Clicks606

Sytuacja prawna zamykania kościołów, szczególnie z punktu widzenia Kodeksu Prawa Kanonicznego.

Sytuacja prawna zamykania kościołów, szczególnie z
punktu widzenia Kodeksu Prawa Kanonicznego.

U nas, jak i w reszcie świata, biskupi zupełnie zignorowali KPK, jakby w ogóle nie było
prawa kanonicznego, ani prawa Bożego. Np. dopiero po interwencji PCh24 przyznali, że wymuszanie przez księży komunii świętej na rękę jest bezprawne.

Ostatnio Morawiecki ogłosił któreś tam z kolei luzowania, i tak w restauracje mają przestrzegać 4m2 na osobę, w środkach komunikacji może być zajęte co trzecie miejsce stojące i siedzące, ale w kościołach ma być 1 osoba na 10m2.

Autor analizy słusznie zauważa, że pewnie w związku z "kolejną falą wirusa", o której trąbią w Polsce i na świecie, może dojść znowu do drakońskich obostrzeń. Trzeba więc analizować sytuację spoglądając także w przyszłość.
Poniżej tłumaczenie tego świetnego tekstu.
Z Bogiem, PT

----------

Amerykański teolog analizuje moralność anulowania publicznych Mszy św. i zamykania kościołów przez państwo - znakomita analiza prawna
Za https://rorate-caeli.blogspot.com/2020/05/a-theologian-analyzes-morality-of.html

Autor tego listu, kapłan i doświadczony nauczyciel teologii moralnej, podzielił się poniższym tekstem z Rorate Caeli. Pierwotnie został on przygotowany jako list do miejscowego ordynariusza tego kapłana.

==================

8 maja 2020

Matka Boża, Pośredniczka Wszystkich Łask i Królowa Wszystkich Świętych
Wasza Ekscelencjo,

Od prawie dwóch miesięcy wierni katolicy są pozbawieni Najświętszej Ofiary Mszy Świętej, Komunii Świętej, a niektórzy nawet Spowiedzi, wielu księży odmawia tej posługi. Ten czas był wielkim cierpieniem dla wszystkich. Nieoczekiwana sytuacja sprawiła, że wszyscy zastanawialiśmy się, co robić, a ci na stanowiskach kierowniczych musieli podejmować bardzo trudne i bardzo szybkie decyzje.

Nawet jeśli, jak mamy nadzieję, w niedalekiej przyszłości sytuacja może znów stać się względnie normalna, to mam też świadomość, że sytuacja, w której się znaleźliśmy, prawdopodobnie się powtórzy. Z tego powodu chciałbym podzielić się z Ekscelencją kilkoma refleksjami na temat sposobu, w jaki postępowano podczas kryzysu COVID-19.

Ten list nie ma na celu postawienia nikogo w stan oskarżenia, ani nawet złożenia skargi. Ma on swoje źródło w moich rozważaniach jako teologa i stara się jedynie rzucać na wydarzenia światło prawdy i sprawiedliwości z nadzieją, że wyciągnąwszy wnioski z tego doświadczenia, możemy w przyszłości nie pozostawić wiernych katolickich w sytuacji, w której wielu z nich poczuło się de facto opuszczonymi.

Mamy tu oczywiście do czynienia ze złożonymi problemami, które dotykają władzy państwowych, ale także posłannictwa misyjnego Kościoła. Te dwie sfery niekiedy nakładają się na siebie, a na pewno w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Chciałbym wierzyć, że po wszystkich stronach była tylko dobra wola. Dobra wola jednak często nie jest wystarczająco dobra.
Dwie główne kwestie leżą u podstaw sprawy. Pierwsza z nich to odwoływanie publicznych Mszy w całym kraju na mocy mandatu lokalnych ordynariuszy. Druga to zamykanie miejsc kultu, a więc i kościołów katolickich z rozporządzenia rządowego. Ponieważ taka jest chronologia tych wydarzeń, to właśnie w tej kolejności zamierzam zająć się tymi sprawami.

