Clicks869
Radek33
1

„Popiełuszko i Małkowski mają czuć się zlekceważeni i osamotnieni”

„Popiełuszko i Małkowski mają czuć się zlekceważeni i osamotnieni”
"Materiały obejmowały ponad dziewięćset stron dokumentów opatrzonych klauzulą najwyższej tajności: notatek służbowych, stenogramów z podsłuchów, materiałów z obserwacji i raportów z tajnych przeszukań. Już tylko pobieżna analiza pozwalała na ustalenie, że materiały ze sprawy kryptonim „Godot” – bo taki właśnie kryptonim nadano sprawie operacyjnego rozpracowania księdza Stanisława Małkowskiego – dotyczą nie tylko samego kapłana, ale także jego najbliższych. Setki stron dokumentów wskazywały, że w tej potężnej operacji inwigilacyjnej brały udział dziesiątki funkcjonariuszy SB – wszystkie te elementy wskazywały, że była to jedna z większych operacji pod względem czasu trwania i zakresu użytych sił w schyłkowym okresie PRL-u.
Zastanawiałem się, jakich efektów oczekiwali inicjatorzy operacji prowadzonej w odniesieniu do księdza, którego głównym obowiązkiem stało się odprawianie mszy pogrzebowych w ko-ściele przy warszawskim cmentarzu? Tak naprawdę jednak bardziej niż na czytanie nastawiłem się na analizowanie materiałów opatrzonych klauzulą tajności, które – jak sądziłem – miały pozwolić mi zobaczyć księdza takim, jakim widziały go oczy bezprawia ubranego w pozory prawa – oczy oprawców z SB. Czy mogłem przypuszczać, że to, co znajdę, będzie aż tak przytłaczające? Nie było bowiem takiego elementu brudnej gry ani takiej podłości, których by księdzu darowano. Notatki i meldunki dotyczące Stanisława Małkowskiego co i rusz nawiązywały do „inspirowania”, „izolowania” czy „kompromitowania” kapłana, którego całą winę stanowiło to, że starał się być głosem ludzi, którzy w tamtym czasie nie mieli prawa głosu. Jako cel rozpracowania określono „doprowadzenie do przerwania i neutralizacji wrogiej działalności ks. Małkowskiego”.
„Rozpracowanie” rozpoczęto od powołania „grupy specjalnej”, której pierwszym sukcesem było to, iż „w grudniu ‘82 r. kanclerz kurii polecił rektorowi kurii św. Anny niedopuszczanie figuranta do odprawiania mszy i głoszenia kazań, a na początku lutego br. bp Romaniuk polecił ks. Małkowskiemu zastąpić ks. Królika w prowadzeniu pracy duszpasterskiej w szpitalu przy ul. Kondratowicza w W-wie.” Ostatnie zdanie tylko pozornie wyglądało jak „docenienie” księdza Stanisława, który po kilku latach tułaczki, bez stałego przydziału, wreszcie takowy otrzymał. W rzeczywistości, jak pokazały kolejne meldunki, chodziło o „uziemienie” księdza w szpitalu, tak, by miał jak najwięcej obowiązków i jak najmniej czasu na „działalność antypaństwową”. O „odpowiednie dociążenie” księdza obowiązkami mieli zadbać szpitalni TW, ludzie na wysokich szpitalnych stołkach. Podobnemu, a w tym przypadku może nawet bardziej dosłownemu „uziemieniu” służyło w tym samym czasie skierowanie księdza do odprawiania mszy pogrzebowych na Cmentarzu Północnym na Wólce Węglowej. Miało to już do reszty pozbawić go wolnego czasu i definitywnie przekierować na boczny tor. Z dokumentów wynikało, że taki scenariusz napisano w SB: „Ponieważ zakładano, iż ks. Małkowski nie posiadając stałego miejsca zatrudnienia, może swobodnie dysponować czasem, zainspirowano rozmowę z przedstawicielami Kurii Warszawskiej w Wydziale ds. Wyznań, skutkiem której było skierowanie w 1983 r. ks. Małkowskiego do pracy w charakterze kapłana na Cmentarzu Komunalnym Północnym”.
