Clicks732
danutadubiel
12

CO BOLI POLSKICH TRADYCJONALISTÓW!

"Liturgia ścisła." Artykuł o Tradycjonalizmie Katolickim w Polsce.

Liturgia ścisła

Co boli polskich tradycjonalistów

Nie znoszą poklepywania Pana Boga po plecach. Rozczarowani posoborową Mszą, szukają schronienia w łacinie i dymie kadzidła.


Marcin Libicki, 68-letni eurodeputowany PiS, uważany jest za nestora poznańskich tradycjonalistów. W rankingu szwajcarskiej organizacji The European League Of Geneva wybrany najskuteczniejszym europarlamentarzystą polskim. Swoich rozmówców lubi na próbę zapytać, jakiego wyznania jest Pan Bóg. Katolickiego, oczywiście. Jak katolik odpowie, że nie wie, u Libickiego jest spalony.

Uważa, że problemem dzisiejszego Kościoła nie jest zła liturgia posoborowa. Tylko to, że liturgii w ogóle nie ma.

Przez 40 lat obserwował zmiany w życiu Kościoła w Polsce i w Europie. – Stopniowo znikał aspekt mistyczny, sakralny. Religia porządkowała życie społeczne, a przestawała łączyć człowieka z Bogiem – twierdzi.

Wątpi w dobre intencje reformatorów, którzy po Soborze Watykańskim II znieśli Mszę trydencką. – Chcieli uczynić tajemnice Mszy bliższymi człowiekowi, a doprowadzili do jej desakralizacji – przekonuje. – W Polsce to mniej widoczne, ale na Zachodzie doszło do katastrofy. Znamienna jest zamiana symboliki krzyża na znak ryby.

W Brukseli widział, jak ksiądz przy Podniesieniu rozszarpał gwałtownym ruchem Hostię i pokazał ją ludziom w dwóch rękach. A przy komunii księża trzymali patenę z opłatkami i kielich. Wierni obsługiwali się sami.

W Poznaniu na Mszy dla dzieci ksiądz kładł na ołtarz misia.

– To infantylizacja najpiękniejszej rzeczy, jaka jest po tej stronie Nieba – przekonuje Libicki. Wątpliwości pomógł mu uporządkować szef poznańskiego ZChN Marek Jurek. Razem z kilkoma innymi działaczami uzyskali w 1994 r. zgodę abp. Jerzego Stroby na odprawianie w Poznaniu Mszy trydenckiej.

Krakowski kościół bonifratrów. Dzwon. Wierni wstają. Kapłan w złoto-fioletowym ornacie z wielkim krzyżem powoli wkracza do głównej nawy z dwoma ministrantami. Na głowie ma czarny biret. Całuje ołtarz i długo go okadza. Szepcze modlitwy. Obraca się do ludzi: – Dominus vobiscum. – Et cum spiritu tuo...

Msza czy spotkanie towarzyskie

Jan Filip Libicki jest synem Marcina, posłem PiS. Kawaler, 34 lata, porusza się na wózku inwalidzkim. Rozmowny jak ojciec i tak samo jak on nie boi się mocnych słów. W zeszłym roku proponował, by w polskich miastach wydzielić dzielnice dla sex-shopów i domów publicznych. Skoro już są, to niech znikną z głównych ulic.

W latach 80. często wyjeżdżał leczyć się na Zachód. Trudno mu było uwierzyć w niektóre sceny.

– Ksiądz, zaraz po Mszy, stojąc jeszcze przy ołtarzu, zdjął przez głowę albę i jakby nigdy nic wyszedł sobie na miasto – wspomina.

W Polsce uczestniczył w Mszach duszpasterstw młodzieżowych, ale czuł niesmak. – To często były raczej spotkania towarzyskie. Tam się nie szło po to, żeby kontemplować liturgię – mówi.

