Clicks836
Edward7
23

Msza Święta, codzienna, największy skarb

Fragment ; Największy skarb - czyli codzienna Masza Święta.
We Mszy świętej pod postaciami chleba i wina jest cały Jezus, żywy, prawdziwy, rzeczywisty, istotny, ten sam, co się narodził w stajence w Betlejem, co umarł na Krzyżu i króluje w niebie, to jest z Ciałem, Krwią, Duszą, Bóstwem, jak to określił św. Sobór Trydencki i jak nas uczy Pismo św. Także w każdej Mszy św. Jezus ponownie rodzi się na ołtarzu w rękach kapłana i niekrwawo, to jest bez rozlania krwi, ale rzeczywiście ofiaruje się za nas, aby oddać Ojcu w naszym imieniu należny Mu hołd, wyjednać nam przebaczenie grzechów, jeśli za nie żałujemy, spłacić z naszym współudziałem długi nasze, zaciągnięte w stosunku do Boga i uzyskać dla nas wszelkie łaski, jednym słowem przychodzi na ołtarz, aby udzielić nam owoców Męki i Śmierci Swojej.

Wątpił o tej prawdzie jeden człowiek, a spotkawszy pewnego dnia Bł. Jana z Mantowy, zapytał go, jakże to być może, aby słowa kapłana miały taką siłę, aby przemienić mogły istotę chleba i istotę wina w Ciało i Krew Chrystusa Pana. "Chodź", rzekł Bł. Jan i zaprowadził go do fontanny, a zaczerpnąwszy szklankę wody, dał mu ją do picia. Zdziwił się ów człowiek, widząc, że woda zamieniła się w wino, i gdy wypił, wyznał, iż w życiu swoim jeszcze nie kosztował tak wyśmienitego wina. Wtenczas rzekł Święty:, „Jeśli za moim pośrednictwem, choć jestem człowiekiem tak marnym, mocą Boską woda zamieniła się w wino, tym więcej powinieneś wierzyć, że za pośrednictwem słów kapłana, które są słowami Boskimi, chleb i wino zamieniają się w Ciało i Krew Pana Jezusa!". To wystarczyłoby nawrócić tego człowieka, który uwierzył i uczynił pokutę za swój grzech. To samo i ja wam mówię:, jeśli Bóg może czynić tyle cudów, dlaczego nie mógłby uczynić i tego, aby być rzeczywiście obecnym we Mszy św.? Nie wątpmy o tej prawdzie. Bóg może wszystko i codziennie w każdej Mszy św., za pośrednictwem kapłana czyni ten cud wielki.
Tak, Jezus jest rzeczywiście obecny we Mszy św. Król Maurów Ad - Abulet uwięził kapłana katolickiego imieniem Genazjusza i zapytał go, czy umie czynić cuda. "Tak - odrzekł Genazjusz - i taką mam moc, że kilku słowami zamieniam chleb w Ciało potężnego Pana niebios, a wino w Krew Jego". Zaśmiał się król na te słowa i rozkazał, aby mu ten cud wielki pokazał. Ks. Genazjusz z natchnienia Bożego zgodził się. Kazał przygotować ołtarz i dnia następnego przystąpił do Mszy św. Król z całą swoją rodziną, licznymi podwładnymi, był obecny; uważnie śledził każdy ruch kapłana, nagle, w chwili przeistoczenia, czyli Konsekracji, ujrzał Hostię św., przemieniającą się w rękach kapłana w prześliczne Dzieciątko, promieniujące cudnym blaskiem. Na widok tego cudu król uwierzył w prawdziwość wiary katolickiej i zapragnął poznać jej naukę. Niedługo potem został ochrzczony, a z nim razem wielu jego podwładnych. Chociaż nie widzimy Pana Jezusa z ciałem obecnego w Hostii św. musimy jednak w to wierzyć, bo tak uczy nas wiara św. i stwierdzają nam to liczne cuda.

