Jeśli spytasz Mnie, dlaczego grzech tych, co prześladują święty Kościół, jest cięższy niż wszystkie inne, i czemu mimo grzechów mych kapłanów nie chcę, by cześć dla nich się umniejszała, odpowiem: Bo wszelką cześć, jaką się im świadczy, oddaje się nie im, lecz Mnie, przez moc Krwi, którą im powierzyłem do rozdawania. Z powodu tej służby, którą spełniają, winniście ich szanować. I jesteście zmuszeni przychodzić do ich rąk nie dla nich samych, lecz dla władzy, którą poruczyłem im, jeśli chcecie przyjmować Święte Sakramenty Kościoła; i jeśli mogąc je przyjąć, nie chcecie tego uczynić, będziecie i umrzecie w stanie potępienia. -Nie im więc, lecz Mnie oddaje się tę cześć i tej chwalebnej Krwi (która jest jednym ze Mną, przez zjednoczenie natury boskiej i natury ludzkiej). Jeżeli ku Mnie zwraca się cześć, tak samo Mnie dotyczy brak czci.
Drzwi tej piwniczki strzeże Pomazaniec na ziemi, któremu powierzone było rozdawnictwo Krwi. Jemu przysługiwało ustanawianie kapłanów dla pomocy w rozdawaniu tej Krwi całemu Ciału religii chrześcijańskiej. Kto był przez Niego przyjęty i namaszczony, zostawał kapłanem, inni nie. Od Niego wyszedł cały stan klerycki i On to wyznacza każdemu jego urząd dla rozdawania tej chwalebnej Krwi. Ponieważ On ustanowił ich swymi pomocnikami, więc do Niego też należy karcenie ich błędów. I chcę, aby tak było. Ze względu na ich dostojeństwo i godność, którymi ich obdarzyłem, wyrwałem ich ze służebnictwa, to jest z poddaństwa u książąt doczesnych. Prawo cywilne nie może wymierzać im kary; zależą oni tylko od tego, kto ma władzę rządzenia i zawiadywania wedle prawa Boskiego. Są to moi pomazańcy i przeto mówi Pismo: Nie tykajcie moich pomazańców (Ps 105, 15). W największe nieszczęście wpada człowiek, który wymierza im kary.
Jeśli spytasz Mnie, dlaczego grzech tych, co prześladują święty Kościół, jest cięższy niż wszystkie inne, i czemu mimo grzechów mych kapłanów nie chcę, by cześć dla nich się umniejszała, odpowiem: Bo wszelką cześć, jaką się im świadczy, oddaje się nie im, lecz Mnie, przez moc Krwi, którą im powierzyłem do rozdawania. Bez tego mielibyście tyle czci dla nich, co dla innych ludzi, nie więcej. Z powodu tej służby, którą spełniają, winniście ich szanować. I jesteście zmuszeni przychodzić do ich rąk nie dla nich samych, lecz dla władzy, którą poruczyłem im, jeśli chcecie przyjmować święte sakramenty Kościoła; i jeśli mogąc je przyjąć, nie chcecie tego uczynić, będziecie i umrzecie w stanie potępienia. -Nie im więc, lecz Mnie oddaje się tę cześć i tej chwalebnej Krwi (która jest jednym ze Mną, przez zjednoczenie natury boskiej i natury ludzkiej). Jeżeli ku Mnie zwraca się cześć, tak samo Mnie dotyczy brak czci. Jak ci już rzekłem, winniście ich szanować, nie dla nich samych, lecz dla władzy, którą im dałem. Podobnie obrażając ich, obrażacie nie ich, lecz Mnie. Zabroniłem tego słowami: Nie tykajcie moich pomazańców. Nie chcę tego. Niech nikt nie tłumaczy się, mówiąc: „Nie znieważam świętego Kościoła, nie buntuję się przeciwko niemu, powstaję tylko przeciw grzechom złych pasterzy”. Kto tak mówi, kłamie