PiotrM
31.6K

Spirytus Franciszka w Diecezji Łomżyńskiej niszczy tradycyjnego księdza.

Spirytus Franciszka w Diecezji Łomżyńskiej niszczy tradycyjnego księdza.


W sierpniu roku 2021 została zwołana pielgrzymka do Matki Bożej Królowej Polski w Osuchowej. Ks Proboszcz był uprzedzony i poproszony o pozwolenie na Mszę Świętą Łacińską. Jako administrator miejsca miał możliwość na Mszę Świętą zezwolić, albo poprosić przełożonych o pozwolenie, ale tego nie dokonał. Może myślał, że dla grupki kilku, kilkunastu osób nie warto zawracać głowy przełożonemu.

Pielgrzymka przybyła i to był tłum, który nie mieścił się w kościele. Mszy Świętej Łacińskiej wierni, jako środowisko Łacińskiej Tradycji, nie otrzymali.

Zaraz po ich wyjeździe żałość proboszcza, który z tej hojnej grupy ponad tysiąca wiernych (którzy szczelnie wypełnili nie tylko ławki, nawy, boki, ściany, wejścia i w części chodniki) nie zebrał obfitego koszyczka na Mszy Świętej, której nikt nie odprawił, objawiła się w tym, że zaczął pertraktować z Lasami Państwowymi o dzierżawę miejsca objawień.


Znajduje się ono poza ścisłym terenem budynku i terenem sanktuarium parafialnego. Od kościoła najpierw idzie się kawałkiem lasu, po czym wchodzi się na teren stawów i rozlewisk.


Tam, na miedzy pomiędzy dwoma zbiornikami wodnymi, wąską ścieżką, po której obok siebie mogą iść co najwyżej dwie osoby, dochodzi się do krzyża przy starej olsze. O to miejsce dbały kobiety i mężczyźni, całkowicie bez żadnego udziału sanktuarium. Przynosiły kamienie w kieszeniach i torebkach, aby wysypać grząską dróżkę, idącą jak miedza pomiędzy dwoma zbiornikami wody. Dróżka ta, przed utwardzeniem żwirem przywożonym w damskich torebkach i wysypywanym na dróżkę, przy mokrej pogodzie zamieniała się w ziemistą breję.


Kobiety obsadziły kwiatami to miejsce, znalazł się mężczyzna, który wspiął się na stalowy krzyż, aby zawiesić na nim przepięknej urody, godną pasyjkę.


To była całkowicie praca kilku kobiet i mężczyzn, którzy postanowili nie pozwolić, by wody stawu i wroga działalność zniszczyły pamięć po tych świętych objawieniach. Proboszcz ich o to nie prosił. Nie trzeba było zagospodarowywać ich wiary i duszy, by to robili. Nagle jednak zaszła w tym roku taka potrzeba.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że ruch pielgrzymkowy się poruszył. Że Tradycja Katolicka odkryła to miejsce na nowo. Skoro Jasna Góra, zbezczeszczona, usypana Ciałem Pańskim rozdawanym na chodnikach na rękę, wzbudziła w ludziach wielkie obrzydzenie, pojechali do lasu, by uczcić tam Królową Polski. Do miejsca, o którym powiedziała: przyszłam tu do was z Częstochowy. A było to po tym, jak cudzołożny paulin skradł korony Matce Bożej w 1910r. Po tym fakcie, w trakcie dochodzenia, świadkowie tego wydarzenia byli mordowani. Przyszła więc Królowa Polski z Częstochowy do Osuchowej i obiecała pozostać do końca czasów.


A teraz, po Traditionis Custodes, kiedy sama myśl o odprawianiu Mszy Świętej łacińskiej staje się myślozbrodnią, i kiedy trwa Synod Biskupów o synodalności celebrowany z poważnymi minami, eliminuje się po cichu kapłanów, skłaniających się ku Tradycji Świętej.

