Clicks269
Edward7
1

Tragiczna inwolucja zawodu lekarza

Francesco Lamendola
Nauka, czy też to, co za nią uchodzi, zastąpiła w zbiorowej wyobraźni i funkcji społecznej religię, a klasa medyczna zastąpiła duchowieństwo...

Przyszli historycy będą mieli wiele do przemyślenia, próbując wyjaśnić jednomyślność, z jaką światowa klasa medyczna przyjęła Jednolitą Narrację o rzekomej pandemii Covid-19, a co gorsza, z jaką zgodziła się przestrzegać protokołów zdrowotnych ustanowionych przez samozwańcze techniczno-naukowe komitety, powstrzymując się od leczenia pacjentów zgodnie z nauką i sumieniem, Odstąpili od leczenia swoich pacjentów zgodnie z nauką i sumieniem, tj. na podstawie swojego doświadczenia zawodowego i zdrowego rozsądku, oraz od stosowania tradycyjnych leków, które zawsze dawały dobre wyniki w takich przypadkach, ale postawili wszystko na mesjańskie oczekiwanie szczepionki, która, jak wiedzieliśmy od początku, nie jest szczepionką, ale eksperymentalną surowicą genową, której królikami doświadczalnymi będą miliony i miliony ludzi nakłanianych, a w niektórych przypadkach praktycznie zmuszanych, do zaszczepienia się nią.

Zawód lekarza, jako całość, przełknął serię niewiarygodnych kłamstw, i zrobił to bez mrugnięcia okiem, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie; co więcej, uczynił siebie chętnym propagatorem i najbardziej gorliwym instrumentem wykonawczym, posłusznie podążającym za dyrektywami z góry.

To były kłamstwa:

- że szykuje się straszliwa pandemia, a nie zwykła epidemia wirusowa o śmiertelności podobnej do wszystkich innych wpływów sezonowych;

- że w celu stawienia czoła tej pandemii konieczne było zastosowanie środków wyjątkowych, tj. rzeczywistego stanu zagrożenia zdrowotnego o nieokreślonym czasie trwania i podlegającego ciągłemu przedłużeniu, według uznania rządu;

- że środki te obejmowały obowiązkowe noszenie masek i dystansowanie się od społeczeństwa, a także umieszczanie w areszcie domowym, na wiele tygodni i miesięcy, całej ludności kraju, a nie, być może, najbardziej zagrożonych grup;

- że słuszne jest zastąpienie normalnej praktyki medycznej, opartej na tradycji i doświadczeniu, a więc podawania tradycyjnych leków, takich jak iwermektyna i hydroksychlorochina, nowymi procedurami ;

- że słuszne i właściwe jest powstrzymanie się od leczenia pacjentów w domu, lecz uciekanie się do hospitalizacji (co dla państwa powoduje ogromne zwielokrotnienie kosztów, ale dla poszczególnych szpitali przynosi zysk netto);

- że słuszne i naturalne jest powstrzymanie się od przeprowadzania sekcji zwłok ofiar i ich utylizacja poprzez kremację, nawet w przypadku braku wyraźnego zezwolenia ze strony rodzin;

- że zgodne z prawem i moralne było obserwowanie medialnego linczu doktora De Donno i całkowitego lekceważenia jego terapii opartej na stosowaniu osocza hiperimmunologicznego, terapii, która umożliwiła mu wyleczenie wszystkich jego pacjentów, którzy zostali już przyjęci na intensywną terapię, a więc w bardzo poważnym stanie zdrowia

- że logiczne i naturalne było skupienie wszystkich oczekiwań nie na poszukiwaniu najskuteczniejszych lekarstw, lecz na oczekiwaniu na rzekomą szczepionkę, która nie została jeszcze wyprodukowana i dotyczyła wirusa, który nie został nawet wyizolowany w laboratorium;

