Clicks861
Edward7
14

Wizja piekła siostry Józefy Menendez

Fragment z ; tadeuszczernik.files.wordpress.com/…a-menendez-wizja-piekc582a.pdf
tadeuszczernik.files.wordpress.com/…zane-s-jc3b3zefie-menendez.pdf

W nocy ze środy na czwartek, dnia 16 marca, około godziny 10 — pisze Józefa — słyszę tak, jak w ciągu ostatnich dni, zmieszany hałas krzyków i brzęk łańcuchów. Wstałam, ubrałam się i drżąc ze strachu uklękłam koło łóżka. Krzyki zbliżają się. Wyszłam z sypialni i, nie wiedząc, co robić, poszłam do celi naszej świętej Matki, a potem wróciłam do sypialni. Ten sam straszliwy hałas otaczał mnie ciągle. Nagle, ujrzałam przed sobą szatana, który krzyczał: „Skrępujcie jej nogi, zwiążcie jej ręce!..." W tej chwili nie wiedziałam już gdzie się znajduję, czułam, że mnie silnie wiązano i unoszono. Inne głosy syczały: „To nie nogi trzeba jej skrępować, ale serce!" A szatan odparł: „Ono nie należy do mnie."

„Potem wleczono mnie przez długą drogę pogrążoną w ciemnościach. Ze wszystkich stron słyszę straszliwe krzyki. W ścianach tego wąskiego korytarza, znajdowały się zagłębienia jedne naprzeciw drugich, skąd wychodził dym niemal 24 bez płomienia, a zapach jego był nieznośny. Stamtąd też głosy potępionych miotały różnego rodzaju bluźnierstwa i brudne słowa. Jedni przeklinali swe ciało, drudzy — swych rodziców. Inni wyrzucali sobie, że nie korzystali ze sposobności i ze światła, aby porzucić zło. A wreszcie była to wrzawa pełna wściekłości i rozpaczy. „Wleczono mnie przez to przejście, w rodzaju korytarza, który nie miał końca. A potem otrzymałam tak gwałtowne uderzenie, że zgiętą we dwoje, wepchnęło mnie ono do jednej z tych nisz. Czułam się jakby ściśnięta między rozżarzonymi igłami. Naprzeciw i obok mnie przeklinały mnie dusze i bluźniły. To sprawiało mi najwięcej cierpienia... Ale co nie może być porównane z żadną katuszą, to udręka duszy widzącej, że jest odrzucona od Boga... „Zdawało mi się, że spędziłam długie łata w tym piekle, a przecież trwało to tylko sześć do siedmiu godzin...

Nagle szarpnięto mnie gwałtownie i znalazłam się w ciemnym miejscu, gdzie szatan, uderzywszy mnie, zniknął i zostawił mnie wolną... Nie potrafię wypowiedzieć, co czułam w duszy, kiedy zdałam sobie sprawę, że żyję jeszcze i że mogę miłować Boga! „Choć boję się cierpienia, to jednak, by uniknąć piekła, jestem gotowa nie wiem co przeżywać. Widzę jasno, że wszystkie cierpienia świata są niczym w porównaniu z bólem, jaki sprawia świadomość, że już więcej nie można miłować, gdyż tam oddycha się tylko nienawiścią pragnieniem zatracenia dusz!..

Odtąd Józefa doznaje często tego tajemniczego cierpienia. Wszystko jest zaiste tajemnicą z tych długich pobytów w ciemnościach zaświatów. Przeczuwa je ona za każdym razem, słysząc ten dźwięk łańcuchów i oddalone krzyki, które się zbliżają, otaczają ją i przygniatają. Próbuje ona uciekać, zająć się czymś, pracować, aby uniknąć tego natarcia szatańskiego, a przecież dosięga ją ono i powala. Przed tym opanowaniem zostaje jej zaledwie tyle czasu, że może schronić się do swej celi, gdzie wkrótce zatraci świadomość tego, co ją otacza. A odnajduje się dopiero w tak przez siebie nazywanym „ciemnym miejscu", oko w oko z szatanem, który nad nią triumfuje i zdaje się wierzyć, że trzyma ją w swej władzy już na zawsze. To też wydaje gwałtowny rozkaz, aby ją wrzucić na przygotowane miejsce i Józefa mocno znękana wpada w ten chaos ognia i boleści, odmęty wściekłości i nienawiści. Zapisuje ona to tak prosto i rzeczowo, jak to widzi, słyszy i doświadcza.

