Clicks3.6K
Radek33
67

A.K.Emmerich o wyglądzie,prawdziwych imionach Trzech Królów,ich drodze i dacie Bożego Narodzenia

(...)"Widziałam odtąd wszystkich trzech świętych królów razem.Ostatni z przybyłych mieszkający najdalej Teokeno,miał piękną bursztynową karnację.Każdy z trzech królów miał przy sobie czterech bliskich krewnych lub przyjaciół rodziny,tak iż wraz z królami w orszaku podróżowało piętnaście szlachetnie urodzonych osób,którym towarzyszyła cała rzesza poganiaczy wielbłądów i służby.Wśród młodzieńców ze świty rozpoznaję Eleazara jako tego,który później został męczennikiem i którego relikwie mam w posiadaniu.Po południu zapytana ponownie przez swego spowiednika,o imiona świętych trzech królów,odpowiedziała:"Menzor,ten o brązowej karnacji ,po śmierci Chrystusa,otrzymał na chrzcie od św.Tomasza imię:Leander;Teokoeno,ten żółtawy,sędziwy ,który u Jezusa w obozie Menzora w Arabii chorował,został ochrzczony przez św.Tomasza imieniem:Leo.Brązowy,który w czasie odwiedzin Jezusa już nie żył ,nazywał się Seir lub Sair.
Jej spowiednik zapytał,jakim imieniem został więc ochrzczony?Mistyczka nie zbita z tropu odpowiedziała z uśmiechem:"Był już przecież martwy,więc otrzymał chrzest pragnienia".Spowiednik powiedział,że nigdy w życiu nie słyszał tego imienia.Jak to się stało,że otrzymali takie imiona:Kacper,Melchior i Baltazar?
Mistyczka odpwoiedziała:"Cóż,tak ich nazwano,ponieważ pasuje to do ich charakterów;ich imiona oznaczają:
1.Idzie z miłością;
2.Chodzi wokoło,przychodzi z dobrym słowem,przystępuje łagodnie;
3.Działa energicznie zgodnie ze swoją wolą i dostosowuje ją do woli Boga.

(...)"Menzor ,ten o brązowej karanacji był Chaldejczykiem.Sair ,o brunatnym kolorze skóry był u niego już w chwili narodzin Chrystusa,gotowy do drogi.Teokeno,ten żółtawy pochodził z Mecji,kraju położonego wyżej.Sair mieszkał 3 dni drogi od brązowego Menzora,Teokeno zaś był oddalony o 5 takich dni.Menzor i Sair w gwiazdach zobaczyli narodziny Jezusa i wyruszyli pierwsi razem i już następnego dnia razem wyruszyli z orszakiem.Teokeno miał to samo widzenie i z pośpiechem podążył za nimi.
...(...)"Droga ich trwała około 700 godzin i jeszcze trochę,mieli do przebycia mniej więcej 60 dni drogi;
każdy liczony dzień po 12 godzin,ale dzięki wytrzymałości i szybkości zwierząt jucznych ,podróżując często dzień i noc ,przebyli tę odległość w ciągu 33 dni."(...)(stąd data narodzin Pana Jezusa wg mistyczki ,to 25 XI)

(...)Kraje Trzech Królów leżały w ten sposób, iż wszystkie razem tworzyły trójkąt. Menzor i Sair mieszkali bliżej siebie, Teokeno mieszkał najdalej.
Zdawało się, jakoby św. Józef wiedział o ich przybyciu. Czy się o tym w Jerozolimie lub podczas widzenia dowiedział, nie wiem; lecz wśród dnia widziałam go przynoszącego rozmaite przedmioty z Betlejem, owoce, miód i zioła. Widziałam też, że grotę starannie uprzątnął, że ową odgrodzoną komórkę u wejścia zupełnie zestawił drzewo zaś i sprzęty kuchenne przed drzwi pod schronisko wyniósł. Gdy orszak zeszedł w dolinę groty z żłóbkiem, zsiedli i zaczęli rozbijać namiot; ludzie zaś, którzy z Betlejem za nimi byli pobiegli, powrócili znowu do miasta. Już rozbili część namiotu, gdy znowu ujrzeli ponad grotą gwiazdę, a w niej zupełnie wyraźnie Dzieciątko. Stała tuż nad żłóbkiem, swą wstęgą lśniącą prosto nań wskazując. Odkryli głowy i widzieli, iż gwiazda się powiększała, jakoby się zbliżała i na dół opuszczała. Zdaje mi się, iż widziałam ją wzrastającą do wielkości prześcieradła.

