Clicks963
m.rekinek
2

Testy PCR na COVID-19 z naukowego punktu widzenia są pozbawione sensu – Torsten Engelbrecht i Konstantin Demeter

Testy PCR na COVID-19 z naukowego punktu widzenia są pozbawione sensu – Torsten Engelbrecht i Konstantin Demeter

Testy PCR na COVID-19

PCR-yzm czyli współczesny łysenkizm – prof. dr hab. Roman Zieliński

Chociaż cały świat polega na testach RT-PCR w celu „diagnozowania” infekcji Sars-Cov-2, to nauka jasno stwierdza, że nie nadają się one do tego celu.

Blokady krajów [lockdown] i środki higieny na całym świecie są oparte na liczbie przypadków i wskaźnikach śmiertelności uzyskanych za pomocą tzw. testów SARS-CoV-2 RT-PCR stosowanych do identyfikacji pacjentów „pozytywnych”, przy czym „pozytywny” jest zwykle utożsamiany z „zakażonym”.


Testy PCR na COVID-19

Jednak przyglądając się bliżej faktom, wniosek jest taki, że te testy PCR są pozbawione sensu jako narzędzie diagnostyczne mające służyć do ustalenia rzekomego zakażenia rzekomo nowym wirusem o nazwie SARS-CoV-2.

Bezzasadna mantra „Testuj, testuj, testuj…

Na briefingu medialnym na temat COVID-19 16 marca 2020 roku dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział:

„Mamy proste przesłanie dla wszystkich krajów: testuj, testuj, testuj.”

Przesłanie to zostało rozpowszechnione w nagłówkach na całym świecie, na przykład przez Reutersa i BBC.

Inicjatywa na rzecz Godnych Zaufania Wiadomości [Trusted News Initiative] ogłasza plany zwalczania szkodliwych dezinformacji związanych z koronawirusem.

Jeszcze 3 maja prezenter Heute – jednego z najważniejszych magazynów informacyjnych w niemieckiej telewizji ZDF – przekazywał swoim widzom mantrę dogmatu koronowego ze słowami upomnienia:


Testuj, testuj, testuj – to w tej chwili credo i jest to jedyny sposób, aby naprawdę zrozumieć, jak bardzo rozprzestrzenia się koronawirus.”

To wskazuje, że wiara w słuszność testów PCR jest tak silna, że równa się ona religii, która nie toleruje praktycznie żadnej sprzeczności.

Walter Lippmann

Jednak powszechnie wiadomo, że w religiach chodzi o wiarę, a nie o fakty naukowe. I jak powiedział Walter Lippmann, dwukrotny laureat Nagrody Pulitzera i być może najbardziej wpływowy dziennikarz XX wieku: „Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele.” – The Stakes of Diplomacy

Walter Lippmann – ojciec współczesnego dziennikarstwa


Kary Mullis

Warto zaznaczyć, że sam Kary Mullis, wynalazca technologii reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR), nie myślał tak jak dzisiejsi powtarzacze. Jego wynalazek przyniósł mu nagrodę Nobla w dziedzinie chemii w 1993 roku.

Niestety, Kary Mullis zmarł 7 sierpnia 2019 roku w wieku 74 lat, ale nie ma wątpliwości, że biochemik uznał PCR za niewłaściwy do wykrywania infekcji wirusowej.

Powodem jest to, że zamierzonym zastosowaniem technologii PCR było, i nadal jest, zastosowanie jako techniki produkcyjnej, będącej w stanie replikować sekwencje DNA miliony i miliardy razy, a nie jako narzędzia diagnostycznego do wykrywania chorób.

Jak ogłoszenie pandemii wirusowej w oparciu o testy PCR może zakończyć się katastrofą zostało opisane przez Ginę Kolata w jej artykule z 2007 roku w New York Timesie w Faith in Quick Test Leads to Epidemic That Wasn’t”.

Zaprenumeruj nas przez e-mail *

Imię


Brak obowiązującego złotego standardu

Co więcej, warto wspomnieć, że testy PCR wykorzystywane do identyfikacji tzw. pacjentów COVID-19 prawdopodobnie zainfekowanych przez tzw. SARS-CoV-2 nie posiadają obowiązującego złotego standardu, z którym można by je porównać.

Jest to kwestia zasadnicza. Testy muszą być oceniane w celu określenia ich precyzyjności – ściśle mówiąc „czułości”[1] i „swoistości” – w porównaniu ze „złotym standardem”, czyli najdokładniejszą dostępną metodą.


