Clicks714

Niepokalane Serce Maryi -Fatima - wspomnienie s. Łucji

Druga tajemnica odnosi się do nabożeństwa Niepokalanego Serca Maryi. Jak już poprzednio mówiłam, Nasza Pani 13 VI 1917 r. zapewniła mnie, że nigdy mnie nie opuści, i że Jej Niepokalane Serce będzie zawsze moją ucieczką i drogą, która mnie będzie prowadziła do Boga. Mówiąc te słowa, rozłożyła swe ręce. Nasze serca przeszyła światłość, która wypłynęła z jej wnętrza. Wydaje mi się, że tego dnia to światło miało przede wszystkim utwierdzić w nas poznanie i miłość szczególną do Niepokalanego Serca Maryi

Od tego dnia odczuwaliśmy w sercu bardziej płomienną miłość do Niepokalanego Serca Maryi. Hiacynta mówiła mi nieraz:
– „Ta Pani powiedziała, że jej Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga. Kochasz ją bardzo? Ja bardzo kocham Jej Serce, ono jest tak dobre!”
Kiedy Nasza Doba Pani w lipcu powiedziała nam w tajemnicy, jak to już wcześniej opisałam, że Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca, aby zapobiec przyszłej wojnie, i że przyjdzie, aby żądać poświęcenia Rosji jej Niepokalanemu Sercu i Komunii św. wynagradzającej w pierwsze soboty, Hiacynta słysząc to powiedziała do mnie:
– „Tak mi żal, że nie mogę przyjmować Komunii św. Na zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi!”
Mówiłam też już, że Hiacynta spośród aktów strzelistych, które O. Cruz nam polecił, wybrała następujący:
– „Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem”.
Gdy wypowiadała te słowa, dodawała ze swoją zwykłą prostotą:
– „Lubię tak bardzo Serce Maryi! Jest to przecież Serce naszej Matki Niebieskiej. Czy ty też lubisz powtarzać: Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem? Ja to tak chętnie czynię, tak bardzo to lubię!”
Często zrywała kwiaty polne i śpiewała sobie na melodię, którą spontanicznie sama wymyślała:
– „Słodkie Serce Maryi, bądź moim ratunkiem. Niepokalane Serce Maryi, nawróć grzeszników, wybaw dusze z piekła”.

Miłość Hiacynty do Niepokalanego Serca Maryi była jakby wlaną cnotą, jak nam Łucja opowiada. To da się jedynie wytłumaczyć wielką łaską mistyczną, której doznała.

Miłość Hiacynty do Niepokalanego Serca Maryi

Krótko przed pójściem do szpitala mówiła Hiacynta mi:
– „ Już niedługo pójdę do nieba. Ty tu zostaniesz, aby ludziom powiedzieć, że Bóg chce wprowadzić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby o tym mówić, nie kryj się. Powiedz wszystkim ludziom, że Bóg daje nam łaski za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, że ludzie muszą je uprosić przez to Serce, że Serce Jezusa chce, aby obok Niego wielbiono Niepokalane Serce Maryi. Niech proszą o pokój Niepokalane Serce Maryi, bo Bóg temu Sercu powierzył pokój na świecie. Ach, gdybym mogła włożyć w serca wszystkich ludzi ogień, który płonie w głębi mojego serca, i który sprawia, że kocham tak bardzo Serce Jezusa i Serce Maryi!”

Któregoś dnia ktoś podarował mi obrazek Serca Jezusowego, dość ładny, jak to ludzie nieraz potrafią zrobić. Zaniosłam go Hiacyncie.
– „Chciałabyś ten obrazek?”
Wzięła go do ręki, spojrzała z uwagą i powiedziała:
– „Jest taki brzydki! Niczym nie przypomina naszego Pana, który jest taki piękny. Ale chcę go mieć, bo to zawsze jest On”.
Zawsze go miała z sobą. W nocy i chorobie kładła go pod poduszką, aż się podarł. Całowała go często i mówiła:
– „Całuję Mu Serce, gdyż to najbardziej kocham. Kto mógłby mi podarować obrazek z Sercem Maryi? Czy nie masz żadnego obrazka z Sercem Maryi? Chciałabym mieć oba razem”.
Innym razem przyniosłam jej obrazek, na którym był Kielich i Hostia św. Wzięła go, pocałowała i promieniejąc z radości powiedziała:
– „Jezus ukryty! Kocham Go bardzo, chciałabym Go tak bardzo przyjąć w kościele! Czy w niebie też się przyjmuje Komunię św.? Jeżeli tam się dostaje Komunię św., to ja będę ją przyjmować codziennie. Gdyby tak Anioł przyszedł do szpitala, aby mi przynieść Komunię św.! Jakbym się cieszyła!”
Kiedy czasami wracałam z kościoła i wchodziłam do niej, pytała mnie:
– „Przyjęłaś Komunię św.?”
Jeżeli mówiłam, że „tak”, prosiła:
– „Przyjdź tu bliżej, całkiem blisko, masz przecież Jezusa ukrytego w swoim sercu”.
Kiedy indziej powiedziała do mnie:
– „Nie wiem, jak to jest. Czuję w sobie Pana Jezusa i rozumiem, co mi mówi, choć Go nie widzę ani słyszę; ale tak dobrze jest być z Nim”.
Znowu innym razem powiedziała:
– „Słuchaj, wiesz co? Pan nasz jest smutny. Pani powiedziała nam, żeby Go nie obrażać więcej, gdyż już i tak jest bardzo obrażany, ale nikt się tym nie przejmuje. Ludzie w dalszym ciągu popełniają te same grzechy”.

13 Lipca 1917
„Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty . Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój , jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje.
...
Tak, Hiacyntę i Franciszka wkrótce zabiorę do siebie, ty jednak musisz tu na ziemi jeszcze dłużej pozostać. Pan Jezus chce się tobą posłużyć, bym była bardziej znana i miłowana. Chce wprowadzić na świecie cześć mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie, i te dusze będą przez Boga kochane jak kwiaty postawione przeze mnie dla ozdoby Jego tronu”.
– „Więc zostanę tu sama?” – zapytała smutna Łucja.
– „Nie córko. Ja cię nigdy nie opuszczę. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do nieba”.

W języku biblijnym « serce » oznacza centrum ludzkiego istnienia, skupiające w sobie rozum, wolę, temperament i wrażliwość, w którym człowiek znajduje swą jedność i swe wewnętrzne ukierunkowanie. «Niepokalane serce » to według Mt 5, 8 serce, które dzięki oparciu w Bogu osiągnęło doskonałą jedność wewnętrzną i dlatego «ogląda Boga». «Kult» Niepokalanego Serca Maryi oznacza zatem zbliżanie się do takiej postawy serca, w której fiat – «bądź wola twoja» – staje się centrum kształtującym całą egzystencję. Gdyby ktoś podniósł zastrzeżenie, że nie powinniśmy jednak stawiać istoty stworzonej między nami a Chrystusem, należałoby przypomnieć, iż Paweł nie wahał się powiedzieć do swoich wspólnot: naśladujcie mnie! ( 1 Kor 4, 16; Flp 3, 17; 1 Tes 1, 6; 2 Tes 3, 7.9).
Na przykładzie Apostoła mogą się one namacalnie przekonać, co znaczy iść za Chrystusem. My natomiast od kogóż moglibyśmy uczyć się tego w każdej epoce lepiej niż od Matki Chrystusa?

Rozmyślanie o piekle
Kiedyśmy tego dnia przyszli na pastwisko, Hiacynta usiadła na kamieniu zamyślona.
– „Hiacynta, chodź się bawić!”– „Dzisiaj nie chce mi się bawić”.
– „Dlaczego nie chce ci się bawić?”
– „Dlatego, że się zastanawiam. Ta Pani powiedziała nam, abyśmy odmawiali różaniec i ponosili ofiary o nawrócenie grzeszników. Teraz, gdy będziemy odmawiali różaniec, to będziemy odmawiali całe „Zdrowaś” i „Ojcze nasz”. A ofiary, jak mamy je ponieść?”
Franciszek wynalazł od razu sposób złożenia dobrej ofiary.
– „Damy nasz posiłek owcom i złożymy ofiary z jedzenia”.
W parę minut potem cały nasz posiłek został rozdzielony pomiędzy naszą trzodę. I tak spędziliśmy ten dzień na czczo niczym najsurowszy kartuz. Hiacynta siedziała w dalszym ciągu na swym kamieniu z miną zamyśloną i zapytała:
– „Ta Pani powiedziała też, że dużo dusz idzie do piekła. A co to jest piekło?”
– „To jest jama zwierzęca i wielki stos (tak nam tłumaczyła moja matka), dokąd idzie ten, kto grzeszy i nie spowiada się; i pozostaje tam na zawsze w płomieniach”.
– „I nigdy stamtąd nie wychodzi?”
– „Nie!”
– „A po wielu, wielu latach też nie?”– „Nie! Piekło nie ma końca”.
– „A niebo także nie?”
– „Kto do nieba przyjdzie, nigdy go już nie opuszcza.”– „A ten, kto idzie do piekła, też nie?”.
– „Nie widzisz, że są wieczne i nigdy nie mają końca”.
Wtedy po raz pierwszy zrobiliśmy rozmyślanie o śmierci i o wieczności. Największe wrażenie na Hiacyncie zrobiła wieczność. Nawet bawiąc się pytała od czasu do czasu:
– „Ale słuchaj, po wielu latach piekło jeszcze się nie skończy?” Innym razem:
– „A ci ludzie, którzy się tam palą, nigdy nie umierają? I nie zamieniają się w popiół? A jeżeli byśmy się modlili za grzeszników, Pan Jezus uwolni ich stamtąd? A przez nasze ofiary też nie? Biedni!
Musimy się za nich dużo modlić i dużo ofiar za nich ponosić”.
A potem dodała:
– „ Jaka dobra jest ta Pani! Obiecała zabrać nas do nieba”.