Na zewnątrz tylko lekkie drgnięcie zdradza to tajemnicze odejście. A zaraz potem ciało jej staje się całkiem wiotkie i traci sprężystość tak, jak u człowieka zmarłego przed paru minutami. Jej głowa i członki stają się bezwładne. Jedynie serce bije normalnie. Józefa żyje, jak gdyby nie żyjąc. Stan ten trwa dłużej lub krócej, zależnie od woli Bożej, która choć wydaje ją na pastwą piekła, strzeże jej jednak swoją pewną ręką. W chwili przez Boga oznaczonej następują ponowne i niemal niedostrzegalne drgnięcia i poruszone przez duszą ciało odzyskuje życie. Ale wtedy nie jest ona jeszcze wolna od mocy szatana, który okłada ją razami. W tym ciemnym miejscu, w którym tylko jego samego dostrzega, Siostra Józefa przeżywa zelżywości i groźby, a potem dopiero wyzwala się zupełnie spod jego władzy. Kiedy wreszcie szatan ją porzuci, a ona powoli wróci do siebie; godziny spędzone w piekle wydają się jej wiekami. Stopniowo przypomina sobie miejsca i osoby, które ją otaczają. „Gdzież ja jestem?... Kto ty jesteś?... Czyja żyją jeszcze? — pyta wtedy.

Biedne oczy usiłują odtworzyć ramy tego życia, które wydaje się jej z tak dalekiej przeszłości. Czasem rzęsiste łzy płyną cicho, a cała postać nosi na sobie znamię trudnego do oddania bólu. Dochodzi ona wreszcie do uchwycenia watka teraźniejszości i nie można wprost wyrazić głębokiego wzruszenia, jakie ją ogarnia nagle na myśl o tym, że jeszcze może miłować! Opisuje to Siostra Józefa parę razy w słowach, tchnących taką prostotą uniesienia, że nie sposób ich pominąć: Niedziela, dzień 19 marca 1922 r., trzecia niedziela Postu. — Znowu zeszłam do tej otchłani i zdaje mi się, że jestem tam już długie lata. Dużo cierpiałam, ale największą męczarnią jest przyjąć, że już na zawsze jestem niezdolna miłować Pana Jezusa. Dlatego też, kiedy wracam do życia, szaleją z radości. Myślą, że kocham Go coraz więcej i że, aby Mu tego dowieść, jestem gotowa cierpieć wszystko, co On tylko zechce. Zdaje mi się też, że wysoko sobie cenią moje powołanie i że kocham się w nim do szaleństwa. A parą wierszy niżej dodaje: „To, co widzę, daje mi wiele odwagi do cierpienia. Rozumiem wartość najmniejszych ofiar: Jezus je zbiera i posługuje się nimi dla zbawienia dusz.

Wielkim jest zaślepieniem unikanie cierpienia, choćby w najdrobniejszych rzeczach, skoro ono ma ogromną wartość nie tylko dla nas, ale służy także do ocalenia wielu dusz przed tak straszną męczarnią." Siostra Józefa starała się, z posłuszeństwa, opisać coś z tych zejść do piekła, które powtarzają się często w tym czasie. Wszystkiego przetłumaczyć na język ludzki nie można. Ale jeszcze kilka stron może posłużyć, jako cenna nauka. Będą one bodźcem dla dusz do poświęcenia i ofiary za zbawienie tych, którzy każdego dnia i o każdej porze są na brzegu przepaści, przedmiotem tragicznej rozgrywki między miłością i nienawiścią, między rozpaczą i miłosierdziem. „Kiedy schodzę do tego miejsca, pisze Józefa w niedzielę dnia 26 marca, słyszę krzyki wściekłości i piekielnej uciechy, bo jedna dusza więcej pogrąża się w mękach!..." „W tej chwili nie zdaję sobie sprawy z tego, że już schodziłam do piekła: wydaje mi się zawsze, że to po raz pierwszy. Zdaje mi się także, że to już na wieki i ta świadomość powoduje ogrom cierpień, bo przypominam sobie, że znałam i kochałam Pan Jezusa... że byłam zakonnicą, że Pan Jezus dał mi wielkie łaski i wiele środków do zbawienia. Cóż, więc uczyniłam, że zmarnowałam tak liczne łaski? Skąd to zaślepienie?... A teraz nie ma już sposobu!... Przypominam sobie także swe Komunie Święte.... nowicjat... Ale najwięcej męczy mię to, że kochałam tak bardzo Serce Jezusowe! Znałam Je i było Ono moim skarbem. Żyłam tylko dla niego!... A teraz jak żyd bez Niego?... nie móc Go miłować?... być w otoczeniu bluźnierców i dyszących nienawiścią? „Dusza moja jest udręczona i zdruzgotana tak, że nie umiem tego wyrazić; to nie da się wypowiedzieć..."

