jili22
502

Ksiądz Bosko spotyka Dominique'a Savio

Latem 1854 roku tocsin zadzwonił do wszystkich kościołów w Turynie. Jakiś uliczny sprzedawca przywiózł cholerę do królewskiego piemontu. Wkrótce wszystkie hospicja są pełne; klasztory i hotele przekształcają się w infirmerie. Działają tak bardzo znienawidzeni zakonnicy, kapucyni, kamilianie, dominikanie i oblaci.
Ksiądz Bosko i Ksiądz Wiktor Alasonatti, od pewnego czasu jego asystent w internacie i oratorium, pomagają chorym w szczególnie skażonej dzielnicy Valdocco.
Od czasu do czasu podwaja swoją przemoc. W jednej parafii w ciągu kilku tygodni skoszył pięćset osób. A to wciąż nie koniec!
Szkoła z internatem, w której przebywa obecnie ponad stu młodych ludzi, jest strasznie zagrożona.
– Co zamierzamy zrobić? – pytają Księdza Bosko.
"Pozostańcie w łasce Bożej. Zawsze polecaj się opiece Najświętszej Dziewicy, a plaga cię oszczędzi. »
W dniu Wniebowzięcia Ksiądz Bosko zachęca starszych do poświęcenia się. Nie musi nalegać. Ponad czterdziestu studentów, robotników, praktykantów handlu natychmiast odpowiedziało na jego wezwanie. Ksiądz Bosko ma łzy w oczach. Jego uczniowie czasami okazywali mu troskę; przychodzą na próbę, ujawniają się jako bohaterowie. Są w szpitalach; idą szukać opuszczonych na strychu, radośnie odprawiają im najskromniejsze usługi i spędzają wiele nieprzespanych nocy przy łóżku chorych.
Nędza jest nie do opisania. Często brakuje najbardziej potrzebnego. Oratorium daje bez liczenia, ale rezerwy są wyczerpane.
Pewnego dnia Michel Rua przychodzi poprosić matkę Księdza Bosko o prześcieradło dla chorego, którego odkrył w slumsach. Dzielna kobieta niepotrzebnie przeszukuje szafki i bahuty:
"Nic więcej tutaj" - powiedziała; oto kolejny obrus!
"Dziękuję, mamo Bosco, to wciąż tyle.
Gdy tylko Michel odwrócił się od pięt, pojawia się Jean Cagliero:
— W Hôtel du Cœur d'Or kilku całkowicie pozbawionych środków do życia zagranicznych pacjentów leży na gołej ziemi. Czy nie miałbyś dla nich pościeli i pościeli?
"Naprawdę nic już nie zostało", wzdycha mama Marguerite.
"Absolutnie nic?
Po chwili zastanowienia Matka Bosko biegnie do kościoła, zdejmuje obrus ołtarzowy, wyciąga z zakrystii amikt i grzechotkę i daje to wszystko chłopcu: "Nasz Pan mi wybaczy, że go ukradłem. Czyż to nie On sam cierpi w osobie chorego? »
Chłopiec bierze zawiniątko. Wracając wieczorem, nie czuje się zbyt dobrze. Jego głowa się odwraca, czuje mdłości. Mama Małgorzata zmusza go do pójścia spać. Niechętnie się z tym godzi:
"I moja nocna służba! Chorzy czekają na mnie.
"Ty też jesteś chory. Masz wysoką gorączkę. Masz płonącą głowę. Połóż się i śpij dobrze!
To nie była, ale rodzaj tyfusu, który złapał. Przez cztery noce jest między życiem a śmiercią. Mama Małgorzata nie opuszcza go, że tak powiem. Lekarz, bardzo zmartwiony, radzi dać mu ekstremalne namaszczenie.
«Zobaczmy, Janie, co wolisz — Ksiądz Bosko — żyć czy iść do raju?»
"Idź do nieba.
— A jednak nie będzie to jeszcze na ten czas. Najświętsza Dziewica chce cię uzdrowić. Ujdzie ci to na sucho, weźmiesz sutannę, będziesz księdzem i pewnego dnia, brewiarz pod pachą, pójdziesz daleko, daleko...
Następnego dnia spadła gorączka. Kilka dni później Jean opuszcza łóżko i wznawia służbę w pobliżu. Tajemnicze słowo ojca często wraca do jego pamięci i pewnego dnia zobaczy jego cudowną realizację.
Gdy jesienią epidemia stopniowo opadała, Ksiądz Bosko zapewnił swoim drogim Samarytanom wspaniały relaks. Zabiera ich do Becchi, aby zbierali plony w domu swojego brata Józefa.
