Radek33
3727

Zalękniony Tomasz mdleje po włożeniu ręki w Rany Pana Jezusa

Na podstawie widzeń świątobliwej ANNY KATARZYNY EMMERICH " Żywot i bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Marii wraz z tajemnicami Starego Przymierza"

Po skończeniu szabatu zdjęli Apostołowie szaty świąteczne i zasiedli w przedsionku do wystawnej uczty. Była to uczta miłości, podobnie jak w ostatnią niedzielę. Tomasz musiał gdzieś w pobliżu obchodzić szabat, bo przyszedł teraz dopiero po uczcie, gdy uczniowie na powrót zebrali się w sali. Nie było jeszcze późno i lampa się jeszcze nie świeciła. Apostołowie i uczniowie po części byli już zebrani, po części schodzili się dopiero i wdziewali długie, białe szaty przygotowując się do modlitwy, jak ostatnim razem. Piotr, Jan i Jakób wdziewali na się odmienne szaty kapłańskie. Tomasz wszedł właśnie do sali podczas tych przygotowań, a minąwszy ubranych już Apostołów, wziął się sam do ubierania. Kilku obecnych przemówiło coś do niego, niektórzy chwytali go za rękawy, inni zapewniając go o czymś, wyciągali ku niemu prawicę, kładąc nacisk na swe słowa. On zaś zachowywał się jak człowiek, który chce ubrać się prędko, a inni, już ubrani, zapewniają go o czymś osobliwym, co miało zajść w tym miejscu, a czemu on nie chce uwierzyć. Podczas tego wszedł do sali jakiś człowiek, przepasany fartuchem — zapewne sługa — trzymając w jednej ręce płonącą lampkę, w drugiej kij z haczykiem. Haczykiem tym ściągnął lampę, wiszącą w środku sali, zaświecił ją i znów podsunął do góry, po czym salę opuścił. Wnet potem nadeszła Najśw. Panna z Magdaleną i drugą jakąś niewiastą.

Piotr i Jan wyszli naprzeciw i wprowadzili do sali Najśw. Pannę i Magdalenę; towarzysząca im niewiasta pozostała w przedpokoju. Drzwi, łączące przedsionek ze salą otworzono, jak również niektóre komnaty, przylegające do sali, za to drzwi zewnętrzne, wiodące na dziedziniec, zamknięto, jak również bramę dziedzińca. W bocznych salach zebrali się licznie uczniowie. Drzwi zamknięto zaraz po przybyciu Maryi z Magdaleną i ustawiono się do modlitwy. Św. niewiasty stanęły z uszanowaniem przy drzwiach po obu stronach, ręce skrzyżowawszy na piersiach. Apostołowie znowu pomodlili się najpierw przed sanktuarium, potem stojąco pod lampą, i odśpiewali chóralnie psalmy. Piotr stał przed lampą, zwrócony twarzą do sanktuarium, mając po bokach Jana i Jakóba Młodszego, dalej po obu stronach lampy stali inni Apostołowie. Od strony sanktuarium wolne było miejsce.

Piotr zwrócony był tyłem do drzwi, a obok niego dwaj Apostołowie umieszczeni byli tak, że święte niewiasty, stojące przy drzwiach, znajdowały się w równej linii za nimi. Po pewnym czasie nastała przerwa w modlitwie. Zdaje się, że kończyła się już modlitwa, bo zebrani zaczęli rozmawiać o tym, jak pójdą nad Morze Tyberiadzkie i jak się mają rozdzielić. Wnet jednak wzruszenie dziwne i skupienie dało się widzieć na twarzach wszystkich, spowodowane zbliżeniem się Pana. Ujrzałam Jezusa już na dziedzińcu, jak szedł świetlisty w białej szacie z białym pasem. Drzwi przedsionka otworzyły się przed Nim same i same się za Nim zamknęły. Uczniowie, stojący w przedsionku, ujrzawszy rozwierające się drzwi, rozstąpili się na obie strony, robiąc miejsce. Jezus minął szybko przedsionek i wstąpił na salę.

