Clicks1.9K
Radek33
12
Trzęsienie ziemi-Annasz odchodzi od zmysłów,żywe trupy na ulicach Jerozolimy!Bł.A.K.Emmerich; (...)W śmierć Jezusa nie wierzyli jeszcze. Przyjaciele Jezusa, widząc to okrutne postępowanie z łotrami, …More
Trzęsienie ziemi-Annasz odchodzi od zmysłów,żywe trupy na ulicach Jerozolimy!Bł.A.K.Emmerich;

(...)W śmierć Jezusa nie wierzyli jeszcze. Przyjaciele Jezusa, widząc to okrutne postępowanie z łotrami, zlękli się tym bardziej, że oprawcy, pogrzebawszy łotrów, wrócą i tak samo postąpią z Jezusem. Wtem dziesiętnik Kassius (Longinus), człowiek 25-letni, prędki, gorliwy w pełnieniu służby, który wszystkim swym czynnościom nadawał wielkie znaczenie, a przy tym miał wzrok słaby, zezowaty, co narażało go nieraz na szyderstwa podwładnych, uczuł się nagle ogarnięty dziwnym zapałem. Okrucieństwo i podła srogość siepaczy, trwoga św. niewiast, a przy tym łaska nagłej świętej gorliwości, uczyniły go wykonawcą proroctwa. Rozciągnął włócznię, złożoną dotychczas w kilkoro, nasadził ostrze, poczym zwróciwszy konia, popędził go gwałtownie na wąski wzgórek krzyżowy; wstrzymał go przed nowo powstałą szczeliną. Tak stojąc między krzyżem Jezusa a dobrego łotra, na prawo od zwłok Zbawiciela, ujął włócznię obiema rękami i z taką gwałtownością wbił ją w zapadnięty, naciągnięty prawy bok Zbawiciela że włócznia, przebiwszy wnętrzności i serce, wyszła troszkę lewym bokiem, utworzywszy małą ranę. Gdy następnie włócznię nagle wyciągnął, buchnął z szerokiej rany prawego boku obfity strumień krwi i wody, oblewając zbawieniem i łaską jego podniesione do góry oblicze. W tej chwili zeskoczył Kassius z konia, upadł na kolana i bijąc się w piersi, głośno w wobec wszystkich wyznał Jezusa i oddał Mu cześć.
Najświętsza Panna i św. niewiasty, wpatrzone wciąż w Jezusa, ujrzały nagle z trwogą, że Kassius zamierza się włócznią na Jezusa; wraz z uderzeniem włóczni wydarły okrzyk bolesny i przypadły do krzyża, Maryja uczuła ból straszny, przenikający jej serce jak gdyby to Ją przeszył ten cios, i zemdlona upadła na ręce przyjaciółek. Kassius tymczasem upadł już na kolana, wyznając głośno Jezusa i radośnie wielbiąc Boga; oto uwierzył, został oświecony i widział teraz jasno wszystko. Ozdrawiały i otworzyły się zarówno oczy ciała jego jak i duszy. Wnet jednak ogarnęło wszystkich wzruszenie, pomieszane ze czcią najgłębszą na widok Krwi Zbawiciela z wodą zmieszanej, spienionej, zbierającej się w zagłębieniu skalnym pod krzyżem. Kassius, Maryja Panna, św. niewiasty, rzucili się ku krzyżowi, zaczęli czerpać czarkami ten drogocenny skarb, i przelewać do flaszek; resztki nawet starannie wysuszali chustami.
Kassius, oświecony na duchu i ciele, zmienił się zupełnie; wzruszony był głęboko i pokorą wielką przejęty. Żołnierze, skruszeni cudem, jaki się stał na ich dowódcy, upadli także na kolana i bijąc się w piersi, wyznawali Jezusa. A krew z wodą zmieszana, płynęła wciąż obficie z szeroko otwartego, prawego boku Jezusa, spadała na czystą skałę i zbierała się na niej spieniona. Obecni czerpali ją i zbierali z rozrzewnieniem nadzwyczajnym; niejedna łza Maryi, lub Magdaleny zmieszała się z tą krwią. Siepacze nie wrócili już, bo otrzymali tymczasem od Piłata nowy rozkaz nie tykania ciała Jezusa, jako oddanego Józefowi z Arymatei do pogrzebania.