Odwoływanie publicznych Mszy Świętych

W obliczu wiadomości o szybko rozprzestrzeniającym się wirusie, o którym krążyły najbardziej ponure - nie zawsze wiarygodne - doniesienia, wielu biskupów na całym świecie zaczęło odwoływać publiczne Msze św. w swoich diecezjach. Jednocześnie zachęcali swoich księży do dalszego odprawiania Mszy św. bez udziału wiernych. W ten sposób udało się skutecznie stworzyć kategorię nabożeństw liturgicznych zarezerwowaną dla księdza, z której wykluczono wiernych. Należy zwrócić uwagę na kilka kwestii związanych z tą praktyką.

Po pierwsze, prawo kanoniczne Kościoła mówi nam, że "święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy o nie proszą w odpowiednim czasie, są właściwie rozporządzani i nie mają ustawowego zakazu ich przyjmowania" (kan. 843 § 1). Co więcej, "proboszczowie i wikariusze parafialni, kapelani oraz, dla wszystkich, którzy mieszkają w domu, przełożony wspólnoty w klerykalnych instytutach zakonnych lub stowarzyszeniach życia apostolskiego mają prawo i obowiązek niesienia Najświętszej Eucharystii chorym w formie Viaticum" (kan. 911 § 1) (chodzi o Wiatyk, ostatnie namaszczenie, przypis tłumacza). W odniesieniu do sakramentu pokuty: "Wszyscy, którym z racji urzędu powierzono opiekę nad duszą, mają obowiązek zapewnić, aby spowiedzi wiernych powierzonych ich opiece zostały wysłuchane, gdy będą o to rozsądnie prosili i aby dano im możliwość przyjścia do indywidualnej spowiedzi w dniach i godzinach ustalonych dla ich wygody" (kan. 986 § 1). Jeśli chodzi o Wiatyk, to zostało nam nakazane: "Wszyscy kapłani, którym została powierzona opieka nad duszami, mają obowiązek i prawo udzielać namaszczenia chorych wszystkim wiernym oddanym ich urzędowi duszpasterskiemu" (Kanon 1003 §2).

Wynika z tego, że kapłan nie może odmówić sakramentów katolikowi, który prosi o nie w rozsądny sposób. Ta racjonalność jest domniemana, chyba że jest ona wyraźnie sprzeczna. Dodajmy, że według zdrowych zasad moralnych, ksiądz sprawujący opiekę nad duszami (proboszcz, przełożony zakonny dla swojego zakonnika, kapelan szpitalny...) jest zobowiązany ex iustitia (na mocy prawa kanonicznego, przyp. tłum.) do udzielania sakramentów nawet osobie z ciężką chorobą zakaźną, jeśli istnieje niebezpieczeństwo śmierci dla tej osoby. Inni kapłani są zobowiązani do tego samego ex caritate (z mocy miłosierdzia, przyp. tłum.). Powodem tego jest fakt, że wieczne dobro danej duszy jest ważniejsze od zdrowia fizycznego, a nawet życia posługującego. Tak jak żołnierze, policjanci i strażacy muszą ryzykować swoje życie, tak samo kapłani, gdy nadarzy się okazja.
Wydaje się więc, że kapłan nie może być w żadnej sytuacji pozbawiony możliwości udzielania sakramentów swojemu ludowi, z tego prostego powodu, że wierni mają do nich prawo i ma obowiązek ich udzielania. Nie wydaje się, aby odmowa udzielenia sakramentów katolikowi, który jest właściwie dysponowany, należała do kompetencji namaszczonego szafarza (w tym także biskupa).

