Clicks1.5K
Radek33
12

Oczyszeczenie Maryi,ofiarowanie Dzieciątka i śmierć Symeona-wizja Bł.A.K.Emmerich

Według objawień Błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich:

Oczyszczenie Maryi

O świcie wsiadła Maryja z Dzieciątkiem Jezus na osła. Trzymała Dziecię na łonie, i miała tylko kilka nakryć i węzełek na ośle. Siedziała na siedzeniu poprzecznym z podnóżkiem. Obeszli w lewo pagórek żłobkowy od południa Betlejem i nikt ich nie zauważył.

W południe widziałam ich spoczywających przy jakiejś studni z dachem u góry i otoczonej ławkami. Przybyło tu kilka niewiast do Maryi i przyniosły jej dzbanuszki i placki.

Dar ofiarny, który Święta Rodzina miała ze sobą, wisiał w koszu na ośle. Kosz miał trzy przedziałki, dwie z owocami, trzecią okratowaną z gołębiami. Przed wieczorem, na kwadrans może drogi przed Jerozolimą, zatrzymali się przed jedną większą gospodą, w małym domku, u bezdzietnych małżonków, którzy przyjęli ich z wielką radością. Było to już między potokiem Cedronem a miastem. Widziałam, że u tych właśnie ludzi także sługa i niewolnica Anny w powrocie się zatrzymali, i oni to zamówili przyjęcie dla Św. Rodziny. Niewiasta była powinowatą Joanny Chuza. Zdawało mi się, że są Esseńczykami.

Cały jeszcze następny dzień widziałam Św. Rodzinę u tych podeszłych wiekiem ludzi mieszkających przed wyruszeniem do Jerozolimy. Św. Dziewica była przeważnie w osobnej izbie sama z Dzieciątkiem, które na niskim przedmurzu ściany na kobiercu spoczywało. Zawsze trwała w modlitwie i widocznie przygotowywała się do ofiary. Przy tej sposobności miałam wewnętrzne wskazówki, jak się do Św. Sakramentu przygotowywać należy. Widziałam w jej izbie wiele aniołów, oddających cześć Dzieciątku Jezus. Maryja była zatopiona w skupieniu wewnętrznym. Poczciwi staruszkowie zdobywali się na wszelkie usługi dla Matki Bożej; musieli widocznie odczuwać świętość Dzieciątka.

Miałam także widzenie o kapłanie Symeonie. Był to mąż chudy, o bardzo podeszłym wieku, z krótką brodą. Miał żonę i trzech dorosłych synów, z których najmłodszy liczył już lat 20. Symeon mieszkał przy świątyni. Widziałam, jak szedł ciemnym gankiem w murach świątyni do małej celi, wpuszczonej w grube mury, z jednym tylko otworem, którym na dół do świątyni mógł spoglądać. Tu starzec klęknął i z przejęciem się modlił. Wtem zjawił się przed nim anioł i powiedział mu, aby jutro rano uważał w świątyni na Dzieciątko, które pierwsze przyniesione będzie do ofiarowania; jest to Mesjasz, na którego już tak długo czeka; potem umrze. Wszystko było tak piękne; wnętrze celi było pełne światła, a starzec promieniał z radości. Poszedł do swego mieszkania i opowiedział ucieszony swej żonie zwiastowanie anielskie. Następnie udał się znów na modlitwę. Zauważyłam, że pobożni kapłani i Izraelici nie kiwali się tak przy modlitwie, jak dzisiejsi Żydzi, ale za to biczowali się. Widziałam, że i Anna w swej celi przy świątyni była zachwycona w modlitwie i miała widzenie.

Wczesnym rankiem, gdy jeszcze ciemno było, widziałam, jak Św. Rodzina z objuczonym do podróży osłem i koszem z ofiarą, w towarzystwie obojga staruszków, zdążała do miasta. Weszli najpierw na jakiś dziedziniec murem otoczony, gdzie postawiono osła w szopie. Pewna staruszka pewna przyjęła Św. Rodzinę z Dzieciątkiem i poprowadziła Ją przez pokryty ganek do świątyni. Niosła zapaloną świecę, bo było jeszcze ciemno. Tu w ganku wyszedł naprzeciw Maryi Symeon, pełen oczekiwania, zamienił z nią radośnie kilka słów, wziął Dzieciątko Jezus, przycisnął je do serca i pospieszył potem na drugą stronę do świątyni.

Już od wczorajszego wieczora, kiedy otrzymał zwiastowanie anioła, był pełen tęsknoty i oczekiwał tu, gdzie był dla kobiet ganek przy wejściu do świątyni, i ledwo mógł się doczekać przybycia Św. Rodziny.