wierutnie. Miłość własna zaślepia go i nie pozwala mu widzieć jasno, lub raczej, on widzi, lecz udaje, że nie widzi, aby zagłuszyć wyrzut sumienia. Gdyby był szczery, widziałby i nawet widzi, że prześladuje nie ludzi, lecz krew Syna mego. Moja jest obraza, jak moja jest cześć. I moje też są wszystkie szkody, obelgi, zniewagi, hańby i nagany czynione moim kapłanom. Uważam za wyrządzone Mi wszystko, co im się wyrządza, gdyż rzekłem i powtarzam: Nie chcę, aby tykano moich pomazańców! Ja sam mam ich karać, nikt inny. Źli jednak okazują brak czci dla Krwi i mało cenią skarb, który im dałem dla zbawienia i życia ich dusz. Nie mogą więc ani przyjąć całego Boga i Człowieka jako pokarm, ani też Go ofiarować. A ponieważ nie umieli Mnie uczcić poprzez moich kapłanów, cześć ich zmalała jeszcze przez prześladowania, które zwrócili przeciw nim, pod pozorem, że widzą w nich liczne grzechy i błędy, o których opowiem ci na innym miejscu. Gdyby naprawdę wyrażali tę cześć, którą winni mieć dla Mnie, w osobach mych kapłanów, błędy sług moich nie zniweczyłyby ich szacunku, jak nie uszczuplają w niczym, powtarzam, wagi tego Sakramentu. Zatem i cześć powinna być niezmienna: umniejszyć ją to obrazić Mnie. Obraza ta jest dla Mnie dotkliwsza niż wszystkie inne, z licznych powodów, z których wymienię ci trzy główne.
Trzecim powodem, który sprawia, że błąd ich jest cięższy niż wszystkie inne, jest to, że grzech ten popełnia się ze złości, [268] z rozmysłem. Wiedzą oni, że z czystym sumieniem nie mogą tak znieważać mych kapłanów, a jednak czynią to, obrażają Mnie przez przewrotną pychę, bez cielesnej uciechy. Tak niszczą swą duszę i swe ciało. Dusza niszczeje przez utratę łaski i często trawi ją robak sumienia. Dobra cielesne marnują się w służbie diabła, a ciała giną, jak zwierzęta.
Grzech ten więc zwrócony jest wprost przeciw Mnie, popełnia się go bez własnej korzyści, bez zmysłowej uciechy, jedynie przez złość i pychę. Pycha ta ma źródło w miłości i w tym przewrotnym strachu, który czuł Piłat, gdy, bojąc się utracić władzę, wydał na śmierć Chrystusa, Jednorodzonego Syna mojego. Tak też czynią ci, co podnoszą rękę na mych kapłanów (por. J 19, 226).
Wszystkie inne grzechy popełnia się albo z głupoty, albo z nieświadomości, albo ze złości, jeśli się wie, że się źle czyni, lecz czyni się to dla nieumiarkowanej uciechy, dla grzesznej przyjemności lub dla osobistej korzyści, którą się ciągnie z grzechu. Grzechy te przynoszą szkodę duszy, obrażają Mnie i bliźniego. Obrażają Mnie, jeśli pozbawiają Mnie czci i chwały mego imienia, do których mam prawo, obrażają bliźniego, pozbawiając go miłości. Nie dosięgają Mnie one istotnie, lecz szkodzą duszy i gniewają Mnie z powodu jej zguby.
Ta obraza przecież zwrócona jest bezpośrednio przeciw Mnie. Inne grzechy osłaniają się jakimś pozorem, popełnia się je pod płaszczykiem jakiegoś dobra, nie godzą bezpośrednio we Mnie, bo jak ci rzekłem, grzech posługuje się bliźnim [269] i cnotami, popełnia się go przez brak miłości Boga i bliźniego, a cnota dokonuje się poprzez miłość. Obrażając bliźniego, obraża się poprzez bliźniego Mnie.