Niektórzy wskazywali na przypadki epidemii w przeszłości, kiedy Msze św. były zawieszane, aby uniknąć zakażenia. Należy pamiętać o dwóch rzeczach: po pierwsze, o faktycznym (a nie domniemanym, przyp. tłumacza) zagrożeniu infekcją w tym miejscu, w którym ma nastąpić zawieszenie Mszy Świętej, a nie w jakiejś innej części świata (tak samo jak nie można udzielić sakramentu namaszczenia komuś, kto nie jest chory, z tego powodu, że może zachorować, tak też nie wolno podejmować działań mających na celu pozbawienie wiernych sakramentów, ponieważ istnieje mglista możliwość, że mogą one szerzyć zarazki); po drugie, o udzielaniu sakramentów tym, którzy ich potrzebują. O Karolu Borromeuszu mówi się, że podczas dżumy w Mediolanie w latach 1576-77, zorganizował odprawianie Mszy św. na zewnątrz i na skrzyżowaniach ulic, aby ludzie mogli obserwować je z okien i w ten sposób włączyć się w Mszę św. To, że podobne procedury zostały wprowadzone w tych częściach świata, w które mocno uderzył COVID-19 (Nowy Jork przychodzi na myśl), nie jest zaskoczeniem, ale pytanie brzmi: czy w naszym kraju mieliśmy taką sytuację, która uzasadniała odwołanie WSZYSTKICH Mszy Publicznych, a to bez żadnych ram czasowych na ocenę, czy normalne ceremonie liturgiczne mogłyby zostać wznowione? Jestem zdania, że nie przestrzegano tu należytych proporcji.

Innym aspektem jest to, że w czasie pandemii COVID-19 pozostał dostęp do "niezbędnych" działań, takich jak zakup żywności. Jednak wydaje się oczywiste, że niebezpieczeństwo zarażenia istnieje w większym stopniu w supermarkecie niż w naszych kościołach. A mimo to, publiczne Msze św. zostały zakazane, mimo że zasady społecznego zróżnicowania wprowadzone w "niezbędnych" działaniach mogły być łatwo utrzymane. Wydaje mi się, że wniosek, który łatwo można wyciągnąć z tego - nie zamierzony, z pewnością, ale jednak łatwy do wyciągnięcia - jest taki, że sami biskupi uznali obecność na Mszy św., nawet w niedziele, za nieistotną. Można otrzymać pokarm dla ciała, ale nie pokarm dla duszy. Co to może oznaczać, jeśli nie to, że ten pierwszy jest ważniejszy od drugiego? Chyba, że oczywiście uważa się, że jedzenie dla duszy jest wystarczająco zapewnione przez modlitwę osobistą, w którym to przypadku ekonomia sakramentalna religii wcielonej jest umieszczona w nawiasie, że tak powiem.

Inni wskażą na sytuacje historyczne, w których sakramenty były zakazane dla wiernych danego regionu lub miasta. To właśnie prawo kanoniczne nazywa "interdyktem", czyli zakazem sprawowania lub przyjmowania sakramentów przez wszystkich wiernych, także duchownych. Ta kara kanoniczna była zazwyczaj wymierzana w celu wywarcia nacisku na władze lokalne. Myślą, obowiązującą tylko w społeczeństwie w pełni katolickim, było, że jeśli ludzie zostaną pozbawieni sakramentów, będą naciskać na swoich przywódców, aby stosowali się do środków podejmowanych przez Kościół. Często zdarzało się tak, że państwo promowało jakieś poważne nadużycia. Powinno być jednak oczywiste, że takie wydarzenia historyczne nie mogą służyć usprawiedliwieniu wykluczenia wiernych z sakramentów, czego ostatnio doświadczyliśmy, a główną przyczyną jest to, że wierni nie byli winni żadnego przestępstwa, które uzasadniałoby taką karę. Najwyraźniej nie było żadnego interdyktu. Co więcej, w obecnym kodeksie prawa kanonicznego nie istnieją już lokalne interdykty (tj. lokalne kary zakazu udzielania sakramentów), a jedynie dotyczące pojedynczych osób.