Sanjaya Senanayake

Na przykład, dla testu ciążowego złotym standardem byłaby sama ciąża. Australijski specjalista od chorób zakaźnych Sanjaya Senanayake, na przykład, stwierdził w wywiadzie dla ABC TV w odpowiedzi na pytanie „Jak dokładny jest test [COVID-19]?”:

„Gdybyśmy mieli nowy test na wychwytywanie [bakterii] Gronkowca złocistego we krwi, mamy już posiew krwi, to jest nasz złoty standard, który stosujemy od dziesięcioleci, i moglibyśmy dopasować ten nowy test do tego. Ale dla COVID-19 nie mamy złotego standardu dla testu.” – COVID-Tests, Sanjaya Senanayake

Jessica C. Watson

Potwierdza to Jessica C. Watson z Uniwersytetu w Bristolu. W swoim artykule „Interpretacja wyników testu na COVID-19”, opublikowanym niedawno w czasopiśmie The British Medical Journal, pisze że „brakuje takiego jednoznacznego „złotego standardu” dla testów na COVID-19”.

Ale zamiast klasyfikować testy jako nieodpowiednie do wykrywania SARS-CoV-2 i diagnozy COVID-19, czy też zamiast wskazywać, że tylko wirus, udowodniony poprzez izolację i oczyszczanie, może być solidnym złotym standardem, Watson z całą powagą twierdzi, że „pragmatycznie” sama diagnoza COVID-19, w tym również same testy PCR, „mogą być najlepszym dostępnym ‘złotym standardem’.” Ale to nie jest naukowo uzasadnione.

Wywiad z dr Stefanem Lanka o błędach metodologicznych w izolowaniu wirusów
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz
O tworzeniu pojęć klasowych oraz teoriach adekwatnych, kulawych i skaczących – Leon Petrażycki

Pomijając fakt, że przyjęcie samego testu PCR jako części złotego standardu do oceny testu PCR jest całkowicie absurdalne, nie ma szczególnych, charakterystycznych objawów dla COVID-19, jak przyznały nam nawet takie osoby jak Thomas Löscher, były kierownik Katedry Zakażeń i Medycyny Tropikalnej na Uniwersytecie w Monachium i członek Federalnego Stowarzyszenia Internistów Niemieckich[2].

A jeśli nie ma wyróżniających się specyficznych symptomów dla COVID-19, diagnoza COVID-19 – wbrew twierdzeniu Watson – nie może być odpowiednia jako obowiązujący złoty standard.

Ponadto „eksperci”, tacy jak Jessica Watson, pomijają fakt, że tylko izolacja wirusa, czyli jednoznaczny dowód na obecność wirusa, może być złotym standardem.

Dlatego też zapytałem Jessice Watson, jak diagnoza COVID-19 „może być najlepszym dostępnym złotym standardem”, jeśli nie ma charakterystycznych, specyficznych objawów dla COVID-19, a także czy sam wirus, czyli izolacja wirusa, nie byłby najlepszym dostępnym/ możliwym złotym standardem. Ale ona jeszcze nie odpowiedziała na te pytania – mimo wielu próśb. I jeszcze nie odpowiedziała na nasz wpis z szybką odpowiedzią [BMJ] na jej artykuł, w którym poruszamy dokładnie te same kwestie, choć napisała do nas 2 czerwca: „Postaram się zamieścić odpowiedź jeszcze w tym tygodniu, kiedy będę miała okazję”.


Brak dowodu na to, że RNA jest pochodzenia tylko wirusowego.

Teraz pytanie brzmi: Co jest potrzebne najpierw do wyizolowania/udowodnienia wirusa? Musimy wiedzieć, skąd pochodzi RNA, dla którego kalibrowane są testy PCR.

Zgodnie z podręcznikami (np., White/Fenner. Medical Virology, 1986, str. 9) i wiodącymi badaczami wirusów, takimi jak Luc Montagnier czy Dominic Dwyer, stwierdza się, że oczyszczenia cząstki – czyli oddzielenie obiektu od wszystkiego innego, co nie jest tym obiektem, np. laureatka Nagrody Nobla Marie Curie oczyściła 100 mg chlorku radu w 1898 roku, wydobywając go z ton blendy uranowej – jest niezbędnym warunkiem wstępnym do udowodnienia istnienia wirusa, a tym samym udowodnienia, że RNA z danej cząsteczki pochodzi z nowego wirusa.

Powodem tego jest fakt, że metoda PCR jest niezwykle czuła, co oznacza, że może wykryć nawet najmniejsze kawałki DNA lub RNA – ale nie może określić, skąd te cząsteczki pochodzą. Trzeba to ustalić wcześniej.

A ponieważ testy PCR są skalibrowane dla sekwencji genów (w tym przypadku sekwencji RNA, ponieważ SARS-CoV-2 jest uważany za wirusa RNA), musimy wiedzieć, że te fragmenty genu są częścią poszukiwanego wirusa. I aby to wiedzieć, należy wykonać prawidłową izolację i oczyszczenie domniemanego wirusa.

W związku z tym poprosiliśmy o pomoc zespoły naukowe od referencyjnych artykułów, określone w kontekście SARS-CoV-2, o potwierdzenie, czy zdjęcia mikroskopowe elektronowe przedstawione w eksperymentach in vitro pokazują oczyszczone wirusy.

