Clicks489
Chcący
2

Intronizacja - Magicznie pojmowana wiara? Czy aby na pewno?

Rytuał to nie magia
Rytuał to przekaz od ludzi do Boga. Dokładnie tak, jak modlitwa. I tak jak modlitwa, czy jak kontemplacja Ikon, jest on sposobem przypominania sobie Boskiego Porzadku- , do którego człowiek powinien nieustanie powracać, bo przez grzech się od niego oddala. Jest niezbywalnym elementem religijności, czyli odwoływanienm się do Świętego Początku- Ponadczasowej Wieczności . Jest Znakiem.
Jego zasadność tłumaczy się tym, że człowiek jest cielesny i dlatego potrzebuje cielesnych sposobów przypominania sobie Powinności, naprawiania tego, co w pogtrzechowej rzeczywistości ulega zepsuciu, jałowieniu...
W końcu to Msza Święta jest tym, czego wszystkie rytuały są skaleczonym cieniem i namiastką. Jest Rytuałem przez duże R. A więc rytuały przez małe r są potrzebne, bo pomagają zakorzeniać człowiekowi działanie Mszy Świętej w codzienności, we własnej pamięci i świadomości, by mogła ona podejmując decyzje przemieniać świat na Boży wzór. Ale niektórzy nazywają Mszę Świętą magią.

Magia jest z punktu widzenia przynajmniej katolicyzmu zwracaniem się ku "tym, co się fałszywie za Boga podają i wiarą w moc własnych czynów- mimo, ze tylko Bóg ma moc. )
Ludowe rytuały zinterpretowane zostały przez wielu badaczy jako magia niezgodna z chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo zaś krytykuje wszelkie praktyki,. które nazywa magicznymi. Trzeba wziąć pod uwagę, że nauki społeczne mogą mieć inną, szerszą definicję magii, niż chrześcijaństwo. Zaliczać więc mogą do niej często takie gesty jak wiara w moc wody święconej, czy gromnicy... i wiele innych rytuałów i wierzeń. Te zaś z punktu widzenia chrześcijaństwa są formą modlitewną zwracania się do Boga i kształtowania rzeczywistości podług Prawzoru przezeń ustanawianego, a to istota religijności właśnie- nie magia.
Warto dodać, że poprawne dogmatycznie słowa mogą być tak samo jak i czyny pojmowane magicznie, albo jako wyręczyciele rzeczywistości. Z tego powodu pzreciwstawienie między wyrażaniem wiary za pomocą słowa, a za pomoca czynu, nie jest opozycją między wiarą magiczną, a niemagiczną, a tym bardziej między szczerością, a powierzchownością. Bo słowo, to-owszem, wyszczególniony-ale zawsze tylko rodzaj czynu. I tak samo jak każde inne działanie może być rozumiane, przeżywane, albo powierzchowne, "puste", niezrozumiałe.

Rytuały, to nie formalizm
- to nie
nierozumne, bezrefleksyjne, a więc i nieszczere rozumienie treści. Bo rytuały są z istoty swojej poszukiwaniem ostatecznego sensu i zakorzeniania w nim wszystkich elementów życia. Ostateczny Sens jest równy Świętości- Stworzycielowi-Bogu i Jego Woli, Porządkowi, który On Stworzeniu w akcie stwórczym, w swojej Myśli wyznaczył. Ten Porządek jest właśnie ustanowiony w owym mitycznym Początku. W Chrześcijaństwie zaś Chrystus staje się zakorzenieniem tego Początku w historii.

Brak słów, to nie brak zrozumienia i szczerości wiary

Nasze oceny kultury ludowej pochodzą z czasów, gdy była ona penetrowana i badane przez elity i przedstawicieli nauk. Wtedy też powstały kategorie, którymi posługujemy się dzisiaj, by je oceniać.
Nie bierzemy pod uwagę, że wiele zarzutów wynikało z nieporozumień, z nieuwzględnienia tego, ze nawet jak lud posługiwał się językiem przypominającym "pański", to podobne słowa i konstrukcje gramatyczne mogły znaczyć co innego.
Z tego powodu problemy z dogadaniem się miały miejsce nie tylko pomiędzy warstwami społecznymi, ale i pomiędzy różnymi wioskami, czy nawet rodzinami i jednostkami. Różnice kodów kulturowych są wielopoziomowe. A co dopiero mówić o badaczach, czy zarządcach z odległych obszarów...
Dlatego też zarówno chłopi mogli źle rozumieć panów udzielając im odpowiedzi na szybko- żeby coś powiedzieć, albo panowie źle rozumieli odpowiedzi chłopów. Panowie ci mogli być nieczuli na głębokie, wręcz mistyczne znaczenie gestów, zasad uporządkowania przestrzeni, czasu ubioru, czy relacji społecznych. Mogli myśleć, że jak ktoś nie umie słowami wyrazić dogmatycznej wiary, to znaczy, że nie zna jej treści. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Może nawet rozumieć ją lepiej, niż ci, którzy posługują się w tym celu wyszukaną terminologią. Dlaczego?
Różnica pomiędzy słowem ludu a słowem pisanym i uczonym jest ta, że lud myśli postaciami.
A umiejętnik postacie do myśli swych dorabia.
(...)Lud - ręczną pracą zdobywa wiedzę, i dlatego nie potrzebuję już tłumaczyć czemu on myśli postaciami: jużcić on tylko ciągle postaciuje, pracą plastyczną myśląc... Wykazałem więc, jaka jest różnica myślenia ludowego i przyczyna różnicy.
1