Ponieważ jednak spośród mych stworzeń rozumnych wybrałem mych kapłanów, którzy są mymi pomazańcami, jak ci rzekłem, rozdawcami Ciała i Krwi Jednorodzonego Syna mojego, waszego ciała ludzkiego zjednoczonego z moją naturą Boską, więc kiedy konsekrują, zastępują samą osobę Chrystusa, Syna mojego. Widzisz więc, że Słowu mojemu wyrządza się tę obrazę: Dotykając Jego, dotyka ona zarazem Mnie, gdyż jesteśmy jednym. Ci nieszczęśliwi, prześladując Krew, pozbawiają się skarbu i owocu Krwi. Przeto dotkliwsza niż wszystkie inne jest dla Mnie ta obraza, która się zwraca nie przeciwko mym kapłanom, lecz przeciwko Mnie. Uważam, że nie do nich należy ani należeć powinna cześć czy prześladowanie, lecz do Mnie, to jest do tej chwalebnej Krwi Jednorodzonego Syna mojego, który jest jednym ze Mną. Toteż zapewniam cię, że gdyby wszystkie inne grzechy, które popełnili, położyć na jednej szali, a ten jeden na drugiej, ten jeden przeważyłby tamte wszystkie, z przyczyn, które ci wyłuszczyłem. Objawiłem ci to, abyś miała jeszcze jeden powód do ubolewania nad wyrządzoną Mi obrazą i nad zgubą tych nieszczęśliwych, i aby przez boleść i gorycz duszy twojej i innych mych służebników, mocą mojej dobroci i mej miłości, rozproszyły się ciemności, które otaczają zgniłe członki, odcięte od mistycznego ciała świętego Kościoła.
Nie znajduję jednak prawie nikogo, kto by bolał z powodu prześladowań doznawanych przez tę chwalebną i drogą Krew. A iluż spotykam takich, co bezustannie godzą we Mnie strzałami zdrożnej miłości, służalczej bojaźni i wielkiego mniemania o sobie. Jak ślepi, poczytują sobie za zaszczyt to, co jest ich hańbą, za hańbę to, co byłoby ich zaszczytem, to jest ukorzenie się głową swoją.
Te grzechy skłaniały i skłaniają ich do prześladowania Krwi. Biją we Mnie, jak ci rzekłem, i to jest prawda. W myśli przynajmniej biją we Mnie, czym mogą. Nie abym mógł otrzymać ranę lub cios. Jestem jak skała: uderzona, nie doznaje szkody, lecz odsyła cios temu, który w nią bije (por. Prz 26, 27). Tak samo zniewagi tych, którzy Mnie lżą, nie mogą Mnie dotknąć. Zatruta strzała grzechu wraca do nich, rani ich, pozbawiając ich w tym życiu łaski, która jest owocem Krwi. I jeśli w ostatniej chwili nie poprawią się przez świętą spowiedź i skruchę serca, pójdą na potępienie wieczne, odcięci ode Mnie i związani z diabłem, gdyż z nim zawarli przymierze. Bo skoro dusza utraci łaskę, natychmiast wpada w pęta grzechu, którymi są nienawiść cnoty i miłość występku. Z wolnej woli dali w ręce diabła te pęta, którymi on ich wiąże: nie mogliby być związani, gdyby nie chcieli.
Węzeł ten jednoczy wszystkich prześladowców Krwi, którzy też, jako członki diabła, sprawują urząd diabłów. Diabli starają się znieprawić me stworzenia, odciągnąć je od łaski i wtrącić w grzech śmiertelny, aby doprowadzić je do tego samego nieszczęścia, które jest ich udziałem. To samo — ni mniej, ni więcej — czynią ci, co stali się członkami diabła; starają się uwieść dzieci oblubienicy Chrystusa, Jednorodzonego Syna mego, zrywając jednoczący je węzeł miłości; i pozbawiwszy je owocu krwi, zakuwają je w kajdany, które sami noszą, w kajdany pychy, w kajdany zarozumiałości, w kajdany służalczej bojaźni. Z obawy, by nie stracić władzy doczesnej, tracą łaskę i przyjmują największą hańbę, jakiej zaznać mogą, wyzbywając się godności krwi. Te kajdany opieczętowane są pieczęcią ciemności: gdyż zatracili poczucie niezmiernego nieszczęścia i nędzy, w jakie popadli i w jakie wtrącają innych. Nie mając już świadomości tego, nie mogą się poprawić, lecz w zaślepieniu swym chlubią się zniszczeniem swej duszy i swego ciała. O najdroższa córko, bolej niewymownie na widok takiego zaślepienia i takiej nędzy tych, którzy, jak ty, są obmyci krwią, żywili się krwią, urośli krwią na łonie świętego Kościoła, a teraz strach zrobił z nich buntowników. Pod pozorem karcenia błędów kapłanów moich, których surowo zabroniłem dotykać, odłączyli się od łona swej Matki. Zgroza powinna zdjąć ciebie i innych służebników moich na samo wspomnienie tego sromotnego przymierza. Język nie zdoła wypowiedzieć, jak Mi jest obrzydliwie. Co gorsza, pod płaszczykiem błędów mych kapłanów starają się osłonić i ukryć własne niegodziwości. Zapominają, że żaden płaszcz nie zabezpieczy ich przed moim spojrzeniem. Mogliby się schować przed okiem stworzeń, lecz nie przed moim. Nic nie może utaić się przede Mną, wszystko jest Mi jawne. Cóż moglibyście ukryć przede Mną, który pokochałem was i poznałem przed waszym istnieniem?