Ofiary ponoszone za nawrócenie grzeszników

Hiacynta tak wzięła sobie do serca ofiary za nawrócenie grzeszników, że nie opuszczała żadnej okazji, jaka się nadarzała. Były tam dzieci dwóch rodzin mieszkających w Moita , które chodziły po prośbie. Spotkaliśmy je kiedyś idąc na pastwisko z naszą trzodą. Hiacynta spostrzegłszy je powiedziała:
– „Dajmy tym biedakom nasz posiłek za nawrócenie grzeszników”.
I pobiegła im go zanieść. Po południu powiedziała mi, że jest głodna. Było tam kilka drzew oliwkowych i dęby. żołędzie były jeszcze niedojrzałe. Mimo to uważałam, że możemy je jeść. Franciszek wspiął się na drzewo oliwne, aby napełnić kieszenie, ale Hiacyncie przyszło do głowy, że moglibyśmy jeść gorzkie żołędzie dębowe, aby ponieść ofiary. I tak skosztowaliśmy tego popołudnia tej smacznej potrawy. Dla Hiacynty była to jedna z jej normalnych ofiar. Zbierała żołędzie dębowe lub oliwki. Któregoś dnia powiedziałam jej:
– „Hiacynta, nie jedz tego, to bardzo gorzkie”.
– „Jem właśnie dlatego, że jest gorzkie. A tę ofiarę ponoszę za nawrócenie grzeszników”.
To nie były nasze jedyne ofiary postne. Umówiliśmy się, że ile razy spotkamy te biedne dzieci, damy im nasze jedzenie. A biedne dzieci, zadowolone z naszej jałmużny, starały się spotkać nas i czekały na nas na drodze.
Kiedy je tylko zobaczyliśmy, Hiacynta biegła zanieść im nasz cały posiłek dzienny, i to z taką radością, jak gdyby nie odczuwała jego braku. W te dni naszym pokarmem były orzeszki pinii, korzonki z kwiatów dzwonkowych, mające w korzeniu małą cebulkę wielkości oliwki, morwy, grzyby i coś, co zrywaliśmy z korzeni, nie pamiętam, jak to się nazywa, lub owoce, jeżeli były w pobliżu na polach naszych rodziców.
Hiacynta była niestrudzona w wynajdywaniu ofiar. Któregoś dnia sąsiad nasz zaofiarował mojej matce pastwisko dla naszej trzody. Ale było to daleko, a byliśmy w pełni lata. Moja matka tę hojną ofiarę przyjęła i posłała mnie tam. Ponieważ w pobliżu był staw, gdzie trzoda mogła się napić, więc sądziła, że byłoby dobrze, abyśmy w cieniu drzew spędzili naszą przerwę obiadową.
Po drodze spotkaliśmy naszych kochanych biedaków i Hiacynta pobiegła, aby dać jałmużnę. Dzień był piękny, ale słońce bardzo prażyło i wydawało się, że na wyschniętej ziemi wszystko się spali. Pragnienie dawało się we znaki, a nie było ani kropelki wody do picia. Początkowo ofiarowaliśmy wspaniałomyślnie tę ofiarę za nawrócenie grzeszników, ale gdy minęło południe, nie mogliśmy więcej wytrzymać. Zaproponowałam wtedy moim towarzyszom pójść do pobliskiej miejscowości i poprosić o trochę wody. Zgodzili się na moją propozycję, poszłam więc zastukać do drzwi pewnej staruszki, która mi wręczyła dzbanek wody, a także kawałek chleba, który przyjęłam z wdzięcznością, i pobiegłam podzielić z moimi towarzyszami. Dałam od razu dzbanek Franciszkowi i powiedziałam, żeby się napił.
– „Nie chcę” – odpowiedział.
– „Dlaczego?”
– „Chcę cierpieć za nawrócenie grzeszników”.
– „Hiacynta, napij się ty!”
– „Ja też chcę złożyć ofiarę za nawrócenie grzeszników”.
W rezultacie wylałam wszystką wodę w kamienne wyżłobienie, by owce mogły się jej napić i odniosłam dzbanek właścicielce. Upał stawał coraz silniejszy. Koniki polne i świerszcze łączyły swe śpiewy z rechotaniem żab w pobliskim stawie. Hiacynta osłabiona głodem i pragnieniem powiedziała do mnie ze swą zwykłą prostotą:
– „Powiedz świerszczom i żabom, żeby się uspokoiły, tak mnie boli głowa!”
Potem zapytał się Franciszek:
– „Nie chcesz ofiarować tego bólu za grzeszników?” Biedne dziecko ścisnęło głowę rączkami i odpowiedziało: – „Tak, chcę. Niech śpiewają i rechoczą”.

Kiedyśmy po pewnym czasie zostali aresztowani, najbardziej cierpiała Hiacynta wskutek nieobecności rodziców. Ze łzami spływającymi po policzkach mówiła:
– „Ani twoi, ani moi rodzice nie przyszli nas odwiedzić. Nie dbają więcej o nas”.
– „Nie płacz – powiedział jej Franciszek. – Ofiarujemy to Jezusowi za grzeszników”.
I podniósłszy oczy i rączki do nieba, począł mówić modlitwę ofiarowania:
– „O mój Jezu, z miłości ku Tobie i za nawrócenie grzeszników”. A Hiacynta dodała:
– „Również i za Ojca Świętego i jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi”.

Nieraz wystarczyło, że pastuszkowie zagrali na jakimś instrumencie, aby Hiacynta zaczęła tańczyć nawet sama. Ale kiedy zbliżała się uroczystość św. Jana lub zapusty, oświadczyła, mimo wielkiej chęci do tańca:
– „Teraz już nie będę więcej tańczyć”.
– „Dlaczego?”
– „Bo chcę Panu Jezusowi złożyć tę ofiarę”.

W naszej wiosce żyła pewna kobieta, która ile razy nas spotkała zawsze nam wymyślała. Spotkaliśmy ją kiedyś, gdy wychodziła z karczmy. Biedaczka, ponieważ nie była zupełnie trzeźwa, tym razem wyzywała nas bez końca. Kiedy wreszcie zamilkła, Hiacynta powiedziała do mnie:
– „Musimy poprosić Matkę Boską i złożyć ofiarę o nawrócenie tej kobiety. Ona wypowiada tyle grzechów, że pójdzie do piekła, jeżeli się nie wyspowiada”.
Po kilku dniach przebiegaliśmy obok domu tej kobiety. Nagle Hiacynta zatrzymała się i odwracając się zapytała: – „Słuchaj, to jutro zobaczymy tę Panią?” – „Tak”.
– „No, to nie bawmy się więcej. Złóżmy tę ofiarę za nawrócenie grzeszników”.
I nie zastanawiając się, że może ją ktoś widzieć, wzniosła rączki i oczy do nieba i odmówiła modlitwę ofiarowania. Ta kobieta podglądała nas przez szparę. Potem powiedziała mojej matce, że ten akt Hiacynty zrobił na niej takie wrażenie, że nie potrzebowała innego dowodu, aby uwierzyć w prawdziwość wydarzeń. Odtąd nie tylko, że przestała nam wymyślać, ale ustawicznie nas prosiła, abyśmy prosili za nią Matkę Bożą o odpuszczenie grzechów.

Pewnego dnia bawiliśmy się przy studni, o której już wspominałam. Matka Hiacynty miała tam w pobliżu winnicę. Ucięła kilka winogron i przyniosła nam do zjedzenia. Ale Hiacynta nigdy nie zapomniała swych grzesznikach:
– „Nie jedzmy ich, ale złóżmy to jako ofiarę za grzeszników”.
Potem pobiegła zanieść winogrona innym dzieciom, które bawiły się na ulicy. Wróciła rozpromieniona. Spotkała naszych dawnych biedaków i dała im te owoce.
Innym razem moja ciotka nas zawołała, abyśmy zjedli figi, które przyniosła do domu, a wyglądały rzeczywiście bardzo smacznie. Hiacynta zadowolona usiadła wraz z nami koło kobiałki i wzięła pierwszą figę, aby ją zjeść. Ale nagle przypomniała sobie i powiedziała:
– „Prawda! Dziś jeszcze nie złożyliśmy żadnej ofiary za grzeszników! Musimy to uczynić”.
Położyła figę z powrotem do kosza, złożyła ofiarę, i zostawiliśmy te figi za nawrócenie grzeszników.
Hiacynta często powtarzała takie ofiary, ale nie będę więcej o tym opowiadać, bo bym nigdy nie skończyła.

Nadszedł wreszcie dzień, w którym musiała pójść do szpitala , gdzie naprawdę musiała wiele wycierpieć.
Gdy jej matka przyszła do niej z wizytą, zapytała ją, czy ma jakieś życzenie. Odpowiedziała, że chciałaby mnie zobaczyć. Moja ciotka, mimo licznych trudności, zabrała mnie tam. Hiacynta, jak tylko mnie zobaczyła, uściskała z radością i poprosiła matkę, aby mnie tam zostawiła, gdy pójdzie po zakupy. Zapytałam ją wtedy, czy bardzo cierpi.
– „Tak, cierpię, ale ofiaruję to za grzeszników i jako wyna-grodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi”.
Potem opowiadała z entuzjazmem o Panu Jezusie i o Matce Boskiej, i powiedziała:
– „Tak, chętnie cierpię dla Nich z miłości, aby Im się przypodobać. Oni bardzo lubią, gdy ktoś cierpi za nawrócenie grzeszników”.

