Clicks136
olek19801

Niemieccy naukowcy o tym, kto zarabia na pandemii

Jan Bodakowski
fronda.pl/…-o-tym-kto-zarabia-na-pandemii

za
dakowski.pl/…t&task=view&id=29098&Itemid=47

Przysłowia są mądrością narodu. Jedno z nich głosi, że kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Właściwą odpowiedzią na pytanie o przyczyny i cele wykreowania fałszywej pandemii są pieniądze, które korporacje zyskały na zniszczeniu małych i średnich przedsiębiorstw na całym świecie, na wpędzeniu setek milionów w nędze.
Tego, jak wygląda mechanizm kreacji szerzenia globalnej paniki w celu zapewnienia ochrony dla transferów miliardów do kieszeni korporacji, można się dowiedzieć, z wydanej nakładem wydawnictwa Prohibita, książki „Koronawirus — fałszywy alarm? Liczby, konkrety, konteksty” autorstwa niemieckich naukowców dr Kariny Reiss i dr Sucharita Bhakdiego.
Jak przypominają niemieccy naukowcy, w grudniu 2019 roku komunistyczne Chiny ogłosiły wykrycie nowego koronawirusa SARS-CoV-2 zwanego też Covid. Koronawirusy to wirusy atakujące zwierzęta i ludzi, po zainfekowaniu często nie ma ich objawów, wielu ma lekkie objawy (kaszel), czasami zdarza się gorączka i bóle mięśni, a u niewielu z pacjentów, zazwyczaj starych z chorobami serca i płuc przebieg choroby jest ciężki i może doprowadzić do zgonu. Zagrożenie ze strony koronawirusów jest małe, więc nie inwestuje się w ich rozpoznawanie, leczenie czy szczepionki.
Z pracy niemieckich naukowców można się dowiedzieć, że 17 lat temu świat przeraził koronawirus SARS. W 2003 roku śmiertelność wśród zarażonych wynosiła 10%.. Zmarło 774 osób. Straty dla gospodarki wyniosły 40 miliardów dolarów. W 2012 pojawił się na Bliskim Wschodzie koronawirus MERS CoV. Śmiertelność wynosiła 30%. Zmarło 858 osób.
Według niemieckich naukowców, gdy pojawił się SARS-CoV-2 zwany też Covid władze krajów nie zrobiły tego, co powinny. Wbrew nauce nie rozróżniono infekcji i poważnego zachorowania oraz co szokujące, wszystkim zmarłym, niezależnie od przyczyny ich śmierci, u których wykryto wirusa, jako przyczynę zgonu wpisano Covid. Według naukowców nie było żadnych przesłanek do przypisywania wszystkich tych zgonów Covid.
Zdaniem niemieckich naukowców określenie liczby zakażonych na Covid jest trudne, bo testy PCR, nie wiadomo jak są czułe, jaki jest odsetek prawidłowych wyników, a jaki nieprawidłowych. Wielokrotnie testowani pacjenci mają na przemian wyniki dodatnie i negatywne. Na podstawie wadliwych testów izoluje się zdrowych i nie izoluje się chorych - testowanie dające fałszywe wyniki jest pozbawione sensu. By stwierdzić jaki odsetek populacji się zaraził, należałoby zrobić testy na bardzo dużej próbie „w mniej więcej jednym czasie”.
Niemieccy naukowcy twierdzą, że badania naukowe, które udowodniły, że śmiertelność na Covid jest dużo niższa niż podawana przez władze i media, doprowadziły do tego, że uczciwi naukowcy je przeprowadzający byli prześladowani przez władze i media, które rozkręciły w społeczeństwie „irracjonalne lęki”, choć „choroba jest generalnie łagodna”.
Według autorów książki „Koronawirus — fałszywy alarm? Liczby, konkrety, konteksty” sztucznie wykreowana ogromna liczba rzekomo zmarłych na Covid wynikała z tego, że np. w Niemczech „zgodnie z dyrektywą Instytutu Roberta Kocha, każdy, u kogo w momencie zgonu wykryto koronawirusa, trafiał do statystyki jako ofiara koronowirusa”, nawet gdy był ofiarą wypadku, czy przed pandemią od dłuższego czasu umierał na raka w hospicjum.
