Clicks1.2K
Radek33
12

"Opętana Herodiada zaczęła pastwić się nad głową Jana kłując język, policzki oraz oczy!"

Według objawień Bł.Anny Katarzyny Emmerich:

Ścięcie św. Jana Chrzciciela

Do zamku Macherus zjeżdżali się już od kilku tygodni zaproszeni przez Heroda goście, szczególnie z Tyberiady. Codziennie nowe urządzano zabawy i uroczystości i wyprawiano wspaniałe uczty. W pobliżu zamku stał otwarty okrągły budynek, dokoła z siedzeniami. Tu urządzono rodzaj amfiteatru, w którym zaproszeni goście przypatrywali się zapasom gladiatorów z dzikimi zwierzętami. Tancerze i tancerki popisywali się swawolnymi tańcami. Salome, córka Herodiady, wprawiała się także do takich tańców, a ćwiczenia odbywała w obecności matki przed metalowymi zwierciadłami.

Serobabel i Korneliusz z Kafarnaum nie przybyli wymówiwszy się przed Herodem niemożnością stawienia się. Uwięzionemu Janowi pozwolono w ostatnich czasach chodzić swobodnie po całym zamku; uczniowie mogli o każdej porze go odwiedzać. Herod złagodniał tak dalece, że chętnie zgadzał się wrócić mu swobodę, byle tylko Jan uznał jego małżeństwo za prawne, lub przynajmniej tę sprawę zaprzestał rozgłaszać; oczywiście Jan nie przyjął wcale postawionego warunku, owszem w publicznych naukach, jakich kilka miał już w zamku, a którym przysłuchiwał się i Herod, występował wciąż przeciw temu. Mimo to zamierzał

Herod w dzień swoich urodzin wypuścić go na wolność; inne jednak zupełnie plany knowała jego żona i te, jak zobaczymy, udały się całkowicie.
Herod chciał, by Jan dał się widzieć jawnie gościom, zebranym na uroczystość, a przez to uniewinnić się przed nimi i udowodnić im, że Janowi nie dzieje się tu żadna krzywda. Zaledwie jednak zaczęły się w Macherus bankiety, zabawy i stek występków, nie ruszył się już Jan krokiem z swej celi więziennej i uczniom swym rozkazał się usunąć. Większa ich część wróciła w okolice Hebronu, skąd wielu z nich pochodziło.

Córka Herodiady, zostająca zupełnie pod wpływem matki, we wszystkim była jej na rękę. Wyglądała uroczo, ruchy miała zbyt swobodne; ubierała się bezwstydnie i w ogóle miała w sobie coś bezczelnego, podpadającego w oczy, a w dodatku używała wszelkich sztuczek i środków, by powszechną zwracać na siebie uwagę. Nie była już zbyt młoda. Wyraz twarzy miała jakiś chytry, szatański, który zachęcał rozpustników do spoglądania na nią, ubiegania się o jej względy; we mnie wzbudzał widok jej, jak urok węża, wstręt i odrazę. Porównać ją można najlepiej z wszetecznymi boginiami starożytności.

Mieszkała w osobnym skrzydle zamku od strony obszernego podwórza naprzeciw sali, w której obchodzono uroczystość urodzin, a że sala ta leżała niżej, więc z galerii mieszkania Herodiady widać było na przestrzał kolumnadę sali. Przed salą Heroda urządzono w podwórzu wspaniały łuk tryumfalny wiodący do sali, do którego dochodziło się po stopniach.
Stąd biegł widok daleko na komnaty, wspaniale przystrojone zwierciadłami, kwiatami, złotem i zielenią. Wzrok ślepnął po prostu od blasku pochodni i lamp, których mnóstwo oświecało sale i krużganki i cały gmach od góry do dołu; co krok widać było przeźrocza, świetliste obrazy, wspaniałe naczynia.