Jednak żaden z zespołów nie mógł odpowiedzieć na to pytanie „tak” – i uwaga, nikt nie powiedział, że oczyszczenie nie jest koniecznym krokiem. Otrzymaliśmy tylko odpowiedzi typu „Nie, nie otrzymaliśmy mikrografu elektronowego pokazującego stopień oczyszczenia” (patrz poniżej).

Zapytaliśmy kilku autorów badań „Czy wasze mikrografy elektronowe pokazują oczyszczony wirus?”, udzielili następujących odpowiedzi:


Badanie 1: Leo L. M. Poon; Malik Peiris. „Emergence of a novel human coronavirus threatening human health” Nature Medicine, marzec 2020 r.
Autor udzielający odpowiedzi: Malik Peiris
Data: 12 maja 2020 r.
Odpowiedź: „Obraz jest wirusem pączkującym z zainfekowanej komórki. To nie jest oczyszczony wirus.”
Badanie 2: Myung-Guk Han et al. „Identification of Coronavirus Isolated from a Patient in Korea with COVID-19”, Osong Public Health and Research Perspectives, luty 2020 r.
Autor udzielający odpowiedzi: Myung-Guk Han
Data: 6 maja 2020 r.
Odpowiedź: „Nie mogliśmy oszacować stopnia oczyszczenia, ponieważ nie oczyszczamy i nie koncentrujemy wirusa hodowanego w komórkach.”
Badanie 3: Wan Beom Park et al. „Virus Isolation from the First Patient with SARS-CoV-2 in Korea”, Journal of Korean Medical Science, 24 lutego 2020 r.
Autor udzielający odpowiedzi: Wan Beom Park
Data: 19 marca 2020 r.
Odpowiedź: „Nie otrzymaliśmy mikrografu elektronowego pokazującego stopień oczyszczenia.”
Badanie 4: Na Zhu et al., „A Novel Coronavirus from Patients with Pneumonia in China”, 2019, New England Journal of Medicine, 20 lutego 2020.
Autor udzielający odpowiedzi: Wenjie Tan
Data: 18 marca 2020 r.
Odpowiedź: „[Pokazujemy] obraz osadowych cząsteczek wirusa, nie oczyszczonych.”

Odnośnie wspomnianych artykułów, to oczywiste jest, że to, co zostało pokazane w mikrografach [lub mikrofotografiach] elektronowych (EM), jest końcowym wynikiem eksperymentu, co oznacza, że nie ma innego rezultatu, z którego mogły one wytworzyć EM.

Oznacza to, że jeśli autorzy tych badań przyznają, że opublikowane przez nich mikrofotografie elektronowe nie wykazują oczyszczonych cząstek, to na pewno nie posiadają oczyszczonych cząstek, które są uznawane za wirusowe. (W tym kontekście należy zauważyć, że niektórzy badacze używają w swoich pracach terminu „izolacja”, ale opisane tam procedury nie reprezentują właściwego procesu izolacji (oczyszczania). W związku z tym, w tym kontekście termin „izolacja” jest niewłaściwie używany).

Tak więc autorzy czterech głównych, wczesnych opracowań z początku 2020 roku, twierdzący, że odkryli nowy koronawirus przyznają, że nie mieli żadnych dowodów na to, że źródłem genomu wirusa były cząsteczki podobne do wirusów lub szczątki komórkowe, czyste lub zanieczyszczone, czy też wszelkiego rodzaju cząsteczki. Innymi słowy, istnienie RNA SARS-CoV-2 jest oparte na wierze, a nie na faktach.


Dr Charles Calisher

Skontaktowaliśmy się również z doktorem Charlesem Calisherem, który jest doświadczonym wirusologiem. W 2001 roku Science opublikowała „gorący apel… do młodego pokolenia” od kilku weteranów-wirologów, w tym dr Calishera:

„[nowoczesne metody wykrywania wirusów, takie jak] elegancka reakcja łańcuchowa polimerazy […] mówią niewiele lub nic o tym, jak wirus się namnaża, jakie zwierzęta są ich nosicielami, lub jak wywołuje choroby. [To jest] jak próba stwierdzenia, czy ktoś ma nieświeży oddech, patrząc na jego odcisk palca.”[3]

Dlatego zapytaliśmy doktora Calishera, czy zna jeden artykuł, w którym SARS-CoV-2 został wyizolowany i ostatecznie naprawdę oczyszczony. Jego odpowiedź:

„Nie znam żadnej takiej publikacji. Miałem na oku jedną.”[4]

W rzeczywistości oznacza to, że nie można stwierdzić, iż sekwencje genów RNA, które naukowcy pobrali z próbek tkanek przygotowanych we wspomnianych badaniach in vitro i dla których ostatecznie „kalibruje się” testy PCR, należą do konkretnego wirusa – w tym przypadku SARS-CoV-2.

Ponadto nie ma naukowych dowodów na to, że te sekwencje RNA są czynnikiem sprawczym tzw. COVID-19.