Oto jeden z powodów, dlaczego nieszczęśni ludzie światowi nie poprawiają się. Pozbawieni światła żywej wiary, nie wierzą, że ich widzę. Gdyby wierzyli prawdziwie, że znam ich zbrodnie, że każdy błąd jest karany, a każdy dobry czyn otrzymuje nagrodę, nie popełnialiby tylu grzechów, lecz żałowaliby za te, których się dopuścili, i prosiliby pokornie o moje miłosierdzie. A Ja, mocą krwi Syna mojego, udzieliłbym im miłosierdzia. Ale oni uparli się przy grzechach swoich, zwątpili o mojej dobroci, popadli w ostateczną ruinę i pozbawiwszy się światła, jak ci ślepcy, stali się prześladowcami Krwi. Prześladowania tego nie może usprawiedliwić żaden grzech w szafarzach krwi.
Rzekłem ci, najdroższa córko, o czci, którą winno się świadczyć mym pomazańcom, mimo ich błędów. Te oznaki czci, którą się im oddaje, nie należą się im gwoli ich osoby, lecz ze względu na władzę, którą im dałem. Błędy ich nie mogą w niczym osłabić ani podzielić tajemnicy Sakramentu. Tak samo nie powinny umniejszać szacunku, który się im należy, nie dla ich osób, powtarzam, lecz dla skarbu krwi. Co się tyczy tych, którzy czynią przeciwnie, powiedziałem ci bardzo mało, w porównaniu z tym, jak ciężkim gniewem Mnie przejmuje i jak wielką szkodę przynosi zarówno nieposzanowanie i prześladowanie krwi, jak i przymierze zawarte z diabłem przeciwko Mnie. Nie możesz dość boleć nad tym.
Opowiedziałem ci w szczególności o zbrodni tych, którzy prześladują święty Kościół. To samo odnosi się do ogółu chrześcijan, którzy są w stanie grzechu śmiertelnego i tym samym gardzą krwią, pozbawiając się życia łaski. Wszyscy Mnie obrażają, lecz cięższa jest wina tych, o których mówiłem ci w szczególności. Aby użyczyć ci nieco pociechy i ułagodzić boleść, której doznajesz z powodu ciemności tych nieszczęsnych grzeszników, powiem ci teraz o świętym życiu kapłanów moich, którzy mają, jak ci rzekłem, właściwości słońca. Woń ich cnót uśmierza zarazę grzechu, światło ich rozjaśnia ciemności występku. Również przez to światło lepiej poznasz ciemności i błędy mych złych kapłanów. Otwórz więc oko intelektu i spójrz na Mnie, Słońce sprawiedliwości. Ujrzysz tam, że chwalebni kapłani moi, którzy zawiadywali Słońcem, nabrali w tej służbie właściwości Słońca.
To, co ci opowiedziałem o Piotrze, księciu apostołów, który otrzymał klucze królestwa niebieskiego, mówię również O innych, którzy w ogrodzie świętego Kościoła rozdawali światło. Ciało i Krew Jednorodzonego Syna mojego — Słońca zawsze zjednoczonego ze Mną i nigdy ode Mnie nieoddzielonego — z wszystkimi sakramentami świętego Kościoła, które mają wartość i dają życie tylko mocą krwi. Wszyscy, w różnym stopniu i każdy wedle stanu swego, mają ode Mnie władzę rozdawania łaski Ducha Świętego. Jak rozdają ją? Przez światło łaski, którego zaczerpnęli ze Światła prawdziwego.
