Edward7
318

W życiu chrześcijańskim nie może być czegoś takiego jak "ślepe posłuszeństwo"

"Powinniśmy być bardziej posłuszni Bogu niż ludziom". Cnota posłuszeństwa, właściwie rozumiana, jest zawsze posłuszeństwem BOGU.

Peter Kwaśniewski
Współcześni ludzie, spadkobiercy niespójnego totalitarnego liberalizmu, często oscylują między pogardzaniem wszelkimi autorytetami a ślepym podporządkowaniem się tym, które jeszcze uznają. Nie istnieje już bogata sieć wielowarstwowych autorytetów, tworzących konstelację punktów odniesienia, w ramach których pojedynczy chrześcijanin składa posłuszeństwo Bogu i hierarchii pochodzącej od Boga[1]. Autorytet jest zbyt często przedstawiany w arbitralnej i woluntarystycznej karykaturze samego siebie, a posłuszeństwo udzielane takiej namiastce samo jest karykaturą. Nie jest cnotą podporządkowanie się znanym fałszom; nie ma żadnej zasługi w posłuszeństwie systemowi zbudowanemu na błędach i kłamstwach.

Musimy zrozumieć, że cnota posłuszeństwa, właściwie rozumiana, jest piękna, ponieważ zawsze jest posłuszeństwem BOGU, czy to skutkiem natychmiastowym, czy pośrednim. Na przykład, kiedy oddaję cześć Bogu w Dniu Pańskim, czynię to z bezpośredniego posłuszeństwa Jemu, ponieważ to On dał nam Boskie prawo, że musimy odłożyć jeden dzień w tygodniu, aby Go czcić. Kiedy jestem posłuszny pasterzom Kościoła poprzez uczestnictwo w niedzielnej Mszy, jestem również posłuszny Bogu, ale pośrednio, ponieważ pasterze, którzy rządzą w Jego Imieniu, są tymi, którzy ustanowili to szczególne określenie przykazania. Podobnie, kiedy jestem posłuszny legalnie ustanowionej władzy cywilnej, to dlatego, że ma ona swój autorytet od Boga, a nie od ludzi. Według papieża Leona XIII, tym, któremu zawsze musimy być posłuszni, jedynym, któremu ostatecznie jesteśmy posłuszni, jest sam Bóg. Byłoby niegodne ludzkiej godności, mówi, aby człowiek musiał podporządkować się innemu człowiekowi o naturze równej sobie, chyba że władca rządzi w imię Boga i z Jego upoważnienia.[2] Byłoby to niegodne ludzkiej godności, mówi.

Implikacje tego punktu są oszałamiające. Natychmiast rozumiemy, dlaczego każdy człowiek, bez względu na jego pozycję w Kościele lub Państwie, ma być posłuszny tylko wtedy, gdy to, co nakazuje, jest w harmonii z prawem Bożym lub przynajmniej nie jest ewidentnie przeciwne temu prawu. Jeśli prawo cywilne lub kościelne jest sprzeczne z prawem Bożym lub prawem naturalnym (które jest udziałem rozumnego stworzenia w wiecznym prawie umysłu Bożego), wówczas zaczyna obowiązywać zasada pamiętnie wyrażona w Dziejach Apostolskich: "Powinniśmy być bardziej posłuszni Bogu niż ludziom". Jeśli ktoś ma poważne i uzasadnione wątpliwości, czy ludzkie przykazanie jest zgodne z prawem Boskim lub naturalnym, nie powinien go przestrzegać. Twierdzenie, że jest inaczej, oznaczałoby, że w przypadku, gdy obawiamy się, że popełniamy grzech śmiertelny, a nawet powszedni, powinniśmy to zrobić, aby nie urazić przełożonego.

Dlatego posłuszeństwo komukolwiek poza Bogiem nie jest absolutem i nie istnieje w próżni. Ma ona warunki swojego istnienia, poziomy, na których działa i ograniczenia. Tomasz z Akwinu proponuje solidną i trzeźwą analizę tego zagadnienia w swojej Summie teologicznej. 3] Według Akwinaty do porządku Bożego należy to, że rządy sprawowane są nie tylko przez Boga, którego wola jest zawsze zgodna z mądrością, ale także przez Jego przedstawicieli, których wola nie zawsze może być sprawiedliwa: "Jest napisane (Dz 5,29): Powinniśmy być posłuszni raczej Bogu niż ludziom. Czasami rzeczy nakazane przez przełożonego są przeciwne Bogu. Dlatego przełożonym nie powinniśmy być posłuszni we wszystkim."[4] Św. Tomasz wyjaśnia:

Istnieją dwa powody, dla których poddany nie może być zobowiązany do posłuszeństwa swojemu przełożonemu we wszystkim. Po pierwsze, z rozkazu wyższej władzy. Bo jak glosa do Rzymian 13: 2 mówi: "Ci, którzy opierają się władzy, opierają się rozporządzeniu Boga": "Jeśli komisarz wydaje rozkaz, czy będziesz go przestrzegać, jeśli jest to sprzeczne z rozkazem prokonsula? I znowu, jeśli prokonsul rozkaże jedno, a cesarz drugie, czy zawahasz się zignorować pierwszego i służyć drugiemu? Dlatego, jeśli cesarz nakazuje jedno, a Bóg co innego, trzeba ignorować to pierwsze i być posłusznym Bogu" (por. św. Augustyn, De Verb. Dom. VIII). Po drugie, poddany nie jest zobowiązany do posłuszeństwa wobec przełożonego, jeśli ten nakazuje mu czynić coś, w czym nie jest mu poddany.[5] Poddany nie jest zobowiązany do posłuszeństwa wobec przełożonego, jeśli ten nakazuje mu czynić coś, w czym nie jest mu poddany.

Aby wyjaśnić to dalej, Doktor pisze:
Człowiek jest poddany Bogu po prostu we wszystkich rzeczach, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, tak że jest zobowiązany do posłuszeństwa we wszystkim. Natomiast niżsi nie podlegają przełożonym we wszystkim, lecz tylko w pewnych sprawach i w szczególny sposób, w odniesieniu do których przełożony stoi między Bogiem a swoimi podwładnymi, podczas gdy w innych sprawach podwładny podlega bezpośrednio Bogu, przez którego jest pouczany przez prawo naturalne lub pisane.[6] Teologowie katoliccy nie potrafili jednak wyjaśnić tej kwestii.

Należy zauważyć, że katoliccy teologowie są jednomyślni w twierdzeniu, że władza może rzeczywiście działać przeciwko dobru wspólnemu, którego dążenie i ochrona jest podstawą wszelkiej legalnej władzy, a co ważniejsze, że zwykli katolicy są w stanie rozpoznać, kiedy tak się dzieje. Gdybyśmy tego nie potrafili, bylibyśmy bezsilni, aby reagować na wszelkie moralne lub intelektualne odchylenia naszych księży i nauczycieli. Gdyby bowiem wierni nie posiadali tej zdolności rozeznawania, znaczna część historii Kościoła byłaby niezrozumiała.

Weźmy na przykład stanowczą i publiczną odmowę wielu katolików w Anglii uczestnictwa w nowym protestanckim rycie Mszy św. arcybiskupa Cranmera, nawet gdy byli do tego zachęcani przez duchownych, którzy preferowali strategię kompromisu z heretyckimi siłami, które doszły do władzy w XVI wieku. [7] Nawet za cenę niewygód, prześladowań, grzywien i gorszych kar, pobożni angielscy katolicy odmawiali uczestniczenia w tym, co dopiero później zostało nazwane obrządkiem anglikańskim, i to na długo przed tym, jak jak jakakolwiek dyrektywa z Rzymu stwierdziła, że nowy kult jest "potomstwem schizmy, odznaką nienawiści do Kościoła" i "grzechem ciężkim". 8]

Jeśli więc zrozumiemy, jak działa sumienie i cnota, zobaczymy, że w życiu chrześcijańskim nie może być czegoś takiego jak "ślepe posłuszeństwo". Aby czynić dobro i unikać zła, musimy dokonać osądu na temat dobra, które należy czynić, lub zła, którego należy unikać; musimy zaangażować się w praktyczne rozumowanie na temat każdego proponowanego sposobu działania; wewnętrznie musimy dostosować się do prawdy i odrzucić fałsz. Chociaż istnieją ogólne zasady działania i normy bez wyjątku, tylko jednostka może w momencie działania wiedzieć i wybierać, co jest słuszne, a co nie; ta odpowiedzialność za siebie nie może być "delegowana" na inną osobę, która myśli i wybiera za nią.[9] Tak rozumiany prymat sumienia jest świadectwem tradycji katolickiej.[10] Oczywiście, będą sytuacje, w których jednostka będzie wiedziała i wybierała, co jest słuszne, a czego nie.

Oczywiście, zdarzają się sytuacje, w których polecenie jest wydawane komuś, kto podlega innemu, a podwładny nie widzi w nim żadnej trudności moralnej; w takiej sytuacji brak czegokolwiek budzącego sprzeciw w poleceniu zwalniałby go do wykonania go bez dalszego zastanawiania się. Nie chodzi tu o to, że rozumowanie moralne powinno być skomplikowane i czasochłonne (cnotliwa osoba z oświeconym sumieniem z łatwością podejmie pewne decyzje, nawet jeśli ich konsekwencją będzie cierpienie), ale raczej chodzi o to, że rozumowanie moralne zawsze działa i nie można się od niego uchylać, ani też nie powinno się go podejmować w imię rzekomo "świętszej" formy posłuszeństwa.