Został więc w domu mój brat, który zajmował się gospodarstwem, jakie nam jeszcze pozostało, moja matka, która dbała o dom, i ja, aby paść trzodę. Moja biedna matka żyła pogrążona w głębokiej goryczy i kiedy wieczorem usiedliśmy w trójkę przy piecu czekając na kolację i ojca, matka patrząc na puste miejsce swych innych córek rzekła z głębokim żalem:
– „Mój Boże! Dokąd poszła radość z tego naszego domu?”
Potem oparła głowę o stolik obok stojący i zapłakała. Mój brat i ja łączyliśmy nasze łzy z jej łzami. Była to jedna z najsmutniejszych scen, przy których byłam obecna. Czułam, jak mi się krajało serce z bólu i tęsknoty za moimi siostrami, i ze współczucia dla matki. Choć byłam jeszcze dzieckiem, rozumiałam doskonale sytuację, w jakiej znaleźliśmy się. Przypomniałam sobie wtedy słowa Anioła:
– „Przede wszystkim przyjmijcie w pokorze ofiary, które Bóg wam ześle”.
Usuwałam się wtedy w odosobniony kącik, aby przez moje cierpienie nie powiększać cierpień mojej matki. Tym miejscem była zwykle nasza studnia. Tam na klęczkach pochylona nad płytami, które ją pokrywały, łączyłam z jej wodą moje łzy i ofiarowałam Bogu swe cierpienie.
Czasem Hiacynta i Franciszek znajdowali mnie tam zapłakaną. Ponieważ szlochając nie mogłam mówić, cierpieli ze mną i też płakali. Wtedy Hiacynta głośno odmawiała naszą modlitwę ofiarowania:

Mój Boże, jako akt zadośćuczynienia i za nawrócenie grzeszników ofiarujemy Ci wszystkie te cierpienia i ofiary”.
Tekst ofiarowania nie zawsze był ten sam, ale sens był zawsze jednakowy.

Pewnego dnia pytano mnie, czy Nasza Pani kazała nam modlić się za grzeszników. Odpowiedziałam przecząco. Gdy wypytywano Hiacyntę, zaraz mnie zawołał i powiedział:
– „Teraz skłamałaś! Jak mogłaś powiedzieć, że Nasza Pani nie kazała nam modlić się za grzeszników? Czy nie kazała nam się modlić za grzeszników?”
– „Za grzeszników nie! Kazała modlić się o pokój, żeby wojna się skończyła. Za grzeszników kazała ponosić ofiary”.
– „Rzeczywiście! A już myślałem, że skłamałaś”.

Kiedy Hiacynta w więzieniu płakała z tęsknoty za matką i rodziną, Franciszek starał się ją pocieszyć i mówił:
– „Jeżeli już nie zobaczymy naszej matki, to trudno! Ofiarujemy to za nawrócenie grzeszników. Gorzej by było, gdyby Matka Boska się już nie pokazała. To bolałoby, mnie najbardziej. Ale i to ofiaruję za grzeszników”.

Kiedy powiedziałam mu po trzynastym września, że w październiku ukaże się nam także Nasz Pan, ucieszył się bardzo.
– „Ach jak to dobrze! Dotychczas widzieliśmy Go dopiero dwa razy, a ja Go tak kocham!”
Od czasu do czasu pytał:
– „Ile jeszcze dni brakuje do 13? Nie mogę się już doczekać, by zobaczyć Pana Jezusa”.
Potem pomyślał trochę i powiedział:
– „Ale posłuchaj! Czy On będzie zawsze taki smutny? Tak mi Go żal, że jest taki smutny! Ofiaruję Mu wszystkie umartwienia, które mogę wykonać. Czasem to nawet nie uciekam przed tymi ludźmi, żeby móc ponieść ofiarę”.
Po 13 października mówił:
– „Cieszyłem się, gdy zobaczyłem Chrystusa , ale wolałbym Go widzieć w tym świetle, w którym myśmy się znajdowali. Niedługo już Chrystus zabierze mnie do siebie i wtedy będę zawsze Go oglądał”. Pewnego dnia zapytałam Franciszka:
– „Dlaczego opuszczasz głowę i nie dajesz żadnej odpowiedzi, kiedy cię pytają?”
– „Dlatego, że wolę, abyś ty i Hiacynta odpowiadała. Ja nic nie słyszałem, mogę tylko powiedzieć, że widziałem. A jeżeli powiem coś, czego ty nie chcesz?”
Od czasu do czasu oddalał się od nas niepostrzeżenie. Kiedy zauważyłyśmy, że go nie ma, zaczynałyśmy go szukać i wołać.
Odpowiadał nam wówczas zza jakiegoś murka, zarośli lub krzewu, gdzie klęczał i modlił się.
– „Dlaczego nam nie powiesz, abyśmy się modliły z tobą?” –pytałam czasem.
– „Dlatego, że wolę modlić się sam”.
Już opowiedziałam w notatkach do książki o Hiacyncie, co się zdarzyło w miejscowości zwanej Vargas. Uważam, że nie muszę tego powtarzać.
Pewnego razu idąc do domu, przechodziliśmy obok domu mojej chrzestnej matki. Prawie skończyła przygotowanie miodu pitnego. Zawołała nas, żeby nas poczęstować. Weszliśmy, a Franciszek był pierwszy, który dostał kubek do wypicia. Wziął i nie pijąc wcale oddał go Hiacyncie, żeby wypiła najpierw ze mną. Potem odwrócił się i znikł.
– „Gdzie jest Franciszek?” – zapytała moja matka chrzestna.– „Nie wiem! Przed chwilą jeszcze tu był”.
Nie wrócił już. Hiacynta i ja podziękowałyśmy za poczęstunek i poszłyśmy do niego. Nie wątpiłyśmy ani przez chwilę, że siedzi na zrębie studni, o której już tyle razy mówiłam.
– „Franciszku! Nie piłeś miodu! Matka chrzestna tyle razy cię wołała, a tyś nie przyszedł”.
– „Kiedy wziąłem kubek, przypomniałem sobie nagle, że jest to okazja do umartwienia, aby pocieszyć Chrystusa, a kiedy wyście piły, uciekłem tutaj”.

(Wspomnienia s Łucji )


MementoMori+++
Najświętsza Panna ma wielką moc u Boga dla dobra ludzi

Maryja jest najmilszą Córką Ojca przedwiecznego, Matką Syna, Oblubienicą Ducha Świętego. Zrozum dobrze znaczenie tych słów, a nabędziesz dostatecznego pojęcia o Jej mocy u Boga.

Jest niepokalaną Córką Ojca niebieskiego. Sama jest doskonalsza w Jego oczach aniżeli wszystkie inne stworzenia razem wzięte, jakąż więc posiada moc nad Jego sercem! …More
Najświętsza Panna ma wielką moc u Boga dla dobra ludzi

Maryja jest najmilszą Córką Ojca przedwiecznego, Matką Syna, Oblubienicą Ducha Świętego. Zrozum dobrze znaczenie tych słów, a nabędziesz dostatecznego pojęcia o Jej mocy u Boga.

Jest niepokalaną Córką Ojca niebieskiego. Sama jest doskonalsza w Jego oczach aniżeli wszystkie inne stworzenia razem wzięte, jakąż więc posiada moc nad Jego sercem!

Dał Jej w niebie moc równą pełności łaski, którą wpierw ubogacił ją na ziemi. Prawdziwie jest Matką Boga Wcielonego, podobnie jak inne niewiasty ziemskie są matkami swych własnych dzieci. Czy zatem Syn mógłby Jej nie wysłuchać?
Ona swymi prośbami osiągnie wszystko, czego Syn Jej dokaże własną mocą; tak wyrażają się zgodnie Ojcowie Kościoła!
Nie można wątpić, że zdoła nam wyjednać u Boga wszystkie łaski potrzebne do zbawienia; kto by w to wątpił, ten by wątpił również w szacunek Syna dla Matki.
Salomon rzekł do Batszeby: Proś, moja matko, bo tobie nie będę odmawiał. Maryja ma stokroć większe i czcigodniejsze prawa u swego Syna; czy może więc otrzymać inną odpowiedź, gdy prosi za nami przed tym Sędzią?
Modlimy się do Boga również za przyczyną Świętych wówczas Pan Bóg daje się ubłagać przez ich miłość i nasze zaufanie do Świętych. Ale gdy Go prosimy za pośrednictwem Maryi, to za nami wstawia się już samo Jej wywyższenie i godność Matki Bożej. Przecież sam Bóg chciał być Jej posłuszny na ziemi.
Rozważ to. Czy teraz, gdy razem z Nim króluje w niebiesiech, będzie miał mniej względów dla Niej? Jej zlecił niejako powszechne rozdawnictwo wszystkich swoich łask i przez Jej ręce pragnie nam ich udzielać. Albowiem każda oblubienica, serdecznie miłowana, ma wszelką władzę nad swoim oblubieńcem, a właśnie Maryja jest Oblubienicą Ducha Świętego, może zatem skłonić ku nam swego Boskiego Oblubieńca i wyjednać nam od Niego największe łaski.