Przełożeni księdza Małkowskiego jedynie go wykonali, za to z takim pietyzmem, zaangażowaniem i perspektywą, że koniec końców ksiądz Staś pozostał przy tym cmentarzu na następne 35 lat. A jednak wszystkie te działania nie przyniosły oczekiwanego skutku. Pokazały to następne karty tajnego archiwum. Okazało się, że zarówno w szpitalu, jak i na Wólce Węglowej ksiądz Stanisław robił to, co do niego należało, a nawet więcej, i trudno było się do czegoś przyczepić. Jednocześnie jednak znajdował czas, by zajmować się innego rodzaju działalnością duszpasterską czy społeczną. Z dokumentacji sporządzonej przez oficera SB Ludwika Adacha, odpowiedzialnego za „zneutralizowanie” niepokornego kapłana, wynikało, że sytuacja ta doprowadzała do szewskiej pasji zarówno jego samego, jak i przełożonych. Fakt ten (skierowania do posługi przy Cmentarzu Północnym – przypis WS) "jednak nie ograniczył wrogiej działalności figuranta. Zacieśnił on kontakt z ks. Jerzym Popiełuszką, uzyskując możliwość odprawiania mszy w kościele św. Stanisława Kostki w każdą niedzielę o godz. 19:00" – odnotował z widocznym rozczarowaniem Ludwik Adach. W całej tej sprawie było coś irracjonalnego, co wymykało się logice i czego nie potrafili zrozumieć oficerowie SB: im bardziej księdzu „dokręcano śrubę”, tym bardziej angażował się w działalność publiczną i patriotyczną. Był żywym potwierdzeniem słuszności reguły: „masz mało czasu? – weź dodatkowe zajęcia”. I robił swoje. Działania podjęte przez SB „góra” uznała za „zbyt opieszałe” i postanowiła zająć się „problemem Małkowskiego” na poważnie. Kolejne karty pokazywały, jak służby specjalne PRL - u planowały się do tego zabrać.
"Konieczne jest kontynuowanie rozpracowania figuranta w oparciu o następujące kierunki:
1. Zintensyfikować działania operacyjne zmierzające do zmuszenia kierownictwa kurii warszawskiej do zajęcia radykalnego stanowiska wobec ks. Małkowskiego.
2. Zintensyfikować wielokierunkowe działania dezintegracyjne zmierzające do skompromitowania ks. Małkowskiego w jego środowisku kurialnym jako kapłana.
3.Dodatkowo sprawdzić, czy ks. Małkowski jest homoseksualistą. Przy pomocy t. w. trzeba to sprawdzić i jeśli tak – zdobyć na niego kompr. materiał tego typu. (…) Jednocześnie należy kolportować opinie, że ma opinię maniaka niezrównoważone-go psychicznie, akceptowanego tylko przez nielicznych księży, a przede wszystkim przez podobnych jak on wrogo ustosunkowanych do ustroju PRL-u.
Neutralizacja poczynań ks. Małkowskiego powinna zmierzać w kierunku całkowitej kompromitacji i izolacji figuranta przede wszystkim w środowisku kleru i osób mu najbliższych. W celu doprowadzenia do tej izolacji ks. Małkowskiego i neutralizacji jego wrogiej działalności w środowisku kleru oraz ograniczenie jego powiązań z grupami antysocjalistycznymi planuje się:
a. wykorzystać uzyskane materiały do rozmów przez nas zainspirowanych, a prze-prowadzonych przez władze wyznaniowe z przedstawicielami kurii warszawskiej, doprowadzając do ograniczenia, a nawet uniemożliwienia figurantowi wykorzystywania ambony do swoich celów
b. wykorzystania operacyjnego wypowiedzi potwierdzających niezrównoważenie psychiczne i brak odpowiedzialności figuranta
c. opracowania materiału w ramach działań specjalnych zmierzających do pogłębienia izolacji ks. Małkowskiego w środowisku kleru warszawskiego i podważenia zaufania do jego wiedzy teologicznej.
