Clicks448
Edward7
2

23 wrzesień Wspomnienie Świętego Ojca Pio

CUDA OJCA PIO - tadeuszczernik.files.wordpress.com/…enzo-allegri-cuda-ojca-pio.pdf

"Czy boisz się śmierci?" - zapytał niespodziewanie Ojca Pio jego współbrat o. Romolo. "Nie!" - padła zdecydowana, spokojna odpowiedź. Faktycznie, Padre Pio nie bał się śmierci, był na nią zawsze przygotowany. Kilka lat przed śmiercią przepowiedział (w rozmowie ze swym przyjacielem Pietruccio), że umrze w wieku 82 lat. Jak wyglądały ostatnie chwile błogosławionego kapłana-stygmatyka? Oto wspomnienia ojca Pellegrino, który czuwał przy Zakonniku z Pietrelciny do końca.

Ostatnia Msza św. w życiu Ojca Pio. 22 września 1968 r. po odprawieniu Mszy św. wyczerpany Ojciec Pio osunął się w ramiona współbraci.

Do północy Ojciec Pio wzywał mnie pięć lub sześć razy. O północy jak zalęknione dziecko błagał: "Mój synu, pozostań ze mną!" i wiele razy pytał o godzinę. Patrzył na mnie z błaganiem w oczach i ściskał mi ręce.

Później, jakby zapomniał o tym, która jest godzina, pytał: "Czy dzisiaj odprawiałeś Mszę świętą?" Uśmiechając się, odpowiedziałem: "Ojcze duchowny, to jeszcze za wcześnie, by odprawić Mszę świętą". A on odpowiedział: "Dzisiaj rano ty za mnie odpraw Mszę świętą". A ja: "Każdego ranka odprawiam ją w Ojca intencji".

Następnie poprosił o spowiedź i po wyznaniu grzechów powiedział: "Synu mój, jeśli dzisiaj Pan wezwie mnie do siebie, to proszę wszystkich moich współbraci o przebaczenie wszelkich przykrości, które im sprawiłem. Proś także współbraci i moich duchowych synów o modlitwę za moją duszę".

Odrzekłem: "Ojcze duchowny, jestem pewien, że Pan pozwoli ci jeszcze długo żyć, ale gdybyś miał rację, to czy mogę cię prosić o ostatnie błogosławieństwo dla współbraci, dla duchowych synów i dla chorych?" A on: "Tak, błogosławię wszystkich, ty natomiast poproś także przełożonego, aby mi udzielił swojego ostatniego błogosławieństwa".

Była godzina pierwsza w nocy, gdy powiedział: "Słuchaj, synu mój, leżąc w łóżku nie mogę dobrze oddychać. Pomóż mi wstać. Na krześle będę mógł lepiej oddychać". Tej nocy ze zdziwieniem zauważyłem, że chodził prosto i szybko jak młodzieniec i nie trzeba go było podtrzymywać. Wychodząc ze swojej celi, powiedział: "Chodźmy na chwilę na taras". Po pięciu minutach zapragnął wrócić do celi. Gdy chciałem go podnieść, powiedział: "Nie mogę tego zrobić". "Ojcze duchowny, nie martw się" - powiedziałem dodając mu otuchy i podsunąłem wózek, aby usiadł. Wziąłem go za rękę i chciałem posadzić na krześle, jednak on podniósł się sam.

W celi usiadł na fotelu, a wskazując ręką i wzrokiem na wózek, powiedział: "Odstaw go poza celę". Kiedy wróciłem do celi, zauważyłem, że zaczął blednąć. Na jego czole pojawił się zimny pot. Przeraziłem się widząc, że jego wargi sinieją. Ciągle tylko powtarzał coraz bardziej słabnącym głosem: "O Jezu, o Maryjo".

Chciałem zawołać kogoś ze współbraci, ale zatrzymał mnie mówiąc: "Nie budź nikogo". Odbiegłem kilka kroków od jego celi, ale zawołał mnie powtarzając: "Nie budź nikogo!" Odpowiedziałem błagalnie: "Ojcze duchowny, pozwól mi tym razem zrobić, co chcę". Pobiegłem do celi o. Mariana, lecz widząc otwarte drzwi o. Guglielma wszedłem, zaświeciłem światło, obudziłem go, wołając: "Ojciec źle się czuje!" O. Guglielmo szybko wstał i błyskawicznie dopadł celi Ojca Pio, ja zaś wezwałem telefonicznie doktora Salę. Po 10 minutach zjawił się lekarz, a widząc stan chorego, zrobił mu zastrzyk.

Ojciec coraz słabszym głosem, coraz wolniej poruszając ustami, coraz ciszej powtarzał: "O Jezu, o Maryjo".

