Clicks358

Mistrz Eckhart - Mowy pouczające

O najpotężniejszej modlitwie i najwyższym dziele
Najpotężniejszą modlitwą, władną niemal osiągnąć wszystkie rzeczy, i najgodniejszym dziełem są te, które wypływają z uwolnionego umysłu. Im bardziej jest on wolny, tym potężniejszą, godniejszą, pożyteczniejszą, chwalebniejszą i doskonalszą jest modlitwa i dzieło. Wolny umysł potrafi wszystko.
Czym jest wolny umysł?

Wolnym umysłem jest ten, którego nic nie wprowadza w błąd i który nie jest przywiązany do niczego, który tego, co w nim najlepsze, w żaden sposób nie skrępował i który w niczym nie szuka swego, a raczej w pełni pogrążony jest w najukochańszej woli Boga i całkowicie wyrzekł się swego. Człowiek nigdy nie może spełnić choćby najmniejszego dzieła, które w takim umyśle nie odkrywałoby swej możności i nie czerpałoby z niego siły. Trzeba modlić się tak usilnie, by ku modlitwie tej kierowały się wszystkie członki i siły człowieka, zarówno jego oczy, jak i uszy, usta, serce i wszystkie zmysły; i nie wolno w niej ustawać, zanim nie odczujemy, że pragniemy zjednoczyć się z Tym, którego obecności jesteśmy świadomi i do którego się modlimy, to jest z Bogiem.

O tych, którzy siebie nie porzucili i pełni są samowoli
Ludzie powiadają: "Ach, Panie Boże, chciałbym i ja, tak jak inni, pozostawać w dobrych stosunkach z Tobą, odznaczać się taką samą nabożnością i cieszyć się takim samym pokojem z Tobą, i chciałbym, by wiodło mi się tak samo jak im i bym był równie ubogi jak oni" lub też: "Nigdy nie będę się czuł dobrze, jeśli nie będę tu czy tam i czynił tak i tak; muszę żyć gdzieś na obczyźnie albo w jakiejś pustelni, albo w klasztorze".
Zaprawdę, w tym wszystkim kryje się twoje "ja" i nic poza tym. Jest to twoja samowola, jeśli nawet o tym nie wiesz lub sądzisz, że jest inaczej; wszelki niepokój, który się w tobie budzi, pochodzi z twej samowoli, bez względu na to, czy to zauważasz czy nie. Gdy mniemamy, że powinniśmy jednych rzeczy unikać a innych szukać - na przykład tych miejsc i tych ludzi, i tych mędrców czy tej ciżby, czy tych zajęć - to winę za to ponosi nie to, że przeszkadzają ci te sposoby czy te rzeczy; tym, co przeszkadza ci w rzeczach, jesteś (raczej) ty sam, albowiem zachowujesz się niewłaściwie wobec nich.
Dlatego zacznij najpierw od siebie i porzuć siebie. Zaprawdę, jeśli najpierw nie uciekniesz od samego siebie, to gdziekolwiek byś uciekł, gdziekolwiek byś się znalazł, wszędzie napotkasz przeszkody i doznasz niepokoju. Szukanie przez ludzi pokoju w rzeczach zewnętrznych, czy to w jakichś miejscach czy u mędrców, u ludzi czy w dziełach, na obczyźnie, w ubóstwie czy w poniżeniu - wszystko to, choćby największe wywierało wrażenie i czymkolwiek by było, jest niczym i nie daje pokoju. Ci, którzy w ten sposób szukają, szukają na fałszywej drodze. Im dalej wędrują, tym mniej znajdują tego, czego szukają. Wędrują tak, jak ktoś, kto zgubił drogę: im dalej idzie, tym bardziej schodzi na manowce. Cóż ma wszakże zrobić? Najpierw powinien porzucić siebie, bo wtedy porzuci wszystko. Zaprawdę, jeśli człowiek porzuci królestwo lub cały świat, ale zachowa samego siebie, to niczego nie porzucił. Jeśli jednak człowiek wyrzeknie się samego siebie, to bez względu na to, co sobie zachowa, czy to bogactwo czy honor, czy cokolwiek innego - porzucił wszystko.
Słowa świętego Piotra: "Oto my opuściliśmy wszystko" - a on sam nie porzucił przecież nic więcej, jak tylko sieć i łódź - pewien święty tak oto skomentował: Kto chętnie porzuca rzeczy małe, ten porzuca nie tylko te rzeczy, lecz porzuca wszystko, co ludzie światowi mogą mieć, a nawet wszystko to, czego mogą pożądać. Albowiem kto porzuca swą wolę i samego siebie, ten rzeczywiście porzucił wszystkie rzeczy tak, jak gdyby były jego nieograniczoną własnością i jak gdyby posiadł je tak, iż mógłby nimi swobodnie rozporządzać. Albowiem czego nie chcesz pożądać, to wszystko oddałeś i porzuciłeś ze względu na Boga. Dlatego mówi nasz Pan: "Błogosławieni ubodzy w duchu", to znaczy: w woli. I nikt nie powinien w to wątpić. Gdyby istniał jakiś inny, lepszy sposób, to nasz Pan by go wymienił, jak też powiedział: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, a gdziekolwiek siebie znajdziesz, wyrzeknij się siebie; jest to najlepsze, (co możesz zrobić)".

O pożytku z porzucenia siebie, jakiego należy dokonać w sferze tego, co wewnętrzne i zewnętrzne
Musisz wiedzieć, że w tym życiu jeszcze żaden człowiek nie porzucił siebie tak dalece, by nie odczuwał, iż musi porzucić siebie jeszcze bardziej. Mało jest ludzi, którzy rzeczywiście biorą to pod uwagę - i są w tym stali. Jest to równowartościowa wymiana i sprawiedliwy handel: W jakiej mierze opuścisz wszystkie rzeczy, w takiej - i to ani mniej, ani więcej - Bóg wniknie w ciebie, i to wraz ze wszystkim, co Jego, jeżeli ty we wszystkich rzeczach całkowicie wyrzekłeś się tego, co twoje. Od tego więc zacznij i spróbuj tego wszystkiego, co potrafisz zyskać. W tym znajdziesz prawdziwy pokój, a nie gdzie indziej.

