Edward7

Abp Viganò odpowiada ojcu De Souza - "dzierżawca i niszczyciel papiestwa"

...sam ojciec Weinandy nie jest w stanie pogodzić roli Wikariusza Chrystusa z Jorge Mario Bergoglio, który jest jednocześnie dzierżawcą i niszczycielem papiestwa...

Kilka dni temu, wkrótce po innym podobnym artykule opublikowanym przez księdza Thomasa Weinandy ( tutaj ), ks. Raymond J. De Souza napisał komentarz zatytułowany Czy odmowa Vaticanum II promowana przez arcybiskupa Viganò promuje schizmę? ( tutaj ). Natychmiast wyraża się myśl pisarza: „W swoim najnowszym 'świadectwie' były nuncjusz zajmuje stanowisko sprzeczne z wiarą katolicką na podstawie autorytetu soborów ekumenicznych”.

(tłumaczenie automatyczne )


Rozumiem, że pod wieloma względami moje interwencje mogą spowodować znaczną irytację zwolenników Vaticanum II i że kwestionowanie ich idola jest wystarczającym powodem, aby zasłużyć na najostrzejsze sankcje kanoniczne, po tym, jak krzyczeli o schizmę. Ich irytacja łączy się z pewną niechęcią, gdy widzę, że - pomimo mojego wyboru, by nie pojawiać się publicznie - moje wystąpienia wzbudzają zainteresowanie i podsycają zdrową debatę na temat Soboru, a bardziej ogólnie nad kryzysem hierarchii kościelnej. Nie twierdzę, że zainicjowałem ten spór: przede mną inni wybitni prałaci i wybitni intelektualiści zwracali uwagę na krytyczne kwestie, które wymagają rozwiązania; inni wykazali związek przyczynowy między Vaticanum II a obecną apostazją. Wobec tych licznych i uzasadnionych zarzutów nikt nigdy nie zaproponował ważnych odpowiedzi ani wspólnych rozwiązań: wręcz przeciwnie, w obronie soborowego totemu, delegitymizacji rozmówcy, jego ostracyzowania, ogólnego oskarżenia o chęć zaatakowania jedności Kościół. I to ostatnie oskarżenie jest tym bardziej groteskowe, im wyraźniejszy jest kanoniczny zez oskarżycieli, którzy wyzwalają malleus haereticorum z tymi, którzy bronią katolickiej ortodoksji, podczas gdy głęboki szacunek wobec duchownych, religijnych i teologów, którzy codziennie atakują integralność depositum fidei . Bolesne wydarzenia tak wielu prałatów, w tym ks. Marcel Lefebvre, potwierdź, że nawet przy braku konkretnych oskarżeń są tacy, którym udaje się wykorzystać normę kanoniczną jako narzędzie prześladowania dobra, a jednocześnie uważać, aby jej nie używać wobec prawdziwych schizmatyków i heretyków.

Jak możemy w tym względzie zapomnieć o tych teologach, którzy zostali zawieszeni w nauczaniu, usunięci z seminariów lub uderzeni przez cenzury Świętego Oficjum, i którzy właśnie ze względu na swoje „zasługi” zasłużyli na powołanie na sobór jako doradcy i eksperci? Włączeni są także ci buntownicy teologii wyzwolenia, których ostrzegał za pontyfikatu Jan Paweł II i zrehabilitowni przez Bergoglio; nie wspominając o "bohaterach" Synodu Amazońskiego i biskupach Ścieżki Synodalnej, propagatorach heretyckiego i schizmatyckiego niemieckiego kościoła narodowego; nie pomijając biskupów chińskiej sekty patriotycznej, w pełni uznanej i promowanej przez porozumienie między Watykanem a komunistyczną dyktaturą Pekinu.