Przybyli lekarze wezwani ze szpitala przez dra Salę, Mario Pennelli, siostrzeniec Ojca Pio; wezwałem także gwardiana i innych zakonników. W czasie zakładania przez lekarzy maski tlenowej, o. Paolo udzielił Ojcu Pio Sakramentu Namaszczenia Chorych. Wokół klęczeli modlący się zakonnicy.
Około 2.30 Ojciec Pio słodko skłonił głowę i wydał ostatnie tchnienie. traditia.fora.pl/…nie-swietego-ojca-pio,795.html

P. Pio, San Giovanni Rotondo, przełożyła K. Kolbusz

Cuda - DZIECKO PRZYWRÓCONE DO ŻYCIA
Giovanni Gigliozzi, bardzo popularny dziennikarz radiowy, przyjaciel i współpracownik Ojca Pio, był naocznym świadkiem wielu uzdrowieo. Opowiedział mi o niektórych z nich. „W kilka lat po tym, jak poznałem Ojca Pio, moja matka ciężko zachorowała" - zaczął. „Byliśmy u największych sław, między innymi u profesora Valdoniego, który rozpoznał u niej nowotwór i zalecił operację.
Udałem się pośpiesznie do Ojca Pio, by zapytać go, czy rzeczywiście konieczna jest operacja. «Twoja matka nie ma żadnego nowotworu>> - odrzekł. Stwierdzenie to nie dawało mi spokoju. Nie wiedziałem, co robid. Zwróciłem się również do profesora Gasbarriniego. Obydwaj poprosiliśmy profesora Valdoniego o ponowne zbadanie pacjentki. Zgodził się. Z badania wynikało, iż po chorobie nie ma żadnego śladu".
Gigliozzi opowiedział mi również o kolejnym nadzwyczajnym fakcie, o którym poinformował go doktor Sanguinetti, jeden z najcenniejszych współpracowników Ojca Pio. Zaznaczył Gigliozzi, iż opisaną tu scenę Sanguinetti widział na własne oczy.
„Pewnego dnia do San Giovanni Rotondo przybyła jakaś kobieta z walizką fobrową w ręku. Weszła do kościoła i ustawiła się w kolejce kobiet czekających na spowiedź u Ojca Pio. Kiedy nadeszła jej kolej, otworzyła walizkę na oczach Ojca Pio i wybuchnęła płaczem. W tej walizce leżały owinięte w stare szmaty zwłoki mniej więcej sześciomiesięcznego dziecka.
Kobieta wybrała się do San Giovanni Rotondo z ciężko chorym dzieckiem, które podczas podróży zmarło. Pełna rozpaczy, ale i bezgranicznej wiary, ukryła niemowlę w walizce i jechała dalej. Sanguinetti powiedział mi, że nawet gdyby włożyła tam jeszcze żywe dziecko, to i tak umarłoby z braku powietrza. A więc z całą pewnością pokazane Ojcu Pio dziecko było martwe.
Matka krzyczała z rozpaczy, gdy Ojciec Pio ujął maleokie ciałko w dłonie i trzymając je kilka chwil modlił się, po czym zwróciwszy się do matki powiedział: «No, i czegóż tak wrzeszczysz? Czyż nie widzisz, że twój syn śpi?». Biedna kobieta spojrzała na maleństwo i spostrzegła, że spokojnie oddycha".

PISARZ MASOŃSKI
Uzdrowienia nie ustawały. Różne gazety w wielu miastach włoskich rozpisywały się o Ojcu Pio i o dokonywanych przezeo cudach. W krótkim czasie fama o jego taumaturgicznych zdolnościach rozeszła się niemal wszędzie i nikt nie był w stanie powstrzymad pielgrzymów. Próbowało tego wielokrotnie Święte Oficjum, ale bez żadnego skutku, bo ludzie dawali posłuch jedynie tym, którzy zostali uzdrowieni.
Zaczęto wówczas publikowad książki o życiu Ojca Pio, w których dużo miejsca zajmowały właśnie relacje o dokonanych przezeo uzdrowieniach. Kościół ostro książki krytykował, zaś ludzie kupowali je i rozczytywali się w nich.
W 1952 roku Święte Oficjum napiętnowało osiem publikacji na temat cudów Ojca Pio. Dziś uważane są one za „źródła historyczne", cytowane nawet w oficjalnych
biografiach Stygmatyka. Jedną z tych książek napisał Alberto Del Fante; jego nawrócenie przez Ojca Pio stało się bardzo głośne. W swej książce Del Fante zebrał dokumentację 37 cudownych uzdrowieo. Zresztą do nawrócenia samego autora doszło właśnie po dokonaniu się jednego z opisanych cudów. Del Fante był członkiem loży masooskiej, pogardzał Ojcem Pio i w kilku artykułach opublikowanych na łamach florenckiego czasopisma „Italia laica" nazwał go zwodzicielem, „który potrafi omotad łatwowiernych i rozgorączkowanych ludzi".
Kilka lat później jego siostrzeniec Enrico, do którego był on bardzo przywiązany, poważnie zaniemógł - objawy wskazywały na gruźlicę kości i płuc. Lekarze nie dawali nadziei. Dwóch krewnych dziennikarza wybrało się do Ojca Pio. Po powrocie oznajmili rodzinie, że według jego słów wszystko dobrze się skooczy.
Alberto Del Fante podszedł sceptycznie do usłyszanego zapewnienia. „Jeśli Enrico
wyzdrowieje, to i ja udam się w pielgrzymkę do San Giovanni Rotondo" - powiedział, pewny, iż nic podobnego się nie przydarzy. A tymczasem chłopczyk wyzdrowiał. Del Fante, wstrząśnięty, pojechał do San Giovanni Rotondo, gdzie nawrócił się i wkrótce stał się jednym z najbardziej żarliwych głosicieli dzieła Ojca Pio.

