Christmas Campaign: Financial Insights
Clicks481
Edward7
1

Pseudoepidemia: Covid-19 nigdy się nie skończy, dlaczego?

Krztusiec rozprzestrzenił się w szpitalu jak płonący ogień. Wszystko zaczęło się od internisty i szybko się rozprzestrzeniło, zmieniając się w ostry kaszel wśród personelu medycznego. Chociaż choroba ta nie jest śmiertelna dla zdrowych dorosłych, może być śmiertelna dla starszych, delikatnych dzieci i bardzo młodych, więc system opieki zdrowotnej zareagował natychmiast. Nie było czasu do stracenia - w ciągu kilku tygodni ponad 1000 osób z zespołu zostało odesłanych do domu i poddanych kwarantannie. 142 osoby otrzymały pozytywny wynik, tysiące osób otrzymało antybiotyki, a centrum zamknięto. Odpowiedź przyszła szybko i skutecznie, pracownicy służby zdrowia byli dobrze wyszkoleni i uzbrojeni w najlepsze narzędzia współczesnej medycyny.

Widok z lotu ptaka na centrum medyczne Dartmouth-Hitchcock
W laboratorium nie potwierdzono ani jednego przypadku krztuśca ostatecznym testem na posiew bakterii Bordetella. Zamiast tego personel medyczny cierpiał na powszechne choroby układu oddechowego, takie jak przeziębienie.

[...] specjaliści uważają, że problemem była ich przesadna wiara w szybki i bardzo czuły test molekularny, który ich zdezorientował [...] W Dartmouth decyzja skupiała się na zastosowaniu testu PCR, który rejestruje reakcję w łańcuchu polimerazy, znana jest jego wrażliwość [...] że zgłasza fałszywie dodatnie wyniki, a gdy testuje się setki lub tysiące ludzi, jak w przypadku Dartmouth, fałszywie dodatnie wyniki mogą prowadzić do przekonania, że mamy do czynienia z epidemią.

Nie mamy krajowych danych na temat pseudoepidemii spowodowanych nadmiernym poleganiem na takich testach molekularnych, wyjaśniła dr Trish M. Perl, [...] dodając, że pseudoepidemie zdarzają się cały czas . Sprawa Dartmouth mogła być jedną z najważniejszych, ale w żadnym wypadku nie jest wyjątkiem, powiedział. Był podobny przypadek krztuśca w Bostońskim Szpitalu Dziecięcym zeszłej jesieni z udziałem 36 osób dorosłych i 2 dzieci. Jednak ostateczne testy nie wykryły krztuśca.

„Ponieważ uważaliśmy, że przypadki były związane z krztuścem i biorąc pod uwagę obecność w szpitalu wrażliwych pacjentów, postąpiliśmy zgodnie z tym” - wyjaśnił.

„Gdybyśmy się na tym zatrzymali, myślę, że wszyscy pomyślelibyśmy, że to wybuch krztuśca i że mamy go pod kontrolą” - powiedział dr Kirkland.

„To problem - wiemy, że jest” - powiedział dr Perl. - Przypuszczam, że to, co wydarzyło się w Dartmouth, będzie coraz bardziej powszechne.


Logika cyrkularna w medycynie

Ta historia ma żywotne znaczenie, biorąc pod uwagę bieżące wydarzenia, ponieważ zwracamy się do testów RT-PCR jako standardowego testu na COVID. Jednak problem pseudoepidemii nie jest przedmiotem dyskusji. Szybkie testy sprawdzające obecność wirusa to coś bardzo nowego, co wyjaśnia jeden z powodów, dla których świat zmaga się z poprawą wydajności testów.