Musimy, więc wierzyć niezachwianie, tak jak w to wierzył św. Ludwik, król Francji. Pewnego rana św. Ludwik był w swojej komnacie, wtem usłyszał służbę, biegnącą w stronę jego apartamentów, wołając: "Cud! Cud!". Gdy stanęli przed królem, prosili go, aby zeszedł do kaplicy, gdzie w rękach odprawiającego Mszę św. kapłana ukazało się prześliczne Dzieciątko. "Idźcie - odrzekł król - ja nie potrzebuję widzieć, gdyż wierzę i nawet widzeniem cudu nie chcę przynieść uszczerbku wierze mojej" i nie ruszył się. W 1263 roku, pewien kapłan Niemiec, bardzo pobożny, wpadł w pokusę i miał wątpliwość, co do rzeczywistej obecności Pana Jezusa w Eucharystii. Aby uprosić sobie światło u Boga, przedsięwziął podróż do Rzymu. Przejeżdżając przez miasto Bolsena, zatrzymał się tam i odprawiał Mszę św. w kościele, św. Krystyny. I oto w chwili, w której podnosił Hostię nad kielichem, zamiast trzymać w ręku Chleb, uczuł i zobaczył prawdziwe Ciało, zbroczone Krwią i to tak obficie, iż zalany został korporał. Jakże łatwo domyśleć się wielkiego zdumienia, jakiego ów kapłan doznał. Ale oto drugi niepojęty cud: każda kropelka miała na sobie odbite oblicze ludzkie. Kapłan ów nie miał już siły, ani odwagi dokończyć Ofiary Mszy św., otwiera tabernakulum, wstawia kielich i korporał, drżący odchodzi od ołtarza. Biegnie rzucić się do stóp papieża Urbana IV, który właśnie się znajdował w mieście Orvieto w pobliżu Bolseny i błaga go o przebaczenie mu tego, choć niedobrowolnego, powątpienia w wierze. W kościele św. Krystyny, gdzie miało miejsce to zdarzenie, aż do obecnych czasów zachowują się ślady tego cudu. Gdy ów kapłan opuszczał ołtarz, kilka kropli Krwi padło na posadzkę i te plamy tak silnie się wryły, iż po dziś dzień są tak wyraźne i widoczne, jak w 1263 roku i są one dla pielgrzymów i podróżujących przedmiotem podziwu.

Nie czyńmy uszczerbku naszej wierze św. Wierzmy mocno i prawdziwie w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w św. Eucharystii, uczęszczając jak najczęściej na Mszę św., prośmy Boga, aby się otworzyły oczy tylu niedowiarkom.

Święta Elżbieta, królowa Portugalii, miała pazia bardzo cnotliwego, któremu zawsze polecała rozdawać jałmużnę biednym. Drugi paź, zazdrosny, oskarżył go przed królem o ciężki występek. Król uwierzył i postanowił ukarać go zaraz. Przywołał do siebie kierownika wielkich pieców i rzekł mu, iż dnia następnego przyśle mu pazia z zapytaniem czy wypełnił rozkaz króla? wtenczas ma go schwycić i wrzucić na spalenie do najgorętszego pieca. Tak rzecz postanowiwszy, na drugi dzień rano cnotliwy paź został wysłany do kierownika pieców. Lecz, przechodząc koło kościoła, przypomniał sobie, że tego dnia jeszcze nie był na Mszy św., wszedł, więc i zatrzymał się na dwóch, jednej po drugiej. W tym to przeciągu czasu król niecierpliwie oczekiwał wiadomości o wyniku tej zbrodni, a nie mogąc się doczekać, wysłał owego zazdrosnego pazia, aby zobaczył, czy rozkaz jego został spełniony. Kierownik pieców, myśląc, że ów paź jest ten, co ma być ukarany, schwycił go i wrzucił do tak rozpalonego pieca, że wkrótce płomień doszczętnie go zniszczył. Niedługo potem nadszedł pierwszy paź i zapytał: "Czy wypełniliście rozkazy króla?". "Tak - odrzekł kierownik - idź i powiedz królowi, że wszystko poszło doskonale".
Wraca, więc do króla z odpowiedzią, a król, ujrzawszy go, zdumiał, lecz gdy się dowiedział o tym, co było zaszło, musiał uznać sprawiedliwość sądów Bożych i zwrócił szacunek swój dobremu i cnotliwemu paziowi, przez Mszę św. wybawionemu od strasznej śmierci.