W czasie jednego z wyjazdów do Niemiec odwiedził seminarium Bractwa św. Piotra, księży tradycjonalistów wiernych Rzymowi, w Wigratzbad nad Jeziorem Bodeńskim. Tam po raz pierwszy uczestniczył w starej Mszy. – Nie podobała mi się, niewiele rozumiałem – przyznaje.
Zaczął czytać publikacje na temat Mszy trydenckiej, by odnaleźć w nich odpowiedzi na swoje wątpliwości. W 1984 roku trafił na „List otwarty do zagubionych katolików" abp. Marcela Lef?bvre'a. Porównał go z „Raportem o stanie wiary" kard. Ratzingera.Oni pisali o tych samych sprawach, tylko nieco innym językiem – uważa.
W Polsce tradycjonalistów jest około tysiąca. Wywalczyli sobie stare Msze w jedenastu miastach. Środowisko poznańskie, najsilniejsze w Polsce, uzyskało specjalne zezwolenie – tzw. indult – jako pierwsze w kraju. Do dziś w Wielkopolsce rej wodzą byli działacze ZChN, obecnie politycy pierwszej linii. Ale są też naukowcy, publicyści, prawnicy, studenci. Ludzie energiczni, o poglądach na ogół mocno prawicowych. Wielu to działacze konserwatywnego Klubu Monarchistyczno-Zachowawczego, w którego manifeście napisano, że wszelka władza pochodzi od Boga. Kiedyś byli ministrantami, uczestnikami pielgrzymek, duszpasterstw. Potem wyjeżdżali na zagraniczne stypendia. Szukali starej Mszy, bo, jak mówią, zgorszyli się tym, co zobaczyli w tamtejszych kościołach.

Bogusław Kiernicki, 45 lat, jest prezesem Fundacji św. Benedykta, która wydaje „Christianitas", pismo środowisk tradycjonalistycznych. W dzieciństwie zdążył jeszcze być ministrantem w starym rycie, ale te wspomnienia szybko się zatarły.

W 1984 r. pojechał do Hiszpanii na zjazd młodzieży katolickiej. Tam przeżył wstrząs. Do dzisiaj nie jest pewien, czy pierwsza Msza, w jakiej tam uczestniczył, w ogóle była Mszą. W czasie zwykłego śniadania jeden z księży, w normalnym ubraniu, odszedł od stołu, wziął z niego chleb i wino, i nagle okazało się, że trwa liturgia.

Po powrocie do Polski zastanawiał się, co stało się na Zachodzie. Rozczytywał się w „30Giorni", katolickim piśmie związanym z włoską chadecją i konserwatywnym ruchem „Comunione e Liberazione", które dostawał od jednego z biskupów. W 1987 r. wyjechał na stypendium do Włoch i tam po raz pierwszy od prawie 20 lat trafił na starą Mszę. Potem przeniósł się do Paryża. Był to akurat czas, kiedy nad abp. Lef?bvrem gromadziły się czarne chmury. Kiernicki zaczął regularnie już chodzić na Msze trydenckie.

Po roku poszedł na pielgrzymkę tradycjonalistów do Chartres. – Kiedy wychodziliśmy z Notre Dame, żegnał nas abp Lef?bvre. Miał wśród nas ogromny autorytet – wspomina. – Krążyła wiadomość, że podpisał porozumienie z kard. Ratzingerem i na końcu pielgrzymki uroczyście ogłosi pojednanie z Rzymem. Szliśmy z poczuciem radości i nadziei.

W Chartres czekały zatrzaśnięte bramy katedry. Abp Lef?bvre nie złożył podpisu pod umową i zdecydował samowolnie wyświęcić czterech biskupów. Spadła na niego ekskomunika.

– Oznajmiono nam decyzję biskupa miasta, że katedra to nie miejsce dla tradycjonalistów. Wielu z nas płakało z żalu, zmęczenia i wściekłości. Msza została odprawiona na zewnątrz. Te wydarzenia zostawiły w mojej pamięci głęboki ślad. To byli ludzie wierzący, młodzi katolicy, którzy mieli za sobą trud pielgrzymki i chcieli tylko wejść do świątyni i pomodlić się przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej. I mieli do tego prawo! – irytuje się.