Podobnie o tym aspekcie komunikowania i wyrażania treści pisali współcześni antropolodzy[1]:
"Ludzie wychowani w kulturze zdominowanej przez przekaz ustny, jeśli nawet sami nigdy nie czytali Biblii, nieraz w sposób pełniejszy pojmują jej symbolikę, niż ci, którzy poznawali Biblię raczej za pomocą Pisma. Można to wytłumaczyć specyfiką ustnego przekazu, który charakteryzuje przewaga myślenia obrazowego nad pojęciowym, czy też syntetycznego nad analitycznym, przy czym to pierwsze stanowi naturalne środowisko symboliki religijnej 2

W folklorze tekst jest słabo zwerbalizowany. Główne idee obrzędu są bardziej jasne dla badacza z zewnątrz, niż dla samych uczestników, są one zawarte nie w słowach, lecz w formie- w gestach, działaniach, barwach i kształtach” 3
Ostatni cytat mam ochotę poprawić zauważając, ze główne idee obrzędu są często niezauważane właśnie przez badaczy dlatego, że są przez lud niegadane. Natomiast lud często rozumie je bardzo dobrze, tylko nie potrzebuje ich wyrażać słowami. Dlatego badacz, który nie uwzględnia „postaciowania” myśli, że skoro badany czegoś nie umie wypowiedzieć, to tego nie rozumie. Wynika to z pochopnego założenia badaczy, że język naturalny(mówiony i myślany jako wyobrażenia dźwięków słownych) jest warunkiem pojawienia się myśli, jest wobec niewerbalnych sposobów myślenia pierwotn4.
Dlatego też biorąc pod uwagę fakt, że treści wyrażają się nie tylko za pomocą słów, że jak wskazuje doświadczenie- możemy coś wiedzieć- nie umiejąc tego wyrazić słowami, a jednocześnie zupełnie się nie stosować do pewnych zasad, mimo iż umiemy je precyzyjnie zwerbalizować, uznałem powyższe kryterium refleksyjności wiary za zgubne.
Kultura ludowa, czy kultura ludzka ?
Słowo "lud" nie bez powodu nawiązuje do słowa "ludzie". To co ludowe, to po prostu ludzkie. Z tej perspektywy bezzasadne może wydawać się wyodrębnianie terminu "ludowość", albo mówienie, że w dzisiejszych czasach się tej ludowości chce zaprzeczyć. A ja tak właśnie mówię. Chodzi mi o to, że w dawnych kulturach ludowych silniej niż u warstw wyższych przetrwały naturalne zasady ludzkiego myślenia- owo myślenie mityczne, sakralne, kosmologiczne, tradycyjne nazywane przez antropo-socjologów nierzadko magicznym.
I my głuptaski katolicy, nie wzięliśmy pod uwagę, że owa "magiczność" socjologiczna, nie musi być równa temu, co w katolicyzmie zwykło się magicznością nazywać- magicznościąsprzeczną z katolicyzmem. Wręcz przeciwnie! Wg owego myślenia naukowców trzeba byłoby uznać, że religia katolicka wymaga wręcz owego "myślenia magicznego", ale nie jakiegokolwiek, tylko katolickiego, wykluczającego inne konkretne rodzaje "magicznych myśleń". Ale bądźmy raczej skłonni do dawania pierwszeństwa słownictwu religii, bo to ona, a nie nauka jest totalna i nadrzędna. I ta religia katolicka tylko te inne, sprzeczne z sobą rodzaje nazywa magicznymi. A odrzuca je nie ze względu na ich "mityczność", obrzędowość, rytualizm, ale ze względu na to, że ten rytualizm realizują niewłaściwymi treściami. Katolicyzm jawi się jako tych rytuałów i mitów dopełnienie, o czym pisał Benedykt XVI: "Mity czekały na Tego, w Którym przedmiot pragnień stał się rzeczywistością"...
A dzisiaj problem polega nie na tym, że tych mitycznych zasad myślenia nie ma, ale że się je neguje jako zabobonne, wsteczne itd., popadając w sprzeczność, .. A przez to, że się je neguje- choć nie da się ich wyzbyć- wypełniane one są przez treści przez nas niekontrolowane-a to wykorzystać mogą ci, którzy mają ku temu środki i świadomość- wpajając ludowi treści, które rzadko bywają zgodne z chrześcijaństwem. A nawet jak sięnie znajdzie ktoś taki, to przypadkowe treści wepchająsię w przestrzeń z istoty relgijną, bo właściwą relgięludzie z tego miejsca wykluczyli. Bo im ktoś nagadał głupio i kłamliwie, że tak trzeba. W ten sposób katolicy( i nie tylko oni) myślą, że odrzucili "zabobonną mityczność, obrzędowość, „rytualizm” a tak na prawdę oddali nad nimi kontrolę dyktaturze przypadku. I obrzędami zakorzenionymi w codzienności są coraz mniej odniesienia do Boga, a coraz bardziej- rozrywki, imprezy, zakupy, gwiazy muzyki, filmu, itd...
Problem polega też na tym, że współczesny głos ludu jest już pod wpływem tego, co chciało ten głos przeobrazić, pod wpływem ideologicznie zorganizowanego w dawanych ludziom jako atrakcyjne formach życia zaprzeczania samemu sobie. Należy się więc wysilić, by we współczesności odnaleźć relikty i pozasypywane zaprzeczeniami naturalne sposoby myślenia i porządkowania rzeczywistości- które w ostateczności stanowią poszukiwanie Boga- który jest twórcą Ładu- Ładu Miłości. Często w tym poszukiwaniu pomaga przyglądanie się dawnym kulturom ludowym, bo łatwiej jest pewne rzeczy dostrzec z dystansu niż blisko siebie.
Należy też pamiętać, że ludzkość jest doskonała tylko "na początku". A początek skończył się wraz z grzechem pierworodnym. Ale powrócił w Chrystusie i powróci przy końcu czasów. Dlatego też i "kultury ludowe" nie były nigdy doskonałe. Mimo wielu koniecznych do odnowienia intuicji, którym dziś niespójnie zaprzeczamy, w praktyce nie zauważały, że sposoby realizacji tych intuicji mogą być z nimi sprzeczne. Można mówić, że istotą człowieka jest doskonałość, ale też, że jego doczesną "istotą" jest alienacja z tej Istoty- skłonność do grzechu i niedoskonałość(w tym poznawcza). I z tym, zmagały się kultury ludowe. Jak zawsze zmaganie to dotyczyło przykładowo tańców. Bo tańce te zawsze jakoś tak się wiązały z przekraczaniem szóstego przykazania. Dużo racji miał w tym względzie Mirosław Salwowski, a przede wszystkim ci, których cytował. Ale o tym później...