Niewiasta zaprowadziła Maryję aż do przedsionka owej świątyni, w której miało się odbyć ofiarowanie, i tu w przedsionku przyjęła ją Anna i jeszcze inna niewiasta (Noemi, dawniejsza jej nauczycielka). Symeon przybył ze świątyni do tej hali i zaprowadził Maryję z Dzieciątkiem na rękach, do hali na prawo przy przedsionku kobiet, gdzie była także skarbona, obok której był Jezus, gdy wdowa grosz wrzucała. Staruszka Anna, której Józef oddał kosz z gołębiami i owocami, szła wraz z Noemi za nimi, Józef zaś udał się na miejsce, przeznaczone dla mężczyzn.

W świątyni wiedziano, że kilka kobiet miało dziś przyjść do ofiarowania. Wszystko było już ku temu przygotowane. Naokoło po ścianach płonęło wiele lamp w kształcie piramid. Płomyki wychodziły z szyby łukowego ramienia, błyszczącej niemal tak silnie, jak światło. Na szybach wisiały gasidła, które do góry przymknięte, gasiły płomienie. Przed ołtarzem, z którego węgłów wychodziły rogi, była postawiona skrzynia, której drzwiczki na zewnątrz otwarte, tworzyły podstawę dla dość obszernej płyty stołu. Płytę tę nakryto najpierw czerwonym, następnie białym, przezroczystym, aż do ziemi spadającym obrusem. Na czterech rogach postawiono kilkuramienne płonące lampy, na środku stołu koszyk w kształcie kołyski, obok dwie podłużne miseczki i dwa mniejsze koszyki. Wszystkie te przedmioty, jak też suknie kapłańskie, złożone na ołtarzu z rogami, przechowywane były w skrzynce, której drzwiczki tworzyły podstawę stołu. Wszystko otaczała krata. Po obydwu stronach wnętrza świątyni były rzędy ławek, jedne wyżej od drugich, w których siedzieli kapłani.

Symeon poprowadził Maryję przez balustradę ołtarza do stołu ofiarnego, na którym położyła do kołyski Dzieciątko w niebieskie szaty owinięte. Maryja miała niebieską suknię, biały welon i odziana była długim, żółtawym płaszczem.

Podczas gdy Dzieciątko leżało w kołysce, zaprowadził Symeon Maryję znów na miejsce dla kobiet. Następnie poszedł przed właściwy, stały ołtarz, na którym leżały suknie kapłańskie i gdzie prócz niego jeszcze trzech innych kapłanów się ubrało. Jeden stanął w tyle, jeden na przodzie, a dwóch po bokach stołu i modlili się nad Dzieciątkiem. Wtedy przystąpiła do Maryi Anna, dała jej w dwóch na sobie stojących koszykach gołębie i owoce i poszła z nią ku balustradzie ołtarza. Tu zatrzymała się Anna; Maryję zaś zaprowadził Symeon przez balustradę przed stół ołtarza, gdzie do jednej z miseczek położyła owoce, do drugiej monety; gołębie zaś postawiła z koszem na stole. Symeon stał nieco oddalony obok Maryi przed stołem. Kapłan zaś poza stołem, wziął Dzieciątko z kołyski na ręce, podniósł Je w górę i ku różnym stronom świątyni, i długo się modlił. Od niego odebrał Dziecię Symeon, podał je Maryi na ręce, i ze zwoju, obok niego na pulpicie leżącego, modlił się nad nią i nad Dzieciątkiem.
Teraz zaprowadził Symeon Maryję znów przed balustradę, a stąd poszła z nią Anna do miejsca dla kobiet, kratą otoczonego, gdzie tymczasem zebrało się jeszcze około dwadzieścia kobiet z pierworodnymi synami. Józef i kilku innych mężczyzn stali nieco w głębi w miejscu dla mężczyzn.

W tej chwili rozpoczęli dwaj kapłani przed stałym ołtarzem służbę bożą okadzaniem i modlitwami, a ci, co byli w rzędach siedzeń, poruszali się, lecz — jak już wspominałam — nie tak, jak dzisiejsi Żydzi.

