Czy tej jesieni Polskę dotknie wojna?

Silni, zwarci, gotowi...?
Nie jestem historykiem, politykiem czy wojskowym, dlatego pewne sprawy są dla mnie nieznane. Być może dlatego, że świat pojmuję z pozycji najniższej, że tak napiszę płaskoziemnej. Nie jest to drwina. Niżej po prostu lepiej słychać co górą ostro buczy.
Zbytnio też się tym nie chwalę kiedy coś mi się uda przewidzieć, czego wielcy nie zauważyli lub celowo uruchomili aby ludzi struć, bo wyszedłbym wówczas na tego pajączka, co to chwalił się drugiemu, że sprawił sobie taką spec sieć, że mucha nie siada.
Nie, co to, to nie.
Nie jestem też z gatunku snajperów co to wpierw strzelają, a później w miejscu malują sobie tarczę żeby wyszło, iż mają celne oko na tzw. dychę.
Nie. Ja po prostu opisuję co widzę z pozycji kępy trawy. A co zauważyłem ostatnio?
Otóż ostatnio dostrzegłem w TVP film o generale SS Reinefarthcie, który to wpierw mordował na skalę masową ludność cywilną Warszawy w czasie Powstania Warszawskiego, a później był cnotliwym, szanowanym obywatelem a nawet burmistrzem na wyspie Sylt.
No i w tym filmie jeden z mieszkańców tego miasteczka, w którym generał po wojnie dowodził i przewodził powiedział o nim, że burmistrz Reinefarth przecież mógł się stać ostatecznie dobrym człowiekiem, bo przecież apostoł św. Paweł z Tarsu podobnym był (sic).
Wstrząsnęło mną, nie powiem, bo żeby się nawrócić nie wystarczy samo działanie, trzeba się jeszcze też ukorzyć, poprosić potomków ofiar o wybaczenie, a tego zbrodniarz, ludobójca Reinefarth nigdy nie uczynił podobnie jak wielu mu podobnych potomków.
O czym to świadczy? Świadczy to o tym, że w Niemcach nadal tli się skrycie ogień Nach Drang Osten.
Nie znam się, ale czasami odnoszę wrażenie, że te wszystkie akcje niemieckie z przyjmowaniem imigrantów, ekspansywną ekologią i tym podobnym służy jedynie wskrzeszeniu pośród Niemców nowego Adolfa Hitlera. Zaczyn już jest to partia Alternative für Deutschland, czyli w skrócie AfD.
Bodaj przed wojną zapomniany poeta Zbierzchowski w sytuacji kiedy trwało powszechne ględzenie, iż Adolf H. posiada czołgi z tektury, a Wehrmacht to jedynie zbieranina kulawych alfonsów spod Verdun napisał wiersz tu fragment iż:

"Niemcy się zbroją
Olbrzymie wojsko stanie w jedną noc.
I runie ścianą żelazną i zwartą
na nasze słabe strażnice nad Wartą
Niemcy się zbroją... w samotni warsztatu
tysiąc chemików preparuje gaz,
co będzie służył na zagładę światu,
kiedy nadejdzie już odwetu czas."


Ja nie twierdzę, że to ma się stać już dziś, teraz jutro lub pojutrze, ale nie da się ukryć, że zglajszlachtoawna moralnie Europa stoi na krawędzi kolejnej wojny, a my jak kiedyś w sierpniu 1939 oddajemy się upalnej kanikule. Ojciec jak żył opowiadł mi, podobnie jak i teść, że latem 1939 ludzie wprawdzie wojnę czuli, tyle że zagłuszali swój lęk o niej czytaniem prasy i słuchaniem radia, a tam przecież wieszczyli, że żadnej wojny nie będzie, bo mamy silną armię, silnych sojuszników oraz silne morale - jednym słowem - jesteśmy zwarci, silni i gotowi.
Po przegranej kampanii wrześniowej pisano później złośliwe, że silni to byliśmy, ale jedynie w mordzie, zwarci lecz przy żłobie, a gotowi to tylko do ucieczki.
Wielu zasobnych finansowo Polaków to rozumiało nim słowa z plakatu rządowego spłynęły rynsztokiem kłamstwa, bo statki wypływające z portów Gdańska i Gdyni do USA i Ameryki Południowej w roku 1939 miały nadkomplety pasażerów...
A teraz? Będziemy gorzko narzekać? Otóż mam jakieś dziwne przeczucie, że tej jesieni coś nam jednak na głowę się zwali. Pytanie tylko co się zwali, tego nie przewidzę, bo jak wspomniałem na początku tego tekstu żaden ze mnie wojskowy, polityk czy historyk...
Mikker