BARDZO ROZSĄDNA I MOŻLIWA DO UTRZYMANIA TEZA O NIEWAŻNOŚCI REZYGNACJI BENEDYKTA XVI: PRAWNE OBALENIE NIEKTÓRYCH BŁĘDÓW ROBERTA SISCOE
Antonio José Sánchez Sáez(Benedykt) "był tak odważny, że otworzył drzwi do nowego etapu, do tego historycznego punktu zwrotnego, którego nikt nie mógł sobie wyobrazić pięć lat temu. Od tego czasu przeżywamy epokę historyczną, która nie ma precedensu w dwutysiącletniej historii Kościoła... Wielu jeszcze dziś postrzega tę nową sytuację jako swoisty stan wyjątkowy z woli Nieba... Dlatego od 11 lutego 2013 r. posługa papieska nie jest już taka, jak wcześniej. Jest i pozostaje fundamentem Kościoła katolickiego; a jednak jest to fundament, który Benedykt XVI w swoim wyjątkowym pontyfikacie (Ausnahmepontifikat) głęboko i trwale przekształcił."
Monsignor Georg Gänswein, w przemówieniu wygłoszonym 21 maja 2016 r. podczas watykańskiej prezentacji książki "Beyond the Crisis of the Church: The Pontificate of Benedict XVI" Roberto Regoli.
Chciałbym obalić serię twierdzeń pana Roberta Siscoe, amerykańskiego autora katolickiego opublikowanych na portalu Onepeter5, w sobotę 7 stycznia na swoim Blogu "Stilu Curiae", w artykule zatytułowanym "Munus, ministerium e amenità varie. Breve confutazione di alcune teorie insostenibili".
Na początek chciałbym osadzić te moje refleksje w absolutnie wyjątkowej sytuacji, jaką jest pozorna rezygnacja papieża Benedykta. Przypominamy, że sam arcybiskup Gänswein powiedział w 2016 roku, że od czasu "rezygnacji" Benedykta XVI żyjemy w epoce historycznej, która nie miała miejsca w całej historii Kościoła, i że od tego czasu znajdujemy się w "stanie wyjątku", wyrażeniu, które bezpośrednio nawiązuje do wielkiego niemieckiego konstytucjonalisty Carla Schmitta, czyli w sytuacji, o której wszyscy juryści wiedzą, że zdarza się wraz z wystąpieniem wyjątkowo poważnych przyczyn (zewnętrznych - takich jak wojny - ale także wewnętrznych - takich jak rewolucja wewnętrzna, wojna domowa czy zamach stanu).
Przejdźmy do rzeczy... W swoim artykule pan Siscoe stara się obalić to, co nazywa "niemożliwą do utrzymania teorią" tych z nas, którzy uważają, że rezygnacja papieża Benedykta XVI była nieważna i że w związku z tym pozostał on panującym papieżem Kościoła katolickiego aż do swojej śmierci.
Uzasadnienie przedstawione przez pana Siscoe jest obarczone poważnym błędem prawnym i chciałbym się do niego odnieść, dziękując panu Marco Tosatti za umożliwienie mi wypowiedzenia się na jego blogu.
BŁĄD PIERWSZY: PAN SISCOE UWAŻA, ŻE WYRZECZENIE SIĘ MINISTERIUM PRZEZ BXVI POCIĄGA ZA SOBĄ RÓWNIEŻ WYRZECZENIE SIĘ MUNUS, PODCZAS GDY SKUTEK JEST ZUPEŁNIE ODWROTNY.
Pan Siscoe zaczyna od błędnej przesłanki: przypisuje nam tezę, że uważamy, iż Benedykt XVI ważnie zrzekł się posługi biskupa Rzymu, ale zachował urząd lub "munus".
Jest to błędne. Z czysto prawnego punktu widzenia nie można twierdzić, że można ważnie zrzec się tylko posługi Piotrowej, zachowując munus, ponieważ te dwa elementy są nierozłączne, jak słusznie stwierdza autor OnePeter5.