Po ukończeniu tego obrzędu, poszedł Symeon na owe miejsce, gdzie była Maryja, wziął Dziecię na ramiona i mówił długo i głośno z weselem i uniesieniem. Gdy skończył, Anna była natchnioną i mówiła długo. Zauważyłam wprawdzie, że wszyscy ludzie to słyszeli, nie spowodowało to jednak żadnego zamieszania. Lecz wszyscy byli wzruszeni i okazywali Maryi i Dzieciątku wielką cześć. Maryja jaśniała jak róża. Na pozór miała ofiarę najuboższą; lecz Józef dał niepostrzeżenie Symeonowi i Annie wiele trójkątnych, żółtych kawałków na rzecz świątyni, a osobliwie dla dziewic, które były ubogie i nie mogły ponosić kosztów. Nie wszyscy mogli dawać swe dzieci do świątyni na wychowanie. Raz widziałam także chłopczyka na wychowaniu i opiece Anny. Przypuszczam, że był to syn jakiegoś księcia lub króla; zapomniałam jednak jego nazwisko.

Obchodu oczyszczenia innych kobiet nie widziałam; miałam jednak uczucie, że wszystkim dzieciom, dziś ofiarowanym, osobliwsza łaska dostała się w udziale, i że były między nimi niektóre z młodzianków niebawem przez Heroda zamordowanych. Gdy Najświętsze Dzieciątko położono do kołyski na ołtarzu, światłość nieopisana napełniła świątynię. Widziałam, że Bóg był w tym świetle, i niebo otwarte aż do Przenajświętszej Trójcy.

Anna i Noemi zaprowadziły znów Maryję na dziedziniec. Pożegnała się z nimi i spotkała się z Józefem i staruszkami z gospody. Zaraz wyruszyli z osłem z Jerozolimy, a poczciwi staruszkowie szli z nimi sporo drogi. Tego jeszcze dnia dostali się do Bethoron; przenocowali w domu, gdzie była ostatnia stacja Maryi w podróży do świątyni przed trzynastu laty. Do tego miejsca wysłani byli po nich przez Annę ludzie.


Jedynie powierzając się Bożej miłości, możemy wzrastać w miłości Pana Boga i bliźniego. Tylko na tej drodze możemy dojść do dojrzałej miłości, która pozwala myśleć po Bożemu i osiągnąć jedność między sobą. Porzucając dziecinne sposoby myślenia wzrastamy ku Panu Chrystusowi. Zaczynamy żyć jako cząstka Jego Ciała, złączona z innymi tak, że nie myślimy już tylko o sobie, lecz o tym, by wspomagać cały Kościół.

Uroczyste widzenie

Uroczystość tę widziałam także w kościele nadziemskim. Pełen był anielskich chórów; w środku nad nimi widziałam Najświętszą Trójcę, a w Niej jakby pewną próżnię. Pośród kościoła stał ołtarz, a na nim drzewo z szerokimi, obwisłymi liśćmi, podobne jak było drzewo upadku w raju.

Święta Dziewica z Dzieciątkiem na rękach wznosiła się z nimi ku ołtarzowi, a drzewo na ołtarzu chyliło się przed nią i więdło. Wielki, jak kapłan odziany anioł, z pierścieniom około głowy, przystępował ku Maryi. Oddała mu Dzieciątko, które położył na ołtarzu. W tej chwili widziałam Świętą Trójcę, jak zawsze. Widziałam, że anioł dał Matce Bożej małą, jasną kulę z wizerunkiem owiniętego dziecka, a Maryja z tym darem unosiła się nad ołtarzem. Ze wszystkich stron zbliżyły się do Maryi liczne ramiona ze światłami; wszystkie te światła oddawała ona Dzieciątku na kuli, i wszystkie wnikały w Dzieciątko i z Niego wychodziły. A ze wszystkich tych świateł stawało się nad Maryją i Dzieciątkiem jedno światło, które wszystko oświecało. Maryja rozpostarła swój obszerny płaszcz nad całą ziemię. Taka była owa niebieska uroczystość.

Mniemam, że zwiędnienie drzewa wiadomości za zjawieniem się Maryi i wnikanie Dzieciątka w Najświętszą Trójcę, oznacza złączenie upadłych ludzi z Bogiem. Przez Maryję stają się rozpierzchłe światła w świetle Jezusa jednym światłem, które wszystko oświeca.

Nigdy nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy to, co słyszymy, jest rzeczywiście głosem Pana Boga, czy pochodzi od nas? Różnica jest często zbyt trudna do uchwycenia. Możemy mieć jednak pewność, że jeśli słowo, które odbieramy, niesie pociechę, nadzieję i mobilizuje do głębszej wiary to Pan Bóg na pewno ma z nimi coś wspólnego. Idźmy więc spokojnie za tym natchnieniem, wierząc, że wypełniamy słowo Boże – niezależnie od tego, jak ono do nas dociera. Nie powinniśmy nigdy wątpić, że Pan Bóg wezwał nas do głoszenia Jego nauki poprzez słowo, uczynki miłosierdzia oraz świadectwo życia w pokorze, wierze i miłości.