Wszystko jest dobrze zmienione w tym kraju. Antoine nie żyje od pięciu lat; to jego synowie prowadzą gospodarstwo ojcowskie. Józef jest pięknie osadzony na innej farmie w pobliżu.
Józef z niezwykłą przyjemnością wita całą tę grupę szczęśliwych chłopców; instaluje dla nich słomę pod dachem do spania; dostarcza im jedzenia i picia, oczarowany tymi luronami, które wypełniają śpiewając jego duże kadzie.
Na świeżym powietrzu przepracowani chłopcy odzyskują siły, blade i opadłe policzki są wyściełane, a najbardziej małomówni uczą się śmiać z Becchi!
Pewnego ranka, gdy Ksiądz Bosko wychodzi z domu, aby dołączyć do swojego oddziału w winnicach, podchodzi do niego kilkunastoletnie dziecko z ojcem:
"Czy masz ze mną do czynienia?"
– Tak, Monsieur l'abbé – odpowiada mężczyzna. Jestem Charles Savio, kowal w Mondonio, a oto mój syn Dominique. Musiałem mu się poddać. Absolutnie chciał przyjść do Becchi, aby z tobą porozmawiać.
Ksiądz Bosko przygląda się dziecku, które patrzy na niego szczerze swoimi wielkimi, jasnymi oczami. Przez chwilę myślał, że ma przed sobą swojego przyjaciela z dzieciństwa, Louisa Comollo.
Przyprowadza swoich gości, a Dominique mówi mu bardzo pomysłowo, że uczy się łaciny w Châteauneuf, ale jego wielkim pragnieniem jest kontynuowanie studiów w Turynie, w oratorium.
"Czy mnie zaakceptujesz?
— Dlaczego nie? Wydaje mi się, że jesteś zrobiony z dobrych rzeczy.
— Dobre rzeczy? bierze malucha. Wtedy to Ty krawiec będziesz go pracował.
"Tylko, wydaje mi się, że masz trochę słabe zdrowie na studia.
"Dobry Bóg mi pomoże.
"A co chcesz robić, twoje studia się skończyły?
"Chciałbym być kapłanem, jeśli dobry Bóg da mi łaskę.
— Piękny ideał! Ale jakie są twoje umiejętności? Natychmiast zdamy sobie z tego sprawę. Oto książka; idzie do pokoju obok, aby nauczyć się strony na pamięć. Zadanie, aby dostać się tam w godzinę. W międzyczasie porozmawiam z twoim ojcem.
Dominique wraca już po pięciu minutach:
"Jeśli chcesz, żebym recytował?"
— Jak? Czy znasz już swoją stronę na pamięć? Posłuchajmy tego!
Dominique recytuje stronę słowo w słowo, bez wahania.
"Masz wspaniałą pamięć! zauważa Ksiądz Bosko.
Ten wyczyn przypomina mu jego własną młodość.
"Tak", zauważa z dumą ojciec, "mój chłopiec łatwo się uczy. Myśli tylko o studiowaniu. On nigdy nie zrobi kowala; nie ma siły, a wtedy może być w stanie zrobić to lepiej.
"To jest zrozumiane", odpowiada Ksiądz Bosko. Przyjedź do Turynu w dzień Wszystkich Świętych. Przyjmuję cię bardzo chętnie.
Dziecko wydaje okrzyk radości i rzuca się na rękę księdza, aby ją pocałować.
Dominique przybywa ze swoją paczką do Turynu w wyznaczonym dniu. Ksiądz Bosko prowadzi go do swojego pokoju, informuje o zasadach i zaleca, aby zawsze był posłuszny woli swoich panów.
– Obiecuję ci – odpowiada natychmiast Dominique. Jego uwaga zwróciła się następnie na motto wypisane na ścianie: " Da mihi animas, cetera tolle. »
"Czy rozumiesz, co to znaczy?" – Ksiądz Bosko.
"Daj mi dusze. weź resztę!
"To jest motto św. Franciszka Sale. Dobrze to przetłumaczyłeś, ale czy nadal rozumiesz jego znaczenie?
— Oczywiście. Tutaj nie chodzi o pieniądze, chodzi o dusze. Mam nadzieję, że mój również weźmie udział w tym przedsięwzięciu.
Ksiądz Bosko podziwia to dziecko, które coraz bardziej przypomina mu jego drogiego Ludwika Comollo. Ma czarne i faliste włosy, dobrze zarysowany łuk brwiowy, promienne oczy czystości, wyraziste usta, szlachetny owal twarzy.
Z dnia na dzień Ksiądz Bosko coraz lepiej docenia powierzony mu skarb.
Dominique Savio szybko się przyzwyczaja. Ubóstwo i nędza panują w Ceans; niemniej jednak najmniejsze i najciemniejsze komnaty lśnią radością.