„Najważniejszym przesłaniem jest to, że wszystkie laboratoria są podatne na fałszywie dodatnie odczyty ” - wyjaśnia dr Petti. „Żaden wynik testu nie jest absolutny, a to jest jeszcze bardziej niepokojące w przypadku wyników testów opartych na PCR”.
Nie ma to być kontrowersyjne stwierdzenie, jest to fakt w przypadku większości pomiarów naukowych. Ale pomimo tego, że jest to znane i oczywiste stwierdzenie, stało się nie tylko kontrowersyjnym pomysłem, jeśli chodzi o Covid, ale został zdecydowanie odrzucony przez rządy i organizację medyczną . Co gorsza, kto ośmiela się zadawać pytania na temat prawdziwego nasilenia Covid zwykle dostaje odpowiedzi typu: „ Myślę, że nie dbają o setki tysięcy zgonów spowodowanych tym co się stało . Ale jeśli testy są błędne, w które liczą się również te śmierci, stąd tego rodzaju odpowiedź nie ma sensu.

Problem jest prosty, ale oparty na błędnej logice. W przypadku 2006 r. Zdrowy rozsądek został potwierdzony dzięki zastosowaniu testu, którego wyniki trwały znacznie dłużej, ale był wiarygodny. Reprezentował żywą definicję tego, co nazywa się prawdą naukową: ostatecznego arbitra, tego, który definiuje rzeczywistość.

Wyniki testów PCR można było porównać z prawdą naukową po rozsądnym czasie, co doprowadziło do wielkiego odkrycia: wskaźnik błędów PCR wyniósł 100%.

Ale nie ma testu na covid-19. Co to więcej, jest ten „nowy” wirus, którego dokładne skutki nie są znane, dlatego zdecydowano, że oczywisty wybór odnoszący się do objawów, jako prawdy naukowej wiązałby się ze zbyt dużym ryzykiem. Ta szczególna sytuacja oznaczała nowość i coś bardzo poważnego. Test PCR stał się ostateczną prawdą. Pomimo 100% marginesu błędu w przeszłości, z definicji teraz przyznaje się zerowy margines błędu.

Czy twój test jest pozytywny? On ma wirusa, koniec historii. Czy nie czujesz dyskomfortu? Nie ma znaczenia, ta infekcja przebiega bezobjawowo. Brak przeciwciał? Nie ma to znaczenia, na pewno wkrótce się pojawią. Czy nigdy nie wytwarzasz przeciwciał, ale i tak zaczynasz dawać pozytywne wyniki? Jak tajemnicze, może masz nowy układ odpornościowy nieznany nauce . Czy twoje testy są pozytywne, potem negatywne i znowu pozytywne? Straszne: organizm nie rozwija odporności tak samo, jak w przypadku innych wirusów.O czym myśleć w przypadku testów, które kończą się sukcesją negatywnych, pozytywnych, negatywnych, pozytywnych, negatywnych ? Cóż, uznamy je za pozytywne dla większego bezpieczeństwa. Objawy ustąpiły kilka miesięcy temu, ale pozytywne testy wciąż się kumulują ... Nie ma to nic wspólnego z badaniami, wystarczy, że zostanę w zamknięciu na czas nieokreślony . I tak pojawiają się tego typu reakcje.

Wiele wyjaśnień dotyczących tymczasowych testów PCR na obecność COVID wymaga nowych teorii medycznych wymyślonych w locie, a niektóre z nich są absurdalne. Dokładnie tego można by się spodziewać w środowisku, w którym nikt nie może kwestionować ważności pozornie spektakularnego testu bez marginesu błędu. Zgromadzono oszałamiającą ilość dowodów na słabą wiarygodność testów na COVID, jak w przypadku między innymi Dartmouth-Hitchcock. Monopol na test, który zaprzecza jakiejkolwiek innej fundamentalnej prawdzie i zabrania prawa do wyrażania stylu „ który jest fałszywie pozytywny„To sprawia, że agencje zdrowia publicznego są coraz bardziej nieobliczalne. W 2006 roku jedyną rzeczą, która uchroniła je przed uwierzeniem, że kontrolowali nieistniejącą epidemię, było zastosowanie wiarygodnego testu. Bez niego eksperci medyczni mogliby zdać schizofreników, wierząc, że walczą z niewidzialnym i niezwyciężonym wrogiem, który wszędzie zostawiał znaki, nawet jeśli nie były one prawdziwe. A im więcej czasu mijało i im bardziej niepokojące stawały się ich działania, tym trudniej było zaakceptować prawdę: że zamknęli szpital i na próżno narażali pacjentów na niebezpieczeństwo.

