Edward7
21.5K

Abp Viganò; Konferencja duchowa na temat Męki Pańskiej oraz Niedzieli Palmowej

QUIS EST ISTE REX GLORIÆ?
Exsulta satis, filia Syjon,jubila filia Jerozolima. Ecce Rex tuus venit tibi
.Za 9

Uroczyste obchody Wielkiego Tygodnia rozpoczynają się triumfalnym wjazdem naszego Pana do Jerozolimy, okrzykniętego Królem Izraela. Kościół Święty, lud Nowego i Wiecznego Przymierza, czyni hołd publicznej czci dla swego Pana swoim własnym: "Hi placuere tibi, placeat devotio nostra: Rex bone, Rex clemens, cui bona cuncta placent".

Jednak, jakby dla podkreślenia, jak zmienny i podatny na manipulacje jest tłum, dziś widzimy tłum świętujący z palmami i gałązkami oliwnymi, a kilka dni później słyszymy, jak wykrzykują "na krzyż" i wysyłają tego samego Króla na śmierć na szafocie zarezerwowanym dla niewolników.

Nie wiemy, czy ci, którzy wiwatowali Panu u bram Świętego Miasta, byli tymi samymi, którzy zgromadzili się przed pretorium i zostali podburzeni przez arcykapłanów i uczonych w Piśmie; ale nietrudno przypuszczać - również na podstawie innych podobnych epizodów w historii - że wielu było obecnych w obu okolicznościach, po prostu dla bycia świadkiem wydarzenia, podążania za masami, "robienia selfie", jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Z drugiej strony, czy to nie ci sami Żydzi na pustyni zbudowali sobie złotego cielca, podczas gdy Mojżesz otrzymał tablice Prawa na Synaju? A ileż to razy ci sami Żydzi, którzy uznali Boga Izraela, w końcu "ekumenicznie" przyjmowali kapłanów Baala i zanieczyszczali się bałwochwalstwem, zasługując na kary zapowiedziane przez proroków, a następnie żałowali swojej niewierności, by wkrótce potem zacząć od nowa? To jest masa, drodzy bracia; grupa, która była świadkiem rozmnożenia chleba i ryb, uzdrowienia trędowatych, kalek, sługi setnika i wskrzeszenia Łazarza, ale potem tłumnie szła na Golgotę, aby znieważać i opluwać naszego Pana, a nawet tylko patrzeć, ut videret finem (Mt 26:57): zobaczyć, jak to się skończy.

Kto był nieobecny podczas królewskiego wjazdu Pana do Jerozolimy? Władze cywilne i religijne, tak jak potężne władze były nieobecne podczas narodzin Zbawiciela w odległej chacie w Betlejem w nocy 25 grudnia dwa tysiące dwadzieścia cztery lata temu. Nie było tam ani arcykapłanów, ani uczonych w Piśmie, ani Heroda; którzy w rzeczywistości nie byli nawet uważani za prawdziwe autorytety, ponieważ zarówno arcykapłani Annasz i Kajfasz, jak i król Herod doszli do władzy poprzez oszustwo i zmanipulowane nominacje - nihil sub sole novi - a zatem nie reprezentowali legalnej władzy. W szczególności Kajfasz nie pochodził z rodu Aarona - kapłańskiego plemienia Żydów - ale został mianowany papieżem przez Waleriusza Gratusa w 25 r. n.e. i zdołał pozostać na stanowisku do 36 r. n.e., kiedy to został zdymisjonowany przez gubernatora Syrii Lucjusza Witeliusza. Była to zatem nominacja cesarska, a nie dziedziczne prawo ustanowione przez Boga i sprawowane nieprzerwanie aż do czasów Machabeuszy (1 Mch 10:20), kiedy to Jonatan objął papiestwo. Nawet król Galilei nie był prawowity, ponieważ jego nominacja została ustalona przez jego ojca Heroda Wielkiego, który podzielił królestwo między swoich synów Archelaosa (który miał Judeę, Idumeę i południową Samarię), Heroda Filipa (który miał północno-wschodni region Jeziora Tyberiadzkiego) i Heroda Antypasa (mianowanego Tetrarchą Galilei i Perei). Herod Antypas rządził od 4 r. p.n.e. do 39 r. n.e. z mandatu władzy cesarskiej i dlatego można go uznać bardziej za marionetkę.

