Ciekawe, że ściana płaczu w Jerozolimie, jedyne co zostało ze wspaniałej świątyni Salomona, była ufundowana przez biedotę miejską i wdowy. To co ufundowali faryzeusze zginęło.

Błogosławione lekarstwo pokory

"ECHO " EWANGELII Mk 12, 38-44

Błogosławione lekarstwo pokory
W Ewangelii bardzo często Jezus używa kontrastu, światłocienia zupełnie jak wytrawny malarz. Obłudnym i bogatym faryzeuszom przeciwstawia biedną ale szczerą wdowę, grupie mężczyzn – samotną kobietę. Nie padają żadne imiona, pojawiają się tylko pamięciowe portrety. Najlepiej byłoby od razu zapytać: kim jest każdy z nas w tej Ewangelii? W kim się rozpoznaje? Być może chcielibyśmy być rozpoznani w figurze wdowy, ale natura w nas iście faryzejska.

Kim są faryzeusze? Już w etymologii nazwy ukryty jest ich sekret (dosł. oddzieleni). Historycznie ujmując było to stronnictwo religijne, dość radykalne, które miało duży autorytet wśród prostych, niepiśmiennych ludzi. Znajomość Prawa pozwalała im sprawować rzeczywisty rząd dusz w Izraelu. Mając przychylność królów żydowskich i cichą akceptację Rzymu kształtowali wiarę całych pokoleń. Być może był to nawet jakiś charyzmat, ale na skutek ludzkiej pychy wynaturzył się i przeobraził w instytucję. Bardzo pięknie ten problem pokazał L. Tołstoj, w jednym opowiadaniu (chyba Ojciec Sergiusz).

Oto oficer carskiej armii nagle porzuca karierę wezwany do życia w pustelni. Ma nawet moc uzdrawiania. I kiedy nikt nie podejrzewa, nawet on sam, przychodzi kryzys. Nagle staje się instytucją obsługującą pielgrzymów. Ceną jaką zapłaci będzie zaniedbanie praktyk ascetycznych. Straci swoją, pierwszą gorliwość i popadnie w grzech. Aby odzyskać łaskę musi stać się pokutnikiem i przeżyć głębokie nawracające go upokorzenie.

Faryzeusze więc to niestety ludzie zakłamani. W Ewangelii to jest jedyna grupa ludzi, która nie doświadcza żadnego cudu. Cudów doświadczą głuchoniemi, ślepi, trędowaci, paralitycy, jawnogrzesznice, opętani tylko nie faryzeusze. I to jest ich prawdziwy dramat, z którym nie poradzą sobie w żaden sposób. To będzie źródłem ich głębokiej zawiści. Z powodu zawiści niektórzy się nie zbawią, bo nie będą chcieli być z innymi zbawionymi.

Pycha faryzeusza, polega na tym, że w ogóle nie jest on jej świadomy, żyje w świecie własnych iluzji. Złudzenia przyjmuje za prawdę
. To prawda: faryzeusz potrafi być nawet hojny, ale w tym też jest ukryta pycha i chorobliwe ambicje.

Wdowa zaś jest w Biblii uosobieniem wielorakiego cierpienia: odrzucenie, starość, wdowieństwo, choroby, samotność i perspektywa zbliżającej się śmierci zaprawiona dodatkowo niewdzięcznością rodzonych dzieci rodzi we wdowie pytania pod adresem Boga. Wdowa nawet jeśli nic nie mówi to jednak krzyczy.

Stąd krzywda zadana wdowie i sierocie jest grzechem wołającym o pomstę do nieba! Od krzywdzicieli odwraca się Bóg dokładnie tak, jak krzywdziciele odwracają się do swoich ofiar. Wdowie grozi nie tyle pycha(choć ta zagraża każdemu), co rozpacz, poczucie opuszczenia przez wszystkich. Skąpstwo może być próbą zabezpieczenia się na wszelki wypadek. Ale wdowy potrafią być niezwykle wierne i ofiarne. Potrafią zapominać o sobie.

Ciekawe, że ściana płaczu w Jerozolimie, jedyne co zostało ze wspaniałej świątyni Salomona, była ufundowana przez biedotę miejską i wdowy. To co ufundowali faryzeusze zginęło. To fakt historyczny i bardzo głęboka metafora aksjologiczna. Budowanie na pysze kończy się zawsze unicestwieniem (niezależnie jaka i czyja jest to pycha). Budowanie na pokorze przetrwa (niezależnie jaka i czyja jest to pokora). Mamy proste wskazanie w dzisiejszej Ewangelii i w ścianie płaczu.

Wdowa oddała Bogu wszystko bez zastrzeżeń- to znak zawierzenia, w którym nie ma zwątpień. Może i ona była natchnieniem dla Jana Pawła II, który mówił Totus Tuus- cały Twój. Ten ewangeliczny akt oddania powtarzał w różnych kontekstach; gdy otrzymywał Sakrę, gdy zostawał Papieżem, gdy był postrzelony, gdy dziękował w Fatimie, gdy odbywał najtrudniejsze pielgrzymki do świata, gdy chorował, gdy tracił głos, gdy umierał...

Twoje i moje konteksty są inne, różne, ale tak samo wymagają jednoznaczności!
Zapytajmy samych siebie co z naszą pokorą?
Czy mamy zaufanie do Boga w najczarniejszych scenariuszach dni powszednich?
Czy potrafimy zaryzykować oddając Bogu wszystko na czym oparte jest nasze życie? Bóg może nam to zachować, zmienić lub całkowicie zabrać.
Czy On jest dla nas wystarczającym zabezpieczeniem? Czy nie szukamy protez Opatrzności? Czy nie czujemy się samowystarczalni jak faryzeusze trzeciego tysiąclecia?


Jeśli chcemy cudów to tylko pozwólmy aby Bóg dał nam naturę pokornej wdowy, która pozostaje wolna wobec tego co ma ale także wobec tego, co straciła lub czego nigdy nie miała.

Ks. Ryszard K. Winiarski, Lublin
Błogosławione lekarstwo pokory
Jota-jotka
,,Ciekawe, że ściana płaczu w Jerozolimie, jedyne co zostało ze wspaniałej świątyni Salomona, była ufundowana przez biedotę miejską i wdowy.
To co ufundowali faryzeusze zginęło.,,