Witamy na starcie marszu LGBTQI+. Jak widzimy jest piękna pogoda i szlachetne hasła: równość, braterstwo, szacunek, tolerancja itp.
Frekwencja ludzi o spaczonych umysłach, którzy mają Prawo Boże za nic, jak widać dopisała, są uśmiechy i żywe rozmowy pełne entuzjazmu.
Trzy, dwa, jeden... Start!!! I już ruszyli, nic nie może powstrzymać ich z raz obranej drogi którą w swoim buncie przeciw Bogu obrali. Idą przed siebie jak bezrozumne zwierzęta, ale po co im rozum wystarczy im podszept diabła i w swojej pysze już wszystko wiedzą, wiedzą jaką drogą kroczyć! Nie potrzebują mapy, drogowskazu, napomnienia, diabeł jest dla nich jak najlepszy GPS.
Po drodze mijają transparenty "Jeszcze tylko parę kilometrów". Idą, idą niestrudzenie! Robi się coraz cieplej, marsz zwalnia, tłum zaczyna wyglądać jak jedna wielka bezrozumna masa.
Widać już mete, z daleka zdaję się zauważyć głównego organizatora tego marszu. Tak, tak proszę państwa to sam kierownik jeziora ognia: lucyfer.
Pierwsi uczestnicy marszu już wpadają na mete, a jest nią przepaść z której kłębi się czarny dym, i zioną jęzory ognia. Potworne krzyki słychać z dołu, jakby obdzieranych ludzi ze skóry. Wpadają tam setki, tysiące, miliony nieszczęśników na wieczne potępienie. Organizatorzy, (szatany) już każdą duszą się z osobna zajmują, dostają swoje przydziały, miejsca ich wiecznych mąk. Rozpacz, krzyk, ból, beznadzieja teraz takie hasła im tylko pozostały.
Diabeł zaciera ręce i mówi z szyderczym uśmiechem -Macie, swoją wolność, tutaj wszyscy będziecie równi w cierpieniach!!!
Jest dumny z siebie, że tak wiele dusz udało mu się zaciągnąć do piekła, pod pięknymi hasłami, w które ci ludzie bezmyślnie uwierzyli.