Św. Antoni nam opowiada, iż razu jednego dwóch młodych ludzi, bardzo niedobrych, wybrało się na przechadzkę. Jeden z nich wysłuchał był Mszy św., a drugi nie. Gdy byli w lesie, niebo pokryło się chmurami i zarwała się straszna burza. Wśród grzmotów i błyskawic usłyszeli głos: "Zabij, zabij!". I nagle piorun uderzył w jednego z nich i zwęglił go zupełnie. Drugi przerażony zaczął uciekać; a oto ten sam głos woła za nim: "Zabij, zabij!". Biedny młodzieniec uważał się za straconego i oczekiwał tylko chwili, w której piorun w niego trafi, lecz oto inny głos odpowiada pierwszemu: "Nie mogę, nie mogę, bo on dziś rano Mszy św. wysłuchał, a Msza św., na której był obecny, nie pozwala mi w niego uderzyć". Nawet kosztem wysiłku ofiary, chodźmy na Mszę św., gdyż ona to dla świata całego jest piorunochronem, przed słusznym, za grzechy nasze, zagniewaniem Boga. O! ileż razy Bóg nas wybawił od śmierci i licznych niebezpieczeństw dla Mszy św. przez nas wysłuchanej!

Msza święta, mówi św. Leonard, tak jak i słońce rzuca swoje promienie na dobrych i na złych, a nawet najgorsza na świecie dusza, która wysłucha Mszy św. lub ją każe odprawić, ciągnie z niej wielkie korzyści, chociaż nie prosi o nie i nawet o nich nie myśli.

W 1906 r. 31 maja uczyniono w rannych godzinach zamach na życie króla hiszpańskiego i królowej. Bomba, dana do użytku królobójcy, wybuchła z hukiem wielkim, siejąc śmierć, wokoło, lecz król Alfons XIII i królowa wyszli cudem bez szwanku. Dowiedziano się potem, że tego samego dnia i mniej więcej o tej samej godzinie, w której był zamach, odprawiała się Msza św. przez parę królewską zamówiona w Bawarii, przed obrazem cudownym Matki Bożej. Na tę pamiątkę króli królowa posłali do miejsca cudownego odłamki bomby, które były wpadły do ich karety galowej, oprawne w złoto, z napisem: "W dowód wdzięczności Królowej Nieba i naszej ukochanej Pani król hiszpaoski Alfons XIII i królowa Wiktoria 31 maja 1906 r."

MSZA ŚWIĘTA UWALNIA NAS OD GRZECHU
Św. Augustyn mówi jasno, że kto pobożnie słucha Mszy św., otrzyma przebaczenie wszystkich grzechów do tej chwili popełnionych, oraz siłę, aby się wyzwolić od grzechów śmiertelnych i nie popełniać ich więcej. Przede wszystkim Msza św. gładzi grzechy powszednie.

Św. Jerzy wspomina nam o pewnej biednej kobiecie, która co poniedziałek zamawiała Msze św. za swego męża, który dostał się był do niewoli barbarzyńców, stąd przypuszczała nawet, że już nie żyje. Parę lat potem człowiek ten, uzyskawszy wolność, powrócił do żony i opowiadał, że co poniedziałek o pewnej godzinie spadały mu kajdany z rąk i nóg i na czas jakiś pozostawał od nich uwolniony, a działo się to dokładnie w tej godzinie, w której Msza św. za niego była odprawiona. Grzechy powszednie są to więzy, łańcuchy duchowe, które trzymaną, duszę spętaną, uwięzioną i nie dają jej działać z tą swoboda i gorliwością, z jaką by działać mogła, gdyby od nich była wolna. Msza św. zrywa te więzy, kruszy łańcuchy, zmazuje grzechy powszednie i daje nam wolność synów Bożych. Po drugie Msza św. oswobadza nas i od grzechów śmiertelnych: nie znaczy to, aby je zmazywała sama z siebie bezpośrednio, jak to czyni Sakrament pokuty, ale wyprasza nam pomoc i dobre natchnienia, aby za nie żałować, oraz środki, aby z nich się poprawić i siłę, aby już ich więcej nie
popełniać.