To przeżycie ostatecznie związało Kiernickiego z tradycjonalistami. Tymi, którzy pozostali przy Papieżu.

Poznań, kościół franciszkanów na Wzgórzu Przemysła. Przy ołtarzu wspierającym się o płytę pilśniową (trwa remont) siwo od kadzidła. Pochylony nad nim celebrans długo wypowiada słowa konsekracji. Prostuje się, w jego wyrzuconych w górę rękach widnieje Hostia.

Opór proboszczów

Na mocy wydanego przez Jana Pawła II w 1988 r. dekretu „Ecclesia Dei" biskupi mogą udzielać zgody na odprawianie Mszy i udzielanie sakramentów w starym rycie. Tyle w świetle prawa. Praktyka bywa inna.

– W Poznaniu zostaliśmy oćwiczeni okrutnie – twierdzi Justyn Piskorski, 36-letni prawnik karnista o ostrym jak brzytwa języku. Nigdy nie zapomni wyjazdu do niemieckiego Oldenburga. Długo szukał kościoła katolickiego. Odnalazł taki, gdzie w prezbiterium stał sprzęt gimnastyczny: materace i instalacja do skoku wzwyż. Po czytaniach celebrans usiadł. Dziewczynka w stroju sportowym rozpędziła się wzdłuż głównej nawy i przeskoczyła nad poprzeczką. Ministranci podnieśli barierkę wyżej, ona znowu skoczyła. I tak kilka razy. W końcu ksiądz wyszedł na ambonę i powiedział, że w życiu trzeba sobie stawiać coraz większe wymagania.

Co niedzielę z żoną i dziećmi przejeżdża 30 kilometrów z domu pod Poznaniem na Mszę trydencką.

Piskorski korespondował z kurią w sprawie ślubu i chrztu trojga swoich dzieci. Ślubu nie udało się wywalczyć. – Dostaliśmy odpowiedź, że wolą Ojca Świętego jest, żeby tradycja nie przechodziła na następne pokolenia. Innym razem, że jesteśmy zbyt młodzi, żeby deklarować przywiązanie do starego rytu. Proszono, aby z pokorą przyjąć decyzję odmowną.

Władysław Bogaczyk, tradycjonalista

i szef poznańskiego oddziału „Gazety Wyborczej", starał się o chrzest syna w starym rycie. Kurialny specjalista od prawa kanonicznego odpowiedział mu, że Papież sobie nie życzy. Pomógł ówczesny opiekun grupy trydenckiej. – Jak za komuny: jak się znało panią Ziutę w sklepie, to się miało szynkę – ironizuje Bogaczyk. W chrzcie jego synka uczestniczył ksiądz z Bractwa św. Piotra, ksiądz z kurii i proboszcz.

– Cyrk – śmieje się Bogaczyk. – Mój syn to nie książę Filip ani księżniczka Anna i nie ma potrzeby, żeby go chrzciło trzech księży.

– Kuria nie udziela chętnie zgody na sakramenty ze względu na opór proboszczów – tłumaczy ks. prałat Jan Stanisławski, wyznaczony przez metropolitę poznańskiego abp. Stanisława Gądeckiego na opiekuna tamtejszych tradycjonalistów. – Posługi duszpasterskie, a więc i udzielanie sakramentów, należą do obowiązków proboszcza. Nie można na podstawie upodobań części wiernych tworzyć parafii personalnych i powodować rozdźwięku w diecezji.

Kraków. Wierni w ciszy zbliżają się do balasek dzielących nawę od barokowego prezbiterium. Młody człowiek z pierwszej ławki długo zwleka. Klęcząc z pochyloną głową, bije się w piersi. Kapłan przed każdym z przyjmujących komunię kreśli Hostią znak krzyża – Corpus Domini nostri Iesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam amen.

Komunia od hostessy

– Interpretacja Soboru poszła zupełnie nie tam, gdzie pozwalały jego dokumenty – uważa Marcin Libicki. – Na usprawiedliwienie tego ukuto określenie „Duch Soboru".