Zdaniem autorów książki, by ukryć faktyczne przyczyny zgonów, zakazano przeprowadzania niezbędnych sekcji zwłok. Nauka wymaga by „przy nowych, potencjalnie groźnych chorobach wywołanych infekcją, należy dokonywać, jak najwięcej obdukcji, aby zidentyfikować prawdziwą przyczynę śmierci”. Przy Covid Instytut Kocha to odradzał. Naukowcy, którzy zignorowali te zalecenia odkryli, że w rzeczywistości z uznanych za zmarłych na Covid, wszyscy umierali z innych przyczyn.
W opinii autorów książki „Koronawirus — fałszywy alarm? Liczby, konkrety, konteksty” „liczba prawdziwych ofiar koronawirusa w większości krajów, jest wielokrotnie niższa od podawanej”. Władze nie rozróżniają zgonów na koronawirusa od zgonów z koronawirusem. „W Niemczech ryzyko zgonu na Covid-19 dla osób poniżej 65 lat jest takie samo jako jak przy codziennej jeździe autem na odległość 32 km. Nawet dla osiemdziesięciolatków i starszych ryzyko było stosunkowo małe”.
Autorzy książki „Koronawirus — fałszywy alarm? Liczby, konkrety, konteksty” przypomnieli, że podczas gdy w Niemczech „codziennie umiera ponad tysiąc osób po osiemdziesiątce” to „podczas całej epidemii najwyżej 8 na 10.000 mieszkańców w wieku ponad 80 lat zmarło z wirusem lub na wirusa. Liczba prawdziwych ofiar Covid 19, to znaczy zmarłych na wirusa, nie może przekraczać 2-4 na 10.000”. Nie ma to statystycznie znaczenia w tej kategorii wiekowej, bo ponad 100 osób na 10.000 umiera nieuchronnie „na infekcje dróg oddechowych wywołanych przez zarazki”
Zdaniem ekspertów skala zakażeń Covid jest taka sama jak co roku skala zakażeń innymi koronawirusem. Grypa w Niemczech ma śmiertelność od 0,1% do 0,2%. Co parę lat jest silniejsza grypa i wtedy umiera więcej osób – w sezonie 95/96 było 30.000 ofiar, 2003/2004 15.000 a w sezonie 2017/2018 25.000.
Według ekspertów w przypadku „liczba zainfekowanych” jest wyższa od oficjalnej - „przypadki bezobjawowe i łagodne nie są wliczane” - zapewne jest ich 10 razy więcej. Śmiertelność w wypadku Covid wynosi od 0,1% do 0,4% (i dotyczy głównie starszych po 80 roku życia) – i jest podobna jak w grypie.
W opinii ekspertów, by kreować histerie z powodu fałszywej pandemii, media specjalnie nie podają liczby zmarłych na milion mieszkańców (jak nakazywałoby naukowe podejście) tylko epatują liczbami zgonów. Przez to ludzie myślą, że sytuacja w USA jest gorsza niż w krajach europejskich, bo w USA zmarło więcej osób. Jednak gdy popatrzy się na sprawę z naukowego punktu widzenia to widać, że większy odsetek zgonów w populacji jest w Hiszpanii i Włoszech niż USA, a najwięcej w Belgii, o której nic media nie mówią.
Według dr Kariny Reiss i dr Sucharita Bhakdiego grypa i Covid są groźne dla osób po 60 roku życia. „Grypa nie potrzebuje wiele by zabić […] Zgon powodowany jest w wiekowości wypadków przez komplikacje w rodzaju bakteryjnego zapalenia płuc”. Covid stanowi mniejsze zagrożenie niż grypa. Zgony na Covid nie powoduje sam wirus, ale zły przed zarażeniem stan zdrowia chorego – Covid „jest tylko kroplą, która przelewa wypełnioną czarę”. „Co roku na infekcje dróg oddechowych (nie wyłączając gruźlicy) umiera na świecie 2,6 miliona ludzi”.