Z tego powodu w 2007 roku zespół medyczny zaczął opowiadać o tym, co się stało, aby ostrzec nas przed niebezpieczeństwami PCR. Ale bez powodzenia, ich ostrzeżenia nie zostały usłyszane.

Żeby było jasne, nie twierdzę, że poziom nasilenia pseudoepidemii COVID-19 jest porównywalny z tym, co wydarzyło się w Dartmouth-Hitchcock. Gdyby tak było, nie musiałyby nigdzie istnieć rzeczywiste przypadki zakażenia zakaźnego, a to wymagałoby jakiegoś wyjaśnienia, np. Szczyty nadmiernej śmiertelności w niektórych krajach, nietypowe trudności w oddychaniu itd., Na co odkładam kolejny dzień. Na razie zwróćmy uwagę, że kraje, które nie zarejestrowały nadmiernych zgonów, są dość liczne, pomimo potwierdzenia 200 tysięcy przypadków w Niemczech, na przykład:

A także Austria, Dania, Estonia, Finlandia, Grecja, Węgry, Luksemburg, Malta i Norwegia, żeby wymienić tylko kilka. Pytanie, dlaczego niektóre kraje zgłaszały przypadki bez nadmiernej liczby zgonów, podczas gdy inne zgłaszały skoki, jest bez wątpienia przedmiotem gorącej debaty, ale ponieważ każde badanie ma ograniczoną przestrzeń, wolę dziś skupić się na fałszywie pozytywnych wynikach.

Fałszywe alarmy i ich koncepcje

Odsetek fałszywych alarmów w testach COVID jest ważny. Ma to znaczenie ze względu na oszałamiającą liczbę przeprowadzonych testów. W czasie, gdy piszę ten artykuł, w Stanach Zjednoczonych codziennie przeprowadza się około pół miliona testów, a eksperci ds. Zdrowia publicznego mówią ludziom, aby „kontrolowali wirusa” to 4,3 milion testów codziennie będą potrzebne. To ogromna ilość testów. W tych skalach nawet niewielki odsetek fałszywie pozytywnych wyników spowodowałby masową i niekończącą się pseudoepidemię.

Kiedy zacząłem badać ten temat, pomyślałem, że znajdę wiele badań dotyczących liczby fałszywie pozytywnych wyników testów COVID. W rzeczywistości są rzadkie.

Jednym ze źródeł jest raport norweskiego organu ds. Zdrowia, w którym określają, że aby wykryć wynik prawdziwie pozytywny, konieczne jest zdanie testu 12 000 osób, z których 15 zgłosi fałszywie dodatni wynik, podczas gdy tylko jedna ujawni przypadek, że tak jest - badawczy.

Ale jak doszli do tego wniosku, skoro test jest wiarygodny? Nie wiedzą. Chodzi o logikę kołową:

„W takich sytuacjach pracownicy służby zdrowia nie powinni polegać na pozytywnym wyniku, dopóki nie przeprowadzą nowego badania, aby go potwierdzić”
Innymi słowy, prawdziwie pozytywny wynik definiuje się jako dwa pozytywne testy. Ta definicja wcale nie jest logiczna.

Rozważmy scenariusz Dartmouth-Hitchcock: test jest bezużyteczny. Margines błędu wynosi 100%. W tym przypadku przebadano „prawie 1000” osób (nazwijmy to około tysiąca), a 142 pozytywnie, ale prawdziwy margines pozytywów wynosił zero. Gdybyśmy modelowali test jak fałszywą monetę, zgodnie z norweską definicją całkowita liczba zarażonych wzrosłaby (142/1000) ² = ~ 2%. Wybuch nigdy by się nie skończył.

Pamiętaj o liczbie 2%. Wrócimy do tego.