Ludzie nie powinni tak bardzo zastanawiać się nad tym, co mają robić; powinni raczej pomyśleć o tym, czym mogliby być. Otóż gdyby ludzie byli dobrzy i żyli, jak należy, to ich uczynki świeciłyby jasno. Jeśli ty sam jesteś sprawiedliwy, to sprawiedliwe są także twoje uczynki. Świętości nie należy opierać na czynach; raczej należy ją opierać na byciu, albowiem to nie uczynki nas uświęcają, lecz my powinniśmy je uświęcać. Czyny, choćby były najbardziej święte, jako same czyny żadną miarą nas nie uświęcają, lecz to my w takiej mierze, w jakiej jesteśmy świętymi i w jakiej posiadamy bycie, uświęcamy wszystkie nasze działania, czy to jedzenie, spanie, czuwanie czy jakiekolwiek inne. Dzieła tych, których miara bycia jest mała, nie przynoszą - niezależnie od tego, jakie one by były - żadnego owocu. Poznaj stąd, że należy się przykładać tylko do tego, by być dobrym - nie tak bardzo do tego, co robimy, czy też jakiego rodzaju dzieł dokonujemy, lecz do podstawy naszych czynów.

O samotności i o posiadaniu Boga
Zapytano mnie: Niektórzy stanowczo usuwają się od innych i chętnie chcieliby być zawsze sami i na tym miałby polegać ich spokój oraz na tym, że pozostawaliby w kościele - czy jest to najlepsza droga? Wtedy odpowiedziałem: "Nie!" A zauważcie, dlaczego (tak odpowiedziałem).
Kto jest prawy, na każdym miejscu i wśród wszystkich ludzi czuje się dobrze. Kto jednak nie jest prawy, ten na każdym miejscu i wśród wszystkich ludzi czuje się źle. Kto zaś tu okazuje się prawym, ten prawdziwie ma Boga przy sobie; a kto prawdziwie ma Boga, ten ma Go na każdym miejscu, i na ulicy, i pośród wszystkich ludzi tak samo, jak w kościele, na pustkowiu czy w celi; jeśli tylko naprawdę posiada on Boga i tylko Jego, to nikt nie może mu w niczym przeszkodzić.
Dlaczego (tak jest)?
Ponieważ ma on jedynie Boga i widzi tylko Boga, i wszystkie rzeczy stają się dla niego samym Bogiem. Człowiek taki nosi Boga we wszystkich swych dziełach i we wszystkich miejscach, i wszystkie dzieła tego człowieka sprawia jedynie Bóg; albowiem kto jest przyczyną dzieła, do tego dzieło to należy właściwiej i prawdziwiej niż do tego, kto je spełnia. Jeśli więc mamy na względzie jedynie i wyłącznie Boga, to, zaprawdę, musi On być sprawcą naszych dzieł, a we wszystkich Jego dziełach nikt nie może Mu przeszkodzić, żadni ludzie i żadne miejsca. Tak więc nikt nie może temu człowiekowi stanąć na przeszkodzie, albowiem nie dąży on i nie szuka niczego, jak tylko Boga, jak też nie smakuje mu nic innego, jak tylko Bóg; On (sam) bowiem jednoczy się z tym człowiekiem we wszystkich jego dążeniach. A jak Boga nie jest w stanie rozproszyć żadna różnorodność (rzeczy), tak też tego człowieka nic nie może ani rozpraszać, ani być powodem jego rozdarcia, albowiem jest on jednym z owym Jednem, w którym wszelka różnorodność jest jednością i nieróżnorodnością.
Człowiek powinien Boga ujmować we wszystkich rzeczach i umysł swój przyzwyczajać do tego, by Boga zawsze sobie uprzytomniał w sobie, w (swym) dążeniu i w (swej) miłości. Zważ na to, jak zwrócony jesteś do Boga, kiedy znajdujesz się w kościele lub w swej celi: ten sam nastrój zachowuj i miej (także) w tłumie, w niepokoju i w braku równowagi. A - jak to już często mówiłem - kiedy mówimy o "równowadze", to nie mamy na myśli tego, że wszystkie dzieła, miejsca czy ludzi należy uważać za tak samo ważne. Byłoby to niesłuszne, albowiem modlitwa jest lepszym dziełem niż przędzenie, a kościół miejscem godniejszym niż ulica. Wszakże we wszystkich dziełach powinieneś zachować taki sam umysł, taką samą ufność i taką samą miłość do twego Boga, i taką samą powagę. Zaiste, gdybyś zachował taką równowagę umysłu, to nikt by ci nie przeszkodził w uprzytomnieniu sobie twego Boga.
W kim jednak Bóg nie mieszka tak prawdziwie, lecz kto Boga ciągle musi brać z zewnątrz, i w tym, i w owym, i kto szuka Boga w sposób nie taki sam, już to w dziełach, już to wśród ludzi, już to w (różnych) miejscach, ten Boga nie ma. I łatwo coś może stanąć na przeszkodzie takiemu człowiekowi, albowiem nie ma on Boga, i nie szuka tylko Jego, ani nie kocha wyłącznie Jego, ani nie dąży tylko do Niego. I dlatego przeszkadza mu nie tylko złe towarzystwo, lecz także dobre, i nie tylko ulica, lecz także kościół, i nie tylko złe słowa i dzieła, lecz także słowa i dzieła dobre. Albowiem przeszkoda tkwi w nim, ponieważ Bóg w nim nie stał się dlań jeszcze wszystkimi rzeczami. Gdyby bowiem stał się nimi, to we wszystkich miejscach i pośród wszystkich ludzi byłby zadowolony i czułby się dobrze; albowiem wtedy miałby Boga, a tego nikt by mu nie mógł zabrać ani też nikt nie mógłby przeszkodzić mu w jego dziele.
Od czego wszakże zależy to prawdziwe posiadanie Boga, to że się Go naprawdę posiada?
To prawdziwe posiadanie Boga zależy od umysłu i od żarliwego duchowego zwrócenia się ku Bogu i dążenia do Boga, nie zaś od ciągłego i wciąż takiego samego myślenia o Nim; albowiem dla natury (człowieka) byłoby to niemożliwe i bardzo trudne, a poza tym nie byłoby rzeczą najlepszą. Człowiek nie powinien się zadowalać Bogiem, o którym myśli; kiedy bowiem przemija myśl o Bogu, przemija także Bóg. Należy raczej posiadać Boga, jaki jest w swej istocie, stojącego wyżej niż myśli człowieka i wyżej niż wszelkie stworzenie. Ten Bóg nie przemija, jeśli człowiek sam nie chce się od Niego odwrócić.
Kto tak ma Boga (tj.) w Jego realnym byciu, ten ujmuje Boga w sposób boski i temu Bóg jaśnieje we wszystkich rzeczach; albowiem wszystkie rzeczy smakują mu Bogiem i we wszystkich rzeczach jawi mu się obraz Boga. W nim Bóg błyszczy zawsze, w nim dokonuje się uwalniające odwrócenie się (od świata) i odciśnięcie w nim (obrazu) ukochanego, obecnego (w nim) Boga. Rzeczy mają się tak jak z pragnieniem, które jest w prawdziwym pragnieniu: człowiek spragniony może akurat czynić coś innego niż pić lub też może myśleć o innych rzeczach, ale cokolwiek by robił i z kimkolwiek by przebywał, do czegokolwiek by dążył, o czymkolwiek by myślał i czymkolwiek by się zajmował, to nie opuszcza go wyobrażenie napoju, dopóki dręczy go pragnienie; a im większe jest pragnienie, tym silniejsze, bardziej narzucające się, obecne i uporczywe jest wyobrażenie napoju. Albo tak jak z tym, kto kocha coś gorąco i z całym zapałem, tak że nic innego mu się nie podoba i nie przemawia do jego serca, jak (właśnie) to, i kto tylko tego pragnie, a poza tym niczego innego: z pewnością, gdziekolwiek człowiek taki by przebywał i u kogo, czegokolwiek by się podjął i cokolwiek by robił, to nigdy przecież nie obumiera w nim to, co tak bardzo ukochał, i we wszystkich rzeczach odnajduje (właśnie) obraz tej rzeczy, a będzie on obecny w nim tym silniej, im silniejsza będzie się stawać jego miłość. Człowiek taki nie szuka spokoju, albowiem nie przeszkadza mu żaden niepokój.
Człowiek ten znajduje o wiele większą chwałę u Boga, ponieważ pojmuje wszystkie rzeczy jako boskie i wyższe, niż są one same w sobie. Zaiste, by tak było, potrzebne są zapał i oddanie, dokładne baczenie na wnętrze człowieka i czujna, prawdziwa, roztropna i rzeczywista wiedza o tym, co stanowi podstawę umysłu pozostającego pośród rzeczy i ludzi. Tego człowiek nie może się nauczyć przez ucieczkę, uciekając właśnie przed rzeczami i szukając zewnętrznej samotności; raczej musi się uczyć wewnętrznej samotności, gdziekolwiek i z kimkolwiek by przebywał. Musi się nauczyć przebijać przez (powierzchnię) rzeczy i w nich ujmować swego Boga, i nauczyć się w sposób realny i z całą mocą wprowadzać Go w siebie i dać się przez Niego kształtować. Rzecz ma się podobnie jak z tym, kto chce się nauczyć pisać. Zaprawdę, jeśli ma opanować tę sztukę, to musi dużo i często ćwiczyć się w tej czynności, choćby odczuwał to jako coś bardzo przykrego i uciążliwego i wydawało mu się niemożliwe: jeśli tylko będzie ćwiczył pilnie i często, to przecież nauczy się tej sztuki i ją sobie przyswoi. Zaprawdę, zrazu musi on skierować swe myśli na każdą poszczególną literę i mocno utrwalić ją sobie (w pamięci). Później, kiedy opanuje tę sztukę, nie będzie już potrzebował wyobrażeń i nie będzie musiał się już namyślać, i będzie pisał naturalnie i swobodnie; podobnie jest też z grą na gęślach czy jakimikolwiek innymi czynnościami, które mają być dziełem jego umiejętności. Całkowicie wystarczy mu, żeby wiedział, iż chce zastosować swą sztukę; a jeśli nawet jego świadomość nie towarzyszy przez cały czas jej stosowaniu, to przecież uprawia ją, choćby myślał przy tym o czymś innym, mocą swej nabytej umiejętności.