Kultura ludowa, to nie kultura masowa

Ta pierwsza, to bezpośredni związek z rzeczywistością, a ta druga, to zapośredniczony przez masową produkcję towaru, w tym towaru informacyjnego i mantalno-światopoglądowego. Jak pisał kard. Ratzinger:
Jej (muzyki ludowej) sposób wypowiadania się(...) wyrasta(...) z autentycznego zetknięcia z elementarnymi doświadczeniami ludzkiej egzystencji i dlatego wyraża prawdę.(...) Społeczeństwo masowe jest czymś zupełnie innym, niżwspólnota życia, która tworzyła muzykę ludową w dawnym i autentycznym znaczeniu. Masa jako taka nie zna doświadczeń bezpośrednich, a tylko doświadczenia reprodukowane i standaryzowane."5
Kosmologiczne rozumienie rzeczywistości jest warunkiem religijności
Cała masa wyrażeń biblijnych jest dla nas niezrozumiała, nawet jeśli się zapieramy że jest inaczej
Kosmologiczne, mitologiczne myślenie, zazwyczaj przypisywane jest kulturom tradycyjnym- pierwotnym, czy ludowym. Charakteryzuje się sposobem, w jaki uznaje się coś za sensowne. To uznanie wiąże się ze stosunkiem do czasu. Ów kosmologiczny stosunek do czasu przeciwstawiany jest "przyczynowo-skutkowemu", organizującemu wspólczesne życie. Polega na wierze w pewien wyjściowy stan- mający miejsce Ponad ziemskim czasem- w przestrzeni wieczności, której nasz czas jest tylko elementem. Ten stan zdeterminowany jest przez świętość, siłę Boga, Wolę Bożą.
Czas ziemski nie jest tu czymś absolutnym, jest skończony i jest niejako elementem w całym dziele stworzenia. Jest ino elemencikiem owej Ponadczasowej wieczności, dlatego w kulturach ludowych możliwe i racjonalne jest wierzenie w to, że na dróżkach, na kalwariach w czasie Misteriów Męki Pańskiej, uczestniczy się w czasie i miejscu Męki Chrystusowej. Zresztą na tej kosmologicznej percepcji czasu opiera się wiara w to, ze Wieczernik i Ofiara Krzyżowa działy się w tym samym Czasie i Miejscu, a każda Msza Święta, to uczestniczenie w Jednym Wydarzeniu. To wydarzenie, to jednocześnie dosłowne zstąpienie Niebios na ziemię. I to zstąpienie Niebios- czyli Wieczności, czyli "Czasu Świętego", ma realną moc odnawiającą. Jest rzeczywistym stworzeniem na nowo.
A przecież wszelakie rytuały w kulturach tradycyjnych były wyrazem l o g i c z n e j prawdy, że rzeczywistości ziemskiej nie da się ot tak naprawić. Musi się ona narodzić na nowo, "od-począć", jak już zauważyliśmy w rozdziale o tradycyjności... Tylko w takim rozumieniu czasu możliwy jest dar bilokacji itd...
Dlatego możliwa jest względność czasu, która w świadomości człowieka współczesnego, odkrywającego ją jest czymś trudnym do zrozumienia, a nawet świadczącym pozornie o nieistnieniu Boga. A w świadomości kosmologicznej, zwanej też pierwotną, prymitywną ta względność czasu, jego nieabsolutność i istnienie przestrzeni wieczności -trwałej i niezmiennej było czymś oczywistym. Dlatego też ludzie poszukiwali raczej wieczności, to ona, przywoływana była w rytuałach w uporządkowaniach, w tradycji- w zorganizowaniu czasu i przestrzeni, jako ta, która nadaje wszystkiemu sens. Ten sposób nadawania sensu można nazwać "obsesją genezy"6, czy semiozą genetyczną.
Religia dla jej wyznawców to nadrzędny wyjaśniacz wszystkiego, dlatego, że z zasady odwołuje się do tego, co Ostateczne i trwałe i Wieczne, co wyznacza Sens wszystkiego- poprzez wyznaczanie właściwych miejsc w Kosmosie.. Wg katolików jest to nie coś, ale Ktoś - Logos- Bóg- Sens. Logos ten z konieczności musi być na Początku, ponad czasem. Dlatego też bycie religijnym zakłada myślenie w kategoriach kosmologicznych, zwanych również mitologicznymi, które są uzasadnieniem istnienia w naszym życiu rytuałów.
Bez takiego rozumienia rzeczywistości trudno mówić o zdrowej, niezaprzeczającej sobie religijności. Bo ów Początek jest jednocześnie ostatecznym Punktem odniesienia. A na początku
było Słowo.
O odrzucaniu wiary ludowej i rytualnej, o usunięciu pszenicy wraz z chwastami
Przesuwanie gleby wraz z chwastami i sianie Ziarna Słowa na skale...