Józefa pisze często przede wszystkim o największej katuszy piekła; czyli o niemożliwości miłowania Boga. Przykładem są tutaj podane przez Siostrę Józefę głosy potępionych dusz: „Jedna z dusz potępionych woła: „Oto moja męka... chcieć kochać i nie móc. Pozostaje mi tylko nienawiść i rozpacz. Gdyby ktoś z nas, tu obecnych, mógł 32 raz chociażby wypowiedzieć jeden, jedyny akt miłości... nie byłoby to już piekło!... Ale my nie możemy, pokarmem naszym jest nienawiść i wzajemny wstręt!... (23 marca 1922 r.).

Inna z tych dusz nieszczęśliwych mówi w ten sposób: „Największą tutaj męką jest nie móc kochać Tego, którego musimy nienawidzić. Trawi nas głód miłości, ale już za późno... Ty także poczujesz ten sam głód: nienawidzić, mieć wstręt i pragnąć zguby dusz - oto nasze jedyne pragnienie!” (26 marca 1922 roku). Siostra Józefa z posłuszeństwa i mimo oporu swej pokory pisze: „W ciągu tych ostatnich dni, kiedy wloką mnie do piekła, gdy szatan rozkazuje innym dręczyć mnie, wtedy oni odpowiadają: „Nie możemy... jej członki już są umęczone dla Tego... (i tu określają bluźnierstwami Pana Jezusa) i wtedy szatan rozkazuje, dać mi do picia siarkę... a oni znów mówią: „Odmawiała sobie napoju... Szukajcie, szukajcie, aby znaleźć któryś z jej członków, lub jakąś część ciała, której dogadzała lub sprawiała przyjemność..." „Zauważyłam też, że kiedy mnie wiążą, by mnie zawlec do piekła, nie mogą mnie nigdy skrępować tam, gdzie nosiłam narzędzia pokutne. Wszystko to piszę z posłuszeństwa" (1 kwietnia, 1922 r.).

Przytacza ona też oskarżenia, które dusze potępionych podnoszą przeciw sobie: „Niektórzy ryczą wskutek męki bólu, jakiego doznają w swoich rękach. Ci, to chyba złodzieje, bo powtarzają sobie: Gdzież to wzięłaś? Przeklęte ręce!... Po co ta chęć posiadania tego, co do mnie nie należało, przecież nie mogłem był tego dłużej zatrzymać… jak tylko parę dni?... Inni oskarżają swój język, swe oczy... każdy to, co mu było powodem do grzechu: Drogo teraz płacisz, moje ciało, za te przyjemności, któreś sobie sprawiało... i samoś tego chciało!... (2 kwietnia, 1922 roku).

„Zdaje mi się, że dusze oskarżają się zwłaszcza z grzechów przeciw czystości, z kradzieży, z niesprawiedliwości w sprawach pieniężnych i że większość jest za to potępiona" (6 kwietnia, 1922 r.). Widziałam dużo dusz osób światowych, jak spadały w tę przepaść i nie sposób wyrazić, ani zrozumieć jak krzyczały i ryczały natychmiast przerażającym głosem: „Wieczne przekleństwo!... omyliłem się, zgubiłem się... jestem tu na zawsze... nie ma dla mnie już ratunku... jestem przeklęty na wieki!... I jedni oskarżali jakąś osobę, inni jakąś okoliczność, a wszyscy okazję swego upadku" (wrzesień 1922 r.).