W celu ustalenia związku przyczynowego, w ten czy inny sposób, tj. poza wyizolowaniem i oczyszczeniem wirusa, absolutnie konieczne byłoby przeprowadzenie eksperymentu spełniającego cztery postulaty Kocha. Ale nie ma takiego eksperymentu, jak niedawno ujawnili Amory Devereux i Rosemary Frei dla OffGuardiana.

O konieczności spełnienia tych postulatów dotyczących SARS-CoV-2 świadczy również fakt, że podjęto próby ich spełnienia. Ale nawet naukowcy twierdzący, że to zrobili, w rzeczywistości nie odnieśli sukcesu.

Jednym z przykładów jest badanie opublikowane 7 maja w Nature. Próba ta, oprócz innych procedur unieważniających badanie, nie spełniła żadnego z postulatów.

Na przykład rzekome „zainfekowane” myszy laboratoryjne nie wykazywały żadnych istotnych objawów klinicznych, które można by jednoznacznie przypisać zapaleniu płuc, a które według trzeciego postulatu powinny faktycznie wystąpić, gdyby naprawdę działał tam niebezpieczny i potencjalnie śmiertelny wirus. A niewielka szczecina i utrata masy ciała, które zaobserwowano u zwierząt tymczasowo, są nieistotne, nie tylko dlatego, że mogły zostać spowodowane przez samą procedurę, ale również dlatego, że masa ciała powróciła do normy.

Ponadto, żadne zwierzę nie umarło, z wyjątkiem tych, które zabili do przeprowadzenia autopsji. I nie zapominajmy o tym: Te eksperymenty powinny były zostać przeprowadzone przed opracowaniem testu, a tak nie jest.

Znamienne, żaden z czołowych niemieckich przedstawicieli oficjalnej teorii o SARS-Cov-2/COVID-19 – czyli Instytut Roberta Kocha (RKI), Alexander S. Kekulé (Uniwersytet w Halle), Hartmut Hengel i Ralf Bartenschlager (Niemieckie Towarzystwo Wirusologiczne), wspomniany już Thomas Löscher, Ulrich Dirnagl (Charité Berlin) czy Georg Bornkamm (emerytowany wirusolog i profesor w Helmholtz-Zentrum Monachium) – nie był w stanie odpowiedzieć na następujące pytanie, które im wysłałem:


„Jeśli cząstki, co do których twierdzi się, że są SARS-CoV-2 nie zostały oczyszczone, to jak możecie być pewni, że sekwencje genów RNA tych cząstek należą do konkretnego nowego wirusa?”
Zwłaszcza, jeśli istnieją badania wykazujące, że substancje takie jak antybiotyki, które są dodawane do probówek w eksperymentach in vitro przeprowadzonych w celu wykrywania wirusów, mogą ‚stresować’ kulturę komórkową w taki sposób, że powstają nowe sekwencje genów, które wcześniej nie były wykrywalne – aspekt, na który laureatka Nagrody Nobla Barbara McClintock zwróciła już uwagę podczas przemówienia na uroczystości wręczenia nagrody Nobla w 1983 roku „.


Nie można nie wspomnieć, że w końcu dorwaliśmy Charité – pracodawcę Christiana Drostena, najbardziej wpływowego niemieckiego wirusologa w odniesieniu do COVID-19, doradcę niemieckiego rządu i współtwórcę testu PCR, który jako pierwszy został „zaakceptowany” (nie zatwierdzony/zwalidowany!) przez WHO na całym świecie – aby odpowiedział na pytania w tym temacie.

Jednak odpowiedzi uzyskaliśmy dopiero 18 czerwca 2020 roku, po miesiącach braku odpowiedzi. Ostatecznie udało nam się to osiągnąć tylko dzięki pomocy berlińskiej prawniczki Viviane Fischer.

Odnośnie naszego pytania „Czy Charité przekonało samo siebie, że przeprowadzono odpowiednie oczyszczanie cząstek?”, Charité przyznaje, że nie używało oczyszczonych cząstek.

I chociaż twierdzą, że „wirusolodzy z Charité są pewni, że testują na obecność wirusa„, to w swoim artykule (Corman i in.) stwierdzają:


„RNA ekstrahowano z próbek klinicznych za pomocą systemu MagNA Pure 96 (Roche, Penzberg, Niemcy) oraz z supernatantów z hodowli komórkowej za pomocą wirusowego mini zestawu RNA (QIAGEN, Hilden, Niemcy), ”

Co oznacza, że po prostu zakładali, że RNA jest wirusowe.

Nawiasem mówiąc, artykuł Cormana i innych, opublikowany 23 stycznia 2020 r., nie przeszedł nawet właściwego procesu wzajemnej recenzji, a nakreślonym w nim procedurom nie towarzyszyły kontrole – choć tylko dzięki tym dwóm rzeczom praca naukowa staje się naprawdę solidna.