"W swej Mowie eschatologicznej Jezus zapowiedział, że u kresu czasu „ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego” (Mt 24, 30). Oczyma wiary można już było rozpoznać Jego znak wpisany w kosmos od początku świata i w kosmosie ujrzeć potwierdzenie wiary w ukrzyżowanego Zbawiciela. Dzięki temu chrześcijanie wiedzieli równocześnie, iż drogi historii religii zawsze zmierzały do Chrystusa, że jej oczekiwanie, wyrażone w wielu obrazach, prowadziło właśnie do Niego. I odwrotnie, oznaczało to, iż filozofia i religia(mitologia rozmaitych religii naszego globu, uniwersalne jej struktury o różnych wariacjach I wypełnieniach-d.m.)darowały wierze obrazy i myśli, w których dopiero mogła ona w pełni rozumieć siebie samą."7

"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu — adora cji, bez której sam gest byłby bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze wzglę du na cielesno ducho wą jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."

kard. Ratzinger. "Duch Liturgii"8

Jakże często w dzisiejszych czasach dobrzy katolicy z obrzydzeniem patrzą na ludowe- obrzędowe, czy przestrzenno-czasowe sposoby wyrażania treści religijnych, uznając je za zabobony, magię, pusty formalizm, za wiarę w moc czynności ludzkich i energii. W imię takiej opinii próbuje się dziś nierzadko odżegnywać od takich i podobnych praktyk i postaw i zasad, w celu uczynienia naszej wiary szczerym i prawdziwym oddaniem czci Bogu.
Czytając antropologiczne, czy religiohistoryczne prace poznałem kilka kategorii myślenia "magicznego", mitycznego, czy sakralnego, charakteryzującego tzw. kultury pierwotne, czy ludowe.
Wg nich człowiek ma potrzebę życia w świecie uświęconym, dlatego stara się uobecniać, odtwarzać dzieła Boga w każdym aspekcie życia. W owych kulturach pierwotnych istniały pewne obszary tego uświęcania- hierofanii. Przedstawię niektóre z nich:
Zawsze ważne było wyznaczani środka- punktu orientacyjnego (W eurosemickim kręgu kulturowym zwracano się na wschód jako na wyobrażenie Świętego- miejsca Poczatku)
Ów środek człowiek chciał mieć jak najbliżej siebie, odtwarzał go w każdej oswojonej przestrzeni. Dlatego jego wyobrażeniem we wsi, czy w mieście była Świątynia, , na podwórzu- Dom, a w domu- Święty Kąt, czy ołtarzyk. Same Kościoły właśnie w stronę wschodu były orientowane, co wpisywało się w to sakralne naznaczenie przestrzeni.
W dawnych wierzeniach w tym środku- w "pępku ziemi" stać miało drzewo życia, pal świata. Jego bliską nam wersją jest chociażby choinka, podłaźniczka, boże drzewko, wiecha...
Krzyż- symbol wielu kultur oznaczający Zasadę Wszechświata- cztery strony świata, a także wydźwignięcie ludzkości(belki poziomej) do niebiańskiej doskonałości- po belce pionowej oznaczającej zstąpienie Mocy niebieskiej.
Świątynia stanowiła Obraz niebios, obraz świata- Imago Mundi, podobnie zresztą ten obraz odtwarzał w sobie dom, którego budowanie było "powtarzaniem" stworzenia świata.
Zresztą każde ważne czynności miały charakter rytualny. Rytuał zaś w swej strukturze odtwarzał dzieło stworzenia, był "mitem w akcji", a przez to odnosił się do "Początku", czyli do tego Porządku, który Bóg zaplanował w dziele stworzenia, a który później został naruszony. I po to są rytuały, by do tego właściwego początku ustanowionego wracać, by sobie go przypominać, bo na ziemi nieustannie się od niego oddalamy.
Stół w domu jest obrazem ołtarza.
Ogień-komin-piec jest uznany za obraz Boskiej Mocy przemieniania, stwarzania porządku- bo wypala- jak w tyglu- zamienia bezkształtne ciasto w kształtny chleb.
Chleb ten- źródło życia doczesnego, "chleb powszedni" obrazuje ciało. Jego pieczenie obrazuje stwarzanie człowieka z prochu ziemi- chleb jest ze zboża, które z ziemi wyrosło.
Wino- wyobraża ludzką krew- często używane było zamiast krwii w rytuałach zawierania pobratymstwa.
Uczenie się o tych, czy innych formach hierofanii było istnym Przypominaniem sobie głębi treści Ewangelii. Dopiero w obrębie tych mitycznych, czy zwanych mylnie "magicznymi": kategorii okazały się dla mnie zrozumiałe wielkie, połacie biblijnych sensów.
Zrozumiałem, ze współczesne odrzucanie "ludowej wiary" opiera się na jednej wielkiej pomyłce. Dlaczego uznaję to odrzucenie za wylanie dziecka z kąpielą?
Bo mityczne kategorie i sposoby myślenia podzielane przez rozmaite kultury pierwotne i ludowe historii, kultury szczególnie tych maluczkich, biednych, o których mówił Chrystus, niosły ze sobą glebę, grunt, żyzną ziemię, na której dotąd rosły chwasty.
Chrystus przyszedł by wypełnić rolę tej gleby- zasiać ziarno swego Słowa- Sensu. Bo tylko On jest Prawdziwym siewcą. Ale nie przyszedł niszczyć tej gleby. A my ludzie "postępowi" próbujemy usunąć chwasty wraz z glebą na której rosły, pozostawiając ziarnu Słowa sucha skałę. Gleba nie zniknie, chwasty będą rosły na niej tam, gdzieśmy glebę przesunęli. Ziarno słowa- tak nam znane nie będzie wzrastało, bo zabraliśmy mu glebę i pozostawiliśmy ją chwastom, by teraz mogły do woli się panoszyć na tych połaciach rzeczywistości, które uznaliśmy za obojętnie moralnie, które wg nas nie muszą nawet symbolicznie wyrażać treści wiary. Te połacie zaś decydują o tym, co w nas rośnie i co nami rządzi. Co z tego, ze znamy całą rozbudowaną teologię ziarna, wszystkie sposoby jego uprawy, nawadniania, skoro ziarno to, nie zakorzenia się w glebie codzienności- bo została mu w znacznym stopniu odebrana. Bośmy uznali, ze nie ważne na czym siejemy, że liczy się to, co w sercu, że to na czym siejemy jest formalne, jest neutralne wobec naszej wiary...
A przecież Chrystus przyszedł pokazać, czyim obrazem jest chleb, środek świata, drzewo życia, pępek ziemi, chleb-ciało- oraz jego spożycie oznaczające doskonałe pobratymstwo, wino-krew, której wipicie/zetknięcie również wyrażało uczynienie z dwóch ludzi braci.
Chrystus jest środkiem sensem, źródłem i celem wszystkiego. Święty, Jedyny Bóg w Trójcy Świętej-

