie działają już ci księża starający się o wykonywanie dobrej posługi, a nie tylko tych, gdzie niepokoją nas ci księża gorsi (co to na Wielkanoc pozamykali kościoły, kazali przyjmować Komunię Przenajświętszą "na rękę" itd.).
Problem tkwi - co powtarzamy - w niewiedzy... więc w niedostatkach propagandy (Propaganda Fide). O Mszy Trydenckiej - że taka ma być w pewnym dniu powszednim odprawiana - informował w tamtej podwarszawskiej parafii ksiądz miejscowy, w niedzielę, w ogłoszeniach duszpasterskich. Mało tego - tę informację wspierał specjalny afisz, zawczasu wywieszony w miejscu dobrze widocznym!
Zatem miejscowy proboszcz (posoborowy przecież) jakoś tam przygotował teren dla obcego księdza tradycjonalisty. Ale... w środku tygodnia, między obiadem i kolacją, o nietypowej dla tamtej parafii godzinie, to i ludzi przyszło na Mszę Wszechczasów mało - tam i wtedy. Bo ogółowi szerzej bynajmniej nie wyjaśniono, co to takiego. Niewiedza! Ale i dobra wola! Obie w jednej czasoprzestrzeni.
Pozostaje obawiać się atoli, że ktoś zaraz odpowie, iż tamten to przecież "nie od nas" ksiądz-tradycjonalista, lecz jakiś inny, nie wiadomo skąd... Ale na to są na szczęście odpowiednie cytaty z Nowego Testamentu.
Przepraszamy, atoli my, jako szeregowi parafianie-prostaczkowie za takimi niuansami - od nas - od was - od nich - już nie nadążamy, gdyż jesteśmy... właśnie prostaczkami i jeszcze w dodatku... nieznajomkami.
Chciał nie chciał - przypominają się owe smutne opisy sprawowania Służby Bożej w... samej Bazylice Grobu Pańskiego, i widoki stanu zapuszczenia samej tej Świątyni, tak sugestywnie przedstawione nam przez pewnego Znanego Podróżnika w odcinku jednej spośród telewizyjnych serii tematycznych autorstwa tegoż.
Ilu już dziś zatem chodzi po Polsce owych księży, jacy potrafią (sic!) odprawiać Mszę Wszechczasów i rzeczywiście to czynią? Ilu to księży naucza dziś w Polsce o cnotach, o grzechach i o pokucie? Lecz zarazem - do ilu i jakich należą oni "obediencji"?
Zapewniamy jednocześnie, że dostrzegamy tę subtelną różnicę pomiędzy księdzem, jaki oprawia TYLKO Mszę Trydencką, a księdzem "bi-liturgicznym" (bo tak to się, zdaje się, nazywa). Niemniej - ogólny wektor, jak widzimy, skierowany jest OD liturgii "posoborowej" KU "przedsoborowej", więc odwrotnie niż w latach 70. XX wieku.
Czy nie pozostaje nam po prostu tę korzystną okoliczność wspierać i rozpowszechniać? Wraz z liturgią powinno się rozwijać systematyczne nauczanie PEŁNEJ I CZYSTEJ DOKTRYNY, więc wolne od przeinaczeń i przemilczeń. I sięganie całymi garściami do owego przebogatego skarbca polskiej tradycji, obyczajowości i kultury.

Z Panem Bogiem.
Marcin Drewicz

Zmieniony ( 13.05.2020. )

dakowski.pl/index.php
olek19801
Zapewniamy jednocześnie, że dostrzegamy tę subtelną różnicę pomiędzy księdzem, jaki oprawia TYLKO Mszę Trydencką, a księdzem "bi-liturgicznym" (bo tak to się, zdaje się, nazywa). Niemniej - ogólny wektor, jak widzimy, skierowany jest OD liturgii "posoborowej" KU "przedsoborowej", więc odwrotnie niż w latach 70. XX wieku.
Czy nie pozostaje nam po prostu tę korzystną okoliczność wspierać i rozpowsz…
More
Zapewniamy jednocześnie, że dostrzegamy tę subtelną różnicę pomiędzy księdzem, jaki oprawia TYLKO Mszę Trydencką, a księdzem "bi-liturgicznym" (bo tak to się, zdaje się, nazywa). Niemniej - ogólny wektor, jak widzimy, skierowany jest OD liturgii "posoborowej" KU "przedsoborowej", więc odwrotnie niż w latach 70. XX wieku.
Czy nie pozostaje nam po prostu tę korzystną okoliczność wspierać i rozpowszechniać? Wraz z liturgią powinno się rozwijać systematyczne nauczanie PEŁNEJ I CZYSTEJ DOKTRYNY, więc wolne od przeinaczeń i przemilczeń. I sięganie całymi garściami do owego przebogatego skarbca polskiej tradycji, obyczajowości i kultury.