Kolejną kwestią, o której tutaj mowa, jest pojęcie "prywatnej mszy" (zamkniętej mszy, przyp. tłum.). Terminu tego używano dotychczas w odniesieniu do Mszy św. bez obecności wiernych, zwykle w kontekście zakonów, których kapłani nie sprawują żadnej posługi publicznej, pamiętając jednak, że wszystkie zakony, nawet te najściślejsze, jak Kartuzi, mają Mszę św. dostępną publicznie w swoich kościołach. Kiedy więc tradycyjnie odwoływano się do "prywatnej mszy", nie oznaczało to mszy, do której wiernych nie dopuszczano, ale mszę, która co do której po prostu nie było powodu, aby była publicznie dostępna, ponieważ inne Msze były dostępne.

Powiedziawszy to, musimy dodać, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak "prywatna Msza Święta", a głównym powodem jest to, że kapłan jest z natury rzeczy publicznym sługą Kościoła i jako taki, nawet jeśli jest członkiem zamkniętego zakonu, nie może pozytywnie odmówić żadnemu z wiernych uczestnictwa we Mszy Świętej, którą odprawia, chyba że inne Msze Święte są łatwo dostępne. Wydaje się, że to, czego byliśmy świadkami podczas COVID-19, było bezprecedensowe i, moim zdaniem, nieuzasadnione i niesprawiedliwe, będąc sprzeczne z jednym z najbardziej podstawowych praw wiernych katolickich. Wydaje mi się, że jest to bardzo poważne pytanie, które nie zniknie w przyszłości i że musimy być gotowi do udzielenia poprawnej odpowiedzi, gdy następnym razem dotknie nas pandemia. Ponownie, nie rzucam w nikogo kamieniami, a jedynie staram się pobudzić do refleksji nad tym bardzo ważnym pytaniem, które może mieć największy wpływ na praktykę wiary.

Rzeczywiście, jeśli prawdą jest, że odwoływanie Mszy św. publicznych nie było uzasadnione, a wierni postrzegali je jako problematyczne, to należy się obawiać, że przynajmniej niektórzy z nich dojdą do wniosku, że obecność na Mszy św. nie jest tak ważna, a w najlepszym razie będą skłonni do oglądania Mszy św. na żywo, biorąc pod uwagę w szczególności fakt, że niektórzy duchowni nie wahali się powiedzieć, że znaleźliśmy "nowe sposoby posługiwania ludziom". Już teraz mówi się o tym, że obowiązek odprawiania Mszy św. w niedzielę może ulec zmianie w przyszłości.

Trzecie przykazanie nakłada obowiązek oddawania czci Bogu w dniu Pańskim. Prawo Kanoniczne określa, że odbywa się to zasadniczo poprzez uczestnictwo we Mszy Świętej. Komunia Święta nie jest częścią tego obowiązku. Jest to ważne, ponieważ wydaje się, że pytanie o to, jak zapobiec rozdzielania Komunii Świętej jako domniemanego źródła zakażenia, miało wpływ na podjęcie decyzji o całkowitym zaprzestaniu publicznych Mszy Świętych.

Problem ten, który nie istniał na przykład w czasach św. Karola Borromeusza, kiedy codzienna Komunia Święta była niezwykle rzadka, wydaje się wynikać z prawie powszechnego przyjmowania Komunii Świętej na wszystkich Mszach, które rozwijały się od czasów Soboru Watykańskiego II. Wielu uważa, że jeśli nie przyjmuje się Komunii Świętej, nie ma sensu iść na Mszę Świętą. To jest błędne. Bycie obecnym w kościele podczas ofiarowania Mszy św. spełnia niedzielny obowiązek i przynosi obfite łaski duszy, która jednoczy się z ofiarą złożoną na ołtarzu i dokonuje duchowej komunii. Wygląda na to, że zatraciło się to w umysłach wielu. Czy nie byłby to czas na odnowienie naszej katechezy na to pytanie? Może to być także okazja do poinformowania wiernych (wielu z nich nie wie o tym), że aby godnie przyjąć Komunię świętą, trzeba być w stanie łaski, pościć przynajmniej przez godzinę i być ubranym w skromność i godność.