Czy światło to jest samo? Nie: światło łaski nie może być samo ani nie może być podzielone; albo się ma je całe, albo nic. Kto jest w stanie grzechu śmiertelnego, jest pozbawiony światła łaski, a kto ma łaskę, doznaje oświecenia w oku swego intelektu dla poznania Mnie, który mu dałem łaskę i moc zachowującą tę łaskę. Przez światło to poznaje również nędzę grzechu i przyczynę grzechu, którą jest zmysłowa miłość własna. Nabiera więc nienawiści do tej samolubnej miłości i przez nienawiść tę otrzymuje ciepło miłości Boskiej w swym pożądaniu duchowym, gdyż wola idzie zawsze za poznaniem intelektu. Otrzymuje barwę tego chwalebnego światła, idąc za nauką mej słodkiej Prawdy, a nauka ta napełnia pamięć wspomnieniem dobrodziejstw tej krwi.
Jak widzisz, nie można otrzymać światła, nie otrzymując jednocześnie ciepła i barwy, gdyż one ściśle są zjednoczone i są jednym. Podobnież, jak ci to wyjaśniłem, dusza nie może posiadać jednej władzy, gotowej do przyjęcia Mnie, bez tego, aby jednocześnie wszystkie trzy nie były zjednoczone i zebrane w imię moje. Kiedy intelekt, rozjaśniony światłem wiary, wzniesie się ponad poznanie zmysłowe, aby oglądać Mnie, pociąga za sobą pożądanie duchowe, niosące miłość swą temu, co rozum widzi i ogląda, i cała pamięć napełnia się umiłowanym przedmiotem. Gdy władze są tak przygotowane, dusza [274] uczestniczy we Mnie, Słońcu, oświecam ją mocą moją, mądrością Jednorodzonego Syna mojego i łaskawością ognia Ducha Świętego. Wtedy słudzy moi przyoblekają się we właściwości słońca, władze ich napełniają się Mną, prawdziwym Słońcem i jak ci rzekłem, spełniają funkcje słońca. Słońce ogrzewa i oświeca, a ciepło jego użyźnia ziemię. To samo czynią drodzy kapłani moi. Wybrani i pomazani przeze Mnie, umieszczeni w mistycznym ciele świętego Kościoła, dla rozdawania Mnie, Słońca, czyli Ciała i Krwi Jednorodzonego Syna mojego, z innymi sakramentami, zawierającymi życie przez moc krwi, zarządzają nimi zewnętrznie i rozdają je duchowo. To jest rozlewają w mistycznym ciele świętego Kościoła światło, które jest w nich: światło wiedzy nadprzyrodzonej, zjednoczone z barwą życia cnotliwego i świętego, zgodnego z nauką mej Prawdy i promieniują ciepłem najpłomienniejszej miłości. Ciepło ich miłości użyźnia jałowe dusze; wiedza ich oświeca je swym światłem; przykład ich świętego i uporządkowanego życia rozprasza ciemności licznych grzechów śmiertelnych i wszelkiej niewiary. Doprowadzają do ładu życiowego tych, co w sposób nieuporządkowany żyli w ciemnościach grzechu i w oziębłości przez brak łaski. Widzisz więc, że są słońcami, gdyż nabrali właściwości słońca ode Mnie, prawdziwego Słońca, stawszy się jednym ze Mną, jak i Ja z nimi, o czym opowiedziałem ci na innym miejscu.
Każdy z nich, wedle urzędu, do którego go wybrałem, rozlewał światło w świętym Kościele. Piotr przez kazania, przez naukę, w końcu przez krew; Grzegorz przez wiedzę, przez Pismo Święte, przez zwierciadło swego życia; Sylwester przez walkę z niewiernymi, głównie przez rozprawy i dowody najświętszej wiary, które dał w słowach i w czynach, przez cnotę otrzymaną ode Mnie. Jeśli spojrzysz na Augustyna i chwalebnego Tomasza, na Hieronima i innych, zobaczysz, jakie potoki światła zlali na tę oblubienicę, tępiąc błędy. Byli jak świece na świeczniku, a tak prawdziwie, tak doskonale pokorni.