„Dzisiaj widziałam wielką ilość dusz spadających do piekła; myślę, że były to osoby światowe. Szatan wołał: „Teraz jest dla mnie stosowna chwila do działania... Znam najlepszy środek, aby pochwycić dusze!... Obudzić trzeba w nich chęć użycia. Nie!... ja pierwsza... ja przede wszystkim!... zwłaszcza nie dopuścić do pokory, niech używają. Oto, co zapewnia mi zwycięstwo i co je tu sprowadza w tak wielkiej ilości!" (4 października, 1922 r.).

„Słyszałam, jak szatan, któremu wymknęła się pewna dusza, musiał wyznać swą bezsilność: „Wstyd! wstyd!... jak to, tyle dusz mi się wymyka? były przecież moje!... (i tu wyliczał ich grzechy). Pracuję bez wytchnienia, a jednak mi się wymykają... To, dlatego, że ktoś za nie cierpi i wynagradza!" (15 stycznia, 1923 r.).

„Tej nocy nie byłam w piekle, ale przeniesiono mnie do jakiegoś miejsca, gdzie nic było żadnego światła, tylko w środku płonęło coś w rodzaju ogniska. Położono mnie i związano tak, że nie mogłam się ruszyć. Koło mnie znajdowało się siedmiu, czy ośmiu osobników, bez ubrania; ich czarne ciała oświetlał tylko obłok ognia. Wszyscy siedzieli i rozmawiali. „Jeden mówił: Trzeba wielkiej ostrożności, aby nic rozpoznali naszej ręki, bo wtedy łatwo się spostrzegą i poznają, że to my." „Szatan odpowiedział: Możecie wejść przez uczucie indyferentyzmu (obojętność religijna)... tak, myślę, że tych możecie, oczywiście maskując się, żeby się nie spostrzegli, uczynić obojętnymi na dobro i zło i tak powoli skłaniać ich wolę do złego. W innych wzbudzajcie ambicję, niech szukają jedynie własnego interesu... jedynie powiększenia majątku, nie oglądając się, czy to godziwe, czy nie. „W tych znowu obudźcie zamiłowanie przyjemności i zmysłowości. Niech występek ich zaślepi! (Tu użył wstrętnych słów). „Do tamtych... wchodźcie przez serce... wiecie, do czego skłaniają się te serca... idźcie... idźcie śmiało... niech kochają! niech się roznamiętniają!... Tylko mi dobrze pracujcie, bez wytchnienia, bez litości, trzeba zgubić świat... i niech mi się tylko dusze te nic wymkną!" „A inni odpowiadali od czasu do czasu:

„My twoi niewolnicy... będziemy pracowali bez odpoczynku. Tak, wielu walczy z nami, ale my będziemy pracowali dzień i noc bez przerwy. Uznajemy twoją potęgę... itd." „W ten sposób rozmawiali sobie wszyscy, a ten, który zdaje mi się być szatanem, wymawiał obrzydliwe słowa. Z oddali słyszałam jakby brzęk kielichów i szklanek, a on wołał: „Pozwólcie im się objadać!... potem już wszystko będzie łatwe... Niech ci, co tak lubią używać, skończą swoją ucztę. To brama, przez którą wejdziecie." „Dodał rzeczy tak straszne, że niepodobna ich powtórzyć ani napisać. Potem znikli, jakby przepadając w dymie" (3 lutego, 1923 r.).

„Szatan krzyczał z wściekłością, ponieważ jakaś dusza mu się wymykała: „Wzbudźcie w niej lęk! Doprowadźcie ją do rozpaczy! Ach, jeżeli ona zawierzy się miłosierdziu Tego... (i bluźnił Panu Jezusowi), jestem zgubiony! Ale nie! Napełnijcie ją trwogą, nic opuszczajcie jej na chwilę, a zwłaszcza doprowadźcie ją do rozpaczy!" „Wtedy w piekle słychać było jedynie okrzyki wściekłości. Kiedy zaś szatan wyrzucił mnie z tej przepaści, nic przestawał mi grozić. I mówił między innymi: „Czy to możliwe?... czyż to prawda, że słabe stworzenia mają więcej mocy niż ja, który jestem tak potężny. Ale ja się ukryję, aby ujść uwagi... Najmniejszy kącik mi wystarczy dla umieszczenia pokusy: za uchem, na kartkach książki,... przy łóżku... niektórzy nic sobie nie robią, ale ja mówię... mówię... a wskutek mówienia zawsze coś zostaje... Tak, schowam się tam dobrze, gdzie mnie nikt z was ludzi nie odkryje! (7-8 lutego, 1923 roku).