Irracjonalne wyniki testów

Pewnym jest również, że nie możemy poznać wskaźnika fałszywie dodatnich testów PCR bez szeroko zakrojonych testów osób, które z pewnością nie mają wirusa, co potwierdzono metodą niezależną od testu (posiadającą mocny złoty standard).

Trudno się zatem dziwić, że istnieje kilka prac ilustrujących irracjonalne wyniki testów.

Na przykład już w lutym urząd ds. zdrowia w chińskiej prowincji Guangdong poinformował, że ludzie, którzy w pełni wyzdrowieli z choroby którą nazywali COVID-19, zaczęli testować „negatywnie”, a następnie ponownie testowali „pozytywnie”.

Miesiąc później, artykuł opublikowany w Journal of Medical Virology wykazał, że 29 z 610 pacjentów w szpitalu w Wuhan miało od 3 do 6 wyników testów, ze zmiennymi wynikami, między „negatywnym”, „pozytywnym” i „wątpliwym”.

Trzecim przykładem jest badanie z Singapuru, w którym testy były przeprowadzane prawie codziennie na 18 pacjentach, a większość z nich przeszła od wyników „pozytywnych” do „negatywnych” i z powrotem do „pozytywnych” co najmniej raz, a nawet do pięciu razy u jednego pacjenta.

Nawet Wang Chen, prezes Chińskiej Akademii Nauk Medycznych, przyznał w lutym, że testy PCR są „tylko w 30 do 50 procent dokładne„; podczas gdy Sin Hang Lee z Laboratorium Diagnostyki Molekularnej Milford wysłał list do zespołu WHO ds. odpowiedzi na koronawirusy i do Anthony’ego S. Fauciego 22 marca 2020 roku, mówiąc to:


„W mediach społecznościowych szeroko zgłaszano, że zestawy testowe RT-qPCR [ilościowa PCR z odwrotną transkryptazą] stosowane do wykrywania RNA SARSCoV-2 w próbkach ludzkich generują wiele fałszywie pozytywnych wyników i nie są wystarczająco czułe, aby wykryć niektóre prawdziwie pozytywne przypadki.”

Innymi słowy, nawet jeśli teoretycznie założymy, że te testy PCR mogą naprawdę wykryć infekcję wirusową, testy byłyby praktycznie bezwartościowe i spowodowałyby jedynie bezpodstawny strach wśród osób z „pozytywnym” wynikiem.

Staje się to również oczywiste biorąc pod uwagę pozytywną wartość predykcyjną (positive predictive value – PPV).

PPV wskazuje prawdopodobieństwo, że osoba z pozytywnym wynikiem testu jest naprawdę „pozytywna” (tzn. ma rzekomego wirusa) i zależy to od dwóch czynników: rozpowszechnienia wirusa w całej populacji (prewalencja) i swoistości testu, czyli odsetka osób bez choroby, u których test jest poprawnie „negatywny” (test o specyficzności 95% nieprawidłowo daje pozytywny wynik u 5 na 100 niezakażonych osób).

Przy tej samej swoistości, im wyższa częstość występowania [prewalencja], tym wyższa PPV.

W tym kontekście 12 czerwca 2020 r. czasopismo Deutsches Ärzteblatt opublikowało artykuł, w którym PPV zostało obliczone na podstawie trzech różnych scenariuszy częstości występowania [prewalencji].

Wyniki muszą, oczywiście, być postrzegane bardzo krytycznie, po pierwsze dlatego, że nie jest możliwe, aby obliczyć swoistość bez solidnego złotego standardu, jak przedstawiono w zarysie, a po drugie dlatego, że obliczenia w artykule są oparte na swoistości określonej w badaniu Jessici Watson, które, jak wspomniano, jest potencjalnie bezwartościowe.

Jeśli jednak wyciągniesz z tego wnioski, zakładając, że podstawowa swoistość 95% jest prawidłowa i że znamy częstość występowania [prewalencje], nawet główny dziennik medyczny Deutsches Ęrzteblatt informuje, że tak zwane testy SARS-CoV-2 RT-PCR mogą mieć „szokująco niski” PPV.

W jednym z trzech scenariuszy, biorąc pod uwagę zakładaną prewalencję na poziomie 3%, PPV wynosiła tylko 30%, co oznacza, że 70% badanych osób „pozytywnych” w ogóle nie jest „pozytywnych”. Jednak „są one objęte kwarantanną”, jak nawet krytycznie zauważa Ärzteblatt.

W drugim scenariuszu z tego artykułu, zakłada się prewalencję na poziomie 20 procent. W tym przypadku generują one 78% PPV, co oznacza, że 22% „pozytywnych” testów jest fałszywie „pozytywnych”.

To by oznaczało: Gdybyśmy wzięli pod uwagę około 9 milionów ludzi, którzy obecnie są uznawani za „pozytywnych” na całym świecie – zakładając, że prawdziwi „pozytywni” naprawdę mają infekcję wirusową – otrzymalibyśmy prawie 2 miliony fałszywych „pozytywnych”.