Ojciec de Souza i ojciec Weinandy, nie wchodząc w zasadność przedstawionych przeze mnie argumentów, które obaj z pogardą określają jako wewnętrznie schizmatyckie , powinni mieć odpowiednią rację, aby przeczytać moje wystąpienia przed ocenzurowaniem moich myśli. Znaleźliby w nich wzmiankę o bolesnej pracy, która doprowadziła mnie do zrozumienia dopiero w ostatnich latach, że dałem się zwieść tym, którzy będąc u władzy, nigdy nie sądziłem, że mogą zdradzić tych, którzy im zaufali. Nie sądzę, żebym był jedynym, który zrozumiał to oszustwo i je potępił: świeccy, duchowni i prałaci znaleźli się w bolesnej sytuacji konieczności rozpoznania oszusta wyklutego z przebiegłością, oszustwa polegającego, moim zdaniem, na uciekaniu się do Sobór, aby nadać pozorną władzę instancjom nowicjuszy i uzyskać posłuszeństwo duchowieństwa i ludu Bożego, a tego posłuszeństwa żądali pasterze, bez żadnego odstępstwa, aby zburzyć Kościół Chrystusowy od wewnątrz.

Kilkakrotnie pisałem i oświadczyłem, że właśnie z powodu tego fałszerstwa wierni, szanując autorytet Hierarchii, nie odważyli się masowo sprzeciwić się narzucaniu heterodoksyjnych doktryn i protestanckich rytuałów. Między innymi rewolucja ta nie dokonała się od razu, ale zgodnie z procesem etapowym, w którym innowacje wprowadzane ad eksperymentum stały się uniwersalną normą, z coraz ciaśniejszymi obrotami śruby. I podobnie wielokrotnie powtarzałem, że gdyby błędy i dwuznaczne punkty Soboru Watykańskiego II zostały sformułowane przez grupę biskupów niemieckich lub holenderskich, bez maskowania ich autorytetem soboru powszechnego, prawdopodobnie zasłużyłyby na potępienie Świętego Oficjum i ich pisma znalazłyby się w Indeksie: być może właśnie z tego powodu ci, którzy zaburzyli plany przygotowawcze Soboru, zadbali za panowania Pawła VI o osłabienie Najwyższej Kongregacji i zniesienie Index libroum prohibitorum , w którym w innych czasach znaleźliby własne pisma.

De Souza i Weinandy wyraźnie wierzą, że nie można zmienić opinii i że lepiej jest pozostać w błędzie niż cofać się. Jednak ta postawa jest bardzo dziwna: rzesze kardynałów i biskupów, księży i duchownych, mnichów i zakonnic, teologów i moralistów, katolików świeckich i intelektualistów czuły się zmuszone, w imię posłuszeństwa Hierarchii, do wyrzeczenia się Mszy. Trydentina ma zostać zastąpiona obrzędem skopiowanym z Księgi Modlitw Cranmera; wyrzucić skarby doktryny, moralności, duchowości i nieocenionego dziedzictwa artystycznego i kulturowego, przesłaniając dwa tysiące lat Urzędu Nauczycielskiego w imieniu Soboru, który ponadto chciał być duszpasterski, a nie dogmatyczny. Powiedziano im, że soborowy kościół w końcu otworzył się na świat, pozbawiony nienawistnego triumfalizmu po trydencku, średniowiecznych dogmatycznych inkrustacji , liturgicznych pułapek , seksuofobicznej moralności św. Alfonsa, pojęcia Katechizmu św. Piusa X, klerykalizmu. Kurii Pacellian. Poproszono nas o wyrzeczenie się wszystkiego w imię Soboru Watykańskiego II: po ponad pół wieku widzimy, że nic nie zostało uratowane z tego, co pozornie nadal pozostało w mocy!

Jeśli jednak odrzucenie przedsoborowego Kościoła katolickiego poprzez przyjęcie soborowej odnowy zostało okrzyknięte gestem wielkiej dojrzałości, proroczym znakiem , sposobem na nadążanie za czasami i ostatecznie rzeczą nieuniknioną i niepodważalną, dziś odrzucenie nieudanego eksperymentu. która doprowadziła do upadku Kościoła, jest uważana za oznakę niespójności lub niesubordynacji, zgodnie z przysłowiem Novatori „ Nie ma powrotu ”. W tamtych czasach rewolucja była zdrowa i konieczna, dziś odbudowa jest szkodliwa i zwiastunem podziałów. Zanim było to możliwe i musiało zaprzeczyć chwalebnej przeszłości Kościoła w imię Aktualizacji , dziś uważa się za schizmatykę kwestionowanie kilkudziesięciu lat odchyleń. A jeszcze bardziej groteskowe jest to, że obrońcy Soboru są tak elastyczni wobec tych, którzy zaprzeczają przedsoborowemu Magisterium i piętnują jezuicką i niesławną kwalifikacją tych, którzy z powodu zgodności z tym samym Magisterium nie mogą zaakceptować ekumenizmu i dialog międzyreligijny (który zaowocował Asyżu i Abu Zabi), nowa eklezjologia i reforma liturgiczna, zrodzona z Soboru Watykańskiego II.

