Gloria.tv And Coronavirus: Huge Amount Of Traffic, Standstill in Donations
Clicks2.7K
Radek33
3

Ostatnie słowa Pana Jezusa w ostatnich dniach choroby i umierania do Gabrieli Bossis

Gabriela Bossis (ur. 26 lutego 1874 w Nantes we Francji, zm. 9 czerwca 1950) – francuska aktorka, mistyczka,siostra Maria od Serca Jezusowego z III Zakonu św.Franciszka, autorka Lui et moiOn i ja.
Gabriela Bossis przyszła na świat jako ostatnia z czworga dzieci zamożnej mieszczańskiej rodziny. W szkole klasztornej w Nantes odznaczała się inteligencją i zdolnościami. W czerwcu 1886 roku przystąpiła do I Komunii Świętej, którą bardzo głęboko przeżyła. Po ukończeniu nauki, wbrew oczekiwaniom przełożonych, nie wstąpiła do klasztoru i wybrała zwyczajne życie rodzinne; jednocześnie rozwijając w sobie głębokie życie wewnętrzne skierowane ku Bogu.
W czasie I wojny światowej przez 4 lata była pielęgniarką, najpierw w szpitalu, a potem na froncie pod Verdun.
W 1923 roku na prośbę proboszcza napisała sztukę teatralną Czar, która odniosła wielkim sukces, także w sąsiednich parafiach. Bossis nie tylko pisała sztuki, ale także reżyserowała i grała w nich główne role. Jest autorką wielu innych utworów, w których dowcipna i wesoła treść łączy się z moralno-religijnym podkładem. Wkrótce stała się sławna i ze swoimi sztukami objechała nie tylko całą Francję, ale i inne kraje Europy, północnej Afryki, Ameryki Płn. i Kanady.
W wieku 62 lat, w sierpniu 1936 roku na statku Ile de France usłyszała po raz pierwszy tajemniczy głos wewnętrzny, który od tej chwili towarzyszył jej aż do śmierci. Słowa, które przyjmowane są przez nią jako pochodzące od Zbawiciela Jezusa Chrystusa, notowała i w ciągu 13 lat zapisała 10 zeszytów. W 1944 roku przedstawia swoje notatki biskupowi Villepeletowi a cztery lata później w 1948 roku wydała anonimowo pierwszy tomik z wyborem swoich zapisków, który spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem We Francji, gdzie do 1967 roku ukazało się 50 wydań Lui et moi. Wydane zostały z kościelnym Imprimatur i Nihil Obstat, potwierdzającymi, że treści w nich zawarte nie są sprzeczne z doktryną kościoła katolickiego w kwestii wiary czy moralności.
Umarła 9 czerwca 1950 roku, w nocy po czwartku Bożego Ciała.

****************************************************************************************************************

1950 - 16 marca
. Godzina święta. (Byłam zmęczona). Pan Jezus: "Kiedy jesteś słaba, daj Mi swoją słabość. Biorę ją w mojej sile, by ją połączyć z wszystkimi moimi trudami na ziemi. Nawet przed swoją męką, w ciągu mych wędrówek i prac przeszedłem wiele depresji fizycznych, czasem moralnych, wśród jakże wielkiego niezrozumienia ze strony ludzi. A więc będąc osłabiona, zniechęcona zbliż się do Mnie, jak gdybyś postanowiła znaleźć się poniżej własnych możliwości, aby lepiej zjednoczyć się ze Mną. Będziemy jak dwoje chorych w tym samym pokoju, wychwalający Ojca, pragnący Jego przyjścia, nadsłuchujący radośnie, czy rychło nie zadzwoni dzwon zwiastujący nadejście. Pamiętasz te wielkie statki dające sygnał ostatnią syreną? Myślałaś wtedy: 'Odjechać... Ach, odjechać to żyć...' Pomyśl to samo opuszczając ziemię. Idziesz żyć i to żyć w nowym, prawdziwym Świecie. On ciebie oczekuje... Jego mieszkańcy też na ciebie czekają... W Nowym Jorku byli na nadbrzeżu, spieszący i wołający. Cóż to było! Biedna ziemia... Lecz entuzjazmy, wiwaty państwa niebieskiego, wybuchy miłości, eksplozje radości... Któż je wypowie w ludzkim języku? Raduj się ze zbliżenia, tak jak pytałaś w samolocie: 'Czy już wkrótce lądujemy?' Odpowiadano ci: 'Proszę ciągle patrzeć na horyzont, a wtedy odgadnie pani, że lądujemy'. Ten, kto cię oczekuje, moja córko, to twój Stwórca i twój Zbawca. Idź radośnie, jak na święto. Przygotuj z miłością swój strój podróżny, ozdobiony otrzymanymi klejnotami. Pożycz ponadto blask szat twojej Matki i twego Umiłowanego. Trzeba nabrać zwyczaju strojenia się w nie co dzień, ponieważ podają ci je Ich ręce, ponieważ chcą odnaleźć w tobie swe własne piękno. Ty dodasz do tego swój pokorny uśmiech małej zadowolonej dziewczynki, zadowolonej z tego, że wraca do Domu".