Tam gdzieś, w lesie stoi domeczek malutki jak z bajki i mieszka kapłan, pustelnik, popełniający myślozbrodnię skłaniania się ku katolickiej Tradycji.


Do pielgrzymów w Osuchowej nie wychodził proboszcz, ale wysyłał sekretarkę. Byliśmy prywatnie, widzieliśmy, musieliśmy prosić, żeby się z nim spotkać, czym nie był zainteresowany. Odnieśliśmy wrażenie, że jesteśmy muchą na jego horyzoncie, która przeszkadza, ale zagadany miło odpowiadał, aczkolwiek się śpieszył. Zanim go jakaś pani nie wskazała, nie wiadomo było, czy ten pan to dozorca, czy ksiądz, czy odźwierny, czy elektryk. Kobieta przyjmowała pielgrzymki. Czy to już w duchu Spiritus Domini?

Ksiądz pustelnik, wychodził do ludzi w sutannie, odmawiał Różaniec, rozmawiał z pielgrzymami. Potem, w swoim nie cudzym malutkim domeczku, postawionym nie w ogródku proboszcza ale na swoim, nie cudzym kawałku ziemi, strudzonych pielgrzymów częstował własnoręcznie zaparzoną herbatą, zanim ruszali w długie powrotne podróże. Oczywiście jest w tym i kobieta, jakżeby nie. Może nie chciała, jak zwykle, nie miała zamiaru księdza wyeliminować. Może i miała dobre intencje. Rozmawiała pobożnie i z tym księdzem i z tamtym. Tamten ksiądz rozmawiał z biskupem. I przepływ informacji trwał. Ks. Pustelnik został poproszony o odprawianie w parafialnym kościele Mszy Świętych z Komunią na rękę, oczywiście, wszystko ma być nowoczesne. Ale się nie zgodził. Wolał zostać w swoim małym pustelniczym domku, i tam wierzyć i myśleć po katolicku, a nie spełniać zachcianki tego czy innego kustosza który uważa, że może zarządzać wiarą. Wolał herbatę pielgrzymom zaparzyć. Pani w ramach Spiritus Domini postanowiła doprowadzić do współpracy lokalnego proboszcza i zasięgać języka to tu, to tam, dzięki czemu najlepiej był poinformowany proboszcz, a przez niego biskup a biskup postanowił kapłana Pustelnika, z jego ziemi, z jego domu, przenieść ewentualnie do Domu Księży Emerytów. Żeby mu Tradycji i modlitwy z pielgrzymami, żeby mu parzenia herbaty dla zziębniętych ludzi na terenie diecezji nie uprawiał. Jak nie masz gdzie zjeść, to grzyby zbieraj a nie herbatę będziesz pił u pustelnika. Woda ze źródełka jest, to się napij, na kamieniu odpocznij, a nie będziesz zażywał kapłańskiej dobroci.
Synodalność dla sodomitów i kobiet, które chcą rządzić kapłanami.
Dla Tradycji katolickiej i kapłana, który wyjdzie do nich jak do ludzi, nie ma żadnej synodalności.

Gdyby sprawa dotyczyła księdza pedofila zesłanego do lasu, żeby nie gorszył maluczkich, byłoby dobrze. Jakby nabroił w lesie, przeniesiono by go nad staw. Jakby nabroił nad stawem, przeniesiony byłby do kurii. Jakby w kurii nabroił, przeniesiono by go do przedszkola a jak tam by nabroił, do szkoły.
Sprawa dotyczy kapłana skłaniającego się do Świętej Tradycji Katolickiej, młodego, zdrowego, który ma czterdzieści kilka lat i mieszka na własnym kawałku ziemi, którego chce się z powodu skłonności tradycyjnych z własnego domu wygonić, z własnej ziemi wyrzucić, a posadzić w „domu starców” dla księży.

