Kobiety, a nie „osoby” w ciąży – prezenterka BBC na fali krytyki
Jak widać w Wielkiej Brytanii poprawność polityczna i źle pojęta tolerancja zostały doprowadzone już wręcz do groteski. To „Rok 1984” Orwella we współczesnym wydaniu. Martine Croxall popełniła myślozbrodnię i za to musi być ukarana!
„Osoby w ciąży” – lewacka nowomowa
Istnieją dwie płcie, a mężczyzna nie może być w ciąży. Tylko kobiety mogą rodzić i karmić piersią dzieci – taka jest oczywista prawda. Jednak w imię źle rozumianej tolerancji na Zachodzie próbuje się coraz bardziej zakłamywać rzeczywistość. Aby mężczyźni uważający się za kobiety, albo odwrotnie – kobiety udające mężczyzn – nie poczuli się urażeni, nie wolno już określać jednoznacznie płci. Nawet w tak jednoznacznej kwestii, jak ciąża!
Brytyjska prezenterka BBC, która podczas przedstawiania informacji o fali upałów nawiedzającej kraj powiedziała o kobietach w ciąży jako grupie szczególnie narażonej na skutki wysokich temperatur, spotkała się w związku z tym z miażdżącą krytyką. Jak mogła zmienić określenie „osoby w ciąży” na „kobiety w ciąży”? Toż to krzywdzące dla mężczyzn (czy raczej kobiet) trans z ciążowym brzuchem, którym też przeszkadza wysoka temperatura!
BBC: nie wolno wyrażać poglądów w „kontrowersyjnych” kwestiach
Po emisji programu informacyjnego z udziałem Martine Croxall do stacji BBC napłynęło kilkadziesiąt skarg na prezenterkę. ECU (BBC Executive Complaints Unit – Jednostka Skarg BBC) uznała 20 z nich, stwierdzając, że dziennikarka naruszyła zasadę bezstronności.
„Wywołanie silnego wrażenia wyrażania osobistego poglądu na kontrowersyjną kwestię, nawet jeśli było to nieumyślne, nie spełnia oczekiwań BBC wobec prezenterów i dziennikarzy w zakresie bezstronności” – podkreśliła stacja.
Stronniczość jest zakazana. Ale tylko w niektórych sprawach!
Jakby tego było mało, część widzów BBC wysnuła jeszcze bardziej absurdalny zarzut, stwierdzając, że Martine Croxall miała nie taką minę, jaką powinna mieć. Prezenter telewizyjny powinien mieć w końcu twarz jak skała i nie okazywać swoich poglądów. Szkoda tylko, że takich zarzutów nie stawiało się np. dziennikarzom nazywającym „antyszczepionkowcami” wszystkie osoby podważające w jakikolwiek sposób politykę lockdownów stosowaną w czasach pseudopandemii. O nich nie wypadało mówić inaczej niż z pogardą. Albo prezenterom, którzy o aborcji uparcie mówią „zabieg”, a o pigułkach aborcyjnych „leki”, narzucając w ten sposób proaborcyjną narrację. Tu akurat zarzuty byłyby słuszne!
Jak widać, podobnie jak u Orwella jest tylko jedna słuszna prawda. Dwa plus dwa równa się pięć. Wielki Brat patrzy! Trzeba uważać na to, co i jak się mówi, żeby przypadkiem tej jedynej słusznej prawdy nie podważyć.
Tekst: Anna Nowak