Tak też człowiek powinien być przeniknięty obecnością Boga, przekształcony przez formę swego umiłowanego Boga i w Nim przemieniany w swej istocie tak, by bez żadnego wysiłku mógł oglądać światło Jego obecności, by ponadto osiągnął niezależność we wszystkich rzeczach i zachował całkowitą wolność wobec nich. W tym celu zrazu potrzebna jest rozwaga i uważne utrwalenie sobie (tej umiejętności), a więc to, co nieodzowne też jest dla ucznia przyswajającego sobie jakąś sztukę.

O stałej pilności w najwyższym wzrastaniu
Człowiek nie powinien też (swego) dzieła nigdy uważać za tak udane ani za tak dobrze spełnione, by stał się tak swobodny i pewny siebie w swych dziełach, że jego rozum staje się bezczynny lub zasypia. Powinien on ciągle wznosić się dzięki obu władzom, rozumowi i woli, i czyniąc tak w najwyższym stopniu chwytać to, co dlań najlepsze, oraz zewnętrznie i wewnętrznie roztropnie mieć się na baczności przed każdą szkodą; wtedy nie zaniedba niczego w żadnych sprawach, lecz bezustannie będzie wzrastał, coraz bardziej.

Jak skłonność do grzechu zawsze przynosi człowiekowi pożytek
Musisz wiedzieć, że pobudka do niecnoty człowiekowi prawemu zawsze przynosi wielkie błogosławieństwo i pożytek. Posłuchaj! Mamy dwóch ludzi: jeden jest tego rodzaju, że nie trapią go żadne słabości lub też dokuczają mu tylko w małym stopniu; drugi natomiast ma taką naturę, że dręczą go pokusy. Zewnętrzna obecność rzeczy pobudza jego zewnętrznego człowieka na przykład już to do gniewu, już to do próżnego ubiegania się o zaszczyty, już to może do zmysłowości, zależnie od tego, z czym się spotyka (wokół siebie). Wszakże w swych wyższych władzach pozostaje on mocny, niewzruszony i nie chce dopuścić się uchybienia, ani gniewu, ani jakiegokolwiek innego grzechu, toteż usilnie zwalcza swe słabości; albowiem chodzi tu może o słabość tkwiącą w naturze, jak to niejeden człowiek jest z natury gniewliwy lub butny czy jeszcze jakiś inny, a przecież nie chce popełnić grzechu. Takiego człowieka trzeba chwalić o wiele bardziej, a jego nagroda jest o wiele większa, cnota zaś szlachetniejsza niż cnota pierwszego; doskonałość cnoty bowiem rodzi się tylko z walki, jak powiada święty Paweł: "Cnota bowiem w słabości się doskonali".