Gdy Jezus z głośnym wołaniem oddał ducha Swego w ręce Ojca niebieskiego, widziałam, jak dusza Jego w postaci świetlistej spłynęła po krzyżu do otchłani, otoczona gronem jasnych aniołów, między którymi poznałam Gabriela. Przybywszy do otchłani, wysłał Jezus zaraz wiele dusz, by wstąpiwszy w swe ciała, wyszły na świat, upomnieć zatwardziałych grzeszników i dać o Nim świadectwo.
Trzęsienie ziemi, powodujące pęknięcie Kalwarii, dało się odczuć szeroko i daleko, a głównie w Jerozolimie i całej Palestynie. Zaledwie uspokojono się trochę w mieście i świątyni po ustąpieniu ciemności, gdy dało się czuć silne trzęsienie ziemi i usłyszano trzask walących się w wielu miejscach budynków. Przerażenie ogarnęło wszystkich na nowo ze zdwojoną siłą. Wszczął się popłoch, ludzie zaczęli uciekać na oślep w różne strony, gdy wtem, jakby dla uzupełnienia wszelkiej okropności, ujrzeli kroczące poważne trupy dawno zmarłych ludzi, głuchym głosem wypowiadające groźne przestrogi.
W świątyni rozpoczęła się właśnie na nowo ceremonia zabijania baranków, przerwana z powodu zaćmienia słońca, i już tryumfowali arcykapłani, że słońce znowu świeci, gdy nagle ziemia zadrżała w posadach, dał się słyszeć głuchy huk i trzask walących się murów, a zarazem szelest rozdzierającej się zasłony. Głucha, trwożna cisza zapanowała na chwilę wśród zebranych tłumów, poczym dały się słyszeć głośne okrzyki trwogi. Ale nie wszędzie dało się widzieć równocześnie ogólne zamieszanie i rozprzężenie; świątynia była ogromna, tłumy ludu niezmierne, przy tym ściśle oznaczony był porządek, w jakim przypuszczano i odprawiano gromady ludzi, niosących baranki na rzeź, a cała ta czynność zabijania, wypuszczania krwi i pokrapiania nią ołtarza, spełniana przez liczny szereg kapłanów, tak była skomplikowana i spojona w organiczną całość, że przestrach nie mógł w jednej chwili stać się ogólnym, tym bardziej, że ceremonii tej towarzyszyły głośne śpiewy i dźwięk puzonów.
Świątynia mieściła w sobie mnóstwo osobnych oddziałów i krużganków; otóż, teraz, na razie, odbywał się dalej spokojnie obrzęd ofiarny, dopiero gdzie indziej wybuchał popłoch i przerażenie, w trzecim znów miejscu już zdołali kapłani uspokoić przerażonych. Dopiero gdy zmarli pojawili się tu i ówdzie w świątyni, wtenczas już ustał wszelki porządek i ofiarę przerwano, uznając świątynię za zanieczyszczoną. Lecz i teraz trwoga nie ogarnęła wszystkich tak naglę, jak to się zdarza w płonącym, budynku, kiedy to wszyscy cisną się naraz do wyjść, dusząc się i tratując. Niektóre części świątyni opustoszały, bo spłoszony tłum rozbiegł się w jednej chwili, w innych miejscach potrafili kapłani zaprowadzić spokój, w innych wreszcie nie zdawano sobie jeszcze dokładnie z wszystkiego sprawy. Ale ogółem wziąwszy, popłoch był nadzwyczajny. By lepiej uzmysłowić sobie ten stan rzeczy w świątyni, przedstawmy sobie wielki rój mrówek, zajętych w porządku gorliwą pracą. Spróbujmy rzucić kamyk w ten rój, lub poruszyć go w którym miejscu kijem, a zobaczymy, że w tym miejscu powstanie zamieszanie, popłoch, niepokój, podczas gdy nieco dalej odbywa się praca w zwykłym trybie, ale i to miejsce, zagrożone przez chwilę, wraca wnet do dawnego porządku i praca odbywa się dalej.