Z początku byli bardzo zdziwieni. Było już ciemno, nie było widać żadnego domu, tylko pagórek żłóbka podobny do wału. Lecz wnet niezmiernie byli uradowani i szukali wejścia do groty. Menzor, otworzywszy drzwi, spostrzegł grotę pełną blasku i Maryję z Dzieciątkiem w głębi siedzącą, zupełnie podobną do owej dziewicy, którą zawsze w gwieździe widzieli. Król wyszedł i oznajmił to dwom drugim. Teraz wszyscy trzej wstąpili w przedsionek. Widziałam, że Józef wyszedł do nich ze starym pastuszkiem i bardzo uprzejmie z nimi rozmawiał. Powiedzieli mu prostodusznie, iż przybyli, by nowonarodzonemu królowi żydów, którego gwiazdę widzieli, pokłon oddać i dary mu ofiarować. Józef powitał ich z pokorą.(...)
Teraz weszło drzwiami najpierw dwóch młodzieńców, należących do drużyny Menzora, zaścielając drogę aż do żłóbka dywanami. Gdy się oddalili, wstąpił Menzor z swymi czterema towarzyszami; sandały odłożyli. Dwaj słudzy nieśli za nimi aż do groty z żłóbkiem tacę z darami; przy wejściu odebrał im Menzor tacę i uklęknąwszy, położył ją przed Maryją na ziemię. Dwaj inni królowie ustawili się ze swymi towarzyszami w przedsionce groty.

Grotę widziałam pełną nadprzyrodzonego światła. Naprzeciw wejścia, na miejscu narodzenia, była Maryja w postawie więcej leżącej, aniżeli siedzącej, oparta na jedno ramię, obok Niej Józef, a po jej prawej stronie leżało Dzieciątko Jezus w kołysce, podwyższonej i kobiercem pokrytej. Gdy wszedł Menzor, Maryja podniosła się w postawie siedzącej, spuściła welon na twarz, i wzięła zakryte Dzieciątko do siebie na łono.
Lecz odchyliła zasłonę, tak że górną część ciała aż do ramionek było widać odkrytą, i trzymała Dzieciątko w postawie prostej, oparte o piersi, podpierając Mu główkę jedną ręką. Miało rączki na piersiach, jakby modląc się, było bardzo miłe, jaśniejące i ujmowało wszystkich wokoło. Menzor, upadłszy przed Maryją na kolana, pochylił głowę, złożył ręce na krzyż na piersiach i ofiarując dary, wymawiał pobożne słowa. Potem wyjąwszy z worka u pasa garść długich jak palec grubych i ciężkich pręcików, które u góry były cienkie, w środku zaś ziarniste i złociste, położył je z pokorą, jako swój dar, Maryi obok Dzieciątka na łono, a Maryja przyjąwszy je uprzejmie i pokornie przykryła rąbkiem swego płaszcza. Towarzysze Menzora stali za nim z głową głęboko pochyloną. Menzor ofiarował
złoto, ponieważ był pełen wierności i miłości i ponieważ z niewzruszonym nabożeństwem i usiłowaniem zawsze szukał zbawienia.

Gdy on i jego towarzysze się usunęli, wszedł Sair ze swymi czterema towarzyszami i upadł na kolana. W ręku niósł złotą łódkę z kadzidłem, pełną małych, zielonych ziaren jak żywica. Ofiarował
kadzidło, ponieważ ochoczo i z uległością, lgnął do woli Bożej i z wszelką gotowością szedł za nią. Położył swój dar na małą tacę i trwał długo w postawie klęczącej.
Po nim zbliżył się Teokeno, najstarszy. Nie mógł klęczeć, był bowiem za stary i za otyły. Stał schylony i położył na tacę złotą łódkę z zielonym, delikatnym zielem. Było jeszcze zupełnie świeże i żywe, stało prosto jak wspaniały, zielony krzew z białymi kwiatkami.

Przyniósł
mirry, albowiem mirra oznacza umartwienie i pokonane namiętności. Zacny ten mąż zwalczył ciężkie pokusy do bałwochwalstwa i do wielożeństwa. Bardzo długo pozostawał przed Dzieciątkiem Jezus, tak, iż obawiałam się o owych dobrych ludzi z drużyny, którzy bardzo cierpliwie na dworze przed wejściem czekali, ażeby wreszcie i oni Dzieciątko Jezus zobaczyć mogli.
Mowy królów i wszystkich, którzy po nich przystępowali i odchodzili, były prostoduszne i jakby upojone miłością. Opiewały one mniej więcej w ten sposób: “Widzieliśmy Jego gwiazdę i wiemy, że On jest królem ponad wszystkie króle. Przychodzimy oddać Mu pokłon, i ofiarować dary." Wśród łez najserdeczniejszych polecali Dzieciątku Jezus siebie, swoje rodziny, swój kraj, swych ludzi, swój majątek, wszystko, co tylko na świecie dla nich wartość miało; iżby przyjął ich serca, ich dusze,wszystkie ich uczynki i myśli, iżby ich oświecił, obdarzył wszelaką cnotą, a ziemię nawiedził szczęściem, pokojem i miłością. Trudno wypowiedzieć, jaką pałali miłością i pokorą i jak łzy radości spływały po ich licach i po brodzie najstarszego. Było im bardzo błogo, wydawało im się, jakoby w gwieździe przybyli, za którą ich przodkowie tak długo wytrwale tęsknili i w którą z takim upragnieniem się wpatrywali. Była w nich wszelaka radość ze spełnionej obietnicy od tylu wieków.(...)