Nie mógł się wiele różnić od współczesnego Trudeau czy Macrona, wyhodowanych przez Światowe Forum Ekonomiczne i umieszczonych przez głębokie państwo, by służyć interesom elit w Kanadzie czy Francji. Z drugiej strony, Herod również przebywał na dworze cesarskim w Rzymie, gdzie nawiązał romans z Herodiadą, żoną swojego brata Filipa, którą później poślubił - wbrew prawu Mojżeszowemu - zasługując na potępienie Chrzciciela, który został za to aresztowany i stracony. Fakt, że nasz Pan nie chciał odpowiadać przed Herodem - gdy Poncjusz Piłat kazał go przyprowadzić, aby go osądził, będąc pod jego jurysdykcją - potwierdza, że sam Chrystus uważał jego władzę za bezprawną.

W Izraelu w czasach Chrystusa nie było zatem prawdziwej władzy religijnej ani cywilnej. Skąd ta swoboda, ta vacatio? Jednak Żydzi uznawali arcykapłanów i Heroda, tak jak dziś uznają Bergoglio i szefów rządów narodów, pomimo faktu, że są oni wyraźnie wyobcowani z prawdziwej władzy, której pragnie Bóg. Możemy odpowiedzieć, że Opatrzność chciała, aby przyjście secundum carnem naszego Pana pokazało, że jest On prawdziwym Królem i Namiestnikiem, nie tylko jako autor i gwarant ziemskiej władzy, ale także jako prawowity posiadacz tej władzy na mocy boskiego prawa, przez narodziny i - wkrótce potem - przez zdobycie. To jest powód nieobecności żydowskich królów, kapłanów i uczonych w Piśmie, zarówno przy narodzinach Chrystusa, jak i przy Jego Epifanii i wjeździe do Jerozolimy.

Obserwujmy teraz, drodzy bracia, scenę przed nami. Jest dziesiąty dzień miesiąca Nisan, sześć dni przed Paschą, kiedy Prawo wymaga od Żydów zdobycia baranka paschalnego. Oto widzimy Agnus Dei - zgodnie ze słowami Chrzciciela (J 1:29) - który pięć dni później, o dziewiątej godzinie Wielkiego Piątku - Parasceve - miał umrzeć na krzyżu, w tym samym momencie, w którym Żydzi nabijali baranka na dwa rożny, aby go upiec na pamiątkę ucieczki z Egiptu i przejścia przez Morze Czerwone do ziemi obiecanej. W oczach wiernego ludu ta symbolika nie mogła umknąć.

Osioł siedzący na oślęciu, jak król Salomon podczas koronacji (1 Krl 1:38-40); uhonorowany przy Jego przejściu liśćmi palmowymi i płaszczami rozłożonymi na ziemi (2 Krl 9-13), Chrystus sumuje w sobie całą ziemską, doczesną i duchową władzę, ukazując się in plenitudo potestatis i witany przez lud: Benedictus qui venit in nomine Domini, pueri Hebræorum wołają. Hosanna filio David, to znaczy potomkowi niegdyś panującego domu, obiecanemu Mesjaszowi, zapowiedzianemu przez proroka Zachariasza (Zach 9:9):

Raduj się wielce, córko Syjonu,
Raduj się, córko Jeruzalem!
Oto Król twój przychodzi do ciebie. Jest sprawiedliwy i zwycięski,
pokorny, jedzie na osiołku, na oślęciu.