Arcykapłan Kajfasz w swej zuchwałości bez granic nie stracił głowy w ogólnym popłochu. Przy pomocy swego stronnictwa usunął częściowo niebezpieczeństwo, zarówno przezornemu zwierzchnikowi zbuntowanego miasta, przez groźby, prośby, dogadywania, rozdzielenie przeciwnych partii i różne mamidła. Głównie przez swój piekielny upór i pozorny spokój, wysiłkiem zdobyty, osiągnął przynajmniej tyle, że zamieszanie nie stało się powszechnym i niebezpiecznym, i że ogół pospólstwa nie tłumaczył sobie tych strasznych zjawisk jako świadectwa niewinnej śmierci Jezusa. Rzymska załoga zamku Antonia poczyniła także wszelkie możliwe kroki do utrzymania porządku.
Tak więc, chociaż wielki był przestrach i zamieszanie i chociaż uroczystości świąteczne przerwane zostały, przecież do rokoszu nie przyszło. Jasny płomień rozprzężenia przygasł i żarzył się tylko jako trwoga w piersiach pospólstwa, które rozpraszając się po domach, wnosiło go z sobą pod dachy. Ale i tu potrafili go niezmordowani w działaniu Faryzeusze w przeważanej części przygasić.
Tak przedstawiał się stan rzeczy w głównych zarysach. Z pojedynczych szczegółów przypominam sobie następujące: wskutek trzęsienia ziemi zachwiały się w posadach dwa wielkie filary u wejścia do Miejsca świętego. Podnóże, dźwigające je, zapadło się, a one runęły na obie strony, lewy na południe, prawy na północ; zarazem rozdarła się z głośnym szumem rozpięta między nimi zasłona od góry do dołu, i rozdarta, opadła po obu stronach na ziemię. Zasłona to była wspaniała i można było rozróżnić następujące kolory: czerwony, błękitny, biały i żółty. Na zasłonie odtworzone były grupy gwiazd i różne figury, jak np. miedziany wąż. Miejsce święte, zwykle zasłonięte, ukazało się teraz po opadnięciu zasłony oczom wszystkich. Obok Miejsca świętego, w murze północnym, był modlitewnik Symeona. Trzęsienie ziemi zawaliło powałę tego modlitewnika, a z bocznej ściany od świątyni wypadł ogromny kamień. W kilku salach pozapadały się podłogi, gdzieniegdzie pokrzywiły się schody, runęły kolumny.
Z otworu w ścianie modlitewnika Symeona, powstałego przez wypadnięcie kamienia, wyszedł arcykapłan Zachariasz, zamordowany niegdyś między świątynią a ołtarzem, i stanąwszy w Miejscu świętym, prze-mówił groźnie do kapłanów, wspomniał o śmierci innego Zachariasza i Jana, a także o mordowaniu Proroków. Na wielkiej mównicy zaś pojawiali się jako duchy dwaj młodo zmarli synowie pobożnego arcykapłana, Szymona Justusa, pradziada starego Symeona, który prorokował Jezusowi przyszłość podczas ofiarowania w świątyni; ci także wyrzucali groźnie Faryzeuszom mordowanie Proroków, głosili upadek dotychczasowej ofiary i upominali wszystkich, by przyjęli naukę Ukrzyżowanego.