– Ale nie można powiedzieć, że przed Soborem wszystko było dobrze – odpowiada ks. Wojciech Grygiel z Bractwa św. Piotra, który odprawia trydenckie Msze w Krakowie. – Panował rubrykalizm, z liturgii zrobiono system mało zrozumiałych symboli, wyłączając w ten sposób wiernych z aktywnego uczestnictwa. Jeśli jednak liturgię się spłaszczy i odbierze jej wymiar misterium, osłabi to kontakt człowieka z Bogiem – dodaje.
– Parę lat temu w Poznaniu w kościele Nawiedzenia NMP komunii udzielał ordynariusz – opowiada Marcin Libicki. – Ludzie klękali, a towarzyszący biskupowi kapelan krzyczał: „proszę wstać, proszę wstać, przyjmujemy na stojąco!".

– Co to za Pan Bóg, przed którym człowiek nie klęka? – pyta Justyn Piskorski. Komunii na rękę, jak inni tradycjonaliści, nie uznaje.

Ks. Grygiel mocno jednak podkreśla, że pod względem sakramentalnym oba ryty, stary i nowy, są warte tyle samo. – Duch liturgii, o którym tyle mówił kard. Ratzinger i mówi Benedykt XVI, unosi się ponad samą liturgią.

– Czy Kościół czekał na zmianę rytu Mszy? – zastanawia się Bogusław Kiernicki. – Jeśli tak, to chyba niekoniecznie w tym kierunku, w jakim zmiany realnie nastąpiły. To dobrze widać na przykładzie benedyktynów tynieckich. Gdy przegląda się ich publikacje z tego czasu, to widać, że czekali na zmiany w duchu średniowiecznym, przywracające liturgii w jeszcze większym wymiarze kontemplację i milczenie. A po 1969 r. udawali, że cieszą się z Mszy beatowej, gitar i infantylnych piosenek.

– Rewolucja posoborowa w znacznym stopniu zniszczyła liturgię katolicką – mówi ostro Marcin Libicki. – Zmiany wprowadzone przez Pawła VI wypaczyły to, co było jej istotą.

Destrukcyjne zmiany w liturgii to według Libickiego przede wszystkim koncelebra, czyli odprawianie Mszy przez wielu kapłanów.

– Na Błoniach Mszę odprawiało 1,5 tys. księży. Więc to jest jedna Msza, czy 1500? – pyta. – Księża stali porozstawiani w promieniu kilkuset metrów od ołtarza. Nie czynili wszystkich potrzebnych gestów, nie odmawiali wszystkich modlitw. A jeżeli na przykład któryś był niewierzący, to cała liturgia była nieważna, czy tylko część?

Dla Libickiego sprawa jest prosta: jedna Msza – jeden kapłan.

W oczach tradycjonalistów zreformowana liturgia traci wyrazistość. Włodzimierz Bogaczyk widział w Portugalii Mszę, w czasie której kapłan wszystkich chętnych zaprosił za ołtarz. – A komunię rozdawała jakaś przypadkiem wybrana starsza pani. Ksiądz wskazał na nią palcem i zawołał: „no chodź, chodź!".

– We Francji często widziałam szafarzy nadzwyczajnych – dodaje studentka Kasia spotkana na poznańskiej Mszy indultowej. – Panienki rozchodzą się po kościele z drewnianymi, nieliturgicznymi naczyniami i jak hostessy z uśmiechem podają hostię.

– Czasem ksiądz mówi na końcu Mszy: „taka dzisiaj zimna niedziela, idźcie do domu, napijcie się ciepłego rosołku", a potem błogosławi – oburza się Marcin Libicki. – To jest dezintegracja kultu. W liturgii o rosołku nie ma ani słowa.

– W praktyce liturgii posoborowej widzę tendencję do poklepywania Pana Boga po plecach – ocenia jego syn.