Skłonność do grzechu nie jest grzechem, ale chęć grzeszenia jest grzechem, chęć gniewania się jest grzechem. Zaprawdę, gdyby ten, kto miałby okazać się takim, jakim jest, miał władzę nad życzeniami, to nie pragnąłby, aby zanikła jego skłonność do grzechu, albowiem bez niej byłby niepewny we wszystkich rzeczach i we wszystkich swych dziełach i nie troszczyłby się o rzeczy ani też o godność walki, cześć zwycięstwa i zaszczyt nagrody. Albowiem skłonność i pobudka dane właśnie przez niecnotę przynoszą cnotę i nagrodę za trud. Skłonność (do złego) mianowicie czyni człowieka zawsze i wszędzie gorliwszym w usilnym ćwiczeniu się w cnocie i z całą siłą popycha go ku niej, a także jest mocną rózgą naganiającą człowieka do baczności i cnoty; albowiem im bardziej człowiek odczuwa, że jest słaby, tym bardziej musi się zbroić w siłę i zwycięstwo, bo przecież zarówno cnota, jak i niecnota mają swą siedzibę w woli.

MementoMori+++
Jak człowiek może zachować spokój, jeśli jest wolny od zewnętrznych utrapień, których doświadczali Chrystus i wielu świętych; jak ma (wtedy) naśladować Boga.

Ludzi może ogarnąć strach i zwątpienie, kiedy pomyślą, że życie Pana naszego Jezusa Chrystusa i świętych było tak bardzo surowe i pełne utrapień, człowiek zaś nie potrafi właśnie w tego rodzaju życiu zdobyć się na wiele i nie czuje również …More
Jak człowiek może zachować spokój, jeśli jest wolny od zewnętrznych utrapień, których doświadczali Chrystus i wielu świętych; jak ma (wtedy) naśladować Boga.