Zdaniem dr Kariny Reiss i dr Sucharita Bhakdiego histerie wokół Covid rozkręcają media. Nie rozróżniając zmarłych na Covid i zmarłych z Covid. We Włoszech 99% zmarłych na Covid miało inne choroby (nadciśnienie, cukrzycę i choroby serca) i wiek powyżej 80 lat. Według sekcji zwłok 88% zmarłych rzekomo na Covid we Włoszech zmarło w rzeczywistości z innych przyczyn.
W opinii dr Kariny Reiss i dr Sucharita Bhakdiegovw tym roku wysoka śmiertelność we Włoszech wynikała z tego, że „Włochy mają w Unii Europejskiej największy wskaźnik zgonów z powodu zakażeń szpitalnych i bakterii odpornych na antybiotyki”. Przyczyną dużej ilości włoskich zmarłych jest też to, że Włosi są najstarszym społeczeństwem na świecie, a większość emerytów „ma przewlekłe choroby płuc i serca” - grupa ryzyka jest większa niż w innych krajach. Północne Włochy (w których śmiertelność była wyższa niż w reszcie kraju) są rejonem o najgorszej jakości powietrza, a zanieczyszczenie środowiska zwiększa ryzyko chorób dróg oddechowych.
Niemieccy naukowcy w swojej książce stwierdzili, że spektakularne transportu trumien, jakimi epatowały media w relacjach z Włoch wynikały z tego, że władze zarządziły kremacje zwłok, która nie jest popularna we Włoszech. Nie było więc dostatecznej ilości krematoriów i trzeba było korzystać z pomocy wojska. Ponieważ grabarze znaleźli się na kwarantannie, zwłokami musieli się zająć żołnierze.
Zdaniem niemieckich naukowców, gdyby media nie nagłośniły rzekomej pandemii nikt by na nią nie zwrócił uwagi, bo sytuacja niczym się nie różniła od lat poprzednich. W ramach siania bezpodstawnej paniki media kreowały na autorytet profesora Neila Fergusona z Imperial College London, który zapowiedział, że na Covid w Wielkiej Brytanii umrze 500.000 osób, a w USA 2.200.000. Stało się tak, choć Ferguson jest od lat znany z apokaliptycznych wizji, które się nie sprawdzają. Zapowiadał, że na chorobę wściekłych krów umrze 136.000, na ptasią grypę 200.000.000, a 65.000 na świńską grypę. Za każdym razem wbrew jego apokaliptycznym wizjom umierało kilkaset osób. W 2009 roku ci sami ludzie, którzy dziś bredzą o zabójczy Covidzie, bredzą o zabójczej świńskiej grypie.
W opinii niemieckich naukowców w Niemczech władze wprowadziły lock down, pomimo że według danych naukowych epidemia się już wypalała, liczba zakażeń spadała i się stabilizowała — wprowadzanie ograniczeń nie miało sensu.
Jak przypominają niemieccy naukowcy, wprowadzanie lock down w Niemczech było motywowane tym, żeby spowolnić rzekomą pandemię, i nie dopuścić do zapaści służby zdrowia (do tego by umierający zapchali oddziały intensywnej terapii). W momencie wprowadzania lock down władze doskonale wiedziały, że nic takiego się nie wydarzy. Szpitale nigdy „nie były zagrożone przeciążeniem, bo nigdy nie było wykładniczego przyrostu zakażeń”. Tysiące łóżek szpitalnych stało pustych. „Nigdy nie było żadnej wielkiej fali pacjentów z Covid”. Bez jakiejkolwiek przyczyny zablokowano chorym dostęp do operacji ratujących życie i zdrowie.
Niemieccy naukowcy uważają, że nie ma sensu mówienie o drugiej fali epidemii, bo nie było pierwsze - „nigdy nie było żadnego wykładniczego przyrostu infekcji”. Zapowiedzi o przyroście zmarłych się nie sprawdziły. Zamknięcie szpitali, by przyjmować w nich umierających na Covid, było bez sensu, bo wiadomo było, że takich umierających będzie niewielu. W Niemczech nigdy nie było niebezpieczeństwa, że system zdrowotny się załamie. Utrzymywanie obostrzeń nie miało żadnego sensu.
Zmieniony ( 21.09.2020. )