Wszystko to pasuje do tego, że na przykład CDC i FDA przyznają w swoich dokumentach, że tak zwane „testy SARS-CoV-2 RT-PCR” nie nadają się do diagnozowania SARS-CoV-2.

Na przykład w dokumencie „CDC 2019-Novel Coronavirus (2019-nCoV) Real-Time RT-PCR Diagnostic Panel” z 30 marca 2020 roku napisane jest, że:


„Wykrycie wirusowego RNA nie może wskazywać na obecność wirusa zakaźnego lub że 2019-nCoV jest czynnikiem powodującym objawy kliniczne.”

Oraz:

„Ten test nie może wykluczyć chorób wywołanych przez inne bakteryjne lub wirusowe patogeny.”

Z kolei FDA przyznaje, że:

„pozytywne wyniki […] nie wykluczają infekcji bakteryjnej lub współzakażenia innymi wirusami. Wykryty czynnik może nie być definitywną przyczyną choroby.” – str. 2, Accelerated Emergency Use Authorization (EUA) Summary Covid-19 Rt-Pcr Test

Co ciekawe, w instrukcjach dotyczących testów PCR można przeczytać, że nie są one przeznaczone do testów diagnostycznych, jak np. w instrukcjach Altona Diagnostics i Creative Diagnostics[5].

Cytując jeszcze jedno, w ogłoszeniu o produktach LightMix Modular Assays produkowanych przez TIB Molbiol – które zostały opracowane przy użyciu protokołu Corman i in. i rozpowszechniane przez koncern Roche – możemy przeczytać:


„Testy te nie są przeznaczone do stosowania jako pomoc w diagnostyce infekcji koronawirusowej.”

Oraz:

„Tylko do celów badawczych. Nie do wykorzystania w procedurach diagnostycznych.”


Gdzie są dowody, że testy mogą zmierzyć „miano wirusa”?

Istnieje również powód, aby twierdzić, że test PCR firmy Roche i innych nie może nawet wykryć docelowych genów.

Co więcej, w opisach produktów testów RT-qPCR dla SARS-COV-2 stwierdza się, że są to testy „jakościowe”, pomimo faktu, że „q” w „qPCR” oznacza „ilościowe”. A jeśli te testy nie są testami „ilościowymi”, to nie pokazują, ile cząstek wirusowych znajduje się w organizmie.

Jest to o tyle istotne, że żeby nawet zacząć mówić o rzeczywistej chorobie w świecie rzeczywistym, nie tylko w laboratorium, pacjent musiałby mieć w swoim ciele aktywnie replikujące się miliony cząstek wirusowych.

Innymi słowy, CDC, WHO, FDA lub RKI mogą twierdzić, że testy mogą mierzyć tak zwane „miano wirusa”, tj. liczbę cząstek wirusowych w ciele. „Ale nigdy tego nie udowodniono. To ogromny skandal”, jak wskazuje dziennikarz Jon Rappoport.

To nie tylko dlatego, że termin „miano wirusa” jest oszustwem. Jeśli zadasz pytanie „czym jest miano wirusa?” na przyjęciu obiadowym, ludzie biorą to pod uwagę jako wirusy krążące w krwiobiegu. Zaskoczeni dowiadują się, że to właściwie cząsteczki RNA.

Ponadto, aby udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że test PCR może zmierzyć, jak bardzo dana osoba jest „obciążona” wirusem wywołującym chorobę, należałoby przeprowadzić następujący eksperyment (co jeszcze nie nastąpiło):

Bierzemy, powiedzmy, kilkaset, a nawet tysiąc osób i pobieramy z nich próbki tkanek. Upewnij się, że ludzie, którzy pobierają próbki, nie wykonują testu. Testerzy nigdy nie będą wiedzieć, kim są pacjenci i w jakim są stanie. Testerzy przeprowadzają PCR na próbkach tkanek. W każdym przypadku mówią, jakiego wirusa znaleźli i ile go znaleźli. Następnie, na przykład, u pacjentów 29, 86, 199, 272 i 293 znaleźli wiele z tego, co twierdzą, że jest wirusem. Teraz odkrywamy tych pacjentów. Wszyscy oni powinni być chorzy, ponieważ mają tak wiele wirusów replikujących się w ich ciałach. Ale czy oni są naprawdę chorzy, czy są zdrowi jak ryba?

Z pomocą wspomnianej już prawniczki Viviane Fischer udało mi się w końcu uzyskać od Charité odpowiedź na pytanie, czy test opracowany przez Corman i in – tzw. „test PCR Drostena” – jest testem ilościowym?

Ale przedstawiciele Charité nie byli skłonni odpowiedzieć na to pytanie „tak”. Zamiast tego napisali tak:


„Jeśli w grę wchodzi RT-PCR w czasie rzeczywistym, według wiedzy Charité w większości przypadków są one […] ograniczone do jakościowego wykrywania”.