Wszystko to oczywiście nie ma podstaw filozoficznych czy nawet teologicznych: nad wszystkim panuje dogmat Soboru Watykańskiego II, wszystko anuluje, wszystko anuluje, ale nie przyznaje się, że spotka go ten sam los. I właśnie to potwierdza, że Sobór Watykański II, mimo że był prawomocnym Soborem Ekumenicznym - jak już gdzie indziej stwierdziłem - nie jest podobny do innych, ponieważ gdyby tak było, Sobory i Magisterium, które go poprzedzały, należało uznać za równie wiążące. (nie tylko słowami), uniemożliwiając sformułowanie błędów zawartych lub domniemanych w tekstach Soboru Watykańskiego II. Civitas sama w sobie podzieliła ...

De Souza i Weinandy nie chcą przyznać, że fortel przyjęty przez nowatorów był bardzo przebiegły: aby rewolucja została zatwierdzona, z widocznym szacunkiem dla reguł, tym, którzy myśleli, że był to sobór katolicki, taki jak Sobór Watykański I; potwierdzić, że był to tylko sobór duszpasterski, a nie dogmatyczny; niech ojcowie soborowi wierzą, że jakoś rozstrzygnięte zostaną punkty krytyczne, nieporozumienia zostaną wyjaśnione, niektóre reformy w bardziej umiarkowanym sensie zostaną ponownie rozważone ... I podczas gdy wrogowie zorganizowali wszystko, w najdrobniejszych szczegółach, co najmniej dwadzieścia lat przed Soboru, byli tacy, którzy naiwnie wierzyli, że Bóg zapobiegnie zamachowi modernistów, jakby Duch Święty mógł działać wbrew wywrotowej woli nowatorów. Pomysłowość, do której ja sam popadłem wraz z większością moich współbraci i prałatów, ukształtowana i wychowana w przekonaniu, że bezwarunkowe posłuszeństwo należy się pasterzom - a przede wszystkim Papieżowi. W ten sposób dobro, z powodu wypaczonej koncepcji absolutnego posłuszeństwa, bezwarunkowego posłuszeństwa pasterzom, było nakłaniane do nieposłuszeństwa Chrystusowi właśnie przez tych, którzy mieli bardzo jasne cele, jakie sobie wyznaczył. Również w tym przypadku jest oczywiste, że zgoda na soborowe Magisterium nie przeszkodziła, a wręcz wymagała logicznej i nieuniknionej konsekwencji sprzeciwu wobec odwiecznego Magisterium Kościoła.

Po ponad pięćdziesięciu latach nadal nie chcemy zwracać uwagi na niezaprzeczalny fakt, a mianowicie, że chcieliśmy zastosować metodę wywrotową przyjętą dotychczas w sferze politycznej i cywilnej, stosując ją sine glossa do sfery religijnej i kościelnej. Ta metoda, typowa dla tych, którzy mają co najmniej materialistyczną wizję świata, zastała Ojców Soboru nieprzygotowanych, którzy prawdziwie wierzyli w działanie Parakleta, podczas gdy wrogowie potrafili zniekształcić głosy w komisjach, osłabić opozycję, uzyskać odstępstwa. ustalonym procedurom przedstaw normę jako pozornie nieszkodliwą, a następnie wyciągnij z niej destrukcyjny i przeciwny efekt. A fakt, że sobór ten odbywał się w Bazylice Watykańskiej, z Ojcami w mitrze i kapie lub w strojach chóralnych, a Janem XXIII w tiarze i płaszczu, był doskonale zgodny z aranżacją scenografii specjalnie zaprojektowanej, aby oszukać uczestników i rzeczywiście. Zapewnij ich, że w końcu Duch Święty naprawiłby nawet bałagan związany z utrzymaniem się w życiu lub błędy w wolności religijnej.