Jak pokazuje narracja Ewangelii, koronacja Pana ma miejsce na Górze Oliwnej, niecałe trzy kilometry od Świętego Miasta, a królewski orszak podąża w kierunku Świątyni, przywołując Psalm 23:

O bramy, podnieście swe szczyty;
i wieczne bramy, podnieście się;
niech wejdzie Król chwały.
Kim jest ten Król chwały?
On jest Panem, silnym i potężnym,
Pan potężny w boju.
O bramy, podnieście swe szczyty;
powstańcie, wieczne wrota,
niech wejdzie Król chwały.
Kim jest ten Król chwały?
On jest Panem zastępów;
On jest Królem chwały.


Złożenie ofiary na ołtarzu, gdy jest już wieczór (Mk 11:11), nawiązuje do zbliżającej się męki naszego Pana. Możemy sobie wyobrazić zaniepokojenie, jakie tak imponująca manifestacja wzbudziła wśród władz. I nie jest to przypadek: ten cywilny i religijny obrzęd - charakteryzujący się powtarzaniem precyzyjnego ceremoniału dobrze znanego kapłanom i uczonym w Piśmie - miał w pewien sposób reprezentować przywrócenie królestwa żydowskiego w perspektywie Męki, tak aby to Król i Najwyższy Kapłan Izraela wstąpił na ołtarz Golgoty, aby ofiarować się Majestatowi Ojca jako okup za grzechy Jego ludu. Zobaczymy Pana ponownie odzianego w królewskie szaty - szkarłatny płaszcz i koronę, choć cierniową - prezentującego się na loggii pretorium. Ecce rex vester (J 19:13), mówi Piłat do Żydów; którzy odpowiadają, wyznając wakat tronu Dawida: Non habemus regem, nisi Cæsarem (tamże, 14). I znowu, w titulus crucis, ta sama prawda jest powtarzana: Jezus Nazarenus, Rex Judæorum (tamże, 19). Gdyby bowiem Chrystus nie został uznany za Króla i Namiestnika w najwyższym akcie Ofiary, nie reprezentowałby przed Ojcem ani jednostek, ani narodów, które były przedmiotem Odkupienia.

Gdybyśmy mieli narysować paralelę między tamtymi wydarzeniami a tymi dzisiejszymi, moglibyśmy dostrzec niepokojącą analogię między działaniami Sanhedrynu a katolicką hierarchią uzurpującą sobie władzę w Rzymie. Wyobraźmy sobie, jakie mogą być dziś obawy niektórych prałatów - i samego Bergoglio - w obliczu groźby odkrycia ich oszustwa przez samego Chrystusa, który przychodzi, aby odebrać uzurpowaną władzę sprawowaną nie po to, aby otworzyć Pismo Święte dla wiernych, ale aby trzymać ich w niewiedzy i pozwolić sobie na utrzymanie władzy. Czy myślisz, że reakcja byłaby tak różna od reakcji Sanhedrynu, pobudzonego przez zgromadzenie ludzi w Jerozolimie, aby ogłosić nieznanego proroka z Galilei królem? Jak myślisz, co powiedziałby nowy Kajfasz, widząc, że jego prestiż jako arcykapłana jest zagrożony, a oszustwo, które doprowadziło go do władzy, ujawnione? Przypomniano mu, że jest wikariuszem władzy, która do niego nie należy i nie jest jego zwierzchnikiem? Czy myślisz, że zgodziłby się zrzec papiestwa, które uzurpuje, aby pozwolić Panu, w którego imieniu powinien rządzić Kościołem, wstąpić na tron? Czy raczej nie zwróciłby się do władz cywilnych, dając do zrozumienia skorumpowanym urzędnikom i politykom, którzy uznają go za papieża, że Galileusz zagraża również ich równie uzurpowanej władzy?