Ludzi może ogarnąć strach i zwątpienie, kiedy pomyślą, że życie Pana naszego Jezusa Chrystusa i świętych było tak bardzo surowe i pełne utrapień, człowiek zaś nie potrafi właśnie w tego rodzaju życiu zdobyć się na wiele i nie czuje również do niego żadnej skłonności. Dlatego ludzie widząc, jak bardzo są pod tym względem odmienni, często uważają, jakoby byli dalecy od Boga i nie byli w stanie Go naśladować. Nikomu nie wolno tak myśleć! Człowiek żadną miarą nie powinien uważać, że daleki jest od Boga, ani ze względu na ułomności, ani ze względu na słabości, ani ze względu na nic innego. A jeśli nawet twoje wielkie przewinienia mogłyby odpędzić cię tak daleko, że nie mógłbyś siebie uważać za bliskiego Bogu, to powinieneś przecież uznać, że Bóg jest blisko ciebie. Na tym bowiem polega całe wielkie nieszczęście, że człowiek oddala Boga od siebie; albowiem bez względu na to, czy człowiek teraz wędruje daleko czy blisko (Boga), Bóg nigdy nie jest daleko od niego, lecz zawsze pozostaje w jego pobliżu; a jeśli nie może pozostać w nim, to nie odchodzi odeń dalej niż do drzwi. Tak też jest z trudnością naśladowania. Zastanów się, na czym miałoby polegać twoje naśladowanie. Musisz poznać i zważać na to, do czego Bóg cię najsilniej napomina; albowiem ludzie bynajmniej nie są powołani, by zmierzali do Boga jedną drogą, jak mówi święty Paweł. Jeśli więc stwierdzasz, że najbliższa ci droga nie prowadzi poprzez wiele zewnętrznych dzieł i wielkie mozoły czy wyrzeczenia - co zresztą bynajmniej nie jest zbyt ważne, sam Bóg bowiem skłonił człowieka do tego, a człowiek ma siłę to rzeczywiście uczynić nie niepokojąc swojej duszy - jeśli więc stwierdzasz, że to ciebie nie dotyczy, to bądź zadowolony i nie przywiązuj do tego większej wagi.
Mógłbyś jednak powiedzieć: Jeśli jest to nieważne, to dlaczego nasi przodkowie (i) wielu świętych tak postępowało? Zastanów się: Pan nasz wskazał im tę drogę (postępowania), ale także dał im siłę, aby mogli tak postępować, żeby na niej wytrwali, i właśnie dlatego znalazł w nich swe upodobanie; tak postępując mieli oni osiągnąć swe największe dobro. Albowiem Bóg nie uzależnił zbawienia człowieka od jakiejś szczególnej drogi. Co ma jedna droga, tego nie ma inna; ale możność osiągnięcia celu związał Bóg z wszystkimi dobrymi sposobami i żadnemu z nich tego nie odmówił, albowiem jedno dobro nie sprzeciwia się innemu. I po tym ludzie powinni zauważyć, że czynią niesłusznie: kiedy czasami widzą jakiegoś dobrego człowieka lub też słyszą, że o kimś mówi się, iż jest dobry, a nie idzie on ich drogą, to (w ich mniemaniu) wszystko to jest daremne. Jeśli nie podoba im się jego droga, to tym samym nie szanują jego dobrej drogi i jego dobrego usposobienia. Jest to niesłuszne! Widząc drogi innych ludzi, trzeba bardziej baczyć na to, że mają dobre zamiary, a nie gardzić czyjąkolwiek drogą. Nie może każdy postępować tylko tą samą drogą i nie mogą wszyscy postępować tylko jedną drogą, ani też jeden człowiek nie może postępować wszystkimi drogami ani każdą drogą.
Niech każdy idzie swą dobrą drogą i obejmuje nią wszystkie (inne) drogi i ogarnia na swej drodze wszelkie dobro i wszelkie drogi. Odejście od swej drogi sprawia, że sama staje się niepewna, a umysł niespokojny. Co możesz osiągnąć na jednej drodze, to możesz uzyskać także na innych, jeśli tylko jest dobra i chwalebna, i jedynie Boga ma na oku. Ponadto nie wszyscy ludzie mogą iść tą samą drogą. Tak też jest z naśladowaniem surowego życia owych świętych. Ich sposób życia powinieneś wprawdzie kochać i możesz znajdować w nim upodobanie, nie musząc przecież go naśladować. Teraz mógłbyś powiedzieć: Pan nasz Jezus Chrystus, On zawsze postępował w sposób najlepszy; toteż słusznie we wszystkim powinniśmy Go naśladować.
Jest to prawdą. Naszego Pana słusznie należy naśladować, ale przecież nie na wszelki sposób. Pan nasz pościł czterdzieści dni, ale nikt nie powinien starać się Go w tym naśladować. Chrystus dokonał wielu dzieł z myślą, że powinniśmy Go (w nich) naśladować duchowo, a nie cieleśnie. Dlatego trzeba z całą gorliwością naśladować Go w sposób duchowy; albowiem miał On na uwadze bardziej naszą miłość niż nasze dzieła. Każdy z nas powinien Go naśladować na własny sposób.
Jakże to?
Tak oto: We wszystkich rzeczach! - W jaki sposób? - Tak jak już powiedziałem: Dzieło duchowe cenię o wiele bardziej niż cielesne.
Jak to?
Chrystus pościł czterdzieści dni. W tym idź za Nim z zamiarem, by baczyć na to, do czego najbardziej jesteś skłonny lub gotowy; temu się oddaj i bacznie się sobie przyglądaj. Często właściwsze jest dla ciebie raczej spokojnie odstąpić od tego, niż powstrzymać się od wszelkiego jadła. Tak też niekiedy jest ci trudniej przemilczeć jedno słowo, niż w ogóle powstrzymać się od mówienia. I tak też człowiekowi niekiedy przychodzi trudniej przyjąć małe, nic nie znaczące, obelżywe słowo, niż być może ciężki cios, na który się przygotował, i jest mu o wiele trudniej być samotnym w ciżbie niż na pustkowiu, a często jeszcze trudniej jest mu porzucić coś małego niż coś wielkiego i spełnić małe dzieło niż takie, które uważa się za wielkie. Tak to człowiek w swej słabości może bardzo dobrze naśladować naszego Pana i ani nie może, ani nie musi uważać, że jest od Niego oddalony.
MementoMori+++
O prawdziwej pokucie i o błogosławionym życiu.
Wielu ludzi sądzi, że muszą spełniać wielkie dzieła w rzeczach zewnętrznych, takich jak posty, chodzenie boso i tym podobne, które nazywamy dziełami pokuty. (Wszakże) prawdziwa i najlepsza pokuta, dzięki której skutecznie i w najwyższym stopniu stajemy się lepsi, polega na tym, że człowiek całkowicie i doskonale odwraca się od wszystkiego, co nie …More
O prawdziwej pokucie i o błogosławionym życiu.
Wielu ludzi sądzi, że muszą spełniać wielkie dzieła w rzeczach zewnętrznych, takich jak posty, chodzenie boso i tym podobne, które nazywamy dziełami pokuty. (Wszakże) prawdziwa i najlepsza pokuta, dzięki której skutecznie i w najwyższym stopniu stajemy się lepsi, polega na tym, że człowiek całkowicie i doskonale odwraca się od wszystkiego, co nie jest w pełni Bogiem i czymś boskim w nim samym i we wszystkich stworzeniach, oraz w pełni i całkowicie zwraca się ku swemu umiłowanemu Bogu w niezachwianej miłości, w ten sposób, że wielkie są jego pobożność i jego pragnienie. W jakimkolwiek dziele, które spełniasz, starasz się usilniej tak postępować, tym jesteś w nim też bardziej sprawiedliwy; im bardziej się to ziszcza, tym bardziej też pokuta jest prawdziwa i tym więcej gładzi grzechów, a nawet wszelkie kary. Zaprawdę, z takim prawdziwym wstrętem mógłbyś szybko i w krótkim czasie tak skutecznie odwrócić się od wszelkich grzechów i tak samo skutecznie zwrócić się ku Bogu, że, gdybyś nawet popełnił wszystkie grzechy, które popełniono od czasów Adama i które dalej będą popełniane, wybaczono by ci (je) całkowicie wraz z (należną za nie) karą, tak iż, gdybyś teraz umarł, znalazłbyś się przed obliczem Boga.
To jest prawdziwa pokuta, a opiera się ona w szczególności i w sposób najdoskonalszy na drogim cierpieniu w doskonałym dziele pokuty naszego Pana Jezusa Chrystusa. Im bardziej człowiek ją naśladuje, tym bardziej odpadają od niego wszystkie grzechy i kary za grzechy. Człowiek powinien też ćwiczyć się w tym, by we wszystkich swych dziełach bezustannie wnikać w życie i działanie Pana naszego Jezusa Chrystusa, w całe Jego postępowanie, cierpienie i życie; przy tym niech zawsze ma Go przed oczami, tak jak On miał nas przed oczami. Taka pokuta to (nic innego jak) umysł, który wzniósł się ponad wszystkie rzeczy do Boga. I te dzieła, w których możesz ją przejawić i przejawiasz, spełniaj całkiem otwarcie. Jeśli jednak przeszkadza ci w tym jakieś zewnętrzne dzieło, posty, czuwania, czytanie lub cokolwiek innego, to swobodnie porzuć je, nie martwiąc się, że przez to zaniedbasz czegoś w dziele pokuty. Albowiem Bóg nie patrzy na to, jakie to były dzieła, lecz tylko na to, jaka była w nich miłość, pobożność i usposobienie. Na naszych dziełach nie zależy Mu wiele, a raczej wyłącznie na naszym usposobieniu, z jakim spełniamy wszystkie nasze dzieła, i na tym, byśmy we wszystkich rzeczach kochali tylko Jego. Albowiem człowiek, któremu nie wystarcza Bóg, jest zbyt chciwy. Wszystkie twoje dzieła mają być wynagrodzone przez to samo, że twój Bóg o nich wie i że ty, spełniając je, Jego masz na myśli; niech ci to zawsze wystarczy. A im szczerzej i prościej masz Go na względzie, tym w sposób właściwszy wszystkie twoje dzieła czynią zadość za twoje grzechy.
Możesz też pomyśleć o tym, że Bóg był powszechnym Zbawicielem całego świata; i za to jestem Mu winien o wiele więcej wdzięczności, niż gdyby zbawił tylko mnie. Tak więc również ty powinieneś być (dla siebie) powszechnym zbawicielem tego wszystkiego, co zepsułeś w sobie przez swe grzechy; a z tym wszystkim przylgnij do Niego, gdyż przez swe grzechy zepsułeś w sobie wszystko: serce, zmysły, duszę, władze i co tylko masz w sobie; wszystko to jest chore i zepsute. Dlatego uciekaj do Tego, w którym nie ma żadnego braku, lecz samo dobro, aby stał się On powszechnym Zbawicielem całego twego zepsucia, wewnątrz i zewnątrz.
4 more comments from MementoMori+++
MementoMori+++
O dwojakiej pewności życia wiecznego.
W tym życiu mamy dwojaką wiedzę o życiu wiecznym. Jedna pochodzi stąd, że sam Bóg mówi o tym człowiekowi lub zwiastuje mu to przez anioła, lub też objawia przez szczególne oświecenie. To (wszakże) dzieje się rzadko i (spotyka) tylko nielicznych ludzi.
Inna wiedza jest nieporównywalnie lepsza i pożyteczniejsza i często staje się udziałem wszystkich ludzi …More
O dwojakiej pewności życia wiecznego.
W tym życiu mamy dwojaką wiedzę o życiu wiecznym. Jedna pochodzi stąd, że sam Bóg mówi o tym człowiekowi lub zwiastuje mu to przez anioła, lub też objawia przez szczególne oświecenie. To (wszakże) dzieje się rzadko i (spotyka) tylko nielicznych ludzi.
Inna wiedza jest nieporównywalnie lepsza i pożyteczniejsza i często staje się udziałem wszystkich ludzi doskonale kochających. Polega ona na tym, że człowiek, dzięki miłości i poufałemu obcowaniu z Bogiem, ufa Mu tak całkowicie i jest Go tak bardzo pewien, że nie może (w Niego) zwątpić; taką pewność zyskuje zaś przez to, że bez różnicy kocha Go we wszystkich stworzeniach. A gdyby nawet wszystkie stworzenia zawiodły i wyrzekły się go, ba, gdyby nawet wyparł się go sam Bóg, nie straciłby on zaufania, albowiem miłość nie może nie dowierzać, ufnie oczekuje tylko dobrego. A miłującemu i miłowanemu nie trzeba niczego (wyraźnie) mówić, albowiem Bóg czując, że człowiek jest Jego przyjacielem, wie zarazem o wszystkim, co jest dlań dobre i co potrzebuje on do osiągnięcia szczęśliwości. Albowiem choćbyś był Mu najbardziej oddany, bądź pewien, że On jest ci oddany ponad miarę bardziej i mocniej i ufa ci bez porównania bardziej. Albowiem jest On samą wiernością, której należy być u Niego pewnym i której też są pewni wszyscy, którzy Go kochają.
Ta pewność jest o wiele większa, pełniejsza i prawdziwsza od pierwszej, i nie może zawieść. Natomiast natchnienie mogłoby zmylić i łatwo mogłoby się okazać fałszywym oświeceniem. Wszakże tę pewność odczuwamy wszystkimi siłami duszy i nie może ona okazać się złudzeniem dla tych, którzy Boga prawdziwie kochają; ci też wątpią w nią równie mało, jak i taki człowiek wątpi w (samego) Boga, miłość bowiem usuwa wszelki lęk. "W miłości nie ma lęku", jak mówi święty Paweł; a napisano też: "Miłość zakrywa wiele grzechów". Albowiem gdzie się grzeszy, tam nie może być pełnego zaufania ani miłości; miłość bowiem przysłania grzechy całkowicie, nie wie ona nic o grzechach. Nie w tym sensie wszakże jakoby w ogóle nie popełniono grzechu, lecz w tym, że całkowicie gładzi ona i usuwa grzechy, tak jakby nigdy ich nie było. Albowiem wszystkie dzieła Boga są tak całkowicie doskonałe i bezmierne, że komu On wybacza, temu wybacza w pełni i całkowicie, i chętniej wielkie (grzechy) niż małe, a to rodzi pełne zaufanie. To uważam za daleko i bez porównania lepsze i przynosi to większą nagrodę, i jest też prawdziwsze od pierwszej wiedzy, gdyż nie jest tu przeszkodą ani grzech, ani cokolwiek innego. Albowiem u kogo Bóg znajduje podobną miłość, tego osądza też podobnie, bez względu na to, czy popełnił on wiele błędów czy żadnego. Komu zaś więcej wybaczono, ten też powinien bardziej kochać, jak powiada nasz Pan Chrystus: "Ten, komu więcej odpuszczono, bardziej miłuje".
MementoMori+++
O dwojakiej skrusze.

