Clicks448

Myśl blizkiego śmierci światownika

Potem ci pogrzeb będą przypominać,
Do testamentu często napominać,
A ty, słysząc to, jak się będziesz lękał,
Rzewno narzekał.

Moje dzierżawy komu się dostaną,
W czyim-li ręku dostatki zostaną,
Kto w moich włościach będzie odpoczywał,
Onych zażywał.

Żywe krynice i wdzięczne ogrody,
Którem wystawił dla mojej ochłody,
Sady rozkoszne muszę dać innemu
Panu drugiemu,

Złoto, pieniądze jużeście nie moje,
Pałace piękne, wesołe pokoje,
Szpalery drogie, szaty wyśmienite
W przepych nabyte

Miasta, wsie, zamki, ludzie, majętności
Zegnam się z wami, odchodząc w żałości;
Biorą mnie od was do grobu ciemnego,
Pana waszego.

Odchodzę od was, żgłem tylko odziany,
Włożon do trumny między ścisłe ściany,
Włość moja będzie gadzina, robacy,
Sprośni pędracy.

Pałac w trzy piędzi mieć będę szeroki,
Nad nos leżący ledwo co wysoki,
Trzy łokcie tylko domu jest wysokiego,
Po śmierci mego.

Zostańcie perły, kamienie, klejnoty,
Żegnam się z wami przyjemne pieszczoty:
Już mi was sroga śmierć gwałtem wydziera
Z jadem naciera

Zostań urodo, oczom pożądana,
Muzyko wdzięczna z uciechą słuchana,
Potrawy drogie, pasztety wyśmienite
I smakowite

Już mi też słońce nie będzie świeciło,
Ani powietrze ku zdrowiu służyło
W ziemi wnętrznościach będę położony
W proch obrócony,

A cóż mi po tem, żem dwory budował,
Folwarki, role, miasta, wsie skupował,
Oto mię z tego gwałtem wyganiają,
Nic wziąść nie dają.

Cóż mi przyniosły światowe zabawy,
Chwalebne dzieła, znakomite sprawy:
I cóż mi potem, żem był wielkim zwany
I zawołany.

A cóż mi dały wysokie godności,
Honory wszelkie, światowe zacności;
Wszystko to ze mną. niby dym, niszczeje,
Kiedy wiatr wieje.

Na cóż mi wyszły pociechy światowe,
I cóż mi dały rozkosze grzechowe
Zmysły, com się im nędznik wysługował
A zdrowie psował.

Skróciłem życie, od Boga danego,
Źlem czasu użył, o jako drogiego!
W próżnej marności lata przeminęły,
Jakby zginęły,

Ciało robactwu tylko wyrzucone,
Lubieżnościami złych żądz zeszpecone,
W sumieniu gorżkość i srogie gryzienia
Dla przeciwienia.

Na duszy nie masz cnót i pobożności.
Tylko straszliwe larwy nieprawości:
Otuchy nie masz żywota wiecznego,
Zbawiciela mego.

Cóż po tem, chociaż będę tu chwalony,
Kiedy od Boga zostanę zganiony,
I będę na śmierć wiekuistą dany,
Słusznie skazany.

Więc tu choremu miejsce przemieniają
Coraz to miękczej pościel prześciełają,
A ono wszędzie twardo troskliwemu,
Ustającemu

Źródło: Przeraźliwe echo trąby ostatecznej, albo cztery rzeczy ostatnie człowieka oczekujące, przez X. KLEMENSA BOLESŁAWICZA, zakonu św. Franciszka, ś. teologii lektora i definitora, rytmem polskim rzetelnie w chrześcijańskich czasach odnowione wszystkim ludziom na przestrogą zbawienną, r. 1808, a teraz poprawione i na nowo na światło wydane, Warszawa 1901.