Czy nie wezwałby do interwencji wojska, aby stłumić bunt i skazać Pana na śmierć za bunt i zdradę stanu? Wręcz przeciwnie: czy nie wydaje ci się, że powodem potępienia jest właśnie to, że ośmielił się ogłosić siebie Królem i Synem Bożym - quia Filium Dei se fecit (J 19:7) - w świecie, który twierdzi, że jest demokratyczny i który nie uznaje żadnego króla poza Cezarem - czyli pogańską władzą najeźdźcy - ani żadnego boga poza człowiekiem? I w tych niezbyt hipotetycznych ramach, w jaki sposób media głównego nurtu przekazywałyby wiadomości, zakładając, że cenzura lub jakieś prawo przeciwko mowie nienawiści nie uniemożliwiałyby ich zgłaszania i udawania, że nic się nie stało?

Według niektórych Ojców, triumfalna procesja Chrystusa w Jerozolimie składa się z dwóch stopni: w alegorycznym znaczeniu Pisma Świętego, ci, którzy poprzedzają Pana, byliby Izraelitami, a ci, którzy idą za Nim, nawróconymi poganami. Być może wśród Żydów byli również gorliwi, którzy mieli nadzieję na powstanie ludowe przeciwko rzymskiemu najeźdźcy, a następnie porzucili Pana, gdy stało się dla nich jasne, że nie pozwoli się On wykorzystać politycznie: to oni, rozczarowani własnymi rewolucyjnymi oczekiwaniami, wołaliby wtedy (Jego) ukrzyżowanie.

Mamy więc trzy kategorie ludzi: tych, którzy uznali Chrystusa; tych, którzy krzyczeli na Krzyż; i tych, którzy zrobili jedno i drugie. Wierni w pierwszym przypadku, niewierni i perfidni w drugim, a w trzecim - mierni. Zadajmy sobie zatem pytanie: wśród kogo bym się znalazł? Być może nie wśród tłumu podburzonego przez Sanhedryn, by wymusić na Piłacie wyrok śmierci Chrystusa: są oni zdeklarowanymi wrogami Boga i nie wahają się wzywać Jego Krwi w zawrotach głowy swojej ślepoty. Powinniśmy raczej być wśród tych, którzy chwalili Pana i podczas Męki byli z Janem, Maryją i Pobożnymi Niewiastami u stóp Krzyża. Ale często, z bólem, musimy przyznać, że nasza niewierność - podobnie jak w przypadku narodu wybranego - prowadzi nas do stawania po stronie Chrystusa, gdy On triumfuje, i krzyczenia przeciwko Niemu lub zaprzeczania, że Go znamy - jak Piotr - gdy jest aresztowany, sądzony, zakrwawiony, ukoronowany cierniem, ubrany jak szaleniec i pokryty obrzydliwościami. Zaangażowani katolicy pod rządami Piusa XII i letni moderniści z Soborem; bohaterscy obrońcy wiary w czasach pokoju w katolickim narodzie i niemi wykonawcy światowej mentalności w czasach prześladowań w antykatolickich państwach; pobożni czciciele starożytnej Mszy, gdy Benedykt XVI na to pozwala, i skrupulatni wykonawcy Traditionis Custodes, gdy jezuita z Santa Marta ogranicza jej celebrację lub jej zabrania.

Ale dlaczego - zadaję sobie pytanie - ta nietolerancja dla tego, co transcendentne? Skąd ten wstręt do tego, co święte, a więc także do świętości władzy Chrystusa, Króla i Papieża, która wdziera się w nasze człowieczeństwo? Co jest takiego niepokojącego we władzy arcykapłanów w czasach naszego Pana? Co tak bardzo przeszkadzało władzy instytucji cywilnych przez ponad dwieście lat, a modernistycznemu Sanhedrynowi przez sześćdziesiąt lat? Wierzę, że odpowiedź leży w dumie nas, biednych, nędznych śmiertelników, którzy nie chcą przyjąć i poddać się władzy Chrystusa, ponieważ wiemy, że gdybyśmy to zrobili, nie byłoby już miejsca dla naszej partykularności, dla naszych drobnych interesów, dla naszej żądzy władzy. Ostatecznie to Lucyferowe Non serviam utrwala się w Historii, w tragicznej próbie obalenia Boskiego porządku i w jeszcze bardziej tragicznej iluzji, że możemy być wystarczający dla siebie, że możemy traktować świat jako cel, a nie jako miejsce przejścia, że możemy stworzyć sobie Raj na ziemi, w którym wolność, braterstwo i równość są ludzkim odpowiednikiem Wiary, Nadziei i Miłości.