Zamykanie miejsc kultu

Osobną kwestią jest zamknięcie wszystkich miejsc kultu zadekretowane i wprowadzone w życie przez rząd. Należy tu przede wszystkim dokonać rozróżnienia między miejscami kultu a kościołami. Oczywiste jest, że dla wielu wierzących miejscem kultu jest miejsce, gdzie ludzie zbierają się, aby świętować swoją wiarę. Dla wielu z nich, zwłaszcza dla protestanckich chrześcijan, budynek kościoła służy tylko do zjednoczenia ludzi w modlitwie. Gdy nikogo tam nie ma, budynek nie służy żadnemu celowi. Nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby się tam modlić, bo można to zrobić w domu. Tak nie jest w naszym przypadku. Nasze kościoły zawierają żywą obecność naszego Pana Jezusa Chrystusa. Wielu wiernych chodzi tam w ciągu tygodnia, aby się modlić i adorować. Nakazując zamykanie kościołów, państwo uczyniło to niemożliwym.

Nie da się zaprzeczyć, że władze cywilne, w celu ochrony życia obywateli, mogą zakazać wstępu do niektórych budowli z poważnych, obiektywnych, dających się udowodnić powodów, takich jak niebezpieczne warunki panujące w budynku, który mogłyby spowodować zranienie ludzi, lub poważne i udowodnione skażenie miejsca, czy też na krótko, jeśli było ono miejscem zbrodni lub niepokoju.

Jeżeli jednak państwo miałoby nakazać zamykanie kościołów w ogóle bez powyższych przyczyn, to wyraźnie uzurpuje sobie prawo, którego nie posiada, a to z następujących powodów:

1. Wierni mają prawo dostępu do swoich kościołów i sakramentów. Prawo to opiera się na podstawowym prawie do wolności religijnej.

2. Biskupi i kapłani mają boskie prawo i obowiązek głoszenia wiary i udostępniania środków zbawienia, przede wszystkim sakramentów, których nie mogą wstrzymywać bez śmiertelnie poważnych przyczyn. (Jeśli mogą istnieć "nowe sposoby służenia ludziom", mogą one jedynie uzupełniać, a nigdy zastępować ekonomię sakramentalną, którą dał nam Jezus Chrystus).

3. Żadna władza na ziemi nie może pozbawić biskupów tego podstawowego prawa i obowiązku.

4. Władze cywilne nie mogą zatem utrudniać praktykowania wiary, która obejmuje dostęp do kościołów.

W związku z tym, niezależnie od powodu, jaki państwo może podać dla zamknięcia kościołów, mamy de facto do czynienia z naruszeniem wolności religijnej, nawet jeśli władze te zaprzeczają temu, a nawet jeśli istnieje oczywisty powód ich zamknięcia, ponieważ Kościół odpowiada bezpośrednio przed Bogiem. Jeśli w najcięższych okolicznościach (jak np. zaraza czasów św. Karola Borromeusza) konieczne jest zamknięcie kościoła, to o tym muszą zadecydować biskupi, a nie państwo.

Jestem zdania, że poza wyżej wymienionymi wyjątkowymi okolicznościami, żaden rząd nie może nakazać biskupom katolickim zamknięcia Kościołów katolickich, ponieważ mają oni bezpośredni mandat od Jezusa Chrystusa, aby służyć potrzebom duchowym wiernych, które zawsze mają pierwszeństwo przed potrzebami fizycznymi.