Kontynuowanie działań „D”, których celem będzie ośmieszenie działalności figuranta, dalsze kompromitowanie jego osoby wśród kleru i środowiska oraz podważanie jego kompetencji w podejmowaniu działalności politycznej, będą prowadzone wielotorowo, z uwzględnieniem wykorzystania możliwości tajnych współpracowników, szczególnie usytuowanych w kurii lub mających dostęp do pracowników kurii i wpływ na nich. Źródła zostaną wytypowane w porozumieniu z tow. Jóźwikiem, a poszczególne zadania omówione z pracownikami prowadzącymi."
Następne karty uzupełniały zakres planowanych i już podjętych działań o uaktywnienie „elementów kryminalnych” jako źródła nacisku na księdza Małkowskiego oraz o aktywizowanie tajnego współpracownika pseudonim „Jankowski” jako osoby mającej dostęp do księdza. Niszczenie reputacji w oczach przełożonych i opinii publicznej, dorabianie „gęby” szaleńca i homoseksualisty, totalna marginalizacja w środowisku, osaczanie agenturą – także tą ulokowaną w ko-ściele, jak TW „Jankowski” - ksiądz Michał Czajkowski, w owym i późniejszym czasie „autorytet moralny” i jeden z najbardziej medialnych księży w Polsce – całodobowa inwigilacja, podsłuchy telefoniczne (PT) i pokojowe (PP), permanentne wezwania na przesłuchania, które w każdej chwili mogły zakończyć się aresztowaniem, zastraszanie i osaczenia bliskich oraz sąsiadów, „zmiękczanie” poprzez napaści bojówek złożonych z recydywistów – wszystkie te działania razem wzięte, podjęte przez SB, miały siłę rażenia bomby atomowej.
Wiedziałem, że w większości przypadków wystarczyła już tylko niewielka część podobnych działań, by osiągnąć oczekiwany efekt. Czytając kolejne strony esbeckiej dokumentacji pamiętałem przecież, w jaki sposób „złamano” przyjaciela i ochroniarza księdza Jerzego z Huty Warszawa. Wystarczyło, iż żona hutnika, stewardessa pracująca w Locie na liniach międzynarodowych, została „spisana” do pracy biurowej na ziemi, „bo mąż rozrabia z Popiełuszką”. Zapytała co w tej sytuacji może zrobić. „Wystarczy, że mąż napisze jedną jedyną notatkę z jednego spotkania i odczepiamy się, a ty wracasz na linie międzynarodowe” – usłyszała w odpowiedzi. Pozostanie tajemnicą, jakich argumentów użyła pani, by pan napisał „jedną jedyną” notatkę. A jak już ją napisał, w kolejnych miesiącach musiał pisać po kilka tygodniowo. A pani istotnie wróciła na linie międzynarodowe. Historia jakich wiele, ludzi „łamano” różnymi metodami – tak to się wtedy odbywało.
Wiedząc o tym i znając dobrze wyrafinowane metody łamania kolejnych linii obrony figurantów przez służby specjalne – tak dobrze, że chyba już nie chciałem poznawać lepiej – nie miałem słów podziwu dla odporności księdza Stanisława, który wszystkie represje przyjmował ze stoickim spokojem, pozwalając sobie od czasu do czasu nawet na ironię.