Jeśli jesteśmy przekonani, że coś istotnego, coś decydującego w wierze jest atakowane przez papieża lub jakiegokolwiek innego hierarchę, nie tylko wolno nam odmówić wykonania tego, o co jesteśmy proszeni lub co jest nam nakazane, nie tylko wolno nam odmówić wyrzeczenia się tego, co zostało nam niesprawiedliwie odebrane lub czego nam zakazano; jesteśmy do tego zobowiązani z powodu naszej miłości do samego Pana naszego, naszej miłości do Jego Mistycznego Ciała i naszej własnej miłości do naszych dusz.

Ponieważ jest to prawda, wszelkie kary za "nieposłuszeństwo" wobec rewolucjonistów byłyby bezprawne. Jeśli kara jest wymierzona na podstawie fałszywych przesłanek teologicznych lub kanonicznych, jest ona nieważna, tak jak kanoniczny proces i ekskomunika Joanny d'Arc zostały uznane za bezprawne dwadzieścia pięć lat po jej egzekucji z rąk skorumpowanego i politycznie motywowanego kleru.

Wyobraźmy sobie hierarchę, który zwalnia, zawiesza, ekskomunikuje lub stara się o laicyzację katolickiego księdza, ponieważ ten ksiądz kocha i przestrzega tradycji liturgicznej, a hierarcha nią gardzi i ją odrzuca[11]. Zawieszenie, ekskomunika, a nawet usunięcie ze stanu duchownego byłyby nieważne: jest sprzecznością, aby władza była używana przeciwko komuś, kogo jedynym "przestępstwem" jest "gorliwe trwanie w wierze, która została przekazana świętym" (por. Jud 3). Kapłan może nadal udzielać sakramentów jak poprzednio; jego zdolności pozostają nienaruszone.

Podkreślam: chodzi mi o księdza, który zostaje ukarany jedynie za "winę" przestrzegania tradycji liturgicznej, która nie jest winą, lecz świecącą cnotą; na przykład ksiądz, który zostaje zawieszony w czynnościach tylko za to, że nadal odprawia tradycyjną Mszę Świętą, mimo że miejscowy biskup ośmielił się tego zabronić; albo ksiądz, który zostaje usunięty z urzędu duszpasterskiego i obowiązków parafialnych, ponieważ nie może już z czystym sumieniem rozdawać Komunii Świętej na rękę. Niezmiennie, większość przełożonych w takich przypadkach wymyśla wyssane z palca oskarżenia, aby odwrócić uwagę od prawdziwego problemu.


Ktoś może zarzucić, że w gruncie rzeczy zaprzeczam, iż prawowita władza kościelna nadal istnieje, ponieważ gdyby tak było, każda sankcja nałożona przez nią na księdza, niezależnie od tego, czy jest on winny czy niewinny, byłaby nadal skuteczna "pro tempore": ksiądz, któremu odebrano fakultety, nie miałby ich w ogóle. Wszak prawo kanoniczne zakłada ważność działań na forum zewnętrznym.[12]

Odpowiadam, że takie rozumowanie byłoby prawdziwe w zwykłych czasach, ale nie w naszych nadzwyczajnych, w których władza kościelna, poprzez atak na tradycję liturgiczną i teologiczną, wystąpiła przeciwko wspólnemu dobru Kościoła, obalając swój własny cel, a w konsekwencji swój autorytet. Katolicy uznają prawo bardziej fundamentalne niż nakazy kanoniczne, takie, które koniecznie i całkowicie je warunkuje: "salus animarum suprema lex", zbawienie dusz jest prawem najwyższym. Dla zbawienia dusz istnieje cała struktura prawa kościelnego; nie ma ona innego celu, jak tylko ostatecznie chronić i promować dzielenie życia Chrystusa z ludzkością.

W normalnych warunkach prawo kościelne tworzy strukturę, w ramach której misja Kościoła może rozwijać się w sposób uporządkowany i pokojowy. Mogą jednak zdarzyć się sytuacje anarchii lub upadku, korupcji lub apostazji, w których zwyczajne struktury stają się raczej przeszkodą niż ułatwieniem w realizacji misji Kościoła. W takich przypadkach głos sumienia nakazuje, aby uczynić to, co konieczne, z rozwagą i miłością, dla wypełnienia suwerennego prawa. Na przykład, św. Atanazy Wielki został oficjalnie ekskomunikowany, ale i tak nie zawahał się kontynuować swojej działalności (w tym publicznego sprawowania liturgii), a wielu księży, którzy pozostali wierni pośród wymarcia hierarchii katolickiej w elżbietańskiej Anglii, wykonywało swoją posługę z pogwałceniem zwykłych norm kanonicznych, nawet przez kilka pokoleń.[13] Konwencjonalna linia argumentacji byłaby taka, że misja Kościoła w Kościele miała być wypełniana przez Kościół, i że misja Kościoła w świecie miała być wypełniana przez własne suwerenne prawo Kościoła, i że misja Kościoła w świecie miała być wypełniana przez Kościół.