1950 - 24 marca. (Byłam chora.) - "Jak dobre jest dla was to, że od czasu do czasu czujecie bliskość drzwi prowadzących poza życie. Czy widzisz, jakie jasne spojrzenie rzucasz za siebie? Sprawy nie są już polakierowane opinią świata. Rozważasz ich prawdziwy motyw - zwykle egoizm - ich obojętność względem chwały Bożej, podczas gdy to ona powinna być jedynym waszym celem, beztroskę waszych braci o zbawienie, to zbawienie, które powinno palić wasze myśli.
Jakże smutne byłoby, moja córko, gdybyście przybywali sami! Ubezpieczcie się orszakiem ocalonych przez wasze starania: czy to na misjach, czy tam, gdzie mieszkacie...
Zauważyłaś podczas świetlanych wieczorów Wschodu - takich, jakie podziwiałaś w Nazarecie na tarasie franciszkanów - gwiazdy ślizgające się po przestworzach i te, które zdawały się być zanurzone w kręgach światła.
O, jakże entuzjastyczne oklaski byłyby na progu gdyby wasze dusze tworzyły grupy: twoja grupa prowadzona przez ciebie do Mieszkania Ojca rodziny!"
- Jak tego dokonać?
- "Wymieniaj Mi często imiona twoich protegowanych, twoich niedowiarków, twoich głuchoniemych... Okryję ich moją szatą bez szwu, całą zakrwawioną".

- 1950 - 30 marca. (Byłam chora.) - "Dlaczego nie miałabyś zużytkować tych chwil samotności w łóżku tak, jakbyś trwała w adoracji przed Najśw. Sakramentem? Co ci w tym przeszkadza? Maleńki wysiłek i to wszystko. Dlaczego nie miałabyś uczynić z tych 30 dni uwięzienia 30 dni radości, ponieważ każda choroba niszczy trochę wasze ciało i przybliża waszą duszę do wyjścia? Dlaczego nie miałabyś ofiarować Ojcu twego postępującego wyniszczenia, aby przez swoje słowa i pisma służyć bliźniemu za pokarm? To trochę tak jak Ja, kiedy chciałem, abyście żywili się Mną i byście nabierali sił z mojej siły. I żywiliście się Mną w pierwszych chwilach mojej agonii. Księżyc już roztaczał swe białe światło nad ziemią ogrodu, która czekała na mój pot. Niech nawet odległe pierwociny twojej śmierci przyniosą ratunek i radość twym braciom.
W jak wielu szczegółach możecie Mnie naśladować, moi drodzy maleńcy, tak rozrywani przez życie ziemskie... A jeżeli pragnę, abyście Mnie naśladowali, to dlatego, że to nas przybliża. Jesteście bardziej Mną. Kiedyż można będzie powiedzieć: 'Kto widzi chrześcijanina, widzi Jezusa Chrystusa'? Cóż to za mocny przykład, jakie kaznodziejstwo bez słów... Przypominasz sobie? 'Kto widzi Mnie, widzi także mego Ojca'. Czy nie sądzisz, że kiedy to mówiłem, mój głos pełen był wielkiej miłości? O, moja córko, porzućcie wasze małe sposoby, przekroczcie wyższe przedziały. Ofiarowujcie Bogu wprost, bez żadnych ludzkich obaw".

- 1950 - 31 marca. Wiatyk. - "Oświecam nicość, którą jesteś, abyś dobrze widziała, że jesteś nicością".

- 1950 - 6 kwietnia. Wielki Czwartek. - (Z mego łóżka odwiedzałam w duchu wszystkie ołtarze w mieście, na wsi i na obcych ziemiach.) - "Hostia. Oboje".