Istnieje dwojaka skrucha: jedna jest czasowa czy zmysłowa, druga zaś jest boska i nadnaturalna. Skrucha czasowa ciągnie się nieustannie, prowadząc do coraz większego cierpienia, i wprawia człowieka w taką boleść, że ogarnia go rozpacz; poza tym skrucha ta nie wyzwala się z cierpienia, nie wychodzi poza nie; taka skrucha nie prowadzi do niczego.
Boska skrucha jest natomiast …More
O dwojakiej skrusze.

Istnieje dwojaka skrucha: jedna jest czasowa czy zmysłowa, druga zaś jest boska i nadnaturalna. Skrucha czasowa ciągnie się nieustannie, prowadząc do coraz większego cierpienia, i wprawia człowieka w taką boleść, że ogarnia go rozpacz; poza tym skrucha ta nie wyzwala się z cierpienia, nie wychodzi poza nie; taka skrucha nie prowadzi do niczego.
Boska skrucha jest natomiast zupełnie inna. Kiedy tylko człowiek odczuje jakieś niezadowolenie, natychmiast wznosi się do Boga i wzbudza w sobie niewzruszoną wolę odwrócenia się na zawsze od wszelkich grzechów. Tym samym wznosi się ku większej ufności pokładanej w Bogu i zdobywa wielką pewność. A stąd rodzi się duchowa radość, która podnosi duszę ze wszelkiego cierpienia i boleści i mocno wiąże ją z Bogiem. Albowiem im bardziej człowiek uważa siebie za ułomnego i im więcej razy upadł, tym więcej ma powodów, by niepodzielną miłością złączyć się z Bogiem, w którym nie ma ani grzechu, ani ułomności. Dlatego najlepszym stopniem, na który można wstąpić, kiedy z całą pobożnością chcemy zwrócić się ku Bogu, jest ten, by być bez grzechu mocą boskiej skruchy.
I z im większym trudem (sami) zwalczamy grzech, tym bardziej Bóg jest gotów wybaczyć go, zbliżyć się do duszy i z niej go usunąć: każdy z nas przecież najczęściej pozbywa się tego, co budzi w nim największą odrazę. A im większe i cięższe są grzechy, tym nieskończenie chętniej Bóg je darowuje, i tym szybciej, że są Mu wstrętne. A gdy boska skrucha wznosi się ku Bogu, wtedy wszystkie grzechy szybciej znikają w otchłani Boga, niż trwa mrugnięcie okiem; wtedy obracają się w niwecz tak całkowicie, jak by nigdy nie zostały popełnione, jeśli tylko wzbudzony zostanie akt doskonałej skruchy.
MementoMori+++
Ta mowa dotyczy grzechów: jak należy się zachować, kiedy znajdujemy się w grzechach.

