ona
51.2K
czciciel
Co do definicji wspólnoty chciałbym zauważyć ,że nie jesteśmy sami dla siebie .Sensem wspólnoty jest idea jednocząca ludzi .W naszym przypadku CELEM WSPÓLNOTY JEST CHRYSTUS.
Ten sam ogień , który jednoczył pierwsze wspólnoty JEST OGNIEM ,który płonie i nie spala nas i w tym sensie wypełnia się definicja WSPÓLNOTY CHRZEŚCIJAN przy CHRYSTUSIE.
joseleon
... a poza tym personalizm nie zaczął się po SVII co zilustrować może pewna anegdota (autentyczna):
W pewnej wiejskiej górskiej parafii proboszcz przyjaźnił się z dziadkiem pewnej współczesnej nam aktorki. Lubili czasem też pograć w kanastrę (w karty) i chyba niestety nie zawsze grali o zapałki. Pewnego razu ksiądz proboszcz przegrał z swoim serdecznym przyjacielem i następnego dnia podczas mszy …More
... a poza tym personalizm nie zaczął się po SVII co zilustrować może pewna anegdota (autentyczna):

W pewnej wiejskiej górskiej parafii proboszcz przyjaźnił się z dziadkiem pewnej współczesnej nam aktorki. Lubili czasem też pograć w kanastrę (w karty) i chyba niestety nie zawsze grali o zapałki. Pewnego razu ksiądz proboszcz przegrał z swoim serdecznym przyjacielem i następnego dnia podczas mszy gdy zbierał na tace akurat tak wypadło ze zbliżył się do niego tuż przed przeistoczeniem. Ów przyjaciel cierpiał wtedy jednak na zdrowiu i duży ból sprawiało mu klękanie. Proboszcz wiedząc o tej przypadłości powiedział do przyjaciela "Uklęknij bo Pan jest blisko."... Na to przyjaciel odpowiedział przez zaciskane z bólu zęby: "Zamilknij sługo, gdyż rozmawiam z twoim Panem".

🙂
To działo się przed SVII.
Z Bogiem.
joseleon
Bp Rysia bardzo lubię za książkę Ecce Homo o obrazie Adama Chmielowskiego (późniejszego brata Alberta) bo bardzo ciekawie i mądrze była napisana ... i z uczuciem... ale tu jest jednak pewne retoryczne uproszczenie.
Mam na myśli przedstawienie sytuacji Kościoła przed soborem (Vaticanum II). Bo to że przed SVII wierni świeccy byliby ewangelizując przedłużeniem Kościoła hierarchicznego nie …More
Bp Rysia bardzo lubię za książkę Ecce Homo o obrazie Adama Chmielowskiego (późniejszego brata Alberta) bo bardzo ciekawie i mądrze była napisana ... i z uczuciem... ale tu jest jednak pewne retoryczne uproszczenie.

Mam na myśli przedstawienie sytuacji Kościoła przed soborem (Vaticanum II). Bo to że przed SVII wierni świeccy byliby ewangelizując przedłużeniem Kościoła hierarchicznego nie koniecznie oznacza, że działaliby "na zlecenie". To nie koniecznie znaczy, że mandat chrztu i bierzmowania nie był dla wiernych przed SVII wystarczający by głosić - jednak głoszenie było innego rodzaju. Kultura była po prostu bardziej powściągliwa i jeśli to dotyczyło całości kultury (a nie tylko wygnania Chrystusa z kultury) to było po prostu lepsze. Nawet myslę że dla rozwoju duchowego głoszących. Pewna sumienność w zyciu swojego stanu i posłuszeństwo Kościołowi też było forma głoszenia.

Poza tym jeśli głową Kościoła jest Chrystus to i nawet "na zlecenie" nie jest niczym niższym. To są pomocne dla naszego wyobrażenia o Kościele przykłady że "służba idzie od Chrystusa przez hierarchię do wiernych" ale to nie jest jedyne wyobrażenie sensu hierarchii bo sam Chrystus był tak samo posłuszny Bogu Ojcu nie tylko służył samym ludziom... a więc i my powinniśmy być poprzez Kościół hierarchiczny posłuszni w Chrystusie Bogu Ojcu. Nie poszczególnym ludziom czy funkcjom ale Kościołowi hierarchicznemu, który ma klucze. Oba aspekty są tak samo ważne. Służba od góry w dół (z miłości). Posłuszeństwo od dołu do góry (ze względu na odpowiednie proporcje wolności do mądrości ... Bóg "może" być wszechmogący bo jest Absolutny w każdym aspekcie, my mamy wolności w pewnym sensie za dużo - więcej niż naszej własnej mądrości - tylko z mądrością Boga jesteśmy na dłuższą metę skuteczni)

