Clicks303
m.rekinek
1

Szczepienia

Chciałbym opisać jak do tego doszło. Kilka godzin w podróży, może zdążę. Tekst klepany w ekran telefonu ( sorry jak będą literówki) napisany pod wpływem artykułu :
fakty.interia.pl/wielkopolskie/news-poznan-sze…
Cała sprawa ze szczepieniami zaczęła się jakieś 250 lat temu w Anglii, gdy miejscowy felczer zauważył w czasie kolejnej epidemii czarnej ospy, że dojarki (kobiety dojące krowy, kiedyś to się ręcznie robiło), które wcześniej przeszły ospę krowią (tzw. krowiankę) ospę prawdziwą przechodziły dość łagodnie i wszystkie przeżywały. Tak jakby w jakiś sposób uodporniły się na tą straszną chorobę (miała ok. 80% śmiertelność). W tym celu zaryzykował życiem miejscowego chłopaka i zainfekował go krowianką, a po pewnym czasie ospą właściwą. Dzieci przechodziły tę chorobę jak dojarki. Co za odkrycie, rewelacja na skalę światową. Ospa przestała zagrażać całym społeczeństwom.
Tu można by dodać, dlaczego do takiego odkrycia nie doszło w Polsce. Otóż wszelkie zarazy, "morowe powietrze", nasilały się w okresach głodu, kiedy odporność społeczeństwa była osłabiona. Takich fal głodu w ostatnim tysiącleciu Europa odnotowała ponad 100. Jednakże żadna z nich nie wystąpiła na terenach Polski. Z tego też powodu epidemie występowały na zachodzie, wschodzie czy południu, a w Polsce tylko nieliczne przypadki związane z migracją. Standardowe kwarantanny zapobiegały rozprzestrzenianiu się chorób na terenie kraju. Można to przypomnieć tym, którzy każą wstydzić się za stosunki panujące wtedy w Polsce.
Próbowano później rozszerzyć z różnym skutkiem to odkrycie. Jednym z większych niepowodzeń były szczepienia marynarzy przed dłuższymi rejsami. Bywało, że pomimo szczepień (a może w ich wyniku) na statkach powstawały epidemie. A że jedynym pewnym zabezpieczeniem było opuszczenie miejsca zarazy, wszyscy uciekali z takiego statku. Za taką dezercję groziła kara że ścięciem włącznie, dlatego nikt z takich uciekinierów się później nie ujawniał. Stąd brały się licznie opisywane w literaturze odkrycia samotnie dryfujących statków widmo. Takie Latające Holendry.
Niepowodzenia brały się z tego powodu, że szczepienia wyizolowanym i patogenami niechybnie prowadziły do chorób, a szczepienia unieszkodliwionymi patogenami nie dawały odporności. Tu zainteresowani mogą poszerzyć swą wiedzę o działanie bakterii powodujących zakażenia zewnątrzkomórkowe, wewnątrzkomórkowe lub wirusowe. Rozpoznano sposób uszkadzania bakterii czy wirusów, które po wprowadzeniu nie mogły się rozmnażać (wirusy powielać), jednakże zainfekowany w ten sposób organizm się nimi nie przejmował. Traktował takie patogeny co najwyżej jak nieproszonych gości, z czasem otorbiał je lub wydalał, nie wytwarzając przeciwciał. Aby doszło do utworzenia przeciwciał (mechanizm jest bardziej złożony, ale popularnie nazywa się to utworzeniem przeciwciał), patogen musiał być rozpoznany jako realne zagrożenie.
W tym miejscu dobrze by było wspomnieć o tym jak w informatyce wygląda realizacja obsługi błędów wykonania programów (co realnie zagraża ich powodzeniu), gdyż podobieństwo w procesach biologicznych jest uderzające. Otóż gdy jest wykonywany jakiś program i nie skończy się powodzeniem (jakaś składowa instrukcja zgłosi błąd wykonania) wywoływany jest proces (procedura, zespół instrukcji) obsługi błędu. Jego zadaniem jest naprawienie sytuacji i doprowadzenie procesu do końca, lub jego powtórzenie, ewentualnie zapewnienie warunków do pomyślnego przebiegu kolejnych wywołań tego procesu. W organizmie żywym może to być np. przerwany proces budowy struktur białkowych w mózgu odpowiedzialnych za tworzenie relacji społecznych lub zwykła synteza długiego łańcucha (ponad 1000 aminokwasów!) białka kolagenowego. W takim przypadku wysyłane są wyspecjalizowane komórki do rozpoznania sygnatury patogenu, i na tej podstawie budowa środków zaradczych. Osłabiony układ immunologiczny, słabo wyposażony, nieliczny, działający wolniej od patogenu, przegra walkę lub będzie walczył słabo i długo. I tu pojawił się pomysł w początkach XX wieku.