W Środku Świata -
W Pępku Ziemi
Na Osi Kosmosu
na Palu Świata,
- na Drzewie Życia
Drzewie Krzyża

którego ramion przecięcie ów Środek wyznacza
i wspiera cały na sobie Wszechświat rozłupany grzechem-
czterema swymi końcami cztery świata strony
a w górę, w górę ku niebu unosi
belką poziomą, mocarnemi swemi ramiony upadłego stworzenia płaskość
Przynosi Życie Wieczne.
Król nad Króle.

Stwórca i Zbawca
Alfa i Omega

Wcześniejsze mity, to nieudolne próby- ale ważne, że próby- realizacji tych naturalnych intuicji, które wypełniło dopiero Chrześcijaństwo. Wypełniło w krzyżowym Consummatum Est.
To wypełnianie, realizacja pragnień wyrażanych w mitycznych obrazach jest istotą chrześcijaństwa, jest podstawą tego, że może być ono zrozumiałe przez maluczkich- którzy myśleli w kategoriach mitycznych. Wszelkie obrazy ewangeliczne nie wpisują się w naukowy tylko, postępowy obraz świata, ale w kosmologiczny, mityczny. Poza nim są słabo zrozumiałe. A więc my- którym kultura dała jako oczywisty schemat myślowy, wg którego rytuały są "be", cały czas mamy problem ze zrozumieniem Ewangelii, podcinamy własne korzenie myśląc, że to chwasty przeszkadzające drzewu we wzroście.
W kosmologicznej wizji świata to co ma sens musiało zaistnieć w czasie początkowym- i odradzać się w czasie linearnym-którego jałowienie wymaga odnawiania. To odnawianie powoduje wrażenie cykliczności czasu.
Dla nas- Chrześcijan jest to czas rajski i czas przyjścia Chrystusa na ziemię. Jego moc przeobrażająca nie jest już symbolem i pragnieniem, a rzeczywistością-

w E u c h a r y s t i i .
na O ł t a r z u
w T a b e r n a ku l u m
tam jest K r z y ż

Tam nieustannie Jest czas i miejsce stwarzania- czas i miejsce Ofiary Krzyżowej i Wieczernika- Mityczny Środek Świata- Pal Świata, Drzewo Życia- Krzyż- Doskonałe Pobratymstwo przez Chleb zamieniony w Ciało i Wino w Krew.
Jest.
Świadomość "postępowej nauki" naszych czasów jest sprzeczna z takim rozumieniem, które Chrześcijaństwo podziela z kulturami "naturalnymi", mitycznymi, kosmologicznymi...-
"zacofanymi", "zabobonnymi", "magicznymi"...?
...
Czy nie wylaliśmy dziecka z kąpielą?
Czy nie usunęliśmy chorującego wraz z chorobą, a może zamiast niej?
My- postępowi?, nowocześni?, refleksyjni? katolicy- w przeciwieństwie do tych "kapliczkowych"?, "zabobonnych"?, "zpoganiałych"?...
Czy nasza refleksja nie ograniczyła się do słowa, nie zamknęła się przed "czynem refleksyjnym i znaczącym", który uznano za zabobonny i magiczny?
A przecież...

"Mity czekały na tego, w którym przedmiot pragnień stał się rzeczywistością"(BXVI)

Kultura ludowa wyrażała się w obrzędowości opartej na strukturze mitu. I tą strukturę należało zachować, bo Chrystus właśnie taką strukturę potwierdził i urzeczywistnił. Negowanie jej jako zabobonnej, mające miejsce nawet w Kościele doprowadziło opacznie do kryzysu Kościoła, bo podstawy jego dogmatów straciły im i rzeczywistości w ogóle właściwy kontekst- ziarno jest rzucone, ale nie ma gleby, na której mogłoby wzrastać.
Owszem zdarzało się często, że kultury tradycyjne popadały w formalizm, ale ten był raczej sprzeczny z zasadą kultury ludowej. Powrócił on z jeszcze większą siłą w kulturach nowoczesnych. U nas pustą formą stały się słowa:
treść,
intencja,
miłość,
serce