Pan Bóg ustanowił Ją Królową nieba i ziemi i powierzył Jej władzę odpowiednią do tej godności. Nosiłaby na próżno tytuł królowej, gdyby nie mogła poratować nędznych i przynieść im szczęścia. Przecież Bóg na prośbę Świętych działał czasem bardzo głośne cuda. Czyby mniej chętnie czynił je na prośbę Maryi, która jest ich królową?
Panno błogosławiona przez ludzi i Aniołów, jestem przekonany o Twej wielkiej mocy u Boga; dlatego cały uciekam się pod Twoją obronę. Polecam się bezpiecznej opiece, która nie zawiedzie nigdy; opiece wszechmocnej, co zwycięża wszystkie przeszkody, i powszechnej, która nie wyklucza nikogo.
Jestem dzieckiem, które obraziło swego Ojca. Sam nie jestem godzien, aby mnie Bóg wysłuchał; stąd Ciebie wybrałem sobie za pośredniczkę u Niego. Matko Boga mojego, zechciej czuwać nad moim życiem i obyczajami; racz zawsze, na każdym miejscu prostować moje kroki; wszędzie bowiem grożą mi niebezpieczeństwa
co do ciała i co do duszy.
Nade wszystko proszę Cię o opiekę na ów dzień straszliwy, po którym nie będzie już dla mnie czasu ani nadziei łaski; o opiekę na tę ciężką i niebezpieczną godzinę, która
zakończy mę pielgrzymkę doczesną, a rozpocznie wieczność. Polecam się Twej opiece nie dlatego, aby odtąd zasypiać i gnuśnieć w karygodnym próżnowaniu. To nie byłoby zgodne z duchem sług Twoich.
Lecz z Twymi staraniami będę łączył moje wysiłki, wsparty łaską Jezusową, o którą Cię proszę. Będę współpracował zgodnie z Tobą, abym mógł dojść do wiecznej szczęśliwości, do której chcesz zaprowadzić wszystkie swoje sługi.
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
O chwale niebieskiej Najświętszej Maryi Panny

Sługa: Najświętsza Panno, króluj na wieki w niebie. Króluj nad patriarchami, których przewyższyłaś wiarą i wiernością Panu Bogu; nad prorokami i apostołami, boś ich przewyższyła w gorliwości. Króluj nad męczennikami, ponieważ większe było Twoje niż ich męstwo; nad dziewicami, któreś przewyższyła czystością.
Króluj nad wszystkimi sprawiedliwymi, który…More
O chwale niebieskiej Najświętszej Maryi Panny

Sługa: Najświętsza Panno, króluj na wieki w niebie. Króluj nad patriarchami, których przewyższyłaś wiarą i wiernością Panu Bogu; nad prorokami i apostołami, boś ich przewyższyła w gorliwości. Króluj nad męczennikami, ponieważ większe było Twoje niż ich męstwo; nad dziewicami, któreś przewyższyła czystością.
Króluj nad wszystkimi sprawiedliwymi, których przewyższyłaś w pokorze; nad wszystkimi Aniołami, boś od nich była wyższa w posłuszeństwie; nad wszystkimi Serafinami, ponieważ przewyższałaś ich w miłości. Podziwiam ten wspaniały tron, na który jesteś wyniesiona, i oddaję Ci cześć głęboką. Z niego przez swoją moc u Boga stajesz się ucieczką grzesznych i podporą sprawiedliwych, nadzieją strapionych, lekarstwem na grzechy i ratunkiem dla wszystkich ludzi. Błogosławię i wielbię Pana, że Cię wyniósł do tak niezmiernej chwały, że z Jego woli uczestniczy w niej również Twoje ciało jeszcze przed powszechnym zmartwychwstaniem.
W tym czystym ciele sam Bóg raczył stać się człowiekiem; zatem słusznie było ono zachowane od zgnilizny grobowej. Kto jednak zdołał pojąć kiedyś tę wielką chwałę? Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.
Jeżeli już chwała Świętych przewyższa nasze pojęcie, to tym trudniej pojąć, co Bóg przygotował dla Ciebie; Ty bowiem umiłowałaś Go więcej niż wszyscy Święci razem.
Twoja chwała odpowiada i wysokiej godności, i wielkim Twoim zasługom.
Aby ocenić tę chwałę z najwyższego punktu widzenia, dosyć jest powiedzieć, że Bóg uwielbił swą własną Matkę. Jednak u Świętych stopień chwały mierzy się wielkością
ich zasług; podobnie Twoje wywyższenie trzeba mierzyć według Twych cnót nadzwyczajnych.

Ty masz w niebie osobny stopień chwały i zajmujesz wyjątkowe stanowisko; prawda, zawsze jest ono nieskończenie niższe od Pana Boga, ale niezmiernie przewyższa wszystko, co nie jest Bogiem. Od Jezusa otrzymałaś moc rozkazywania Jemu samemu;
stąd przystało, abyś miała również prawo rozkazywania Aniołom i Świętym.
Jakże ochotnie jedni i drudzy są ci posłuszni i oddają Ci cześć należną!
Z zachwytem uznają Twą władzę nad sobą i służą Ci z miłością serdeczną, co bardzo podoba się samemu Bogu.
Święci bezustannie uwielbiają Boga za osobliwe przywileje i łaski, których Ci udzielił; nieustannie oddają Mu cześć za niezwykłe i chwalebne zaszczyty, którymi Cię zdobi.
Ileż okrzyków radości i wesela zawiera się w ich pochwałach, które Ci składają. Jakże serdeczne uczucia żywią oni ku Tobie!
O, wszyscy bardzo pragną, aby ludzie na ziemi poznali Cię tak doskonale, jak znają Cię Święci w niebie; aby wszystkie serca ludzkie dały się pozyskać dla Ciebie i wszędzie zgodnie
Cię czciły! Umiłowana Królowo niebieskiego Syjonu! Czy będę miał szczęście ze Świętymi wyśpiewywać pochwalne hymny na cześć Twoją i Twojego Syna? Czy kiedyś będę uczestniczył w niewymownym Twoim szczęściu?

Maryja: Synu mój, często myśl o szczęśliwości wiecznej, którą Bóg ci gotuje w nagrodę za męstwo i stałość w Jego służbie. Ta myśl pobudzi cię i doda ci siły w walkach, które musisz podjąć, aby pokonać przeszkody na drodze do swego zbawienia.
Myśl często o wielkości Onego szczęścia. Ta chwała w nieskończony sposób wynagrodzi wszystkie upokorzenia, ten skarb zapłaci stokrotnie za wszystkie niedostatki i nędze i ów
spoczynek będzie nieustannym wytchnieniem po wszystkich pracach. Pociecha w niewypowiedziany sposób osłodzi wszystkie cierpienia. Sam tylko Bóg jest wielki i On jedynie może dać wielką i prawdziwą zapłatę; w piekle karze On jako Bóg, w niebie wynagradza po Bożemu.

O mój synu! Jeśli ci się powiedzie szczęśliwie sprawa twego zbawienia, będziesz oglądał Boga, posiadał Goi milo wał; nigdy się nie nasycisz Jego widzeniem, posiadaniem i miłowaniem; Bóg dla ciebie jest zawsze tym samym, ale błogosławieni będą odkrywać w Nim ciągle coś nowego. W pełnym zachwytu mieszkaniu niebieskim są same rozkosze bez bólu i radości bez smutku; jest spoczynek bez niepokoju, spokój bez obawy i używanie szczęścia bez znudzenia.
Nie ma tam innych pragnień i uczuć jak tylko Boże. Bóg jest wszystkim we wszystkim; błogosławieni znajdują w Nim wszystko i razem z Nim są bogaci, mocni i szczęśliwi.
Pracuj, synu mój, pracuj bez wytchnienia dla osiągnięcia tej szczęśliwości. Nie mów tak: Już długo walczę, odniosłem tyle zwycięstw; czy nie dość już uczyniłem? Kto wytrwa do
końca, ten będzie zbawiony.

Sługa: O Panno, po Jezusie Ty jesteś mą nadzieją i moim życiem; uproś mi wytrwanie w służbie Bożej; a po tym wygnaniu racz mi okazać Jezusa, błogosławiony owoc
żywota Twojego? Już samo ubogacenie duszy Jego łaską jest przedsmakiem nieba i pozwala jej zakosztować boskich słodyczy. Czymże dopiero będzie oglądanie i posiadanie samego Jezusa?
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
7 more comments from MementoMori+++
MementoMori+++
Jak piękna jest śmierć sprawiedliwego

Sługa: O Maryjo! Jak niewymowne słodycze napełniały Twą duszę przy śmierci. Kto by je pragnął choć trochę pojąć, musiałby przeniknąć miłość Jezusa ku Tobie.
Również musiał by wpierw dobrze zrozumieć Twoją miłość ku Jezusowi; wówczas by pojął nieco święte i żywe uniesienie Twej duszy na myśl o zbliżającej się śmierci; wszak ta szczęśliwa chwila miała Cię …More
Jak piękna jest śmierć sprawiedliwego