Nim to jednak go opiszę, nawiąże do chemii, zarówno organicznej jak i nieorganicznej, gdyż to o tą dziedzinę zahacza następne "odkrycie".
W chemii pomyślność przebiegu wielu reakcji uwarunkowana jest występowaniem określonych pierwiastków lub substancji, zwanych katalizatorami. Taki katalizator powoduje, że taka reakcja w ogóle może zajść, lub znacznie przyspieszyć jej przebieg (np skrócić z tysiąca lat do ułamka sekundy), a sam katalizator jako taki nie bierze w niej udziału. Różnie jest to tłumaczone, np., że reaguje i jest wytrącany, zmienia kinetykę potencjału energetycznego itp. Wg mnie raczej nie reaguje, bo jednym z częściej występujących katalizatorów jest platyna, a ona wykazuje wyjątkowy brak skłonności do wiązania się z czymkolwiek. Warunkiem koniecznym i wystarczającym jest obecność katalizatora w pobliżu, jego oddziaływanie na otoczenie. Coś jak grawitacja, która niby nie istnieje. Występują w chemii też substancje działające zupełnie odwrotnie, tj wydłużają czas reakcji chemicznej lub ją uniemożliwiają. Substancje takie zwane są inhibitorami. W organizmie żywym rolę katalizatorów spełniają enzymy, inhibitory zaś nie występują w sposób naturalny, przynajmniej ja na takie się nie natknąłem.
Otóż wymyślono na początku XX wieku, aby wprowadzać do organizmu uszkodzone bakterie, które nie będą mogły się rozmnażać lub wirusy które nie będą mogły być powielone, niby bezpieczne bo nie wywołają choroby, i jednocześnie wprowadzić substancję przerywającą naturalnie przebiegające procesy, a więc wywołującą REALNE zagrożenie. Inaczej mówiąc, aktywującym "procesy obsługi błędu". Nazywa się to ładnie "substancjami wzmacniającymi odpowiedź układu immunologicznego". Substancje te zwane są adiuwantami, i są to zazwyczaj fosforany lub wodorotlenki metali, w praktyce najczęściej jest to wodorotlenek glinu (aluminium). Fizycznie odbywa się to tak: związki glinu przerywają jakieś procesy co aktywuje układ immunologiczny który ma rozpoznać i usunąć przyczynę niepowodzenia oraz zabezpieczyć się na przyszłość. Układ ten rozpoznaje sygnatury występujących patogenów (nie wie, że są w tym momencie niegroźne!) i wytwarza przeciwko nim realne przeciwciała. Buduje w ten sposób swoistą odpowiedź na przyszłość. Czyli mamy przeciwciała przeciw patogenom, które nie są w tym momencie realnym zagrożeniem i nie wywołałyby choroby, a adiuwant jako taki przecież się nie będzie rozmnażał. Jak pięknie to wygląda. Przeciw aluminium nie wytworzy się przeciwciał, bo układ immunologiczny nie jest w stanie go zauważyć, nie umie tego zrobić, nie jest do tego przeznaczony. Może za 100 000 lat się tego nauczy, na razie jednak pojawienie się aluminium w układzie obwodowym jest tak nienaturalne, że nawet jego wydalenie czy inny sposób neutralizacji jest problematyczny. Po prostu nie powinno go tam być. I skóra i układ trawienny są zbyt szczelnymi barierami dla tych substancji. Przez niewłaściwe rozpoznanie mogą działać dłużej i powodować wytworzenie przeciwciał w ilość większej niż w reakcji na realny patogen. Do tej ilości jeszcze wrócę, gdyż w przypadku tej dziewczynki miała kluczowe znaczenie. Fakt, że adiuwant tworzy realne zagrożenie jest zupełnie przemilczany. W wyniku jego przeciwdziałania może nie dojść do wytworzenia ważnych struktur w organizmie, może być zmniejszona neuroplastyczność mózgu, mogą powstać mechanizmy rozpoznające własne lipidy jako patogeny, czyli do chorób autoimmunologicznych (znany przypadek skwalenu), czy wytworzyć przeciwciała substancji znajdujących się sezonowo lub sporadycznie w organizmie. Np przeciw zbożom zawierającym gluten, jajkom, orzechom czy pyłkom brzozy. Czyli w efekcie powstają różnego rodzaju alergie.