Jeśli bowiem mówi się, że liczy się tylko treść, sens, znaczenie, intencja form, że mogą być one dowolne jeśli tylko wyrażają słuszne treści, czy intencje, to paradoksalnie traci się owe treści. Bo jak pisał kard. Józef Ratzinger:
"Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze wzglę du na cielesno ducho wą jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."
Sensy bowiem wyrażają się przez uporządkowania - struktury, a te mogą być rozpoznawane pamiętane i przypominane przez człowieka tylko jako uporządkowania form materialnych. Zresztą owo uporządkowanie potrzebujące nadrzednej zasady- Sensu, ma swe źródło w Woli Logosu- Osoby, która jest jedna Święta i Jedna Pierwotna, czyli która jest Stwórcą i Osobą. Gdyby nie istniało rozróżnienie na Stwórcę i Stworzenie, nie mogłaby istnieć spójność rzeczywistości, nie moglibyśmy mieć rozumu, który mamy, a który u swych podstaw koniecznych ma spójność- zgodę, niesprzeczność. Ostatecznie człowiek, który ma naturalną potrzebę spójności wszystkiego, w wyniku nie odnajdywania jej zaczął popadać w stan wymagający psychologów, psychiatrów i terapii polegających nie na czym innym, jak na zamieszkiwaniu przez czas jakiś w... skansenach. Na zachodzie tak silnie zsekularyzowanym tak leczą ludzi.W Skansenach, czy li w przestrzennym odbiciu mentalności ludowej. Ale sama przestrzeń to tylko niewystarczający, doraźny skrawek kontekstu. Dobrym powietrzem trzeba żyć, a nie inhalować się ino jak już się dusimy złym...
Czemu nie wykorzystaliśmy intuicji Norwida, który nakreślił piękną wizję kultury wyższej, wyrastającej z pieśniami od ziemi- od kultury ludowej? Skądże inąd bowiem pochodzą podstawy największych cywilizacji, jeśli nie z kultury którą kiedyś żył prosty lud, a którą później rozwinął w kulturę wyższą i rozprzestrzenił? Czy nie taką jest droga rozwoju cywilizacji? Rozwoju, który swój wzrost zawdzięcza trwaniu w tradycji, pamięci. Bo tradycja jest cieniem zapisanym w p a m i ę c i więzi, a w i ę ź sposobem istnienia miłości. I ta więź ukierunkowana na osobę, kiedy kierowana jest w stronę ziemi, odsyła nas koniecznie do Tego Który jest źródłem poczucia owej więzi, do Boga żyjącego w wiecznej Trynitarnej Więzi, czyli Miłości.
Bo ziemia, nie odpowiada na nasze wołanie, ale ujawnia sens, czyli odpowiedź Kogoś, Kogo jest zamysłem. Czy nie taką jest droga narodu, również naszego Narodu Polskiego? Wciąż budować się w oparciu o więź i o usensownione formy kultury naszej ziemi, naszego ludu, naszej historii. Nie wyrzucać tego, co zawdzięczamy Włochom, Niemcom, Olędrom(czasem o tym nie wiedząc), bo to już stało się spoiwem więzi, to już zapisało się w zbiorowej pamięci...bo przecież przenikanie się kultur i tożsamość wielopoziomowa nie wyklucza ich tożsamości... (ale to już inny temat, może kiedyś wypiszę taki zbiór przykładowych elementów formalnych owej skarbnicy naszej tożsamości, do której warto organicznie włączyć formy ludu naszego, które na szczęście zostały egzemplarycznie zarejestrowane, zanim przestano nimi żyć)

By mazowieckie chociaż jedno płótno
było sztandarem w sztuce, by kościoły
już na ogivie polskim stały. By ciosowy
W krakowskiem kamień pamiętał rozmowy.

Kto kocha - widzieć chce choć cień postaci,
I tak się kocha Matkę - Ojca - braci
- Kochankę - Boga nawet...9


By już nie wzdychał wieszcz, że mu jest smutno,
że mazowieckie ani jedno płótno...
*a to przeczytaj dla wyrozumienia: literat.ug.edu.pl/cnprom/index.htm
i to: Fortepian Szopena

Czy można przeczyć, że genialna w swojej głębi kultura chrześcijańska to ziarno rzucone przez Chrystusa właśnie na glebę troski i więzi człowieka kultury ludowej? To Ziarno, to Logos- Słowo Boże, które jednocześnie oznacza Sens nadrzędny, który był na Początku. Bez którego nic się nie stało. To sens który jest jednocześnie Miłością. Miłością która przybrała postać owocu pracy ludu- Chleba i Wina. Bo paradoksalnie w kultura ludowa, w imię jej obrony została obalona, w czym zgodzić się muszę z Gellnerem tak właśnie określającym działanie nacjonalizmów, rozumianych inaczej niż to się zwykło przyjmować... Pewnie o to chodziło księdzu Georgowi Ratzingerowi, kiedy twierdził, że:

"Wielu bowiem ludzi ma dziś alergię na pobożność ludową. Liczni kapłani – pisze ks. Georg Ratzinger – chcą być nowocześni, iść z duchem czasu. Wierzą, że pobożność ludowa już się przeżyła i dlatego stopniowo eliminują ją z życia Kościoła. Tym samym jednak zapomina się, że Kościół to rzeczywistość, która wypełnia całe nasze życie. Zdaniem brata Benedykta XVI najpiękniejszym aspektem katolicyzmu jest umiejętność oddziaływania na zmysły. „Nasza wiara nie ogranicza się do modlitwy, do życia duchowego czy racjonalności. Nasza wiara przemawia do całego człowieka. Cały człowiek jest powołany do świętości”.
Ks. Georg Ratzinger podkreśla, że dziś należy się przeciwstawić usuwaniu pobożności ludowej z życia Kościoła. Trzeba mieć przy tym na uwadze dobro przyszłych pokoleń, aby również i one mogły „dotknąć wiary”. Czy do dzisiejszej młodzieży może jeszcze przemówić coś takiego, jak procesje Bożego Ciała, pielgrzymki do sanktuariów maryjnych czy kult relikwii? – pyta ks. Ratzinger i odpowiada: Tak, mogą. Ta książka jest na to najlepszym dowodem. Elisabeth von Thurn und Taxis jest młodą, nowoczesną kobietą. Wychowywała się najpierw w Ratyzbonie, do szkoły chodziła w Londynie, studiowała w Paryżu, mieszkała w Nowym Jorku. Jej domem jest świat – pisze brat Benedykta XVI, zachęcając do lektury apologii pobożności ludowej autorstwa 28-letniej niemieckiej arystokratki."
10
Cóż to jest, to wyrażanie wiary za pomocą zmysłów? Jest to owo "postaciowanie", za pomocą którego lud często wyrażał głębokie treści, mimo, iz nie umiał ich zwerbalizować. A my dzisiaj wymagamy, żeby o wszystkim gadać, albo pisać.
A jak ktoś nie umie powiedzieć tak, jak my chcemy, to uznajemy, że nie zna on treści. Jakie zaś treści mogą wyrażać się w uporządkowaniach przestrzeni, w symbolach niewerbalnych?

Kard. Ratzinger, "Duch Liturgii":
"W obszarze religii kultura ujawnia się przede wszystkim we wzroście prawdziwej pobożności ludowej. To, iż w Ameryce Łacińskiej, niezależnie od wielu niedostatków misji chrześcijańskich i niezależnie od tego wszystkiego, co jeszcze jest do zrobienia, wiara chrześcijańska zapuściła w duszach głębokie korzenie, wyraża się w pobożności ludowej, w której tajemnica Chrystusa stała się czymś bliskim ludziom — Chrystus stał się rzeczywiście jednym z nich. Wspomnijmy tutaj pobożność pasyjną, w której te cierpiące narody, wspominając okrutne bóstwa swej przeszłości, dostrzegły w Bogu cierpiącym wraz z nimi odpowiedź na ich najgłębsze oczekiwania. Wspomnijmy tu pobożność maryjną, w której człowiek doświadcza dogłębnie całej tajemnicy Wcielenia, delikatności Boga i włączenia człowieka w samą istotę Boga, w istotę Jego działania.
Pobożność ludowa to żyzna ziemia, bez której liturgia nie może wzrastać. Niestety, była ona często lekceważona, a nawet deprecjonowana przez część Ruchu Liturgicznego, a także w trakcie reformy posoborowej. Miast tego należy ją miłować, oczyszczać tam, gdzie trzeba, i kierować nią, zawsze jednak przyjmować z wielkim szacunkiem jako wyraz przywiązania do wiary, przywiązania obecnego w sercu narodów, nawet wówczas, gdy pobożność ta wydaje się obca lub niezrozumiała. Jest ona niewątpliwym, wewnętrznym zakorzenieniem wiary; tam, gdzie usycha, tam z łatwością dochodzi do głosu racjonalizm i sekciarstwo. Wypróbowane elementy pobożności ludowej mogą wywierać wpływ na formowanie liturgii i to bez gorliwego jej „robienia”, lecz w procesie cierpliwego, powolnego wzrostu"
11

To, czy rytuały będą magią, czy nie, to zależy od człowieka, ale na tej zasadzie dogmatycznie doskonałe wyrażenia i mówienie o miłości, czynienie dobrych uczynków też może być rozumiane magicznie. Nie znaczy to, że mamy odrzucać dogmatyczne słowa, czy dobre uczynki, ale nadawać im- tak, jak ludowym rytuałom- WŁAŚCIWE ZNACZENIE.
W filmie "Wielka Cisza", jedne z nielicznych słów jakie padły brzmiały mniej więcej tak:
" W Życiu jest wiele Znaków. Niektóre z nich nie mają znaczenia. Grunt nie leży w ich usuwaniu, ale w nadawaniu im właściwego znaczenia. Bo człowiek bez znaków czuję się zagubiony".
Proponuję więc potraktować ludowe obrzędy, uporządkowania przestrzeni, czasu, relacji społecznych i międzycielesnych jako z n a k i Bożego, Miłosnego Porządku. Bo to, że ludzie ich znaczenia nie werbalizowali nie znaczy, że go nie rozumieli