Niejaki młodzieniec z rodziny szlacheckiej, Baltazar Guinigi, mieszkający w mieście Luccia, był graczem skończonym, co było powodem jego licznych i różnorodnych upadków. Idąc pewnego dnia do domu gry, w którym spędzał długie godziny na zabawie z towarzyszami, przechodził koło kościoła św. Michała i uczuł w sercu swoim głos, który mu mówił: "Wejdź do kościoła, wysłuchaj Mszy św. i powróć do stanu łaski". Chwilkę walczył ze sobą, lecz wszedł, wysłuchał Mszy św. i uczynił przed Czcigodnym Ojcem Franciotti wyznanie wszystkich swoich grzechów. Wychodząc z kościoła, spotkał się ze swymi przyjaciółmi, a oni, nie mogąc powstrzymać zdziwienia, tak jak gdyby widzieli umarłego, który zmartwychpowstał, wszyscy razem wykrzyknęli głośno: "Jak to, ty tu? Czyś ty nie Baltazar Guinigi?, A jeśli nim jesteś, skąd się to dzieje, żeś żywy! Opłakaliśmy Cię, jak umarłego". Baltazar, który nic nie wiedział o nieszczęściu, jakie spotkało jego towarzyszów gry, stał niemy przed nimi, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć. Ale zdziwienie jego przemieniło się w przerażenie, gdy dowiedział się od nich, że właśnie, gdy on był w kościele, zawalił się nagle dom, w którym znajdowali się jego towarzysze gry i grzechu, grzebiąc ich pod gruzami, a stojący przed nim przyjaciele myśleli, że i on, jak zwykle, znajdował się tam i zginął marnie. Guinigi widząc, że natchnieniu Bożemu i wysłuchaniu Mszy św. zawdzięcza uratowanie go od tak smutnego końca, jak ten, który spotkał jego towarzyszy, nawrócił się i do śmierci żył świątobliwie.

Widzicie, najmilsi, jak ważną jest rzeczą słuchać dobrych natchnień, bez ociągania się i jak wiele dobrodziejstw może nam przynieść Msza św
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA shares this
3431
MSZA ŚWIĘTA UWALNIA NAS OD GRZECHU
Posoborowe absurdy
Jaka Msza uwalnia od grzechów
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
posoborowe absurdy, każda Msza Święta.
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA
,,Wzywam was do ofiary codziennej Mszy Świętej , bo to jest ratunek dla zagubionej ludzkości.''
,,Pamiętajcie, że Msza Święta jest największą Ofiarą. Moja Ofiara w połączeniu z waszą, ma wielką moc niszczenia zła.''

Orędzie o Mszy Świętej, przekazane Zofii Grochowskiej dn. 25.03.1994
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
"...przyjście Chrystusa będzie bezpośrednio poprzedzone straszną i niespotykaną eksplozją zła, …

"...ustanie ofiara i ofiarowanie: i będzie w kościele obrzydłość spustoszenia..." (9, 27) oraz "...i zgwałcą świątynię mocy, i odejmą ustawiczną ofiarę, a dadzą obrzydłość na spustoszenie..." (11, 31).

Czym innym jak nie
Mszą może być "ustawiczna ofiara"?

I czy nie dostajemy ostrzeżenia, że to …
More
"...przyjście Chrystusa będzie bezpośrednio poprzedzone straszną i niespotykaną eksplozją zła, …

"...ustanie ofiara i ofiarowanie: i będzie w kościele obrzydłość spustoszenia..." (9, 27) oraz "...i zgwałcą świątynię mocy, i odejmą ustawiczną ofiarę, a dadzą obrzydłość na spustoszenie..." (11, 31).

Czym innym jak nie
Mszą może być "ustawiczna ofiara"?

I czy nie dostajemy ostrzeżenia, że to właśnie Msza zostanie zaatakowana w jakimś momencie historii? Posłuchajmy Malachiasza (1, 7)

"Ofiarujecie na ołtarzu moim chleb skalany, a mówicie: Czymże cię skalaliśmy?". Czy Jeremiasz nie mówi w Bożym imieniu kiedy się skarży: "Namiot mój jest zburzony, wszystkie powrózki moje porwały się, synowie moi odeszli ode mnie i nie ma ich... Bo
głupio postępowali pasterze, a Pana nie szukali, przeto nie zrozumieli i wszystka trzoda ich jest rozproszona" (10, 20-21). I rzeczywiście, historia się powtarza gdyż Ezechiel mówi z kolei: "Kapłani jej wzgardzili zakonem moim i splugawili świątynie moje; między świętą rzeczą a nieświętą nie robili różnicy" (22, 26).
.
Edward7
Abp, Jan Paweł Lenga, O Mszy Trydenckiej i o bractwie Piusa X - youtube.com/watch?v=9O-d23ebVlU