Hej, alergicy, spytajcie się waszych rodziców o ich stosunek do szczepień!
Inną substancją spotykana w szczepionkach jest tiomersal. Związek rtęci mający za zadanie przedłużyć przydatność szczepionki do użycia. Taki konserwant. Przez lata wypierało się jego szkodliwość. Dopiero po sfilmowaniu procesów degeneracji już wytworzonych neuronów w obecności tiomersalu, wycofano go ze szczepionek - ALE NIE ZE WSZYSTKICH! Nadal w niektórych niestety można go spotkać. Takie filmowanie w nano skali nie jest powszechne, nadal rzadko spotykane, ale przecież było wiele głosów na podstawie zwykłych obserwacji, mówiących, że po szczepieniach dzieją się dziwne rzeczy! Innym efektem takich nano podglądów jest odkrycie, że neuroprzekaźniki nie kończą się na serotoninie, dopaminie, noradronalinie i paru innych, lecz ich różnorodność sięga setek milionów. Nijak to nie pasuje do mniej niż 40 tys genów występujących w ludzkim DNA. To jednak już zupełnie inne zagadnienie.
Ale po co krakać, załóżmy, że nie przerwano żadnego ważnego procesu rozwojowego, szczepionka była podana po ósmym miesiącu życia i wytworzona już bariera krew-mózg nie dopuściła adiuwantu do mózgu i nie został on uszkodzony, nie wytworzono też przeciwciał alergizujących przeciw jakimś składnikom pokarmowym, własnym substancjom czy nieszkodliwym organicznym składnikom środowiska. Ba! Wytworzono tych przeciwciał o które nam chodziło w takiej ilości, że naturalnie układ immunologiczny musiałby kilka lat pracować na taki efekt. A co, niech będzie i 100 000 razy więce, bo i tak bywaj. Nic tylko się cieszyć z takiego przypadku. Jesteśmy silni i w mig poradzimy sobie z chorobą.
I tu doszło najprawdopodobniej do takiego przypadku. Dziewczynka zaszczepiona przeciw pneumokokom zapewne nie miała żadnego NOP ( niepożądany odczyn poszczepienny), gdyż ten może być zgłoszony przez dość krótki czas bezpośrednio po szczepieniu. Chociaż ilość zgłaszanych tu odczynów jest tak duża, że dziwię się iż dąży się do wprowadzenia tej szczepionki do kalendarza szczepień obowiązkowych. A może już taka jest? Tego nie sprawdzałem, a w zasadzie próbowałem, lecz dostałem niejednoznaczne odpowiedzi. Tu pewnie kontakt z realnymi pneumokokami był 4 lata po szczepieniu, gdyż te szczepienia wykonuje się przed ukończeniem 2 roku życia. Ilość przeciwciał występująca w organizmie w nadmiarze pozwoliła na zmasowana reakcję obronną. W wyniku powstała w takim przypadku ilość wolnych rodników doprowadziła do wywołania kolejnych faz obronnych i aktywowania kolejnych dawek przeciwciał, a więc powstawania kolejnych wolnych rodników. Rozpoczęła się spirala samozniszczenia. Narastający w postępie logarytmicznym stres oksydacyjny do zrównoważenia którego brakuje antyoksydantów. Taki właśnie stan nazywamy sepsą.