Wszyscy rozstępowali się przed Nim, a On idąc naprzód, wszedł w środek między Piotra i Jana, którzy także rozstąpili się, i stanął na miejscu Piotra. Chód Jezusa niepodobny był do zwykłego ludzkiego chodu, ale też nie było to posuwanie się ducha. Rozstępowanie się zebranych przed Jezusem, zrobiło na mnie to wrażenie, jakoby ksiądz szedł w albie, a zbity lud wiernych robił mu miejsce. Z pojawieniem się Jezusa sala cała wydała się nagle szerszą i jaśniejszą. Jezusa samego otaczał blask niezwykły. Apostołowie, bliżej stojący, usuwali się tylko z obrębu tego blasku; inaczej, jak sądzę, nie mogliby Go byli widzieć. Jezus pozdrowił zebranych słowy: „Pokój niech będzie z wami!" i zaczął rozmawiać z Piotrem i Janem. Zganił ich w toku rozmowy, że postąpili w jednej rzeczy własnowolnie, chociaż nie dał im takiego polecenia. Mianowicie, powracając z Sychar i Tenat-Silo, wzięli się, do uzdrawiania chorego, ale nie zachowali przy tym ściśle przepisów Jezusa, lecz dodali coś według własnego widzimisię i dlatego nie udało im się uzdrowienie. Jezus polecił im teraz, by wracając w tamtą stronę, naprawili to. Skończywszy z nimi rozmowę, stanął Jezus pod lampą, a obecni skupili się w koło Niego. Tomasz, od pierwszej chwili wzruszony bardzo widokiem Pana, trzymał się nieco w tyle, jakby zalękniony.

Lecz Jezus ujął go prawicą za wskazujący palec prawej ręki i włożył koniec palca do rany Swej lewej ręki; następnie przyłożył rękę Tomasza do lewej ręki i znowu włożył koniec palca Jego do rany Swej prawej ręki. Potem ujął znowu Swą prawicą prawą rękę Tomasza, nie odkrywając się, wsunął ją pod suknię i włożył palec wskazujący i średni Tomasza do rany prawego boku Swego, przy czym wyrzekł kilka słów. Tomasz, przekonany już teraz zupełnie, zawołał: ―Pan mój i Bóg!" i trzymany wciąż przez Jezusa za rękę, osunął się ku ziemi, jakby omdlały. Najbliżej stojący podtrzymali go, a Jezus podniósł go za rękę. Upadanie Tomasza i podnoszenie miało swe osobne znaczenie. Rany Jezusa wydawały mi się w tej chwili, gdy ich dotykał Tomasz, nie jak krwawe znaki, lecz jak błyszczące małe słońca. Zajście to z Tomaszem poruszyło bardzo uczniów. Nie cisnąc się, wtykali jednak ciekawie głowy przez ramiona innych, by lepiej widzieć, co się dzieje i czego Tomasz się dotyka. Najśw. Panna nie ruszając się, stała w ciągu całej bytności Jezusa, zatopiona w żarliwym, wewnętrznym nabożeństwie, jakby zachwycona.

Magdalena okazywała więcej wzruszenia, ale przecież nie w tym stopniu na zewnątrz co uczniowie. Jezus nie zaraz jeszcze zniknął. Rozmawiał z Apostołami i zażądał, by Mu dano co jeść. Znowu więc przyniesiono Mu z owej skrytki, gdzie stał stół, podłużną miseczkę, mniejszą niż pierwszym razem, na której, zdaje mi się, było trochę ryby. Jezus pobłogosławił, jadł sam i udzielił część z tego najpierw Tomaszowi, potem innym. Następnie zaczął i Jezus pouczać obecnych, dlaczego jest tu teraz między nimi, chociaż oni opuścili Go przed śmiercią, i dlaczego znowu nie okazuje się serdeczniejszym dla tych, którzy lepiej dochowali Mu wierności. Przypomniał, jako polecił był Piotrowi umacniać bracie we wierze i dlaczego to uczynił. Zwróciwszy się do wszystkich, oznajmił im, że ustanowi Piotra ich przewodnikiem i głową, mimo że się Go zaparł. Wytłumaczył im, dlaczego Piotr a nie inny musi być pasterzem trzody, i wspomniał przy tym o gorliwości Piotra.

Zaraz potem przyniósł Jan ze sanktuarium ów tkany szeroki płaszcz, w kształcie ornatu, który niewiasty utkały w Betanii ostatnimi czasy a Jakób przed szabatem go z rąk Maryi odebrał; razem z płaszczem przyniósł długą, cienką laskę, wydrążoną w środku jak trzcina wysoka, błyszczącą i u góry zakrzywioną, jak kij pasterski. Płaszcz był z materii białej w szerokie czerwone pasy, na nim haftowane były kolorowo kłosy, winne latoroślą, baranki i inne figury. Szeroki był i długi tak, że sięgał aż po stopy; na piersiach spinał się czworograniastą metalową tarczką. Kraje płaszcza oblamowano były wzdłuż czerwonymi pasami, a te znów poprzetykane na krzyż krótszymi, poprzecznymi paskami, na których wyszyte były litery. Do płaszcza należał także błękitny kołnierz z kapturem, którym można było z tyłu okryć głowę. Po przyniesieniu tych przyborów ukląkł Piotr przed Jezusem, a Jezus dał mu spożyć jakiś okrągły kąsek na kształt małego placka, dziwnie jaśniejący. Nie widziałam żadnego talerza i nie wiem, skąd Jezus ten kąsek wziął, czułam tylko, że Piotr otrzymuje przezeń osobliwą moc.