Poznań. – Pater noster, qui es in cealis – starczym, ale dostojnym i nieco tylko drżącym głosem intonuje modlitwę kapłan. Wierni w ciszy wysłuchują śpiewu, po czym włączają się w ostatnim wersie: – Sed libera nos a malo.
Grupa kłopotliwa

Poznańscy tradycjonaliści opowiadają, że Mszę w rycie trydenckim musieli wywalczyć. Abp Stroba wydał indult, czyli specjalną zgodę na odstępstwo od praktyki kościelnej. Msza trydencka w niej się nie mieści. Zgodził się na jej odprawianie najpierw co miesiąc, potem co dwa tygodnie. Na czas próby.

Bogaczyk: – To zresztą była Msza w maleńkiej, nieogrzewanej kaplicy, a uczestnicy zostali zobowiązani, żeby nikomu o niej nie mówić. Jak za Niemca!

Na Mszę przychodzą przede wszystkim młodzi. – Urodzili się po Soborze i odkryli trydencką liturgię na nowo – tłumaczy Filip Libicki. – A większość niewtajemniczonych sądzi, że spotka się tu głównie sentymentalne starsze panie.

– Ciekawa rzecz, w Krakowie przychodzi dużo ludzi po studiach ścisłych, fizycy, matematycy, mniej humanistów – mówi ks. Wojciech Grygiel. – Stara liturgia jest bardziej poukładana, przewidywalna, ma w sobie coś matematycznego. Być może dlatego odpowiada tym, którzy lubują się w ścisłości.

Po kolejnych prośbach abp Gądecki przyznał poznańskim tradycjonalistom coniedzielną Mszę o 14.00 w dużym kościele, u franciszkanów.

Niektórzy tradycjonaliści skarżą się na przydzielonych im księży.

– Czasem manifestują regularną niechęć, wygłaszają skrajnie propagandowe kazania o błędach, w których tkwimy – denerwuje się Justyn Piskorski. – Rozumiem, że jak wszyscy chrześcijanie musimy nieść swój krzyż, ale czemu funduje nam go Kościół?

Jak 72-letni prałat Stanisławski zareagował na wyznaczenie go decyzją arcybiskupa na duszpasterza tradycjonalistów? – Tak jak każdy kapłan, w duchu posłuszeństwa – odpowiada. Nie czuje się jednak w tej funkcji komfortowo. – Stara liturgia mnie ukształtowała, to Msza moich prymicji – tłumaczy. – Ale odnowę soborową przyjąłem całym sercem. To była dla Kościoła wielka łaska. W liturgii przedsoborowej są punkty nie do utrzymania. Formuła ofiarowania chleba i wina za grzechy kapłana, kiedy Chrystus jeszcze nie jest obecny, te wszystkie powtórzenia i modlitwy odmawiane po cichu, brak dialogu. Gdy człowieka ukształtował już Sobór i przyjął go z pełną aprobatą, to tworzy się wewnętrzny rozdźwięk.

– Gdyby księża z Bractwa św. Piotra mogli w polskich miastach zakładać parafie, zrodziłyby się normalne struktury duszpasterskie – mówi Bogaczyk. – A tak, mamy zamknięte getto i dziwne ustalenia. Dlaczego w normalnych kościołach nie ma Mszy o 14.00? Bo wszyscy jedzą rodzinny obiad. W rezultacie na naszą Mszę przychodzi mało ludzi i mówi się o nich, że to grupa specyficzna, kłopotliwa.

Spokojnie czekają na zapowiadany papieski indult generalny. Benedykt XVI znany jest z sympatii dla tradycjonalistów. – Nie sądzę, żeby Papież całkowicie wyjął spod władzy biskupów celebrację starego rytu – studzi jednak nadzieje ks. Grygiel. – Wolna amerykanka doprowadziłaby do chaosu, który nikomu by nie służył. Musi być jakaś kurialna kontrola przygotowania liturgicznego księży, doboru kościołów, kwestii prawnych. Może na przykład na poziomie diecezjalnym biskupi powołają specjalnych wikariuszy do tej sprawy.