Fakt, że inne "Kościoły", takie jak Kościół Anglii, otrzymywały rozkazy od państwa, jest normą, bo istotą tego "Kościoła" jest posłuszeństwo Koronie. My (tzn. Kościół Katolicki, przypis tłum.) nie jesteśmy "Kościołem" państwowym. My otrzymujemy nasze uprawnienia bezpośrednio od samego Pana.

Gdybyśmy ponownie znaleźli się w podobnej sytuacji, w której nie jest dla wszystkich oczywiste, że przebywanie w budynku kościoła katolickiego stanowi w samej istocie śmiertelne zagrożenie dla zdrowia publicznego, uważam za sprawę najwyższej wagi, aby biskupi - wszyscy razem, jeśli to możliwe, ale jeśli to niemożliwe, każdy w swojej diecezji - sprzeciwiali się rządowi zdecydowaną odmową zamknięcia swoich kościołów. Czyniąc to, ważne jest, aby nie bali się argumentować o wyjątkowej świętości kościołów katolickich.

Katolicy nie wykorzystują swoich kościołów tylko po to, by zgromadzić się w niedzielę. Wielu z nich uczęszcza codziennie do kościoła, aby odwiedzić swojego Pana, który według nich jest substancjalnie obecny w Najświętszym Sakramencie. Stały dostęp do naszych kościołów jest podstawowym prawem wszystkich wiernych, które nie może być zepchnięte na margines wizyty w teatrze czy kawiarni. (Jak można nie czuć obrzydzenia i oburzenia widząc nasze kościoły zamknięte w tym samym dekrecie, który nakazał zamykanie barów i kawiarni? Z pewnością jest to kpina i poważne wykroczenie przeciwko Wszechmogącemu Bogu!) Brak oporu byłby pogwałceniem ich najświętszego obowiązku wobec Boga Wcielonego i ustępstwem wobec władzy politycznej, które może mieć tylko poważne konsekwencje w przyszłości.

Zdaję sobie sprawę, że Ekscelencja i wielu biskupów starało się współpracować z rządem w kwestii jak najszybszego ponownego otwarcia kościołów. Ludzie nie zostali jednak poinformowani o tych wysiłkach. A powinni być. Podobnie jak w wielu innych sferach, przejrzystość jest tutaj niezbędna. Gdy nic się nie mówi, szybko wysnuwany jest wniosek, że biskupi nie przejmują się Mszą św. i wiernymi, zwłaszcza gdy widzą, że prezbiterium ich miejscowej parafii jest zamknięte, albo że mówi się im, by nie przychodzili do spowiedzi (jak to robią niektórzy księża).

Na koniec chciałbym powtórzyć, że to, co napisałem, w żaden sposób nie ma na celu nikogo dyskryminować. Doceniam to, że decyzje zostały podjęte w dobrej wierze i pod wielką presją, by działać bez zwłoki i bez dostatecznej wiedzy o sytuacji. Chcę w przyszłości chronić prawa wiernych katolickich do dostępu do ich kościołów i sakramentów.