Ksiądz Bosko głosi wokół siebie radość. Jeśli widzi dziecko idące ze spuszczoną głową: "Co ci przeszkadza? – natychmiast. Jeśli popełniłeś grzech, szybko uporządkuj swoje sumienie; w przeciwnym razie zmień to moje dla mnie! »
Przybysz podziwia dominację opata nad swoimi dziećmi. Jeśli jeden z nich zapomniał o sobie w ciągu dnia i pokłócił się z drugim, Ksiądz Bosko dzwoni do niego wieczorem i pyta:
"Cóż, moje dziecko, jak to się dzieje?"
—Bardzo dobrze.
— Naprawdę? Nie ma w tobie nic, co nie idzie zbyt dobrze?
Dziecko opuszcza głowę i mówi:
— Tak. Kiedy mogę iść do spowiedzi?
"Idźcie przygotować się do kaplicy, za chwilę do was dołączę.
Dominik często zastanawia się, jaka jest recepta Księdza Bosko na poddanie tak wielu młodych ludzi, prawie zawsze z godnego pożałowania środowiska, doskonałej dyscyplinie. "Z pewnością ma magiczną różdżkę", pomyślał sobie, "i widzę, co to jest: jego uczucia do nas".
Dominique ma rację. Sekretem wychowania Księdza Bosko jest dobroć. Kiedy jeden z jego podopiecznych popełnił błąd, jedno miłe słowo prawie zawsze wystarczy, aby przywrócić go na właściwe tory. Ksiądz Bosko ucieka się do kary tylko w ostatnim miejscu, bardzo rzadko, a kiedy musi skorzystać z tego procesu, dobroć nie jest znowu nieobecna. Kary cielesne są surowo zabronione.
Dominique szczególnie smakuje małe słowo wieczoru, które zamyka dzień. Sprawa zaledwie kilku minut, ale słowa Księdza Bosko idą prosto do serca i zawsze kończą się ojcowskim «dobranoc!».
Pewnego wieczoru Ksiądz Bosko przypomina swoim słuchaczom o obowiązku uświęcenia się wszystkich i wyjaśnia, że jest to zarówno trudne, jak i o wiele łatwiejsze niż się powszechnie uważa, że dążenie do doskonałości każdego dnia. Tego wieczoru Dominique nie może zasnąć. Następnego dnia przyszedł znaleźć Księdza Bosko w swoim pokoju:
Co trzeba zrobić, aby zostać świętym?
"A ty, co o tym myślisz? Jak myślisz, co jest konieczne?
"Mógłbym zostać na całe dnie bez jedzenia czegokolwiek, czy prawie?
— Nie.
— Czy muszę tworzyć dyscyplinę dla siebie, aby się wychłostać?
— Nie.
— Zrezygnować z przerwy? Nie bawisz się już z kolegami z klasy?
— Nie.
— Co można zrobić, aby pójść do nieba? – Dominique na końcu swojej wyobraźni. A jednak Bóg chce, abyśmy czynili pokutę?
"Pokuta dla was jest posłuszeństwem.
"Prawdopodobnie, ale powinienem jeszcze od czasu do czasu coś do tego dodać. Jest to czytane we wszystkich żywotach świętych.
"Oczywiście musisz też zrobić coś wyjątkowego. Na przykład cierpliwie znosząc głód i pragnienie, ciepło i zimno.
"Ale to wszystko muszę zawsze znosić.
"Tak, ale wszystko to jest cnotą tylko wtedy, gdy znosisz ją dla Boga. To jest droga do doskonałości! To nie jest skomplikowane, to nawet bardzo proste.
— I absolutnie nic szczególnego?
— To już bardzo szczególna rzecz dla dwunastolatka, aby sumiennie wypełniać swoje codzienne obowiązki i ćwiczyć cierpliwość. Jest to dla niego bezpośrednia droga do nieba.

Kilka dni po przybyciu Dominika do oratorium, w dniu ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu przez papieża Piusa IX, 8 grudnia 1854 r., obchodzono wspaniałe święto. W Rzymie, w trzasku armat i huku dzwonów, rozległa się radosna aklamacja ludu chrześcijańskiego: "Niech żyje Niepokalane Poczęcie!"
Tego samego dnia Dominik Savio, klęcząc przed ołtarzem Najświętszej Maryi Panny, kilkakrotnie powtórzył tę modlitwę: "Maryjo, daję Ci moje serce; spraw, aby zawsze był twój. Jezu i Maryjo, bądźcie zawsze moimi przyjaciółmi; ale, proszę, spraw, abym umarł, zamiast mieć nieszczęście popełnić jeden grzech! »

(Ksiądz Bosko, Apostoł Młodzieży, G. Hünermann)

Don Bosco rencontre Dominique Savio