– Indult zdejmie utrudnienia w życiu tradycjonalistów – ma nadzieję Kiernicki. – Niektórzy księża wprowadzą Mszę trydencką do zwykłego porządku niedzielnego. Padnie mit, że to coś niebezpiecznego dla Kościoła.
– W Wigratzbad z jednego kościoła wspólnie korzysta seminarium Bractwa św. Piotra i zwykli parafianie – dopowiada Filip Libicki. – I tam na liturgii posoborowej używa się kadzidła, śpiewy są wprawdzie po niemiecku, ale na modłę gregoriańską. Trudno dociekać papieskich intencji – dodaje. – Myślę jednak, że jeśli taka koegzystencja obu rytów stanie się powszechna, to nowy ryt odzyska powagę celebracji, a na liturgię trydencką przestanie się patrzeć jak na dziwo.

Bogaczyk uważa, że wtórnym skutkiem indultu może być pojednanie Kościoła z lefebrystami. Tradycjonaliści podkreślają jedność z Rzymem, ale abp. Lef?bvre'a, założyciela Bractwa św. Piusa X, bardzo cenią. – Dobrze pamiętam go z czasu pobytu we Francji. Mam dla niego ogromną wdzięczność za to, co zrobił dla starej liturgii i dla tradycji Kościoła. Chociaż wyświęcenie biskupów bez zgody Rzymu to był błąd i nieszczęście – mówi Kiernicki.

– Modlę się o jego zbawienie – wyznaje Marcin Libicki.

Piskorski swojemu najmłodszemu synkowi nadał imię Marcel.

Fast food

Tradycjonaliści wiedzą, że w Polsce jeśli ktoś chce porządnie odprawianej Mszy, to ją znajdzie, szczególnie w dużym mieście. Bez indultu, bez rytu trydenckiego. – W Polsce, której niestety duch posoborowych zmian również nie oszczędził – zauważa Kiernicki – są jeszcze spore pokłady tradycyjnego chrześcijańskiego ładu. Jest wiele parafii, gdzie księża pobożnie odprawiają Mszę św., a wierni w niej pobożnie uczestniczą. Niezależnie od tego, w jakim rycie ta Msza jest sprawowana.

Po co więc walczyć o starą Mszę?

– Nie można udawać, że nic się nie wydarzyło – tłumaczy Kiernicki. – Że nie ma nadużyć, psucia Kościoła. Ale można na to spojrzeć jeszcze z innej, bardzo obecnie modnej perspektywy. Ekolodzy protestują dziś, kiedy zagrożony jest jakiś gatunek mrówki, żabki czy roślinki. Jak można więc stać i spokojnie patrzeć, jak umiera stara Msza?

Bogaczyk zastrzega, że Mszy nie można do niczego porównać. Ale jeśli by to zrobić i wyjść od tego, że Msza jest strawą duchową, to nowy ryt jest dla niego jak fast food.

Kraków. Kapłan powoli obraca się twarzą do ludzi i czeka, aż wybrzmi śpiewany przez pięciu kantorów chorał. Kreśli powoli nad wiernymi znak krzyża. Bierze głęboki oddech.

– Ite, missa est – śpiewa. Misternie moduluje drugą sylabę, aż o oktawę.

– Deo gratias – odpowiadają wierni.


baltia.bloog.pl/id,1472553,titl…
danutadubiel
Polskich tradycjonalistów boli głupota i lenistwo modernistów. Lenistwo w szukaniu Prawdy.
danutadubiel
Polskich tradycjonalistów boli, że Papież Franciszek nie może się doczekać uroczystości świętowania herezji Lutra.
One more comment from danutadubiel
danutadubiel
Polskich tradycjonalistów boli to, że Rzym dogaduje się z protestantami, judaistami i muzułmanami, a prawych katolików jakim jest Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X traktuje, jak piąte koło u wozu...
Ot.... przyjadą, pogadamy ale i tak nie wrócimy do tego, co było przed soborem...
Atalia
Why do you write with a capital letter
Atalia
danutadubiel
do not spam
you're everywhere
go away from the computer
shoo babo
computer addiction
danutadubiel
tahamata 23:09