Ale wniosek, jaki z tego wyprowadza p. Siscoe, jest wprost przeciwny do tego, jaki powinien być wyciągnięty w świetle prawa: uważa on, że zrzeczenie się przez BXVI posługi pociąga za sobą również zrzeczenie się munus. Nie. W prawie efekt jest dokładnie odwrotny: ponieważ nie można oddzielić jednej rzeczy od drugiej, zrzeczenie się takie jak to, które Benedykt XVI złożył tylko z posługi (a nie z munus lub urzędu, jak wymaga tego kanon 332.2 CIC) jest nieważne i dlatego należy rozumieć, że nie zrzekł się również munus. A to dlatego, że munus i ministerium to różne rzeczy w sensie techniczno-kanoniczno-prawnym, co postaram się wyjaśnić poniżej.
BŁĄD DRUGI: PAN SISCOE UWAŻA, ŻE BENEDYKT XVI, WYRZEKAJĄC SIĘ "CZYNNEGO WYKONYWANIA POSŁUGI", POZBAWIŁ SIĘ JURYSDYKCJI I TYM SAMYM FORMALNIE PRZESTAŁ BYĆ PAPIEŻEM.
Z pewnością papiestwo jest władzą jurysdykcyjną, bo jest władzą jurydyczną, a nie władzą porządkową czy sakramentalną. Ale jurysdykcja nie jest przypisana przez posługę lub aktywne sprawowanie urzędu, ale przez jego wybór na papieża i przyjęcie urzędu Piotrowego. Tak więc np. prawnik może być prawnikiem praktykującym lub niepraktykującym, ale nadal jest prawnikiem. Albo, idąc za przykładem podanym przez samego Benedykta w książce sygnowanej przez jego biografa Petera Seewalda "Ostatnie rozmowy", którą kierujemy w tym artykule, opisać swoją sytuację prawną po "rezygnacji": osoba, która jest ojcem, ale nie sprawuje ojcostwa, porzucając swoje konkretne obowiązki, pozostaje ojcem.
Jak widać, u podstaw tych przykładów leży koncepcja urzędu-munus-charge jako statusu ontologicznego, niezależnie od tego, czy jest on faktycznie wykonywany, czy nie.
Podobnie jest z urzędami kościelnymi. Munus" (urząd) to nie to samo co "ministerium" (sprawowanie tego urzędu). Tak więc wielu papieży w historii, z powodu wieku lub niezdolności, nie było w stanie wykonywać różnych posług właściwych papiestwu, ale pozostawali papieżami, ponieważ mieli władzę jurysdykcji (munus, urząd).
DLACZEGO TERMINY MINISTERIUM I MUNUS SĄ RÓŻNE Z TECHNICZNO-PRAWNEGO PUNKTU WIDZENIA?
Tradycyjnie terminy "ministerium" i "munus" były synonimami. I tak KKK z 1917 r. mówi o różnych posługach kościelnych czy boskich: subdiakonach, diakonach, kapłanach, biskupach. Albo, ostatnio, Konstytucja Universi Dominici Gregis, która mówi o posłudze Piotrowej lub posłudze pontyfikalnej.
Wyrażenie "posługa" zostało więc użyte jako synonim "służby", czyli czegoś, co jest właściwe "szafarzom" łaski, czyli biskupowi, kapłanowi i diakonowi, ponieważ oni udzielają sakramentów.
Wyrażenie "urząd" z punktu widzenia prawno-kanonicznego miało jednak niewielkie korzenie historyczne, o czym świadczy fakt, że CIC z 1917 roku prawie w ogóle go nie używa.
W ostatnich dziesięcioleciach jednak w prawie kanonicznym stopniowo ustalało się bardziej precyzyjne jurydyczne rozróżnienie między "ministerium" i "munus", począwszy od Dekretu Pawła VI Presbyterorum Ordinis o posłudze i życiu kapłanów (1965), a ostatecznie skrystalizowało się w CIC z 1983 r., podstawowej i fundamentalnej normie prawa kanonicznego.
Od tego czasu można więc mówić o innym znaczeniu prawnym obu wyrażeń, choć mogą one pozostać synonimami także z mistycznego, a nie techniczno-prawnego punktu widzenia.
Mogą więc być używane jako synonimy w sensie abstrakcyjnym, figuratywnym lub alegorycznym, jako właściwy wyraz lub przejaw (bycia papieżem, biskupem, kapłanem lub diakonem) wykonywania władzy wyjątkowego urzędu Chrystusa jako Głowy i Pasterza. Zob. ten sens terminu w numerze 6 dekretu Presbyterorum Ordinis:
"Prezbiterzy, sprawując zgodnie ze swoim udziałem we władzy urząd Chrystusa Głowy i Pasterza, gromadzą w imieniu biskupa rodzinę Bożą jako jednomyślną wspólnotę braterską i prowadzą ją do Boga Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym (za wyrażeniem Konstytucji dogmatycznej CVII "De Ecclesia", podkreślenia są nasze). Ale do wykonywania tej posługi, podobnie jak do innych funkcji prezbitera, udzielana jest władza duchowa, która z pewnością jest dana dla zbudowania".
To znaczy, że przez "posługę" rozumie się tu cały udział poszczególnych stopni sakramentu święceń (diakonów, kapłanów, biskupów) w jednym urzędzie Chrystusa jako Głowy mistycznego ciała, jakim jest Kościół, dla którego muszą być oni obdarzeni "władzą duchową", którą jest munus (w przypadku diakonów, kapłanów i biskupów) oraz "władzą jurysdykcji", którą jest munus w przypadku papieża. W tym sensie można więc mówić o "posłudze" diakonów, "posłudze" kapłanów, "posłudze" biskupów i wreszcie "posłudze" papieża, ale - niech to będzie rozumiane - o tyle, o ile każdy z nich sprawuje w różny sposób, stosownie do swojej pozycji, jeden urząd, którym jest urząd Chrystusa, w którym uczestniczą w różnym stopniu i do którego wymagane jest otrzymanie munus.
Aluzja w tytule rozdziału VII Konstytucji Universi Dominici Gregis do "posługi" nowego pontyfikatu może być rozumiana w tym znaczeniu tego wyrażenia, ponieważ tekst nie używa go później w sensie techniczno-prawnym. Co więcej, Konstytucja Universi Domini Gregis, aby dać do zrozumienia, że nie używa terminu "ministerium" w sensie technicznym, mówi o "munus petrino" w numerze 53, czyli o terminie, którego rzeczywiście używa tutaj w sensie techniczno-kanoniczno-prawnym, gdy w odniesieniu do przysięgi, którą musi złożyć kardynał dziekan, czyli pierwszy kardynał w kolejności i starszeństwie, w imieniu wszystkich kardynałów elektorów wyraża, że "kto z nas zostanie wybrany na papieża rzymskiego zrządzeniem Bożym, podejmie się wiernego wypełniania munus petrinum Pasterza Kościoła powszechnego".
Ale poza tym mistycznym znaczeniem, powtarzamy, Prawo Kanoniczne rozróżniło bardziej precyzyjnie i technicznie między posługą a urzędem.
Tak więc "urząd" jest kanonicznym tłumaczeniem w języku wulgarnym słowa "munus". Urzędem kościelnym jest każdy urząd stabilnie ukonstytuowany, który ma być sprawowany w celu duchowym (kanon 145 CIC).
Według Słownika Prawa Kanonicznego (lexicon-canonicum.org/…-la-organizacion-eclesiastica/oficio-eclesiastico/), urząd jest więc instrumentem instytucjonalnym, który nadaje stabilność określonemu zestawowi uprawnień i atrybutów, które konfigurują go jako trwałą rzeczywistość prawną, różną od osoby, która go w danym momencie sprawuje. Tak więc, gdy osoba zostaje powołana na urząd, jej obowiązki i prawa są już określone przez prawo; a gdy posiadacz przestaje sprawować urząd, urząd jest nieobsadzony, ale nie znika, w oczekiwaniu na nowe powołanie.
Niektóre urzędy mają prawo boskie, jak np. urząd papieża rzymskiego czy biskupa diecezjalnego.
Utrata urzędu kościelnego (munus) oznacza zaprzestanie sprawowania tego urzędu, a więc i związanych z nim praw i obowiązków. Dlatego ten, kto wyrzeka się munus, wyrzeka się urzędu. Rezygnacja z papiestwa jest kanonicznym aktem prawnym, zgodnie z technicznym znaczeniem wskazanym w kanonie 332.2 CIC, co wyklucza jakiekolwiek znaczenie mistyczne lub alegoryczne. Dlatego też, kto nie rezygnuje z munus lub rezygnuje tylko z ministerstwa, nie składa ważnej rezygnacji zgodnie z prawem i dlatego pozostaje na stanowisku.
Jednak posługa jest działaniem. Ministerstwo to każda działalność skierowana na służbę duszom, w celu zbawienia (Search for "ministerio" | Lexicon Canonicum). Termin ten używany jest przede wszystkim w odniesieniu do działalności lub zadań duchownych, co jest jego właściwym sensem i wiąże się z przyjęciem sakramentu święceń. Tak więc, gdy ktoś zostanie wyświęcony, otrzymuje urząd kapłana, lub urząd biskupa, a gdy zostanie tak wybrany, urząd papieża. Ale zwykłe wykonywanie tego munus, urzędu czy urzędu wymaga spełnienia pewnych zadań czy funkcji, które nazywamy posługami.
Koncepcja posługi obejmuje współpracę i zastępstwo ze strony świeckich w posłudze duszpasterzy, w pewnych okolicznościach, poprzez instytucję tzw. posług świeckich, czyli pewnych zadań, które mogłyby być wykonywane przez kapłana, ale które mogą być realizowane przez świeckich (lexicon-canonicum.org/…aterias/derecho-canonico-de-la-persona/ministerio/).
Normą, która w ostatnich czasach najlepiej rozróżnia munus i ministerii jest, jak powiedzieliśmy wyżej, Dekret Presbyterorum Ordinis, o posłudze i życiu kapłanów, Pawła VI z 1965 roku.
W tym Dekrecie w numerach 5, 6, 11, 17 i 20 mówi się o munus (urzędzie) jako o odpowiedniku "urzędu", a w innych, takich jak 4, 5, 6, 8, 10, 11, 20..., o zadaniach kapłana mówi się w kategoriach "posługi", aby odnieść się do całkowitego sprawowania kapłaństwa lub do różnych rodzajów zadań (lub posług), jakie pociąga za sobą urząd kapłański.
Niniejszy dekret wychodzi zatem z założenia, że munus może być wykonywany w wielu formach lub posługach (ministerii). Co najmniej za pomocą ministerstw wymienionych w cytowanych numerach dekretu: "posługę słowa", "posługę sakramentów", "posługę liturgiczną", "gromadzenie rodziny Bożej" i "prowadzenie jej do Boga Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym", "prace duszpasterskie", "posługę wobec ubogich" oraz "inne posługi kościelne" lub "inne funkcje prezbitera"... Wszystko to razem składa się na "posługę kapłańską", czyli funkcje prezbitera, gdy już zostanie wyświęcony na taki urząd. Urząd Piotrowy posiada także inne własne posługi, które uzupełniają posługi kapłanów i biskupów: kierowanie Kościołem powszechnym, jego zgromadzenie, uświęcanie, utrzymywanie, utwierdzanie w wierze itd.
Od tego zasadniczego kanonu (kanon 145), CIC z 1983 roku rzutuje na to samo znaczenie munus jako urzędu-obciążenia, czasowego lub stałego, w odniesieniu np, do lektora (kanon 230,2) i do innych tymczasowych lub stałych urzędów świeckich (kanon 231), do profesorów (kanon 253), lub do innych urzędów, które mają być przyjęte przez kapłanów (kanon 274), lub do urzędu biskupa (kanon 334), do urzędu kolegium biskupów (kanon 337), do synodu biskupów (kanon 347), lub do urzędu kardynałów, którzy otrzymują zlecenia od papieża (kanon 358) itd.
Natomiast CIC z 1983 r. używa terminu "posługa" w odniesieniu do działalności lub sprawowania urzędu lub biura (np. kanony 41, 230. 3, 232, 233.1, 233.2, 237.1, 245.1, 249, 252. 1, 256.1, 271.1, 271.2, 276.1, 278.2, 281.1, 324.2, 385, 386.1, 392.2, 509.2, 545.1, itd.). Dla lepszego zrozumienia różnicy semantycznej między tymi dwoma pojęciami w CIC z 1983 r. odsyłamy do znakomitej książki kolumbijskiej prawniczki Estefaníi Acosty "Benedict XVI, Pope Emeritus?
Najważniejszym dowodem tego rozróżnienia jest fakt, że nie mniej niż kanon 332.2 tegoż kanonu wymaga, aby dla ważnego zrzeczenia się papiestwa, zrzec się munus, czyli urzędu lub stanowiska, a nie posługi lub działalności.
Kanon ten stwierdza, że papież, aby ważnie zrzec się papiestwa, musi dobrowolnie zrzec się "swojego urzędu" (muneri suo) i że to zrzeczenie "musi być formalnie zamanifestowane" (rite manifestetur), tzn. publicznie i zgodnie z formami wymaganymi przez ten kanon (tzn. zrzec się munus).
Te nowe wymagania kanoniczne dotyczące zrzeczenia się papieskiego zostały dodane przez reformę CIC z 1983 r., co nie miało miejsca w CIC z 1917 r. (kanon 221), gdzie wystarczało proste zrzeczenie się (bez wskazania na co), co świadczy o chęci odróżnienia się od poprzedniego reżimu jurydycznego, jako sposób na wyjaśnienie tej kwestii, która sprawiła tyle kłopotów prawu kanonicznemu od czasu abdykacji Celestyna V.
W ten sposób można powiedzieć, że każdy papież może korzystać ze swojego munus, jak chce: jedni podróżowali więcej, inni mniej, jedni nauczali więcej, inni mniej, jedni głosili dogmaty, inni nie, itd.
Tak więc Benedykt XVI, po pozornej rezygnacji, poświęcił się bardziej cierpieniu i modlitwie jako papież, w progach Piotrowych, ale też aktywnie uczestniczył w życiu publicznym Kościoła, udzielając wywiadów, pisząc własne książki i prologi do książek przyjaciół, wygłaszając przemówienia, jak choćby to niezapomniane na Uniwersytecie Urbaniana (gdzie udzielił reprymendy Bergoglio, przypominając, że dialog nigdy nie zastąpi misji); albo kiedy napisał ten wspaniały List w Wielkim Tygodniu 2019 r. przypominając, że problemy pedofilii w rzeczywistości ukrywają problemy braku wierności magisterium Kościoła, i powagę intrinsece malum, aby obalić możliwość, że dwie osoby żyjące w cudzołóstwie "more uxorio" mogą przyjąć komunię, powołując się na Veritatis Splendor przeciwko Amoris Laetitia; albo kiedy opublikował książkę na rzecz celibatu z kard. Sarah, gdy Bergoglio chciał otworzyć rękę na święcenie viri probati po Synodzie Amazońskim itd. Do tego stopnia, że niektórzy podwładni Bergoglio wytykali Benedyktowi zbytnie ingerowanie w życie Kościoła, a nawet Bergoglio w słynnej homilii skrytykował "proboszczów, którzy przechodzą na emeryturę w połowie" (maj 2017).
Dlatego z techniczno-prawnego punktu widzenia munus i ministerium są różnymi rzeczami, a to rozróżnienie zostało pozytywnie ocenione w całym CIC z 1983 r., a w jego obrębie, nie mniej, w kanonie 332.2, z woli papieża Jana Pawła II (wspomaganego przez kardynała Ratzingera). Jeden odnosi się do urzędu, z prawa ludzkiego lub boskiego. Drugi odnosi się do sprawowania urzędu. Rezygnacja Benedykta z samej tylko posługi była nieważna, ponieważ nie można oddzielić munus od posługi, a zatem zachował on zarówno właściwe mu munus, jak i ministerium, nawet jeśli sprawował je przy mniejszej liczbie okazji, jak wspomniano wyżej. I to w ujęciu czysto prawniczym. Nie ma tu żadnego kompo-tyzmu ani dietetyki.
Ponadto, przez analogię, możemy powiedzieć, że również w akcie zrzeczenia się można by zastosować to, co CIC z 1983 r. ustanawia jako powszechną zasadę dla każdego aktu administracyjnego singularnego prawa kanonicznego: że należy go rozumieć zgodnie z właściwym znaczeniem słów, w sensie ścisłym (kanon 36.1).
BŁĄD TRZECI: PAN SISCOE UWAŻA, ŻE URZĄD "PAPIEŻA EMERYTA" JEST WAŻNY I PRAWIDŁOWY.
Powołuje się na kanon 402.1. Jednak ten kanon odnosi się do biskupów emeritus (po osiągnięciu wieku 75 lat, z powodu choroby lub innych poważnych przyczyn), który to tytuł mogą posiadać, ponieważ ich rezygnacja została przyjęta przez papieża. Ale tytuł "Pope emeritus" jest prawnie niemożliwy dla papieża. Dzieje się tak dlatego, że Kodeks Prawa Kanonicznego dopuszcza tytuł "emeritus" tylko w przypadku przyjęcia rezygnacji z urzędu (munus).
Kanon 185 stanowi:
"Tytuł "emeritus" może być nadany temu, kto przestał pełnić urząd z powodu osiągnięcia pełnoletności lub z powodu przyjętej rezygnacji".
Ponieważ rezygnacja z urzędu (munus) papieża nie może być przez nikogo przyjęta (kanon 332.2 CDC), nie ma miejsca na papieża emeritusa.
Benedykt XVI był doskonałym znawcą prawa kanonicznego, dlaczego więc upierał się przy używaniu tego tytułu, wiedząc, że jest to prawnie niemożliwe? Otóż, moim zdaniem, był to sposób na powiedzenie, dla tych, którzy chcą zrozumieć, jeszcze raz, że był on nadal papieżem.
NA KONIEC PAN SISCOE MÓWI, ŻE NIE TRZEBA BYĆ PAPIEŻEM, ŻEBY SIĘ MODLIĆ I CIERPIEĆ.
To prawda, ale Benedykt XVI nie zrzekł się papiestwa, ale rządu Kościołem. Przypomnijcie sobie jego bardzo ważną homilię z 27 lutego 2013 r., gdzie w pełni wyjaśnia prawdziwe znaczenie swojej "rezygnacji":
"Zawsze" jest jednocześnie "na zawsze" - nie ma już powrotu do tego, co prywatne. MOJA DECYZJA O REZYGNACJI Z CZYNNEGO WYKONYWANIA POSŁUGI NIE UNIEWAŻNIA TEGO. Nie wracam do życia prywatnego, do życia w podróży, spotkaniach, przyjęciach, konferencjach itd. Nie porzucam krzyża. Nie porzucam krzyża, ale pozostaję w nowy sposób blisko ukrzyżowanego Pana. NIE MAM JUŻ MOCY URZĘDU DO ZARZĄDZANIA KOŚCIOŁEM, ale w służbie modlitwy pozostaję, że tak powiem, W ŁODZI ŚW. Święty Benedykt, którego imię noszę jako papież, będzie dla mnie w tym wielkim przykładem. Wskazał nam drogę do życia, które, czy to czynne, czy bierne, należy w całości do dzieła Bożego".
Benedykt był przykładem wielkiego mnicha, którego chcieli otruć jego właśni bracia ze wspólnoty. Po tym postanowił opuścić to miejsce i wrócić do Subiaco.
PODSUMOWANIE.
Wobec powyższego można powiedzieć, że interpretacja Declaratio Benedykta XVI jest oświecona, gdy uczciwie spojrzy się na to, co się po niej stało. "Mens" papieża Benedykta XVI nigdy nie było abdykowanie z papiestwa, ale raczej udawanie rezygnacji, by uchronić się przed wilkami (przed czym ostrzegał w homilii intronizacyjnej). Była to rezygnacja nieważna, która może być również interpretowana jako deklaracja utrudnionego widzenia, jak przekonująco wyjaśnił Andrea Cionci.
Bo jeśli obserwuje się działania i ubiór Benedykta XVI po rezygnacji, to potwierdza się, że uważał się za papieża i że faktycznie nim był, nawet jeśli nie mógł tego sprawować w sposób właściwy, ani powiedzieć tego otwarcie. Na początek więc został w Rzymie, a nie wrócił do rodzinnej Bawarii czy do jakiegoś dyskretnego klasztoru. Następnie nosić biały habit, z wymówką (reductio ad absurdum), że w tym dniu nie było czarnych sutann; nadal udzielać błogosławieństwa apostolskiego i podpisywać P.P. (rzeczy, które może robić tylko panujący papież); nie zrezygnował z używania swojego herbu papieskiego, odrzucając propozycję kard. Propozycja Andrei Cordero Lanza di Montezemolo w tej sprawie itd.
A jeśli chodzi o jego wypowiedzi, to kilkakrotnie dał do zrozumienia, że jego rezygnacja czy ustąpienie z urzędu nie było abdykacją: a więc zgrzytliwie, gdy w książce "Ostatnie rozmowy", z Peterem Seewaldem, wskazał, że żaden papież nie ustąpił tak jak on w poprzednim 1000-leciu, i że nawet w pierwszym tysiącleciu był wyjątkiem. Jest oczywiste, że w ostatnim 1000-leciu Kościoła aż czterech papieży abdykowało z papiestwa, a w poprzednim 1000-leciu to samo działo się aż sześciokrotnie. Wyjątek ten, jak zauważył Andrea Cionci, wydaje się odnosić do papieża Benedykta VIII, który został wyparty z Rzymu przez antypapieża Grzegorza VI, nie przestając być papieżem, choć uniemożliwiono mu sprawowanie posługi, aż do momentu przywrócenia go na tron papieski przez cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Henryka II. Benedykt zdaje się mieć tu na myśli tymi dziwnymi wypowiedziami, jak również wyjaśniał w książce "Ein Leben", używając innych słów, że jego rezygnacja (Rücktritt) nie była ważną abdykacją papiestwa (Abdankung).
Jego ubiór, działania i późniejsze wypowiedzi wyjaśniają faktami, że intencją Benedykta z jego "Declaratio" nie była abdykacja czy zrzeczenie się papiestwa, ale złożenie nieważnej rezygnacji lub abdykacji, pozostając jako papież w obrębach Piotrowych, będąc na Stolicy Piotrowej uniemożliwionej przez niewolę, relegację lub wygnanie (kanon 412: przypomnijmy sobie, jak Benedykt XVI został zmuszony do powrotu do Rzymu, nie mogąc uczestniczyć w śmierci swojego brata Georga, jak tego chciał).
Intencja lub "mens legislatoris" ( papieża) jest brana pod uwagę przez CIC jako istotny wymóg dla interpretacji niejasności praw kościelnych (kanon 17) oraz dla wielu innych istotnych kwestii (kanony 241.1, 597 i 646, 861.2, 869.2, 874.1, 996. 2, 1029, 1204, 1284, 1325 i 1329 itd.)
Ponieważ była to rezygnacja nieważna, akt ten był nieważny, gdyż był w nim błąd merytoryczny (kanon 126 w stosunku do kanonu 188 CIC) ze strony Benedykta (który moim zdaniem był celowy, jako mechanizm ucieczki przed masońską uzurpacją Kościoła Katolickiego), o ile dotyczył istoty rezygnacji (za to, że nie zrezygnował z papiestwa czy urzędu, ale z władzy Piotrowej) i za to, że nie miał zamiaru abdykować (co potwierdza jego ubiór, czyny i późniejsze wypowiedzi). Równie nieważne było więc późniejsze konklawe, na którym wybrano Jorge Mario Bergoglio, jak i sam jego wybór, ponieważ nieważny był warunek sine qua non obu: faktyczne istnienie wakatu.
Teraz należy poczekać, czy któryś z biskupów lub kardynałów ponownie podejmie tę dyskusję. Istotne jest również, aby nie podejmować żadnej osobistej inicjatywy w celu powołania nowego papieża przez aklamację lub przez jakiś synod rzymski, ani też nie wywierać nacisku na Kolegium Kardynałów. Oby Bóg sprawił, że przynajmniej resztka z nas zobaczy prawdę, kiedy On zechce.
Antonio José Sánchez Sáez
Profesor prawa administracyjnego
Uniwersytet w Sewilli
LA MUY RAZONABLE Y SOSTENIBLE TESIS DE LA NULIDAD DE LA RENUNCIA DE BENEDICTO XVI: REFUTACIÓN JURÍDICA DE ALGUNOS ERRORES DE ROBERT SISCOE - Como Vara de Almendro