20:38
Chcący
11.3K
tu oryginał: Nam wolno ale innym nie wolno. Cz I - HERMENEUTYKA CIĄGŁOŚCI | FRAGMENTY Jestem za głupi – więc nie mam podstaw by oskarżać Sobór i NOM. Nie mam kompetencji i DOSTATECZNEJ RACJI,…More
tu oryginał: Nam wolno ale innym nie wolno. Cz I - HERMENEUTYKA CIĄGŁOŚCI | FRAGMENTY
Jestem za głupi – więc nie mam podstaw by oskarżać Sobór i NOM.

Nie mam kompetencji i DOSTATECZNEJ RACJI, by odrzucać.

My, wierni właśnie przez swą niekompetencję nie jesteśmy w stanie ocenić, czy księża Bractwa za J.E. Abp. M. Lefebvre'm w swej argumentacji czegoś nie gubią. Jeśli tego nie wiemy, to mamy w sumieniu obowiązek bronić oskarżanych: jak bliźnich, tak jeszcze bardziej tego, co widzimy jako oficjalne obrzędy Kościoła. Nie możemy tym samym ufać tym, co je oskarżają. Jeśli oskarżycielom Soboru i „Nowej Mszy” ufamy na słowo, czy siłą ich autorytetu, to stawiamy w sposób sprzeczny z wiarą Arcybiskupa, księdza, czy innego hierarchę w miejscu papieża. Część Kościoła w miejscu całości(nawet jeśli deklarujemy inaczej). To jest sedno rewolucji: bunt przeciw zwyczajowej Zwierzchnosci i Tradycji.
Nie wiemy czy rację ma ten, czy drugi specjalista, wszak wielu ich jest i było. I mimo podobnych kompetencji mają sprzeczne opinie co do tego, co Tradycją i prawdą i właściwym rozumieniem jest, a co nie. Jeśli ja jako wierny nie mam takich kompetencji to nie mam DOSTATECZNEJ racji, a więc i prawa odrzucać tego, co Kościół nam daje jako oficjalne obrzędy i Akty. A SWII i NOM, takie w moich oczach są, bo jako wierny nie po tym poznaję, że takie są, czy spełniają szczegółowe, prawnicze warunki legalizacji, a po tym, że je proboszcz, biskup i papież w łączności odprawiają.
Argument, że wyższa konieczność i Obrona Tradycji wymaga od nas nieposłuszeństwa to pułapka błędnego koła: z racji swej niekompetencji właśnie tego, czy ta wyższa konieczność w tak abstrakcyjnej i skomplikowanej sprawie jest, nie jesteśmy w stanie ustalić, stąd nie mamy prawa do tego nieposłuszeństwa czyli odrzucenia zasad NORMALNYCH i ZWYCZAJNYCH przystawać.
Z tego właśnie powodu nie mamy prawa oskarżać „indultowców”, czyli tych, co w imię powyżej wspomnianej zasady nie chcą przystać do owego nieposłuszeństwa, że są zdrajcami, kolaborantami, że opluwają tych, co tego aktu nieposłuszeństwa dokonali, że wobec tego nie rozumieją o co chodzi, wszak rzekomo tylko o Mszę im chodzi i że są powierzchownymi rekonstruktorami historycznymi obojętnymi na inne ważne sprawy doktrynalne. Takie oskarżenia to przewrotne oszczerstwa, z niczego nie wynikające, a orzeczone. Są to oskarżenia, wszak oni poprzestają przy normie i Tradycji posłuszeństwa papieżowi, dla wypowiadania którego tak samo mogą nie widzieć dostatecznej racji.[1]

Sesja VII Soboru trydenckiego. Dekret i Kanony o Sakramentach w ogólności.
7. „Gdyby ktoś mówił, że obrzędy, szaty i znaki zewnętrzne, których używa przy sprawowaniu mszy Kościół katolicki, są bardziej podnietą do bezbożności niż pełnieniem pobożności - niech będzie wyklęty. "

