Jak piękna jest śmierć sprawiedliwego

Sługa: O Maryjo! Jak niewymowne słodycze napełniały Twą duszę przy śmierci. Kto by je pragnął choć trochę pojąć, musiałby przeniknąć miłość Jezusa ku Tobie.
Również musiał by wpierw dobrze zrozumieć Twoją miłość ku Jezusowi; wówczas by pojął nieco święte i żywe uniesienie Twej duszy na myśl o zbliżającej się śmierci; wszak ta szczęśliwa chwila miała Cię połączyć z umiłowanym Synem. Ostatnie tchnienie oddałaś z takim spokojem, jakbyś zasnęła najmilej!
Zresztą czegoż przy śmierci miała się obawiać ta Dziewica, która zawsze była zjednoczona z Bogiem i ceniła sobie tylko boskie rzeczy?
Przecież nie szukała szczęścia na ziemi, tylko w Bogu; Jemu się podobać było jedynym jej pragnieniem!
Maryja: Synu mój, nie pokładaj szczęścia w dobrach tego świata, jeśli w ostatnim dniu swego życia chcesz uczestniczyć w słodyczach mej śmierci. Niech umrę śmiercią sprawiedliwych. Tę modlitwę zanoszą wszyscy chrześcijanie. Ale niewielu z nich odrywa się od dóbr światowych, niewielu gardzi nimi, jak to czynili sprawiedliwi.
Większość myśli tylko o ziemi, choć jest stworzona dla nieba. Czy więc mieć będą nadzieję osiągnięcia nieba w dniu, w którym przyjdzie im opuścić tę ziemię?
Pan Jezus dopuszcza do swej szczęśliwości tych jedynie, którzy w ciągu swego życia pokładali swe szczęście w Jego miłości.
Bardzo radosne jest położenie sprawiedliwego, gdy kończąc życie pełne cierpień i pokus cieszy się świadectwem spokojnego sumienia. Przy śmierci widzi on w Jezusie Ojca najłaskawszego, natomiast poznaje w Nim nieubłaganego Sędziego. Sprawiedliwy zgrzeszył wprawdzie w swym życiu, i to ciężko, może nawet często; ale z pokutą nie czekał do chwili śmierci. Ponadto złożył wielkoduszną ofiarę ze swego życia; w duchu ją złączył z ofiarą krzyżową, stąd ma wielką nadzieję w miłosierdziu Bożym.
Od tego dnia, w którym zupełnie się poświęcił Bogu, stale wśród walki dochowywał wierności w służbie Bożej. Czegóż więc może się spodziewać, jeśli nie wieńca sprawiedliwości? Synu mój, gdy twoja śmierć będzie się zbliżać, obyś mógł spokojnie powiedzieć z Jezusem: Opuszczam świat i idę do Ojca. Idę objąć dziedzictwo, które mi przeznaczył. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie chwałą . Racz mi dać uczestnictwo w chwale, którą mi obiecałeś łaskawie.
Skoro człowiek trzyma swą lampę w pogotowiu, nie obawia się, gdy usłyszy wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie. Jedna święta dusza zawołała przy śmierci:
„Nigdy nie myślałam, że się tak słodko umiera." Osobliwie przy śmierci Jezus daje odczuć miłośnikom swoim, jak naprawdę jest godzien miłości. Jeśli za życia serce miłowało tylko Jezusa, wówczas On nie pozwoli, aby tej miłości zabrakło przy śmierci. Przeciwnie, swoją łaską sprawia, że jest podobne do świecy, która gasnąc rzuca bardzo żywy płomień.
Za życia więc ukochaj szczerze Jezusa, a będziesz umierał w Jego gorącej miłości.
Sługa. O Matko moja, oby myśli moje i uczucia przy śmierci były podobne do Twoich! To jest najdroższa łaska, której pragnę, i którą chcę otrzymać z Bożej dobroci. Gdy
człowiek przeżyje swe życie w miłości, z miłości i dla miłości Bożej, również umrze z tejże miłości! Jak bardzo pragną śmierci dusze sprawiedliwe! Ona jest również moim największym pragnieniem, ale czy takiemu jak ja grzesznikowi wolno mieć tak wielkie życzenia? Więc proszę Cię, uproś mi przynajmniej tę jedną łaskę u Jezusa, który jest pełen miłości dla mnie: niechaj choć trochę uczestniczą w tej miłosnej śmierci. Co to za szczęście! Przewyższa ono wszystko, co tylko może nęcić duszę ludzką!
Umrzeć w miłości Jezusa! Umrzeć tak, aby ostatnie życia tchnienie było westchnieniem miłości. O Jezu, Zbawicielu i Boże mój, daj mi tę szczególną łaskę. Proszę Cię o nią przez nieskończoną ku mnie miłość Twego najświętszego serca i przez bezgraniczną miłość, którą pałało tu Tobie serce Twej Najświętszej Matki. (O naśladowaniu Najświętszej Maryi Panny)