Z synowską wdzięcznością i uczuciem.
Katolicki ksiądz i teolog


Rafał_Ovile shares this
606
Sytuacja prawna zamykania kościołów, szczególnie z punktu widzenia Kodeksu Prawa Kanonicznego.
m.rekinek
Po pierwsze, prawo kanoniczne Kościoła mówi nam, że "święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy o nie proszą w odpowiednim czasie, są właściwie rozporządzani i nie mają ustawowego zakazu ich przyjmowania"
(kan. 843 § 1)
.
Wszyscy kapłani, którym została powierzona opieka nad duszami, mają obowiązek i prawo udzielać namaszczenia chorych wszystkim wiernym oddanym ich urzędowi …More
Po pierwsze, prawo kanoniczne Kościoła mówi nam, że "święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy o nie proszą w odpowiednim czasie, są właściwie rozporządzani i nie mają ustawowego zakazu ich przyjmowania"
(kan. 843 § 1)
.
Wszyscy kapłani, którym została powierzona opieka nad duszami, mają obowiązek i prawo udzielać namaszczenia chorych wszystkim wiernym oddanym ich urzędowi duszpasterskiemu" (Kanon 1003 §2).
Wynika z tego, że kapłan nie może odmówić sakramentów katolikowi, który prosi o nie
w rozsądny sposób. Ta racjonalność jest domniemana, chyba że jest ona wyraźnie sprzeczna. Dodajmy, że według zdrowych zasad moralnych, ksiądz sprawujący opiekę nad duszami (proboszcz, przełożony zakonny dla swojego zakonnika, kapelan szpitalny...) jest zobowiązany ex iustitia (na mocy prawa kanonicznego, przyp. tłum.) do udzielania sakramentów nawet osobie z ciężką chorobą zakaźną, jeśli istnieje niebezpieczeństwo śmierci dla tej osoby. Inni kapłani są zobowiązani do tego samego ex caritate (z mocy miłosierdzia, przyp. tłum.). Powodem tego jest fakt, że wieczne dobro danej duszy jest ważniejsze od zdrowia fizycznego, a nawet życia posługującego.
m.rekinek
Jeżeli jednak państwo miałoby nakazać zamykanie kościołów w ogóle bez powyższych przyczyn, to wyraźnie uzurpuje sobie prawo, którego nie posiada, a to z następujących powodów:

1. Wierni mają prawo dostępu do swoich kościołów i sakramentów. Prawo to opiera się na podstawowym prawie do wolności religijnej.

2. Biskupi i kapłani mają boskie prawo i obowiązek głoszenia wiary i udostępniania środkó…
More
Jeżeli jednak państwo miałoby nakazać zamykanie kościołów w ogóle bez powyższych przyczyn, to wyraźnie uzurpuje sobie prawo, którego nie posiada, a to z następujących powodów:

1. Wierni mają prawo dostępu do swoich kościołów i sakramentów. Prawo to opiera się na podstawowym prawie do wolności religijnej.

2. Biskupi i kapłani mają boskie prawo i obowiązek głoszenia wiary i udostępniania środków zbawienia, przede wszystkim sakramentów, których nie mogą wstrzymywać bez śmiertelnie poważnych przyczyn. (Jeśli mogą istnieć "nowe sposoby służenia ludziom", mogą one jedynie uzupełniać, a nigdy zastępować ekonomię sakramentalną, którą dał nam Jezus Chrystus).

3. Żadna władza na ziemi nie może pozbawić biskupów tego podstawowego prawa i obowiązku.

4. Władze cywilne nie mogą zatem utrudniać praktykowania wiary, która obejmuje dostęp do kościołów.
Sytuacja prawna zamykania kościołów, szczególnie z
punktu widzenia Kodeksu Prawa Kanonicznego.

U nas, jak i w reszcie świata, biskupi zupełnie zignorowali KPK, jakby w ogóle nie było
prawa kanonicznego, ani prawa Bożego. Np. dopiero po interwencji PCh24 przyznali, że wymuszanie przez księży komunii świętej na rękę jest bezprawne.
olek19801
Kto uformował tych duchownych?Nie masoni, liberały, moderniści? Oni mają wpojone ślepe posłuszeństwo. Mylą pojęcia, KPK jest im obce a wytyczne SW II święte. I mamy to co mamy.
NAJGORSZA JEST ICH OBŁUDA, KIEDY ROZPŁYWAJĄ SIĘ NAD MIŁUJĄCYM NAS BOGIEM I WYCHWALAJĄ KOMUNIĘ ŚWIĘTĄ, BY JĄ ZA CHWILĘ PROFANOWAĆ !!!

SCHIZOFREMIA ?

ps. GDZIE WODA ŚWIĘCONA, SŁUGI NIEUŻYTECZNE.. PRZYWIEŹĆ WAM ZE SKRZATUSZA ? OD RAZU WYLEJECIE.. BO sZATAN WAM KAZAŁ !!!