Clicks311

Jeżeli to Władimir Putin jest największym zagrożeniem dla Europy to już przegraliśmy

foto: Remy Steinegger/Wikimedia Commons/CC

Jeżeli wedle najświatlejszych umysłów na Zachodzie to pan Władimir Putin – Prezydent Federacji Rosyjskiej jest największym zagrożeniem dla Europy, to znaczy mniej więcej tyle samo, że już przegraliśmy. Przegraliśmy jako Wspólnota, jako kontynent, jako coś więcej niż prymitywne kłamstwo, oszczerstwo lub banalny czarny PR, którym obsmarowuje się Rosję i osobą przywołanego, bezustannie od początku, tego sztucznie wygenerowanego kryzysu. Nie w naszym interesie!

Oczywiście można sobie stygmatyzować i pana Władimira Putina i Federację Rosyjską, można także jeść gips oraz oczekiwać powrotu np. wielkiej kury z zielonymi piórami z Marsa, która zbawi tych wielkich zachodnich mędrców.

Papier, czy też system obsługujący portale internetowe – wszystko przyjmie, nie ma czegoś takiego, czego nie dałoby się wyświetlić w Internecie. Naprawdę można zrobić sobie z pana Władimira Putina prawdziwy straszak, okopać w ogródku jak totem i się go bać, po cichu paląc wieczny ogień, oczywiście na rosyjskim gazie, żeby oddać cześć tak skonstruowanej sumie wszystkich własnych strachów.

Problem jest w tym przypadku o wiele bardziej złożony. Przede wszystkim pan Putin i „zagrożenie”, ze strony Rosji jest nowym motywem przewodnim, uzasadniającym istnienie dziesiątek tysięcy zbędnych etatów w różnego rodzaju – zupełnie oderwanych od rzeczywistości instytucjach i podmiotach na Zachodzie. Ci ludzie, przeważnie inteligentni i oczytani, często elokwentni i przeważnie obracający się w międzynarodowym środowisku potrzebują jakiegoś elementu wspólnego, na temat którego mogliby toczyć długie dysputy, dochodząc mniej więcej do kierunkowego konsensusu. A przy okazji, mieć mały „bacik” towarzyski na interlokutorów, który można zawsze wyciągnąć, jeżeli ktoś ma poglądy na temat pana Prezydenta Putina i jego kraju inne niż akurat uznaje się za pożądane.

W tym właśnie kontekście należy traktować „problem Putina i zagrożenie rosyjskie”. Nie inaczej niż jako zwykły temat wiodący w dyskusji, dający olbrzymiej liczbie ludzi pracę i możliwość jałowej w istocie, ale mimo wszystko jakiejś aktywności intelektualnej.

Równolegle, ten „problem Putina i zagrożenia rosyjskiego”, jest bardzo bezpieczny w sensie politycznym, albowiem o np. emisję gazów cieplarnianych można się pokłócić, o prawa fok mordowanych w Kanadzie lub homoseksualistów również, nie mówiąc już o ekonomii, z którą nikt nie wie co zrobić i wszyscy lub prawie wszyscy udają że są ekspertami, którzy „a nie mówili”.

Tymczasem z „Putinologii” i „Rosjo-znawstwa”, można doskonale żyć, funkcjonować w towarzystwie i publicznie, zawsze mieć coś do powiedzenia, nad czym inni z troską się pochylą. Przecież przykładowo tydzień temu pan Prezydent Putin w wywiadzie dla jednego z włoskich dzienników po raz kolejny mówił o tym, dlaczego Rosja nigdy nie zaatakuje NATO i mniej więcej kim są ludzie w ten sposób myślący. Więc nie ma się czego tak naprawdę obawiać, temat jest bezpieczny – zagrożenie się nie zmaterializuje, przynajmniej za naszego życia, bo o co chodzi „temu Putinowi”, to nikt nie wie przecież.

Niestety jednak tego typu myślenie, jest myśleniem czysto redukcyjnym, nie uwzględniającym ani głębi ani skomplikowania rzeczywistości, nie mówiąc już o specyfice Federacji Rosyjskiej i samym charakterze jej najwyższych władz. Można z łatwością obronić hipotezę, że ten kto uważa, że to pan Władimir Putin jest największym zagrożeniem dla Europy – dopuszcza się wiary we własną propagandę. Tutaj całość projekcji wynika z przyjętych aksjomatów, mających zupełnie fikcyjne pochodzenie. Tymczasem zawsze tak jest, bo kłamstwo zawsze karmi się kłamstwem i rodzi kłamstwo. Intencje kłamców są zawsze takie same!

Właśnie dlatego, w tym sensie i przez takich ludzi już przegraliśmy, ponieważ dzisiejsze elity zachodnie przesłaniają sobie – nieistniejącym „problemem” rosyjskim – rzeczywiste problemy, wyzwania i zagrożenia, przed którymi stoi Zachód. Niestety mają one charakter często cywilizacyjny i nie są popularne, w tym znaczeniu, że np. chcąc na poważnie rozmawiać o przyczynach depopulacji – musimy liczyć się z krytyką całego systemu, jego fundamentów i instytucji, ponieważ zło tkwi w samej istocie neoliberalnego kapitalizmu! Mniej więcej tak jest ze wszystkim, w tym z kwestią zagrożenia terroryzmem islamskim, który rodzi niebezpieczne i zupełnie nieuświadomione zagrożenie wynikające z konsekwencji radykalizacji nastrojów społecznych na Zachodzie.