Sługa: O Maryjo! Jak niewymowne słodycze napełniały Twą duszę przy śmierci. Kto by je pragnął choć trochę pojąć, musiałby przeniknąć miłość Jezusa ku Tobie.
Również musiał by wpierw dobrze zrozumieć Twoją miłość ku Jezusowi; wówczas by pojął nieco święte i żywe uniesienie Twej duszy na myśl o zbliżającej się śmierci; wszak ta szczęśliwa chwila miała Cię połączyć z umiłowanym Synem. Ostatnie tchnienie oddałaś z takim spokojem, jakbyś zasnęła najmilej!
Zresztą czegoż przy śmierci miała się obawiać ta Dziewica, która zawsze była zjednoczona z Bogiem i ceniła sobie tylko boskie rzeczy?
Przecież nie szukała szczęścia na ziemi, tylko w Bogu; Jemu się podobać było jedynym jej pragnieniem!
Maryja: Synu mój, nie pokładaj szczęścia w dobrach tego świata, jeśli w ostatnim dniu swego życia chcesz uczestniczyć w słodyczach mej śmierci. Niech umrę śmiercią sprawiedliwych. Tę modlitwę zanoszą wszyscy chrześcijanie. Ale niewielu z nich odrywa się od dóbr światowych, niewielu gardzi nimi, jak to czynili sprawiedliwi.
Większość myśli tylko o ziemi, choć jest stworzona dla nieba. Czy więc mieć będą nadzieję osiągnięcia nieba w dniu, w którym przyjdzie im opuścić tę ziemię?
Pan Jezus dopuszcza do swej szczęśliwości tych jedynie, którzy w ciągu swego życia pokładali swe szczęście w Jego miłości.
Bardzo radosne jest położenie sprawiedliwego, gdy kończąc życie pełne cierpień i pokus cieszy się świadectwem spokojnego sumienia. Przy śmierci widzi on w Jezusie Ojca najłaskawszego, natomiast poznaje w Nim nieubłaganego Sędziego. Sprawiedliwy zgrzeszył wprawdzie w swym życiu, i to ciężko, może nawet często; ale z pokutą nie czekał do chwili śmierci. Ponadto złożył wielkoduszną ofiarę ze swego życia; w duchu ją złączył z ofiarą krzyżową, stąd ma wielką nadzieję w miłosierdziu Bożym.
Od tego dnia, w którym zupełnie się poświęcił Bogu, stale wśród walki dochowywał wierności w służbie Bożej. Czegóż więc może się spodziewać, jeśli nie wieńca sprawiedliwości? Synu mój, gdy twoja śmierć będzie się zbliżać, obyś mógł spokojnie powiedzieć z Jezusem: Opuszczam świat i idę do Ojca. Idę objąć dziedzictwo, które mi przeznaczył. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie chwałą . Racz mi dać uczestnictwo w chwale, którą mi obiecałeś łaskawie.
Skoro człowiek trzyma swą lampę w pogotowiu, nie obawia się, gdy usłyszy wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie. Jedna święta dusza zawołała przy śmierci:
„Nigdy nie myślałam, że się tak słodko umiera." Osobliwie przy śmierci Jezus daje odczuć miłośnikom swoim, jak naprawdę jest godzien miłości. Jeśli za życia serce miłowało tylko Jezusa, wówczas On nie pozwoli, aby tej miłości zabrakło przy śmierci. Przeciwnie, swoją łaską sprawia, że jest podobne do świecy, która gasnąc rzuca bardzo żywy płomień.
Za życia więc ukochaj szczerze Jezusa, a będziesz umierał w Jego gorącej miłości.
Sługa. O Matko moja, oby myśli moje i uczucia przy śmierci były podobne do Twoich! To jest najdroższa łaska, której pragnę, i którą chcę otrzymać z Bożej dobroci. Gdy
człowiek przeżyje swe życie w miłości, z miłości i dla miłości Bożej, również umrze z tejże miłości! Jak bardzo pragną śmierci dusze sprawiedliwe! Ona jest również moim największym pragnieniem, ale czy takiemu jak ja grzesznikowi wolno mieć tak wielkie życzenia? Więc proszę Cię, uproś mi przynajmniej tę jedną łaskę u Jezusa, który jest pełen miłości dla mnie: niechaj choć trochę uczestniczą w tej miłosnej śmierci. Co to za szczęście! Przewyższa ono wszystko, co tylko może nęcić duszę ludzką!
Umrzeć w miłości Jezusa! Umrzeć tak, aby ostatnie życia tchnienie było westchnieniem miłości. O Jezu, Zbawicielu i Boże mój, daj mi tę szczególną łaskę. Proszę Cię o nią przez nieskończoną ku mnie miłość Twego najświętszego serca i przez bezgraniczną miłość, którą pałało tu Tobie serce Twej Najświętszej Matki. (O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
O życiu wewnętrznym

Do Maryi szczególnie odnosi się następujące świadectwo Ducha Świętego:
Cała pełna chwały wchodzi córa królewska; złotogłów jej odzieniem (Ps 45, 14)

Wiemy nieco o Jej uczynkach zewnętrznych, ale to jest niewiele w porównaniu z Jej życiem wewnętrznym. Przedstaw sobie tę Pannę i Matkę w Jej domku w Nazarecie: przeniknij do Jej serca i staraj się je poznać. Kto jednak zdoła …More
O życiu wewnętrznym

Do Maryi szczególnie odnosi się następujące świadectwo Ducha Świętego:
Cała pełna chwały wchodzi córa królewska; złotogłów jej odzieniem (Ps 45, 14)

Wiemy nieco o Jej uczynkach zewnętrznych, ale to jest niewiele w porównaniu z Jej życiem wewnętrznym. Przedstaw sobie tę Pannę i Matkę w Jej domku w Nazarecie: przeniknij do Jej serca i staraj się je poznać. Kto jednak zdoła odgadnąć Jej myśli, uczucia, pragnienia? Kto potrafi wyrazić, co się działo w tej dostojnej świątyni?
O mój Boże, Tobą jedynie były zajęte wszystkie władze Jej duszy. Ty sam byłeś początkiem i końcem wszystkich Jej czynności.
Nieustannie byłeś obecny w Jej duszy. Ona Cię widziała we wszystkich stworzeniach; nic Jej uwagi nie mogło oderwać od Ciebie, ponieważ we wszystkich sprawach Ty byłeś dla Niej wszystkim.
Mówiła zawsze zgodnie z prawami Twej Mądrości odwiecznej. Duch Twój kierował Jej krokami, miłość Twoja przenikała Jej rozmowy.
Maryja nie wdawała się w świeckie sprawy. Duszę miała wolną od wszelkich myśli i zamiarów czysto ludzkich. Toteż z całą swobodą oddała się Panu Bogu i swoim zajęciom domowym.
Dzięki specjalnej łasce panowała nad wszystkimi poruszeniami swego serca; pomimo tego jednak zachowywała największą ostrożność, aby do niego nie weszło żadne obce pragnienie.
Nie przyzwoliła na ani jedną myśl, chęć lub uczucie, które by nie zmierzały do Pana Boga i nie odnosiły się do Jego chwały.
Z tego wzoru widzimy dobrze, na czym polega życie wewnętrzne: na czuwaniu nad sobą samym, nad swym sercem, aby całą jego miłość kierować do Boga; na strzeżeniu swego rozumu aby wszystkie jego myśli wznosić do Pana Boga.
Czuwanie jest jakby okiem ciągle otwartym, które odróżnia poruszenia przyrodzone od nadprzyrodzonych; poskramia uczucia i myśli czysto przyrodzone, a wpuszcza do duszy natchnienia Boże.
Owa czujność wyprasza łaskę i moc dla stałego działania pod natchnieniami Bożymi. Człowiek nie zniża się wówczas i nigdy nie działa z pobudek czysto ziemskich.
Kto nie czuwa nad sobą, popełnia często grzechy i ponosi wielkie straty. Przeciwnie, kto czuwa, na pozór nie spełnia nic nadzwyczajnego; jednak w rzeczywistości wykonuje częste i wielkie uczynki cnoty. Ilu świętych pustelników i dziewic osiągnęło największy stopień chwały wśród błogosławionych jedynie przez zasługi swego życia wewnętrznego!

Jeśli się nie staniesz wewnętrznym człowiekiem, nigdy nie zakosztujesz pokoju i radości w Duchu Świętym. Człowiek wewnętrzny umie być panem samego siebie; z jednej strony czuwa nad sobą, by się uchronić od miłostek i przywiązań, które usidlają duszę; z drugiej zaś strony
zachowuje pokój serca nawet w takich wypadkach, które mogą poruszyć człowieka przeciętnie cierpliwego.
Inaczej zachowuje się człowiek zewnętrzny: wpada w zakłopotanie, burzy się gorączkowo i zabiega o tysiące błahych rzeczy, niegodnych jego starań; w ten sposób traci spokój
i pogodę duszy. Człowiek wewnętrzny jedną tylko uznaje mądrość Bożą. Ona mu odkrywa nicość rzeczy ziemskich, a jego myśli i pragnienia wznosi do rozważania rzeczy niebieskich.
Natomiast człowiek zewnętrzny radzi się tylko roztropności według ciała; wszystko, co sprzeciwia się ciału jest w jego oczach głupstwem, a czasem nawet szaleństwem.
Pierwszy bezustannie zabezpiecza się przeciw złudzeniu i pokusom zmysłowym; drugi sądzi o wszystkim według zmysłów, we wszystkim kieruje się zmysłami i do nich wszystko odnosi.
Niech twoją radością będzie myśleć o Panu Bogu, Jego szukać we wszystkim i do Niego wszystko stosować; wówczas będziesz miał królestwo Boże w sobie.
Będziesz należał do prawdziwych czcicieli, o których mówi Jezus: prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie.
Większa część ludzi jest ciągle pogrążona w smutku i zawsze się skarży. Skąd to pochodzi? Ponieważ żyją całkiem powierzchownie, zajmują się tylko rzeczami ziemskimi. Niektóre osoby już ze względu na swój stan wydają się żyć w zjednoczeniu z Bogiem, a mimo to nie są one nawet takie, za jakie uchodzą; serce ich jest podzielone między stworzenia i przepełnione mnóstwem niepotrzebnych uczuć; rozum ich się rozprasza w niezliczonych różnych myślach.