Śmierć św. Symeona

Widziałam, że Symeon, po swym powrocie do świątyni, zachorował w domu. Na łożu dawał ostatnie napomnienia żonie i synom, i dzielił się z nimi swą radością, a wreszcie widziałam, że umierał.

Koło niego było wielu sędziwych kapłanów i Żydów, którzy się modlili.

Gdy umarł, przeniesiono zwłoki na inne miejsce, gdzie je obmyto, nie zdejmując szat. Leżał na desce z otworami nad miedzianym wątorem, do którego woda spływała, a myto go pod płótnem nad nim rozpiętym. Potem obłożono go kwiatami i krzewami ziół i owinięto w szerokie płótno jak dziecko w pieluchy. Zwłoki były tak wytężone i wyprostowane, iż zdawało mi się prawie, że jest poowijany na desce.
Wieczorem pogrzebano go. Sześciu ludzi niosło go ze światłami na marach z niską łukową poręczą do grobowca wydrążonego, w pagórku, niedaleko świątyni. Grobowiec miał skośnie leżące drzwi, a ściany jego były ozdobione gwiazdami i figurami, jak cela Najświętszej Panny przy świątyni. Było to zdobnictwo, jakie stosowano także w pierwszym klasztorze św. Benedykta. Zwłoki złożono na ziemi w środku małej groty, tak że można było obejść je wokoło.
Potem był jeszcze obrzęd i nakładli około zwłok różne rzeczy, zdaje mi się: monety, kamyki, placki. Lecz nie wiem tego dokładnie. Symeon spokrewniony był z Weroniką, a przez jej ojca z Zachariaszem. Synowie jego byli w usłudze przy świątyni, i byli zawsze ukrytymi przyjaciółmi Jezusa i Jego zwolenników, zostali Jego uczniami w części przed, w części po Jego wniebowstąpieniu. W czasie pierwszych prześladowań wiele dobrego uczynili dla gminy wiernych.

Pan Bóg rozumie głębię naszego bólu po utracie bliskiej osoby i obiecuje, że podnosząc ku Niemu z wiarą zapłakane oczy, doświadczymy Jego pociechy. Spotkamy się z naszymi bliskimi, którzy odeszli. Ból może trwać jeszcze długo, nawet do końca życia, które nigdy już nie będzie takie samo. Z nową tęsknotą oczekujemy teraz powtórnego przyjścia Pana Chrystusa. Nie kojarzy nam się ono ze spotkaniem z utraconymi bliskimi ludźmi, z którymi nic już odtąd nie zdoła nas odłączyć. Wtedy nasz smutek przemieni się w radość.
jac505 shares this
1.5K
Jeżeli ktoś zrozumie niewysłowioną Mękę Pana naszego, jaką musiał przejść dla naszego odkupienia i zbawienia, zobaczy jak niczym są nasze cierpienia i nie będzie się lękał przyszłości. Mi w zrozumieniu pomogło najwięcej objawienie dane bł. A.K. Emmerich. Czytając i rozmyślając o Męce Pana Jezusa, Pan Bóg daje poznać w sercu historię zbawienia, jakiej chyba żaden teolog nie opisał.
jac505
Jeżeli ktoś zrozumie niewysłowioną Mękę Pana naszego, jaką musiał przejść dla naszego odkupienia i zbawienia, zobaczy jak niczym są nasze cierpienia i nie będzie się lękał przyszłości. Mi w zrozumieniu pomogło najwięcej objawienie dane bł. A.K. Emmerich. Czytając i rozmyślając o Męce Pana Jezusa, Pan Bóg daje poznać w sercu historię zbawienia, jakiej chyba żaden teolog nie opisał. Pozdrawiam
Radek33
(...)"Wszystko było tak piękne; wnętrze celi było pełne światła, a starzec promieniał z radości. Poszedł do swego mieszkania i opowiedział ucieszony swej żonie zwiastowanie anielskie. Następnie udał się znów na modlitwę. Zauważyłam, że pobożni kapłani i Izraelici nie kiwali się tak przy modlitwie, jak dzisiejsi Żydzi, ale za to biczowali się. Widziałam, że i Anna w swej celi przy świątyni była …More
(...)"Wszystko było tak piękne; wnętrze celi było pełne światła, a starzec promieniał z radości. Poszedł do swego mieszkania i opowiedział ucieszony swej żonie zwiastowanie anielskie. Następnie udał się znów na modlitwę. Zauważyłam, że pobożni kapłani i Izraelici nie kiwali się tak przy modlitwie, jak dzisiejsi Żydzi, ale za to biczowali się. Widziałam, że i Anna w swej celi przy świątyni była zachwycona w modlitwie i miała widzenie..."