W domu uroczystości zajęła Herodiada wraz z orszakiem niewiast miejsce na wyższych galeriach swego mieszkania; wszystkie kobiety wspaniale były przystrojone. Z ciekawością patrzyły na to, co się działo na dole. Na podwórzu ukazał się Herod w otoczeniu wspaniale przybranych gości, przeszedł po kobiercach rozesłanych na ziemi i skierował swe kroki ku łukowi tryumfalnemu, gdzie powitała go orkiestra; grono chłopców i dziewcząt grało na różnych instrumentach, a pacholęta powiewały na powitanie girlandami kwiatów. Wszedłszy po stopniach pod łuk tryumfalny, ujrzał Herod nową niespodziankę.

Z przeciwnej strony zbliżył się doń orszak chłopców i dziewcząt, a w ich środku tańczyła Salome; za nią szły dzieci ubrane w cienkie obcisłe sukienki, rodzajem skrzydełek, u ramion; na wspaniałej, ozdobnej tacy niosły koronę, przykrytą przezroczystą tkaniną. Salome miała na sobie długą przezroczystą suknię, spiętą na nogach w kilku miejscach błyszczącymi haftkami; na ramionach miała złote pierścienie, sznury pereł i wianuszki z pięknych piór, szyję i piersi zdobiły perły i złote świecące łańcuszki.
Długą chwilę tańczyła przed Herodem, a potem wręczyła mu ową koronę.
Jak wszyscy goście tak i Herod zachwycony i olśniony był tańcem i wyraził jej swój podziw, prosząc zarazem, by jutro znowu zrobiła mu tę przyjemność.

Trzeba bowiem wiedzieć, że już dawno spoglądał na nią Herod pożądliwie, i na to liczyła jej matka, chcąc plan swój przeprowadzić. Stąd weszli wszyscy do sali, gdzie zaraz rozpoczęła się biesiada; niewiasty ucztowały osobno w pokojach Herodiady, a że niżej położona sala godowa w tę stronę była otwarta, więc biesiadnicy widzieli w pochyłych zwierciadłach w odbiciu wszystkie niewiasty. Wśród kwiatowych piramid i zielonych drzewek biły w sali wonne wodotryski, rozpryskując się w koło cienkimi promieniami. Cały zamek oświecony był rzęsiście pochodniami i jak jedna ogromna płonąca pochodnia rozsiewał blask po okolicznych górach.

Gdy już biesiadnicy najedli się i dobrze napili, poprosili Heroda, by znowu zawezwał Salomę do tańca. Heroda nie trzeba było długo o to prosić, zrobiono miejsce na środku, a biesiadnicy umieścili się pod ścianami. Herod sam zasiadł na tronie, mając przy boku kilku zaufanych Herodian. Niebawem nadeszła Salome, ubrana w pajęczą, przezroczystą tkaninę w koronie na głowie; włosy częścią przetykane były perłami i klejnotami, częścią powiewały w lokach koło głowy. Towarzyszyło jej kilka tancerek.
Salome stanęła w środku, towarzyszki w koło niej i rozpoczął się taniec dziwny, polegający na wykręcaniu, wyginaniu i kołysaniu ciała na różne strony, tak karkołomnym, jak gdyby tancerki nie miały kości. Ciała przybierały co chwila najrozmaitsze pozycje. W rękach trzymały wieńce i chustki, którymi powiewały i rzucały na wszystkie strony.

Całość łączyła się w zamęt nieuchwytny, drgający lubieżnością i chucią, drażniący oczy i żądze widzów. Salome przewyższała wszystkie w tej umiejętności. Widziałam wyraźnie szatana przy jej boku, który zdawał się pomagać jej wykręcać wszystkie członki, by tym lepiej wykonała ten ohydny taniec. Herod oszołomiony był i odurzony tym widokiem. Przy końcu zbliżyła się Salome do tronu, a jej towarzyszki tańczyły tymczasem dalej, ściągając na siebie uwagę gości; tylko więc najbliżej stojący mogli słyszeć, jak Herod rzekł do niej: „Żądaj ode mnie co chcesz, a dam ci! Przysięgam, że choćbyś zażądała połowę królestwa, otrzymasz!"