Całkowity odsetek wyników fałszywie pozytywnych może być mylący. W przeliczeniu na procenty Norwegia twierdzi, że ich test ma fałszywie dodatni wynik na poziomie 0,125%, a jeśli odejdziemy na chwilę od problemów logicznych, w rzeczywistości brzmi to bardzo słabo. Jednak sygnał, który próbują wykryć, jest tak mały, że margines błędu kończy się na 94%, bardzo blisko 100% marginesu błędu w teście „krztuśca”.

Badanie opublikowane w British Medical Journal "próbuje tańczyć" wokół tej szczerze nielogicznej metodologii:

Brak „standardowej reguły praktycznej” dla testów COVID-19 utrudnia dokładną ocenę tych testów.

Nieuchronnie wprowadza to pewne odchylenie związane z włączeniem, gdzie oceniany test jest częścią standardowego odniesienia , co mogłoby zawyżyć pomiar czułości tych testów.
Dokument przedstawia również opinię zespołu medycznego na temat testów PCR: prawdziwym problemem są fałszywie negatywne wyniki, a nie fałszywie pozytywne wyniki. Dzieje się tak, ponieważ badacze medyczni definiują fałszywie negatywny wynik jako negatywny, po którym następuje pozytywny wynik . Co się dzieje, gdy negatywne zdanie jest poprawne, a pozytywne jest fałszywe? To niefortunne użycie logiki może zmienić fałszywe pozytywne wyniki w fałszywe negatywy, a ponieważ fałszywe negatywy zasługują na znacznie gorszą uwagę niż fałszywie pozytywne, jest to wykorzystywane jako pretekst do obniżenia progu testów jeszcze bardziej niż jest. który został już obniżony, co może prowadzić do pętli powtarzających się fałszywych trafień interpretowanych jako więcej fałszywie negatywnych wyników.

W rzeczywistości autor artykułu BMJ nawet nie porusza kwestii fałszywych trafień, to tak, jakby wierzył, że tak naprawdę nie istnieją. Dba tylko o fałszywe negatywy ze względu na oficjalne dane od 2% do 29%. (Tak duża różnorodność fałszywie negatywnych raportów zmusza nas do postawienia pytania przede wszystkim, czy badany test jest taki sam).

Ale niezależnie od tego, kto by to był, uznanie „wyzwania” (jakkolwiek absurdalne może to być), jakie stawia kalibracja testu przeciwko sobie, prowadzi do jedynej dostępnej alternatywy: zignorowania testu, co jest oczywiście nie do pomyślenia. Teraz, gdy RT-PCR weszła na masową skalę, musi być stosowana, niezależnie od tego, czy ma to sens, czy nie.

Jednym ze sposobów określenia odsetka wyników fałszywie pozytywnych jest sprawdzenie tych próbek, które nie są zainfekowane. Prezydent Tanzanii uczynił to niezapomnianym, wysyłając próbki kóz i owoców do laboratorium ; wynik wyszedł pozytywnie. Następnie zwolnił swojego głównego lekarza. Pomimo wyśmiewania naukowców już wcześniej przeprowadzali tego rodzaju testy. Przed COVID najpoważniejszym i najnowszym nowym koronawirusem był MERS-CoV, który rozprzestrzenił się około 5-7 lat temu. Naukowcy wysłali do laboratoriów szeroką gamę ślepych próbek, niektóre ze zwykłym koronawirusem zamiast MERS-CoV. 8,1% laboratoriów wygenerowało fałszywie pozytywne wynikiza niezdolność do odróżnienia MERS-CoV od innych nieszkodliwych wirusów (typ odpowiedzialny za przeziębienie). Uwaga: to nie to samo, co 8,1% fałszywie dodatnich wyników. Zakładając, że liczba przypadków uległa eskalacji, prawdziwy odsetek wyników fałszywie pozytywnych będzie zależał od interpretacji testów. Gdyby wszystkie laboratoria miały taką samą wydajność i dostępne były jednorodne próbki, uzyskalibyśmy odsetek wyników fałszywie dodatnich. W rzeczywistości heterogeniczna precyzja laboratoriów ujawniłaby częściowe „gorące punkty”, które tak naprawdę nie istnieją.