Ta dziewczynka zmarła nie pomimo zaszczepienia, tylko DLATEGO, że była zaszczepiona. Bez szczepienia organizm w dobrej kondycji poradziłby sobie bez większych problemów. Po 2 roku życia nieraz bezobjawowo, a tu sześciolatka zmarła. Rodzice w trosce o zdrowie swojego dziecka w wyniku niedoinformowania lub nadmiernej ufności ortodoksyjnym medykom nieumyślnie przyczynili się do śmierci własnego dziecka. W zasadzie to jest na to paragraf, tyle, że producenci się zabezpieczyli i są prawnie zwolnieni z odpowiedzialności, a do innych nie jest stosowany. Kto jest winien? Bo ktoś się do tej śmierci przyczynił. Nie przypadkiem bezrefleksyjna opinia publiczna? Czy na pewno szczepienia są bezpieczne? Jakie jeszcze bajki będą wymyślane aby Big Pharma w Polsce i Bułgarii (bo tylko w tych krajach mają takie warunki, aby bez żadnej odpowiedzialności za skutki szczepień mogła dokazywać do woli) mogła zbijać kasę na śmierci czy kalectwie dzieci? W innych krajach nie ma szczepień obowiązkowych lub programy są 10 krotnie mniejsze, i są znacznie w czasie odsunięte poza drugi rok życia dziecka. Jakie argumenty mają pro szczepionkowcy poza "szczepienia są bezpieczne bo są bezpieczne, i już"?
przychylam się do opinii, że mitem jest eliminacja chorób przez wprowadzenie obowiązkowych szczepień, gdyż nie ma epidemii w krajach, w których nie ma szczepień, a w momencie ich upowszechniania od kilkudziesięciu lat nie było już epidemii. Tu upowszechniana higiena czy uzdatnianie wody miało większe znaczenie.
W Polsce na sepsę umiera rocznie około 30 000 osób. Oczywiście sepsa może być wywołana w różny sposób, i najczęściej przyczyną jest chemia w onkologii. Wtedy idzie to na karb "raka". Ale ta wywoływana efektami szczepień wcale nie należy do rzadkości, i warto aby uświadomiły sobie to osoby niechętne do konstruktywnego myślenia, i nie zmuszały innych do tak ryzykownych posunięć. W wielu młodych organizmach tykają tego typu bomby zegarowe.
Dodam jeszcze, że sepsę można łatwo przerwać, wyhamować w jakieś dwie godziny. No, ale publikowanie tego typu informacji spotyka się z zarzutami o teorie spiskowe, a co najmniej zarzutem szarlatanerii, to może niech zainteresowani sami dociekają co i jak. Czy ma ktoś inne wytłumaczenie skutków zdarzenia lub nie zgadza się opisaną tu logiką przyczynowo skutkową?
O jednym jeszcze trzeba wspomnieć - szczepionki to nie są leki, one niczego nie leczą. W związku z tym nie są poddawane takim badaniom, jakim poddawane są leki. Mówi się, że są najbardziej przebadanymi substancjami medycznymi. Ale nikt nie potrafi wskazać wyników takich ( niezależnych!) badań. Pozwala to wmawiać ludziom, że adiuwanty są np po to, aby wolniej uwolnić toksyny, aby układ odpornościowy zdążył wytworzyć przeciwciała. Spotkałem się z informacją, że sam adiuwant wstrzykiwano szczeniakom. W konsekwencji powstawały wady rozwojowe identyczne z autyzmem ludzkim. Jeśli ktoś twierdzi, że to jest bezpieczne, może sam spróbować. I taki np wodorotlenek glinu jest wielokrotnie w trakcie okresu najbardziej newralgicznego, rozwoju, wstrzykiwany do wewnątrz. Począwszy od pierwszej doby życia. Bezbronnym noworodkom. Małym, bezbronnym noworodkom.

docs.google.com/…/edit
+
Substancją spotykaną w szczepionkach jest tiomersal.

Związek rtęci
mający za zadanie przedłużyć przydatność szczepionki do użycia. Taki konserwant.

Przez lata wypierało się jego szkodliwość. Dopiero po sfilmowaniu procesów degeneracji już wytworzonych neuronów w obecności tiomersalu, wycofano go ze szczepionek - ALE NIE ZE WSZYSTKICH!