- że normalne jest przedstawianie jako szczepionki eksperymentalnej surowicy genowej opartej na całkowicie nowych kryteriach, która nigdy nie była testowana na ludziach, i wykorzystywanie pacjentów jako królików doświadczalnych, innymi słowy odwrócenie normalnego związku między eksperymentami a wprowadzaniem na rynek jakiegokolwiek leku;

- że normalnym zjawiskiem jest konieczność sięgnięcia po drugą, trzecią i prawdopodobnie czwartą dawkę szczepionki, ponieważ stwierdzono, że oferowany zasięg, który był bardzo ograniczony, nie przekraczał trzech lub czterech miesięcy

- że normalne jest twierdzenie, iż szczepionka daje pożądane uodpornienie, podczas gdy zaobserwowano, że osoby zaszczepione chorują tak samo jak osoby nieszczepione, a ponadto mogą zarazić inne osoby

- że normą jest przedstawianie szczepień jako prawdziwego obowiązku społecznego, a osób, które decydują się nie szczepić jako szkodników i niebezpiecznych wrogów publicznych, którzy są odpowiedzialni za utrzymywanie się stanu zagrożenia?

- że normalne jest akceptowanie niesławnej zielonej przepustki jako środka zdrowotnego właściwego dla ochrony ludności, podczas gdy jest oczywiste, że nie jest to w ogóle środek zdrowotny, lecz polityczny, którego celem nie jest poprawa ochrony przed wirusem, lecz legitymizacja i reglamentacja ludności, przyzwyczajająca ją do podporządkowania się każdej inicjatywie zdrowotnej podejmowanej przez rząd, co stanowi wyjątek od wolności sumienia poszczególnych obywateli i jest sprzeczne z wyraźnymi przepisami Konstytucji;

- że normalne jest szerzenie uprzedzeń, podejrzeń i nienawiści wobec osób nieszczepionych, obarczanie ich winą i oskarżanie o bycie złymi obywatelami, podczas gdy płacą one już bardzo wysoką cenę, w postaci dyskryminacji i zwolnień, za przestrzeganie nienaruszalnej zasady wolności wyboru w sprawach zdrowotnych

- że słuszne i właściwe, a z naukowego punktu widzenia odpowiednie i rozsądne jest szczepienie dzieci poniżej 12 roku życia, poniżej 6 roku życia, a nawet zaledwie kilkumiesięcznych: dzieci, które, statystycznie rzecz biorąc, nie są w żadnym niebezpieczeństwie, jeżeli zachorują, podczas gdy według statystyk są one bardzo zagrożone nieprzewidzianymi skutkami szczepionki.

Słyszeliśmy na własne uszy, w jednym z większych włoskich szpitali, jak ordynator chirurgii, ponadto godny szacunku ze względu na swoje oddanie pracy i kompetencje, komentował donośnym głosem, w obecności całego personelu i pacjentów w sali swojego oddziału: ..."My, lekarze, przyjęliśmy drugą dawkę, a teraz trzecią, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, a wy to rozsiewacie".
Cóż, ten główny lekarz z pewnością wiedział, że mówi coś nieprawdziwego: nieprawdziwego ze ściśle naukowego punktu widzenia, ponieważ zostało udowodnione, że nieszczepieni nie rozprzestrzeniają żadnej cholernej choroby; a poza tym, jeśli zaszczepieni naprawdę ufają "swojej" szczepionce, dlaczego mieliby się obawiać zarażenia od tych, którzy dokonali innego wyboru? Ale przede wszystkim: czy wolno lekarzowi wkraczać z podobnymi osądami, i to tak ciężkimi, w sferę wolności osobistej pacjenta, narażając go na powszechną dezaprobatę, jak to czynią niektórzy nauczyciele wobec dzieci nieszczepionych, że narażają na śmieszność i wrogość kolegów z klasy, oskarżając ich o bycie sprawcami utrzymującego się stanu wyjątkowego, z wszystkimi jego niedogodnościami? Mamy tu do czynienia z prawdziwą perwersją umysłową i zawodową, w której lekarze, jakkolwiek dobrzy i uznani w swojej dziedzinie, pozwalają sobie wejść na krzesło i umoralniać, posługując się całkowicie niewłaściwymi argumentami, tych, którzy nie podzielają ich poglądów na temat tzw. szczepionki anty-Covid. Perwersja, z której bezpośrednio zainteresowani nawet nie zdają sobie sprawy, a wręcz czują się bardziej niż kiedykolwiek w porządku i uważają, że mają nie tylko prawo, ale wręcz święty obowiązek strofować i surowo apostrofować "renitenti", czyli "uchylających się od szczepionek", jak uroczo nazwał ich pewien dziennikarz, który przejdzie do historii za grubiaństwo i ignorancję wymyślonego przez siebie wyrażenia?

