Clicks409

Współpraca - wzajemna miłość - wzajemna pomoc!

Współpraca - wzajemna miłość - wzajemna pomoc!
"Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem"

I co? Nic. Dla wielu i to chrześcijan te słowa znaczą tyle, co słodkie uczucie i "jest nam fajnie ze sobą" itd. To tyle, co nic. Bo to nie ma nic wspólnego z Miłością, Bożą Miłością i jej wielkim, nowym wymiarem Nowego Testamentu - wzajemną miłością. Miłość wzajemna została od razu wyjaśniona w czasie Ostatniej Wieczerzy przez Pana Jezusa. To ma być wymiar miłości, która "oddaje życie za przyjaciół swoich". Św. Paweł wyjaśnia, że tak naprawdę, po ludzku Pan Jezus nie oddał życia za przyjaciół, tylko wrogów. Jednak Bóg widzi dalej, widzi wieczność! Czym jest życie ziemskie wobec ogromu wieczności? Czymś nieskończenie mniejszym niż kropla wody na łyżeczce wobec bezmiaru wód w oceanach oblewających ziemię!!! Dlatego Pan Jezus umierając za Swoich wrogów umarł za przyjaciół - czyli za tych, którzy w owym czasie byli bandziorami, a teraz lub w przyszłości będą na zawsze w wiecznym teraz przyjaciółmi w niebie. Tak i my umierajmy, przebaczajmy, trudźmy się, dla tych, co w tej kropli przemijającej doczesności są nam wrodzy - w perspektywie wieczności może nie wszyscy, ale wielu będzie naszymi kumplami i to na zawsze. Oddanie życia i to w torturach, to najwyższy wymiar Miłości, ale żeby wspiąć się na takie szczyty trzeba umieć trzeba, no właśnie, wspinać się, jak wędrowiec na wysoką górę. Tu nie ma helikopterów, kolejek linowych - owszem, mamy podobne pomoce w świętych Sakramentach, szczególnie w Przenajświętszej Eucharystii. Ale my musimy sami się wspinać - to jest ciernista i nierówna droga pod górkę, droga krzyżowa. Więc nie od razu śmierć w torturach - to nagroda (to nie ironia, tak jest naprawdę) za wykonane wcześniej etapy. Jakie to są etapy. Najpierw takie zwyczajne, proste trudy np w rodzinie praca zarobkowa, nie dla luksusów (to aż grzech, naprawdę...) ale dla utrzymania. Wychowanie dzieci, trud poświęcenia czasu, pomoc w lekcjach, nauczanie o Bogu (nie zwalanie na szkołę, katechetów i nie daj Boże telewizję czy internet). Poświęcony czas - dużo czasu - nie na odczepnego, nerwy (no bo dzieci są często niegrzeczne, mało jest świętych dzieci, a nawet takie potrafią mieć humory). Potem, lub równolegle trud postępowania w życiu duchowym, walki z grzechami, nałogami, trud uczenia się modlitwy - nie paciorek, to za mało nawet dla małych dzieci, modlitwa powinna trwać - godzina dwie dziennie to minimum, naprawdę - nie jak głosi pewien z gruntu fałszywy mistyk-wizjoner, że wystarczy 10 min. Słowa te piszę dla chrześcijan, dla wierzących, nie dla pogan, więc jakaś poprzeczka musi być! Mało tego - umartwienie np post o chlebie i wodzie co tydzień, a nie raz w roku! A modlitwa i post wiążą się ściśle z miłością wzajemną, to już trud życia i poświęcenia dla dobra bliźnich - modląc się i poszcząc otrzymujemy wiele Łask Bożych, by móc umiejętnie służyć Bogu i ludziom na sposób taki, jaki jest Wolą Bożą. Czyli najlepszy. Może to być np praca apostolska, pisanie artykułów w internecie, ale też przeróżne inne formy działalności. I może to być to, co jest wątkiem aktualnego bloga - czyli sprawa materialnego zabezpieczenia siebie, swoich rodzin i .... innych, którym w przyszłości trzeba będzie pomagać nie tylko duchowo, ale i materialnie. Św. Paweł był dumny jako apostoł, że nie pobiera słusznej zapłaty za nauczanie o Panu Jezusie, ale utrzymuje się z pracy rąk własnych. To było wtedy. Dziś jest inaczej, czas jest trudny, będzie strasznie. Nie będzie co jeść, nie będzie energii, nie będzie ubrań, okryć. Ciężko będzie cokolwiek kupić. I już teraz mamy przygotowywać narzędzie przyszłego - bardzo już bliskiego - czasu naszego apostolstwa. Co z naszych dobrych chęci, że w przyszłości będziemy chcieli się podzielić z sąsiadami, bliskimi i