Kiedy więc Wojciech Jaruzelski obwieścił w jednym z wystąpień, że społeczeństwo polskie żyje ponad swoje możliwości, ksiądz dał na to publiczną ripostę, mówiąc, że jest w tym źdźbło prawdy, bo „istotnie tolerowanie rządów takiej władzy i samego generała Jaruzelskiego zdecydowanie przekracza możliwości Polaków”, co oczywiście zostało zarejestrowane przez SB i ludziom na wysokich stołkach znów podniosło ciśnienie o kilka kresek. Prawda była jednak taka, że w tamtych realiach nie było powodu do żartów. Wykorzystywanie „elementów kryminalnych”, czyli mających immunitet bezkarności bandytów, jako źródła nacisku na księdza, mogło stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo. Kto bowiem dałby gwarancję, że ludzie ci, przy świadomości bezkarności, zatrzymają się na wybijaniu szyb i nie pójdą krok dalej? Równie groźne – a potencjalnie nawet groźniejsze – były przeszukania mieszkania księdza i jego matki dokonywane pod nieobecność właścicieli. Miałem świadomość, jak to się odbywało i zresztą nadal odbywa, bo w tym akurat zakresie niewiele się zmieniło. Członkowie tzw. ekipy realizacyjnej, którzy wchodzą do mieszkania – otwarcie zamków to najmniejszy problem – mogą zrobić tam absolutnie wszystko. Założyć podsłuch, zostawić materiały wskazujące na pedofilię figuranta, które ktoś zaraz „odkryje” – pełna dowolność ograniczona jedynie tym, co chcą osiągnąć. Czytając dokumentację, którą miałem przed sobą, pamiętałem przecież, że w mieszkaniu księdza Popiełuszki, zanim go zabito, „znaleziono” broń. Co mogli „znaleźć” w mieszkaniu „homoseksualisty Małkowskiego”? Absolutnie wszystko. Zrobić z niego pedofila nie byłoby trudne, bo przecież od dawna pracowano nad wyrobieniem mu wizerunku „maniaka niezrównoważonego psychicznie”.
Oczywiście zawsze można było postąpić tak, jak z księdzem Jerzym, czyli – jak to subtelnie ujął kapitan SB Grzegorz Piotrowski podczas „Procesu Toruńskiego” – „zadziałać na granicy zawału serca” i pamiętałem, że także w odniesieniu do księdza Stasia taki plan przecież istniał. Na tamten moment nie został zrealizowany tylko z jednego powodu – po prostu sądzono, że na to jest jeszcze czas. Później, już po zbrodni dokonanej na księdzu Jerzym, uznano, że zamordowanie kolejnego księdza, w dodatku przyjaciela Popiełuszki, niedługo po śmierci jego samego, z pewnością przykułoby uwagę międzynarodowej opinii publicznej. Z punktu widzenia pragmatyki SB to nie było dobre rozwiązanie. O ileż skuteczniej byłoby pozostawić figuranta żywym – ale de facto „martwym”. Lepiej mieć odesłanego na boczny tor, a tym samym zneutralizowanego „szaleńca” czy kolejnego męczennika? Żyłem dość długo na tym świecie, by nie pytać o sprawy oczywiste i nie stawiać kropek nad „i”. Z dokumentów, które miałem przed sobą, wynikało, że obok kilku innych, bardziej radykalnych, ale wzbudzających większą uwagę, także ta opcja – zakładająca totalną marginalizację księdza – była na stole. I to z tej właśnie opcji postanowiono ostatecznie skorzystać.
Następne karty – w tym opatrzona klauzulą „tajne specjalnego znaczenia” „Koncepcja działań w sprawie operacyjnego rozpracowania kryptonim Godot” wyjaśniały, jak zamierzano przystąpić do rzeczy.
"W porozumieniu z Wydziałem Kryminalnym DUSW Warszawa-Praga-Południe:
– Dokonać rozpoznania co do możliwości wykorzystania elementów kryminalnych, mających na celu kompromitację figuranta.
– Wykorzystać informacje wyprzedzające dotyczące wyjazdu figuranta na teren innych województw w celu uzgodnienia z właściwymi jednostkami Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych działań zmierzających do kompromitacji ks. Małkowskiego, bądź też jego izolacji na danym terenie. Włączyć do tych działań Wy-dział IV Departamentu IV MSW.