Ponadto, „test PCR Drostena” wykorzystuje nieswoisty test E-genu jako test wstępny, podczas gdy Institut Pasteur wykorzystuje ten sam test jako test potwierdzający.

Według Corman i in., test E-genu prawdopodobnie wykrywa wszystkie azjatyckie wirusy, podczas gdy pozostałe testy w obu testach mają być bardziej specyficzne dla sekwencji oznaczanych jako „SARS-CoV-2”.

Poza wątpliwym celem przeprowadzenia wstępnego lub potwierdzającego testu, który prawdopodobnie wykryje wszystkie azjatyckie wirusy, na początku kwietnia WHO zmieniła algorytm, zalecając, aby od tego momentu test mógł być uznany za „pozytywny”, nawet jeśli tylko test E-genu (który prawdopodobnie wykryje wszystkie azjatyckie wirusy!) daje wynik „pozytywny”.

Oznacza to, że potwierdzony, nieswoisty wynik testu jest oficjalnie sprzedawany jako swoisty.

Ta zmiana algorytmu zwiększyła liczbę „przypadków”. Testy wykorzystujące test E-genu są produkowane na przykład przez koncern Roche, TIB Molbiol i R-Biopharm.


Wysokie wartości Cq sprawiają, że wyniki testu są jeszcze bardziej bezsensowne

Innym istotnym problemem jest fakt, że wiele testów PCR ma wartość „cykli kwantyfikacji [cykli oznaczania ilościowego]” (cycle quantification – Cq) powyżej 35, a niektóre, w tym „test PCR Drostena”, mają nawet wartość Cq 45.

Wartość cykli kwantyfikacji [Cq] określa, ile cykli replikacji DNA jest wymaganych do wykrycia rzeczywistego sygnału z próbek biologicznych.

„Wartości Cq wyższe niż 40 są podejrzane ze względu na domniemaną niską skuteczność i zasadniczo nie powinny być zgłaszane”, jak stwierdzono w wytycznych MIQE.

Skrót MIQE oznacza „Minimum Information for Publication of Quantitative Real-Time PCR Experiments”, zbiór wytycznych opisujących minimalne informacje niezbędne do oceny publikacji dotyczących PCR w czasie rzeczywistym, zwanych również ilościowymi PCR lub qPCR.

Sam wynalazca, Kary Mullis, zgodził się z tym stwierdzeniem:


„Jeśli musisz wykonać więcej niż 40 cykli, aby amplifikować pojedynczą kopię genu, coś jest poważnie nie tak z twoim PCR.” – str. 8, PCR Protocols: A Guide to Methods and Applications

Prof. Stephen A. Bustin

Wytyczne MIQE zostały opracowane pod egidą Stephena A. Bustina, profesora medycyny molekularnej, znanego na całym świecie eksperta w dziedzinie ilościowego PCR i autora książki A-Z Quantitative PCR, która została nazwana „biblią qPCR”.

W jednym z ostatnich wywiadów podcastowych prof. Bustin zwraca uwagę, że „stosowanie takich arbitralnych wartości granicznych cykli kwantyfikacji [Cq] nie jest idealne, ponieważ mogą one być albo zbyt niskie (eliminując prawidłowe wyniki) albo zbyt wysokie (zwiększając liczbę fałszywych „pozytywnych” wyników)”.

The Infectious Myth – Stephen Bustin on Challenges with RT-PCR
podbean.com/media/player/znrvk-d932a7


Według niego należy dążyć do Cq od 20 do 30 kilka, bo istnieją obawy co do wiarygodności wyników dla dowolnego Cq powyżej 35.

Jeśli wartość Cq stanie się zbyt wysoka, trudno będzie odróżnić sygnał rzeczywisty od tła, na przykład z powodu reakcji primerów i sond fluorescencyjnych, a co za tym idzie, istnieje większe prawdopodobieństwo wystąpienia fałszywych wyników dodatnich.

Ponadto, wśród innych czynników, które mogą zmienić wynik, przed rozpoczęciem rzeczywistego badania PCR, w przypadku, gdy szukasz domniemanych wirusów RNA, takich jak SARS-CoV-2, RNA musi zostać przekonwertowane na DNA uzupełniające (cDNA) z enzymem Reverse Transcriptase – stąd „RT” na początku „PCR” lub „qPCR”.

Jednak ten proces transformacji jest „powszechnie uznawany za nieefektywny i zmienny”, jak zauważyła Jessica Schwaber z Centrum Komercjalizacji Medycyny Regeneracyjnej w Toronto i dwóch współpracowników naukowych w artykule z 2019 roku.

Profesor Stephen A. Bustin dostrzega podobnie problemy z badaniem PCR.

Na przykład wskazał na problem polegający na tym, że w trakcie procesu konwersji (RNA do cDNA) ilość DNA uzyskanego z tego samego materiału podstawowego RNA może się znacznie różnić, nawet 10-krotnie (link do wywiadu).