obcymi kawałkiem chleba, gdy nie będziemy go mieli??? Czyli teraz zbierając, gromadząc to co ważne do przeżycia w nadchodzących latach (a może już nawet miesiącach) z myślą, by mieć czym się dzielić z bliźnimi nawet w sensie materialnym, to już jest czynem miłości. Oczywiście, potem przyjdą pokusy, że przecież jestem głodny, a to co zgromadziłem dla mnie i może rodzinki starczy a inni niech se radzą - módlmy się już teraz gorąco, by takim pokusom w przyszłości nie ulec. I także ważny jest post. Pewna chyba zakonnica nawoływana przez Pana Jezusa do ciągłych ostrych postów, w końcu nie wytrzymała i zapytała dlaczego ma się wciąż tak udręczać. Pan Jezus jej odpowiedział, że w ten sposób przygotowuje się na czas wielkiego głodu (to było kilka czy kilkanaście lat temu - z tego, co kojarzę). To właśnie post sprawia, że stajemy się silni (wbrew potocznym bredniom, ileż to razy słyszałem wymówkę, że np ktoś ciężko pracuje więc nie może pościć, bo nie będzie miał siły), gotowi do ofiar. Człowiek, który nie pości (choć się sporo modli) buduje dom na piasku. Przyjdzie godzina ciężkiej pokusy i upadnie i stanie się egoistą, słabeuszem. Post, czy po prostu skromne, ale mądre odżywianie się bardzo wzmacnia i ciało i ducha. I jest konieczny, by móc pomyśleć o jakichś zapasach żywności czy leków. Bo wśród nas mało bogaczy, bieżące, luksusowe (tzw normalne....) odżywianie się kosztuje słono. Naprawdę. Można przeżyć za 200 zł miesięcznie - w tym zdrowe odżywianie, potrzebne witaminy itp??? Można. Niestety, niemal wszyscy uważacie, że pomyliły mi się zera. 2000 zł to norma. Tak, przy "normalnym" korzystaniu z dóbr tego świata. Ale jak nauczał św. Jan Paweł II my musimy od siebie wymagać! Nie chcę was szokować, drogą tą trzeba wspinać się stopniowo, ale trzeba. Kupujemy codziennie 1 kg ziemniaczków (teraz to rarytas przy obecnych cenach), pół kg marchwi, 5 jajek, pół kg wędlinki, tyleż sera, no i trujące choć pyszne słodycze... A to wszystko jest drogie. Próbujmy zastępować żywnością uboższą, tańszą - ziemniaczki - ryżem, tanimi kluskami, uczmy się jeść mniej nabiału i mięsa zastępując gotowanymi przez siebie daniami z roślin strączkowych - no nie jest to miłe, bo są ciężej strawne niż mięsko, czy jajka, nie są tak odczuwalnie pożywne, nie nasycają. Ale uczmy się tego wszystkiego stopniowo. To trud, ale prośmy na modlitwie o Bożą pomoc i Pan Bóg nas poprowadzi - takie prośby nasz Ukochany Ojciec Niebieski z przyjemnością wysłuchuje. Ale prośmy. Zapytacie, po co aż tak? Taka forma życia, odżywiania, zaciskania pasa bardzo nas wzmocni - nie tylko ducha, ale i ciało, bo ciało staje się zdrowsze. Ludzie, którzy gorzej się odżywiają częściej chorują. To prawda, to jest krzyż, ale z drugiej strony nikt nie każe nam głupio się odżywiać. Żyjemy w czasach gdy jest ogromny dobrobyt i wybór leków, ziół suplementów itd. Np jedzący zbyt mało mięsa, warzyw itp mają ogromne niedobory witamin z grupy B, magnezu, wapnie innych minerałów, witamin. To wszystko możnai trzeba kupić i zrobić zapas poza obrotem aptecznym. Jeszcze jest to możliwe. To są rzeczy b. drogie, jednak kupienie np 30 wielkich opakowań B complex to wydatek ok półtora tysiąca zł (najtaniej licząc) - ale czyż nie lepiej kupić coś, co starczy na kilka lat dla kilku osób w czasach, gdy normalnej żywności nawet jak będziemy chcieli i mieli kasę to nie kupimy?!!! Owszem, wit B jest w normalnej żywności, ale gdy jej nam zabraknie, to będziemy jej panicznie potrzebować, bo inaczej naprawdę możemy szybko umrzeć z powodu chorób, osłabienia odporności. Ta wit B to tylko przykład, z drugiej strony nie przerażajcie się - lista potrzebnych suplementów nie jest strasznie długa. A za co kupić, może nie tak dużo jak wyżej opisałem? Właśnie przez zaciskanie bieżącego pasa. Wydamy mniej na żarcie teraz o tysiąc zł? I już mamy tysiąc na witaminki. Dobrze policzyłem?!