Jednakże o tym też się nie mówi, albo jawnie się kłamie, nazywając partie domagające się normalizacji kwestii migracyjnych i opanowania negatywnych zjawisk społeczno-kulturowych, partiami „pro-moskiewskimi”, czy wręcz „faszyzującymi”, ponieważ odwołują się do wartości, które niegdyś uczyniły Zachód wielkim, a współcześnie – dobrze służą za fundament postaw moralnych i państwowych w Federacji Rosyjskiej. Takich przypadków jest o wiele więcej, można je mnożyć w nieskończoność – to dzieje się obecnie wokoło nas.

Jednakże najgorsze jest to, że przegrywamy i prawdopodobnie przegramy jako Wspólnota w ramach Unii Europejskiej – poprawne relacje z Federacją Rosyjską, ponieważ kilka krajów dało się podpuścić do lansowania pryncypiów szkodliwej polityki amerykańskiej, która w jednym paradygmacie realizuje wiązki celów, z których nie wszystkie są widoczne dla wykonawców politycznej woli imperium zza wielkiej kałuży. Jednym z nich jest zarazem osłabienie Federacji Rosyjskiej, jak i osłabienie a wręcz powstrzymanie integracji Unii Europejskiej, żeby Euro silne relacją z całą wielką Euro-Azją, nie stanowiło konkurencji dla bezwartościowej fikcji pseudowartości luzowanego ilościowo Dolara.

W uproszczeniu chodzi o to, żeby to Europejczycy i Rosjanie spłacili długi Amerykanów, będzie to możliwe jeżeli ograniczy się synergię korzyści z Euro-Azjatyckiej współpracy.

Jeżeli przegramy Rosję, to nie będziemy w stanie utrzymać wspólnego „My”, wobec de facto ciągle okupujących część Europy Amerykanów, to znowu nadejdzie dzień, kiedy poszczególne państwa europejskie – oczywiście w strachu przed „Putinem”, będą pielgrzymować za Atlantyk, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo dołączając swój zdezagregowany, a niegdyś unijny potencjał do amerykańskiej wizji globalnej gospodarki – jako klient amerykańskich korporacji, który podlega tamtejszemu prawu, a nie jako silna i potężna Wspólnota, będąca największym rynkiem na Świecie, zdolna do wyrażania i prowadzenia własnej polityki międzynarodowej w poszanowaniu własnych, a nie cudzych interesów!

Właśnie do tego potrzebny jest strach przed panem Władimirem Putinem, właśnie do tego potrzebna jest „groźna Rosja”, którą się bezwzględnie atakuje, okrada i szantażuje gospodarczo. Wydarzenia jakie dzisiaj obserwujemy to jest po prostu coś, czego do tej pory nie było w historii zmagań imperiów, a przynajmniej w erze broni masowego rażenia.

Stan dzisiejszy bardzo przypomina relacje państw europejskich z 1914 roku, kiedy jeszcze nie rozumiano ówczesnego „boga pola walki” jakim był karabin maszynowy systemu Maxima, w połączeniu z drutem kolczastym. Dzisiaj niektóre państwa starają się udawać, że broń jądrowa nie istnieje, albo że nie grozi w razie konfliktu, próbując za wszelką cenę przy pomocy zaawansowanych technik soft power i economic power – rzucić w tym rozdaniu Rosję na kolana. Jednakże jest to niemożliwe i z góry skazane na porażkę, dzięki nadzwyczajnemu zaufaniu jakim Naród darzy w Rosji swojego przywódcę – pana Władimira Putina – Prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Jednak wiązka celów amerykańskich na gruncie Euro-Azjatyckim przewidziana w scenariuszach dla Unii Europejskiej i Rosji będzie stopniowo osiągana, przez koszty konfliktu, jakie ci protagoniści ponoszą, przez to zło zasiane przez Amerykanów i ich sojuszników. Podobnie było z kolorowymi rewolucjami w państwach islamskich, spustoszenie i cofnięcie cywilizacyjne jakie wywołała kolorowa rewolucja w Syrii – nie ma precedensu. Nie trzeba było bomb, wystarczyły media społecznościowe!

Rosja natomiast, jako każdy racjonalny kraj musi się bronić, a świadoma skomplikowania sytuacji, robi to jak dotąd w sposób zupełnie bierny, ponosząc już stosunkowo znaczne koszty ekonomiczne i znosząc niesłychane ciśnienie społeczne, wynikające z oburzenia sytuacją mordowania cywilów na Ukrainie przez ludzi, których motywacje są dalekie o motywacji pozytywnych w rozumieniu cywilizacji opartej na humanizmie.