Zaprawdę, popełnić grzech nie jest grzechem, jeśli sprawia on nam ból. Człowiek nie powinien chcieć popełnić grzechu, ani śmiertelnego, ani powszechnego, ani jakiegokolwiek innego, za nic, co mogłoby się wydarzyć w czasie czy w wieczności. Kto jest prawy wobec Boga, ten powinien zawsze i wszędzie pamiętać o tym,…More
Ta mowa dotyczy grzechów: jak należy się zachować, kiedy znajdujemy się w grzechach.

Zaprawdę, popełnić grzech nie jest grzechem, jeśli sprawia on nam ból. Człowiek nie powinien chcieć popełnić grzechu, ani śmiertelnego, ani powszechnego, ani jakiegokolwiek innego, za nic, co mogłoby się wydarzyć w czasie czy w wieczności. Kto jest prawy wobec Boga, ten powinien zawsze i wszędzie pamiętać o tym, że wierny, miłujący Bóg przeniósł człowieka z grzesznego życia do życia Bożego, z wroga uczynił go przyjacielem, co jest czymś więcej niż stworzyć nową ziemię. Pamięć o tym byłaby jedną z najsilniejszych pobudek, która zakorzeniłaby człowieka całkowicie w Bogu, i napełniłoby nas podziwem, jak silną i wielką musiałoby rozpalić w człowieku miłość to, że w pełni wyzbyłby się on samego siebie.
Tak, kto rzeczywiście zakorzeniony byłby w woli Boga, ten nie powinien by chcieć, żeby nie doszło do grzechu, w który popadł. Wprawdzie powinien go chcieć nie ze względu na to, że był on skierowany przeciwko Bogu, lecz dlatego, że zostałeś przezeń zobowiązany do większej miłości, a zarazem zostałeś poniżony i upokorzony; a więc wyłącznie dlatego nie (powinieneś go chcieć), że działał przeciwko Bogu. Powinieneś jednak prawdziwie zaufać Bogu, że nie pozwoli On, by cię cokolwiek spotkało, nie pragnąc zarazem, by wynikło z tego to, co dla ciebie najlepsze. Kiedy jednak człowiek całkiem podnosi się z grzechów i całkiem się od nich odwraca, wtedy wierny Bóg postępuje tak, jak gdyby człowiek nigdy nie popadł w grzech, i nawet przez chwilę nie chce go karać za jego wszystkie grzechy; a gdyby nawet było ich tyle, ile wszyscy ludzie (razem) ich popełnili, to Bóg nigdy nie pragnie go karać; z takim człowiekiem mógłby On pozostawać w całej zażyłości, jaka tylko mogłaby Go łączyć ze stworzeniem. Jeśli tylko teraz znajdzie go innym, to nie patrzy na to, jaki był on uprzednio. Bóg (bowiem) jest Bogiem teraźniejszości. Jakim cię znajduje, takim cię bierze i przyjmuje, nie takiego, jakim byłeś, lecz takiego, jakim jesteś teraz. Wszelkie krzywdy i obelgi, jakie mogły spotkać Boga wskutek wszystkich grzechów, chętnie On zniesie i przez wiele lat znosił, żeby tylko człowiek zyskał większe poznanie Jego miłości, tym samym zaś, żeby tym większe były jego własna miłość i wdzięczność i tym żarliwszy jego zapał, tak jak to przecież w sposób naturalny i często dzieje się po popełnieniu grzechu.
Dlatego Bóg chętnie znosi krzywdę (jaką wyrządzają Mu) grzechy i już często ją znosił, i bardzo często dopuszcza, by przytrafiały się one (grzechy) tym, których wybrał, by zgodnie z Jego wolą wznieśli się do wielkich rzeczy. Spójrzcie, jacyż ludzie byli naszemu Panu milsi i bliżsi od apostołów? Żadnemu z nich nie zostało oszczędzone popadniecie w grzech śmiertelny; wszyscy popełnili taki grzech. Zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie Bóg często dowodził tego na przykładzie tych, których potem najbardziej ukochał; i także dzisiaj jeszcze rzadko widzimy, by ludzie dochodzili do czegoś wielkiego, nie zrobiwszy przedtem jakiegoś fałszywego kroku. W ten sposób nasz Pan zmierza do tego, żebyśmy poznali Jego wielkie miłosierdzie, i zachęca nas do większej i prawdziwej pokory i pobożności. Kiedy bowiem odnawia się skrucha, to zwiększa się i odnawia także miłość.
MementoMori+++
Co człowiek powinien uczynić, kiedy odczuwa brak Boga i kiedy Bóg się przed nim ukrył.

Musisz, co więcej, wiedzieć, że dobra wola żadną miarą nie może utracić Boga. Jednakże serce człowieka niekiedy odczuwa Jego brak i często mniema, że Bóg je opuścił. Co powinieneś wtedy uczynić? Dokładnie to samo, co byś uczynił, gdybyś znalazł największą pociechę; ucz się robić to samo, kiedy przeżywasz …More
Co człowiek powinien uczynić, kiedy odczuwa brak Boga i kiedy Bóg się przed nim ukrył.