No i w końcu wrócę do tematu tego wpisu. Miłość. Miłość wzajemna. To jest miłość. Miłość wiąże się z ofiarą - mniej jem, niesmacznie itd. Ale czynię to z miłości, z miłości do nieznanych mi jeszcze ludzi, którzy za kilka lat (albo szybciej) będą mi za łzami dziękować za kromkę chleba, za trochę ryżu, fasoli, lekarstwo. Nie będą dziękować? Odwrócą się i jeszcze rzucą kamieniem? Wtedy już będziemy wdrapywać się jeszcze wyrzej po drabince Miłości. Przebaczenie, modlitwa za nieprzyjaciół. Odnajdziemy to wszystko w Królestwie Tatusia pomnożone, och, jak pomnożone. I odnajdziemy wielu - nie wszystkich, ale wielu tych, co za dobro odpłacili złem. I będą wtedy nam dziękować i to zawsze. I mimo szczęścia, które tam panuje będziemy realnie odczuwać ich wdzięczność. Zawsze.

I jeszcze jedna myśl. Miłość wzajemna między nami - nami, tzn tymi, którzy już teraz walczymy po stronie Chrystusa i Jego Miłości. Uważam, że powinniśmy współpracować między sobą na wszystkich frontach - także na tym materialnym. Ktoś może kupić dużo nasion, bo ma gdzie je przechować ( a ma stosunkowo niewiele pieniędzy) niech to uczyni. Ktoś dużo mąki. Inny ma mało miejsca, lubi mięso, ryby - niech kupi konserwy. Inny ma jeszcze mniej miejsca. Niech kupi dużo leków, witamin - to są drogie rzeczy ale bardzo kompaktowe i ... ładne.... Warto zabezpieczyć też ciepłe okrycia - kołdry, koce, kożuchy itp, warto kupić dużo świec, energię - paliwo, gaz butlowy (nie łudźcie się, nie liczcie na prąd i gaz ziemny w przyszłości) Jeden zgromadzi to, inny tamto. W krytycznych godzinach będziemy się wymieniać, by móc lepiej pomagać i sobie i innym. Mam nadzieję, że rozumiecie moją ostatnią myśl. POMAGAJMY SOBIE, bądźmy naprawdę dla siebie wzajemnie braćmi i siostrami - w jednej, Chrystusowej rodzinie!
livejournal.com/566.html
Posoborowe absurdy
Ha, ha, ha.