Ze swej strony jesteśmy przekonani, że ta inwolucja, czy raczej ta epistemologiczna mutacja, nie zaczęła się wczoraj czy kilka lat temu, ale co najmniej pół wieku temu, a prawdopodobnie nawet dłużej: od czasu, gdy lekarze, pod podwójnym naciskiem wielkich firm farmaceutycznych i zdrowia publicznego (to ostatnie z kolei jest z nimi nierozerwalnie związane) zaczęli patrzeć na swój zawód już nie jak na praktykę, czyli sztukę, ale jak na naukę, czyli zasadniczo jak na teorię. Od tego czasu relacja z pacjentem uległa radykalnej zmianie, podobnie jak etyczna i zawodowa perspektywa lekarza: nie odpowiada on już za swoje sukcesy lub porażki przed pacjentem - czyli w końcu przed osobą bezpośrednio zainteresowaną - lecz przed techno-naukową biurokracją, której jest częścią, a która z kolei posiada wszystkie cechy charakterystyczne niegdyś dla Kościoła. Innymi słowy, nauka, czy też to, co za nią uchodzi, zastąpiła w zbiorowej wyobraźni i funkcji społecznej religię, a klasa medyczna zastąpiła duchowieństwo: nie chodzi już o życie wieczne, lecz o warunki, które umożliwiają ciągłe odsuwanie śmierci fizycznej i które wiążą się z nieustanną walką o oddalenie widma choroby.

W konsekwencji, tak jak dawni duchowni zajmowali się walką ze złem moralnym, z grzechem i oczywiście z jego konsekwencją, czyli wiecznym potępieniem, tak nowa kapłańska kasta lekarzy, która dogmatycznie, by nie powiedzieć fanatycznie, czci ubóstwioną Naukę, zajmuje się egzorcyzmowaniem chorób i ich konsekwencji oraz ochroną ludności przed napaściami zła (rozumianego tym razem w sensie wirusowym i mikrobiologicznym, czyli czysto fizjologicznym i materialistycznym). I tak jak kler katolicki miał obowiązek surowo zwalczać odstępstwa od prawdziwej doktryny, tj. herezje, w celu zachowania wiecznego zbawienia dusz, tak nowa kasta kapłańska w białych kitlach postawiła sobie za cel zwalczanie wszelkich odstępstw od prawdziwej nauki medycznej, tj. wszelkich form medycyny alternatywnej, a przede wszystkim wszelkich chęci ze strony jednostki do zapewnienia sobie, na ile to możliwe, obrony i utrzymania własnego zdrowia, zarówno pod względem stylu życia ukierunkowanego na rozwój naturalnych przeciwciał, oraz w zakresie osobistej i odpowiedzialnej decyzji dotyczącej stosowania leków, a zwłaszcza tego bardzo szczególnego "leku", jakim jest szczepionka, zaprojektowana nie po to, by zwalczać toczącą się chorobę, czy by "zapobiegać możliwościom infekcji wirusowej", i w ten sposób proszą o wsparcie i uzyskuje je ze strony świeckiego ramienia, by zdławić wszelkie formy dewiacji, które są herezją, alternatywną praktyką, która mogłaby zagrozić "zdrowiu publicznemu", ale przede wszystkim monopolowi, jaki nowa kasta kapłańska sprawuje, przy wsparciu państwa, w sprawach zdrowia publicznego i prywatnego.