U wewnętrznego człowieka inaczej: sam Bóg zajmuje stałe miejsce w jego myślach i pamięci; On pociąga do siebie jego serce; wszystko inne, choćby nawet było okazałe, nic go nie obchodzi. Sprawy zewnętrzne trzeba urządzać duchem wewnętrznym. Lecz większość ludzi wywraca ten porządek i postępuje odwrotnie; okoliczności zewnętrzne wpływają u nich na duszę i psują usposobienie wewnętrzne.

Umiej więc przebywać w swym własnym sercu, wewnątrz samego siebie; rzeczom zewnętrznym udzielaj się jedynie o tyle, o ile Pan Bóg tego zażąda.A jeśli z obowiązków swego stanu musisz się udzielać na zewnątrz, idź za natchnieniem łaski Bożej; ona zaś każe ci się skupić wewnętrznie i zbadać twe intencje i uczucia. Nie sądź, że wewnętrzne życie obowiązuje jedynie ludzi żyjących w pewnym stanie albo też jedynie w niektórych okresach czasu.
Da się ono pogodzić z obowiązkami wszelkich stanów i z różnymi troskami, nawet najbardziej uciążliwymi. Wewnętrznie można żyć zarówno w nieszczęściu i w chorobie, jak w szczęściu i zdrowiu; zarówno wśród pracy, jak w spoczynku; słowem, w chwilach burz i utrapień, jak
w czasie pogodnym i spokojnym.
W życiu nie ma takiego położenia, w którym by człowiek nie mógł wejść w siebie samego i nie zbadać, co się dzieje wewnątrz. Przede wszystkim zaś musisz prowadzić życie wewnętrzne, kiedy Pan Bóg cię wzywa do pracy duchowej nad innymi. Jeśli zaniedbasz tego środka doskonałości i będziesz zbytnio się udzielał na zewnątrz, wtedy szukać będziesz raczej siebie samego aniżeli Pana Boga. Zresztą Pan Bóg nie użyje cię do współpracy nad postępem dusz w cnocie, ponieważ nikt nie może innych nauczyć tego, co sam ledwo umie.
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
O życiu ukrytym

Sługa: Najświętsza Panno, racz mi wyjaśnić tajemnicę nieznanego i ukrytego życia, jakie prowadziłaś w Nazarecie. Wszak ukazując się między ludźmi, mogłaś była pozyskać Jezusowi wiele dusz ludzkich i przyczynić się do Jego chwały.

Maryja: Mój synu, chwałą moją było naśladować samego Jezusa, on zaś chciał przez długi czas pozostać na ziemi jako Bóg ukryty.
Przyszedł na ten świat, …More
O życiu ukrytym

Sługa: Najświętsza Panno, racz mi wyjaśnić tajemnicę nieznanego i ukrytego życia, jakie prowadziłaś w Nazarecie. Wszak ukazując się między ludźmi, mogłaś była pozyskać Jezusowi wiele dusz ludzkich i przyczynić się do Jego chwały.

Maryja: Mój synu, chwałą moją było naśladować samego Jezusa, on zaś chciał przez długi czas pozostać na ziemi jako Bóg ukryty.
Przyszedł na ten świat, by nauczyć ludzi, że mają unikać rozgłosu i być pokorni. Przed rozpoczęciem nauczania sam dał przykład życiem ukrytym w Nazarecie.
Ojciec niebieski chciał być uwielbiony przez ukryte życie Jezusa; i właśnie Jezus wolał pozostać w tym ukryciu aniżeli działać cuda.
Przez to nauczył nas, że doskonałość i zasługa większej części ludzi nie polega na dokonywaniu wielkich rzeczy dla Boga, lecz na pracy rąk, na zajęciach niskich i wzgardzonych
w oczach świata; taka jest wola Boga.
W ten sposób chciał również Pan Jezus wyprowadzić ludzi z błędu i z fałszywego rozumienia świętości; zwykle bowiem ci uchodzą za świętych, których cnoty jaśnieją na zewnątrz. Wielu ludzi pragnie za wszelką cenę zabłysnąć przed światem. Jezus przykładem swoim potępia szczególnie owo usilne staranie, potępia chęć pochwał, czci, oklasków.
Synu mój, ukochaj życie ukryte, nieznane, zapomniane od ludzi, byleś tylko miał Boże uznanie. Poza tym co ci zależy na ludzkich pochwałach? Świat przemija, a z nim wszystko ginie.
W Nazarecie miałam Jezusa. On miłował mnie, a ja nawzajem Jego; czegóż więcej potrzeba do szczęścia? Niech i tobie wystarczy mały kącik na ziemi. Możesz w nim żyć całkiem nieznany ludziom. Jedynym twoim dobrem niech będzie krzyżyk z Panem Jezusem. Ten kącik
winien ci być milszy nad wszystkie pałace królewskie.
W nim znajdziesz źródło żalu i łez pokutnych, by nimi coraz więcej obmywać się ze swych grzechów. Tam coraz ściślej zjednoczysz się z Jezusem i w Jego miłości będziesz miał przedsmak pociech niebieskich.
Ukryte życie wydaje ci się smutne, boś nigdy nie zasmakował w jego słodyczach. Gdybyś ich zakosztował, tobyś poznał, jak próżne są uciechy świata; a jeszcze bardziej próżni są ludzie, którzy gonią za nimi. Prawda, że w takim życiu dosyć często trzeba znosić szyderstwa i żarty świata, ponieważ ludzie światowi dziwią się, jak można pogardzać ich rozrywkami. Ale właśnie te szyderstwa i śmiechy przynoszą wielki pożytek dla duszy, bo
przez to ona szuka samego Jezusa i jeszcze silniej przywiązuje się do Niego.
Mój synu, mało ludzi żyje w spokoju; niewielu jest naprawdę uduchowionych i wewnętrznie skupionych, bo też niewielu chętnie usuwa się od zgiełku świata i przebywa sam
na sam z Jezusem.
Niektórzy zaś są tylko na pozór cnotliwi, jednak w nich mało widać prawdziwej pobożności. Są oni zbyt wylani na zewnątrz, lubią się pokazywać światu. Życie duchowe mają tylko w słowach. I rzeczywiście łatwiej mówią o nim, niż je praktykują.
Łaska długo nie zostanie w duszy rozproszonej albo w takiej, która się stara przyciągnąć inne oczy niż Oblubieńca niebieskiego.
Proś Jezusa o światło, którego udzielał swoim świętym, i dzięki któremu tak dobrze poznali szczęście życia ukrytego z Chrystusem w Bogu.
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
Nie trzeba szukać chwały tego świata ani szacunku ludzi

Sługa: O Maryjo! W czasie opowiadania przez Twego Syna Ewangelii ludzie oddawali Mu cześć w rozmaitych okolicznościach. Niewątpliwie z tego się radowałaś, o szczę śliwa Matko, ale tej radości nie odnosiłaś do siebie, tylko do Niego samego.
On wzbudzał podziw narodów przez swe rozgłośne cuda i wzniosłą naukę. Jednak Ty się nie wynosiłaś z …More
Nie trzeba szukać chwały tego świata ani szacunku ludzi

Sługa: O Maryjo! W czasie opowiadania przez Twego Syna Ewangelii ludzie oddawali Mu cześć w rozmaitych okolicznościach. Niewątpliwie z tego się radowałaś, o szczę śliwa Matko, ale tej radości nie odnosiłaś do siebie, tylko do Niego samego.
On wzbudzał podziw narodów przez swe rozgłośne cuda i wzniosłą naukę. Jednak Ty się nie wynosiłaś z tego, że Ciebie właśnie Pan Bóg wybrał na Jego Matkę. Nikt nie widział, abyś była dumna dlatego, żeś Go dała światu. Jaka różnica zachodzi między Tobą a innymi matkami: one chlubią się otwarcie zasługami swych dzieci, chcą uczestniczyć w ich sławie. Ty, przeciwnie, postępowałaś za Jezusem do różnych miejscowości, aby słuchać Jego nauk i nimi karmić swą duszę. Synowi dawano pochwały i uwielbienia.
Tyś nie pragnęła zbierać sławy, która z Niego mogła spływać i na Ciebie.
Zawsze o sobie pokornie myślałaś nawet wśród tych okoliczności, które mogły Ci zjednać szacunek i pochwały ludzkie. Przez to potępiasz modlitwę za sławą u tego świata i zbytnie umiłowanie szacunku u ludzi. To jest bowiem nieszczęsna zaraza wszystkich naszych uczynków.
Maryja: Synu mój, dzięki łasce Bożej chroniłam się ciągle przed tym, co słusznie nazywasz nieszczęsną trucizną. To prawda! Za to należy się chwała Bogu samemu. Zresztą czymże może się chlubić stworzenie, czego nie otrzymało od Boga? Pan mnie już zaszczycił, wybierając na Matkę Zbawiciela. Czy miałam jeszcze szukać światowych zaszczytów? Kto tylko Boga pragnie, dla tego nic poza tym nie jest wielkie. Odznaczenia światowe i wszystko, co ludzie najwięcej poważają, w jego oczach to próżne i błahe rzeczy. Mój synu, poradź się wiary, co ci powie, zapytaj nawet swego rozumu, a wówczas nie będziesz taki chciwy pochwał i zaszczytów ludzkich.
Wówczas twoja żądza chwały się zmieni; będziesz pragnął jedynie tej chwały, którą Pan Bóg zachowuje dla Świętych. Gdy pozostajesz w zapomnieniu, gdy cię ludzie za nic uważają, nie smuć się z tego, a nawet raduj się i to upokorzenie przyjmij tak, jak uczy wiara; ono bowiem jest najbezpieczniejszą drogą do wielkiej chwały w niebie i nie ma pewniejszej nad nią drogi.