– Doprowadzić do konfliktu między ks. Małkowskim a pracownikami fizycznymi i administracyjnymi Cmentarza Komunalnego Północnego celem skompromitowania wymienionego jako duszpasterza. Konflikt i incydent wykorzystać do utwierdzenia negatywnych o nim opinii wśród księży diecezji warszawskiej
– Zainspirować listową akcję do osób związanych z figurantem, biskupów, Wydziału Finansowego Urzędu Miasta itp., iż ks. Małkowski, działając w ramach „Bractwa Chrystusowego” oraz „Gaudium Vitae”, dopuszcza się nadużyć finansowych.
– Poddać analizie artykuły, wywiady, publikacje wymienionego celem wyłączenia z nich materiałów, w których podważa autorytet prymasa i biskupów. Informacje te kolportować w środowisku księżowskim, a zwłaszcza związanym z Kurią.
– Zainspirować akcję protestacyjną w związku z treścią wrogich kazań, kierowaną zarówno do władz państwowych, politycznych, administracyjnych, prokuratorów, jak też księży i biskupów.
– Przez Wydział do Wyznań Miasta Stołecznego Warszawy wykazywać w rozmowach z biskupami szkodliwą działalność ks. Małkowskiego. Wywierać nacisk, by pozbawić go prawa głoszenia kazań /misji kanonicznej/.
– W porozumieniu i współudziale Departamentu IV MSW spowodować, aby sprawa ks. Stanisława Małkowskiego była przedmiotem rozmów przedstawiciela Urzędu ds. Wyznań z arcybiskupem Dąbrowskim.
– Zainspirować Prokuratora Wojewódzkiego do wystosowania pisma do ordynariusza diecezji warszawskiej zawierającego informacje o grożących ks. Małkowskiemu konsekwencjach. Z treści pism powinno również wynikać, iż Prokurator rozumie status figuranta oraz pozycję ordynariusza jako głowy Kościoła i dlatego prosi o podjęcie stosownych działań. Brak efektu zmusi go do podjęcia zgodnych z prawem decyzji."
W dalszej części materiałów zachowała się informacja pokazująca następny etap podjętych przez SB działań. Jednak to, co w niej najbardziej przykuło moją uwagę, co było doświadczeniem wstrząsającym, a zarazem trudnym do przyjęcia, to reakcja przełożonych księży Małkowskiego i Popiełuszki - reakcja pokazująca jednoznaczne odcięcie się kurii od obu kapłanów.
"Warszawa, dnia 18.06.1984 r.
Tajne
Egz. nr 1
NACZELNIK WYDZIAŁU i DEPARTAMENTU IV
MINISTERSTWA SPRAW WEWNĘTRZNYCH
INFORMACJA
dotyczy sprawy operacyjnego rozpracowania krypt. „Godot”, nr ew. 25448 na ks. Stanisława Małkowskiego.
W dniu 13.06.br. I Wiceprezydent m. stołecznego Warszawy S. Bielecki przeprowadził rozmowę z bpem K. Romaniukiem, w której udział brali Dyr. Wydz. ds. Wyznań J. Śliwiński oraz kanclerz kurii ks. Z. Król.
W trakcie rozmowy poruszono m.in. temat zaangażowania się niektórych warszawskich księży, m.in. ks. S. Małkowskiego, J. Popiełuszki, L. Kantorskiego w akcję antywyborczą, a więc przeciwko państwu i ustrojowi PRL-u. Twierdzenie to zilustrował prezydent przykładem z kazań ks. Małkowskiego i Popiełuszki.
Prezydent przedstawił w tym punkcie rozmowy wniosek, aby kuria spowodowała wyeliminowanie ataków księży na władzę, wybory i ustrój PRL-u jako sprzeczne z obowiązującym porządkiem prawnym i zakłócającym wzajemne stosunki między państwem a kościołem.
Bp K. Romaniuk oświadczył, że ks. Małkowski, ks. Popiełuszko i im podobni nie reprezentują stanowiska kościoła. Kościół bowiem nie atakuje władzy, zaś nieliczne przypadki nieodpowiedzialnych zachowań duchownych są przedmiotem troski kurii, a nawet samego prymasa, który z wymienionymi księżmi kilkakrotnie rozmawiał.