Tak wieje synodalny spirytus. Chuch Franciszka zmiata kolejnego kapłana. Synodalnie rozważa się, czy sodomita będzie uszczęśliwiał Kościół od przodu czy od tyłu, czy kobieta będzie za kapłana robić w mini czy midi. Ale Tradycji Świętej w tym ma nie być. Kapłana katolickiego, który na kapłana wygląda, a nie panienkę kurialną biskupa, także ma nie być. Choćby go z własnego domu wygonić i kapłana w sile wieku do domu starców zamknąć.

Skłonności homoseksualne mogą być. Skłonności pedofilskie jakoś się przetrzyma. W razie czego jest Fundacja Św. Józefa od tych rzeczy.
Dla eliminowanych z powodu tradycyjnej duchowości kapłanów jest Dom Starców. Dobrze, że Tradycja Święta nie jest powodem wysyłania do Szpitali Psychiatrycznych jako przypadłość do leczenia, bo ku temu idzie.

Według najnowszych pomysłów Franciszka jest i kobieta w tle, która lubi rządzić w kościele, parafii a może i księdzem, nawet dwoma. Jeden za mało, a dwóch … się nie udało. A miało być tak pięknie. Ona nie chciała. Ona tylko chciała dobrze. Sprzątanie, sadzenie kwiatów, dbałość o kościół uwłacza jej czci, to takie niesynodalne. Chciała być synodalną świętą, która księdza z księdzem spotka, modernistę z tradycyjnym zeswata, pokaże aktywność świeckich, i kobiet do tego. W duchu synodalnym spirytusu wiejącego z kart ostatnich papieskich zarządzeń ze zmianami prawa kanonicznego w tle. Miało być tak pięknie a skończyło się jak zawsze. Franciszkowy spirytus zawirował w kobiecej głowie, powiał synodalnie i młodego kapłana z tradycyjnymi skłonnościami usiłuje wysłać tam, gdzie Traditionis Custrodes chce widzieć całą doktrynę i Liturgię, wywodzącą się z Tradycji: do Domu Starców.

Co innego szpital na peryferiach, gdzie młodym można opatrywać syfilisy, aidsy, rzeżączki i raka odbytu, które to choroby dosłownie mogą obrazować duchowe nieczystości herezji zarażającej Kościół synodalnie. Nie ma się co gorszyć. Na takie choroby umierał Herod, na takie choroby umierał Ariusz, i na coś podobnego być może umiera Franciszek.

Tradycja Święta jako Winnica Pańska, jako Ogród zamknięty, zapieczętowany, ma przestać istnieć.

Miejsce dla młodych kapłanów, uczących się Mszy Świętej łacińskiej i dla ich młodzieńczych wiernych, brzydzących się sodomią, herezją, ma nie być.

Nawet na pustelnię, diabeł nie mógł, to babę posłał. Nie uwiodła to chociaż zniszczyła. Pobożna niewiasta.

To jest prawdziwy ideał Amoris Laetitia, Spiritus Domini i Traditionis Custodes w ekstrakcie. Jakie to znamienne i oddające miejsce, które dla Tradycji Świętej przeznaczył Franciszek: Dom Starców. Przechowalnia niepotrzebnych, wysłużonych staroci, aż umrą. Miejsce dla kapłana ze skłonnościami tradycyjnymi, który skończył czterdziestkę. Dobrze, że nie zaproponowali mu miejsca jako pensjonariusz w hospicjum.

Stara liturgia ma trafić do domu starców, by zrobić miejsce dla tej młodszej, która ma być dla wszystkich na raz i dla każdego z osobna, jako jedyna obowiązująca miłość.

Nie ma być pomiędzy Kościołem a Chrystusem tego duchowego ekskluzywizmu, wybraństwa i wyłączności.

Teraz Oblubienica Chrystusa ma być łatwa dla każdego, kto może ją sobie wziąć kiedy chce i jak chce.

P.S. Nie chcemy pisać kolejnej statystyki zniszczeń. Nie chcemy, by kolejnego tradycyjnego kapłana zniszczono przy nieświadomości wiernych. Więc to dlatego, żeby pośród wielu przyjaciół psy zająca nie zjadły.