Dary królów, materie, płaszcze, złote naczynia, słowem wszystko użyte zostało po Zmartwychwstaniu do pierwszego nabożeństwa.

Żródło:Na podstawie fragmentów A.K.Emmerich"Życie Maryi",oraz
sanctus.pl/index.php
olek19801 likes this.
Ja wolę Marię Valtortę. U niej jest zupełnie niemal inaczej - bardziej jak się potocznie uważa. Kościół tamtej nie beatyfikował, Emmerich owszem, ale nie jest to równoznaczne z nieomylnością objawień - z tego, co kiedyś czytałem, Katarzyna nie pisała bezpośrednio po widzeniu - bardzo długi czas później i chyba nawet nie ona pisała tylko spowiednik. W sumie droga od widzenia do spisania tak …More
Ja wolę Marię Valtortę. U niej jest zupełnie niemal inaczej - bardziej jak się potocznie uważa. Kościół tamtej nie beatyfikował, Emmerich owszem, ale nie jest to równoznaczne z nieomylnością objawień - z tego, co kiedyś czytałem, Katarzyna nie pisała bezpośrednio po widzeniu - bardzo długi czas później i chyba nawet nie ona pisała tylko spowiednik. W sumie droga od widzenia do spisania tak odległa, że mogły powstać bajeczki. Oczywiście - nie ma tu błędów doktrynalnych, więc bez żadnej szkody można sobie ją czytać, a nawet bardzo dobrze, bo pisze rozwlekle, zamiast oglądać seriale czy bajki Disneya to znacznie lepsza opcja. Dlatego nawet Katarzynę bym polecał. Lepiej (nawet jeśli się nie mylę i rzeczywiście są to bajki) zapychać wyobraźnię czymś takim niż powszechnym medialnym bezbożnictwem. Ale Marię Valtortę polecam zdecydowanie bardziej!
u M Valtorty: czucie i wiara silniej mowi do mnie niz medrca szkielko i oko
Katarzyna_M likes this.
antonio 64_64 likes this.
Radek33
Dziś na kazaniu usłyszałem,że trzej mędrcy bez problemu idąc za gwiazdą odnaleźli Pana Jezusa.Wg tego co pisała w Żywocie Maryi błogosławiona mistyczka nie jest to prawda,gdyż Królowie długo nie mogli znaleźć Świętej Rodziny,bo nie spodziewali się że Mesjasz narodzi się w stajence,pytali mieszkańców z okolicy i nikt nic nie wiedział ani nie widział.To ich zszokowało i bardzo się przestraszyli i …More
Dziś na kazaniu usłyszałem,że trzej mędrcy bez problemu idąc za gwiazdą odnaleźli Pana Jezusa.Wg tego co pisała w Żywocie Maryi błogosławiona mistyczka nie jest to prawda,gdyż Królowie długo nie mogli znaleźć Świętej Rodziny,bo nie spodziewali się że Mesjasz narodzi się w stajence,pytali mieszkańców z okolicy i nikt nic nie wiedział ani nie widział.To ich zszokowało i bardzo się przestraszyli i tracili nadzieję że ich misja ma sens,czy to wszystko prawda.Niestety nie ma na internecie opisu drogi Trzech Króli,który obszernie i dokładnie został opisany w wizji niemieckiej mistyczki. Opis wyglądu i drogi w wielkim skrócie spisywalem ręcznie z książki
wacula25wp.pl likes this.
Tymoteusz likes this.
A w mojej parafii ksiądz namawiał do pisania na drzwiach literek J+M+J.
Kolejna mądrość etapu.
Radek33
A jak to uzasadnił?Co oznacxają te litery?
Twierdzi, że J+M+J symbolizują imiona Świętej Rodziny: Jezusa, Maryi i Józefa.
I w ten sposób robi się jeszcze większy bałagan i niepotrzebne zamieszanie.
xmireknowak likes this.
wacula25wp.pl likes this.