Głodni chwały mojej i zbawienia dusz, spożywali ten pokarm z rozkoszą u stołu najświętszego krzyża. A męczennicy! Krew ich wzbijała woń przed me oblicze. Przez woń swej krwi i cnót złączoną ze światłem ich wiedzy, pobudzali oblubienicę do wydawania owoców, krzewili wiarę i błądzący w ciemnościach spieszyli do światła, które z nich promieniowało. Prałaci postawieni na wysokich urzędach przez mego Chrystusa ziemskiego, składali Mi swym świętym i cnotliwym życiem ofiarę sprawiedliwości. Ta perła sprawiedliwości, ujęta w pokorę i najgorętszą miłość, dzięki światłu rozeznania lśniła w nich i w ich poddanych. W nich przede wszystkim; bo sprawiedliwie oddawali Mi to, co Mi się należy, składali Mi cześć i chwałę. Sobie zostawiali nienawiść i pogardę własnej zmysłowości. Brzydzili się występkiem i lgnęli do cnoty z całą miłością dla Mnie i bliźniego. Pokora ich deptała pychę. Jak aniołowie przystępowali do stołu ołtarza; z czystością serca i ciała, z szczerością ducha odprawiali ofiarę, płonąc ogniem miłości. Wymierzywszy wpierw sprawiedliwość sobie, wymierzali ją swoim poddanym; chcąc, aby żyli w sposób święty, napominali ich bez służalczej bojaźni, bo nie dbali o siebie samych, lecz myśleli tylko o chwale mojej i zbawieniu dusz. Byli dobrymi pasterzami, naśladując samego dobrego Pasterza, Prawdę moją, którego wam dałem, aby prowadził was, moje owieczki, i oddał za was swe życie (por. J 10, 11).
Szli w Jego ślady, karcili członki, nie pozwalając im gnić bez poprawy; napominali, nakładając na ranę grzechu maść dobrotliwości, lecz i wypełniając ją srogim ogniem nagany i pokuty, lżejszej lub cięższej, zależnie od wagi grzechu. Nie bali się karać i mówić prawdy, nawet pod grozą śmierci.
Byli prawdziwymi ogrodnikami. Z gorliwością i świętą bojaźnią wyrywali ciernie grzechów śmiertelnych, sadząc wonne zioła cnót. Toteż i poddani ich żyli w świętej i prawdziwej bojaźni i rośli jak wonne kwiaty w ogrodzie mistycznym świętego Kościoła, gdyż oni napominali ich bez służalczej bojaźni, której nie znali. Wolni od jadu grzechu, przestrzegali świętej sprawiedliwości, ganiąc mężnie i bez strachu. Ta perła, która w nich lśniła, zlewała pokój i światło w dusze mych stworzeń i utrzymywała je w świętej bojaźni i w zjednoczeniu serc. Chcę, abyś wiedziała, że jeśli tak wielka ciemność spadła na świat, jeśli istnieje takie rozdwojenie między kapłanami, świeckimi i zakonnikami, między klerem i pasterzami świętego Kościoła, jedyną tego przyczyną jest to, że zgasło światło sprawiedliwości i ciemność niesprawiedliwości zaległa ziemię.
Jakikolwiek urząd zajmuje się w prawie cywilnym czy w prawie Boskim, nie można się na nim utrzymać w stanie łaski bez świętej sprawiedliwości (por. Prz 16, 127). Kto nie jest karcony i nie karci, jest jak członek, który zaczyna gnić; gdy zły lekarz przykłada od razu tylko maść do rany, nie wypaliwszy jej przedtem, wtedy całe ciało zakaża się i gnije.