- 1950 - Wielka Sobota: - Chora, mogę Ci ofiarować tylko drobiazgi.
- "Drobiazg i wielka miłość czynią rzecz wielką".
W ciągu dnia. - "Moi aniołowie zbierają wszystkie cząstki wyrwane z mego Ciała tu i ówdzie, i kładą je na miejsce, aby moje Ciało było całkowite i doskonałe na Zmartwychwstanie. Ty idź i poszukaj Mi grzeszników, przyprowadź ich do Mnie. Zatroszcz się o moje Ciało Mistyczne, ofiaruj Mnie w grobie, gdzie leżę strzaskany za wszystkich tych nieszczęśników, którzy boją się należeć do Mnie.

- 1950 - 13 kwietnia. (Byłam chora.) - "Czy jest choć jeden dzień, choć jedna godzina w życiu, która może być utrzymywana z dala ode Mnie? Czy możesz odłożyć na bok ten tydzień lub ten miesiąc? Czy nie widzisz, że moje wymagania Właściciela rozciągają się nawet na ćwiartki waszych sekund? Czy nie czujesz w sobie gorącego pragnienia by cała oddać Mi się w posiadanie? W szponach gorączki cierp dla Mnie. W przerywanym śnie odpoczywaj we Mnie i czerp płomień odwagi".

- 1950 - 20 kwietnia. (Chora). - "Wszystkie te wielkie cierpienia kładę jak kwiaty do twego wieńca. Nie trzeba abyś miała na głowie ciernie bez róż. I jednocz swe cierpienia z moimi. Dusiłem się w mej agonii. Dusiłem się związany przez żołnierzy i kiedy naigrawali się ze Mnie u Annasza; i kiedy byłem traktowany jak szaleniec u Heroda; i podczas biczowania u Piłata... Dusiłem się niosąc mój Krzyż i poczas Ukrzyżowania. A kiedy mój Krzyż został podniesiony do góry, były to duszności walki ze śmiercią... później ostatnie z ostatnich tchnień, aż do wielkiego okrzyku Miłości zwyciężającej wszystko... okrzyku, który zabrał moją Duszę. O, niech ci brakuje powietrza w tej chorobie, ale napełniaj się Bogiem. Tak, moja przyjaciółko, weź Go aby Go dawać. On zachowa dla ciebie twoją część".

- 1950 - 25 kwietnia, gorączka. - "Dostrzegaj Mnie ponad wszystkim, wszędzie".

- 1950 - 27 kwietnia. Ciągle w łóżku. - Jak Ty chcesz...
- "Powierzanie się mojej czułości jest dla ciebie dobre. Życie czy śmierć, cóż to dla ciebie znaczy! Jesteś w moim sercu. Jesteś w mojej woli. Nie wystarczy ją przyjąć; w przyjmowanie jej trzeba włożyć całą swoją zdolność miłowania. Rozciągnij tę miłość, jak giętką tkaninę, aż do granic moich pragnień. Wtedy nasza praca jest wspólna pod spojrzeniem Ojca, a ty jesteś wszechpotężna".

- 1950 - 4 maja. Siódmy tydzień choroby. - "Przymierz swoją odwagę do mojej odwagi. Powiedz sobie stanowczo, że sama jesteś niczym. Czy możesz nabrać tego pięknego zwyczaju bycia razem? Zawsze razem? Przychodź często zaprosić Mnie bym towarzyszył twemu życiu, tak jakbyś Mi przysyłała bilet na koncert. I zachowasz dla Mnie miejsce honorowe, w pierwszym rzędzie, jak gdybyś chciała, bym nic nie uronił z przedstawienia, przedstawienia czynów twych dni, przeżytych w całości dla Mnie. O, droga córko mego serca, jak piękne rzeczy uczynimy razem. Zapamiętaj dobrze to słowo: 'Razem'".

- 1950 - 5 maja. Duszności. - Panie, czy to ostatnia choroba? - "Magnificat".

- 1950 - 6 maja. Duszności. - "Dlaczego się niepokoisz? Wiesz, że to Ja. Z całą siłą swej miłości ofiaruj chwilę obecną, tę małą chwilę, która nie mieści się nawet w twojej ręce. Pożycz sobie moją miłość, miłość mojej Matki, świętych, którzy są jeszcze na ziemi i ofiaruj Mi wszystko razem z twoją chwilą obecną. Czekam na to jak czeka się na miłość ukochanego dziecka".

