Pan Bóg zachowuje nieraz największe cierpienia dla swoich sług najwierniejszych

Przez trzydzieści lat Maryja nosiła w swym sercu boleści, które Jej Syn miał znosić. Czy to nie było dosyć, o mój Boże? Czy jeszcze było potrzeba, aby była przy Jego śmierci?
Wszak nie wymagałeś, aby Sara znajdowała się przy ofierze swego Izaaka, którą Abraham złożyć miał z Twego rozkazu! (Rdz 22,3) Ale ja to rozumiem, o Panie, Maryja kiedyś miała się stać Królową Świętych, więc trzeba było, aby głębiej weszła w to zgromadzenie cierpiących, w społeczność utrapienia (Flp 3,10), które Ty ustanowiłeś między Jezusem a wybranymi.
Tak i cierpienia wielu sprawiedliwych pomnażają się w miarę ich wierności w Twej służbie. Patrząc na to, nie powinienem się dziwić. Owszem, wielkie cierpienia, jakie niekiedy znoszą, winienem uważać za wielką łaskę i za nadzwyczajne dowody Twej dla nich miłości.
Ty im nagradzasz cierpieniami za wszystko dobre, co czynią dla przypodobania się Tobie. Przez cierpienia staną się oni coraz podobniejsi do Boskiego Wzoru na Kalwarii. Najbliżej krzyża na Kalwarii znajdowały się te osoby, które Ty umiłowałeś najwięcej i które również pałały ku Tobie miłością najwyższą i najgorętszą.

Zaprawdę, ten jest bardzo szczęśliwy, kto się stanie godny szczególniejszego uczestnictwa w cierpieniach Jezusowych. Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel (Łk 6,40) : Jezus, nasz Nauczyciel, zniósł największe cierpienia, a my mamy przecież za Jego przykładem usilnie dążyć do doskonałości.
Mało jest dusz w stopniu nadzwyczajnym cnotliwych, które nie byłyby wypróbowane jakimś wielkim doświadczeniem. Zaczęły dążyć do doskonałości; następnie Ty je nawiedziłeś jakimś wielkim nieszczęściem; ono było dla nich środkiem, za którego pomocą stały się doskonałymi.

Anioł Rafael powiedział do Tobiasza: Ponieważ byłeś przyjemny Bogu, potrzeba było, aby cię pokusa doświadczyła (Tb 12,13). Szlachetniejszą miłość okazuje Ci człowiek, kiedy nabywa cnoty w cierpieniu aniżeli w życiu czynnym. Wówczas mamy pocieszający dowód miłości, kiedy możemy powtórzyć za św. Piotrem: Panie, ty wiesz, że Cię miłuję (J 21, 15); nie pojmujemy jednak dobrze Twojej miłości, kiedy jeszcze się nie nauczyliśmy cierpieć dla Ciebie.
Nie znaczy to jednak, o mój Boże, jakoby okrutne zniewagi, więzienia, długie i ciężkie choroby miały być koniecznie udziałem Twych Świętych na ziemi. Ty bowiem umiesz im obmyślić inne krzyże; a chociaż nie mają one tak strasznego wyglądu, mimo to pomagają im do obumierania samym sobie.
Nie znamy wszystkich ciężkich walk, jakie przechodzą niektóre dusze, chcesz je zaś oczyścić, ponieważ powołujesz je do wysokiej doskonałości.
Chociaż na zewnątrz zdają się one cieszyć bardzo upragnionym pokojem, często wewnątrz muszą staczać najostrzejszą walkę. Jeśli nie dopuścisz klęsk naturalnych lub złości ludzkiej na swe wierne sługi, to pozwolisz, że przeciw nim powstanie samo piekło. Ale to wszystko dopuszczasz tylko dla ich uświęcenia. Im więcej muszą walczyć, tym bardziej ich cnota się oczyszcza i udoskonala.

Umacnia się i wzrasta ich wiara; uwielbiając Twoją wolę, poddają się one coraz doskonalej Istocie Najwyższej i uznają w Niej Ojca nawet wówczas, gdy karze. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje (Hbr 12, 6)
Nadzieja ich ożywia się coraz więcej. Poznając nieskończoną dobroć, upewniają się, że ich nie podasz na gniew zajadłych nieprzyjaciół, ale im przybędziesz z pomocą. W tej walce dodaje im zapału myśl, że niewielkie utrapienia nasze obecne gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne (2 Kor 4, 17)
Również rozpala się ich miłość, coraz więcej odrywają się od stworzeń; żyją tylko dla Boga, powtarzając za Psalmistą: Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia. Niszczeje moje ciało i serce. Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki. (Ps 73(72), 25–26)
Wdzięczne dusze więcej Ci oddają chwały w chwilach cierpień aniżeli w każdym innym czasie. Wśród pociech nierzadko służą Ci dla interesu; ale kiedy serce ich strapione i pełne goryczy, pozostają Ci wierni. Przez to składają Ci dowody gorącej i trwałej miłości.

O mój Boże, w czasie moich strapień wyrzekałem nieraz, że Ty mnie nie kochasz. Tak mi się zdawało. Lecz odtąd będę mówił: - Podziękujmy Bogu za to zmartwienie, gdyż ono jest darem Jego miłości. Wierni słudzy, przyjaciele i Jego Święci znieśli daleko większe cierpienia niż moje, ponieważ byli ode mnie godniejsi owych łask i względów. Znośmy swe cierpienia jak Święci, cierpliwie i z poddaniem się woli Bożej, za to otrzymamy jeszcze większą łaskę cierpienia
Jestem_z_wami
Absolutnie przepiękne!
jozef70
Piękne dzięki 👍