To samo dotyczy prałatów i innych dostojników, którzy widzą, że poddany ich zakażony jest zgnilizną grzechu śmiertelnego; jeśli poprzestaną na przyłożeniu maści pochlebstwa, nie uciekając się do nagany, chory członek nie ozdrowieje nigdy, lecz zakazi inne członki, zjednoczone z pierwszym w tym samym ciele, pod jednym pasterzem. Gdyby natomiast byli prawdziwymi i dobrymi lekarzami, jakimi byli ci chwalebni pasterze, użyliby maści dopiero po wypaleniu rany ogniem nagany. Gdyby zaś członek ten upierał się przy swym występku, odcięliby go od zgromadzenia, aby nie zakażał innych zarazą grzechu śmiertelnego. Oni jednak tak nie postępują: udają raczej, że nic nie widzą. Wiesz czemu? Bo korzeń miłości własnej żyje w nich i wydaje złą odrośl służalczej bojaźni. Boją się utracić stanowisko, dobra doczesne i wysokie urzędy, więc milczą. Czynią jak ślepcy, którzy nie wiedzą, jak utrzymać się na stanowisku. Gdyby wiedzieli, że zachowuje sieje tylko przez sprawiedliwość, przestrzegaliby jej. Lecz ponieważ są pozbawieni światła, nie rozumieją tego. Wydaje się im, że zachowają się przez niesprawiedliwość, nie karcąc błędów swych poddanych. Ale zwodzi ich własna namiętność zmysłowa, żądza władzy i przewodzenia. Nie karcą i dlatego, że czują w sobie te same błędy lub jeszcze większe. Świadomość własnych błędów odbiera im zapał i stanowczość. Spętani służalczą bojaźnią, udają, że nic nie widzą. A jeśli nie mogą nie widzieć, wstrzymują się od nagany, dając się ująć pochlebstwom i licznym darom, nawet sami wynajdują usprawiedliwienia, byle nie karać. Do nich odnoszą się słowa, które wyrzekła moja Prawda: Ślepi są i wodzowie ślepych; a ślepy jeśliby ślepego prowadził, obaj w dół wpadają (Mt 15, 14; Łk 6, 39). Nie tak czynili i czynią dziś jeszcze — jeśli z nich jaki pozostał — moi drodzy słudzy, o których ci rzekłem, że mieli przymioty i właściwości słońca. I zaprawdę są słońcami. Nie ma w nich ciemności grzechu, nie ma zaślepienia, gdy idą za nauką mej Prawdy. Nie są letni, gdyż płoną ogniem mej miłości. Gardzą wielkością, zaszczytami i rozkoszami świata. Kto nie pożąda władzy ani dostojeństw, ten nie boi się ich utracić i karci odważnie. Kto ma czyste sumienie, nie boi się niczego.
Toteż nic nie kaziło tej perły w pomazańcach moich, w Chrystusach moich. Przeciwnie, jaśniała pełnym blaskiem. Ślubowali dobrowolne ubóstwo, szukali poniżenia z głęboką pokorą, nie troszcząc się o szyderstwa, zniewagi, obmowy, obelgi, hańby, męki i udręczenia ze strony ludzi. Bluźniono im, a oni błogosławili i przyjmowali wszystko z prawdziwą cierpliwością, jak aniołowie ziemscy i więcej niż aniołowie, nie z natury, lecz przez powołanie, przez nadprzyrodzoną, daną im przeze Mnie łaskę rozdawania Ciała i Krwi Jednorodzonego Syna mojego.
I zaiste są aniołami. Anioł, którego postawiłem na waszej straży, udziela wam świętych i dobrych natchnień. Słudzy moi też byli aniołami. Dobroć moja powierzyła im straż nad wami. Nie spuszczali oka z dusz im powierzonych jak dobrzy stróże, i budzili w nich święte i dobre myśli; bez przerwy ofiarowywali Mi za nie, w swych ciągłych modlitwach słodkie pragnienia swej miłości; bez przerwy podtrzymywali je nauką słowa i przykładem swego życia. Widzisz więc, że są aniołami, postawionymi przez ogromną moją miłość ku waszej straży, latarniami w mistycznym ciele świętego Kościoła, pewnymi przewodnikami, zdolnymi prowadzić was, ślepych, drogą Prawdy, przez dobre natchnienia, przez swe modlitwy, przez przykład swego życia, przez naukę, jak ci już rzekłem.
Z jakąż pokorą rządzili poddanymi swymi i obcowali z nimi! Z jakąż nadzieją i żywą wiarą! Nie bali się, że im i poddanym ich zabraknie dóbr doczesnych, więc szczodrze rozdawali biednym bogactwa Kościoła. Surowo przestrzegali obowiązku dzielenia na trzy części doczesnego mienia: dla potrzeb własnych, dla ubogich i dla Kościoła. Nie odkładali nic i po śmierci nie zostawili żadnego majątku, niektórzy nawet obdłużali dla biednych Kościół. Tak szczodra była ich miłość, tak wielka ufność w Opatrzność Boską, że bojaźń służalcza nie miała do nich przystępu. Przeto nie bali się, że zabraknie im jakiejś rzeczy doczesnej czy duchowej. (...)
Opatrzność Boża do Katarzyny: Nie osądzajcie …