jili22
336

Święta śmierć Dominika Savio

Był to jeden wieczór w styczniu 1857 roku. Lodowaty wiatr ogarnia zaśnieżone ulice Turynu, trzęsie oknami kaplicy, ale żaden z młodych mężczyzn nie jest ostrożny z tą furią. Słuchają uważnie ojca, który mówi im o przygotowaniu do śmierci: "Och, może ona jeszcze jest daleko, daleko, nasza siostra Śmierć, ale na pewno przyjdzie pewnego dnia; wyciągnie rękę na twoje ramię i powie: "Chodź, teraz jest czas!" Nikt nie zna dnia ani chwili; chodzi o to, aby być gotowym. Wiem jednak, że jest jeden z nas, który odejdzie pierwszy; odmawiajmy za Niego Ojcze nasz. »
Dzieci klękają, odmawiają modlitwę i wychodzą z kaplicy w ciszy. Wszyscy spowiadali się w ciągu dnia, tak jak to robili po raz ostatni przed Sądem.
Nie, Ksiądz Bosko nie stara się ich panikować, przerażać wyimaginowanymi opisami. Śmierć jest niebiańskim posłańcem, który prowadzi nas do domu Ojca. Niech więc Jego dzieci ignorują strach i przerażenie; niech ich radość nie zostanie zakłócona! Wręcz przeciwnie, ostatnia godzina, minuta, kiedy piasek kończy wpadać do klepsydry, najwyższy moment nie jest już groźny i okropny, ponieważ przygotowywaliśmy się do niego przez długi czas.
Tego wieczoru Dominique Savio, który nie miał piętnastu lat, powiedział do swoich towarzyszy:
"Ksiądz Bosko mógł mnie nazwać.
— Jak to?
Powinien był powiedzieć: "Odmawiajmy Ojcze nasz za Dominika Savio, który umrze jako pierwszy z nas wszystkich".
"Co wiesz?"
"Wiem o tym, ale nie boję się. Z radością pójdę do nieba.
Oczy dziecka lśnią blaskiem, który nie jest z tej ziemi.
Kilka tygodni później zachorował na zło, którego pochodzenia i natury lekarze nie byli w stanie wykryć. Jego siły słabną, jakby pochłonięte przez nieokreślony wewnętrzny ogień. Jego twarz staje się cienka i blada; Jego głos słabnie i zasłania się; tylko jego powiększone oczy rozświetlają się jeszcze jaśniejszym światłem. Lekarze poradzili Księdzu Bosko, aby wysłał go na odpoczynek do domu; dobre powietrze w jego wiosce może mu dobrze zrobić.
Dominique ze smutkiem spuszcza głowę, gdy Ksiądz Bosko wyciąga do niego rękę w chwili odejścia: «Bardzo mi smutno, że cię opuszczam — powiedział wymarłym głosem. Przeszkadzałbym ci jeszcze tylko kilka dni... a potem było po wszystkim... Ale niech się stanie wola Boża! »
Do drzwi oratorium ściska dłoń Księdza Bosko, po czym pieprzy ją po raz ostatni. Czeka na niego samochód, oddany do jego dyspozycji przez szlachetnego dobroczyńcę. Na progu drzwi powiedział do swoich towarzyszy, którzy tłoczyli się wokół niego: Żegnaj! Żegnajcie wszyscy! Spotkamy się ponownie w niebie. Ostatnie melancholijne spojrzenie na drogie oratorium, na małej wieży Saint-François-de-Sales; jedzie w górę, samochód odjeżdża.
Osiem dni później, 9 marca, Bóg przypomniał mu o jego dziewiczej duszy. Do ojca, który patrzy na niego: " Żegnaj, caro papa, żegnaj! Dominique wzdycha. Wtedy jego oczy rozjaśniają się, jakby już widział blask raju: " Och! co za piękna rzecz, której nigdy nie widzę! Jak piękne jest to, co widzę! »
"To czyni jednego anioła mniej na ziemi i jeszcze jednego anioła w niebie" – powiedział Ksiądz Bosko do swoich pogrążonych w żałobie dzieci, gdy dowiedział się o śmierci ich towarzysza.
5 marca 1950 r. papież Pius XII wpisał pobożnego ucznia Księdza Bosko do grona błogosławionych. Dominique Savio zostanie kanonizowany cztery lata później, 12 czerwca, w roku maryjnym.

(Ksiądz Bosko, Apostoł Młodzieży, G. Hünermann)

La sainte mort de Dominique Savio