Ktosik nam powiedział co jest lekarstwem na chorobę. A to lekarstwo w rzeczywistości jeszcze bardziej potęguję tą chorobę...
Proponuję więc potraktować ludowe obrzędy, uporządkowania przestrzeni, czasu, relacji społecznych i międzycielesnych jako z n a k i Bożego, Miłosnego Porządku. Bo to, że ludzie tego nie werbalizowali nie znaczy, że tak tego nie rozumieli
To jest tak, że ktoś nam powiedział co jest lekarstwem na chorobę. A to lekarstwo w rzeczywistości jeszcze bardziej potęguję tą chorobę...
Przycinając za długa nogę u stołu żeśmy się zapędzili i przycięliśmy ją zbytnio. I gdy okazuje się teraz, że stół dalej stoi krzywo, to przycinamy tą samą nogę dalej, sprawiając, że stół stoi jeszcze krzywiej...
Ważne, że chcemy leczyć, przybliżać do Chrystusa, przywracać stół wiary do równowagi.
Czy mogę milczeć, kiedy dane mi było dowiedzieć się, że to, co uznawaliśmy za lekarstwo, to przyczyna choroby, że należałoby raczej tą nogę przedłużyć, niże skracać? Czy mogę tą wiedzę zachować dla siebie? Nie wolno mi. Dane mi było to poznać nie dla siebie. Nie ja to wymyśliłem, nie moja to zasługa, nie zapracowałem sobie na tą wiedzę. Chcę się nią podzielić, bo wierzę, że jest owocem Przypominania Ducha Świętego. Bo wielu ludzi podzieliło się ze mną darami, wiedzą, które otrzymali, które im zostały Przypomniane. Pozwólcie więc i mnie się podzielić. Dlatego właśnie jesteśmy Kościołem, wspólnotą- żebyśmy się dzielili Przypominaniem. Gdyby każdy otrzymał pełnię wiedzy i umiejętności, to byśmy drugich ludzi nie potrzebowali. A tak, możemy się dzielić jak tutaj- każdy przynosi dary, które wcześniej otrzymał i łączymy je w jedno. Tak jak my mamy stanowić jedno w Chrystusie.
Rytuały same w sobie są tym, co ma swe wypełnienie i właściwą realizację w Chrześcijaństwie. Jest to naturalna, właściwa i konieczna forma religijności. To, że były skierowane ku błędnym celom, nie znaczy, że są one złe tak, jak to, że religie pogańskie były fałszywe nie znaczy, że religię w ogóle trzeba odrzucić. Bo Chrześcijaństwo, to religia, która spełnia pragnienia religii poprzednich i wypełnia- uspójnia dotąd wybrakowany, a przez to zaprzeczający sobie religijny konstrukt owym "Consummatum Est" wypowiedzianym przez Chrystusa na drzewie Krzyża... Ale wypełnia, a nie obala.

Kochani!

Głupoty gádają ci, co mówią, że katolicyzm ukradł swą treść innym wierzeniom. Chrześcijaństwo właśnie na tym polega, że uznaje się za pierwsze rzeczywiste wypełnienie tego, co od wieków było przedmiotem pragnień- obrazów, zaszczepionych w naturalnej mentalności ludzkiej, ujawniającej się najpierw w mitach wyrażanych za pomocą działania- czyli w obrzędach, a później w mitach wyrażanych za pomocą słowa. Mit, to próba usensownienia i wyjaśnienia całościowego rzeczywistości. Nie było to możliwe, dopóki nie przyszedł Chrystus. Dotąd mogło być to tylko przedmiotem niepokonalnie niespełnialnych pragnień. Chrystus przyniósł "Mit", który był pierwszym i jedynym urzeczywistnieniem struktur generujących sens mitów poprzednich. "Mit" Chrystusa przestał być fałszem- słusznym oczekiwaniem skierowanym w niewłaściwą stronę. Mit Chrystusa stał się rzeczywistym celem słusznego oczekiwania. Ale tego oczekiwania, wraz z jego strukturą semiotyczną nie obalił. Nie obalił, ale Wypełnił.

Nie obalajmy więc obrzędów, rytuałów, sakralnego uporządkowania symbolicznego czasu i przestrzeni podług ładu zorientowanego na Środek Świata- który na ziemi obecny jest w Eucharystii. Jest to wypełnienie pragnienia większości kultur w historii-pragnienia życia wokół takiego środka. I rzeczywiście ludy tradycyjne widziały taki środek symbolicznie w domu, wsi, świątyni, a ten środek uczestniczył wg nich w niebiosach z ich ponadczasowością. Chrystus to pragnienie urzeczywistnił. Nie obalił, ale Wypełnił!
Powróćmy do tych pragnień i ich symbolicznych odwzorowań, bo inaczej nie zrozumiemy naprawdę tego, co na Chrystusowym Krzyżu zostało dopełnione!

1 C. K. Norwid literat.ug.edu.pl/cnprom/0006.htm (na dzień 29. 05. 2012)

2 M. Lubańska Religijność chrześcijan obrządku wschodniego na pograniczu polsko- białoruskim, Warszawa 2007, str. 10
3W. Pawluczuk Potoczność i transcendencja, Kraków 1994 : Zakład Wydawniczy NOMOS, str 111
4Co semiotycy tartusko-moskiewscy związ prymarnym systemem modelującym. Jednakże nawet oni przyznają po czasie, że nie chodzi tu o prymarność chronologiczną, czy sprawną, ale o rangę języka w kulturze. Por.:
B. Żyłko, Semiotyka kultury, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009
5J.Ratzinger, Nowa Pieśń dla Pana, przeł. Juliusz Zychowicz, Znak, Kraków 1999, str. 171
6K. Pomian, za: R. Tomicki, Kultura-dziedzictwo-tradycja, w: Etnografia Polski Przemiany kultury ludowej, t II, Warszawa 1981, str. 353-369

7J. Ratzinger, Duch Liturgii, str. 200
8 J.Ratzinger, Tamże
9C.K. Norwid, Tamże, za: literat.ug.edu.pl/cnprom/index.htm dzień 11. X. 2012)
10storico.radiovaticana.va/…/445987_ks_georg… (na dzień 25 .09.2012)
11 J. Ratzinger, Tamże, str. 218
Chcący
Ks. Piotr Natanek też słuszał ten zarzut, że magiczanie pojmuje wiarę. Powyżej wyjaśniam dlaczego to zarzut niesłuszny..
Chcący
Zewnętrzne formy są potrzebne religii, bo człowiek jest cielesny