Handel dziećmi z in vitro na Cyprze. Zarodki w bagażu
Przechwycone na cypryjskim lotnisku embriony pochodzą najprawdopodobniej z kliniki oferującej usługi sztucznego zapłodnienia w Lewkozji (Nikozji) na północnym Cyprze. Sytuacja ta może być częścią dużo szerszego procederu – nielegalnego handlu dziećmi z in vitro.
Dzieci w probówkach. Znalezione w walizce
24-letni Izraelczyk przyłapany na lotnisku w Ercan miał w bagażu cztery probówki z żywymi zarodkami ludzkimi, czyli po prostu malutkimi dziećmi, przeznaczonymi do wszczepienia do kobiecej macicy. Mężczyzna został aresztowany pod zarzutem naruszenia przepisów dotyczących transplantacji ludzkich komórek, tkanek i organów. Zatrzymano też dyrektora placówki in vitro, z której pochodzą embriony, i zatrudnionego w niej lekarza. Ujawnione w toku śledztwa informacje wskazują na szerszą działalność związaną z nielegalnym handlem nienarodzonymi dziećmi: opisywana sytuacja nie była jednostkowa.
Cypr – szara strefa in vitro
Przemytnicy często biorą sobie za cel lotnisko w Ercan, ponieważ jest ono rodzajem szarej strefy. Znajduje się w nieuznawanej przez społeczność międzynarodową Tureckiej Republice Cypru Północnego. Brakuje tam rygorystycznych kontroli, nie mają też zastosowania przepisy Unii Europejskiej. Tym razem pracownicy cypryjskiego lotniska przyłapali Izraelczyka, który próbował wnieść na pokład samolotu cztery probówki z ludzkimi zarodkami. Nie jest jasne, na czyje zamówienie: wiadomo tylko, że dzieci miały trafić do Meksyku.
Jednocześnie Cypr jest znany z niższych cen sztucznego rozrodu i dostępności procedur niedozwolonych w innych krajach. Można tam m.in. zamówić pakiet in vitro z wyborem płci, co w krajach Unii Europejskiej jest – przynajmniej teoretycznie – zabronione. W ostatnim czasie zaobserwowano też wzrost liczny incydentów związanych z nielegalnym transportem zarodków poza granice kraju.
Dziecko na zamówienie
Tendencja do nielegalnego przewozu zarodków zaobserwowana na Cyprze po raz kolejny obrazuje, że w procedurze in vito dzieci nie są podmiotem, ale produktem, wytwarzanym na żądanie. Pracownikom klinik nie chodzi o dobro powstających na laboratoryjnym szkle dzieci. Ani też o dobro ich rodziców, zmagających się wcześniej nierzadko latami z niepłodnością. „Wytwórcy” tych dzieci starają się po prostu zarobić na sprzedaży maluszków jak największe pieniądze. Choćby wywożąc je nielegalnie za granicę. A przynajmniej te, które przeżyją! Bo jak wyjaśnialiśmy już nieraz, sztuczny rozród to nic innego, jak selekcja i masowa aborcja: mrożenie w ciekłym azocie, które jest częścią procedury in vitro, przeżywa 65-75% zarodków, a zaledwie 10-15% z nich udaje się donosić i urodzić. I to tylko jeden z argumentów przeciwko in vitro, które udowadniają, jak szkodliwa jest ta procedura!
Tekst: Anna Nowak