Salome myślała chwilę, wreszcie odrzekła: „Pójdę poradzić się matki, co mam zażądać." Poszła też zaraz do komnaty niewieściej i powiedziała to matce. Przewrotna niewiasta, uradowana, że spełniają się jej życzenia, kazała jej zażądać od Heroda głowy Jana Chrzciciela. Salome wróciła do Heroda i rzekła: „Chcę, abyś mi dał natychmiast na misie głowę Jana!" Niespodziewane te słowa, które tylko najbliżsi zaufani słyszeli, raziły jak gromem Heroda; tego wcale się nie spodziewał. Lecz Salome domagała się natarczywie dotrzymania przysięgi, więc, choć niechętnie, kazał jednemu z Herodian zawołać kata, polecił mu ściąć Jana, a głowę doręczyć na misie Salome.

Kat poszedł spełnić rozkaz, a za nim po chwili wyszła Salome. Herod, pod pozorem, że czuje się niezdrów, opuścił salę z swymi zaufanymi. Zmartwiony był bardzo takim obrotem sprawy. Teraz dopiero, niestety za późno, tłumaczyli mu poufni, że nie potrzebował koniecznie zezwalać na to: przyrzekli zarazem dotrzymać ścisłej tajemnicy, by nie zakłócić uroczystości. Smutny i jakby nieprzytomny błąkał się Herod po swoich pokojach, a tymczasem zabawa szła dalej swoim trybem; goście bawili się doskonale, wychwalając gościnność Heroda. Jan właśnie klęczał w więzieniu z wyciągniętymi rękoma i patrząc w niebo modlił się gorąco.

W koło niego rozchodziła się dziwna niebiańska światłość, wobec której oświetlenie sali Heroda podobne było raczej do ognia piekielnego. Zatopiony w modlitwie, nie słyszał Jan, że drzwi więzienia otworzyły się, a przez nie wszedł kat, wziąwszy z sobą obu żołnierzy, strzegących wejścia. Żołnierze trzymali pochodnie w ręku, lecz wobec jasności, otaczającej Jana, wyglądały one jak świece w dzień zapalone.
Salome czekała w pobliżu w przedsionku obszernego więzienia, posławszy katowi przez służebne misę, okrytą czerwonym suknem. Kat przystąpił do Jana, i położywszy mu rękę na ramieniu, rzekł: „Król Herod przysłał mnie tu, bym na tej misie zaniósł głowę twą jego córce Salome." Jan, nie wstając z ziemi, zwrócił się ku niemu i nie dając mu skończyć, rzekł: „Wiem, po co przychodzisz. Gdybyś wiedział co czynisz, to z pewnością nie zgodziłbyś się jako narzędzie króla. Zresztą czyń, co ci kazano; gotów jestem." To rzekłszy, odwrócił się od niego i klęcząc przed kamieniem, gdzie zwykle się modlił, znowu pogrążył się w modlitwie.

Widząc to kat, zabrał się do wykonania okrutnego wyroku. Miał do tego maszynę, dającą się chyba porównać z łapką na lisy. Był to żelazny pierścień, a w nim po bokach dwa ostre żelaza w kształcie nożyc; kat założył to na szyję klęczącemu Janowi, pociągnął, czy też nacisnął sprężynę, i w tej chwili przecięły ostrza szyję, oddzielając głowę od tułowia. Jan nie ruszył się nawet — odcięta głowa upadła na ziemię, a z tułowia wytrysnął potrójny strumień krwi, skraplając głowę i ciało Świętego i chrzcząc go niejako w własnej krwi. Pomocnik kata podniósł martwą głowę za włosy i szydząc położył na misę, a kat oddał ją zaraz czekającej Salome.