Biorąc pod uwagę, że sekwencje DNA ulegają podwojeniu w każdym cyklu, nawet niewielka zmienność ulega powiększeniu i może w ten sposób zmienić wynik, unicestwiając wiarygodną wartość informacyjną testu.

Jak to możliwe, że ci, którzy twierdzą, że testy PCR mają duże znaczenie dla tak zwanej diagnozy COVID-19, przymykają oko na podstawowe niedoskonałości tych testów – nawet jeśli zostaną skonfrontowani z pytaniami dotyczącymi ich ważności/wiarygodności?

Z pewnością apologeci nowej hipotezy koronawirusowej powinni byli zająć się tymi pytaniami zanim wrzucili testy na rynek i zamknęli w zasadzie cały świat, zwłaszcza dlatego, że są to pytania, które przychodzą do głowy od razu każdemu, kto ma choćby iskierkę naukowego zrozumienia dla tego zagadnienia.

Nieuchronnie pojawia się więc myśl, że decydującą rolę w tej ignorancji wobec zobowiązań naukowych odgrywają interesy finansowe i polityczne. Notabene, WHO, na przykład, ma powiązania finansowe z firmami farmaceutycznymi, jak pokazał British Medical Journal w 2010 roku.

Jak Bill Gates zmonopolizował globalne zdrowie

A eksperci krytykują to, że „od tamtego czasu notoryczna korupcja i liczba konfliktów interesów w WHO utrzymuje się, a nawet wzrosła”. Również CDC, aby wziąć innego dużego gracza, nie jest oczywiście w lepszej sytuacji.


Testy PCR na COVID-19 z naukowego punktu widzenia

Wreszcie, powody i możliwe motywy pozostają w sferze spekulacji, a wiele osób w to zaangażowanych z pewnością działa w dobrej wierze, ale nauka jest jasna: liczby generowane przez te testy RT-PCR nie uzasadniają w najmniejszym stopniu przerażania ludzi, którzy zostali poddani tym testom i uzyskali wynik „pozytywny” i narzucania środków blokujących, które pogrążają niezliczone rzesze ludzi w ubóstwie i rozpaczy, a nawet doprowadzają ich do samobójstwa.

Czy „zgony z powodu rozpaczy” przewyższą zgony z powodu koronawirusa? – dr Toby Rogers
Geneza idei zamykania kraju [Lockdown] sięga 2006 roku – Jeffrey A. Tucker

A „pozytywny” wynik może mieć również poważne konsekwencje dla pacjentów, ponieważ wtedy wszystkie czynniki niewirusowe są wykluczone z diagnozy, a pacjenci są leczeni wysoce toksycznymi lekami i inwazyjnymi intubacjami. Zwłaszcza w przypadku osób starszych i pacjentów z wcześniejszymi schorzeniami takie leczenie może być śmiertelne, co opisaliśmy w artykule „Śmiertelna Terapia”.

Bez wątpienia ewentualna nadmierna śmiertelność jest spowodowana interwencjami medycznymi oraz zamykaniem całych krajów, natomiast statystyki zgonów zaklasyfikowanych jako „COVID-19” obejmują również pacjentów, którzy zmarli z powodu różnych chorób, przedefiniowanych jako COVID-19 tylko z powodu „pozytywnego” wyniku testu, którego wartość nie mogła być bardziej wątpliwa.

Uwagi:

[1] Czułość jest definiowana jako odsetek pacjentów z chorobą, u których test jest dodatni, a swoistość jako odsetek pacjentów bez choroby, u których test jest ujemny.
[2] E-mail von Prof. Thomas Löscher z 6 marca 2020 roku.
[3] Martin Enserink. Virologia. Old guard urges virologists to go back to basics, Science, 6 lipca 2001, str. 24
[4] E-mail od Charlesa Calishera z 10 maja 2020 r.
[5] Creative Diagnostics, SARS-CoV-2 Coronavirus Multiplex RT-qPCR Kit.

Autorzy:

Torsten Engelbrecht
jest wielokrotnie nagradzanym dziennikarzem i autorem z Hamburga. W 2006 roku wraz z dr Klausem Kohnleinem wydał książkę pt. Virus-Mania, a w 2009 roku otrzymał nagrodę German Alternate Media Award. Pisał również dla Rubikonu, Zeitung, Financial Times Deutschland i wielu innych. Testy PCR na COVID-19.

Konstantin Demeter jest niezależnym fotografem i niezależnym badaczem. Wraz z dziennikarzem Torstenem Engelbrechtem publikował artykuły na temat kryzysu „COVID-19” w magazynie internetowym Rubikon, a także artykuły na temat systemu monetarnego, geopolityki i mediów w szwajcarskich i włoskich gazetach. Testy PCR na COVID-19.


Źródło: COVID19 PCR Tests are Scientifically Meaningless

pubmedinfo.org/…-widzenia-sa-pozbawione-sensu/
olek19801
Tyle, że propagandziści i przekupni ludzie banują merytoryczne wypowiedzi. Zwiedzenie trwa.