Widziałam, że Jezus tchnął na Piotra, wlewając weń nową moc i siłę. Nie było to właściwe tchnienie, lecz słowa, ale nie słowa wypowiedziane tylko, lecz moc i siła, coś istotnego, co z Jezusa przechodziło na Piotra. Jezus zbliżał Swe usta do ust i uszów Piotra, wlewając w nie Swą moc. Nie było to tchnienie samego Ducha Świętego, lecz coś, co Duch święty miał dopiero w zupełności ożywić w Piotrze w dzień Zielonych Świąt. Następnie włożył Jezus nań ręce, dając mu przez to siłę i władzę nad innym. Wziąwszy od stojącego obok Jana płaszcz, ubrał weń Piotra i dał mu do ręki ową wysoką, laskę. Rzekł przy tym, że płaszcz ten zachowa w nim tę moc i władzę, otrzymaną obecnie, i polecił Piotrowi ubierać się weń, gdy będzie chciał użyć swej

władzy. Wspomniał jeszcze Jezus o wielkim chrzcie, jakim miało być dla nich zstąpienie Ducha świętego. Piotrowi zaś polecił Jezus udzielić w osiem dni i innym część tej władzy, którą sam otrzymał. Niektórym kazał zdjąć białe suknie, a przywdziać inne, spięte klamrami, te zaś, zdjęte suknie, mieli przywdziać inni. Były to więc zarządzenia, dotyczące święceń i wywyższenia w godnościach hierarchii kościelnej.

Na ostatek oznajmił Jezus Piotrowi, że mają udać się stąd nad Morze Tyberiadzkie na połów ryb. Na rozkaz Jezusa podzielili się obecni w sali uczniowie na siedem osobnych gromad, a na czele każdej z nich stanął jeden Apostoł. Jakub Młodszy i Tomasz stanęli koło Piotra. Przyszło mi teraz na myśl, jakoby tak podzieleni uczniowie przedstawiali siedem gmin, siedem kościołów. Z mocy nowej swej godności przemówił teraz Piotr do zebranych z dziwną potęgą słowa, jakby inny zupełnie człowiek. Z wzruszeniem i łzami w oczach słuchali go wszyscy, on zaś pocieszał ich i przytaczał liczne proroctwa Jezusa, które do tego czasu się już spełniły. O ile sobie przypominam, przedstawił im, jako Jezus przez 18 godzin męki Swej znosił hańbę i naigrywanie całego świata, wspomniał także, ile brakło Jezusowi do wypełnienia 34-rech lat żywota. Podczas przemowy Piotra znikł Jezus nagle. Nikt nie przestraszył się tym, ani nie zadziwił, wszyscy słuchali uważnie Piotra, bo przemawiał z taką mocą, jak nigdy przedtem. Następnie odśpiewano psalm dziękczynny. Jezus nie rozmawiał przez cały czas ani z Najśw. Panną, ani z Magdaleną.
marek kisiel
co za wnioslosci jestem ograniczony nie rozumiem ale hola dzis jest 21 wiek i wszyscy juz wiemy jak bylo teraz wystarzy tego przestrzegac i wszystko nie rozumiem bedziemy roztrzasac na czynniki pierwsze a le wiemy dokladnie ja zyc to nam przekazal zbawiciel i oco kopia ?
jac05
Nie tylko św. Tomasz miał trudności z wiarą w Jezusa, także zmartwychwstałego. Jak podała bł. Emmerich, Pan Jezus wypominał im ze smutkiem wątpliwości jakie mieli wobec Niego, że wątpią i zawsze wątpili i dlatego Jego obecność wśród nich musi dobiec końca, a przyspieszył ją Judasz, który wydał Pana Jezusa, ponieważ pozostali Apostołowie nie odnosili się do niego z Miłością.
marta1012
Św.Tomasz "Bliźniak" jest też i przedstawicielem nas wszystkich, którzy też niejednokrotnie powątpiewają w realia Zmartwychwstałego.