Psiemko miał dobre określenie "wrzód", ale tuhajbeje go wycięły...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wrzód śmierdzi strasznie. Czuje się go na odległość.
Parszywa dwudziestka....., albo i lepiej.
tahamata
Psiemko miał dobre określenie "wrzód", ale tuhajbeje go wycięły...
danutadubiel
McMarkus 22:59

Gdyby ktoś nie wiedział to Martyna1 jedno z kolejnych wcieleń trolla o nazwie danutadubiel
-------------------------------------------------------------------------------------
Parvus, co jeszcze wymyślisz? Trollu o kilkudziesięciu nickach?
Troll, to bardzo delikatne określenie w stosunku do ciebie.
danutadubiel
Każdego, który dojrzał do wiary naszych ojców boli, że wielu hierarchów Kościoła nie podejmuje choćby minimum chęci poznania tej przepięknej Mszy a co za tym idzie - poznania Tradycji.
Z doświadczenia z rozmów z Kapłanami, którzy celebrują tę Najświętszą Ofiarę wiem, że z całego serca dziękują Bogu za Benedykta XVI, za wiernych, którzy wiele czynią, by Tradycja powróciła do naszych Kościołów, …More
Każdego, który dojrzał do wiary naszych ojców boli, że wielu hierarchów Kościoła nie podejmuje choćby minimum chęci poznania tej przepięknej Mszy a co za tym idzie - poznania Tradycji.
Z doświadczenia z rozmów z Kapłanami, którzy celebrują tę Najświętszą Ofiarę wiem, że z całego serca dziękują Bogu za Benedykta XVI, za wiernych, którzy wiele czynią, by Tradycja powróciła do naszych Kościołów, oraz ubolewają nad tym, że tak łatwo daliśmy się zwieść modernizmowi.
One more comment from danutadubiel
danutadubiel
(...) Poznańscy tradycjonaliści opowiadają, że Mszę w rycie trydenckim musieli wywalczyć. Abp Stroba wydał indult, czyli specjalną zgodę na odstępstwo od praktyki kościelnej. Msza trydencka w niej się nie mieści. Zgodził się na jej odprawianie najpierw co miesiąc, potem co dwa tygodnie. Na czas próby.
Bogaczyk: – To zresztą była Msza w maleńkiej, nieogrzewanej kaplicy, a uczestnicy zostali zobow…More
(...) Poznańscy tradycjonaliści opowiadają, że Mszę w rycie trydenckim musieli wywalczyć. Abp Stroba wydał indult, czyli specjalną zgodę na odstępstwo od praktyki kościelnej. Msza trydencka w niej się nie mieści. Zgodził się na jej odprawianie najpierw co miesiąc, potem co dwa tygodnie. Na czas próby.
Bogaczyk: – To zresztą była Msza w maleńkiej, nieogrzewanej kaplicy, a uczestnicy zostali zobowiązani, żeby nikomu o niej nie mówić. Jak za Niemca!
Po kolejnych prośbach abp Gądecki przyznał poznańskim tradycjonalistom coniedzielną Mszę o 14.00 w dużym kościele, u franciszkanów.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
To, co powyżej było przed Summorum Pontyficum.
"....Przez 40 lat obserwował zmiany w życiu Kościoła w Polsce i w Europie. – Stopniowo znikał aspekt mistyczny, sakralny. Religia porządkowała życie społeczne, a przestawała łączyć człowieka z Bogiem – twierdzi....."
================================================
.....i tu jest całe sedno schizmy . Jest to jawne odejście od Chwały Bożej i dążenie do chwały człowieka .
danutadubiel
"Nie znoszą "poklepywania" Pana Boga po plecach. Rozczarowani posoborową Mszą, szukają schronienia w łacinie i dymie kadzidła."
tahamata likes this.