Siostra Józefa pisze jeszcze wracając z czeluści piekielnych: „Widziałam, jak wpadało do piekła wiele dusz. Między innymi była wśród nich dziewczynka piętnastoletnia, przeklinająca swych rodziców, ponieważ nic nauczyli jej bojaźni Bożej i nie przestrzegli przed tym, że istnieje piekło! Mówiła, że jej życie, chociaż tak krótkie, było pełne grzechów, ponieważ pozwalała sobie na wszystkie przyjemności, jakich domagało się od niej ciało i namiętności. Oskarżała się zwłaszcza z czytania złych książek..." (22 marca, 1923 roku).

I znowu powracając z piekła pisze Siostra Józefa, co przeklinały dusze potępionych: „Dusze przeklinały powołanie, które otrzymały, a któremu nie dochowały wierności... powołanie, które straciły, ponieważ nie chciały żyd w ukryciu i umartwieniu.” (18 marca, 1922 roku)

„Wielu kapłanów, zakonników i zakonnic, którzy upadli na drodze powołania przeklinało swe śluby, zakon, przełożonych i wszystko, co mogło im przynieść łaskę i światło utracone... (18 marca, 1922 roku)

„Jeden dostojników oskarżył się, że używał nieprawnie dóbr, które do niego nie należały"... (28 września, 1922 roku)

„Kapłani przeklinali swój język, który wymawiał słowa konsekracji, palce, które trzymały Pana Jezusa, rozgrzeszenia, których udzielali, nic myśląc o własnym zbawieniu, wszystkie okazje, które ich doprowadziły do wiecznego piekła..." (6 kwietnia, 1922 roku)

„Pewien kapłan mówił: „Doprowadziłem się do zguby, bo używałem pieniędzy, które do mnie nie należały..." I oskarżał się, że korzystał z pieniędzy złożonych na ofiary mszalne, nie odprawiając Mszy Świętych... Drugi mówił, że należał do tajnego towarzystwa (masonerii – kościoła szatana), w którym zdradził Kościół i religię i że za pieniądze ułatwiał straszliwe profanacje i świętokradztwa.

Inny mówił, że się potępił, ponieważ uczęszczał na świeckie widowiska, po których nie powinien był odprawiać Mszy Świętej... I w ten sposób żył około siedmiu lat..." Józefa pisała, że większość dusz zakonnych, pogrążonych w piekle, oskarżała się ze strasznych grzechów przeciw czystości... z grzechów przeciw ślubowi ubóstwa... z nieprawego używania dóbr zgromadzenia... z namiętności przeciwnych miłości, (zazdrości, zawziętości, nienawiści itd.) z rozluźnienia i oziębłości... z wygód, na które sobie pozwalały, a które doprowadziły je do ciężkich przewinień... ze złych spowiedzi, odprawianych świętokradzko z powodu względu ludzkiego, z braku męstwa i szczerości itd.

Oto poniżej tekst z notatek Józefy o piekle dusz Bogu poświęconych: „Tematem rozmyślania dnia dzisiejszego był sąd szczegółowy duszy zakonnej. Duszę moją opanowały całkowicie te myśli o sądzie, mimo przeżywanej udręki. Nagle poczułam, że jestem związana i przygnieciona takim ciężarem, że w jednej chwili poznałam jasno, czym jest świętość Boga i jaki On ma wstręt do grzechu.

(...) Pisze ona dalej: „Nagle znalazłam się w piekle, ale nic wleczono mnie tak, jak innym razem. Dusza wlatuje tam sama, rzuca się tam, jakby chcąc zniknąć z przed oblicza Boga, by móc Go nienawidzić i przeklinać! 36 „Dusza moja wpadła w przepaść, której dna nie widać, tak jest ogromna!... Natychmiast usłyszałam, jak inne dusze ucieszyły się, widząc mnie w tych samych mękach. Męczeństwem już jest słuchać tych strasznych krzyków, ale myślę, że nic nie da się porównać z bólem, płynącym z pragnienia przeklinania, które ogarnia duszę. Im bardziej się przeklina, tym więcej wzmaga się to pragnienie! Nigdy tego nie doznałam. Niegdyś dusza moja była przejęta bólem wobec tych strasznych bluźnierstw, chociaż sama nie mogła się zdobyć na żaden akt miłości. Ale dziś było odwrotnie! Piekło wyglądało tak, jak zwykle, długie korytarze, zagłębienia, ogień... Słyszałam krzyki i bluźnierstwa tych samych dusz, bo aczkolwiek — tak jak to pisałam już kilka razy — nie widzi się kształtów cielesnych, to przecież przeżywa się cierpienia, tak jakby ciała były obecne. Dusze też nawzajem mogą się rozpoznać.