To wszystko powoduje, że Rosja tak naprawdę – stara się chronić Europę, przed możliwą izolacją, wynikającą ze skutków wyczekiwanej i bezustannie prowokowanej, ale jak do tej pory niedoszłej rosyjskiej reakcji na złodziejstwo, oszustwa i inne krzywdy związane z polityką sankcji. Naprawdę, nikt na Zachodzie nie ma żadnych wątpliwości, że zajęcie nawet całej Ukrainy, to dla doskonale wyekwipowanych i wyszkolonych wojsk Federacji po prostu kolejne wyzwanie logistyczne, nic więcej.

Gdyby pan Władimir Putin rzeczywiście był taki zły i tak źle życzył procesowi pokojowemu i relacjom w regionie, czy też po prostu chciał odbudować ZSRR – to, od początku kryzysu w Kijowie na stanowisku Prezydenta Ukrainy w jej dwóch obwodach Wschodnich, które są obecnie powstańczymi republikami – byłby ten sam Prezydent Janukowycz, a bratni ochotnicy rosyjscy w liczbie miliona lub dwóch zaciągnęliby się z własnej woli do armii siłą rzeczy tymczasowo wschodnioukraińskiej i po prostu zjednoczyli swój umiłowany kraj w jego granicach jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, przywracając obowiązywanie porządku konstytucyjnego podeptanego przez rewolucję. Nikt by nawet nie zdążył zapłakać, ani zaprotestować.

Po fakcie nowa-stara władza na Ukrainie, zrobiłaby wybory i wypracowała jakiś kompromis, co i tak by się wszystkim opłacało bez tych łez, trupów i zniszczeń. Jednak pan Władimir Putin, to jak dał świadectwo w jednej z relacji Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder – demokrata i do niczego takiego nie doprowadził, a mógł, mając tak doskonałą armię i totalną przewagę – oraz wykorzystując silne poparcie dla Partii Regionów na Ukrainie, które dzisiaj jest skrywane, bo ludzie się boją powiedzieć prawdę w nowej rzeczywistości.

To dzięki Rosji i polityce pana Władimira Putina – Europa ma jeszcze szansę wytrzymać tą niesłychaną i nie mającą precedensu presję na samą istotę swojej integracji! Bez biernego wsparcia, ze strony cierpiącej Rosji – już dawno bylibyśmy po drugiej stronie lustra. Rosja jednak konsekwentnie realizuje wielką wizję współpracy Euro-Azjatyckiej od Lizbony do Władywostoku.

Pan Prezydent Władimir Putin w tym kontekście nie jest nie tylko zagrożeniem dla Europy, ale w rzeczywistości największym orędownikiem wielkiej Euro-Azjatyckiej idei w praktyce.

Rosja pana Władimira Putina – oferuje Unii Europejskiej wspólną wielką Euro-Azjatycką szansę, proponując współpracę dla wspólnego dobra na przyszłość.

Stany Zjednoczone, narzucają stare blokowe myślenie, oparte na dogmatach strachów, rodem z Monachium w oparciu o najlepsze wzorce zimnowojenne.

Zobaczymy, czy w Unii Europejskiej znajdzie się chociaż jeden polityk zdolny zrozumieć wagę rosyjskiego poświęcenia dla naszej wspólnej – ciągle możliwej przyszłości! Jak do tej chwili, pan Władimir Putin ma o czym rozmawiać chyba tylko z Papieżem Franciszkiem.

Niech powyższe posłuży nam dla refleksji dzisiaj 12 czerwca w „Dzień Rosji” (12 июня в Российской Федерации – День России). To oficjalne Święto Narodowe w Rosji.

Źródło: obserwatorpolityczny.pl
Jesus nobis non relinquit
Właśnie dlatego, w tym sensie i przez takich ludzi już przegraliśmy, ponieważ dzisiejsze elity zachodnie przesłaniają sobie – nieistniejącym „problemem” rosyjskim – rzeczywiste problemy, wyzwania i zagrożenia, przed którymi stoi Zachód. Niestety mają one charakter często cywilizacyjny i nie są popularne, w tym znaczeniu, że np. chcąc na poważnie rozmawiać o przyczynach depopulacji – musimy …More
Właśnie dlatego, w tym sensie i przez takich ludzi już przegraliśmy, ponieważ dzisiejsze elity zachodnie przesłaniają sobie – nieistniejącym „problemem” rosyjskim – rzeczywiste problemy, wyzwania i zagrożenia, przed którymi stoi Zachód. Niestety mają one charakter często cywilizacyjny i nie są popularne, w tym znaczeniu, że np. chcąc na poważnie rozmawiać o przyczynach depopulacji – musimy liczyć się z krytyką całego systemu, jego fundamentów i instytucji, ponieważ zło tkwi w samej istocie neoliberalnego kapitalizmu! Mniej więcej tak jest ze wszystkim, w tym z kwestią zagrożenia terroryzmem islamskim, który rodzi niebezpieczne i zupełnie nieuświadomione zagrożenie wynikające z konsekwencji radykalizacji nastrojów społecznych na Zachodzie.