To bardzo wysoki wynik, że 8% laboratoriów generuje fałszywie dodatnie wyniki. Aby dać nam perspektywę, fałszywie dodatni wskaźnik COVID w USA spowodowałby niekończącą się pseudo-epidemię około 600 zgonów dziennie, na zawsze i (przy założeniu, że celem „tłumienia” jest 4,3 miliona dzień) około 344 000 nowych fałszywych przypadków dziennie, nawet w przypadku całkowitego zniknięcia wirusa.

Rzeczywisty odsetek wyników fałszywie dodatnich w przypadku COVID musi być niższy, ponieważ w niektórych krajach, w których dochodzi do przekroczenia epidemii, średnia wyników testów dodatnich jest obniżona do 1% -2%, dlatego też ustalono górną granicę dla każdego oznaczają fałszywe alarmy. Jednak poziom błędu wynoszący 8% byłby bezużyteczny w przypadku testów masowych: fakt, że zdarzyło się to zaledwie pięć lat temu, powinien nasunąć pytanie: ile fałszywych alarmów ma zasady rządzące testami na obecność COVID? Jednak nikt nie zna odpowiedzi, a niektórzy „eksperci” medyczni twierdzą, że testy mają zero procent wyników fałszywie pozytywnych . Co za majaczenie, musiało to zmartwić wszystkich.

Osoby odpowiedzialne za zdrowie publiczne nie rozumieją danych

Przykład szalejącego zamieszania w rządach w związku z danymi dotyczącymi COVID pojawił się wczoraj w postaci nagłej decyzji, zgodnie z którą osoby powracające do Wielkiej Brytanii z wakacji w Hiszpanii musiały odbyć dwutygodniowy areszt domowy, rzekomo spowodowany nagłą „drugą falą” spraw w Hiszpanii.

W związku z tym będzie to druga fala, której spodziewano się na około 3 lipca.

Ale ile testów ma Hiszpania za plecami? Czy to możliwe, że ograniczyli się do zwiększenia liczby testów na populacji? Oczywiście podstawowe pytanie, którego nie możemy zignorować.

W rzeczywistości zwiększyli liczbę testów około 3 lipca, kiedy to zbiegło się z początkiem mnożenia przypadków. Teraz to tylko korelacja. Nie oznacza to automatycznie, że wzrost liczby przypadków pozytywnych jest spowodowany wzrostem liczby testów. Gdyby testy zostały wywołane odkryciami naukowymi, na przykład gdy ktoś ma określone objawy, wtedy woluminy testowe zajmowałyby się tylko śledzeniem wirusa, a nie odwrotnie, czego chcemy.

Niestety WHO zadeklarowała, że kraje będą się przykładać do „robienia testów i więcej testów”, więc ten test nie jest prowadzony zgodnie z prezentacją objawów. Wiemy o tym, ponieważ istnieje wiele testów, które są negatywne (zakładając, że ktoś, kto ma objawy covid, potwierdzi, że ma na niego wpływ, oczywiście, co wywołałoby kolejną debatę). Spójrzmy na wykres proporcjonalny:

Widziana w ten sposób druga fala zanikła. Występuje niewielka tendencja wzrostowa po ostatnim tygodniu, ale jak widzieliśmy, różnica między 1,5% a 2,5% testów, które są pozytywne, niekoniecznie jest istotna w przypadku RT-PCR. Fałszywie dodatni wskaźnik około 2% jest tym, co policzylibyśmy w sytuacji typu Dartmouth-Hitchcock z ich techniką „powielania”. Nawet jeśli założymy, że współczesne testy są znacznie lepsze, liczby są tak niskie, że nadal zajmują strefę zagrożenia.

Hiszpania przeprowadza kontrole temperatury we wszystkich przylotach na lotniskach. Najprawdopodobniej napływ ludzi znacznie wzrósł w związku z wakacjami. U pewnej części tych osób uzyskano pozytywny wynik kontroli temperatury z wielu powodów, a te osoby są badane za pomocą RT-PCR. Wtedy niektórzy ludzie uzyskają wynik pozytywny, nawet jeśli nie jest prawdziwy, ponieważ tak właśnie działają testy. Nic więcej nie jest potrzebne do stworzenia „drugiej fali”.