Musisz, co więcej, wiedzieć, że dobra wola żadną miarą nie może utracić Boga. Jednakże serce człowieka niekiedy odczuwa Jego brak i często mniema, że Bóg je opuścił. Co powinieneś wtedy uczynić? Dokładnie to samo, co byś uczynił, gdybyś znalazł największą pociechę; ucz się robić to samo, kiedy przeżywasz największe cierpienie, i zachowuj się dokładnie tak, jak się wtedy zachowujesz. Nie można dać równie dobrej rady, jak znaleźć Boga, niż (ta, by) znaleźć Go tam, gdzie Go się zgubiło. I jak się czułeś, kiedy miałeś Go ostatnio, tak czyń również teraz, kiedy odczuwasz Jego brak; w ten sposób Go znajdziesz. Natomiast dobra wola przenigdy Boga nie traci i nie odczuwa Jego braku. Wielu ludzi powiada: "Mamy dobrą wolę", jednakże nie mają woli Boga; chcą oni mieć swoją wolę i pouczać naszego Pana, aby postąpił tak lub inaczej. To nie jest dobra wola. U Boga trzeba dociekać Jego najukochańszej woli.
We wszystkich rzeczach Bóg zmierza do tego, byśmy wyrzekli się woli. Święty Paweł często rozmawiał z naszym Panem, a nasz Pan z nim, ale to wszystko nie zdało się na nic, dopóki nie wyrzekł się swej woli mówiąc: "Panie, co chcesz, abym uczynił?". Wtedy Pan nasz już wiedział, co (Paweł) ma czynić. Podobnie też (było), kiedy anioł ukazał się naszej Pani: Wszystko to, o czym mogli ze sobą rozmawiać, nigdy nie uczyniłoby Jej Matką Bożą; jednakże kiedy tylko wyrzekła się swej woli, natychmiast stała się prawdziwą Matką wiecznego Słowa i od razu otrzymała Boga, który stał się jej naturalnym Synem. Nic też tak nie czyni człowieka prawdziwym człowiekiem, jak wyrzeczenie się woli. Zaprawdę, bez wyrzeczenia się woli we wszystkich rzeczach nie dokonamy niczego wobec Boga. Gdyby jednak doszło do tego, że wyrzeklibyśmy się naszej całej woli i odważylibyśmy się, dla Boga, wyzbyć się, zewnętrznie i wewnętrznie, wszystkich rzeczy, to zrobilibyśmy (dopiero wtedy) wszystko, a nie wcześniej.
Mało znajdujemy takich ludzi, którzy, świadomie albo nieświadomie, nie chcieliby, żeby z nimi właśnie tak się stało, ale żeby zarazem odczuwali rzeczy wielkie, i chętnie chcieliby posiąść i sposób, i dobro: wszystko to jest tylko samowolą. Powinieneś oddać się Bogu ze wszystkim i całkiem, a potem nie troszcz się już o to, co robi On ze swą własnością. Zapewne zmarło tysiące ludzi, którzy znajdują się w niebie, a nigdy doskonale nie wyrzekli się swej woli. (Ale dopiero) wtedy mielibyśmy (do czynienia z ) doskonałą i prawdziwą wolą, gdyby ktoś całkowicie wniknął w wolę Boga i wyrzekł się samowoli. A kto pod tym względem więcej osiągnął, ten tym bardziej i prawdziwiej znalazł się w Bogu. Ba, jedno Ave Maria, wypowiedziane w tym duchu, w którym człowiek wyzuwa się samego siebie, jest pożyteczniejsze od tysiąca psałterzy przeczytanych bez tego (nastawienia); tak, jeden krok w tym duchu byłby lepszy niż przepłynięcie morza bez tego (rodzaju usposobienia).
Człowiek, który wyrzekłby się siebie całkowicie i zrezygnowałby ze wszystkiego, co do niego należy, zaprawdę, znalazłby się w Bogu tak całkowicie, że gdybyśmy chcieli go dotknąć, najpierw musielibyśmy dotknąć Boga; albowiem znajduje się on w Bogu, i to patrząc z każdej strony, i Bóg otacza go ze wszystkich stron, tak jak ten kaptur okrywa moją głowę, i kto chciałby jej dotknąć, ten wpierw musiałby dotknąć mojego ubrania. Podobnie też, jeśli chcę się napić, to napój musi najpierw spłynąć po moim języku; tam otrzymuje on swój smak. Jeśli na języku mam gorycz, to, zaprawdę, choćby wino było nie wiem jak słodkie, ciągle musi stawać się gorzkie od tego, za pośrednictwem czego do mnie dociera. Zaprawdę, człowiek, który wyzbyłby się wszystkiego, co do niego należy, byłby tak osłonięty przez Boga, że żadne stworzenie nie mogłoby go dotknąć, nie dotykając uprzednio Boga; i co miałoby go dosięgnąć, to musiałoby go dosięgnąć poprzez Boga, w którym otrzymuje on swój smak i staje się podobny Bogu. Jakkolwiek by wielkie było jakieś cierpienie, jeśli przechodzi przez Boga, to najpierw cierpienia tego doznaje Bóg. Na prawdę, którą jest (sam) Bóg: Cierpienie, które spotyka człowieka, na przykład niezadowolenie czy przykrość, nigdy nie jest tak błahe, by, jeśli złożymy je w Bogu, nie dotknęło Boga nieskończenie bardziej niż człowieka i nie było Mu wstrętniejsze niż człowiekowi. Jeśli jednak Bóg znosi je ze względu na to dobro, które przewidział w nim dla ciebie, a ty gotów jesteś cierpieć to, co Bóg cierpi i co poprzez Niego dosięga ciebie, to oczywiście podobna Bogu będzie zarówno pogarda, jak i honor, zarówno gorycz, jak i słodycz i zarówno najgłębsza ciemność, jak i najjaśniejsze światło: wszystko (bowiem) otrzymuje swój smak od Boga i staje się boskie, albowiem upodabnia się do Niego wszystko, co dosięga tego człowieka - nie dąży on przecież do niczego innego i nie smakuje mu nic innego; i dlatego ujmuje on Boga zarówno we wszelkiej goryczy, jak i w największej słodyczy.
Światło świeci w ciemności, wtedy (też) je spostrzegamy. Po co (innego) ludziom nauka lub światło, jak nie po to, by z nich korzystali? Kiedy znajdą się w ciemności lub doznają cierpienia, wtedy ujrzą światło.
Zaprawdę, im bardziej jesteśmy (swoją) własnością, tym mniej jesteśmy własnością (Boga). Człowiek, który wyzbył się tego, co do niego należy, w żadnym działaniu nie może odczuć braku Boga. Gdyby zaś przytrafiło się tak, że człowiek zrobiłby lub powiedziałby coś niewłaściwego, albo też zdarzyłoby mu się dokonać rzeczy, które nie byłyby sprawiedliwe, to Bóg, ponieważ od samego początku towarzyszył mu w tym dziele, musi także osobiście ponieść szkodę; ty jednak żadną miarą nie powinieneś dlatego poniechać twego dzieła. Przykład na to znajdujemy u świętego Bernarda i u wielu innych świętych. Przed takimi wypadkami nie możemy się w tym życiu całkowicie uchronić. Dlatego jednak, że w ziarnie czasami znajdujemy ziarenka kąkolu, nie można wyrzucać szlachetnego ziarna. Zaprawdę, kto byłby prawego usposobienia i poznałby dobrze Boga, wszelkie takie cierpienia i wypadki stałyby się dlań wielkim błogosławieństwem. Albowiem u ludzi dobrych wszystko obraca się na dobre, jak powiada święty Paweł.