Dlatego miłośnikom świata zostaw wszystkie próżne za-szczyty i godności, którymi się chlubią; dla siebie zachowaj chwałę pewniejszą i gruntowniejszą. Często błagaj Pana Boga za przykładem Dawida: Odwróć me oczy, niech na marność rzeczy ziemskich nie patrzał. Wielu zgubiło się dlatego, że świat był dla nich bożkiem. Nie powiększaj liczby tych bezrozumnych, którzy mu ciągle
schlebiają i jeszcze po dziś dzień palą kadzidło. Sługa. Najświętsza Panno, skorzystam z Twego przykładu i z Twoich nauk. Pragnę jedynie tej chwały, którą się zyskuje przez naśladowanie cnót Twoich; wszelką inną pogardzam. Proszę jednak o Twoją pomoc, gdyż moja dusza jest słaba i łatwo może upaść. Wyjednaj mi potrzebną siłę ducha, aby się wzniósł ponad wzgardę świata i ponad jego zdradliwe pochlebstwa. (O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
We wszystkim trzeba się zdać na wolę Pana Boga, nawet w tym, co się sprzeciwia Jego chwale

Sługa: O Matko Jezusa, widziałaś, jak mało Żydzi korzystali z Jego nauczania. Jak wielka była stąd boleść Twoja!
Nauka Jezusa była z nieba; potwierdzały ją nadzwyczajne cuda. A jednak nie nawróciła tysięcy dusz, które wolały pozostać w swym własnym zaślepieniu. Ci niewierzący odrzucili ofiarowane im …More
We wszystkim trzeba się zdać na wolę Pana Boga, nawet w tym, co się sprzeciwia Jego chwale

Sługa: O Matko Jezusa, widziałaś, jak mało Żydzi korzystali z Jego nauczania. Jak wielka była stąd boleść Twoja!
Nauka Jezusa była z nieba; potwierdzały ją nadzwyczajne cuda. A jednak nie nawróciła tysięcy dusz, które wolały pozostać w swym własnym zaślepieniu. Ci niewierzący odrzucili ofiarowane im zbawienie, podobnie jak chorzy odtrącają rękę, która chce ich wyleczyć.
Jakie podówczas ożywiały Cię myśli i uczucia?
Bolałaś nad zaślepieniem i zatwardziałością tych ludzi przewrotnych; lecz boleść znosiłaś spokojnie, co więcej, nieustannie błagałaś niebo o ich nawrócenie.
Maryja: Synu mój, bez wątpienia pragnęłam więcej niż ktokolwiek, aby ludzie poznali Jezusa. Z gorliwości o Jego chwałę żywiej odczuwałam zatwardziałość Żydów. Dlaczego jednak miałam tracić pokój duszy? Wszak często Jezus posługuje się złymi do wykonania
swych zamiarów. Nieraz dopuszcza zło i pozwala, że nieprawość bierze górę, ale z tego wszystkiego wyprowadza dobro.
Wiedząc o tym, w milczeniu uwielbiałam tę nieskończoną mądrość.
Sługa: Najświętsza Panno, Twoja cierpliwość będzie wzorem dla mnie we wszystkich zdarzeniach mego życia, szczególnie zaś w tych, które by mógł osłabić moją wiarę.
Maryja: Tak, mój synu, czasem występek chodzi z podniesioną głową i urąga cnocie. Jeśli to kiedy zobaczysz, wówczas nie daj się porwać zbytniej gorliwości; nie złość się
i nie gniewaj; wiara tego zabrania. Dlaczego byś nie miał znieść tego, co sam Bóg znosi?
Przecież On by mógł przeszkodzić temu, co ciebie gorszy. a jednak tego nie czyni. Skoro to dopuszcza, ma w tym swe zamiary, które ty winieneś uwielbiać.
Na ziemi nic się nie dzieje bez dopustu Pana Boga. Jego Opatrzności służy wszystko, tak złe, jak i dobre. Ty nie zgłębisz zamiarów Bożych. Ale przyjdzie czas, gdy poznasz, jak wszystko było sprawiedliwe i mądre. Prawda, nie masz być obojętny na prześladowania religii. Powinieneś smucić się z tego powodu, i słusznie; a nawet wolno ci użalić się serdecznie przed Panem Bogiem. Ale nie wolno ci się tym gorszyć tak, aby przez to miała
ucierpieć twoja wiara lub twój spokój; to by już nie była gorliwość, ale jej nadużycie i przesada.
Cnoty są wzajemnie związane z sobą; jedna nie niszczy drugiej. Poddanie się woli Bożej w tym, co Pan Bóg: "Dopuszcza, można dobrze pogodzić z prawdziwą gorliwością o chwałę Bożą. Są nieszczęścia, które wywołują u ciebie łzy i jęki. Możesz płakać, ale u stóp Zbawiciela; wolno ci wzdychać, ale do Jego serca.
Zwierz Mu się ze swego smutku; pros Go, by położył koniec twemu utrapieniu. Nie obrazi się, gdy Mu powiesz ze świętą wolnością: Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Prze-
budź się! Nie odrzucaj na zawsze! Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze? Zapominasz o nędzy i ucisku naszym?!

Wszak Tobie samemu ludzie odważają się wypowiedzieć walkę; znieważają Twoje święte Imię, bluźnią Twej religii i Kościołowi; chcą zniszczyć Twoje dzieło.
Ujmij się za Twą sprawą! Już nie znoś dłużej, aby nieprawość brała górę! Chodzi o Twoją chwałę. Tak uczynisz wszystko, mój synu, czego wymaga twoja wiara i gorliwość o chwałę Bożą. Wówczas będziesz spokojnie oczekiwał pociechy od Pana.
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
O miłości ku Panu Bogu

Sługa: Skończyłaś życie, o Panno i Matko; umarłaś jako ofiara Bożej miłości. Miłość Boża ostatnim blaskiem płomienia strawiła na koniec tę ofiarę, którą przygotowała od tylu wieków. W ten sposób, a nie inaczej, musiała się rozłączyć ze swoim ciałem dusza tak bardzo cenna dla Pana Boga i Jego woli poddana, tak wierna i święta. Nie zadziwia mnie Twoja śmierć z miłości. …More
O miłości ku Panu Bogu

Sługa: Skończyłaś życie, o Panno i Matko; umarłaś jako ofiara Bożej miłości. Miłość Boża ostatnim blaskiem płomienia strawiła na koniec tę ofiarę, którą przygotowała od tylu wieków. W ten sposób, a nie inaczej, musiała się rozłączyć ze swoim ciałem dusza tak bardzo cenna dla Pana Boga i Jego woli poddana, tak wierna i święta. Nie zadziwia mnie Twoja śmierć z miłości. Dziwię się natomiast, że tak żywe i stałe uczucia miłości nie skończyły prędzej Twego życia.
Z rąk Stwórcy wyszłaś czysta i bez zmazy. Skoro tylko poznałaś Go, natychmiast Jego miłość wzięłaś sobie za swój cel jedyny. Serce Twoje żyło i utrzymywało się nie czym innym, jak tylko żarem świętych obejmujących je płomieni. Przez całe Twe życie nic Cię nie zajmowało, tylko miłość Jego. Do niej zmierzało wszystko: Twe myśli, uczucia, słowa i uczynki, obawa, nadzieja, radość i smutek.
Im lepiej ludzie znają wielkość i nieskończone doskonałości Boga, tym bardziej uznają, jak godzien jest miłości, i tym bardziej Go miłują, czy jednak jakieś zwyczajne stworzenie znało Go lepiej od Ciebie?
Serca świętych Pańskich pałały ową miłością, lecz w sercu Maryi była sama pełnia tej miłości.
Serafini wielką goreją miłością, jednak jest ona zaledwie iskierką wobec ognia miłości Maryi.
O Matko pięknej miłości!' Kto by chciał wyrazić i wytłumaczyć Twoją wielką miłość, musiał by wpierw sam tak umiłować, jak Tyś miłowała. Tyś umarła z miłości, my zaś nią żyjemy; nie pracujemy, nie staramy się o to szczęście, aby przynajmniej umrzeć w miłości!