Krzyczały one: „Hola! jesteś tutaj!... i ty tak jak my! miałyśmy swobodę wiązać się ślubami lub nie!... ale teraz..." I przeklinały swe śluby. „Potem wepchnięto mnie do tej ognistej niszy i ściśnięto jakby między rozpalonymi kawałkami blachy, a w ciało moje zagłębiały się łańcuchy i kolce, rozpalone do czerwoności." Tu Józefa powtarza opis rozlicznych cierpień, które nie oszczędzają żadnego członka: „Czułam jakby mi chcieli, chociaż bezskutecznie, wyrwać język; ostry ból stąd dochodzący doprowadzał mnie do szaleństwa. Oczy chciały wyskoczyć na wierzch, chyba z powodu ognia, który je tak strasznie pali! Nawet każdy paznokieć musi strasznie cierpieć. Nie można ruszyć palcem, by znaleźć trochę ulgi, ani zmienić pozycji; ciało jest jakby spłaszczone i zgięte we dwoje. W uszach brzmią wciąż te zawstydzające okrzyki, nie ustające na chwilę. Wstrętny, przykry zapach zaczadza i przenika wszystko, czuć jakby gnijące ludzkie ciało, które się pali wraz ze smołą i siarką... jest to mieszanina, której z niczym nie da się porównać na świecie. „Wszystko to czułam tak, jak innym razem i chociaż te katusze są straszne, byłoby to niczym, gdyby nie cierpiała dusza.

Ale ona cierpi w niewypowiedziany sposób. Dotychczas, kiedy schodziłam do piekła, przeżywałam straszliwy ból; myślałam, bowiem, że wystąpiłam z zakonu i że za to zostałam potępiona. Ale tym razem nie. Byłam w piekle ze szczególnym znamieniem zakonnicy, więc ze znakiem duszy, która znała i kochała Boga. I widziałam inne dusze zakonników i zakonnic, noszących to samo znamię. Nie potrafię powiedzieć, po czym to się poznaje, być może po tym, że inni potępieni i szatani lżą takie dusze w sposób niesłychany... wielu kapłanów także! Nic umiem wyrazić, czym jest to cierpienie, różniące się od tych, których doznawałam innym razem.

Chociaż bowiem katusze duszy świeckiej są straszne, to niczym są jednak wobec cierpieć duszy zakonnej. " Bez przerwy te trzy słowa: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo brzmią w duszy jak gryzące wyrzuty;

Ubóstwo! Miałaś swobodę i wybrałaś ślub. Dlaczego więc starałaś się o ten dobrobyt?... Dlaczego zachowałaś przywiązanie do tego przedmiotu, który nie należał do ciebie? Dlaczego starałaś się o tę wygodę dla swego ciała? Dlaczego pozwalałaś sobie na rozporządzanie rzeczami, które stanowiły dobro zgromadzenia?... Czy nie wiedziałaś, że nie masz żadnego prawa do posiadania? Że wyrzekłaś się go dobrowolnie?... Dlaczego te szemrania, kiedy czegoś ci zabrakło, albo, kiedy ci się zdawało, że jesteś traktowana gorzej niż inni?... Dlaczego?

Czystość! Sama złożyłaś ten ślub, dobrowolnie i całkowicie zdając sobie sprawę z tego, czego się wyrzekasz... Sama się zobowiązałaś... sama chciałaś... A potem, jak go zachowywałaś?... Dlaczego więc nie zostałaś tam, gdzie mogłaś sobie pozwolić na używanie ciała i przyjemności? A dusza odpowiada nieustannie w niewypowiedzianej męce: „Tak, złożyłam ten ślub i byłam wolna... nic potrzebowałam tego czynić, ale sama to uczyniłam z zupełną swobodą!..." Nie ma słów, które mogłyby wyrazić mękę tych wyrzutów — pisze Józefa — połączonych z obelgami innych potępionych!