Boimy się, że Chrystus panuje, ponieważ wiemy, że tam, gdzie władza należy do Chrystusa i jest zgodna z Jego Prawem, nie jesteśmy już odpowiedzialni, a władza, którą zarządzamy jako porucznicy Chrystusa, nie może być wykorzystywana jako pretekst, za którym możemy ukryć nasze głupie domniemanie, że jesteśmy sicut dii. Jest to tak samo prawdziwe w sferze cywilnej, jak i kościelnej. Jednak bycie wikariuszami Chrystusa w sprawach doczesnych lub duchowych powinno być zaszczytem, a nie upokorzeniem. Dlatego, drodzy bracia, to straszne, że ten, który zasiada na Tronie Piotrowym, uważa za "niewygodne" noszenie tytułu Sługi Sług Bożych i usunął tytuł Wikariusza Chrystusa. Otrząsnąwszy się w ten sposób z koniecznego poddaństwa Chrystusowi, przyjął również pełną i całkowitą odpowiedzialność za własne błędy, herezje i skandale; a jednocześnie z dumą odmawia tych łask stanu, których w przeciwnym razie Pan udzieliłby swojemu Wikariuszowi na ziemi. To domniemanie podcina u podstaw legalność samej władzy, która albo pochodzi od Boga, albo jest nienawistną i bezprawną tyranią.

Drodzy bracia, te czasy apostazji nie różnią się od czasów Męki Pańskiej, ponieważ passio Christi tamtych czasów musi koniecznie wypełnić się w passio Ecclesiæ dnia dzisiejszego i końca czasów: to, z czym zmierzyła się Głowa, musi również zmierzyć się Mistyczne Ciało. Ale uwaga: ktoś inny będzie próbował przedstawić się jako król i papież, a będzie to Antychryst, piekielna podróbka i diaboliczna subwersja Księcia Pokoju. Nawet w tych dniach ciemności - które według proroka Daniela potrwają trzy i pół roku - będą tłumy, które będą wychwalać tego człowieka, czcząc go jako Boga, a inni uznają go za oszusta i sługę szatana. Oszustwa i proroctwa syna zatracenia sprawią, że uwierzymy, iż zdobył on władzę, że Kościół zostanie oficjalnie zniszczony, a władza cywilna i religijna opustoszeje. Wtedy to Święty Michał zabije Antychrysta, wtedy Dziewica zmiażdży głowę Węża, wtedy Pan przyjdzie w chwale, aby sądzić żywych i umarłych, powracając jako Syn Boży, Król i Namiestnik. Upewnijmy się, że znajdujemy się w liczbie tego pusillus grex, tej małej trzódki, która nie została oszukana i pozostała wierna. Raduj się wielce, córko Syjonu, raduj się, córko Jeruzalem! Oto Król twój przychodzi do ciebie (Za 9:9). Niech tak się stanie.

Oto indeks innych konferencji, składamy najserdeczniejsze życzenia prałatowi Viganò z okazji 56. rocznicy jego święceń kapłańskich (24 marca 1968 r.). Mons. Viganò / Conferenza Spirituale nella Domenica II di Passione o delle Palme
JOKAMA shares this
899
--rN-- shares this
1
👏 👏 🙏