„WIDZĘ DWIE MAMY"
Matka Boska była przy Ojcu Pio również w momencie jego śmierci. Potwierdził to czuwający przy nim po nocach o. Pellegrino z Sant' Elia a Pianisi. W razie potrzeby służył mu pomocą. To on towarzyszył mu również w ostatnich godzinach jego życia. Oto, co opowiedział mi o. Pellegrino: „W pewnej chwili zauważyłem, że Ojciec Pio uporczywie wpatruje się w ścianę. Jego blada i cierpiąca twarz nagle rozpromieniła się.
Podszedłem bliżej jego łóżka. Spostrzegłszy mnie, zapytał pokazując na ścianę: «A tam, kto to jest?». «Zdjęcia najbliższych Ojca - mamy, taty oraz niektórych z naszych chorych» - odrzekłem.
A on na to: «Widzę dwie mamy». Pomyślałem, że źle widzi. Podszedłem, więc do ściany i wskazując na zdjęcie powiedziałem: «To jest mama Ojca». Ojciec Pio spojrzał na mnie i rzekł: «Nie martw się, ja doskonale widzę. Ale tam są dwie mamy». Wtedy zrozumiałem, że tą «drugą mamą» jest Maryja.
Wszyscy wiedzieliśmy, że Ojciec Pio miewał często wizje Matki Bożej. Ja sam bywałem świadkiem takich jego niezwykłych doświadczeo. Niekiedy, z ukrycia,
obserwowałem go modlącego się. Słyszałem często, że z kimś rozmawia. W czasie tych rozmów jego twarz promieniowała jakimś dziwnym, pięknym światłem. Owej ostatniej nocy nie rozmawiał z «dwiema mamami», ale zachwyt malujący się na jego twarzy zdradzał, że kogoś widzi".
Ojciec Pio nie tylko miewał wizje Chrystusa, Maryji czy świętych. Stawały przed
nim również dusze zmarłych. Prosiły o modlitwę albo też po prostu przynosiły ze sobą jakieś wieści. Wiele osób opowiedziało mi, że obserwując Ojca Pio częstokroć zdawało się najpierw jakby mówił sam do siebie. Dopiero później okazywało się, że rozmawiał z dawno zmarłymi osobami.
Oto, co przydarzyło się Angelowi Battistiemu, zarządcy Domu Ulgi w Cierpieniu, w czasie omawiania z Ojcem Pio codziennych, zwyczajnych spraw:, „Podczas gdy ja czytałem mu na głos jakiś ważny list - zeznał mi Battisti - Ojciec Pio żywo gestykulował i rozmawiał patrząc w zupełnie inną stronę. Łatwo można było się domyślić, iż dialog swój prowadził z kimś niewidzialnym dla mych oczu. Osłupiałem przerywając czytanie listu, co nie umknęło uwadze Pio.
Powiedział mi wtedy:, «Kiedy przychodzisz do mnie na pogawędkę, nie zwracaj uwagi na to, co robię. Robię cztery, pięć rzeczy naraz, bo nie mam czasu na to, by wykonywać każdą rzecz z osobna. Chyba rozumiesz? Odrzekłem wtedy: «Rozumiem Ojca. Niech Ojciec będzie spokojny, dostosuję się». Zresztą, jak mogłem tego nie wiedzieć?".
ELOHIM.
Ojciec Pio upomniał Bp Lefebra przed buntem.
V.R.S.
O czym nie omieszkał poinformować doskonale posłusznego Kiko. Te wasze hagady nie staną się prawdą przez ich powtarzanie.
Padre Pio zapewne kojarzył abp Lefebvre jako organizatora Coetusa Internationalis Patrum - jedynej linii obrony przeciw rewolucji podczas obrad V-II.