Oczywiście wiem, że może ten aspekt osobistego przeżycia był przed SVII bardziej intymny, bardziej powściągliwy może często dużo słabszy - jednak co do wiedzy o objawieniu Kościół był precyzyjniejszy gdy istniał pewien rodzaj "specjalizacji". SVII jest w kontekście nowej kultury świeckiej misyjne bardziej kontaktowy (przystepniejszy ludziom) jednak nie jest wyższą formą istnienia Kościoła, choć wielokrotnie tak bywa nadinterpretowany.
ona
...Wszelkie schizmy jakie wzięły sie w Kościele które trwają do dziś wzięły się z głupoty gdzie ktoś myśli ze budując jednolitość budujemy Kościół. Pomylenie jedności z jednolitością to czyni.
Na zachodzie mówimy do Greków"Eucharystia musi mieć chleb niekwaszony", a Grecy odpowiadają "nieprawda",Na zachodzie mówimy Ksiądz powinien się golić, a na Wschodzie mówią"powinien mieć brodę"albo …More
...Wszelkie schizmy jakie wzięły sie w Kościele które trwają do dziś wzięły się z głupoty gdzie ktoś myśli ze budując jednolitość budujemy Kościół. Pomylenie jedności z jednolitością to czyni.
Na zachodzie mówimy do Greków"Eucharystia musi mieć chleb niekwaszony", a Grecy odpowiadają "nieprawda",Na zachodzie mówimy Ksiądz powinien się golić, a na Wschodzie mówią"powinien mieć brodę"albo mówimy "ksiądz musi żyć w cielibacie "a na Wschodzie mówią "ma być żonaty bo tak było przez 1000 lat i nikomu to nie przeszkadzało"
Mówimy tylko nasze jest ważne i to jest głupota ludzi którzy nie potrafią się różnić. Przez pierwsze 1000 lat największym bogactwem Kościoła była jego różnorodność, a potem na raz wszystko to własnie go rozbiło.Wszystko dlatego ze ludzie nie potrafią się cieszyć ze obok jest ktoś kto myśli trochę inaczej, i tą samą wiarę przezywa na swój własny sposób...(Bp.Ryś) 👏
ona
...Wspólnota nie bierze się z przypadku. Żeby wejść do wspólnoty należy jej chcieć. Dążenie do wspólnoty jest działaniem celowym, człowiek musi "chcieć" jak nie chce to nie będzie niczego takiego szukał.Nawet to "chcę" czy "nie chcę "to nie jest poziom takich skłonności czy innych , są bowiem tacy którzy z natury potrzebują kontaktu z innymi i są inni bardziej zdystansowani i zamknięci w sobie.…More
...Wspólnota nie bierze się z przypadku. Żeby wejść do wspólnoty należy jej chcieć. Dążenie do wspólnoty jest działaniem celowym, człowiek musi "chcieć" jak nie chce to nie będzie niczego takiego szukał.Nawet to "chcę" czy "nie chcę "to nie jest poziom takich skłonności czy innych , są bowiem tacy którzy z natury potrzebują kontaktu z innymi i są inni bardziej zdystansowani i zamknięci w sobie.Tutaj jednak chodzi o coś poważniejszego, spotkanie z Chrystusem POSYŁA do wspólnoty, niezależnie od tego jaką mamy konstrukcje własną. Wspólnota rodzi się tam gdzie są wspólne doświadczenia, wspólne przeżycia, wspólne tematy.Dokąd nie ma wspólnych doświadczeń, nie ma też wspólnej oceny, nie ma tez wspólnego świata wartości. Wspólnota potrzebuje czasu żeby dojrzeć żeby wzrastać i to jest to, czego dzisiejszy człowiek nie pojmuje, gdyż on ma doświadczenia wszystkiego natychmiast, zaraz i od ręki... 👏 (Bp.G.Ryś)