W 1977 roku, Ivan Illich napisał w jednej ze swoich najlepszych i najbardziej proroczych książek, Medical Nemesis. Wywłaszczenie zdrowia (tytuł oryginału: Limits to medicine. Medical Nemesis: the expropriation of health, London, Marion Boyars Published, 1976; przetłumaczone z angielskiego przez Donato Barbone, Milan, Arnoldo Mondadori Editore, 1977, s. 270-272):

Medycyna jako nauka stoi na pograniczu. Metoda naukowa polega na przeprowadzaniu eksperymentów na modelach. Medycyna natomiast nie przeprowadza swoich eksperymentów na modelach, lecz na samych pacjentach. Ale medycyna nie mówi nam więcej o sensownym doświadczeniu uzdrowienia, cierpienia i śmierci niż analiza chemiczna o wartości estetycznej ceramiki.
W pogoni za ideałem nauki stosowanej zawód lekarza w dużej mierze przestał realizować cele stowarzyszenia rzemieślniczego, które korzysta z tradycji, doświadczenia praktycznego, doktryny i intuicji, a zaczął odgrywać rolę zarezerwowaną niegdyś dla kleru, używając zasad naukowych jako teologii, a techników jako akolitów.

Medycyna jako przedsięwzięcie zajmuje się obecnie nie tyle empiryczną sztuką leczenia chorych, których można wyleczyć, ile racjonalnym dążeniem do ocalenia ludzkości przed naporem zła, kajdanami ułomności, a nawet koniecznością śmierci. Przekształcając się ze sztuki w naukę, zawód lekarza utracił swój charakter stowarzyszenia rzemieślników, którzy stosują dla dobra chorych w ciele zasady ustanowione w celu ich prowadzenia. Stała się ona ortodoksyjnym aparatem biurokratycznych administratorów stosujących naukowe zasady i metody do szeregu "przypadków" medycznych. Innymi słowy, klinika jest teraz laboratorium. Twierdząc, że jest w stanie przewidzieć wyniki, nie biorąc pod uwagę ludzkiej wydajności uzdrowiciela i jego integracji z grupą społeczną, współczesny
lekarz przyjął typową pozę dawnego znachora.

Lekarz jako przedstawiciel zawodu jest nieodłącznym członkiem zespołu naukowego. Eksperymentowanie jest metodą naukową, a akta, które przechowuje są, czy mu się to podoba czy nie, częścią zbioru danych w przedsięwzięciu naukowym. Każde leczenie to po prostu powtórzenie eksperymentu, który ma statystycznie określone prawdopodobieństwo powodzenia. Jak w każdym działaniu stanowiącym prawdziwe zastosowanie naukowe, niepowodzenie przypisuje się jakiejś niewiedzy: niedostatecznej znajomości praw obowiązujących w danej sytuacji, braku osobistych kompetencji eksperymentatora w stosowaniu metod i zasad, lub jego niezdolności do opanowania nieuchwytnego wariantu, jakim jest pacjent. Oczywiście, w tego typu działalności medycznej, im lepiej opanowany jest pacjent, tym bardziej przewidywalny jest wynik. A im bardziej przewidywalny jest wynik w odniesieniu do całej populacji, tym skuteczniejsza okaże się organizacja. Technokraci medyczni mają tendencję do promowania interesów nauki, a nie potrzeb społeczeństwa. Lekarze jako całość są biurokracją badawczą. Ich główną odpowiedzialnością jest abstrakcyjna nauka lub, "przez mgłę", ich zawód. Ich osobista odpowiedzialność za konkretnego pacjenta została podporządkowana niejasnemu poczuciu władzy, która rozciąga się na wszystkie zadania i klientów wszystkich kolegów. Nauki medyczne stosowane przez naukowców medycznych zapewniają "właściwe leczenie" i nie ma znaczenia, czy skutkuje ono wyzdrowieniem, śmiercią czy brakiem reakcji ze strony pacjenta: leczenie to jest usankcjonowane przez tabele statystyczne, które przewidują wszystkie trzy wyniki z dokładną częstotliwością. W konkretnym przypadku poszczególny lekarz może jeszcze pamiętać, że jeżeli w zastosowaniu swojej sztuki uzyskał dobry wynik, to jest winien naturze i pacjentowi tyle wdzięczności, ile pacjent jemu. Ale tylko wysoki stopień przyzwyczajenia do dysonansu poznawczego pozwoli mu trwać w rozbieżnych rolach uzdrowiciela i naukowca.

Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę następującą koncepcję: oczywiście, w tego rodzaju działalności medycznej, im lepiej kontrolowany jest pacjent, tym bardziej przewidywalny jest wynik. A im bardziej przewidywalny jest wynik dla całej populacji, tym skuteczniejsza będzie organizacja. Cóż, to jest dokładny opis tego, co dzieje się dzisiaj na naszych oczach: celem aparatu zdrowia nie jest wyleczenie pojedynczego pacjenta, ale podporządkowanie sobie całej populacji na podstawie statystycznej prognozy prawdopodobnych wyników leczenia. Medycyna nie zajmuje się już chorobą chorego: ma o wiele ambitniejsze projekty: chce pokonać zło, chce uczynić całą populację "bezpieczną", a w tym celu godzi się zapłacić cenę za pewną liczbę zdarzeń niepożądanych, takich jak te spowodowane masowymi szczepieniami. Nieważne, czy kilka tysięcy osób straci życie, czy je straci; ważne jest to, że miliony ludzi, anonimowo uważanych za ubezpieczonych od wirusa, który nie powoduje większej liczby zgonów niż zwykła grypa sezonowa, ale który media i rządzący określili mianem czarnej plagi XXI wieku, i którego będą niezliczone warianty i nowe fale.

Dziwne, że nikt, lub bardzo niewielu z tych gorliwych lekarzy i naukowców, nie podejrzewa, że tylko wróżbita lub wróżka mogliby przewidzieć z taką pewnością, że będzie wiele innych nagłych wypadków podobnych do obecnego. Dziwne, że żaden z nich nie chce się ugryźć, zwłaszcza po tym, jak wyszło na jaw, że niejaki Bill Gates, główny udziałowiec wielkich firm farmaceutycznych produkujących niesławną szczepionkę, od pewnego czasu prowadził eksperymenty nad skutkami nadchodzącej pandemii Covid (tak, Covid, co za kombinacja!), i że od lat twierdził, iż będzie w stanie przewidzieć skutki przyszłej pandemii. ), i że od lat mówi i pisze rzeczy podobne do tych, które mówili i pisali Klaus Schwab i Jacques Attali, a wcześniej Henry Kissinger, dla którego pandemia jest "wspaniałą okazją" do reorganizacji społeczeństwa, do wciśnięcia pedału cyfryzacji, do przeprowadzenia masowych szczepień i rejestracji zdrowotnej każdego, ale naprawdę każdego, przy jednoczesnym pozyskiwaniu wrażliwych informacji o jego danych osobowych, w tym o jego pensji lub emeryturze i koncie bankowym. A w jakim celu ci panowie chcą wiedzieć o nas wszystko?

Jedno jest pewne. Klasa medyczna, jak przewidział Ivan Illich, zajęła miejsce kleru i tworzy nową liturgię i nową religię, której wszyscy muszą się kłaniać i oddawać nabożną cześć. Prawdziwa nauka nie ma nic wspólnego z tą nieprzyzwoitą maskaradą. Jego jedynym celem jest wywieranie nacisku na ludzi, za pomocą szantażu, aby w zdyscyplinowany sposób podporządkowali się Uniwersalnym Mistrzom i robili to, co oni chcą. I czy jesteśmy gotowi poddać się takiemu szantażowi?
accademianuovaitalia.it/…te-e-medicina/10468-involuzione-professione-medica