Konwencjonalna linia argumentacji byłaby taka, że jeśli kompetencje kapłana zostały usunięte, może on nadal ważnie (ale nielegalnie) odprawiać Mszę świętą, udzielać chrztu, ostatnich obrzędów i bierzmowania (jeśli czyni to w momencie chrztu lub przyjęcia do Kościoła), ale nie może udzielać ważnego sakramentalnego rozgrzeszenia, chyba że w nagłych wypadkach, i nie może służyć jako świadek ważnego sakramentalnego małżeństwa. Nie chcąc zaprzeczać, że w grę wchodzą skomplikowane kwestie kanoniczne, nie możemy nie dostrzegać "słonia w pokoju": tradycyjna wiara katolicka jest bezprecedensowo atakowana przez tych właśnie ludzi, którzy powinni być jej głównymi zwolennikami i obrońcami. To już tworzy powszechny stan zagrożenia, który nie musi być "ogłoszony" jako taki. (Kto miałby go ogłosić? Oczywiście nie lawendowi moderniści, którzy są na najwyższych stanowiskach władzy i którzy czerpią korzyści, lub przynajmniej aprobują, z rozpadu katolickiej wiary i moralności). Prawo nie przewiduje każdej sytuacji i z pewnością w grę muszą wchodzić kanoniczne zasady słuszności i epikeia. Prawo kanoniczne istnieje po to, by ułatwiać uwielbienie Boga i uświęcenie Jego ludu, a nie po to, by tworzyć przeszkody i utrudnienia w tym względzie.[14] Prawo kanoniczne nie powinno być używane jako narzędzie do uwielbienia Boga i uświęcenia Jego ludu.

Kiedy płonie budynek, staramy się ugasić pożar i ratować ofiary wszelkimi dostępnymi środkami, a nie czekać na przyjazd straży pożarnej, zwłaszcza jeśli wiemy z gorzkiego doświadczenia, że komendant straży pożarnej jest nieobecny na stanowisku, albo śpi, albo jest pijany, albo przekonany, że pożary są korzystne, a większość strażaków to łobuzy, których metody nie działają, albo, co gorsza, są opłacani przez sabotażystów, aby rozpylać paliwo na ogień. Za kryzys w Kościele nie należy winić tych, którzy świadomi obowiązku w oczach Boga i powinności wobec cierpiących braci, odpowiedzieli Mu najlepiej jak potrafili, używając błyszczącej broni posłuszeństwa wobec najwyższego prawa, które rządzi ponad wszystkimi innymi.

źródło,przypisy- adelantelafe.com/…encia-una-consideracion-clave-para-nuestro-tiempo/

Kapłan posłuszny Bogu nigdy nie będzie podawał Komunie na rękę. Wielu narzeka że ludzie przestają ich szanować , jeśli oni nie szanują Boga i mają Go za nic , przez to że pozwalają (bardziej świadomie niż ludzie), aby ludzie po Bogu deptali ... niszczą wszelkie sacrum ... są winni ... ludzie stopniowo przez nich stracą potrzebę czczenia Boga. niszczą wiarę w imię odrzucenia posłuszeństwa Bogu.

Nowoczesna komunia na rękę została poczęta w nieposłuszeństwie, a jej owocem są niezliczone przejawy braku szacunku dla Chrystusa Eucharystycznego.
Nieprawidłowa, modernistyczna współczesna praktyka Komunii na rękę
Komunia na rękę: historia niesławnego świętokradztwa, od początków

TYLKO KAPŁAN MOŻE UDZIELAĆ KOMUNII ŚW
„Chrystus sam konsekrował swe Ciało, i sam dawał je do spożywania”-Święty Tomasz z Akwinu
Święty Tomasz z Akwinu - Doktor Kościoła , największa postać teologiczna w Kościele, gdzie cała doktryna jest oparta i ugruntowana w „Sumie Teologicznej” - Część IIIa - Pytanie 82, o rozdawaniu Eucharystii, mówi:

Wykład: Są trzy powody, dla których rozdawnictwo Chrystusowego Ciała należy do kapłana.
Po pierwsze, jak wiemy, kapłan konsekruje Eucharystię z ramienia Chrystusa. Chrystus sam konsekrował swe Ciało na Ostatniej Wieczerzy, podobnie też sam dawał je do spożywania. Toteż zarówno konsekrowanie Ciała Chrystusa, jak i Jego rozdawnictwo należy do kapłana.