W związku z tym chciałbym zacytować artykuł, który ukazał się w tych dniach w Settimo Cielo, zatytułowany: Historycyzacja Soboru Watykańskiego II. W ten sposób świat tamtych lat wpłynął na Kościół ( tutaj ). Sandro Magister przekazuje nam wiadomość o badaniu prof. Roberto Pertici o Radzie, którą polecam przeczytać w całości, ale którą można podsumować w tych dwóch cytatach:
„Spór, który rozpala Kościół co do tego, jak sądzić Vaticanum II, nie może mieć wyłącznie charakteru teologicznego. Przede wszystkim trzeba bowiem przeanalizować historyczny kontekst tego wydarzenia, tym bardziej, że sobór programowo zadeklarował chęć „otwarcia się na świat” ».
„Wiem dobrze, że Kościół - jak powtórzył Paweł VI w„ Ecclesiam suam ”- jest na świecie, ale nie ze świata: ma wartości, zachowania, procedury, które są dla niego specyficzne i których nie można oceniać i określać za pomocą kryteriów całkowicie historycznych. politycy światowi. Z drugiej strony - trzeba dodać - nie jest to nawet osobna bryła. W latach sześćdziesiątych - a dokumenty soborowe są pełne odniesień w tym sensie - świat szedł w kierunku tego, co teraz nazywamy „globalizacją”, był już pod silnym wpływem nowych środków masowego przekazu, niepublikowane idee i postawy rozprzestrzeniały się bardzo szybko, pojawiając się formy mimikry pokoleniowej. Jest nie do pomyślenia, aby wydarzenie o zasięgu i aktualności Soboru miało miejsce w ogrodzeniu Bazyliki św. Piotra bez konfrontacji z tym, co się działo ».
Moim zdaniem jest to ciekawa interpretacja Soboru Watykańskiego II, która potwierdza wpływ myśli „demokratycznej” na Sobór. Wielkim alibi Soboru było przedstawienie wprowadzenia zmian skądinąd niedopuszczalnych jako decyzji kolegialnej i prawie plebiscytowej. W rzeczywistości to nie specyficzna treść Aktów ani ich przyszłe znaczenie w świetle ducha Soboru wyjaśniły heterodoksyjne doktryny krążące już w kościelnych kręgach Europy północnej, ale charyzmat demokracji , ukształtowany niemal nieświadomie przez cały światowy biskupstwo, w imieniu ideologicznego podporządkowania, które przez pewien czas postrzegało wielu przedstawicieli Hierarchii niemal podporządkowanych mentalności stulecia. Idol parlamentaryzmu, który wyrósł z rewolucji francuskiej - który okazał się tak skuteczny w podważaniu całego porządku społecznego - musiał stanowić dla niektórych prałatów nieunikniony etap modernizacji Kościoła, który został zaakceptowany w zamian za pewnego rodzaju tolerancję ze strony współczesnego świata dla co wciąż było stare i démodé proponował. I to był bardzo poważny błąd! To poczucie niższości Hierarchii, to poczucie zacofania i nieadekwatności do wymagań postępu i ideologii zdradza bardzo ułomną wizję nadprzyrodzoną i jeszcze bardziej ułomne korzystanie z cnót teologicznych: to Kościół musi przyciągać świat do siebie, nawracając go, Nie odwrotnie! Świat musi nawrócić się do Chrystusa i Ewangelii, bez konieczności przedstawiania naszego Pana jako rewolucyjnego à la Che Guevara, a Kościoła jako organizacji filantropijnej, która bardziej interesuje się ekologią niż wiecznym zbawieniem dusz.