Wobec powyższego zapisu i zdrowego rozsądku uwzględniającego niekompetencję większości wiernych mam jako wierny obowiązek ufać raczej temu, co zwyczajowo, oficjalnie i dla mnie rozpoznawalnie dane przez Kościół, a nie tym, którzy te akty podważają. Jeśli się nie znam, to nawet gdy np. księża FSSPX podają argumenty, to i tak, ostatecznie i de facto wierzę na słowo, jednej bądź drugiej stronie. Skoro tak, to wierząc tej stronie, która podważa Akty jawiące mi się jako oficjalnie Kościelne, a nie samym tym Aktom potwierdzonym przez papieża, nie ufam w praktyce Kościołowi, a temu, kto Akty tego Kościoła podważa. A to sprzeczne z celem Istnienia Instytucji Hierarchicznej Kościoła, która to jest kluczowym i konstytutywnym elementem jego tożsamości.[2]

Rewolucyjna metoda obrony Tradycji
Jeśli tą rewolucyjną metodą bronimy Tradycji, to wpadamy w sprzeczność i makiawelizm. Bronimy dobra za pomocą z gruntu złej metody: rewolucyjnego ignorowania zwierzchności.
Źródłem choroby zachodu jest rewolucja, która u odrzucaczy Soboru przejawia się obroną Tradycji biernej, za pomocą zaprzeczania Tradycji czynnej. Tym zaprzeczeniem jest nieuprawniony bunt, wymierzony w sens istnienia Hierarchii Kościoła(bunt w postaci wyjściowej nieufności wobec Aktów Kościoła, a Ufności stanowisku podważającemu te Akty) i zasada domniemania winy sprzeczna z uczciwością, logiką, cywilizacją łacińską, a przede wszystkim Ewangelią znaną nam z Tradycji. Nie można walczyć o prawdę za pomocą błędnych metod.

Wspomniana wyżej Tradycja czynna, to swego rodzaju metody myślenia i działania. Treści i elementy to tradycja bierna.
Ów podział odpowiada poczynionemu w innym miejscu tej książki rozróżnieniu na gramatykę i leksykon. Ta pierwsza stanowi dużo trwalsze spoiwo, swego rodzaju struktury długiego trwania, wiążące elementy i sposoby wyrażania, które ulegają zmianom znacznie częściej. Jeśli już w metodzie swojego działania zaprzeczymy tej tradycji czynnej, to treści tradycyjne nie będą miały podłoża szkieletu, na którym mogą być osadzone, żyznej ziemi, gruntu na którym mogą wzrastać, mogą być właściwie rozumiane.
Tak literacko, ale jak sądzę trafnie ową tradycję czynną, czy też metodę tradycyjną nazwać można pokorą, a jej rewolucyjne zaprzeczenie- pychą.
Zwierzchność – posłuszeństwo dzieci ojcu, biskupów, parafian proboszczowi, Księzy biskupowi, biskupów i całego Kościoła papieżowi, itd., to znak zależności między Stwórcą i Stworzeniem, stąd IV Przykazanie leży najbliżej tych, dotyczących samego Boga. Właśnie do tej relacji Znakowej odnosi się jak przypuszczam orzeczenie z Nowego Testamentu, że wszelka władza pochodzi od Boga.

[1] Z tego samego powodu nie można zmuszać ludzi do noszenia masek, w wyniki wysoce spekulatywnych teorii o tym, że bardziej pomagają niż szkodzą. Chodzenie z odsłoniętą twarzą też jest normą, czyli czymś normalnym, z czego tłumaczyć się nie trzeba.

[2] Niby masłem maślanym jest powyższe zdanie, jednak nie wiem już jak przekazać ludziom tak prostą rzecz. Być może dlatego właśnie jest tak wypierana jest przez ludzi, że zbyt prosta, że oczekują czegoś bardzie efektownego, a tak prosty wniosek nie daje wystarczającego emocjonalnego bodźca. Przez to trzeba kogoś o nieco słabszej pamięci, by z racji konieczności odsiewania danych, mógł się na tym „banale” w przeciwieństwie do ludzi sprawniejszych intelektualnie skupić.
Chcący