Posłuszeństwo! Sama z własnej woli zobowiązałaś się słuchać swej reguły i przełożonych. Dlaczego więc krytykowałaś rozkazy? Dlaczego byłaś nieposłuszna głosowi regulaminu?... Dlaczego zwalniałaś się z tego obowiązku życia wspólnego?... Przypomnij sobie słodycz reguły... wzgardziłaś nią sama!... A teraz, ryczą głosy piekielne, musisz nas słuchać i to nic jeden dzień, nie jeden rok, nic jeden wiek, ale zawsze... na wieki!... Wybrałaś sobie to: byłaś swobodna! A dusza odpowiada nieustannie w niewypowiedzianej męce: „Tak, złożyłam ten ślub i byłam wolna... nic potrzebowałam tego czynić, ale sama to uczyniłam z zupełną swobodą!..." Nie ma słów, które mogłyby wyrazić mękę tych wyrzutów — pisze Józefa — połączonych z obelgami innych potępionych! Dusza nieustannie przypomina sobie, że Boga wybrała na Oblubieńca i że Go miłowała nade wszystko... że dla Niego wyrzekła się najgodziwszych przyjemności i wszystkiego, co było dla niej najdroższe na świecie, że na początku życia zakonnego zakosztowała słodyczy, mocy i czystości tej Bożej miłości, a teraz, wskutek jednej niepohamowanej namiętności... musi wiecznie nienawidzić tego Boga, który ją wybrał, aby Go kochała! Ta konieczność nienawidzenia pali ją jak pragnienie... Ani jednego wspomnienia, które by mogło jej przynieść najmniejszą ulgę.

Jedną z największych katuszy — dodaje Józefa — jest wstyd, który ją ogarnia. Zdaje się, że wszystkie dusze potępione, które ją otaczają, krzyczą bez przerwy: „Cóż nadzwyczajnego, że myśmy się potępiły, my, które nie miałyśmy takich, jak ty, pomocy?... Ale ty! Czegóż ci brakowało? Ty, która żyłaś w Pałacu Króla... ty, która zasiadałaś do Stołu wybranych..." Wszystko, co piszę — kończy Józefa — jest tylko cieniem tego, co dusza cierpi. Nie ma właściwie takich słów, które by mogły wyrazić piekielne katusze dusz potępionych w otchłani (4 września, 1922 roku).
Quas Primas shares this
861
Piekło - Józefa Mendez
Anieobecny
,,Najwięcej dusz w piekle jest tych, które w piekło nie wierzyły..."
S. Faustyna
Jota-jotka
Tak to jest największe osiągnięcie szatana wmówić ,że piekła nie ma
... a żeby się zbawić wystarczy być dobrym człowiekiem .
Anieobecny
I, o ironio! ludzie w to wierzą...
Jota-jotka
Wizja piekła to trzeba znać.

„Skrępujcie jej nogi, zwiążcie jej ręce!..."
W tej chwili nie wiedziałam już gdzie się znajduję, czułam, że mnie silnie wiązano i unoszono. Inne głosy syczały:
To nie nogi trzeba jej skrępować, ale serce!" A szatan odparł: „Ono nie należy do mnie."

,,Jedną z największych katuszy — dodaje Józefa — jest wstyd, który ją ogarnia. Zdaje się, że wszystkie dusze potępione…More
Wizja piekła to trzeba znać.

„Skrępujcie jej nogi, zwiążcie jej ręce!..."
W tej chwili nie wiedziałam już gdzie się znajduję, czułam, że mnie silnie wiązano i unoszono. Inne głosy syczały:
To nie nogi trzeba jej skrępować, ale serce!" A szatan odparł: „Ono nie należy do mnie."

,,Jedną z największych katuszy — dodaje Józefa — jest wstyd, który ją ogarnia. Zdaje się, że wszystkie dusze potępione, które ją otaczają, krzyczą bez przerwy:
„Cóż nadzwyczajnego, że myśmy się potępiły, my, które nie miałyśmy takich, jak ty, pomocy?...
Ale ty! Czegóż ci brakowało?...,,