Następnie pojawił się na ołtarzu Jeremiasz, wołając groźnie, że już skończyła się stara ofiara, a zaczyna nowa się. Tam, gdzie tylko Kajfasz, lub sami kapłani byli świadkami tych zjawisk, starano się zataić je, zaprzeczać ich prawdziwości i surowo zakazano mówić o tym, by nie szerzyć popłochu. Wtem dał się słyszeć głośny szum, drzwi świątnicy otworzyły się same i usłyszano głos: "Uchodźmy stąd!" Ujrzałam, że to aniołowie opuszczają na zawsze świątynię. Zadrżał ołtarz kadzielny, naczynie z kadzidłem przewróciło się, zawaliła się szafa z księgami Pisma i wszystkie księgi pomieszały się bezładnie; zamieszanie coraz wzrastało, nikt już nie zdawał sobie sprawy, co za pora jest. Nikodem, Józef z Arymatei i wielu innych wyznawców Jezusa, odeszli ze świątyni na zawsze. Gdzieniegdzie w salach i na korytarzach leżały trupy; gdzie indziej znów zmarli chodzili w pośród tłumu, rzucając ponure groźby; dopiero na głos aniołów, opuszczających świątynię, powrócili do grobów. W przedsionku zawaliła się mównica. Na ten ogólny rozruch weszli do świątyni ci Faryzeusze, którzy, nawróceni już, wrócili z Kalwarii; teraz, widząc te znaki, tym bardziej utrwalili się w prawdzie i zaczęli czynić gwałtowne wyrzuty Annaszowi i Kajfaszowi, a wreszcie opuścili i świątynię.
Annasz, właściwie główny, choć tajemny nieprzyjaciel Jezusa, który od dawna już knuł skrycie intrygi przeciw Jezusowi i uczniom, jako też pouczał oskarżycieli jak mają świadczyć fałszywie przeciw Jezusowi, teraz ze strachu odchodził prawie od zmysłów, uciekał z kąta w kąt i krył się w najdalszych zakątkach. Wreszcie chwyciły go gwałtowne kurcze; jęczącego z bólu zanieśli go stronnicy jego do jednej z odosobnionych komnat i stanęli bezradni w koło niego. Kajfasz dodawał mu otuchy, ściskał go serdecznie, ale nadaremnie; pojawienie się umarłych przygnębiło Annasza do szczętu. Kajfasz także strwożony był bardzo, ale szatańska jego zatwardziałość i duma nie pozwoliły mu to dać po sobie poznać. Wszystkiemu sprzeciwiał się zuchwale; grożącym znakom cudownym i własnej skrytej trwodze przeciwstawiał z wytartym czołem swą złość i dumę. Zmuszony przerwać ceremonie religijne, nakazał surowo wszystkie te cuda zaszłe w świątyni, o których nie doszła jeszcze wieść do ogółu mieszkańców, zachować w ścisłej tajemnicy. Sam ogłosił i kazał kapłanom dalej tak rozgłaszać: "Zjawiska te gniewu Bożego ściągnęli sami stronnicy ukrzyżowanego Galilejczyka, bo zanieczyszczeni przyszli do świątyni. Przyczyną całego strachu byli sami nieprzyjaciele świętego Zakonu, który i Jezus chciał obalić. Wiele znowu trzeba także złożyć na karb czarodziejstwa Galilejczyka, który, jak za życia, tak i teraz jeszcze, w chwili śmierci, zakłócił spokój świątyni." Takimi to wykrętami udało się Kajfaszowi pewnej części zamknąć usta, innych groźbą zmusił do milczenia. Było jednak wielu takich, których te znaki cudowne rzeczywiście wzruszyły i ocuciły z zaślepienia, ale ci do czasu nie zdradzali się ze zmianą usposobienia. Obchód święta odłożono aż do oczyszczenia świątyni, baranków nie skończono jeszcze zabijać, a teraz zaniechano tego. Lud rozszedł się powoli do domów.

youtube.com/watch?v=6_Lfwuvq5U8
Radek33
"Najświętsza Panna i św. niewiasty, wpatrzone wciąż w Jezusa, ujrzały nagle z trwogą, że Kassius zamierza się włócznią na Jezusa; wraz z uderzeniem włóczni wydarły okrzyk bolesny i przypadły do krzyża, Maryja uczuła ból straszny, przenikający jej serce jak gdyby to Ją przeszył ten cios, i zemdlona upadła na ręce przyjaciółek. Kassius tymczasem upadł już na kolana, wyznając głośno Jezusa i …More
"Najświętsza Panna i św. niewiasty, wpatrzone wciąż w Jezusa, ujrzały nagle z trwogą, że Kassius zamierza się włócznią na Jezusa; wraz z uderzeniem włóczni wydarły okrzyk bolesny i przypadły do krzyża, Maryja uczuła ból straszny, przenikający jej serce jak gdyby to Ją przeszył ten cios, i zemdlona upadła na ręce przyjaciółek. Kassius tymczasem upadł już na kolana, wyznając głośno Jezusa i radośnie wielbiąc Boga; oto uwierzył, został oświecony i widział teraz jasno wszystko. Ozdrawiały i otworzyły się zarówno oczy ciała jego jak i duszy. Wnet jednak ogarnęło wszystkich wzruszenie, pomieszane ze czcią najgłębszą na widok Krwi Zbawiciela z wodą zmieszanej, spienionej, zbierającej się w zagłębieniu skalnym pod krzyżem. Kassius, Maryja Panna, św. niewiasty, rzucili się ku krzyżowi, zaczęli czerpać czarkami ten drogocenny skarb, i przelewać do flaszek; resztki nawet starannie wysuszali chustami.