Prymas jednak nie chce w stosunku do nich wyciągać sankcji kanonicznych, gdyż zrobiłoby to im reklamę i zostałoby wykorzystane do jeszcze większego stopnia niepokoju społecznego.
Kuria stoi na stanowisku, że skuteczniejszym działaniem w stosunku do tych księży jest ich lekceważenie, aż poczują się bardziej samotni.
Ks. S. Małkowski wg biskupa nie mieści się w strukturach kościoła i jego przemówienia świadczą o tym, że nie zdałby on egzaminu z tolerancji. Dlatego tacy księża jak on nie otrzymują pracy w dużych placówkach kościelnych, aby nie mieli wpływu na duże masy ludzi.
Biskup Romaniuk obiecał na zakończenie, iż postulat Prezydenta w powyższej sprawie przekaże prymasowi.
W dniu 16 bm. Prokurator Wojewódzki w Warszawie wydał postanowienie o wyłączeniu do odrębnego prowadzenia materiały ze śledztwa przeciwko Małgorzacie Szeskiej i innym w stosunku do m.in. ks. Stanisława Małkowskiego. Prowadzone czynności śledcze zmierzać będą do udowodnienia wymienionemu popełnienia przestępstwa z art. 194 i 270 KK. Wydział Śledczy SUSW wystąpił do prokuratury wojewódzkiej z wnioskiem przedstawienia ks. Małkowskiemu zarzutów i zastosowaniu środka zapobiegawczego w formie tymczasowego aresztowania.
Mjr L. WOLSKI”
Czytając ten materiał nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. Przesłanie przełożonych księży Popiełuszki i Małkowskiego było jasne: mają być lekceważeni i czuć się osamotnieni. Grunt pod ostateczne rozwiązanie tzw. „problemu Popiełuszki i Małkowskiego” został przygotowany. Trwające od miesięcy działania SB, realizującej wytyczne ludzi na wysokich stołkach, dobiegały końca. SB udało się doprowadzić do tego, że obaj przyjaciele samotnie zmierzali ku swemu przeznaczeniu, które w obu przypadkach było zupełnie inne – w obu jednak tragiczne."
.
Fragment książki pt. „Ksiądz. Historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”.
Wojciech Sumliński
sumlinski.pl
Radek33
(...)"Równie groźne – a potencjalnie nawet groźniejsze – były przeszukania mieszkania księdza i jego matki dokonywane pod nieobecność właścicieli. Miałem świadomość, jak to się odbywało i zresztą nadal odbywa, bo w tym akurat zakresie niewiele się zmieniło. Członkowie tzw. ekipy realizacyjnej, którzy wchodzą do mieszkania – otwarcie zamków to najmniejszy problem – mogą zrobić tam absolutnie …More
(...)"Równie groźne – a potencjalnie nawet groźniejsze – były przeszukania mieszkania księdza i jego matki dokonywane pod nieobecność właścicieli. Miałem świadomość, jak to się odbywało i zresztą nadal odbywa, bo w tym akurat zakresie niewiele się zmieniło. Członkowie tzw. ekipy realizacyjnej, którzy wchodzą do mieszkania – otwarcie zamków to najmniejszy problem – mogą zrobić tam absolutnie wszystko. Założyć podsłuch, zostawić materiały wskazujące na pedofilię figuranta, które ktoś zaraz „odkryje” – pełna dowolność ograniczona jedynie tym, co chcą osiągnąć. Czytając dokumentację, którą miałem przed sobą, pamiętałem przecież, że w mieszkaniu księdza Popiełuszki, zanim go zabito, „znaleziono” broń. Co mogli „znaleźć” w mieszkaniu „homoseksualisty Małkowskiego”? Absolutnie wszystko. Zrobić z niego pedofila nie byłoby trudne, bo przecież od dawna pracowano nad wyrobieniem mu wizerunku „maniaka niezrównoważonego psychicznie”(...)"