Salome chwyciła misę z radością, pomieszaną z tajemną grozą i odrazą, jaka zwykła przejmować ludzi grzesznych na widok krwi lub ran. Służebnej ze światłem kazała iść naprzód, a sama szła za nią podziemnym krużgankiem, niosąc na misie świętą głowę. Ze wstrętem wyciągnęła rękę przed siebie i odwróciła w bok strojną głowę, nie chcąc patrzeć na niesiony ciężar. Szły tak czas jakiś wznoszącym się w górę krużgankiem, aż stanęły w sklepionej izbie kuchennej, leżącej pod mieszkaniem Herodiady.
Ta czekała tu już na nie; natychmiast zdjęła zasłonę ze świętej głowy i szydząc zaczęła pastwić się nad nią; poczym zdjęła ze ściany ostry rożenek, których dosyć tam wisiało i zaczęła kłuć język, policzki i oczy, następnie jak diabeł nie człowiek rzuciła świętą głowę na ziemię i nogami wepchnęła ją przez okrągły otwór do rowu, w który wymiatano odpadki i śmiecie kuchenne. Tak nasyciwszy swą złość, wrócił ów potwór w ciele niewiasty wraz z córką do uciech i zabaw występnych, jak gdyby nic się nie stało.

Zwłoki Jana Chrzciciela, okryte skórą, w którą się zawsze odziewał, złożyli żołnierze na łożu kamiennym. Wzruszeni byli bardzo tragicznym zgonem Świętego, lecz wkrótce zastąpiono ich innymi, a tych zamknięto, by nie wygadali się przed kim; w ogóle wszystkim wtajemniczonym surowo nakazano milczenie. Goście nie myśleli wcale o Janie, więc zgon jego pozostał przez jakiś czas w tajemnicy; owszem rozeszła się była pogłoska, że wypuszczono Jana na wolność. Gody trwały tymczasem dalej; po Herodzie zaczęła przyjmować hucznie gości Herodiada.
Co do zgonu Jana przedsięwzięto wszelkie środki ostrożności. Uwięziono pięciu świadków stracenia, a mianowicie obu strażników, kata, jego pomocnika i służebne Salomy, która okazywała żal z powodu ścięcia Jana. Przed więzieniem postawiono nowe straże. Poufnik jeden Heroda miał nakaz nosić przez jakiś czas żywność do więzienia, by nikt nie domyślił się, co zaszło.
jac505
Ewangelia i bł. Emmerich opisują nam jakim głupcem był król Herod, który za zmysłowy taniec ofiarował połowę królestwa. Ale szatanowi nie potrzeba ziemi, którą rządzi w bardzo dużym stopni. Jemu najbardziej zależy na usuwaniu ludzi Boga, którzy przeszkadzają mu w budowaniu imperium na ziemi. Króluj nam Chryste !
jac505 shares this
1.2K
Ewangelia i bł. Emmerich opisują nam jakim głupcem był król Herod, który za zmysłowy taniec ofiarował połowę królestwa. Ale szatanowi nie potrzeba ziemi, którą rządzi w bardzo dużym stopni. Jemu najbardziej zależy na usuwaniu ludzi Boga, którzy przeszkadzają mu w budowaniu imperium na ziemi.
Radek33
"Widząc to kat, zabrał się do wykonania okrutnego wyroku. Miał do tego maszynę, dającą się chyba porównać z łapką na lisy. Był to żelazny pierścień, a w nim po bokach dwa ostre żelaza w kształcie nożyc; kat założył to na szyję klęczącemu Janowi, pociągnął, czy też nacisnął sprężynę, i w tej chwili przecięły ostrza szyję, oddzielając głowę od tułowia. Jan nie ruszył się nawet — odcięta głowa …More
"Widząc to kat, zabrał się do wykonania okrutnego wyroku. Miał do tego maszynę, dającą się chyba porównać z łapką na lisy. Był to żelazny pierścień, a w nim po bokach dwa ostre żelaza w kształcie nożyc; kat założył to na szyję klęczącemu Janowi, pociągnął, czy też nacisnął sprężynę, i w tej chwili przecięły ostrza szyję, oddzielając głowę od tułowia. Jan nie ruszył się nawet — odcięta głowa upadła na ziemię, a z tułowia wytrysnął potrójny strumień krwi, skraplając głowę i ciało Świętego i chrzcząc go niejako w własnej krwi."