Kassius, oświecony na duchu i ciele, zmienił się zupełnie; wzruszony był głęboko i pokorą wielką przejęty. Żołnierze, skruszeni cudem, jaki się stał na ich dowódcy, upadli także na kolana i bijąc się w piersi, wyznawali Jezusa. A krew z wodą zmieszana, płynęła wciąż obficie z szeroko otwartego, prawego boku Jezusa, spadała na czystą skałę i zbierała się na niej spieniona. Obecni czerpali ją i zbierali z rozrzewnieniem nadzwyczajnym; niejedna łza Maryi, lub Magdaleny zmieszała się z tą krwią. Siepacze nie wrócili już, bo otrzymali tymczasem od Piłata nowy rozkaz nie tykania ciała Jezusa, jako oddanego Józefowi z Arymatei do pogrzebania."
jac505 shares this
11.9K
Trzęsienie ziemi było bardzo rozległe, jak podaje bł. Emmerich. Piłat otrzymał liczne raporty i wiedział, że wszystko co się stało w Jerozolimie, w czasie śmierci Jezusa miało związek z Jego śmiercią ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Wraz z budynkami, górami, zboczami pozapadały się roje złych duchów. Złe duchy pod wpływem Woli Bożej ostrzegły pewnego portowego obserwatora aby wyprowadził …More
Trzęsienie ziemi było bardzo rozległe, jak podaje bł. Emmerich. Piłat otrzymał liczne raporty i wiedział, że wszystko co się stało w Jerozolimie, w czasie śmierci Jezusa miało związek z Jego śmiercią ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Wraz z budynkami, górami, zboczami pozapadały się roje złych duchów. Złe duchy pod wpływem Woli Bożej ostrzegły pewnego portowego obserwatora aby wyprowadził statki z zatoki, bo muszą rzucić się w tym miejscu do otchłani wraz z wielką nawałnicą. Czytając to zrozumiałem dlaczego trzeba umieścić w oknie gromnicę gdy nadchodzi burza.
Beatus 1
Dobre spostrzeżenie. Dawniej wszyscy umieszczali w oknie gromnicę.
jac505
Trzęsienie ziemi było bardzo rozległe, jak podaje bł. Emmerich. Piłat otrzymał liczne raporty i wiedział, że wszystko co się stało w Jerozolimie, w czasie śmierci Jezusa miało związek z Jego śmiercią ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Wraz z budynkami, górami, zboczami pozapadały się roje złych duchów. Złe duchy pod wpływem Woli Bożej ostrzegły pewnego portowego obserwatora aby wyprowadził …More
Trzęsienie ziemi było bardzo rozległe, jak podaje bł. Emmerich. Piłat otrzymał liczne raporty i wiedział, że wszystko co się stało w Jerozolimie, w czasie śmierci Jezusa miało związek z Jego śmiercią ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Wraz z budynkami, górami, zboczami pozapadały się roje złych duchów. Złe duchy pod wpływem Woli Bożej ostrzegły pewnego portowego obserwatora aby wyprowadził statki z zatoki, bo muszą rzucić się w tym miejscu do otchłani wraz z wielką nawałnicą. Czytając to zrozumiałem dlaczego trzeba umieścić w oknie gromnicę gdy nadchodzi burza. Króluj nam Chryste !