De Souza zapewnia, wbrew temu, co napisałem, że nazwałbym Vaticanum II „ radą diabła ”. Chciałbym wiedzieć, gdzie znalazł te moje słowa. Zakładam, że wyrażenie to wynika z błędnego i aroganckiego tłumaczenia terminu „ conciliabolo ”, zgodnie z jego łacińską etymologią, co nie odpowiada obecnemu znaczeniu w języku włoskim.
Z tego błędnego tłumaczenia wyciąga wniosek, że mam „ stanowisko sprzeczne z wiarą katolicką na podstawie autorytetu soborów ekumenicznych ”. Gdyby zadał sobie trud przeczytania moich wypowiedzi na ten temat, zrozumiałby, że właśnie dlatego, że mam ogromny szacunek dla autorytetu Soborów Ekumenicznych i całego Magisterium w ogóle, że nie jestem w stanie pogodzić bardzo jasnego i ortodoksyjnego nauczania wszystkich. sobory aż do Soboru Watykańskiego I z dwuznacznymi, a czasem nawet heterodoksyjnymi soborami. Ale nie sądzę, że jestem jedyny. A sam ojciec Weinandy nie jest w stanie pogodzić roli Wikariusza Chrystusa z Jorge Mario Bergoglio, który jest jednocześnie dzierżawcą i niszczycielem papiestwa. Ale De Souza i Weinandy, wbrew wszelkiej logice, można krytykować Wikariusza Chrystusa, ale nie Sobór, w istocie: ten Sobór i tylko to. Faktycznie, nigdy nie spotkałem się z taką troską przy powtarzaniu Kanonów Soboru Watykańskiego I, kiedy niektórzy teologowie mówią o „ zmianie rozmiaru papiestwa ” lub „ ścieżce synodalnej ”; ani nigdy nie znalazłem tylu obrońców autorytetu Trydenckiego, gdy odmawia się istoty katolickiego kapłaństwa.
De Souza sądzi, że w moim liście do ojca Weinandy szukałem w nim sojusznika: nawet gdyby tak było, nie sądzę, żeby było coś złego, o ile sojusz ten ma na celu obronę Prawdy w więzi Miłosierdzia. . Ale w rzeczywistości moim zamiarem było to, co deklarowałem od początku, to jest umożliwienie porównania, dzięki któremu osiągniemy lepsze zrozumienie obecnego kryzysu i jego przyczyn, tak aby Władza Kościoła mogła w tym czasie wymawiać. Nigdy nie pozwoliłem sobie na narzucenie ostatecznego rozwiązania ani na rozstrzygnięcie kwestii, które wykraczają poza moją rolę arcybiskupa i które są zamiast bezpośrednich kompetencji Stolicy Apostolskiej. Dlatego to, co twierdzi o. De Souza, nie jest prawdą, a tym bardziej to, co Ojciec Weinandy niezrozumiale mi przypisuje, a mianowicie, że znajduję się w „ niewybaczalnym grzechu przeciwko Duchowi Świętemu ”. Być może mógłbym wierzyć ich dobrej wierze, gdyby obaj zastosowali tę samą surowość osądu do swoich wspólnych przeciwników i do siebie samych, co niestety nie wydaje mi się mieć miejsca.
Ojciec De Souza pyta: « Schizma. Herezja. Diabelska robota. Niewybaczalny grzech. Dlaczego te słowa są teraz skierowane do arcybiskupa Viganò przez szanowane i uważne głosy? Myślę, że odpowiedź jest teraz oczywista: tabu zostało złamane i rozpoczęła się na szeroką skalę dyskusja o Vaticanum II, która do tej pory ograniczała się do bardzo ograniczonych obszarów ciała kościelnego. A tym, co najbardziej niepokoi zwolenników soboru, jest obserwacja, że w tym sporze nie chodzi o to, czy sobór jest podatny na krytykę, ale o to, co zrobić, by naprawić błędy i dwuznaczne w nim fragmenty. I jest to ustalony fakt, nad którym nie można teraz podjąć żadnej pracy nad delegitymizacją: Magister pisze również o Settimo Cielo , odnosząc się do „ sporu, który rozpala Kościół, o tym, jak sądzić Vaticanum II ” i „ kontrowersji, które okresowo powracają w różnych mediach „katolickich” wokół znaczenia Soboru Watykańskiego II i związku, który istniałby między tym Soborem a obecną sytuacją Kościoła ”. Przekonanie ludzi, że sobór jest wolny od krytyki, jest fałszowaniem rzeczywistości, niezależnie od intencji tych, którzy krytykują jego równość lub heterodoksję.