Maryja: Synu mój, czym się zajmujesz na tym świecie, jeśli nie tą jedyną sprawą, dla której żyjesz? Pan Bóg po to Cię stworzył, abyś Go miłował. Wielce obłąkani są ludzie, którzy swe serca pogrążają
w innej zupełnie miłości. Nie dbają zaś o tę miłość, która jedynie może ich uszczęśliwić w czasie i na wieki! Synu mój, otrząśnij się z tej nieszczęsnej gnuśności, która cię zatrzymuje na drodze miłości Bożej; postąpiłeś zaledwie kilka kroków. Lękasz się ofiar, niewiele zaś warta miłość, która nic nie kosztuje. Podejrzana jest również miłość człowieka, który ją oświadcza tylko wtedy, gdy nie musi
cierpieć dla ukochanego.
Miłuj Boga ponad wszystko i mężnie. Bądź gotowy stracić raczej wszystkie dobra aniżeli Jego łaskę. Bądź też gotów znieść wszystkie nieszczęścia, niżbyś miał dopuścić się naj-
mniejszej obrazy Bożej. Niech twa wola podda się zachwycającej miłości przynajmniej raz jeden, a nic dla ciebie nie będzie niemożliwe. Miłość jest potężna jak śmierć i wcale nie wie, co trudne.
Masz się poprawić z grzechów, masz namiętności poskramiać. Kochaj, a miłość dokona tego dzieła, i to w krótkim czasie.
Ukochaj to tylko, co Pan Bóg miłuje. Jeśli jednocześnie z Nim kochasz co innego, niech twa miłość prowadzi do wypełnienia Jego woli. Sam Bóg winien ci się podobać w tym wszystkim, co tylko ma być godne Jego upodobania. Prawdziwa miłość jest zupełnie obojętna na wszystko, co nie jest Bogiem; niczego poza Nim nie szuka, lecz we wszystkim pragnie Jego samego.
Synu mój, szczęśliwy będziesz pod panowaniem tej miłości. Im dłużej tak pożyjesz, tym mocniej zapragniesz zostawać pod jej władzą. Prawda, że będziesz musiał nieraz i cierpieć w więzach miłości; ale cierpiałbyś daleko więcej, gdybyś nie był jej więźniem. Niech ta miłość będzie twoim skarbem, w największym niedostatku nawet ona ci starczy za wszystkie dobra ziemskie. Może kiedy doświadczysz na sobie, co znaczy Boga miłować. Szczególnie zaś doznasz tego przy śmierci; jaki będziesz
wtedy szczęśliwy, że wpierw się dałeś kierować natchnieniom miłości.

Dla przeciętnych ludzi śmierć jest chwilą niepokoju i trwogi; dla kochającego chrześcijanina jest ona chwilą pociechy i najsłodszego pokoju. Oddaj się zatem Bożej miłości i jej kierownictwu: niech
ona przeniknie do głębi twą duszę i pobudza cię do działania. Staraj się czynić wszystko z miłości.
Sługa. Najświętsza Panno, pod wpływem Twoich słów czuję, że powstaje we mnie najgorętsza chęć oddania się Boskiej miłości. Pragnę, aby odtąd już nic mną nie władało, jak tylko miłość Boża. Moje serce i tylko serce może jeszcze zadowolić swego Boga; dlatego już nie należy do mnie ani do stworzeń; poświęcam je w zupełności Bogu.
Owo pragnienie jest skutkiem Jego łaski, którą mi wyprosiłaś; bez niej, bez jej pomocy nie mógłbym kochać Boga. Jeśli łaska mnie nie wesprze, nie potrafię Boga godnie miłować ani też wytrwać w miłości. Proś za mną bezustannie, aby miłość ożywiała mię zawsze i była ze mną wszędzie. Pomimo tego drżę, ponieważ znam moją niestałość; ale i Ty mnie znasz dobrze i za to udzielasz mi słusznej nagany; zatem przez swą opiekę racz być moją podporą i pomocą.
Tak jest, zniknijcie marne i godne pogardy dobra tego świata; to wy przyprawiacie o śmierć moją duszę! A przecież ona chce żyć nareszcie, i to żyć Twoją miłością, o mój Boże!
Bez tej miłości bowiem nie ma prawdziwego życia! Niech zwolennicy świata żałują tych dóbr, które ja opuszczam; zdawało się, że one mi służą, tymczasem pod pozorem usług zabrały mi prawdziwe szczęście. Za to będę nimi gardził ustawicznie, by nie przeszkadzały więcej mej miłości. Panno święta, doskonałe Morze miłości, odtąd moja dusza stanie się jakby niebem. Będę naśladował Twoje życie ziemskie, a także niebieskie, jakie obecnie prowadzisz ze Świętymi. Będę miłował jedynie Boga mojego i mocno Mu zaufam, że umrę w Jego miłości i że kochał Go będę na wieki.
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)
MementoMori+++
O zjednoczeniu człowieka z Bogiem:

Sługa: O Boże dobroci i miłości, na wieki bądź uwielbiony za to, że tak ścisłymi węzłami raczyłeś połączyć się z Dziewicą, którą wybrałeś na Matkę naszego Zbawiciela.
I Ty, Najświętsza Panno, bądź słusznie pochwalona za to żeś wiernie współdziałała z łaskami Bożymi.
Nie mogę nadziwić się Twoim nadzwyczajnym cnotom. W szczególności jednak w podziw mię wprawia…More
O zjednoczeniu człowieka z Bogiem:

Sługa: O Boże dobroci i miłości, na wieki bądź uwielbiony za to, że tak ścisłymi węzłami raczyłeś połączyć się z Dziewicą, którą wybrałeś na Matkę naszego Zbawiciela.
I Ty, Najświętsza Panno, bądź słusznie pochwalona za to żeś wiernie współdziałała z łaskami Bożymi.
Nie mogę nadziwić się Twoim nadzwyczajnym cnotom. W szczególności jednak w podziw mię wprawia owo ścisłe ciągłe zjednoczenie z Panem Bogiem, które umiałaś zachowywać.
Serce Twoje było wolne od wszelkiego przywiązania do stworzeń; stało się niejako wewnętrznym i mistycznym niebem; w nim Pan zamieszkał miłościwie, a Ty w pokoju cieszyłaś się Jego obecnością.
Sen wcale nie przerywał owego słodkiego zjednoczenia, a Ty mogłaś powiedzieć wraz z oblubienicą z Pieśni nad pieśniami: Ja śpię, ale serce moje czuwa.
Dlaczego ja nie miałem szczęścia tak się duchem zjednoczyć z Bogiem, aby mnie przy ziemi trzymały same tylko więzy ciała?!

Maryja: Synu mój, Pan Bóg udzielił mi tej łaski, że nigdy nie zapomniałam o Jego obecności. Jeśli pragniesz podobnej łaski, zacznij się odrywać od wszelkich uczuć ziemskich i od wszystkiego, co nie jest Bogiem. Niewątpliwie będzie cię to wiele kosztować, ale nagroda za twoje wysiłki i ofiary jest kosztowna; nigdy jej nie można przepłacić.

Zresztą posługuj się wszystkim, co cię otacza, aby się wznieść do Boga. Wszędzie znajdziesz tysiące rzeczy, które cię pobudzą do chwalenia Go i uwielbiania.
Nad twoją głową majestatycznie wzniesione niebiosa głoszą chwałę Boża, gwiazdy lśniące są obrazem jasności Pana Boga; rozległy bezmiar morza przypomina Jego niezmierzoność.
Wszystkie istoty w przyrodzie sławią Jego doskonałości, słowem wszystko, aż do najmniejszego kwiatka polnego, jest niejako księgą otwartą przed naszymi oczyma, aby ci przypominać Boga, Stwórcę wszystkiego. Możesz Go nawet znaleźć, nie wychodząc poza siebie; żyjesz, poruszasz się, istniejesz tylko w Nim i przez Niego.
On oświeca twój rozum, pobudza twoją wolę. Oto stoi u drzwi twego serca i kołacze”, prosi cię o serce", a prosi bardzo uprzejmie i czule. Ten Bóg, w dobroci nigdy nieprzebrany, czuwa nad zachowaniem twoim. Rozkazuje ziemi i całej przyrodzie, aby ci nieustannie dostarczała wszelkich potrzebnych środków do życia.
Niekoniecznie więc trzeba ci szukać Boga daleko od siebie. Wejdź tylko w siebie samego i pamiętaj, że w tobie mieszka. On zaś różnymi sposobami da ci odczuć swą świętą
obecność. Poznasz Go już to po jasnym oświeceniu i po natchnieniu niespodzianym, już to po tajemniczych poruszeniach serca i pobożnych myślach, wreszcie po miłościwym upomnieniu cię z powodu twych niewierności.
Zwracaj uwagę na te różnorodne działania łaski Bożej, nie stawiaj im przeszkód swą lekkomyślnością duchową czy dobrowolnym zniechęceniem.
Przykładaj się do ćwiczeń duchowych, bo one najwięcej mogą cię zbliżyć do Pana Boga, ale je odprawiaj z pobudek wiary.
W zwykłych zajęciach i obowiązkach swego stanu zgadzaj się z zamiarami Opatrzności Bożej, Ona sama niejako wyznaczyła ci codzienną pracę.
Niczego nie wykonuj ze zbytnim pośpiechem. Porywczość w rzeczach świętych może tylko zaszkodzić duchowi skupienia, który nas jednoczy z Panem Bogiem. Gdy będziesz w radości lub w smutku, nigdy nie idź za poruszeniami natury i swej miłości własnej; otwórz swe serce przed Bogiem, a nie przed stworzeniami. Chętnie zwierzaj Mu się ze wszystkiego, co cię weseli albo zasmuca; uważaj Go za Ojca lub za Przyjaciela, na którego sercu z ufnością możesz złożyć swe zmartwienia i pociechy.
Przez tę właśnie dziecięcą ufność szczególnie pozyskasz Jego serce i postąpisz w owym Świętym zjednoczeniu, które dla duszy jest najsłodszą pociechą w życiu chrześcijanina.
(O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny )