Boże Narodzenie w okupowanej Polsce. Nawet w Wigilię naziści nie mówili ludzkim głosem
Podczas wojny nikt nie mówił: „wesołych świąt!”. To stałoby, jak wyjaśniał czujny obserwator okupacyjnej rzeczywistości, „w zbyt krzyczącym kontraście z rzeczywistością”. Boże narodzenie nadal jednak obchodzono, szukając choćby pozoru normalności.
„Ludność polska obchodzi święta pod każdym względem niewesoło, choć ostatnie wiadomości o wypadkach wojennych dodały trochę otuchy” – notował w 1942 roku Ludwik Landau, autor niezawodnej Kroniki lat wojny i okupacji. Dalej pisał:
Obroty na święta trochę się ożywiły; podniesione do niesłychanego poziomu ceny mięsa (100–120 zł za kg schabu, 500 zł za gęś itd.) nie wszystkich odstraszyły – ale jednak znaczna część przygotowanych na święta ilości pozostała dotąd nie sprzedana i w ostatniej chwili ceny chyba się gwałtownie załamią.
Zdaniem tego znanego ekonomisty, ale też czujnego obserwatora codziennego życia, o nastrojach najlepiej świadczyło zarzucenie tradycyjnych świątecznych życzeń. Podczas wojny nikt nie mówił: „wesołych świąt …Więcej
jac05
A faryzeusze jacy byli? Modlili się pokutowali, pościli, i Jezusa Mesjasza nie rozpoznali, prześladowali Go i ukrzyżowali!
Kłopotliwe pochodzenie Jezusa jest po to abyśmy wiedzieli , że brudy nas nie oddzielają od Niego , nie możemy się bać.
Dziwne mówić podczas wojny: ,,wesołych Świąt". Raczej: jak najszybszego zakończenia wojny.
Ja nigdy nie życzę nikomu wesołych Świąt... wesołkowatość nie pochodzi od Boga... Ja życzę Świąt radosnych i błogosławionych... katolicy mają mieć radość w sercu a nie wesołość...