Znowu nie twierdzę, że 100% tych nowych pozytywnych przypadków jest fałszywych. Prawdopodobnie potrzebne są osoby bezobjawowe. Chodzi mi o to, że naprawdę nie ma sposobu, aby wiedzieć na pewno, ponieważ próbując wykryć bardzo słaby sygnał, fałszywe alarmy mogą szybko przewyższyć liczbę prawdziwych pozytywów, nawet jeśli odsetek fałszywych trafień nie jest wysoki. Pod koniec epidemii ryzyko fałszywie dodatnich wyników jest szczególnie wysokie, ponieważ, jak widać na wykresie zgonów, covid już dawno zniknął w Hiszpanii, co wyjaśnia tak słaby sygnał:

Od 9 czerwca zgony z powodu pozytywnego wyniku COVID praktycznie zniknęły w Hiszpanii, chociaż 1% -1,5% testów dało ogólnie pozytywny wynik. Najprawdopodobniej jest to szum tła podczas tych testów.

Wnioski

Czasy covid zniszczyły moją wiarę w rząd i akademickie doświadczenie systemu opieki zdrowotnej, jak przypuszczam na zawsze. Pojawiło się tak wiele problemów, na przykład twórcy modeli, którzy kierują polityką rządu, mimo że nie wiedzą, jak prawidłowo programować komputery lub przewidywać epidemie. Ale jednym z najbardziej przygnębiających problemów jest pozornie uniwersalne założenie, że fałszywe alarmy nie są ważne, a blokady są bezpłatne.

Biorąc pod uwagę obecne definicje, covid-19 nigdy się nie skończy. Z jego powodu ludzie umierają bez wytchnienia, nawet jeśli wirus całkowicie zniknie. Co gorsza, system jest zamknięty w szeregu pętli sprzężenia zwrotnego - jeśli z jakiegoś powodu liczby testów zostaną zwiększone, to liczba przypadków będzie następować, co z kolei gwałtownie zwiększy liczbę testów i liczby są pozytywne, wywołując w ten sposób lokalne blokady z ich bezużytecznymi i absurdalnymi rytuałami , aż ludzie wpadną w depresję i przestaną próbować robić rzeczy, które powodują, że testowane liczby ponownie spadają.

Systemem opieki zdrowotnej zarządzają ludzie, którzy nie ponoszą konsekwencji nadmiernych reakcji politycznych. Utrata miejsc pracy spowodowana zamknięciem się nie wpłynie na nich, ponieważ pracują dla rządu. Trudno sobie wyobrazić wyrażenie, które przenika wszystko, „ jedna norma dla nich, a inna dla nas ”. Dlatego nie jest zaskakujące, gdy czytamy, że "Public Health of England" definiuje śmierć z powodu COVID w ten sposób: każdy, kto uzyskał pozytywny wynik testu kiedykolwiek, umarł z jakiegokolwiek powodu w dowolnym momencie.. Innymi słowy, kiedy twierdzą, że Wielka Brytania może być „jednym z najbardziej dotkniętych krajów na świecie”, mają na myśli fantazyjne statystyki. Zostało to zdefiniowane przez urzędników zdrowia publicznego w Anglii z obawy, że zostaną napiętnowani, że bagatelizują problem tylko po to, by pomóc kapitalistycznym robotnikom. Pomysł, że stworzą inne większe problemy, po prostu nie przyszedł im do głowy lub, co gorsza, przyszedł im do głowy, ale ich to nie obchodziło.

Mike Hearn blog.plan99.net
wlowoj
Na czas trwania psudopandemii urzędasy z GIS i "służby medyczne" (w tym przeszkolone do walki z wirusem wojska terytorialne macierewicza) dostają podwójne wynagrodzenia... To kiedy sie skończy pandemia? Nigdy, nikt nie ma interesu. Może gdyby konowały dostawały połowę wynagrodzenia i kary za każdego zmarłego to by się ogarnęli, ale za podwójną pensję?