Ojciec DeSouza twierdzi również, że prof. John Paul Meenan na LifeSiteNews ( tutaj ) wykazałbysłabości argumentacji arcybiskupa Viganò i jego błędy teologiczne ”. Zostawiam to prof. Oznacza to ciężar odrzucenia moich interwencji na podstawie tego, co potwierdzam, a nie tego, czego nie mówię, ale tego, co celowo chce przeinaczać. Tutaj także, ile pobłażliwości dla aktów soborowych i nieubłaganej surowości dla tych, którzy podkreślają wady, aż do insynuowania podejrzenia o donatyzm.
Jeśli chodzi o słynną hermeneutykę ciągłości , wydaje mi się, że jest i pozostaje próbą - być może inspirowaną nieco kantowską wizją wydarzeń w Kościele - pogodzenia przedsoboru i posoboru, jak nigdy wcześniej nie było konieczne. Hermeneutyka ciągłości jest oczywiście ważna i należy ją stosować w dyskursie katolickim: w języku teologicznym nazywa się ją analogia fidei i jest jednym z kamieni węgielnych, do których musi się stosować student nauk świętych. Ale zastosowanie tego kryterium do hapaksa, który właśnie na podstawie swojej dwuznaczności zdołał powiedzieć lub zasugerować to, co powinien był otwarcie potępić, nie ma sensu, ponieważ zakłada jako postulat, że istnieje rzeczywista spójność między Magisterium Kościoła a „Magisterium”. w przeciwieństwie do tego, czego dziś nauczają Papieskie Akademie i Uniwersytety, przewodniczący Episkopatu i Seminarium oraz głoszeni z ambon. Ale chociaż jest ontologicznie konieczne, aby cała Prawda była ze sobą spójna, nie można jednocześnie zawieść zasady niesprzeczności, zgodnie z którą dwa wzajemnie wykluczające się twierdzenia nie mogą być jednocześnie prawdziwe. Tak więc nie może być „hermeneutyki ciągłości” we wspieraniu potrzeby Kościoła katolickiego w zakresie wiecznego zbawienia, a jednocześnie, jak stwierdza deklaracja z Abu Zabi [patrz tutaj ], co jest kontynuacją nauczania soborowego. Dlatego nie jest prawdą, że odrzucam hermeneutykę samą w sobie, ale tylko wtedy, gdy nie można jej zastosować do wyraźnie heterogenicznego kontekstu. Ale jeśli ta moja obserwacja okaże się bezpodstawna i jeśli będziemy chcieli wykazać niedociągnięcia, sam z radością je odrzucę.

Na końcu artykułu o. De Souza prowokacyjnie pyta: « Kapłan, kurialista, dyplomata, nuncjusz, administrator, reformator, informator. Czy jest możliwe, że w końcu do tej listy należałoby dodać heretyka i schizmatyka? »Nie zamierzam odpowiadać na obraźliwe i poważnie obraźliwe wypowiedzi księdza Raymonda KM, z pewnością nie pasujące do Rycerza… Ograniczam się do pytania: ilu postępowych kardynałów i biskupów byłoby zbędne zadawanie tego samego pytania, wiedząc już, że odpowiedź jest niestety pozytywna? Być może przed założeniem schizm i herezji tam, gdzie ich nie ma, stosownym i bardziej pożytecznym byłoby zwalczanie błędu i podziałów, w których zagnieździły się one i rozprzestrzeniły przez dziesięciolecia.

Sancte Pie X, teraz pro nobis!
3 września 2020 r Święty Pius X, Papież i Wyznawca
chiesaepostconcilio.blogspot.com/…/vaticano-ii-lar…
1198
Edward7

Abp Vigano, kontrowersyjny wywiad, dlaczego się ukrywa
Abp Vigano ostatnio udzielił wywiadu - kilka "kontrowersyjnych" fragmentów. dzienniknarodowy.pl Jak wiadomo Abp Vigano ukrywa się, gdyż jak piszą - obawia się mściwości środowiska homoseksualnego, czy jednak te "środowisko" jak napisano "mściwe" najbardziej go nie lubi, czy inne , któremu najbardziej "podpadł" wskazując jego hipokryzje i wspieranie homoseksualizmu w kościele. Fragment z www.pch24.pl/abp-vigano--nie…