- 1950 - 11 maja. - Panie, czy to moja ostatnia godzina święta na ziemi?
- "Niech wszystkie twoje godziny będą odtąd święte. Jest ich już tak mało przed godziną ostatnią. Jesteś cała wybielona przez Sakrament Chorych, odpust zupełny. Wierzysz w to? Ponieważ to w imię moich zasług dokonuje się cud Sakramentu Chorych, Pokuty, Eucharystii. Wszystko zostaje wymazane. Sprawia to moja miłość. Chcę, abyście byli do Mnie podobni, moi drodzy braciszkowie, wszyscy stopieni ze Mną za przyczyną mojej Matki. Jeżeli was kocham w każdym czasie, to miłuję was z jeszcze większym wzruszeniem w owej chwili ostatnich odwiedzin. Niech ta ostatnia odwiedzająca uczyni dla ciebie wszystko, co powinna. Ale ty pozostań w moich ramionach oczekując ostatecznego kresu, zerwania ostatniej zasłony. A teraz, moja przyjaciółko, oto twoja praca: żałuj, żałuj, żałuj za swe grzechy i kochaj, kochaj, kochaj coraz mocniej Tego, który zwie się Miłością".
- Panie, weź mój mały płomień do Twego Ognia.

- 1950 - 12 maja. Podczas Sakramentu Chorych. - "Cała jesteś ukryta pod moim płaszczem zasług i płaszczem mojej Matki. Czy dobrze się tam czujesz?"
Słabsza. - Panie, czy Twój Krzyż jest dość szeroki abym mogła się na nim rozciągnąć obok Ciebie?
- "Moje biedne dzieciątko, pomyśl, że wzywam nań cały świat!"

- 1950 - 13 maja. Słabsza. - "Tak, biorę twoje ciało jak pszenicę na spalenie. To za twoich braci".
- Za moich braci z Tobą, Panie.

- 1950 - 15 maja. Słabsza. - Panie, tak słodki, wyciągnij do mnie ramiona, wracam do naszego Domu drobnymi krokami dziecka.

- 1950 - 16 maja. Wiatyk. - Panie, czy teraz oddam Ci duszę, którą dałeś mi z taką miłością?
Matko, droga, upiększ strój Twego dziecka, zanim ono wejdzie do salonu.

- 1950 - 18 maja. Wniebowstąpienie. - "Czy pełne miłości przygotowania nie radują już Miłości? Czy tylko Ja się raduję? A moja Matka? A moi aniołowie? A moi święci? Co Mi powiesz przybywając? Jakie będą słowa, które pozwolą ci usłyszeć? O, ta chwila Spotkania! Włóż w nią całą swą duszę. Wierz w nieskończoną czułość. Wiesz, że jesteś zbyt nieśmiała. Poszerzaj. Miej nadzieję. Przyjdź, moja umiłowana, przyjdź powiedzieć Mi wszystko to, czego powiedzieć nie śmiałaś".

- 1950 - 23 maja. Wiatyk. - "Biedna duszyczko, która oczekiwała końca swego życia aby uwierzyć w nieskończone Miłosierdzie, w ostateczne przebaczenie. Nie lękaj się już niczego, nie byłbym z tego zadowolony.
Oddaj się cała Miłości, moja umiłowana".

1950 - 24 maja. - Nie mam już siły, z trudem widzę - z trudem mogę Cię kochać.
- "Weź moje spojrzenie. Weź mój głos. Weź moją miłość".

- 1950 - 25 maja. - Czy doszłm już do końca życia?... Czy teraz nie odprawiam mojej pierwszej i ostatniej Mszy?
Gdzie jesteś miłosna Obecności?... A potem, co będzie?
- "To będę Ja. To będę zawsze Ja".

www.objawienia.pl/gabriela/gab/rok_1950.html
W zasadzie każdy ma kogoś w rodzinie i znajomych kto się przygotowuje do przejścia na tamten świat i oczekuje już w przedsionku wieczności.Pora zaznajomić sie z klimatem,stan odosobnienia jest konieczny do dobrego przygotowania sie na upragnione tete a tete z Panem Bogiem.
1950 - Wielka Sobota: - Chora, mogę Ci ofiarować tylko drobiazgi.

,Drobiazg i wielka miłość czynią rzecz wielką".
mk2017
1950 - 25 maja. - Czy doszłam już do końca życia?... Czy teraz nie odprawiam mojej pierwszej i ostatniej Mszy?
Gdzie jesteś miłosna Obecności?... A potem, co będzie?
- "To będę Ja. To będę zawsze Ja".